Cywilizacja

Za kradzież telewizora puszczają wolno, za spacer grozi grzywna. Anarchia w czasach koronawirusa

We Francji są całe, tzw. wrażliwe dzielnice, które nie chcą podporządkować się zasadom kwarantanny. Osiemnasta, najbardziej nasycona imigracją, dzielnica Paryża ma kłopoty z dyscypliną w czasie epidemii. Dziennie policja udziela tam 200 upomnień. W ostatnich dniach szczególnie niespokojnie było też na stołecznych przedmieściach, w Nanterre i Villeneuve-la-Garenne, gdzie młodzi ludzie starli się z policją.

Sezon na prognozy został otwarty. Chiński wirus ma zamykać epoki i dokonywać przełomów – zmienić formy pracy i stosunki między państwami, skończyć z globalizmem i przyznać rację zwolennikom państw narodowych.

Gdy epidemia wygaśnie, bezsprzecznie znajdziemy się w innym krajobrazie gospodarczym. W Europie mówi się o milionach bezrobotnych, o tysiącach bankrutujących przedsiębiorstw. W Stanach Zjednoczonych przewiduje się dwucyfrowe bezrobocie o skali, jakiej ten kraj nie widział od czasów kryzysu sprzed niemal stu lat.

Bezrobotne masy, a szczególnie tłumy imigrantów, którzy zamiast trafić do raju, zastaną gospodarczą ruinę, mogą stanowić zaczyn zaburzeń społecznych. A w miastach za Zachodzie są całe dzielnice, które tylko czekają na iskrę.

Przed eksplozją

Przed zamieszkami ostrzega Francesco Rocca, stojący na czele Międzynarodowej Federacji Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca: – Wielu ludzi – mówi Rocca – żyje w zmarginalizowanych miejscach, w tak zwanej społecznej czarnej dziurze… Obawiam się, że w najtrudniejszych dzielnicach wielkich miast będziemy mieć niepokoje społeczne.

I dalej: – To bomba, która może eksplodować w każdej chwili.

Upadek cywilizacji można wyobrażać sobie z grubsza na dwa sposoby. Jako gwałtowną śmierć, kataklizm, uderzenie meteoru, epidemię, która unicestwia całą populację czy atak atomowy, który niszczy wszystko w swoim zasięgu. Do takiej wizji przyzwyczaiły nas hollywoodzkie filmy.
Tuniki, togi, czyli obrady rzymskiego senatu według Williamsona. Fot. Culture Club/Getty Images
Można jednak wyobrazić sobie upadek tak jak przebiegał on w antycznym Rzymie. Stopniowo, powoli kończyło się wszystko: styl życia, wartości, przestawało obowiązywać prawo, a bezpieczeństwo stawało się luksusem. Rzymska biurokracja nawet nie dostrzegła, że imperium znika. Pracowała dalej.

Takiej lekcji końca nie uświadczymy w kinie. Możemy jednak obserwować ją teraz, w czasie epidemii, na przykładzie Ameryki i Francji. Tam anarchia już się zaczyna, jej ofiarą pada porządek.

Odpuścić drobnym przestępcom

Jednak wirus z Wuhan tylko nasila pewne skłonności, które w zachodnich społeczeństwach można było obserwować od lat. Potęguje je i przyspiesza ich rozwój. Tak właśnie jest z przekonaniem, że więzienie to instytucja, którą należy usunąć z życia społecznego.

Wielu amerykańskich polityków i prawników najwyraźniej doszło bowiem do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem problemu przestępstw będzie odwrócenie się do niego plecami.

Trump rośnie w siłę. Na tle radykalnych Demokratów staje się symbolem normalności

Program amerykańskiej lewicy: aborcja także po narodzinach, pochwała marksistowskich dyktatur, likwidacja wszystkich samochodów, samolotów i… krów.

zobacz więcej
W 2014 roku stan Kalifornia uchwalił prawo mówiące, że kradzieże przedmiotów o wartości nieprzekraczającej 950 dolarów, będą kwalifikowane jako wykroczenie. Obniżono ich „ciężar prawny”, bo uznano, że ich szkodliwość jest niewielka. Policja w Kalifornii ma tyle na głowie, że odpuszcza ściganie za wykroczenia.

Złodzieje szybko się w tej nowej strategii zorientowali i rozpoczęły się kradzieże na wielką skalę. – Mamy do czynienia z zuchwałością dotąd niespotykaną, z całkowitą pogardą dla innych członków społeczeństwa – zauważył porucznik Mark Donaldson, policjant z Vacaville, w reportażu dla telewizji CBS13.

Ci, którzy gorąco popierali tę zmianę prawną, podnosili argument, że zmniejszy ona problem obłożenia więzień i pozwoli walczyć z wykluczeniem społecznym. Co do tych dodatnich skutków, to nie ma jasnych wyników. Są za to statystyki z Public Policy Institute of California.

Wykazują one, że rok od wprowadzenia tego prawa nastąpił wzrost kradzieży o 9%, a przestępstwa z udziałem przemocy wzrosły o 13%. Autorzy zastrzegli przy tym, iż nie można stwierdzić związku między tymi zjawiskami.

Zdrowy rozsądek podpowiada jednak: złodzieje mają większą skłonność do przemocy niż zwykli obywatele, a więc jeżeli jest ich więcej na ulicach – w wyniku „poluzowania” praw – to naturalnie będzie więcej przemocy.

Po wprowadzeniu tej ustawy znacząco pogorszyła się sytuacja w San Francisco, gdzie po roku jej obowiązywania zanotowano największy wzrost kradzieży ze wszystkich amerykańskich miast. W tym zestawieniu cztery inne kalifornijskie miasta znalazły się w pierwszej dziesiątce.

Podobnego rodzaju eksperymentów próbowano w Filadelfii. Efekt? Znacząco wzrosła kradzież aut, rowerów oraz produktów ze sklepów.
„Ręce do góry, nie strzelaj”- pod takim hasłem, w grudniu 2014 roku, protestowano w San Francisco przeciwko uprzedzeniom rasowym w wymiarze sprawiedliwości. Fot. Justin Sullivan/Getty Images
W hrabstwie Suffolk w stanie Massachusets również przymierzano się na początku tego roku do zaprzestania ścigania za kradzież i zakłócanie porządku publicznego. Wywołało to jednak oburzenie wśród stowarzyszenia handlarzy detalicznych, który poczuli, że wystawiono ich na żer bandytów.

W Houston w Texasie również ogłoszono, że kradzieże za wartość niższą niż 750 dolarów nie będą ścigane. Gubernator tego stanu, Greg Abbott, oznajmił wtedy, że oznacza to „porzucenie rządów prawa”.

Eksperymenty postępowych prokuratorów

Dla wielu ideologów „dekarceracji” obecny kryzys stanowi znakomitą okazję do wdrażania ich reform. Posunięcia tego rodzaju stały się częścią pejzażu walki z pandemią. Za kradzież telewizora puszczają wolno, choć za pójście do parku w czasie kwarantanny grozi wysoka grzywna.

Strach w Nowym Jorku. Koronawirus zatrzymał miasto, które nigdy nie śpi

Szpitale polowe powstają w słynnym Parku Centralnym na Manhattanie, i na kortach tenisowych w Queens, gdzie co roku odbywa się turniej U.S. Open.

zobacz więcej
I tak policjanci w Filadelfii dostali polecenie, aby nie dokonywać aresztowań za: kradzież, włamania, wandalizm, kradzież samochodu, przestępstwa gospodarcze oraz za prostytucję. Słowem, zawieszono działanie prawa. Uznano, że policja nie jest zdolna utrzymać bezpieczeństwa w mieście. Zasadne pytanie zatem brzmi: czy Filadelfia to miasto upadłe?

W stolicy stanu Ohio, Cincinnati, nie jest lepiej. Policja w czasie epidemii nie będzie interweniować na wezwania dotyczące napaści – chyba że napastnik jest obecny na miejscu albo ofiara wymaga pomocy medycznej – ani na zgłoszenie kradzieży, z wyjątkiem sytuacji, gdy możliwe jest pojmanie sprawcy na miejscu.

Los Angeles również ograniczyło liczbę aresztowań: dokonuje się ich teraz 60 dziennie, przed epidemią ta liczba osiągała pułap 300. Jeden z działaczy ruchu „dekarceracji”, Robin Steinberg stwierdził, że należy w tym trudnym czasie wezwać policjantów do ograniczenia aresztowań za przestępstwa, za które „zbyt łatwo aresztowali do tej pory”.

To samo dzieje się w Nowym Jorku, gdzie prokurator dystryktu brooklyńskiego zapowiedział, że nie będzie ścigał za przestępstwa, które nie zagrażają bezpieczeństwu publicznemu.
W czasie walki z epidemią koronawirusa niektóre ulice Nowego Jorku zostały wyłączone z ruchu. Fot. John Lamparski/Getty Images
W Chicago biuro szeryfa ogłosiło, że opróżnienie więzień stanowi wysoki priorytet. Wtórowała mu organizacja krytyczna wobec instytucji więzień, Chicago Community Bond Fund oświadczając, że „jedyną dopuszczalną odpowiedzią na COVID-19 jest dekarceracja”. Czyli mówiąc po ludzku: w dobie kryzysu, przez jaki przechodzą Stany, grupa ta nie widzi lepszego wyjścia od wypuszczenia przestępców na ulicę.


To, co dzieje się dziś w Ameryce jest następstwem działań „postępowej prokuratury”. To grupa ludzi, których łączy przeświadczenie, że system sprawiedliwości i więziennictwa jest kwintesencją dyskryminacji. Ta lewicowa utopia opiera się na romantycznej wierze, że przestępca to ofiara społeczeństwa, a nie na odwrót.

W 2018 roku w „Harvard Law Review” ukazał się artykuł, w którym została objaśniony mechanizm opresji. Po pierwsze, cały system prawny to „rasistowska struktura”. Po drugie, jedynie postępowi prokuratorzy mogą go przeobrazić.

Szkopuł w tym, że na takich postępowych prokuratorów głosują wyborcy i ci sami wyborcy mogą potem wybrać kogoś innego, kto przekreśli ich osiągnięcia. Trzeba więc dążyć do demokratycznego nadzoru nad ich urzędem, inaczej wszystkie postępowe zdobycze przepadną.

Dzisiaj, w samym środku epidemii ci sami ludzie żądają, aby dać wolność przestępcom, którzy siedzą za złamanie zwolnienia warunkowego oraz nielegalnym imigrantom do 21. roku życia.

„Wrażliwe” dzielnice bez kwarantanny

W Europie największym bodaj skupiskiem miejsc zapalnych jest Francja. Nie brakuje tu dzielnic tzw. wrażliwych, które są w stanie nieustannego wrzenia. Wirus z Wuhan może być iskrą, która wysadzi tę beczkę prochu.

Szczury w metrze, dilerzy na ulicach, mieszkańcy w rozpaczy. Paryż jak metropolia z Trzeciego Świata

Przez ostatnie pięć lat stolicę opuściło 60 tys. paryżan. Stracili poczucie bezpieczeństwa.

zobacz więcej
Owe newralgiczne dzielnice nie chcą podporządkować się zasadom kwarantanny. Osiemnasta, najbardziej nasycona imigracją, dzielnica Paryża ma kłopoty z dyscypliną w czasie epidemii. Dziennie policja udziela tam 200 upomnień za łamanie zasad kwarantanny.W ostatnich dniach niespokojnie było też na stołecznych przedmieściach, w Nanterre i Villeneuve-la-Garenne, gdzie młodzi ludzie starli się z policją.

W jednej z dzielnic Bordeaux młodzież urządzała sobie wyścigi samochodowe. Gdy na miejscu zjawiła się policja, wywiązała się walka. Z jednego z okien na głowy funkcjonariuszy zrzucono lodówkę.

Gdy w Compiègne pojawił się patrol reagujący na wezwanie w sprawie zakłócania godziny policyjnej, trzydziestu łobuzów rzuciło się na samochód policyjny. W okolicy Tuluzy przez kilka dni płonęły auta. W Strasburgu zaatakowano komisariat, który obrzucono koktajlami Mołotowa przy wrzaskach „Allahu Akbar”.

W Romans-sur-Isère 30-letni Sudańczyk wyskoczył na ulicę z okrzykiem „Allahu Akbar”. Ranił nożem kilka osób, zabijając dwie, w tym ojca na oczach jego dzieci.

Minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner, wbrew ciągłym wysiłkom mediów, które pragną maskować ataki muzułmanów, nazywając je „przystępami szaleństwa”, stwierdził wprost: to był akt terroryzmu. Sudańczyk czekał na rozpatrzenie prośby o azyl, gdy nadeszła kwarantanna, która, jak wyznał jego współlokator, „bardzo go denerwowała”.

Ilu w Europie będzie musiało się jeszcze „zdenerwować”, aby państwa przypomniały sobie, że ich najważniejsze zadanie to zapewnienie bezpieczeństwa własnym obywatelom?

Gołym okiem widać, że Francja podzielona jest na dwa społeczeństwa, które różnią się od siebie pod wieloma względami. Również na punkcie szacunku wobec porządku. A przecież solidarność społeczna musi się opierać na głębszym fundamencie cywilizacyjnym.
Policja miejska sprawdza pozwolenie na wyjście z domu w okolicach wieży Eiffla w Paryżu. Fot. Chesnot/Getty Images
Francuska minister sprawiedliwości Nicole Belloubet nie zdecydowała się na wzmocnienie bezpieczeństwa francuskich ulic. Opróżniła za to cele z 3500 przestępców.

Kryzys zaniepokoił prawicowych parlamentarzystów i radnych, którzy wystosowali list do premiera Édouarda Philippe’a. Przywołują tam słowa jednego z polityków rządowych, który miał powiedzieć, że „sprawdzanie, czy w pewnych dzielnicach nie dochodzi do handlu i do zgromadzeń, nie stanowi priorytetu”. Autorzy listu domagają się, aby siły porządku czuwały nad przestrzeganiem reguł kwarantanny na całym terytorium, nie wyłączając „wrażliwych” dzielnic. List pozostał bez odpowiedzi.

Kilka dni po jego publikacji rząd powiadomił, że zwróci wolność 130 „zradykalizowanym” muzułmańskim więźniom.

„Bandyci, wrzućcie na luz. Okej?”

W wielu zachodnich miastach bezpieczeństwo staje się wspomnieniem, a strach i bezradność rzeczywistością. Gdy prawo wyzbywa się środków działania, pozostają wezwania takie jak to burmistrza Houston.

W zeszłym tygodniu zwrócił się on do kryminalistów: „Dopóki epidemia się nie skończy, bandyci, wrzućcie na luz. Okej? Zostańcie w domu i nie popełniajcie przestępstw. Wszyscy wyluzujcie”.

Problem polega tylko na tym, że gdy władza używa takich słów, społeczeństwo już od dawna jest bezbronne.

– Krzysztof Tyszka-Drozdowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kobieta, która stanęła przeciw Łukaszence
Przez lata żyła „przy mężu”. Dziś musi sprostać roli męża stanu.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak zarobić na Białorusi. Polski biznes w państwie Łukaszenki
To kraj fantastycznie uporządkowany, nie ma tam szarej strefy, jak na Ukrainie czy w Rosji – mówią inwestorzy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Dlaczego zarażeni Polacy rzadziej umierają w weekendy? Dziwne...
W czasie pandemii liczba zgonów spadła. Najbardziej na Lubelszczyźnie, Podlasiu i Podkarpaciu
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Demokraci byli rasistami. Republikanie walczyli o prawa czarnych
Elity republikańskie przypominały namaszczonych elitarnych działaczy Unii Wolności przekonanych, że prowadzą kraj ku postępowi.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Życie na 500 procent normy
„Wtedy Bóg rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną; niechaj więc żyje tylko 120 lat”.