Cywilizacja

Tu nie ma żadnego koronawirusa... Jak władze ukrywają epidemię

Za noszenie maseczki można zostać aresztowanym. W meczach futbolowych grają zakażeni piłkarze. Miasta odkaża się dymem z narkotycznych substancji. Stołeczne kamery zostały podłączone do systemu rozpoznawania twarzy.

– Lepiej umrzeć stojąc, niż żyć na kolanach – oznajmił w rozmowie z dziennikarką rządowej stacji ONT Aleksander Łukaszenko. Wywiad został udzielony podczas amatorskich mistrzostw Białorusi w hokeju na lodzie. Na trybunach były tłumy kibiców. Bo za naszą wschodnią granicą – oficjalnie – problemu z COVID-19 nie ma, a życie toczy się normalnym trybem.

Dzieci chodzą do szkół, rodzice do pracy, klienci do otwartych galerii handlowych, a fani na mecze piłkarskie. Sposobem na uniknięcie zachorowania jest, według rad prezydenta, picie wódki, chodzenie do sauny, jazda na traktorze i uprawianie sportów. Najlepiej zimowych.

Tyle dowiemy się z rządowych przekazów. Nieoficjalnie, obraz Białorusi nie jest już tak różowy. Kraj do epidemii jest kompletnie nieprzygotowany i po raz kolejny poprosił Moskwę o pomoc. Władza zaklina rzeczywistość i robi co może, by zatuszować prawdziwe rozmiary choroby.

Ludzie więc zaczęli nagle masowo umierać na zapalenie płuc, a ich rodziny nie informują o tym, bo są zastraszane przez KGB. Lekarze są zmuszani do podpisania pisemnego zobowiązania o zachowaniu tajemnicy służbowej, a niezależni dziennikarze nękani przez prokuraturę. Białorusini, z którymi rozmawiał Tygodnik TVP mówią wprost: – Rząd zostawił nas samych sobie. Chcemy uciekać do Polski, bo tu czeka nas śmierć!
"Antykowidowe" makaroniki na wystawie cukierni BonGenie w Mińsku 27 marca 2020. Fot. Natalia Fedosenko\TASS via Getty Images
Ale toporna propaganda sukcesu to nie tylko domena Białorusi. O prawdziwych rozmiarach tragedii w Rosji nigdy się nie dowiemy, bo osobiście nadzoruje to Władimir Putin. W Tadżykistanie za samo wymówienie słowa „koronawirus” można trafić do więzienia. Także Ukraina kompletnie nie radzi sobie z zagrożeniem. Tam jednak nie chodzi o kult władzy, a o rozkład państwowości i brak funduszy. Niestety w krajach postradzieckich wygląda to fatalnie. Także dla Polski.

Propaganda vs. rzeczywistość

Według danych białoruskiego Ministerstwa Zdrowia w tym kraju przypada aż 25 respiratorów na 100 tys. mieszkańców. To więcej niż w Stanach Zjednoczonych czy we Włoszech. Do tego dochodzi 2,2 tys. przygotowanych łóżek na oddziałach zakaźnych. Znów: wypada bardzo dużo w stosunku do liczby aktualnie zakażonych. Resort przekonuje też, że ma wystarczającą liczbę testów. Poinformował, że część z nich jest produkowana w krajowych laboratoriach. Tyle oficjalne dane. Nasi rozmówcy przedstawiają sytuację zgoła inaczej.

– Pracownicy służby zdrowia są przerażeni – opowiada w rozmowie z Tygodnikiem TVP Polka mieszkająca w Grodnie. – Brakuje dosłownie wszystkiego. Zaczynając od procedur bezpieczeństwa, poprzez środki ochronne, a na specjalistycznym sprzęcie kończąc. Lekarze nie mogą rozmawiać o chorobie nawet z rodziną. Nakazano im podpisanie zobowiązań do zachowania tajemnicy. Większość przypadków koronawirusa należy diagnozować jako zapalenie płuc. Oficjalne statystyki mają wyglądać idealnie. Tak, by u nas epidemii nie było.

To nie jedyny taki przypadek. Ośrodek Studiów Wschodnich alarmuje, że funkcjonariusze KGB zastraszają nie tylko rodziny medyków i pielęgniarek, ale nawet chorych czy zmarłych. Zmuszają ich do milczenia na temat prawdziwych okoliczności śmierci bliskich.

Inny nasz rozmówca jest przekonany, że za miesiąc sytuacja w kraju będzie przypominała tę we Włoszech. – W państwowych firmach czy urzędach nawet nie chcą słyszeć słowa koronawirus. Mamy obligatoryjny nakaz chodzenia do pracy. Inaczej możesz zostać zwolniony. Boimy się, ale z czegoś przecież trzeba żyć. Władze podejmują nieoficjalnie jakieś działania, jednak są one tak mizerne, że każdy może liczyć wyłącznie na siebie. Najlepiej byłoby rzucić wszystko i wyjechać do Polski. Tylko jak mógłbym zostawić rodzinę? – pyta teoretycznie.
Niby koronawirus to nie problem, białoruska liga futbolowa gra normalnie, ale kibce nie wejdą na stadion, jeśli będę mieli podwyższoną temperaturę. Na zdjęciu kontrola przed meczem Dynama Brześć z Isłaczem Minski Rajon 12 kwietnia 2020. Fot. Natalia Fedosenko\TASS via Getty Images
Nasi rozmówcy nie chcą podawać imion i nazwisk, bo może się skończyć jak z Natalią Łarionową z Witebska. Lekarka zamieściła w sieci społecznościowej Vkontakte dramatyczny apel. „Sytuacja zaczyna wymykać się pod kontroli. Niedługo lekarze nie będą nadążać z napływem chorych. Liczby, które Białoruś podaje do WHO, są mityczne. Jest mi strasznie, ponieważ mieszkam sama z synem. Jeżeli gdzieś zniknę, nie milczcie, proszę!” – napisała Łarionowa. Już dzień później kobieta została wezwana przez lokalną prokuraturę.

Kłopoty mają blogerzy i reporterzy którzy ośmielają się podważać oficjalne dane lub publikować niewygodne informacje. Dziennikarz Siarhiej Sacuk został zatrzymany w Mińsku przez funkcjonariuszy państwowego Departamentu Dochodzeń Finansowych. Wszczęto przeciwko niemu postępowanie karne dotyczące płatnej protekcji. Dziennikarz twierdzi, że to zemsta za publikacje o korupcji i nadużyciach związanych z zakupem sprzętu medycznego.

Bal na Titanicu

O tym, że władze bagatelizują problem niech świadczy fakt, że w białoruskiej lidze piłkarskiej nadal rozgrywane są mecze. I to przy udziale publiczności. To jedyna liga w Europie, która nie zawiesiła rozgrywek. Co więcej, ponoć grają w meczach także ci piłkarze, u których zdiagnozowano koronawirusa. Tak twierdzi albański pomocnik Szachtiora Soligorsk. – W minioną sobotę rozegrałem kolejny mecz, a w niedzielny poranek mieliśmy trening. Wszystko jest normalnie. Mamy nawet zawodnika, u którego stwierdzono zakażenie. To daje nam powody do zmartwień, ale takie są odgórne decyzje. Podpisaliśmy kontrakty i powiedziano nam, że musimy grać, bez względu na wszystko – mówi Azdren Llullaku.

Epidemia nie przeszkadza też wojsku. Odbyły się więc ćwiczenia jednostek wojskowych, w których udział wzięło 3 tys. żołnierzy i kilkuset rezerwistów. Co więcej kontynuowane są przygotowania do wielkiej defilady związanej z obchodami 75. rocznicy zwycięstwa w II wojnie światowej. Choć nawet w Moskwie ta uroczystość odbędzie się najprawdopodobniej bez udziału publiczności.

Białorusinów to jednak nie uspakaja. W sondażu przygotowanym przez Międzynarodową Agencję Badań Marketingowych i Społecznych aż połowa zapytanych przyznała, że regularnie śledzi informacje o pandemii. Jako główne źródło wiedzy podało internet. Niemal 80 proc. ankietowanych przyznało, że obecnie bardziej zwraca uwagę na higienę osobistą, a blisko 60 proc., że unika zatłoczonych miejsc.
Moskwa, KFC sprzedaje swoje dania tylko na wynos albo z dowozem do domu. Fot. Mikhail Tereshchenko\TASS via Getty Images
Swoistym aktem desperacji wykazał się Białorusin Alaksandr Macwiejeu, który na co dzień mieszka we Francji. Zgłosił on na milicji skargę przeciwko Aleksandrowi Łukaszence. Jego 68-letnia matka zmarła w szpitalu w Witebsku, jak twierdzi syn, na koronawirusa. Jednak nie została uwzględniona w białoruskich statystykach dotyczących pandemii. „Żądam wszczęcia postępowania karnego wobec Aleksandra Łukaszenki, który pełniąc funkcje prezydenta Białorusi, nie podjął działań niezbędnych dla ochrony ludności przed rozprzestrzenianiem się wirusa” – napisał Macwiejeu w zgłoszeniu.

Władca zabronił epidemii

Jeszcze bardziej kuriozalnie sytuacja wygląda w Turkmenistanie. Tam władze po prostu... zakazały koronawirusa. Oficjalnie nie stwierdzono tam żadnego przypadku zachorowania. Administracja państwowa nie jest w stanie podać dokładnej ilości przeprowadzonych testów. Na wszelki wypadek prezydent Gurbanguly Berdimuhamedow nakazał odkazić ulice miast... dymem z poganka (czyli z rośliny, która ma właściwości odurzające).

Za rozmowy o COVID-19, noszenie maseczek czy rękawiczek można zostać aresztowanym. W państwowych mediach (a innych w Turkmenistanie nie ma) temat epidemii najzwyczajniej w świecie nie istnieje.

Mało tego, z okazji Światowego Dnia Zdrowia (7 kwietnia) zorganizowano w stolicy kraju masowy rajd rowerowy, w którym udział wzięło tysiące Turkmenów. Pierwszy przejechał w nim oczywiście przywódca narodu. Problem został zamieciony pod dywan również w Tadżykistanie. Reżim prezydenta Emomaliego Rahmona utrzymuje, że w jego kraju nie ma przypadków zakażenia koronawirusem. I taka jest oficjalna polityka informacyjna rządu. Nawet w sytuacji, gdy cały szpital w okręgu Jabbor Rasulov północnej prowincji Sughd trzeba było poddać kwarantannie po śmierci 60-letniego mężczyzny leczonego na „zapalenie płuc”.

Od rządzących rozsądniejsi są przywódcy duchowi. Afshin Muqim, rzecznik Komitetu do Spraw Religijnych zaapelował do wiernych, aby nie przychodzili na piątkową modlitwę. Tadżyckie Centrum Islamskie poinformowało z kolei, że władze mogą oficjalnie zawiesić modły w meczetach. Na razie jednak takie decyzje nie zapadły.

– To typowe zachowanie dla dyktatorów – uważa prof. Daniel Boćkowski, specjalista ds. bezpieczeństwa międzynarodowego i ekspert od krajów byłego ZSRR. – Pandemia podważa władzę absolutną i pokazuje, że przywódca nie ma kontroli nad wszystkim. A to z kolei podważa jego kompetencje do bycia władcą całego narodu. Jeżeli wódz nie chce u siebie koronawirusa, to go tam oficjalnie nie będzie. Przynajmniej do momentu, kiedy on sam lub ktoś z jego rodziny nie zachoruje.

Łukaszenko puszcza oko do Zachodu, a europejskie elity zapominają, jak wytrawny to gracz

Białorusini są bardzo zrusyfikowani, ale istnieją realne różnice pomiędzy wschodnią a zachodnią częścią kraju. Grodno to jednak nie Witebsk – mówi białoruski opozycjonista Aleś Zarembiuk.

zobacz więcej
Moskwa ratuje USA

Inną postawę przyjął Władimir Putin. Rosja całkowicie izoluje się od świata i stawia na kwarantannę, ale jednocześnie – jak wszystko na to wskazuje – drastycznie zaniża statystyki dotyczące zachorowań i śmierci. Celem jest pokazanie, że problem rzeczywiście istnieje, ale w Rosji jest rozwiązywany o wiele skuteczniej niż na Zachodzie.

A skoro sytuacja jest pod kontrolą, to Kreml może nie tylko chronić swoich obywateli, ale i pomagać innym. Nawet Ameryce. Tydzień temu Władimir Putin wysłał pomoc humanitarną do Stanów Zjednoczonych, a Donald Trump ją przyjął. Na terytorium USA wylądował rosyjski Antonow-124 wypełniony medycznym sprzętem ochronnym dla pracowników amerykańskich szpitali. Wcześniej podobna pomoc wyleciała do Włoch.

Wszystkie rosyjskie telewizje transmitowały te wydarzenia na żywo, udowadniając Rosjanom, że ich przywódca ratuje nie tylko Rosję, ale także cały świat.

Putin kilka dni temu niespodziewanie przyznał, że sytuacja w kraju się pogarsza i zapowiedział podjęcie bardziej stanowczych działań, także użycie wojska. Pandemia okazała się dobrym pretekstem, aby w niektórych dziedzinach zwiększyć uprawnienia państwa. I tak poszerzone zostało inteligentne wykorzystywanie systemu rozpoznawania twarzy. W program monitoringu ma być włączonych 175 tys. moskiewskich kamer miejskich.

Ministerstwo Łączności z kolei przygotowało zaawansowany system odnajdowania osób mających kontakt z zarażonymi poprzez geolokalizację. Dziś te narzędzia mają pomóc w opanowaniu epidemii, ale równocześnie w rękach FSB mogą stać się bronią w walce z przeciwnikami politycznymi.

Kreml zaostrzył też przepisy dotyczące rozpowszechniania tzw. fake-newsów. Podniesiono maksymalną wysokość kar do 2 mln rubli czyli aż 25 tys. dol. Co więcej, górna granica kary pozbawienia wolności wzrosła z pięciu do siedmiu lat.

Za biedni by walczyć

Ukraina rozpoczęła walkę z koronawirusem od wymiany ministra zdrowia i ministra finansów. Obaj na swoich urzędach wytrzymali zaledwie 4 tygodnie. Oskarża się ich o to, że przespali pierwszy okres epidemii. Na skutek tego – jak przyznaje nowy szef resortu zdrowia – liczba ofiar śmiertelnych nad Dnieprem może być „katastrofalna”.

Ukraińskim władzom nie zależy na tuszowaniu prawdziwej sytuacji w kraju. Nie miałyby w tym interesu, bo pokazując, że sytuacja jest poważna, mogą liczyć na większą pomoc – także finansową – z Zachodu.
1 kwietnia 2020 na lotnisku JFK w Nowym Jorku zlądował rosyjski samolot z transportem środków medycznych dla Stanów Zjednoczonych. Fot. TASS\TASS via Getty Images
Bo Kijów sam nie da sobie rady z epidemią. Już dzisiaj jest bankrutem. Wyniszczający konflikt z Rosją, utrata bogatego Donieckiego Zagłębia Węglowego i rozkład państwowości nie sprzyjają walce z koronawirusem. – Tym bardziej, że Ukraina od lat nie może uporać się z innymi chorobami. Problem HIV, odry, czy gruźlicy nie został rozwiązany przez dekady. A teraz dochodzi do tego COVID-19, który zarżnie resztki ukraińskiej gospodarki – uważa prof. Boćkowski.

Wszystko to oznacza, że w Polsce powinniśmy mieć powody do obaw. Bardzo możliwe, że nasi wschodni sąsiedzi – lekceważąc sytuację, uprawiając propagandę czy po prostu z braku pieniędzy – mogą przegrać rywalizację z niewidzialnym wrogiem. A ich zdesperowani obywatele będą szukać schronienia na Zachodzie. Czyli nad Wisłą.

– Karol Wasilewski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Parada z okazji 75. rocznicy zwycięstwa w II wojnie światowej w Moskwie odbędzie się najprawdopodobniej 9 maja 2020 bez udziału publiczności. Na fotografii przygotowania do uroczystości w Jekatyrenburgu. Fot. Donat Sorokin\TASS via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Pomagają czy szkodzą? WHO na cenzurowanym
Szef WHO w ruchu marksistowsko-leninowskim w Etiopii reprezentował radykalne skrzydło wyznawców dyktatora Albanii Envera Hoxhy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Choćby dusza była jak trup…
Publikujemy ostatnią modlitwę Jana Pawła II. Papież już nie zdążył jej odmówić.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Igrzyska, których nie było, kosztowały ponad 5 mld dolarów
Wygląda na to, że nie da się przeprowadzić olimpiady bez prokuratora oraz zespołu śledczego.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Bomba jądrowa dla Polski? Obawia się Berlin, wścieka się Moskwa
Broń masowego rażenia nie tylko dla supermocarstw.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kobiety w polityce. Komu są potrzebne? I po co?
Nie w każdej damie kandydującej na prezydenta kryje się nowa Margaret Thatcher.