Kultura

Obieżyświat z zaścianka

Biografia Andrzeja Strumiłły to gotowy materiał na powieść lub film.

Postać pełna sprzeczności: samotnik, lecz pełen społecznikowskich pasji, energiczny i otwarty na międzyludzkie kontakty. Ciekawy świata, zarazem domator. Konsekwentny w swych poglądach, ale wciąż zmieniający formy ekspresji. Przeżył prawie wiek: 92 lata. Doświadczył wojny i dwóch ustrojowych przełomów; zwiedził wszystkie kontynenty; imał się wielu zawodów.

Zmarł w Wielki Czwartek 9 kwietnia 2020 roku w Suwałkach – na ziemi, którą uznał za swą małą ojczyznę, a której stolicą mianował Maćkową Rudę, gdzie osiadł w 1984 roku i mieszkał do końca swych dni.

Przedtem jednak (1977) zainicjował wigierskie spotkania „Sztuka i Środowisko”, wyprzedzając prawie o pół wieku modne dziś pro-ekologiczne trendy. Nad rzeką Czarna Hańcza wybudował modrzewiowy dom, prowadził 40-hektarowe gospodarstwo, gdzie uprawiał rolę, miał sad i ogród, hodował konie arabskie, zaś połowę ziem zalesił, sadząc ponad 30 tysięcy drzew. Dlaczego akurat na podlaskiej wsi? Bo „stąd jest najbliżej do Wilna”.

Andrzeja Strumiłłę znali wszyscy w okolicy, choć pewnie niewielu wiedziało, jak wieloma zajęciami się parał, jak rozległe miał kontakty i jak dalekie podróże przedsiębrał, i to w dobie PRL-u, kiedy dla większości polskich obywateli wyjazd do Bułgarii wydawał się szczytem egzotyki.

Ucieczka do krainy dzieciństwa

„W dojrzałym wieku postanowiłem, że wrócę na wieś, na granicę Polski i Litwy. Osiadłem, bo już nogi bolą mnie od wędrówki. Krążyłem po świecie, na starość jednak chciałem wrócić do miejsc, w których czułbym klimat dzieciństwa” – tak mówił w wywiadzie udzielonym dekadę temu dla „National Geographic”.

Poza tym, „w życiu jest czas na wędrówkę, ale trzeba uważać, by podróż nie stała się ucieczką” – to również słowa Strumiłły, a raczej – jego credo.
Prof. Andrzej Strumiłło uprawiał wiele dyscyplin: malarstwo, grafikę, rysunek, fotografię, ilustrację, projektowanie książek, wystawiennictwo, scenografię. Zmarł 9 kwietnia 2020 roku nad ranem w wieku 92 lat – podały władze Suwałk. Na zdjęciu – Strumiłło podczas wystawy swych dzieł w listopadzie 2017. Fot. PAP/Artur Reszko
Rodowity wilniuk. Miał dwie daty urodzenia: październik roku 1928 i datę o rok wcześniejszą. Ta druga była prawdziwa; pierwsza, celowo sfałszowana przez matkę artysty, pozwoliła mu uniknąć wywiezienia na przymusowe roboty do III Rzeszy.

W jego wczesnych latach pojawiają się nazwy miejscowości jak z prozy Tadeusza Konwickiego czy Czesława Miłosza (z którym nota bene zapoczątkował wydanie publikacji „Księga Wielkiego Księstwa Litewskiego”, z tekstami historyków, pisarzy i artystów z Polski, Litwy i Białorusi). Dzieciństwo spędził w zaścianku Sudany nad rzeką Żejmianą pod Święcinami, skąd wywodziła się jego matka. Ojciec Rafał był zatrudniony przy budowie linii telefonicznych Wileńskiej Dyrekcji Poczt i Telegrafów. Tamten świat zniknął na zawsze po 1939 roku.

Po wojnie dla Andrzeja Strumiłły zaczęły się lata studiów. Najpierw w łódzkiej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych pod kierunkiem Władysława Strzemińskiego, następnie na krakowskiej ASP, gdzie po dyplomie w 1950 roku podjął pracę asystenta u profesora Eugeniusza Eibischa. Tylko że… młodzi nie wierzyli w sens postimpresjonistycznego malowania pejzaży i martwych natur.

Wyrazem ich buntu przeciwko przestarzałym metodom nauczania było utworzenie Koła Samokształceniowego, do którego należało kilku wybitnie utalentowanych młodych twórców – wszyscy urodzeni w latach 20. XX wieku, m.in. Andrzej Wróblewski, Andrzej Wajda, Jan Tarasin, Walerian Borowczyk i Andrzej Strumiłło. Pierwszy i ostatni z wymienionych pochodzą z Wilna; wszystkich stygmatyzowała wojna.

Po upływie ćwierćwiecza Strumiłło miał okazję wrócić na rodzimą uczelnię w roli profesora kontraktowego; zakończył tam pracę w 1980 roku. Po kilku latach znów podjął się pracy pedagogicznej, tym razem w suwalskiej filii Akademii Teologii Katolickiej (1987/88).

Doświadczyć świata

Andrzej Strumiłło nie poprzestał na malarstwie ani nie skręcił w stronę filmu, jak Wajda czy Borowczyk. Jednak próbował swych sił w różnych plastycznych dyscyplinach, zmieniał stylistykę i skalę prac.

Oko, usta, nos, a do tego brawurowe cięcia

Na apel o pomoc dla niego – Rosochy – tak wielu zareagowało pozytywnie. Nie tylko przyjaciele.

zobacz więcej
Chętnie zamieniał pędzel na aparat fotograficzny, to znów sięgał po dłuto. Nie zadowalał się wizualnymi mediami, szukał też sposobów na wyrażenie emocji i przeżyć w formie dzienników z podróży, pamiętnikarskich zapisków, poezji. Nawet nagrał swoje wybrane wiersze w formie audiobooka („Ja. Poezje wybrane”, 2010).

W ogóle miał w życiu dużo szczęścia: tuż po odwilży, w 1956 roku, zaczął współpracę z Polską Izbą Handlową jako projektant pawilonów wystawienniczych. Dzięki temu odwiedzał odległe, dla większości rodaków niedostępne kraje, jak Japonia, Indie, Nepal i Tajlandia. Z każdej podróży przywoził trofea; z czasem powstała z tego pokaźna kolekcja.

Zbiór zasilił warszawskie Muzeum Azji i Pacyfiku, gdzie artysta miał wystawy zarówno własnego dorobku, jak obiektów zgromadzonych podczas wojaży. Inna część obiektów przywiezionych z wypraw na Daleki Wschód weszła w skład suwalskiego Centrum Sztuki Współczesnej – Galerii Andrzeja Strumiłły.



Osobną przygodą w życiu tego wszechstronnego twórcy było kierowanie pracownią graficzną Sekretariatu Generalnego ONZ, z czym wiązała się przeprowadzka do Nowego Jorku (1982–84). Wielkie Jabłko fascynowało go, zarazem był krytycznie ustosunkowany do konsumpcyjnego szaleństwa. Choć mógł zostać tam na dłużej, zdecydował się na powrót do Polski, do swej suwalskiej wsi.

Biografia Andrzeja Strumiłły, acz bogata i obfitująca w zaskakujące historie, możliwa jest do oddania, zapisania. Trudniej jest z jego sztuką. Nie tylko dlatego, że imał się tak wielu dziedzin. Oglądając jego prace, mam wrażenie, że zmieniał się w zależności od tematu. Raz stawiał na realistyczną figurację, to znów ekspresyjnie deformował postaci, innym razem zamykał się w abstrakcji.

Z pewnością tak podpowiadał mu temperament i potrzeba bycia szczerym wobec własnych uczuć i odczuć. Ale wydaje mi się, że owa zmienność wynikała też z podróżniczego doświadczenia Strumiłły. Zobaczył, że sztuka może być różnorodna – jak świat, jak kultury. I pozostaje piękna, o ile ma moc przekazywania prawdy.

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
17 mgnień wojny. Bitwa Warszawska w literaturze
A gdyby w wojnie bolszewickiej Polska poniosła klęskę? I czerwona zaraza zalała cały Stary Kontynent?
Kultura Poprzednie wydanie
Sylwia z Gibalaka
Wiesz, co zrobiono takiemu, co donosił? Obcięto nogi. Nożem. A potem zacisnęli drutem i po sprawie.
Kultura Poprzednie wydanie
Magia groźnych praktyk voodoo
W Paryżu Teresa Tyszkiewicz rozkręciła się artystycznie.
Kultura wydanie 24.07.2020 – 31.07.2020
Hollywood samo się cenzuruje. Dla Pekinu. Za pieniądze
„Top Gun”, „Piratów z Karaibów”, „Mission Impossible”, „Bohemian Rhapsody”… Te filmy zmieniono dla Chińczyków.
Kultura wydanie 24.07.2020 – 31.07.2020
Magiczny śpiew i koszmarne życie Kasi Sobczyk
Ten jeden rok, który spędziłem z moją matką, to nie było dużo. Ale rok to więcej niż nic – mówił jej syn Sergiusz. Skrzywdziła swoje dzieci i nie mogła o tym zapomnieć.