Historia

Wojna o historię. Rosjanie do Ukraińców: To oddajcie Lwów!

Rosja zawsze pozostaje taka sama: czy za czasów cara, czy ZSRR, czy też teraz. We wrześniu 1939 r. napadła na Polskę, tak jak w 2014 r. na Ukrainę – oceniają ukraińscy politycy czy historycy.

Kiedy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podczas uroczystości wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, w styczniu tego roku, po raz pierwszy wspomniał o winie ZSRR za rozpętanie II wojny światowej, odpowiedział mu sam rosyjski prezydent Władimir Putin.

Jego zdaniem, próby wypaczenia historii – a według niego oskarżanie ZSRR jest taką próbą – to „plucie w twarz” ludziom walczącym z nazizmem. A jeśli na Ukrainie nikt przeciwko słowom Zełenskiego nie protestuje, to jedynie dlatego, że wie doskonale, iż jeśli to uczyni, „natychmiast zaczną się prześladowania”.

Od tej wymiany zdań rozpoczęła się nowa odsłona wojny rosyjsko-ukraińskiej. Tym razem wojny o historię.

Bratni naród

Tak długo jak pakt Ribbentrop-Mołotow i sowiecką agresję 17 września 1939 roku krytykowała przede wszystkim Polska, Rosjanie usiłowali przeciwdziałać, dowodząc na przykład, że to właśnie nasz kraj był faktycznym sojusznikiem Hitlera, a biorąc udział w rozbiorze Czechosłowacji, sam doprowadził do wojny.

Podobna krytyka paktu ze strony Litwy czy Łotwy odpierana bywała przekonywaniem, że tak naprawdę to przecież sami Litwini, Łotysze i Estończycy chcieli wejść w skład ZSRR.


Ale Ukraina – to rzecz zupełnie inna. Nawet, jeśli toczy się (czy może raczej – tli się) wojna w Donbasie, to jednak według oficjalnego, wciąż obowiązującego stanowiska władz w Moskwie, Ukraińcy to bratni naród (a według skrajnych twierdzeń, są częścią wielkiego narodu rosyjskiego).

Może chwilowo pod władzą nacjonalistów, ale sytuacja kiedyś się zmieni i znów zapanuje przyjaźń rosyjsko-ukraińska. A osią tej przyjaźni jest wspólna walka z faszystowskim najeźdźcą podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, czyli wojny sowiecko-niemieckiej.
Powitanie Armii Czerwonej we Lwowie. Fotografia Nikołaja Akimowa ukazała się w piśmie „Ilustriowannaja Gazieta” w numerze z 7 października 1939 roku. Fot. PAP/ITAR-TASS
Argumentacja prezentowana w rosyjskich mediach z pozoru wydaje się być logiczna. Bo w efekcie agresji 17 września, w październiku 1939 r. odbyły się „wybory” do tzw. Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Ukrainy, które zwróciło się do Rady Najwyższej ZSRR o przyjęcie do Związku Radzieckiego. Prośba została rozpatrzona oczywiście pozytywnie i 1 listopada 1939 r. cztery przedwojenne polskie województwa – lwowskie, tarnopolskie, stanisławowskie i wołyńskie – włączono w skład ZSRR, a 15 listopada stały się częścią Ukraińskiej SRR.

Po II wojnie światowej nowe granice Polski i Ukraińskiej SRR pokrywały się z grubsza z linią ustaloną w pakcie Ribbentrop-Mołotow. I takie są dzisiejsze granice Polski i niepodległej Ukrainy. Czyli, dzisiejsza Ukraina faktycznie zyskała i na pakcie, i na agresji 17 września.

Dlaczego Galicja i Wołyń są ukraińskie?

Cytowany przez RIA Nowosti doktor nauk historycznych Michaił Diunow w prosty sposób komentuje współczesne, ukraińskie stanowisko.

„Każda próba obwinienia ZSRR za agresję automatycznie prowadzi do tego, że Ukraina staje się jednym z oskarżonych jako główny współuczestnik [tej agresji]. Oczywiście, Polacy mogą postawić dosyć logiczne pytania: dlaczego Galicja i Wołyń należą do Ukraińców? Czy nie nadszedł czas, aby pomyśleć o ich powrocie [do Polski], jeśli przejęli je w wyniku spisku z Niemcami?”.

Granice II RP podpaliły mniejszości narodowe. Dwie V kolumny

W przeciwieństwie do zachodnich rejonów kraju, na wschodzie trudniej mówić o wyszkolonych karnych oddziałach dywersantów.

zobacz więcej
Zdaniem Diunowa, skoro w 1991 r. Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła ustawę, stwierdzającą, iż niepodległy kraj jest następcą prawnym Ukraińskiej SRR, to sprawa jest oczywista.

Podobnie pisał Dmitrij Rodionow w piśmie „Wzgliad”. Przyznaje on, że „często spotyka się w sieciach społecznościowych z Ukraińcami, którzy wyrażają poparcie dla polskiego punktu widzenia – mówią, że to ZSRR i Niemcy rozpoczęły wojnę, a wprowadzenie wojsk radzieckich do Polski i przyłączenie części jej terytorium były bezprawne”.

Rodionow proponuje więc Ukraińcom, by owo bezprawie naprawili. „Czy jako osoba prywatna jesteś gotów uznać, że Galicja, Wołyń, Zakarpacie i Północna Bukowina nielegalnie należą do Ukrainy i czy zgadzasz się na potrzebę przywrócenia praworządności”, a więc oddania tych ziem? Autor krytykuje postawę Ukraińców, którzy chcą, by to Rosjanie uznali się za okupantów, a sami uczynić tego nie zamierzają.

Słowa Zełenskiego zaś Rodionow komentuje bardzo prosto. „Teraz powinny nastąpić przeprosiny za »aneksję« i propozycja zwrotu Lwowa”. Z goryczą pisze, że tak się nie stało, bo „przeciętny Ukrainiec, jeśli powie »A«, to nigdy nie powie »B«”.

Po stronie „polskiego pana”

Dlaczego tak się dzieje? Rosjanie wskazują kilka odpowiedzi. Pierwsza – polityczna.

Jak pisał portal RuBaltic, przeznaczony przede wszystkim dla krajów bałtyckich (ale mający też swą wersję polską czy może lepiej powiedzieć – skrajnie antypolską…) i przedstawiający rosyjską propagandę w czystej postaci, Zełenski postawił na współpracę z naszym krajem.
W nacjonalistycznej wersji przekazu sowieckiego „polscy panowie” ciemiężyli ukraińskich chłopów. Tu obraz pędzla Józefa Brandta „Kozak na stanowisku”. Fot. Wikimedia
„Normalizacja stosunków z Polską była jednym z ważnych haseł wyborczych Zełenskiego. Elektorat odebrał to pozytywnie (nawet dla prorosyjskich mieszkańców południowego wschodu [Ukrainy] oczywiste jest, że trzeba przyjaźnić się z zachodnimi sąsiadami). Co więcej, pogodzenie się z Polakami jest znacznie łatwiejsze niż wyciągnięcie ukraińskiej gospodarki z kryzysu, oddanie milionów »zarobionych pieniędzy« lub zakończenie wojny w Donbasie” – pisał portal.

Jest wyraźna sprzeczność w tym, co pisze portal. Bo skoro poprzednik Zełenskiego, Petro Poroszenko, przedstawiany w rosyjskich mediach jako zwolennik UPA i niemal banderowiec, przyczynił się do pogorszenia stosunków z Polską, lansując antypolską wersję historii, to zmieniając politykę historyczną Ukrainy Zełenski chyba czyni dobrze?

Dwa tygodnie w zawieszeniu

Moskwa, wrzesień 1939. Dlaczego polski ambasador Wacław Grzybowski nie przewidział zagrożenia?

zobacz więcej
Otóż – nie. Czyniłby dobrze jedynie przyjmując rosyjską wersję historii. A skoro zrobił inaczej, to jest równie zły jak Poroszenko. Choć zły w odmienny sposób.

Potwierdza to w rozmowie z Tygodnikiem TVP szefowa Ukraińskiego Niezależnego Centrum Politycznego Switłana Kononczuk. – Rosyjskie media denerwują się, że przywódcy Ukrainy nie zachowują się tak, jak się spodziewano. Zełenski traktowany jest łagodniej niż Poroszenko, ale jego słowa podważają ideologiczną narrację Kremla i pokazują, że wcale nie jest łatwym, jak wcześniej myślano, posłusznym partnerem Kremla – mówi.

Jest też inna odpowiedź. Przedstawił ją wspomniany już Michaił Diunow: „Ukraińcy od wieków znajdują się w sytuacji polskich niewolników, których zadaniem jest wspieranie swojego pana”.

To stwierdzenie charakterystyczne dla rosyjskich nacjonalistów: mieszkańcy Ukrainy albo czują naturalny i oczywisty związek z Rosją i narodem rosyjskim, albo poddali się Polakom i pozostają niewolnikami. To nacjonalistyczna wersja przekazu sowieckiego, w którym „polscy panowie” ciemiężyli ukraińskich chłopów. Jeśli ciemiężeni stanęli po stronie swego prawdziwego wroga, „polskiego pana”, to znaczy, że są kimś gorszym.

Rosja jak ZSRR

Na Ukrainie od dawna pakt Ribbentrop-Mołotow nazywany jest przyczyną II wojny światowej, choć oczywiście w Kijowie nie ma tak emocjonalnego do niego podejścia, jak w Warszawie.

W ubiegłym roku Espreso TV pisała na swojej stronie internetowej: „Żaden z traktatów międzyrządowych podpisanych w XX wieku nie wywołał tak długiej debaty, jak pakt Ribbentrop-Mołotow. Według większości historyków pakt był spiskiem dwóch dyktatorskich reżimów w celu dokonania agresji na Polskę. Utorował drogę do końca II wojny światowej. Praktycy prawa międzynarodowego w przeważającej mierze uważają pakt za niezgodny z prawem (…). Wielu prawników uważa, że Pakt należy zaklasyfikować jako zbrodnię przeciwko pokojowi”.
Wrzesień 2014 rok. Prorosyjski separatysta z Ługańska, miasta leżącego w regionie graniczącym z Rosją, gdzie od 6 lat tli się konflikt zbrojny. Fot. Spencer Platt/Getty Images
Ukraiński historyk dr Władysław Hryniewicz, autor książki „Czerwony imperializm”, tak mówił gazecie „Ukrajina Mołoda”: „Historycy zgadzają się co do tego, że pakt Ribbentrop-Mołotow otworzył puszkę Pandory i pozwolił Hitlerowi i Stalinowi rozpocząć wojnę światową. Tajne protokoły do paktu uzgodniły podział Europy między Hitlerem a Stalinem. Realizacja tego planu rozpoczęła się tydzień później. Polska została rozbita z dwóch strona – najpierw przez nazistów, a potem przez Armię Czerwoną”.

Istotną przyczynę takiego stanowiska ukraińskich historyków wyjaśnia w jakiejś mierze kolejna wypowiedź Hryniewicza: „Czerwony imperializm rosyjski był podobny do tego, co widzimy teraz”.

Bo w sumie tak właśnie oceniają to ukraińscy politycy czy historycy: Rosja zawsze pozostaje taka sama, czy za czasów cara, czy ZSRR, czy też teraz. We wrześniu 1939 r. napadła na Polskę, tak jak w 2014 r. na Ukrainę.

Pożegnanie z Banderą?

Jak podkreśla w rozmowie z Tygodnikiem TVP lwowski publicysta i historyk Wasyl Rasewycz, nowa polityka historyczna państwa ukraińskiego nie została jeszcze nakreślona. Teraz na przeszkodzie temu stanęła epidemia. – Budżety Ministerstwa Kultury i Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (UIPN) zostaną poważnie ograniczone – podkreśla.

Pożegnanie z Donbasem

Czy Kijów zwróci się ku Moskwie, a w okolicach polskich miast staną rosyjskie czołgi?

zobacz więcej
I jak mówi, co prawda UIPN nie kontynuuje polityki poprzedniego szefa, Wołodymyra Wjatrowycza, w większości przypadków działa on jednak bezwładnie, po części dlatego, że tylko dyrektor się zmienił, a cały personel pozostał stary. Ale, jak twierdzi Wasyl Rasewycz, nie ma alternatywy dla porozumienia z Polską w sprawie wspólnej historii. – Po stronie ukraińskiej widoczne są starania o pożegnanie z ounocentryzmem i banderocentryzmem w polityce historycznej – podkreśla.

I dodaje, że ani Ukraina, ani Polska nie powinny angażować się w rosyjskie dyskusje historyczne, będące w istocie elementem wojny hybrydowej.

– Nie można na nie odpowiadać, nie należy ich omawiać, inaczej bowiem Rosjanie będą udowadniać, że Rosja ma historyczne prawo do specjalnego traktowania. Kwestii poważnego naruszenia prawa międzynarodowego co do granic państwowych po II wojnie światowej nie można zaciemniać pseudohistorycznymi dyskusjami. Blokują jedynie przestrzeń informacyjną. Musimy przekazywać własne, rzetelne, rzeczowe i oparte na faktach informacje. Nie powinniśmy prowadzić kontrpropagandy, ponieważ będzie to tylko marnowanie środków i czasu, a tak naprawdę pomoże rosyjskiej propagandzie – twierdzi Wasyl Rasewycz.

– Piotr Kościński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Autor jest dziennikarzem, analitykiem ds. międzynarodowych i wykładowcą na AFiB Vistula. Pracował m.in. w „Rzeczpospolitej”, współpracuje z tygodnikiem „Idziemy”.
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Organ prasowy Karnawału
Był wszystkim jednocześnie. Pismem związkowym, a zarazem społeczno-kulturalnym i politycznym.
Historia Najnowsze wydanie
Korowcy, radykałowie, klerykałowie i „prawdziwki”
Przez cały okres Karnawału w związku trwała otwarta wojna na wielu frontach.
Historia Najnowsze wydanie
Zakłócenie porządku. Walki uliczne w stanie wojennym
Rezultaty uderzenia pałką goiły się w ciągu kilku tygodni.
Historia Najnowsze wydanie
Cała prawda o małym fiacie
Pierwszym posiadaczem fiata 126p został lekarz, lwowianin, więzień Pawiaka i powstaniec warszawski. O szczegółach jego biografii jednak nie poinformowano.
Historia Najnowsze wydanie
Piłka i pięść. Polski sport w Wolnym Mieście Gdańsku
Do Gedanii Gdańsk jak ulał pasowało motto, którym chlubi się FC Barcelona: „Więcej niż klub”.