Kultura

Odrzuciły zagraniczną karierę. Stworzyły własną szkołę. Kobiety biorą wszystko

Od lat 60., odkąd na firmamencie sztuki wysokiej pojawiła się tkanina artystyczna, wspinają się na szczyty sławy. Gobeliny dają im prowadzenie w zamówieniach publicznych. Bo jaki obraz przystaje do rozległych wnętrz: biur LOT-u, dworców, hoteli, filharmonii? Każde płótno wydaje się znaczkiem pocztowym, trochę śmiesznym w hektarowych halach.

Zmarła w czasie, gdy media zdominowała tematyka związana z pandemią. Dlatego Jolanta Owidzka jeszcze kilka dni po śmierci, która nastąpiła 25 marca 2020, „żyła” w internecie – nikt nie wprowadził korekty do jej biogramu.

Myślę, że to optymistyczna prognoza dla jej twórczości: przetrwa dłużej niż autorka – a ona doczekała pięknego wieku 93 lat.

Za żelazną kurtyną

Ostatnia dekada to czasy penetrowania zasobów naszej powojennej sztuki, także – a może przede wszystkim – sztuki użytkowej. To, co było chlebem powszednim wizualnego otoczenia człowieka z PRL-u, dla pokolenia urodzonego bez styku z komuną stało się egzotyką. I odkrywaniem na nowo nieco zapomnianych talentów. Stąd wysyp książek i wystaw poświęconych polskiemu designowi.

Młodzi ludzie, dla których granice RP stanęły otworem, z trudem są w stanie pojąć, że kiedyś najbardziej odkrywcze projekty zatrzymywały się na żelaznej kurtynie.


Oczywiście, zdarzały się wyjątki, często okupione rozterkami, wyrzeczeniami, rozstaniem z bliskimi. Ale Jolanta Owidzka, podobnie jak Magdalena Abakanowicz – a obydwie miały szansę na zagraniczną karierę – nie chciały odcinać się od korzeni. I obie zapoczątkowały zjawisko, określone przez historyków sztuki mianem „polskiej szkoły tkaniny”.

W duecie z architekturą

Owidzka była jedną z wielkiej trójki (obok Abakanowicz, do tego tria zaliczał się jeszcze Wojciech Sadley) odnowicieli artystycznego gobelinu. To oni sprawili, że stara technika tkacka, której tradycje sięgały XIV wieku, zyskała nowy wymiar i rangę.
Jedne z najcenniejszych na świecie gobelinów znajdują się na Wawelu. Na zdjęciu: Arras z serii scen groteskowych z herbami Polski i Litwy-Pogonią. Fot. PAP/Jerzy Ochoński
Przypomnę: gobelin, obrazopodobna, jednostronna tkanina dekoracyjna (nasze wawelskie arrasy to też renesansowe gobeliny, z tych najcenniejszych na świecie) w czasach przemysłowego boomu spadł w rankingu rzemiosła artystycznego do kategorii zbędnych, postfeudalnych zbytków.

XIX-wieczna taśmowa produkcja sprowadziła tkaninę do wyrobów czysto użytkowych, tanich i dostępnych masom. Wiek przemysłu wyeliminował tkackie manufaktury.

I oto w kolejnym stuleciu, w kraju socjalistycznym, gdzie państwowe fabryki produkowały użytkowe tekstylia dla ludu, nastąpiło odrodzenie tkaniny w wersji jak najbardziej artystycznej, zindywidualizowanej, wykonywanej ręcznie i chałupniczo.

Ta kariera starego-nowego gatunku miała kilka przyczyn: łatwość zainstalowania warsztatu tkackiego (krosna mieściły się nawet w niewielkich prywatnych mieszkaniach, choćby w kącie kuchni); niewysokie koszty materiałów, pozyskiwanych własnych sumptem, często z odzysku; wreszcie – przychylność władz, życzliwych sztuce ludowej, a za taką (lub takiej proweniencji) gobeliny uchodziły.

Jedna „przepowiedziała” śmierć Pollocka, druga wynalazła mini

Miały porządne wykształcenie, temperament i dobrze ustawionych mężów, ale sukces zawdzięczają sobie.

zobacz więcej
Do tego kilimy uważane były za element „ocieplający” wnętrza skromnych PRL-owskich mieszkań, do tego kamuflujący mankamenty socbudownictwa.

Początkowo tkanina artystyczna buduje swój sukces w symbiozie z architekturą. W latach 50. organizowane są pokazy w duchu ówczesnych ideowych przemian: w 1952, a potem w 1957 roku odbywają się Ogólnopolskie Wystawy Architektury Wnętrz i Sztuki Dekoracyjnej. W obydwu bierze udział młodziutka absolwentka stołecznej ASP na Wydziale Architektury Wnętrz (dyplom 1952) – Jolanta Owidzka.

Już wtedy uważana jest za obiecujący młody narybek Instytutu Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie. Jej główne zainteresowanie, tematyka prac badawczych i własna forma twórczej aktywności to tkanina.

Owidzka publikuje teksty, które zyskują powszechną aprobatę, a w których daje wyraz swoim zainteresowaniom, lecz także antycypuje nadchodzący trend. Jeden z nich, zatytułowany „Rola tkaniny we współczesnym wnętrzu mieszkalnym” (1958) to niejako manifest dziedziny, którą wkrótce będzie reprezentować.

Narodziny gwiazdy

Ma zaledwie 33 lata, gdy spotyka się z propozycją indywidualnej wystawy w Zachęcie, najbardziej prestiżowej galerii sztuki współczesnej w Polsce.

Ona tego jeszcze nie docenia: „Jak tylko przerwałam pracę w Instytucie Wzornictwa w1957 roku, to od razu miałam tę wystawę indywidualną w Zachęcie – zauważono moje prace na zbiorowych wystawach i pani dyrektor Szancerowa mnie zaprosiła do pokazania prac, co uważałam wtedy za zupełnie naturalne – nie miałam zupełnie poczucia, że spotkał mnie zaszczyt…”

Ale nie tylko młody wiek artystki jest zaskoczeniem – to przełom w postrzeganiu tkaniny jako plastycznego gatunku, jego nobilitacja, podniesienie do rangi sztuki wyższej.
Krosna mieściły się nawet w niewielkich prywatnych mieszkaniach. Na zdjęciu: Magdalena Abakanowicz (z lewej) w swojej pracowni. Rok 1972. Fot. PAP/Zbigniew Wdowiński
Wybór pada na 21 prac, kilimów, dywanów, gobelinów. Większość ma duże rozmiary, W dodatku ekspozycja ma oprawę godną gwiazd: plakat projektuje Henryk Tomaszewski, aranżacją zajmują się Oskar i Zofia Hansenowie. Ci ostatni prezentują prace Owidzkiej w całkowicie niekonwencjonalny sposób: na podestach jak monumenty, w drewnianych ramach lub podwieszone pod sufitem, i to niektóre do góry nogami!

Tak jak kiedyś Wassili Kandinsky dostrzegł nowe wartości estetyczne we własnym obrazie postawionym na opak, tak teraz publiczność i krytycy zauważają abstrakcyjne walory gobelinów i dywanów. To już nie sztuka użytkowa, lecz nowy rodzaj malarstwa, a nawet rzeźby.

Entuzjastyczne teksty piszą najbardziej liczący się wówczas znawcy sztuki: Irena Huml, Danuta Wróblewska, Ryszard Stanisławski, Ignacy Witz.

Star is born! Nie tylko w Polsce. Wkrótce potem (1962) w Lozannie startuje Biennale Tkaniny Artystycznej. Oczywiście, nas reprezentują dwie wspaniałe i nieszablonowe artystki, Abakanowicz i Owidzka, plus równie świetny, lecz z nieco innej bajki Wojciech Sadley.

Owidzka łapie wiatr w żagle. Inicjuje wydarzenia artystyczne, plenery, sympozja – wszystko ku chwale sztuki włókna.

Na szczycie

Jest sukces, ale podbity dyskryminacją: tkaniny artystyczne odbierane są jako „kobiece”, więc nie aż tak wartościowe jak dokonania artystów płci przeciwnej. Nawet Ryszard Stanisławski, pełen estymy dla pionierek awangardowej polskiej tkaniny, postrzega ją (tkaninę) jako charakterystyczną dla kobiet: „bardzo subtelne i bardzo kobiece wyczucie koloru, podporządkowane zawsze rytmowi organizującemu koncepcję”.

Sądzę, że takie zaszufladkowanie miało swój rodowód w sztuce ludowej, w której niewątpliwie tkackie rękodzieło było domeną kobiet. Jednak, gdyby cofnąć się do przeszłości, do czasów cechów rzemieślniczych, to sytuacja byłaby zupełnie inna – tam teren zajmowali mężczyźni. Jak choćby we francuskim Arras, skąd pochodzi wawelski cykl gobelinów.

Obrzucano ich obelgami, wyśmiewano, a obrazy kupowano z litości. Gwiazda antysystemowców

Zniszczyła swoje wczesne prace, bo uznała je za mało oryginalne. Wściekła się też, gdy Édouard Manet „poprawił” jeden z jej obrazów.

zobacz więcej
Od lat 60., odkąd na firmamencie sztuki wysokiej pojawiła się tkanina artystyczna, kobiety wspinają się na szczyty sławy długo dla nich niedostępne. Mężczyźni wciąż dominują w malarstwie, lecz powodzenie tkaniny jako nowego „gorącego” gatunku daje kobietom prowadzenie w zamówieniach publicznych. Bo jaki obraz przystaje do rozległych wnętrz użyteczności publicznej, do biur LOT-u, dworców, hoteli, filharmonii? Każde płótno wydaje się znaczkiem pocztowym, trochę śmiesznym w hektarowych halach.

Jolanta Owidzka daje radę tej skali. Projektuje tapiserie na rozmiary wedle zamówienia. Eleganckie, o bogatej fakturze i zharmonizowanym kolorycie, sprawdzającej się w każdym oświetleniu, ciepłe w wyrazie i klimacie. Do tego tłumią ostre dźwięki i pozytywnie wpływają na zgromadzonych tam ludzi. Którzy nie muszą kontemplować tych kompozycji, lecz odczuwają ich dobroczynny wpływ na psychikę.

Inspiracja tuż

Patrzę na tkaniny Jolanty Owidzkiej. Abstrakcje? Tak można sądzić na pierwszy rzut oka. Ale chwila dłużej wystarczy, żeby dostrzec ich pokrewieństwo z pejzażem. Oraz z malarstwem jednego z naszych najwybitniejszych powojennych artystów, Tadeusza Dominika.

Należeli do tego samego pokolenia (Dominik był rok młodszy) i tak samo złapali oddech po odwilży. Informel, malarstwo gestu, wszelkie formy sztuki nieprzedstawiającej, choć przecież z czytelnymi inspiracjami – to był hit tamtych czasów.
Źle kojarzącą się figurację rzucili w kąt; na pohybel przymusom i ideologi! Poodwilżowi trzydziestolatkowie chcieli nade wszystko emocji. Własnych, indywidualnych, nieokiełznanych.

Jednak nie potrafili jeszcze uciec od skojarzeń. Tę swoją sztukę niefiguratywną wieszali na haku wyobraźni tradycyjnej, wyprowadzonej od kolorystów, tych pięknoduchów uwiedzionych przez Paryż przełomu XIX i XX wieku.

Patrzę na tkaniny Jolanty Owidzkiej – i widzę echo obrazów Piotra Potworowskiego, Józefa Czapskiego, Nachta-Samborskiego, nawet Jana Cybisa. No i oczywiście znakomitego ucznia tego ostatniego, już wzmiankowanego Tadeusza Dominika.

Przecież to transpozycje polskiego pejzażu. Technika pozwalała je powiększyć do rozmiarów ekranów. Pozwalała też dodać kolorom faktury, lśnienie, mat, wełnistość. Po takich powierzchniach światło nie ślizga się, jak po gładkim płótnie. Tworzy nowe formy, pogłębia mroki, rzuca cienie.

Owidzka to czuje. Perfekcyjnie stosuje. Panuje nad skalą. Wybiera włókna. Sama farbuje materiały, dobiera tysiące odcieni. Lubi barwniki naturalne, stosowane przez naszych praprzodków. Czasem bawi się całą gamą błękitów indygo, kontrastując z nitką czerwieni. Innym razem wybiera odcienie rdzy i ochry, to znów korzysta z niefarbowanej owczej wełny w całej jej wielości bieli.

Tak bywa ze sztuką – niknie na jakiś czas, potem kaprys estetycznych wyborów czy historyczne okoliczności wydobywają ją znów na powierzchnię. Warunek: musi nieść prawdę.

Jolanta Owidzka nie tylko dekorowała wnętrza. W pewnym sensie udekorowała tamte czasy. Tym samym – naszą świadomość. Będzie wracać.

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
17 mgnień wojny. Bitwa Warszawska w literaturze
A gdyby w wojnie bolszewickiej Polska poniosła klęskę? I czerwona zaraza zalała cały Stary Kontynent?
Kultura Poprzednie wydanie
Sylwia z Gibalaka
Wiesz, co zrobiono takiemu, co donosił? Obcięto nogi. Nożem. A potem zacisnęli drutem i po sprawie.
Kultura Poprzednie wydanie
Magia groźnych praktyk voodoo
W Paryżu Teresa Tyszkiewicz rozkręciła się artystycznie.
Kultura wydanie 24.07.2020 – 31.07.2020
Hollywood samo się cenzuruje. Dla Pekinu. Za pieniądze
„Top Gun”, „Piratów z Karaibów”, „Mission Impossible”, „Bohemian Rhapsody”… Te filmy zmieniono dla Chińczyków.
Kultura wydanie 24.07.2020 – 31.07.2020
Magiczny śpiew i koszmarne życie Kasi Sobczyk
Ten jeden rok, który spędziłem z moją matką, to nie było dużo. Ale rok to więcej niż nic – mówił jej syn Sergiusz. Skrzywdziła swoje dzieci i nie mogła o tym zapomnieć.