Cywilizacja

Uboczne skutki koronawirusa. Rosja może zbliżyć się do naszych granic

Czy COVID-19 przyspieszy utratę niepodległości przez państwa powstałe na gruzach ZSRR?

Białoruska liga piłkarska właśnie przeżywa swe złote dni. O możliwość wykupienia praw do transmisji jej spotkań wystąpiło w ostatnich dniach szereg stacji telewizyjnych, w tym z krajów tak oddalonych od naszego sąsiada, jak Izrael. Wszystko dlatego, że ta liga gra nadal w przeciwieństwie do niemal wszystkich innych lig piłkarskich Europy i świata.

Aleksander Łukaszenko jest zdania, że epidemia COVID-19 to niegroźne zjawisko, a przedsiębrane przez wiele krajów świata środki bezpieczeństwa są raczej wynikiem „powszechnej histerii” niźli odpowiedzią na realne zagrożenie. Z chorobą, jak doradził swoim rodakom białoruski prezydent, lepiej radzić sobie pracą na świeżym powietrzu i pięćdziesiątką „czegoś mocniejszego”, oczywiście po pracy, jak zaznaczył.

Nadciąga burza nad Białoruś

Pod koniec ostatniego tygodnia marca według oficjalnych danych Białoruś była jednym z najmniej dotkniętych epidemią krajów Europy – oczywiście jeśli nie brać pod uwagę takich „państw” jak Abchazja czy Osetia Południowa, gdzie w ogóle nie odnotowano zachorowań. Czy to znaczy, że Mińsk nie zostanie dotknięty światową epidemią?
Akesander Łukaszenko w 2010 roku. Fot. Fot. REUTERS/Vasily Fedosenko
Oczywiście, że będzie, bo – nawet jeśli nadal służby medyczne tego państwa będą podawać optymistyczne dane – to Białoruś i tak mocno odczuje skutki ekonomiczne tego, co się dzieje. Rosja zamknęła granice, podobnie jak inni sąsiedzi Białorusi. Z jednej strony ogranicza to przepływ towarów (warto pamiętać, że białoruski eksport trafia przede wszystkim na Wschód), a z drugiej przepływ ludzi – co oznacza, że Białorusini pracujący w Polsce i w Federacji Rosyjskiej tracą zatrudnienie i nie będą w stanie przesyłać pieniędzy rodzinom w kraju.

Ekonomiści z mińskiej grupy eksperckiej BEROC w swym ostatnim biuletynie przestrzegają, że nadciąga „gospodarcza burza”, która będzie składała się z kilku jednocześnie następujących po sobie „szoków”, takich jak walutowy, zahamowania popytu wewnętrznego, naftowy, załamania handlu zagranicznego i podaży.

Białoruska gospodarka, osłabiona i balansująca na granicy recesji w wyniku konfliktu naftowego z Rosją, może nie wytrzymać tej presji. Rząd już zwołał, pod naciskiem przedsiębiorców, specjalne posiedzenie, aby radzić nad kształtem programu pomocowego. Nie ulega wątpliwości, że nadciągający kryzys wystawi na próbę siłę białoruskiego państwa.

Ukraina nie może sobie pozwolić

Nie inaczej będzie na Ukrainie, która jeszcze przed wybuchem pandemii, w styczniu i lutym, odnotowała dwucyfrowy spadek dochodów budżetowych. A teraz nakłada się na to wstrzymanie przekazów pieniężnych od milionów Ukraińców pracujących w Polsce i w innych krajach Europy Zachodniej.

Sytuacja epidemiologiczna jest też nie do pozazdroszczenia. Co prawda do końca marca odnotowano tylko kilkaset przypadków infekcji, ale nikt nie wątpi, że jest to raczej efekt braku adekwatnej do zagrożenia liczby testów, a nie dobrej sytuacji epidemiologicznej.

Zresztą prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział otwarcie, że kraj z powodów ekonomicznych nie może pozwolić sobie na pozostawanie przez długi czas w stanie hibernacji i utrzymywanie nałożonych ograniczeń w związku z epidemią, bo tego nie wytrzyma. Ludzie nie mają oszczędności, system pomocy społecznej nie funkcjonuje, zresztą rząd też nie ma pieniędzy. Już zaczęły się dyskusje, czy nie jest dobrym rozwiązaniem ogłoszenie niewypłacalności Ukrainy.
Pociąg z Moskwy 29 marca przywiózł na dworzec w Kijowie obywateli Ukrainy ewakuowanych z Rosji. Fot. STR/NurPhoto via Getty Images
O skali rysującego się zagrożenia świadczy i to, że w trybie pilnym prezydent Zełenski zorganizował spotkanie z największymi ukraińskimi oligarchami, apelując, aby „wzięli pod swą opiekę” te prowincje, w których znajdują się ich firmy. Ostatnim przywódcą, który wykonał taki ruch, był Petro Poroszenko po Rewolucji Godności z lat 2013-14, kiedy samo istnienie państwa ukraińskiego, w obliczu rosyjskiej agresji, stanęło pod znakiem zapytania.

Życie lekarza cenniejsze niż pielęgniarki

Ukraińskie media pełne są skarg personelu medycznego, który mówi o całkowitym nieprzygotowaniu tamtejszego systemu ochrony zdrowia na wyzwania stojące przed krajem. Zacytujmy jedną z takich opowieści – Olgi Kulbidy, pielęgniarki pracującej na oddziale intensywnej terapii szpitala w miejscowości Chmielnicki. – Mamy dwa kombinezony na wypadek sytuacji kryzysowej Niedawno do naszego szpitala przywieziono chorego na Covid-19. Wśród personelu medycznego zaczęła się panika. Do chorego, chodziliśmy na zmianę, używając tego samego kombinezonu. Niektórzy lekarze w takiej sytuacji w ogóle odmówili odwiedzania pacjenta, mówiąc, że ich życie jest cenniejsze niż życie pielęgniarki, nas wysyłali do chorego – opowiada.

Chaos w służbie zdrowia wzmagają nieprzemyślane decyzje władz, takie jak ogłoszenie zamknięcia granic wraz z zapowiedzią, że nikt do kraju nie zostanie wpuszczony. Spowodowało to gigantyczne kolejki na przejściach granicznych, gdzie tłoczą się setki, jeśli nie tysiące ludzi.

Podobny skutek miało unieruchomienie kijowskiego metra. Tysiące ludzi chcących dotrzeć do nadal pracujących fabryk, w ścisku próbowało dostać się do zatłoczonych do granic możliwości autobusów.

Na to wszystko nakłada się cały czas trwający, a ostatnio zaostrzający się, konflikt na wschodzie Ukrainy oraz ostra wewnętrzna walka polityczna. Na zamieszkiwanej przez 40 mln ludzi Ukrainie sytuacja staje się powoli krytyczna – wojna na Wschodzie, głęboki kryzys gospodarczy, podzielone i rywalizujące ze sobą elity oraz słabe państwo, które nie jest w stanie poradzić sobie ze stojącymi przed nim wyzwaniami.

Popadł w niełaskę Moskwy

W sąsiedniej Mołdawii, jednym z najbiedniejszych państw Europy, które funkcjonuje tylko dzięki transferom pracujących poza granicami rodaków, sytuacja może się szybko zdestabilizować z kilku powodów. Kraj jest nieprzygotowany i nie radzi sobie z epidemią koronawirusa. Władze wprowadziły kwarantannę, ale nie mają pieniędzy nawet na wypłaty dla pracowników sfery budżetowej i mają zamiar prosić o wsparcie międzynarodowe instytucje finansowe.
W Doniecku na ogarniętej wciąż zbrojnym konfliktem wschodniej Ukrainie szyte są także antywirusowe maseczki w barwach maskujacych. Fot. Valentin Sprinchak\TASS via Getty Images
Premier Ion Kiku kilka dni temu uprzedził rodaków, że system ochrony zdrowia może nie poradzić sobie w sytuacji, gdy liczba zarażonych przekroczy 2 tysiące (kiedy wypowiadał te słowa było ich 231). Nadal nierozwikłany jest konflikt z separatystycznym Naddniestrzem, a urzędujący prezydent Igor Dodon, uchodzący za polityka prorosyjskiego i często odwołujący się do wsparcia z Moskwy, ostatnio – jak się wydaje – popadł w niełaskę, bo socjaliści, którym patronuje, weszli w koalicję rządową z Partią Demokratyczną pozostającego na emigracji i ściganego listem gończym wydanym przez Federację Rosyjską oligarchy Vlada Plachotniuca.

Ale jak się spojrzy na inne państwa w regionie, to każde z nich w najbliższym czasie staje przed trudną próbą. Gruzja, silnie ekonomicznie powiązana z Turcją, już cierpi w związku z ograniczeniem ruchu towarów i całkowitym zamrożeniem tamtejszego sektora turystycznego, będącego jedną z podstaw gospodarki kraju. Tamtejsze elity są nie mniej politycznie podzielone i wewnętrznie skonfliktowane.

Walka klanów o wpływy w Azerbejdżanie

Podobnie w Armenii, która ma niepokojąco dużą liczbę zakażeń Covid-19 jak na tak niewielki, zamieszkały przez niecałe 3 mln ludzi kraj. Co gorsze, Armenia graniczy z Iranem i jest już wystarczająco odcięta od świata, bo mimo upływu niemal 30 lat od momentu uzyskania niepodległości, ma nadal zamknięte granice z Turcją i Azerbejdżanem. A na dodatek nadal tli się konflikt zbrojny o Górski Karabach z sąsiednim Azerbejdżanem.

Azerbejdżan z gospodarką silnie uzależnioną od eksportu ropy naftowej, podobnie zresztą jak Kazachstan i Turkmenistan, z pewnością mocno odczuje spadek cen na światowych rynkach. Na to nakłada się niepewna sytuacja wewnętrzna.

Wybory, które odbyły się tam miesiąc temu, nie są uznawane przez opozycję, a rządzący zareagowali na protesty falą represji i aresztowań. Niepewnej sytuacji wewnętrznej towarzyszy walka klanów o wpływy wzmagana pogłoskami, że prezydent Ilham Alijew jest śmiertelnie chory.

Środkowoazjatycki Turkmenistan, którego funkcjonowanie jest silnie uzależnione od eksportu gazu ziemnego, głównie do Chin, ale również do Rosji, już w ubiegłym roku znalazł się w trudnym położeniu gospodarczym. Perspektywy są jeszcze gorsze, bo ceny eksportowanego przezeń gazu powiązane z ceną baryłki ropy naftowej lecą na łeb na szyję.
Walka z COVID-19 w stolicy Armenii Erywaniu. Fot. Hayk Baghdasaryan\TASS via Getty Images
A na dodatek przed Aszchabadem rysuje się perspektywa, iż nie będzie mógł sprzedać całości swojej produkcji, bo rosyjski Gazprom w obliczu spadku cen (ostatnio handlowano gazem w Europie po 70 dolarów za 1000 m³, a rosyjski koncern swój tegoroczny budżet konstruował zakładając, że średnia cena sprzedaży wynosiła będzie 175 dolarów za 1000 m³) może zrobić to, co już raz, w 2016 roku zrobił, czyli wypowiedzieć obowiązujące kontrakty.

Kirgistan i Tadżykistan bez rezerw

Mniejsze kraje regionu, takie jak Kirgistan czy Tadżykistan swą politykę bezczynności wobec epidemii koronawirusa chcą przykryć oficjalną, podobną do białoruskiej, narracją o histerycznej reakcji świata wobec niewielkiego zagrożenia. Ale prawdziwym powodem faktycznego braku działań tamtejszych władz jest to, że nie dysponują one jakimikolwiek rezerwami i są nieprzygotowanie do obecnej sytuacji. Obydwa te niezmiernie ubogie i skorumpowane kraje funkcjonują głównie w oparciu o przelewy ich obywateli pracujących w Federacji Rosyjskiej. Spowolnienie rosyjskiej gospodarki, zamarcie budownictwa, gdzie pracują przede wszystkim gastarbeiterzy z Kirgizji i Turkmenistanu, powoduje ustanie strumienia środków i powrót młodych mężczyzn do domu. To może z kolei tworzyć mieszankę wybuchową, tym bardziej, że obydwa kraje są politycznie wewnętrznie bardzo skonfliktowane.

Chińskie inwestycje, które w ostatnich latach stanowiły istotny impuls dla tamtejszych gospodarek, obecnie, w dobie dekoniunktury też zapewne znacząco się zmniejszą.

Niebezpiecznie blisko Afganistanu

Tę wyliczankę można ciągnąć jeszcze długo. Duże gospodarki Azji Środkowej, takie jak Kazachstan i Uzbekistan są albo silnie uzależnione od eksportu ropy naftowej i innych surowców (Kazachstan), albo od przelewów pracujących w Rosji ich obywateli (Uzbekistan). W każdym z tych państw, położonych zresztą w niebezpiecznej bliskości ogarniętego wojna domową Afganistanu, autorytarne systemy polityczne pod maską stabilności skrywają ukryte podziały, pęknięcia i napięcia.

Najszybciej chyba zaznaczyć się one mogą w tradycyjnie podzielonym według linii północ-południe Kirgistanie, w którym władze już trzykrotnie obalano w drodze przewrotu. Sytuacja wewnętrzna jest daleka od stabilności, o czym świadczy choćby aresztowanie w ubiegłym roku przez obecnego prezydenta Sooronbaja Dżeenbekowa swego poprzednika Ałmazbeka Atambajewa.

Jak koronawirus zmieni świat? Czy fizyczny kontakt ograniczymy do minimum i więzi społeczne zaczną zanikać?

Jeżeli pandemia potrwa dłużej, to miasta czekać będzie stopniowe wyludnianie.

zobacz więcej
Wszystkie kraje wywodzące się z ZSRR, zarówno te położone w Europie, w naszej bezpośredniej bliskości, jak i te zlokalizowane dalej, znalazły się w bardzo trudnym położeniu. Na problemy związane z pandemią nałożył się kryzys gospodarczy, który nie wiadomo, jak długo będzie trwał i jak wpłynie na osłabione gospodarki państw regionu.

Jak to zniosą Chiny, Rosja, Indie i Turcja

Wiele z nich wkracza w te trudne miesiące, a może i lata, będąc wewnętrznie głęboko podzielonymi, z nierozstrzygniętymi konfliktami i tlącymi się wojnami granicznymi. To samo można powiedzieć o elitach politycznych, w niektórych przypadkach skonfliktowanych raczej bez nadziei na rozwiązanie w krótkim czasie trapiących kraje sporów (Ukraina, Kirgizja, Gruzja). Inne są w przeddzień albo krótko po, trudnej operacji transferu władzy (Białoruś, Kazachstan, Azerbejdżan).

Z pewnością z obecnego kryzysu nie wyjdą wzmocnione, a co gorsze, znacząco spaść może zainteresowanie świata zachodniego problemami tych oddalonych i często postrzeganych jako peryferyjne państw. W gruncie rzeczy to, jaki los je spotka w najbliższych latach zależeć może od tego, jak kryzys zniosą regionalne mocarstwa aspirujące do tego, aby na nowo ułożyć mapę politycznych sojuszy. Chodzi przede wszystkim o Chiny i Federację Rosyjską, w mniejszym stopniu Indie i Turcję.

Słaba to polisa, bo jeśli okaże się, że „duzi gracze” lepiej zniosą czas kryzysu niż państwa powstałe na gruzach ZSRR, to może okazać się, że ich przygoda z niepodległością będzie krótsza niźli dzisiaj się to wydaje. Dla Polski może to oznaczać, że albo możemy mieć strefę destabilizacji na Wschodzie, albo Wielki Brat zbliży się do naszych granic.

– Marek Budzisz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Wołodymyr Zełenski podczas sesji parlamentu w Kijowie 31 marca 2020. Fot. REUTERS/Stringer
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kobieta, która stanęła przeciw Łukaszence
Przez lata żyła „przy mężu”. Dziś musi sprostać roli męża stanu.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak zarobić na Białorusi. Polski biznes w państwie Łukaszenki
To kraj fantastycznie uporządkowany, nie ma tam szarej strefy, jak na Ukrainie czy w Rosji – mówią inwestorzy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Dlaczego zarażeni Polacy rzadziej umierają w weekendy? Dziwne...
W czasie pandemii liczba zgonów spadła. Najbardziej na Lubelszczyźnie, Podlasiu i Podkarpaciu
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Demokraci byli rasistami. Republikanie walczyli o prawa czarnych
Elity republikańskie przypominały namaszczonych elitarnych działaczy Unii Wolności przekonanych, że prowadzą kraj ku postępowi.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Życie na 500 procent normy
„Wtedy Bóg rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną; niechaj więc żyje tylko 120 lat”.