Cywilizacja

Czy Unia Europejska przetrwa? Wirus infekuje solidarność

Po epidemii wszystko się zmieni, choć dziś jeszcze trudno określić, w jakim tempie i w jakim kierunku. Czy dlatego, że kryzys obnażył w Unii niedociągnięcia, które trudno będzie naprawiać zwyczajowym nawoływaniem „więcej unii w Unii”? Ufności, której – poza obowiązkowymi deklaracjami – też chyba nigdy nie było za wiele, po obecnych doświadczeniach może być jeszcze mniej.

Lotnisko jest włoskie, samolot – chiński. Ze stojącego na płycie potężnego Airbusa A350, należącego do China Eastern Airlines, obsługa żwawo wyładowuje kontenery. Widać, że samolot przywiózł coś, na co wszyscy niecierpliwie czekają. I rzeczywiście tak jest.

Taki obraz pokazywały niedawno stacje telewizyjne nie tylko Włoch. Widok kolosa, wokół którego uwijają się małe figurki to zawsze wdzięczny obrazek, tym razem jednak nie o to chodziło.

Chińskim samolotem dotarł sprzęt medyczny absolutnie niezbędny w dobie coraz groźniejszej epidemii: maseczki ochronne, kombinezony, środki dezynfekcyjne i respiratory – to, czego Włochom zaczynało już brakować. W sumie 31 ton.

A wraz ze sprzętem przyleciał również dziewięcioosobowy zespół lekarzy i specjalistów – przed wylotem dokładnie przebadanych na obecność koronawirusa – by podzielić się doświadczeniem w jego zwalczaniu.

Pod tą oczywistą warstwą kryje się jednak drugie dno. To kwestia solidarności. Bolesna. Bo wcześniej rząd włoski potrzebny sprzęt i środki starał się kupić w Unii Europejskiej, u swych partnerów i przyjaciół. Od kogo, jak nie od sojuszników, miały Włochy oczekiwać zrozumienia w ekstremalnie trudnej sytuacji, w jakiej się znalazły?

Unijna przyjaźń słabo się jednak ostała w zderzeniu z realiami. Francja i Niemcy, proszone przez Włochy o pomoc, środki medyczne objęły zakazem eksportu, w – słusznym skądinąd – przeświadczeniu, że same mogą ich potrzebować. Czy można to zrozumieć? Oczywiście, że tak.

Problem więc polega raczej na tym, że unijna wspólnotowa retoryka maskuje tylko, i to marnie, dbałość o własne interesy. Walka z epidemią pokazała czarno na białym, że solidarność znacznie lepiej sprawdza się jako hasło niż jako praktyka.
13 marca na rzymskim lotnisku Fiumicino wylądował chiński samolot z lekarzami oraz sprzętem medycznym, o który prosili zdesperowani Włosi. Fot. ITALIAN RED CROSS PRESS OFFICE/PAP/EPA.
W tej sytuacji Luigi di Maio, włoski minister spraw zagranicznych zwrócił się telefonicznie o pomoc do chińskiego ministra Wanga Yi. A gdy ta dotarła, powiedział krótko: – Włochy nie są już same.

Europa cierpi wraz z Włochami

„Unia Europejska powinna koordynować dostawy niezbędnego sprzętu medycznego i jego rozdzielenie między te kraje i regiony, które najbardziej go potrzebują. Dziś takim krajem są Włochy, ale jutro w potrzebie może znaleźć się kto inny. Włochy wystąpiły o uruchomienie unijnego mechanizmu ochrony cywilnej w kwestii dostaw sprzętu medycznego. Ale, niestety, na apel Komisji nie odpowiedział ani jeden kraj Unii. Odpowiedziały tylko Chiny. Nie świadczy to dobrze o europejskiej solidarności”.

Brexit daje szansę na nowy początek Unii Europejskiej

Przed nami leży ogromne wyzwanie stworzenia bytu politycznego, który nie byłby ani państwem, ani imperium. Wymyśliliśmy koncepcję Europy ponadnarodowej – mówi francuski filozof i politolog Yves Charles Zarka.

zobacz więcej
To fragment tekstu, jaki na portalu „Politico” zamieścił ostatnio Maurizio Massari, stały przedstawiciel Włoch w Unii Europejskiej. Czy to właśnie jego gorzkie słowa odniosły skutek, trudno powiedzieć. Ale faktem jest, że Unia, wcześniej bezczynna – unijni notable zachowywali się tak, jak gdyby w Brukseli w ogóle nie zdawano sobie sprawy z powagi sytuacji – nagle się przebudziła.

Posypały się spotkania i wideokonferencje przywódców i ministrów, a przewodnicząca Komisji, Ursula von der Leyen zaczęła gorąco zapewniać, iż Unia żadnego z państw członkowskich nie zostawi na pastwę losu.

Drodzy Włosi – deklarowała po włosku w specjalnym przesłaniu, wygłoszonym w dzień po ukazaniu się tekstu włoskiego ambasadora – chcę wam powiedzieć, że w tej trudnej chwili, gdy walczycie z wirusem, nie jesteście sami. Europa cierpi wraz z wami. Bo teraz w Europie wszyscy jesteśmy Włochami. Bądźcie pewni, że rodzina, wasza rodzina (europejska – red.) was nie opuści.

Tydzień wzmożonej aktywności zakończył się decyzją o zamknięciu granic zewnętrznych Unii. Bardzo możliwe, że to dość drastyczne, jak na Brukselę, postanowienie ma w tle chęć odblokowania pozamykanych granic wewnętrznych, choć nie wydaje się, by w tej chwili było to w ogóle możliwe. W międzyczasie zaś wygłoszono mnóstwo deklaracji utrzymanych w podniosłym unijnym duchu i podjęto parę decyzji, na przykład dotyczących sprzedaży środków medycznych.

Ograniczenia na tym polu będą możliwe, ale tylko w obrocie z krajami pozaunijnymi; na taką transakcję eksporter będzie musiał uzyskać zgodę władz, choć tylko krajowych.

Natomiast w handlu wewnątrz Unii nie może być żadnych restrykcji. – Nie jest dobrze, gdy państwa członkowskie podejmują jednostronne działania, ponieważ zawsze pociąga to za sobą efekt domina – mówiła Ursula von der Leyen. I dodała, że „jest to równoznaczne z przywróceniem granic wewnętrznych, i to w czasie, gdy Unia potrzebuje solidarności”.
W Europie wszyscy jesteśmy Włochami - zapewniała po włosku Ursula Von Der Leyen. Fot. STEPHANIE LECOCQ/PAP/EPA.
Niemcy – w akcie skruchy? – napomnienie wzięły sobie chyba do serca i nie zwlekając, obiecały dostarczenia Włochom miliona maseczek. Tak przynajmniej twierdzi rzymski dziennik „La Repubblica”.

Potrzeba planu Marshalla

Środki doraźne mające powstrzymać rozprzestrzenianie się epidemii to jednak nic w porównaniu z ogromem działań, jakie trzeba będzie podjąć, by ratować Europę przed jej dalekosiężnymi skutkami. Porównanie z kryzysem finansowym z 2008 roku nasuwa się w sposób oczywisty. W wielu analizach przewija się jednak opinia, że jest ono mało trafne z bardzo prostego powodu: epidemia zrujnuje świat o wiele, wiele bardziej. Będzie gorzej i trudniej. Fakt, że kryzys uderzył w zupełnie innej dziedzinie, jest bez znaczenia.

– Tego, czego nauczyliśmy się 10 lat temu w odniesieniu do finansów, teraz musimy nauczyć się w sferze ochrony zdrowia. I musimy zrobić to szybko, bo zdrowie, moim zdaniem, jest o wiele ważniejsze – tłumaczył w radiu niemiecki minister zdrowia Jens Spahn, który ma pewne pole obserwacji, bo wcześniej zajmował się właśnie finansami.


Obecny kryzys jest nie mniej niszczący. Wiadomo przecież, że gdy się skończy – czy właściwie już wcześniej – wsparcia i pomocy będą potrzebować tysiące firm: od małych sklepików, zakładów fryzjerskich i warsztatów rzemieślniczych po wielkie linie lotnicze czy hotele. Bo nikt nie zdoła uniknąć strat, i to dotkliwych.

W Monachium namawiają nas do rezygnacji z suwerenności

Podejmowanie decyzji w polityce zagranicznej UE musi być zreformowane: odejść od zasady konsensusu na rzecz głosowania większościowego. Trzeba też stworzyć europejską armię – postulują niemieccy politycy.

zobacz więcej
Komisja Europejska już zapowiedziała wyasygnowanie na ten cel 37 mld euro. Nie są to środki nowe. Pochodzą z obecnego unijnego budżetu, ale będą mogły zostać przeznaczone na cele inne od przewidywanych pierwotnie. Chodzi o zwalczanie skutków epidemii, wspomaganie przedsiębiorstw i sektorów itp.

Nie mniej ważne jest rozluźnienie rygorów dotyczących deficytu budżetowego i zadłużenia. To szczególnie istotne dla Włoch, które nie zdołają uniknąć zaciągnięcia nowych pożyczek, choć i tak ich zadłużenie jest bardzo wysokie, na poziomie 134 proc. GDP. Wszyscy – i rząd, i opozycja – mają tego świadomość. To Matteo Salvini, lider Ligi, największej partii opozycyjnej, a do niedawna potężny wicepremier i minister spraw wewnętrznych, sugerował Brukseli rozluźnienie wspomnianych zasad paktu o stabilności.

Włosi zresztą zgodnie uważają, że dotychczasowe unijne propozycje są o wiele za skromne. Bruksela powinna zdobyć się na wysiłek i zaproponować nową strategię. Daleko idącą, bo tego wymaga sytuacja. Jak mówi Silvio Berlusconi, wieloletni włoski premier, a dziś deputowany do Parlamentu Europejskiego: – Dzisiaj Europa potrzebuje nowego planu Marshalla.

Duch jedności w odwrocie

Nieoczekiwane, w świetle początkowej bezczynności, bezradności i niezrozumienia powagi sytuacji, uaktywnienie się unijnych przywódców rodzi jednak wcale niebagatelne pytania. Po jednej stronie są bowiem oczekiwania, po drugiej obawy. Obsadzenie Brukseli w roli wspólnego centrum, które będzie dowodzić i o różnych sprawach na bieżąco decydować, nie wszystkim państwom członkowskim może się podobać. Nie tego oczekują.
Zamknięte restauracje na Campo Dei Fiori w Rzymie też pewnie będą potrzebowały pomocy. Fot. ANGELO CARCONI/PAP/EPA.
Dotyczy to zresztą nie tylko samej Brukseli, ale także jej największych i najważniejszych państw, które chętnie uzurpują sobie prawo do ustawiania i pouczania innych.

Jeżeli prezydent Emmanuel Macron mówiąc o zamykaniu granic, przestrzega przed „koronawirusowym nacjonalizmem”, trudno to odebrać inaczej niż napominanie partnerów – skądinąd w zgodzie z obyczajami praktykowanymi przez Francję w stosunkach międzynarodowych.

W obserwacjach, ocenach, przestrogach, jakie formułowane są dzisiaj przez ekonomistów, politologów, publicystów, powtarzają się dwa istotne elementy. Pierwszy to przeświadczenie, że po epidemii wszystko się zmieni, choć dziś jeszcze trudno jest określić, w jakim tempie i w jakim kierunku. Zmieni się także w Europie. Czy dlatego na przykład, że kryzys obnażył w Unii niedociągnięcia, które, jak mi się zdaje, trudno będzie naprawiać zwyczajowym nawoływaniem „więcej unii w Unii”? Ufności, której – poza obowiązkowymi deklaracjami – też chyba nigdy nie było za wiele, po obecnych doświadczeniach może być jeszcze mniej.

Po drugie, kryzys wywołany przez epidemię stawia Unię Europejską przed próbą o wymiarze fundamentalnym: kwestią przetrwania. Skoro zawodzi solidarność, jaki sens ma bycie razem?

„Zamaskowany” plan dla Europy?

Ideowym ojcem Unii został mało znany trockista postulujący likwidację państw narodowych i własności prywatnej. Czy to jego radykalny plan realizują dziś eurokraci?

zobacz więcej
„Unia Europejska przetrwała brexit, kryzys wywołany przez uchodźców i zapaść finansową z roku 2008. Ale na tej podstawie trudno zakładać, że COVID-19 nie będzie w stanie jej zniszczyć” – pisał w „Politico” Dalibor Rohac z American Enterprise Institute.

Dlaczego? Bo choć zamęt wokół brexitu i brexitowych negocjacji mógł to czy inne państwo skutecznie wyleczyć z chęci opuszczenia Unii, teraz przestało to być takie pewne. „Ludzki koszt pandemii – pisze naukowiec – w połączeniu z niepokojem i poczuciem, słusznym lub nie, że instytucje europejskie w niczym nie są pomocne, mogą razem stać się potężną siłą odśrodkową”.

Powody do zadowolenia mają jedynie Brytyjczycy – a przynajmniej zwolennicy brexitu. – Gdzie się podział duch jedności? – pyta dziennik „The Daily Telegraph” i odpowiada nie bez satysfakcji: przepadł wraz z nieprzyzwoitymi działaniami Unii i jej członków.

A kiedy kryzys się skończy, Europa będzie musiała zmierzyć się z faktem, iż państwa narodowe mają znaczenie. Przecież to rządy reagowały na rozwój wydarzeń, to one podejmowały decyzje, nie Europa, której instytucje całkowicie zawiodły. Europa chce być superpaństwem – ale właśnie takie dążenia mogą łatwo paść ofiarą wirusa.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

15.03.2020
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Igrzysk olimpijskich w Tokio nie będzie?
Jeśli zostaną odwołane, to odbędą się następne w Paryżu i tyle. Ziemia się nie zawali.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wychodzą na ulice, bo nie chcą nosić masek
Nonkonformiści mają imponujący potencjał mobilizowania protestujących.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Korupcyjny system za unijne pieniądze
Prezydent i premier oskarżają się wzajemnie o mafijne powiązania. Z okien pokazują sobie obraźliwe gesty.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Święte słowo różnorodność
Czy w składzie Komisji Europejskiej nie należałoby zagwarantować miejsca osobom niebinarnym?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Druga fala pandemii – czy koronawirus wróci silniejszy?
W chorobie są superroznosiciele i to oni (maksymalnie 10 procent zakażonych) odpowiadają za 80 proc. wszystkich zakażeń wirusem SARS-CoV-2.