Cywilizacja

Jak prawidłowo i bezpiecznie dla innych odbyć kwarantannę?

Okres bezobjawowy w przypadku koronawirusa SARS-CoV-2 wynosi aż do 21 dni, a nawet podobno do 28… Ci chińscy lekarze swoimi doniesieniami nas wykończą, zanim wreszcie się tego wszystkiego nie potwierdzi naukowo.


ODPOWIEDZI NA WIELE SWOICH PYTAŃ ZNAJDZIESZ W SPECJALNYM SERWISIE TVP: „KORONAWIRUS. PORADNIK”


To może przydarzyć się każdemu, bo już kilkadziesiąt tysięcy Polaków znajduje się w przymusowym odosobnieniu. Nie dlatego, że zrobili co złego. Po prostu ulegli zakażeniu koronawirusem wywołującym pandemię. Często – zakażeni tylko prawdopodobnie, bo jeszcze nie mają wyniku potwierdzającego z testu molekularnego. Muszą jednak siedzieć w domu, bo inaczej czeka ich wysoka kara pieniężna – 5 tys. złotych.

Żeby rzecz polegała tylko na tym, że się siedzi na pupie w jednym miejscu i czeka 14 dni (albo i 21, i więcej, bo przyjęta niedawno przez Sejm tzw. specustawa koronawirusowa pozwala na wydłużenie tego okresu), mierząc codziennie gorączkę, sprawa byłaby dość prosta. Skoro jednak taka przymusowa odsiadka może spotkać wielu z nas, warto poznać zasady, dzięki którym mamy szansę prawidłowo, skutecznie i bezpiecznie dla innych odbyć ową kwarantannę.

Większość z nas bowiem nie mieszka w pałacu z ogrodem, gdzie każdy ma swój pokój z łazienką, tylko wręcz odwrotnie: dzielimy się z domownikami ubikacją i spotykamy ich w przedpokoju czy kuchni. A wiemy, że ludzie przebywający w tym samym gospodarstwie domowym mają o około 60 procent większe ryzyko złapania COVID-19, niż gdyby spotkali zakażonego w zatłoczonym tramwaju. Można jednak próbować zapobiec wzajemnemu zakażaniu się, licząc nie tylko na naszą genetyczną i biologiczną różnorodność, która sprawia, że jedni są bardziej podatni na tę chorobę, inni mniej. Trzeba zastosować stare, wypróbowane metody izolacji i wcale nie chodzi o dzielenie mieszkań murem.

Bezobjawowy dłużej niż grypa, porównywalny z ospą

W kwarantannie jako metodzie zapobiegania epidemiom chodzi o to, by potencjalnie zakażonego człowieka odizolować od innych na czas inkubacji choroby, czyli w okresie, gdy ma już w sobie drobnoustrój, ale jeszcze nie ma objawów i może niechcący zarazić wszystkich wkoło.
Na początku marca, decyzją Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Policach, wychowankowie wraz z wychowawcami dwóch internatów Zespłu Szkół im. I. Łukasiewicza w Policach zostali objęci kwarantanną. Wcześniej trzy osoby trafiły z internatu na oddział dziecięcy Samodzielnego Publicznego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Szczecinie, w związku z podejrzeniem o zakażenie koronawirusem. Fot. PAP/Marcin Bielecki
Choroba zakaźna się niejako w nas wylęga – drobnoustrój, aby wywołać jakiś dramat w naszym organizmie, musi się najpierw stosownie namnożyć. Im go więcej, tym u nas większy stan zapalny, objawiający się np. gorączką, dreszczami, poceniem się, wymiotami, biegunką, wysypką na skórze etc.[1]

Dla różnych chorób zakaźnych czas inkubacji jest bardzo różny, zasada zaś jest taka, że im prymitywniejszy patogen, tym ten czas jest krótszy
[2]. Ale okres bezobjawowy w przypadku koronawirusa SARS-CoV-2 wynosi aż do 21 dni, a nawet podobno do 28… Ci chińscy lekarze swoimi obserwacjami i doniesieniami nas wykończą, zanim wreszcie się tego wszystkiego nie potwierdzi naukowo. Z drugiej strony jakoś nie modlę się o to, żeby u nas szybko było 80 tys. zakażonych i sporo danych statystycznych do analizy.

Czyli SARS-CoV-2 ma czas inkubacji znacznie dłuższy od swoich kuzynów, którzy wywołali poprzednie epidemie: SARS-CoV-1 i MERS. Czas dłuższy niż grypa sezonowa czy odra, porównywalny z ospą wietrzną. Bo porównywać trzeba tylko wirusy roznoszące się drogą kropelkową. Oznacza to, że okresy kwarantanny też właściwie powinny mieć długość zróżnicowaną ze względu na to, z jakim drobnoustrojem mamy do czynienia.

Historycznie rzecz ujmując – i przyglądając się jej nazwie: po łacinie quarantena, a po włosku quaranta – kwarantanna powinna trwać dni 40
[3]. Nie dotyczy jedynie ludzi [4]. W Polsce rzecz reguluje ustawa z 2008 roku o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych: kwarantanna dotyczy osób zdrowych, bezobjawowych, a izolacja – osób chorych na chorobę zakaźną. Zgodnie z prawem kwarantanna w Polsce, nakazana przez organy inspekcji sanitarnej, nie trwa jednak 40 dni, lecz nie dłużej niż 21 dób, licząc od ostatniego dnia styczności z chorymi zakaźnie. No ale mamy wspomnianą już tzw. specustawę koronawirusową (właściwie ustawę o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych), która ten czas może wydłużać.

Narodziny chińskiego potwora. Koronawirus i ranking najstraszliwszych światowych epidemii

Żyjemy w czasach powrotu chorób zakaźnych. Natomiast całkiem nowego antybiotyku nie uzyskano od kilkunastu lat.

zobacz więcej
W swoim komunikacie w tej sprawie Główny Inspektorat Sanitarny wyjaśnił ostatnio, że decyzję, czy mamy być poddani kwarantannie, podejmuje lekarz – np. ten przyjmujący od nas zgłoszenie o możliwości zakażenia koronawirusem z Wuhan – kierując się własną oceną stopnia zagrożenia dla zdrowia publicznego.

To jest decyzja medyczna, aczkolwiek ów lekarz musi następnie poinformować inspekcję sanitarną o swojej decyzji – to jego obowiązek. Natomiast powiatowy lub graniczny inspektorat sanitarny może objąć kwarantanną konkretnych ludzi, wydając decyzję administracyjną. Jak by nie było decyzja taka podejmowana jest – według informacji z GIS – indywidualnie, więc nie ma żadnego wzorca, żadnego standardu opisującego, kto musi zostać jej poddany.

Nie dziwi zatem, że ludzie – mądrzy, odpowiedzialni i zapobiegliwi, a mogący sobie na to pozwolić przy swoim trybie życia i pracy – sami poddawali się ostatnio kwarantannie. Nawet wtedy, gdy miła pani w powiatowym sanepidzie, do której udało im się wreszcie dodzwonić (o ile wpadli na to, że mają dzwonić do swego powiatu, tam gdzie są zameldowani), powiedziała, że skoro minęło 14 dni „od kontaktu” i skoro nie mają 38 stopni Celsjusza, to się mają kwarantannie nie poddawać. Gdy tymczasem wiemy z badań naukowych i mediów, że okres inkubacji wynosi w tym przypadku właśnie od kilku (nawet 2-3) do 21 (a może 28) dni.

Co do zasady jednak, jak informował GIS, można kogoś skierować na kwarantannę (i wyciągać potem konsekwencje w sytuacji niezastosowania się do nałożonego obowiązku – mandat 5 tys. zł), jeśli przeprowadzając tzw. wywiad epidemiologiczny ustalono, że osoba ta:

● pozostawała z jakimś chorym w bezpośrednim kontakcie lub w odległości mniej niż 2 metrów przez ponad 15 minut;
● rozmawiała z kimś mającym objawy choroby twarzą w twarz i przez dłuższy czas;
● ma wśród najbliższych przyjaciół lub kolegów kogoś chorego i może być zakażona;
● mieszka w tym samym, co chory, gospodarstwie domowym lub pokoju hotelowym czy w akademiku.

Nie głaszczemy psa. Okupujemy jeden pokój. Nie pożyczamy książek

W Chinach kwarantanna, i to na wielkich obszarach, trwa nieprzerwanie od 24 stycznia 2020 roku. I choć likwiduje się tam kolejne szpitale przeznaczone do walki z koronawirusem, gdyż nie ma nowych zakażeń, kwarantanny jeszcze nikt nie zdejmuje. Nie dlatego, że tak wygodniej się rządzi. Bo przecież Chiny ponoszą codziennie olbrzymie straty ekonomiczne i wizerunkowe w związku z tym, co się wydarzyło, i z pewnością wolałyby już o wszystkim zapomnieć.
Studenci mieszkający w poznańskim akademiku „Polonez Centrum Akademickie” zostali poddani kwarantannie do 30 marca. Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
Czy jednak w przypadkach indywidualnych można kwarantannę skrócić? Jak odpowiada GIS: owszem, ale tylko z przyczyn medyczno-epidemiologicznych. Czyli kiedy np. test diagnostyczny wykaże, iż na pewno nie jesteśmy nosicielem wirusa SARS-CoV-2. Albo potwierdzi taką diagnozę u osoby, z którą byliśmy w bliskim kontakcie i z tego powodu znaleźliśmy się w tej sytuacji nie do pozazdroszczenia. Takie decyzje podejmuje wyłącznie inspekcja sanitarna. Oczywiście jesteśmy też zwolnieni z kwarantanny, jeśli po jej upływie jesteśmy nadal zdrowi, nie mamy objawów COVID-19.

Ale co ze sobą począć wcześniej, gdy trafiamy na kwarantannę w naszym M3, z całą rodziną (zdarza się, a po powrotach „LOTem do domu” liczba takich sytuacji staje się imponująca), i jak się w tym obracać? Prosta odpowiedź brzmi: jak najmniej tych obrotów i poczynań. Mamy maksymalnie ograniczyć kontakt z innymi osobami – także domownikami, o ile jest szansa, że oni jeszcze nie są zakażeni. Bądźmy odpowiedzialni.

Inna jest sytuacja, gdy mamy duży dom z ogrodem – mamy wtedy szansę na łazienkę czy kuchenkę do własnej dyspozycji. Możemy nawet wyprowadzać własnego psa, o ile zostanie on z nami w obrębie kwarantanny, lecz ograniczmy wszelkie niekonieczne zabiegi, jak czesanie, i pieszczoty (powinniśmy mieć rękawiczki, jeśli psa głaskamy, sierść może bowiem ulec skażeniu wirusem, jak każda inna powierzchnia).

Lecz kiedy lądujemy na kwarantannie w naszym mieszkaniu w bloku czy kamienicy, z niewielką liczbą pomieszczeń i z rodziną, to jakby inny wymiar komplikacji. Gdy jesteśmy pełnosprawni, całkowicie siebie sami obsługujemy – tak, aby nie rozsiewać wirusa, którego możemy w sobie mieć.

W razie czego zjecie się nawzajem… Dziennik z zarażonego miasta

Kazali nam pracować z domu. Każdy wie, jak wygląda praca z domu. – E tam, później to zrobię. Albo w ogóle. Kto mi każe? Wirus, i z głowy.

zobacz więcej
Oczywiście jeśli rodzina, która nie musi się poddać kwarantannie, ma gdzie się nam usunąć, niech tak uczyni. Warto wyprowadzić z mieszkania nieobjęte procedurą osoby, zwłaszcza starsze i cierpiące na schorzenia skutkujące większym ryzykiem komplikacji w przypadku zarażenia COVID-19.

My, poddani kwarantannie, nigdzie nie wychodzimy. Nie przyjmujemy też u siebie żadnych odwiedzających. Nie ma wyjścia, okupujemy jeden pokój. Tam też mamy zestaw podstawowych ubrań, rzeczy osobistych, służących zaspokajaniu podstawowych potrzeb, rozrywek (książki, płyty etc., ale nie wymieniamy ich i nie użyczamy dotykanych przez nas książek czy płyt do czasu zakończenia kwarantanny).

W codzienności zaś izolujemy głównie i najpierw ręce. Nie podajemy dłoni. Nie staramy się ich nigdzie „wsadzać”, czyli nie pomagamy innym, a jeśli już musimy, wcześniej dezynfekujemy ręce. Wiem, że to brzmi dość strasznie, ale tak trzeba.

A co z postępowaniem w koniecznych, niby normalnych, codziennych sytuacjach, które od dziś stały się groźne dla innych?

Jak przygotować jedzenie? Jak prać, prasować, postępować w łazience?

JEDZENIE. Jemy sami, we własnym pokoju stanowiącym centrum naszej kwarantanny. Szykujemy sobie sami posiłek. Oczywiście jesteśmy na ogół zmuszeni zrobić to we wspólnej kuchni, korzystając ze wspólnej lodówki, więc jeśli umiemy – robimy to w rękawiczkach jednorazowych. Jeśli nie lub nie mamy takowych, to dezynfekujemy ręce przed otwarciem wspólnej rodzinnej lodówki bądź piekarnika czy kuchenki mikrofalowej, przed odkręceniem kranu w zlewie, kurków kuchenki gazowej, albo przed naciśnięciem sensorów kuchenki elektrycznej etc.

Najlepiej mieć swoją półkę w lodówce. Nasze produkty żywnościowe umieszczać w zamkniętym, podwójnym pojemniku, choćby w woreczku: zewnętrznego nie dotykamy wcale, ewentualnie za rączki, a wewnętrzny możemy wziąć w ręce.

Nasze śmieci po jedzeniu idą do osobnego woreczka, zawiązywanego, i dopiero tak zabezpieczone trafiają do kosza.

Jemy na osobistych talerzach i osobistym kompletem sztućców. Sami je myjemy pod bieżącą wodą, swoją gąbką czy ściereczką do mycia, swoim płynem do mycia, a rzeczy te trzymamy w swoim pomieszczeniu, w „centrum kwarantanny”.

Możemy skorzystać z potraw przygotowanych przez domowników (np. ugotowanej zupy czy innych), ale nie pochylać się nad naczyniami, z których pobiera posiłek cała rodzina, i tych naczyń nie dotykać. Najlepiej zatem, jeśli danie zostanie nam podane tak, abyśmy mogli je zjeść bez kontaktu z innymi, a potem pójść po sobie pozmywać i zdezynfekować wszystko, czego w tym czasie dotknęliśmy (klamek, włączników światła, kurków etc).
Ośrodek Szkolno-Wychowawczy przy ul. Grochowej w Krakowie przemianowano na czas pandemii koronawirusa na miejsce zbiorowej kwarantanny. Trafią tu osoby, które wróciły z zagranicy i nie mogą odbyć kwarantanny w swoich domach lub miały kontakt z osobą z podejrzeniem zakażenia i same mogą zarażać. 18 marca 2020 r. Fot. PAP/Łukasz Gągulski
ŁAZIENKA. Ten sam sposób postępowania: ograniczamy kontakt rąk z rzeczami, przedmiotami i miejscami rutynowo dotykanymi przez innych (klamki, wieszaczki, kurki etc). Korzystamy z rękawiczek lub środków dezynfekcyjnych – warto uwierzyć, że w odgradzaniu ludzi od siebie są one równie, albo i bardziej skuteczne niż mury.

Trzymamy własne ręczniki i kosmetyki w swoim pomieszczeniu kwarantanny.

Brudną bieliznę składamy do zamykanych worków, a nie do wspólnego kosza na pranie. Sami jak najczęściej pierzemy swoje ubrania, najlepiej codziennie, dezynfekujemy uchwyty i przyciski pralki, które dotykaliśmy, chyba że robimy to w rękawiczkach. Pranie wieszamy w pokoju kwarantanny, jeśli prasujemy – to też sami i dbamy o dezynfekcję rączki wspólnego żelazka.

W toalecie koniecznie dezynfekujemy po sobie deskę klozetową i przycisk lub uchwyt spłuczki. Wirus jest obecny w kale osób zakażonych, dlatego trzeba naprawdę bardzo dokładnie po sobie posprzątać.

POMIESZCZENIE KWARANTANNY. Regularnie sprzątamy i wietrzymy. Po zakończeniu kwarantanny pierzemy dokładnie pościel. Warto też zdezynfekować lub dokładnie wymyć wodą z detergentem te miejsca, których dotykały nasze ręce.

Czyli trzeba porządnie wysprzątać „na mokro”, z detergentem, wszystkie meble, książki, szafki w środku, dotykane przedmioty, ozdoby, przeprać ubrania. Jeśli miejscem odosobnienia była kawalerka to właściwie całą trzeba wymyć, również kuchnię z garnkami, naczyniami, przyprawami i sprzętem, do tego łazienkę z kosmetykami etc. Wirus na powierzchniach w temperaturze pokojowej zachowuje zakaźność nawet do kilku dni, w zależności od rodzaju tej powierzchni.

Gdy okazuje się, że jednak jesteśmy chorzy, pomieszczenie kwarantanny wymaga dezynfekcji. Lub musi pozostać puste przez 14 dni – poddane kolejnej, własnej kwarantannie, dzięki której będziemy pewni, że pozostałe na powierzchniach cząstki wirusa stracą swą zakaźność.


KONDYCJA. Musimy też bardzo dbać o siebie psychicznie. Dlatego kontaktujmy się z rodziną i przyjaciółmi, ale przez internet lub telefonicznie. Pracujmy zdalnie, o ile to możliwe, wyznaczmy sobie zadania, ułóżmy plan dnia. Uczmy się czegoś, nie wegetujmy. Spisujmy przemyślenia, to może działać niemal terapeutycznie.

Gimnastykujmy się każdego dnia przy otwartych oknach, dbajmy o mięśnie i umysł. Róbmy wszystko, by nie upadać na duchu. Nie pozbawiajmy się drobnych przyjemności, nie zapuśćmy naszego pomieszczenia – to działa depresyjnie.

I pamiętajmy – musimy obserwować swój stan zdrowia. Kwarantanna służy nie tylko izolacji, ale też ustaleniu, czy jesteśmy chorzy. Dopóki nie zostaniemy poddani diagnostyce molekularnej, nie mamy pewności, czy mamy wirusa. A nawet jeśli go mamy, możemy ale nie musimy zachorować na COVID-19.

Wszelkie objawy – jak gorączka, biegunka, kaszel, duszność – powinny być natychmiast zgłoszone telefonicznie lekarzowi bądź stosownej stacji SANEPID-u. Efektem będzie zapewne konieczność stawienia się w szpitalu na oddziale zakaźnym. Zróbmy wszystko, aby dostać się tam transportem indywidualnym, nie publicznym. I oczywiście wymagać to będzie dezynfekcji miejsca w samochodzie, które zajmowaliśmy.

* * * * * * *

Gen paniki. Uniesienia w czasach epidemii

Jakie wnioski powinniśmy wyciągnąć ze strachu przed koronawirusem?

zobacz więcej
Nie da się opisać wszystkich sytuacji codziennego życia i tego, jak w nich „zachować dystans”. Tu dochodzi poważny problem z tym, że owo zachowywanie dystansu jest dla człowieka czymś zupełnie nienormalnym. Ludzie to istoty społeczne, niektóre nawet bardzo. A tu izolujemy się od naszych najbliższych.

Kwarantanna jest więc doświadczeniem trudnym psychicznie. „Financial Times” pisał nawet, że to właśnie lęk przed niezdolnością do długotrwałego bycia w „kwarantannie narodowej” wstrzymywał aż do 17 marca rząd Jej Królewskiej mości pod kierownictwem Borisa Johnsona przed wprowadzeniem ograniczeń stanu epidemicznego.

Psycholodzy społeczni podobno odradzali brytyjskiemu premierowi wczesne podjęcie takich działań, jak zamykanie szkół, czy ludzi w domach, bo to jest trudne do przeżycia. Zamiast tego wybrał więc początkowo walkę z COVID-19 jak z bajki horrorynki: niech się zarazi jak największy procent populacji i tak zdobędzie „narodową odporność”. Dziś jest jasne, że bez ustanowieniu „red zone” w Wielkiej Brytanii może w najbliższych miesiącach umrzeć na COVID-19 nawet pół miliona osób (pokazują to wszelkie modele matematyczne opracowane dla sytuacji brytyjskiej, np. symulacje współpracującego z WHO Neila M. Fergusona z Imperial College London). Podejście władz wreszcie zaczyna się więc zmieniać, aby choć trochę zmniejszyć te liczby.

Decyzja o kwarantannie nigdy nie jest łatwa. Publikacja Julianne Holt-Lunstad na łamach czasopisma „PLOS Medicine” z roku 2010, opisująca metaanalizę wyników badań naukowych poświęconych chronicznej, długotrwałej izolacji wskazuje, że może ona zwiększyć ryzyko wystąpienia wielu problemów zdrowotnych, jak choroby serca, depresja, demencja etc. Wyliczone w tej pracy ryzyko śmierci przewlekle i ściśle odosobnionym rośnie nawet o 29 procent.

Źródeł takiego stanu rzeczy naukowcy upatrują w fakcie, którego na co dzień możemy nie doceniać: że więzi społeczne bardziej nas odstresowują niż stresują. Co w tym zjawisku najtrudniejsze , to że COVID-19 i inne choroby związane z izolacją, poczuciem osamotnienia, najbardziej uderzają w ludzi starszych.

Ta pandemia zmieni nas zbiorowo i indywidualnie. Z pewnością nasze obyczaje higieniczne, a co więcej, to się jeszcze zobaczy. Jak by to nie zabrzmiało, zejdzie nam nie tylko siódma skóra z rąk. Przeżyjemy wspólnie – ale w sumie bardzo indywidualnie – przymusową izolację jedni od drugich. Maksymalnie bezdotykowo, gdy tymczasem dotyk jest jednym z najważniejszych dla naszego rozwoju i najbardziej po macoszemu traktowanych zmysłów. Wsparci protezami takimi, jak internet. I to nie dlatego, że zrobiliśmy coś złego.

– Magdalena Kawalec-Segond,
doktor nauk medycznych, biolog molekularny, mikrobiolog, współautorka „Słownika bakterii”, popularyzatorka nauki prowadząca stronę Naukovo.pl


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

odc. 24
Przypisy:



[1] Składniki drobnoustrojów chorobotwórczych bywają dla nas wręcz trujące, jak toksyna tężca czy krztuśca. Wtedy objawy są zależne od liczby drobnoustrojów w naszym ciele, ale samo zabicie ich może objawów nie zahamować. Wręcz je nasili, gdy np. antybiotyk wykończy bakterie, a ich pękające komórki uwolnią gwałtownie masy toksyny wprost do naszego krwiobiegu. WRÓĆ

[2] Dlatego wielkie ogniska epidemii wirusa Ebola, który ma bardzo krótki okres inkubacji, zdarzają się dopiero od czasu powstania w Afryce Środkowej wielkich metropolii otoczonych niekończącymi się slumsami oraz masowego transportu. Aby zakazić wielu ludzi taki „szybki” wirus czy bakteria (np. przecinkowiec cholery) musi mieć wiele udogodnień z naszej strony i jest na ogół beneficjentem rozwoju naszej cywilizacji. Natomiast doskonałe patogeny, taki np. wirus HIV, mają dłuższy okres inkubacji i jednocześnie charakteryzuje je bardzo długi, nawet wieloletni okres, w którym zakażony nie ma żadnych objawów, więc nieświadomie zaraża każdego, z kim ma kontakt seksualny bez zabezpieczeń lub z kim zetknie się jego krew. Chyba, że poddał się specjalnym testom diagnostycznym i już o swojej chorobie wie. WRÓĆ

[3] Kwarantannę ustanowiono pod tą nazwą w Republice Raguzy – kupieckim państewku pod zarządem różnych lokalnych potęg: Wenecji, Węgier, Turcji, a istniejącym między wiekiem XIV i VXVIII tam, gdzie dziś Dubrownik. Było tam prawo, wedle którego przybyszów izolowano na granicy od mieszkańców i zakazywano im wjazdu przez 40 dni.

Euro 2020 przesunięte o rok, igrzyska olimpijskie wciąż liczą, że przetrwają. COVID-19 uśmierca sport

Gdy cały świat odwołuje imprezy na stadionach, Chińczycy właśnie rozpoczęli sezon lekkoatletyczny.

zobacz więcej

Najstarszy udokumentowany przypadek tymczasowego odosobnienia grupy podejrzanej o chorobę pochodzi z 1374 roku z Reggio nell’Emilia. Jednak i w Biblii, zwłaszcza w Księdze Kapłańskiej, możemy przeczytać wielokrotnie o przepisach dotyczących zasadniczo izolacji i obserwacji, której w starożytnym Izraelu poddawano ludzi, zwierzęta i budynki, głównie po to, aby ustalić, czy na swej powierzchni mają „trąd”.

Księga Kapłańska 13, 3-8: „Kapłan obejrzy chore miejsce na skórze ciała: jeżeli włosy na chorym miejscu stały się białe i jeżeli znak zdaje się być wklęśnięty w stosunku do skóry ciała, jest to plaga trądu. Kapłan stwierdzi to i uzna człowieka za nieczystego. Jeżeli jednak plama na skórze jego ciała jest biała, ale nie zdaje się być wklęśnięta w stosunku do skóry i włosy nie pobielały, to kapłan odosobni chorego na siedem dni. Siódmego dnia kapłan go obejrzy. Jeżeli kapłan stwierdzi, że plama nie powiększa się, nie rozszerza się na skórze, to odosobni go znowu na siedem dni. Potem, siódmego dnia, kapłan znowu go obejrzy. Jeżeli plama stała się matowa i nie rozszerzyła się na skórze, to kapłan uzna go za czystego. To była zwykła wysypka. Wypierze ubranie i będzie czysty. Jeżeli jednak wysypka rozszerzyła się na skórze po stawieniu się chorego przed kapłanem w celu oczyszczenia, w takim razie stawi się on przed kapłanem po raz drugi. Kapłan obejrzy go. Jeżeli stwierdzi, że wysypka rozszerzyła się na skórze, uzna go za nieczystego: jest to trąd”. WRÓĆ

[4] Także transport zwierząt oraz żywności czy niejadalnych produktów roślinnych objęty jest na granicy różnymi zasadami bezpieczeństwa epidemiologicznego. Nawet nie wgłębiając się w nie zasadniczo, słyszeliśmy z mediów, że w ramach walki z afrykańskim pomorem świń (ASF), który nawiedził nas (czy też raczej nasze chlewnie) przed koronawirusem, zakazy obejmowały nie tylko zwierzęta rzeźne, ale również wwóz do Polski zza wschodniej granicy wędlin i innych przetworów mięsnych. I tak – pogranicznicy zajmowali się sprawdzaniem kanapek pasażerom autokarów zza wschodniej granicy. Dlatego, że wirus wywołujący ASF jest przenoszony nie tylko przez zwierzęta, ale i trwa w ich mięsie, nawet po przetworzeniu. Choć oczywiście nie jest groźny dla naszego zdrowia, bo człowiek jednak od dzika czy świni znacząco się różni. WRÓĆ

Źródła:


https://gis.gov.pl/aktualnosci/informacja-glownego-inspektora-sanitarnego-w-sprawie-przepisow-prawnych-dotyczacych-kwarantanny/

https://gis.gov.pl/aktualnosci/koronawirus-co-trzeba-wiedziec-o-kwarantannie/

https://www.sciencemag.org/news/2020/03/we-are-social-species-how-will-social-distancing-affect-us?utm_campaign=news_daily_2020-03-16&et_rid=379130090&et_cid=3247632

Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Pomagają czy szkodzą? WHO na cenzurowanym
Szef WHO w ruchu marksistowsko-leninowskim w Etiopii reprezentował radykalne skrzydło wyznawców dyktatora Albanii Envera Hoxhy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Choćby dusza była jak trup…
Publikujemy ostatnią modlitwę Jana Pawła II. Papież już nie zdążył jej odmówić.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Igrzyska, których nie było, kosztowały ponad 5 mld dolarów
Wygląda na to, że nie da się przeprowadzić olimpiady bez prokuratora oraz zespołu śledczego.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Bomba jądrowa dla Polski? Obawia się Berlin, wścieka się Moskwa
Broń masowego rażenia nie tylko dla supermocarstw.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kobiety w polityce. Komu są potrzebne? I po co?
Nie w każdej damie kandydującej na prezydenta kryje się nowa Margaret Thatcher.