Rozmowy

Po pandemii koronawirusa nie będzie powrotu do przeszłości

Cywilizację światową trzeba będzie budować na nowych, dotychczas nieznanych impersonalnych zasadach i fundamentach – mówi prof. Krzysztof Miszczak. Sinolog i kierownik Zakładu Polityki Bezpieczeństwa Międzynarodowego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie obawia się, że skutkiem epidemii może być światowy kryzys na rynkach finansowych.

TYGODNIK.TVP.PL: Czy pandemia koronawirusa zablokuję światową ekspansję chińskiej gospodarki?

KRZYSZTOF MISZCZAK:
Krótkoterminowo z pewnością tak. Wartość chińskiego eksportu z powodu wirusa spadła o około 17,2 procent. Deficyt handlowy wyniósł 7,1 miliarda dolarów! Prawdopodobnie skutki kryzysu będą jeszcze długo wpływać na dynamikę gospodarki chińskiej, hamując jej rozwój.

Pomimo takiego rozwoju sytuacji wewnętrzny rynek chiński generalnie pozostał stabilny. Nie doszło też do perturbacji na rynku finansowym, sztucznie utrzymywanym przez władze w Pekinie. Chińska waluta – yuan – nawet wzmocniła się w stosunku do dolara. Na wiadomość o przygasaniu epidemii w Chinach giełdy w Szanghaju i Hongkongu od razu zareagowały wzrostami.

Na chińską gospodarkę długofalowo większy wpływ będzie miał globalny konflikt handlowy z USA i polityczno-gospodarcze relacje z Unią Europejską, która uważa Chiny za największe po Rosji zagrożenie.

Można już przewidzieć międzynarodowe skutki polityczne koronawirusa?

Odpowiedź na to pytanie jest trudna. Z pewnością epidemia zakażenia COVID-19 będzie miała wpływ na nowe postrzeganie świata, jak i na rynki kapitałowe. Już teraz mamy do czynienia m.in. z fluktuacją cen ropy naftowej. A spadek tempa wzrostu gospodarczego Chin już wpływa na przerwanie łańcuchów gospodarczych zglobalizowanego gospodarczo świata.
Uczestnicy dorocznej Parady Księżycowego Nowego Roku w Chinatown na Manhattanie niosą transparent z napisem „Wuhan, bądź silny”, 9 lutego 2020 r. w Nowym Jorku. Chiny walczyły już w tym czasie z rosnącą epidemią koronawirusa, który zabił już wiele tysięcy ludzi, wpłynął na globalny handel i turystykę na całym świecie. SARS-CoV-2 zwany jest koronawirusem z Wuhan, gdzie go odkryto i skąd rozprzestrzenił się na cały świat. Fot. Spencer Platt / Getty Images
Niewykluczony jest wybuch nowego światowego kryzysu na rynkach finansowych. Bezpośrednie polityczne konsekwencje epidemii są jeszcze nie do końca przewidywalne. Wszystko wskazuje jednak na to, że wirus pozostawi duże spustoszenia biologiczne i demograficzne oraz zradykalizuje systemy polityczne państw.

Społeczeństwa będą chętniej wspierać autorytarne systemy politycznego zarządzania z nadzieją, że właśnie one są bardziej skuteczne w zwalczaniu takich klęsk, jak epidemia koronawirusa. Procesy te mogą wpłynąć jednak również pozytywnie na wypracowanie i konsolidację strategii naszej europejskiej części systemu międzynarodowego i budowę wspólnej, „europejskiej odpowiedzi” na tego typu zagrożenia.

Co się zmieni w Chinach?

Najważniejszym następstwem epidemii wydaje mi się jednak to, że pomimo represji oraz administracyjnie stechnizowanej kontroli i inwigilacji ze strony władz, wielu Chińczyków wyraża dzisiaj różnorodne i nawet krytyczne zdanie na temat obecnej władzy politycznej, ograniczeń chińskiego systemu opieki zdrowotnej, niewystarczającej reakcji władz lokalnych i administracji centralnej na potrzeby obywatela.

Odważne i raczej niespotykane wcześniej zachowania.

Odważono się nawet pisać, że w obliczu kryzysu w Chinach potrzebna jest wolność słowa! Z pewnością w internecie pozostanie społeczna pamięć takich zachowań. Chińczycy zadziwiająco szybko i skutecznie zorganizowali się w prawdziwie obywatelskie społeczeństwo poprzez spontaniczne zawiązywanie komun współpracy i samorządów, aby pomóc sobie i mieszkańcom Wuhan. Element solidarności odgrywa tutaj bardzo istotną rolę.

Miliony ludzi skoszarowane, szpitale zmilitaryzowane, miasta zamknięte. Chiny w czasach zarazy

Na Chińczyków wylewa się teraz fala hejtu. Przodują w tym muzułmanie, ale i w zachodnim świecie zdarzają się napisy: „Chińczykom wstęp wzbroniony”.

zobacz więcej
Epidemia koronawirusa pokazuje, że Chiny nie są i nie mogą być już definiowane jako polityczny monolit. To jest przeszłość, różnorodność poglądów politycznych będzie rzeczywistym zagrożeniem dla władzy komunistycznej. Po zakończeniu epidemii wyzwaniem cywilizacyjnym dla świata, w tym dla Europy, będzie dewastacja systemów polityczno-gospodarczych. Jego odnowa może być porównywalna do stworzenia nowego „planu Marshalla” na bazie zmian koordynat i dystrybucji siły międzynarodowego odziaływania państw i supermocarstw, przyspieszając budowę nowego ładu międzynarodowego.

Jedno jest pewne: po ustaniu epidemii koronawirusa nie będzie powrotu do przeszłości. Przyszłość cywilizacyjną świata trzeba będzie budować na nowych, dotychczas nieznanych impersonalnych zasadach i fundamentach. Pamiętajmy o czym mówił w swoim wykładzie w Collège de France w styczniu 1978 r. Michel Foucault. Wspominał wtedy o ważnej kwestii wykluczenia społecznego jako konsekwencji politycznego zarządzania różnego rodzaju epidemiami. Powinniśmy pamiętać o jego ostrzeżeniu w momencie zwalczania pandemii koronawirusa.

Czy władze chińskie radzą sobie z epidemią wirusa COVID-19?

W obszarach poddanych kwarantannie nadal panuje stan oblężenia i totalnej kontroli obywatela. Na początku marca wprowadzono kodeks regulacji komunikacji internetowej, poddając go całkowitej kontroli partii i państwa. Jej zasady sprowadzają się do utworzenia „ekologicznego systemu kontroli w mediach społecznościowych”. Informacje dzieli się na „nielegalne, szkodliwe i te mile widziane”.

Niedawna wizyta sekretarza Komunistycznej Partii Chin i przewodniczącego państwa Xi Jinpinga w metropolii Wuhan, gdzie wybuchła epidemia koronawirusa, miała na celu zasygnalizowanie światu i przede wszystkim własnemu społeczeństwu, że epidemia w Chinach wygasa. Wizyta Xi miała zademonstrować siłę komunistycznej władzy i przekonać obywateli, że wszystko jest już w porządku. Taka narracja wywołuje w mediach społecznościowych w Chinach fale oburzenia.

Koronawirus zaatakował mieszkańców Wuhan w grudniu 2019 roku. Pod koniec stycznia zaczęto budować nowy szpital na 1000 łóżek, Został oddany w lutym. Na zdjęciu: pracownik budowlany podczas przerwy w pracy, 28 stycznia 2020 r. Fot. Getty Images
Jak na komunistyczne, trzymane twardą ręką społeczeństwo, to szok. Gdyby było demokratycznej, to trudno się im dziwić, ludność pamięta brak szybkiej reakcji władz na wybuch wirusa.

Nie zapomniała również o ukrywaniu prawdy o epidemii, czy zmuszaniu do milczenia lekarzy, którzy sygnalizowali pierwsze przypadki. Zmarły lekarz Li Venliang stał się bohaterem narodowym.

7 stycznia Xi Jinping wydał w kręgach partyjnych słowne rozporządzenie rozpoczęcia operacji zwalczania koronawirusa. Publicznie na zagrożenia wskazał dopiero w swoim wystąpieniu na początku lutego. Prasa partyjna, przede wszystkim arcykonserwatywny „Global Times”, organ partii Rénmín Rìbào (Gazeta Ludowa), czy też skierowana do zagranicznego odbiorcy „China Daily”, wzywały do „totalnej wojny ludowej” z wirusem, a potem do „okazania wdzięczności” Komunistycznej Partii Chin, prezydentowi i przewodniczącemu partii Xi Jinpingowi.

Próbowano polemizować z krytyką obywateli skierowaną do partii i jej nieudolnego zarządzania kryzysowego oraz aroganckiego samozadowolenia władzy komunistycznej z odnoszonych „sukcesów” w zwalczaniu epidemii. Obecnie władza robi wszystko, aby obalić w społeczeństwie chińskim negatywną narrację pod swoim adresem. Podkreśla swoje zdecydowane, szybkie i rygorystyczne działanie na rozprzestrzenianie się wirusa.

Cały naród w maseczkach. Wirus z Chin wywołał dyplomatyczny konflikt

– Jak zachoruję, to rząd będzie mi płacił pensję – twierdzi pracownik stołecznego hotelu.

zobacz więcej
„Sukces” partii wyjaśnia się poprzez ukazywanie przewagi sytemu jednopartyjnego w Chińskiej Republice Ludowej nad wielopartyjnym systemem demokracji zachodnich. Ponadto Pekin sugeruje, iż nie ma dowodów, że wirus pochodzi z kontynentalnych Chin. Celem jest przedstawienie państwa, jako globalnego lidera w walce z epidemią oraz wzmocnienie zaufania Chińczyków do Xi Jinpinga.

Czy aktualne informacje władz chińskich na temat liczby zachorowań i zgonów można uznać za wiarygodne?

Gdy liczba zachorowań rośnie w innych częściach świata, np. w Europie i w USA, Chiny „odnotowują jej spadek”. Na potwierdzenie przedstawiają codziennie publikowane raporty. Nie mamy jednak możliwości ich zweryfikowania. Do tej pory oficjalnie odnotowano w tym kraju ponad trzy tysiące zgonów.

Władza robi wszystko, aby udowodnić, że ma epidemię pod kontrolą. Bez wątpienia świadczy to o świadomości politycznych zagrożeń dla reżimu komunistycznego. Do tego dochodzą walki frakcyjne w samej partii komunistycznej, żądającej zaostrzenia wewnętrznych represji i kontroli, ze wskazywaniem na „słabość” obecnego kierownictwa partii. Jest to reakcja przedstawicieli kręgów jeszcze bardziej głębokiego maoizmu, niż tego, który dzisiaj reprezentuje Xi Jinping i jego aparat.

Koronawirus może doprowadzić do wybuchu buntu społecznego w Chinach?

Sytuacja jest groźna dla reżimu komunistycznego. Nie sądzę jednak, że obecnie zagrozi to jednowładztwu Xi Jinpinga i doprowadzi do obalenia dyktatury komunistycznej w Chinach.

Należy przy tym pamiętać, że zaufanie i lojalność społeczeństwa do partii komunistycznej i jej aparatu zostały poważnie nadszarpnięte. Społeczeństwo chińskie szybko tego nie zapomni. Następna podobna katastrofa może doprowadzić do poważnych politycznych perturbacji w kraju, również związanych z trudnościami gospodarczymi, i nie do końca kontrolowanej politycznie fali robotników sezonowych, poruszających się po kraju w poszukiwaniu zatrudnienia.

To potencjał, który może zagrozić reżimowi?

Grupa dysydencka jest jeszcze słaba i sfragmentaryzowana. Wybrana w styczniu prezydent Tajwanu pani Tsai Ing-wen zarzuca Pekinowi propagandowe kłamstwa związane ze zwalczaniem epidemii. Również sytuacja w Hongkongu oraz upublicznienie faktu istnienia obozów pracy przymusowej dla Ujgurów, którzy stanowią 80-tysięczną grupę etniczną pochodzenia tureckiego, żyjącą w Turkmenistanie Wschodnim, działa na niekorzyść chińskich władz i postrzeganie tego państwa na arenie międzynarodowej. Wszystkie te elementy mogą w przyszłości doprowadzić do destabilizacji państwa, którego politycznie autokratycznym gwarantem jest skorumpowana partia komunistyczna.

– rozmawiał Tomasz Plaskota

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Strajk pracowników medycznych szpitala Queen Mary w Hongkongu. Żądają zamknięcia granicy Hongkongu z Chinami, w celu zmniejszenia rozprzestrzeniania się koronawirusa. Luty 2020 e. Fot. Anthony Kwan / Getty Images
Zobacz więcej
Rozmowy Poprzednie wydanie
Boże, spraw abym był siewcą niepokoju!
„Świat stoi na opak. Nie jest dobrze. Ale żeby miało być tak cołkiem źle, to tyz nie powiem” – cytuje ks. Józefa Tischnera jego brat Kazimierz.
Rozmowy Poprzednie wydanie
To, co działo się w Polsce z Żydami, działo się też z Polakami
Problem roszczeń jest poważny i nie można go bagatelizować – mówi Mariusz Pilis, reżyser filmu „Skrzywdzeni. O Polakach i Żydach”.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Nawet liberałowie oczekują od państwa wsparcia
W rezultacie poprzednich epidemii SARS i MERS w Azji powstały firmy-giganty e-handlu – przypomina ekonomista Jakub Sawulski.
Rozmowy wydanie 20.03.2020 – 27.03.2020
Lekarz nie pomoże choremu rasiście. Chyba, że umierającemu
Tylko poprawni politycznie pacjenci zachowają opiekę zdrowotną.
Rozmowy wydanie 13.03.2020 – 20.03.2020
Szkoła w czasach epidemii i kwarantanny
Jak mówią Indianie: konia można zaciągnąć do wodopoju, ale nie da się go zmusić do picia. Czy realnie, czy wirtualnie, zawsze trzeba znaleźć coś, co zainteresuje młodzież – podkreśla prof. Lech Mankiewicz z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN.