Cywilizacja

Szczury w metrze, dilerzy na ulicach, mieszkańcy w rozpaczy. Paryż jak metropolia z Trzeciego Świata

Gdy w brytyjskim dzienniku „The Guardian” ukazał się artykuł nazywający Paryż „brudnym człowiekiem Europy”, pani mer była oburzona. To nie wina polityki, wyjaśniała, lecz samych paryżan, którzy powinni być grzeczniejsi i nie śmiecić. Całe zagadnienie sprowadziła do manier, które trzeba wpoić Francuzom.

Wielkie i średnie francuskie miasta są schorowane. Wyniszcza je plaga przestępstw, handlu narkotykami, mafijnych porachunków. Słodycz życia, z której Francja była słynna, jest dziś coraz bardziej zagrożona, jeśli nie niemożliwa.

Problemy narastają, a podsumowania policji po Sylwestrze stanowią zazwyczaj dobrą wskazówkę, w którą stronę zmierza Francja. I tak chociaż wydawało się, że poprzedni Sylwester pobił rekord spalonych samochodów – 1290 zniszczonych aut – to noc z 2019 na 2020 rok przebiła tamten wynik. Płomienie pochłonęły 1457 pojazdów. Najbardziej niepokojące sceny rozegrały się w Strasburgu, gdzie bandy chuliganów atakowały strażaków próbujących gasić pożary.

W wielu miejscach sytuacja wymyka się spod kontroli już od dawna. W Besançon wojny gangów paraliżują kolejne osiedla. Raz strzelanina miała miejsce w pobliżu szkoły, innym razem kula zabłąkała się do pokoju, w który spało niemowlę.

Inny przykład to Grenoble. W tym mieście w pobliżu Alp nikt nie może czuć się bezpieczny. Dilerzy krążą po ulicach, szukając odwetu na swoich rywalach, kwitnie sprzedaż broni palnej. Prokurator Jean-Yves Coquillat powiedział bez ogródek: „Nigdy nie widziałem miasta tych rozmiarów, które tak bardzo toczyłaby gangrena handlu narkotykami”. Nie ma dzielnicy, mówi dalej, która byłaby oszczędzona.

Z różnych względów, przeważnie ideologicznych, włodarze tych miast nie chcą jednak dostrzec, co stanowi rdzeń problemu. Tak jest choćby w Grenoble, gdzie Éric Piolle, mer wywodzący się z partii Zielonych nie chce wzmacniać patroli policyjnych. Dzień po ostatnich wyborach samorządowych zapowiedział, że sprzeda Nicei 70 kamer monitorujących.

Miasto przemocy

Nie lepiej jest w samej stolicy Francji, Paryżu. Pierre Liscia, niezrzeszony radny z XVIII dzielnicy Paryża, napisał książkę o zaniedbaniach obecnej mer stolicy, Anne Hidalgo z Partii Socjalistycznej, która w najbliższą niedzielę, 15 marca (i kolejną, 22 marca) będzie się ubiegać o reelekcję w wyborach samorządowych. Tytuł publikacji jest wymowny, „La Honte”, „Wstyd”.
Anne Hidalgo (w środku), socjalistyczna mer Paryża walczy o reelekcję, Fot. CHRISTOPHE PETIT TESSON/PAP/EPA
Liscia twierdzi, że ratusz rządzi tak jakby ktoś sterował okrętem na oślep. Miasto, z którego dumny był cały naród, staje się powodem do wstydu. Paryż, argumentuje, nie należy tylko do paryżan, lecz do całej Francji. A w dużej mierze – do całej Europy.

Hidalgo będzie niezwykle trudno bronić swojego bilansu. W ostatnim roku przemoc seksualna, kradzieże i pobicia wzrosły w sumie o niemal 10 proc. Między 1 stycznia 2019 a 30 września w stolicy Francji doszło do 35 343 ataków fizycznych.

Są całe dzielnice, w których kobiety nie mogą czuć się bezpiecznie, na przykład w okolicach Aubervilliers. Kobiety są zaczepiane i wyzywane, wiele z nich padło ofiarą molestowania. Zjawisko przybrało już takie rozmiary, że komunistyczni samorządowcy, którzy mają tam większość, podjęli się walki o poprawę położenia kobiet. Nazwano to „walką z męską dominacją w przestrzeni publicznej”, co w zwykłym języku, odartym z kamuflażu ideologii, oznacza po prostu postawienie oporu agresywnym muzułmanom, którzy opanowali tę dzielnicę.

Paryż wrze. Bunt przeciwko elitom

Prezydent twierdzi, że to Marine Le Pen ponosi odpowiedzialność za przemoc, bo zwołała ludzi w okolice Pól Elizejskich. Sęk w tym, że „żółte kamizelki” z jej partią nie mają wiele wspólnego.

zobacz więcej
To mógłby być teren dla feministycznej działalności. Francuskie feministki jednak zajmują się wyłącznie krzywdą wyrządzoną przez białych, heteroseksualnych mężczyzn.

Dzielnice pełne narkomanów i dilerów

Przez ostatnie pięć lat 60 tys. paryżan opuściło stolicę. Życie jest tu drogie, ale to i tak najmniejsze zmartwienie. Mieszkańcy stracili poczucie bezpieczeństwa.

Tymczasem Hidalgo zamiast rozwiązywać problemy, usiłuje zamknąć je w poszczególnych dzielnicach. Tak stało sięna przykład z niesławnymi „salles de shoot”, czyli lokalami dla narkomanów, gdzie mogą przyjąć swoją dawkę heroiny lub cracku w dogodnych warunkach.

Takie pomieszczenia zostały otwarte między innymi w XVIII dzielnicy, w której mieszka wielu imigrantów i która już wcześniej odznaczała się wysokimi wskaźnikami przestępczości.

„Salles de shoot” nie stanowią części planu, który ma pomóc wyjść z nałogu. Nie chodzi o wyleczenie z uzależnienia, lecz o zmniejszenie ryzyka przedawkowania, a przede wszystkim o usunięcie nieprzyjemnego widoku z przestrzeni publicznej.

Ale nawet na tym polu socjalistyczna mer poniosła porażkę. Efekt jej działań? Dzielnica została opanowana przez narkomanów i dilerów, którzy ruszyli w ślad za swoimi klientami.
Dla wielu mieszkańców Paryża miejsca gromadzące narkomanów są utrapieniem. Dlatego też protestują. Fot. Xavier TESTELIN/Gamma-Rapho via Getty Images
Takie przybytki otwarto również w X dzielnicy. W dzienniku „Le Figaro” ukazał się reportaż na ten temat, głos zabrali ludzie, którzy mieszkają w ich pobliżu.

Okazuje się, że nikt nie pytał ich o zdanie, czy chcą mieć w sąsiedztwie takie sale. Tymczasem narkomani biją się i awanturują, kradną i zaczepiają turystów. Trzydziestu właścicieli sklepów i restauracji z dzielnicy skierowało list do Ministerstwa Zdrowia (odpowiedzialnego wraz z Hidalgo z otwarcie tych „sal”). Alarmowali, że tracą klientów i grunt pod nogami. „Poświęcono naszą dzielnicę” – pisali. List pozostał bez odpowiedzi.


Pierre, właściciel restauracji załamuje ręce. W swój interes zainwestował wszystkie oszczędności. Między 2012 a 2016 rokiem jego przychody wzrosły trzykrotnie. Od 2016 roku, czyli od chwili, gdy w pobliżu otwarto lokal dla narkomanów, spadły o 40 proc. „Wieczorem nie można tu pracować, nie można trzymać klientów na tarasie” – tłumaczy.

Inny restaurator również się skarży: „Jestem tu od 1984 roku i nigdy nie było tak źle. Wokoło plwociny, strzykawki i smród uryny”. Turyści też nie przychodzą, mówi, bo są regularnie okradani, gdy siedzą przy stolikach na zewnątrz. Ktoś podbiega, zabiera im telefon albo torebkę i ucieka.

A Hidalgo zapowiada otwarcie kolejnych trzech „salles des shoot”: jednej w dzielnicy Halles, jednej na północy Paryża i jednej w Seine-Saint-Denis.

„Brudny człowiek Europy”

Inny odcinek kompletnie zaniedbany przez obecną mer to czystość miasta. Ulice są brudne, panoszą się na nich hordy szczurów (jak w nagraniu pewnej brazylijskiej turystki, które obiegło świat), nie mówiąc o ciągłych korkach – wszystko to obniżyło jakość życia w słynnym mieście.

„Żółte kamizelki” przeciw łupieżcom. Mieszczańska rewolucja

Filip Memches: Klasa średnia się buntuje nie dlatego, że przegrywa w wyścigu szczurów z potęgą globalnego oligarchicznego kapitału, lecz z powodu polityki państwa.

zobacz więcej
Aż 74 proc. paryżan uważa środki, jakie podjęła Hidalgo, aby walczyć z zaśmieceniem ulic, za niewystarczające. Według świeżego sondażu IFOP, aż 69 proc. mieszkańców uznało ten problem za najważniejszy. Na drugim miejscu uplasowało się zanieczyszczenie powietrza (65 proc.), a na trzecim bezpieczeństwo (63 proc.).

Hidalgo nie lubi brać odpowiedzialności i gdy w brytyjskim dzienniku „The Guardian” ukazał się artykuł nazywający Paryż „brudnym człowiekiem Europy”, była oburzona. To nie wina polityki, wyjaśniała, lecz samych paryżan, którzy powinni być grzeczniejsi i nie śmiecić. Całe zagadnienie sprowadziła do manier, które trzeba wpoić Francuzom.

Jakby tego było mało, w Paryżu – w porównaniu z innymi europejskimi stolicami – brakuje przestrzeni zielonych. Nad Sekwaną przypada jedynie 5,8 metrów kwadratowych zieleni na mieszkańca, podczas gdy na jednego londyńczyka wypada 45 metrów kwadratowych, a na rzymianina aż 321.

Winą za pogarszające się położenie miasta Hidalgo obarcza Airbnb, platformę umożliwiającą krótkoterminowe wynajmy mieszkań. To ona ma prowadzić „drapieżną politykę”, która wykańcza hotelarstwo i pozbawia paryżan dobrych mieszkań.

Można oczywiście różnie oceniać wpływ Airbnb, lecz trudno chyba przypisać mu odpowiedzialność za szybujący czynsz, skoro tylko 5 proc. paryskich mieszkań było wynajmowanych w ten sposób.

Wszystkie swoje zaniedbania lewicowa mer Paryża chciałaby przykryć letnimi igrzyskami olimpijskimi, które odbędą się w 2024 roku. Oprócz tego, najlepszym lekarstwem na problemy stolicy mają być rowery. Hidalgo pragnie zamienić Paryż w miasto rowerów, usuwając przy okazji 60 tys. miejsc parkingowych.
Gdy w 2016 roku strajkowały przedsiębiorstwa oczyszczania miasta, na ulicach Paryża walały się worki ze śmieciami. Fot. Rodrigo Avellaneda/Anadolu Agency/Getty Images
Mieszkańcy, którzy i tak mają już dość tabunów turystów i wielu innych bolączek, nie dają się już zwieść temu manewrowi.

Kto pokona Hidalgo?

Anne Hidalgo zamierza bronić swojego dorobku i liczy na to, że w wyborach samorządowych zostanie wybrana ponownie na stanowisko mera. Przeszkodzić jej w tym zamierza Rachida Dati z partii Republikanie, bliska współpracowniczka byłego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego. To jedyna kandydatka, która jest w stanie wygrać z Hidalgo.

Widać, że Dati przygląda się badaniom. Swój program skoncentrowała wokół kwestii, które budzą największy niepokój paryżan, takich jak bezpieczeństwo, czystość i ekologia.

Dati proponuje, aby to sztuczna inteligencja – wzorem Zurychu – stawiła czoło brudnym ulicom; zapowiada wyposażenie policji w broń palną, podwojenie ilości kamer monitoringu, a do tego zastosowanie w najbardziej kłopotliwych dzielnicach technologii, którą Chiny uczyniły niesławną: rozpoznawanie twarzy.

Być może powiązane z rosnącą imigracją fale przemocy, które zalewają największe europejskie miasta, zmuszą Zachód do przyjęcia w dziedzinie bezpieczeństwa miękkiego wariantu chińskiego. Kto wie?

Dati położyła spory nacisk na kwestię bezpieczeństwa. W swoich wystąpieniach mówiła, że nie może być tak, iż kobieta w krótkiej spódniczce jest napastowana i obrzucana wyzwiskami; niedopuszczalne jest, aby homoseksualiści byli napadani na ulicach, a Żydzi prześladowani za swoją religię.
Była minister sprawiedliwości Rachida Dati próbuje wywalczyć stanowisko mera Paryża. Fot. CHRISTOPHE PETIT TESSON/PAP/EPA
Wielkim nieobecnym w jej wystąpieniach był jednak islam, który stanowi źródło tych problemów. Francuska prawica głównego nurtu nadal mówi tylko to, na co pozwoli jej lewica.

Dati twierdzi, że Paryż to miasto wolności i podkreśla, że nie można czynić ze stolicy laboratorium społecznego. Na razie jej hasła zyskują popularność, bo sondaże dają jej 24 proc. poparcia. Na kandydatkę z ruchu Macrona, byłą minister zdrowia, Agnès Buzyn chce zagłosować 19 proc. paryżan. Hidalgo mogłaby liczyć na co czwarty głos, czyli 25 proc. Według ostatniego badania dla 48 proc. mieszkańców Paryża i kandydatka socjalistów, i Republikanów, byłyby dobrym merem. Jeżeli jednak kandydat Zielonych, David Belliard, wezwie w drugie turze do poparcia socjalistki, wtedy szanse Dati zmaleją.

Samotne wyspy

Każdego Europejczyka łączy z Paryżem szczególne uczucie. To miasto, które przechowuje w sobie ślady wszystkich wielkich narodów. Mają tam swoje szlaki zarówno Polacy, jak i Rumuni, Włosi i Argentyńczycy. Ktoś kiedyś powiedział, że Paryż, obok antycznego Rzymu, to jedyne miasto uniwersalne. W ciągu ostatnich lat zaczęło przypominać jednak metropolię z Trzeciego Świata.

Szczury na ulicach i w metrze, namioty nielegalnych imigrantów, dzielnice, w których kobiety nie mogą wychodzić po godz. 18, kradzieże, napaści i handel narkotykami. Nie mówiąc o śmieciach, które szpecą piękne niegdyś aleje.

Nadal są dwie, trzy dzielnice, które pozostają wolne od tych problemów. To nietknięte wyspy, które przypominają, czym było dawniej to miasto. Czy wybory samorządowe przysłużą się wszystkim paryżanom, a nie tylko mieszkańcom wysp?

– Krzysztof Tyszka-Drozdowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pożegnanie z prezydentem?
Wirus z Chin dał opozycji szansę na zwycięstwo.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Smak z mleka mamy, czyli umami
Sprawcą złej sławy glutaminianu sodu był zakład dwóch Amerykanów o 10 dolarów, że prestiżowe czasopismo medyczne wydrukuje absurdalne zarzuty w liście od nieistniejącego doktora.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Walczą anonimami i szykanami. Sędziowie nauki polskiej
W nauce polskiej są enklawy opanowane przez naukowców z nawykami wyniesionymi z PRL i przez ich wychowanków – twierdzi emerytowany profesor historii.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przeciw imigrantom i wolnemu rynkowi. Między lewicą a prawicą
Narzeka, że prawica, zamiast zwalczać szkodliwe idee, krytykuje bankierów i masonów.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Auto samo zdecyduje, czyje życie ma narazić
Nadchodzi samochodowa sztuczna inteligencja.