Cywilizacja

Cały naród w maseczkach. Wirus z Chin wywołał dyplomatyczny konflikt

Weekendowe życie nocne w rozrywkowych dzielnicach tętni jak zawsze, a pijąc piwo w lokalu pełnym bawiących się osób, trudno nosić maskę. – Ludzie mogą zrezygnować z kultury, ale nie z zabawy – kwituje mieszkanka stolicy.

Państwo leżące między dwoma krajami – jednym ogromnym o ambicjach imperialnych, ale często niestabilnym i drugim, agresywnym, wysoko rozwiniętym i stale dążącym do podbojów – nie jest w sytuacji komfortowej. W dodatku ma z jednej strony ciężkie doświadczenia długotrwałej zależności, z drugiej –świeże rany brutalnego najazdu, okupacji i ludobójstwa.

Nie, tym razem nie chodzi o Polskę, ale o Koreę, która ma, podobne jak nasz kraj, doświadczenia geopolityczne. Ma swoje Niemcy – czyli Japonię i swoją Rosję – czyli Chiny. A równo sto lat po tym, jak na Polskę z Rosji spadła bolszewicka zaraza, z Chin do Korei przyszedł koronawirus. Japonia zaś zareagowała na sytuację decyzjami, które Koreańczycy uznali za jednoznacznie wrogie.

Rząd będzie mi płacił

Seulskie metro w ciągu dnia zwykle jest zatłoczone, czasem wręcz trudno się do niego wepchnąć. Ale od kilku tygodni jest inaczej. Bywa, że stacje i pociągi, nawet w godzinach szczytu, są wyludnione. Na niektórych trasach zdarza się, że nie ma gdzie usiąść, ale dziś należy to do rzadkości. Podobnie jak kolejki do drzwi otwierających się, gdy pociąg nadjeżdża.
Koreańczycy pod tym względem są bardziej zdyscyplinowani niż my i nie pchają się na żywioł do wagonika, ale ustawiają się w rządku. O ich większej skłonności do przestrzegania zaleceń świadczy też to, że niemal wszyscy noszą maski ochronne. Maski chronią nie tego, kto je nosi, ale innych przed nim. Przynajmniej taką logikę przyjęły koreańskie władze, zachęcając do ich zakładania.

Korea obecnie jest w ścisłej czołówce państw zaatakowanych koronawirusem. Mowa oczywiście o Korei Południowej, bo o sytuacji w Korei Północnej wiadomo niewiele. Państwo jest na 4. miejscu w światowym rankingu zachorowań, za Chinami, Włochami i Iranem. Ale jeśli weźmie się pod uwagę liczbę osób zarażonych na milion mieszkańców, Korea wskakuje już na drugie miejsce, tuż za Włochami. Jeśli chodzi o przypadki śmiertelne, to również jest na czwartym miejscu, choć liczba kilkudziesięciu zmarłych osób – na tle tego, co dzieje się w niektórych innych krajach – nie szokuje.

Sami Koreańczycy, choć przeważnie noszą maski, na zagrożenie reagują różnie. 25-letni Kwang-dżo, pochodzący z prowincji i pracujący w jednym z licznych w Seulu niewielkich hotelików nastawionych głównie na młodych, niskobudżetowych turystów, twierdzi, że wirusa się nie boi. – Jak zachoruję, to rząd będzie mi płacił pensję – mówi.

Zbliża się olimpiada

Na jego szyi wisi maseczka, ale zakłada ją rzadko, bo twierdzi, że jest niewygodna. Nie oznacza to jednak, że nie martwi go pojawienie się koronawirusa. – To, co się dzieje, jest bardzo złe dla Korei. Nie chodzi tylko o gospodarkę, ale w ogóle o naszą pozycję międzynarodową, relacje z innymi krajami, grozi nam izolacja – narzeka. Największe pretensje ma do południowego sąsiada, Japonii. – Oni ukrywają stopień rozprzestrzenienia się wirusa u siebie, bo boją się, że odwołana zostanie olimpiada i dlatego uderzyli w nas – przekonuje Kwang-dżu.

Letnie igrzyska olimpijskie mają się rozpocząć w Tokio 24 lipca 2020 roku, czyli za 4 miesiące. Tymczasem 5 marca premier Japonii Szinzo Abe ogłosił nagle, że od 9 marca wszystkie wizy dla obywateli Korei Południowej i Chin zostały anulowane, a nowe nie będą wydawane, zaś osoby przybywające z tych krajów poddawane będą 14-dniowej kwarantannie.

Później wprawdzie okazało się, że kwarantanna ma być dobrowolna (Japończycy boją się izolacji od świata zewnętrznego), ale uderzenie w Koreę spotkało się z natychmiastową reakcją Seulu. Władze Korei nazwały kroki podjęte przez Japonię irracjonalnymi i nieproporcjonalnymi, oskarżając przy tym Tokio o pasywne podejście do walki z koronawirusem u siebie.

To już pandemia? Ozdrowiali zarażają się ponownie. Poważniej chorują mężczyźni i osoby starsze. Tylko dzieci są dość odporne

Pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce. Zakażeniu może ulec od 40 do 70 procent światowej populacji.

zobacz więcej
Miasto poddane kwarantannie

Seul podkreśla, że podjął bardzo radykalne kroki w celu powstrzymania rozprzestrzeniania się wirusa. Chodzi przede wszystkim o masowe testy. Pod tym względem Korea Płd. jest rzeczywiście na pierwszym miejscu na świecie – z 210 tys. osób poddanych badaniom (według stanu na 9 marca). Dla porównania: we Włoszech jest to tylko 60 tys., Japonia, która ma ok. 600 zarażonych, przeprowadziła w tym samym czasie tylko 9600 testów.

W seulskim metrze co chwila ogłaszane są też wielojęzyczne komunikaty przypominające o konieczności noszenia masek, dezynfekowania rąk oraz zasłaniania twarzy w czasie kaszlu czy kichania. A także wezwania do zgłaszania pod numerem alarmowym sytuacji, gdy współpasażerowie mają ataki gwałtownego kaszlu lub inne objawy koronawirusa.

Pojemniki z alkoholowym dezynfektorem można znaleźć dosłownie wszędzie. Koreańskie władze zadbały też o masową dystrybucję masek. W metrze, sklepach czy restauracjach trudno zobaczyć osoby kaszlące lub zdradzające choćby najmniejsze objawy przeziębienia.

Efekty tych działań są, choć niejednoznaczne. Zarażonych bowiem wciąż przybywa, choć dynamika infekcji wyraźnie zmalała. Wielu seulczyków podkreśla zresztą, że większość zarażonych w Korei pochodzi z miasta Daegu, które poddano kwarantannie, a za rozprzestrzenianie się wirusa w Korei odpowiedzialna jest sekta Shincheonji Kościół Chrystusa.

Według oficjalnych danych 61% zarażonych związanych jest z tą kontrowersyjną grupą religijną. 75% zarażonych w Korei to mieszkańcy Daegu, a kolejne 14 proc. pochodzi z prowincji, w której położone jest to miasto.

W niemal 10-milionowym Seulu zarażonych jest sto kilkadziesiąt osób. I ponad 86% zgonów spowodowanych tą chorobą dotyczy osób po 60. roku życia.

Turyści zniknęli

Być może dlatego w Seulu brak oznak paniki. Owszem, jak wspomniałem, ulice czy metro są bardziej puste niż zazwyczaj, ale jest tak prawdopodobnie dlatego, że zamknięto szkoły, uczelnie, muzea i wiele innych instytucji.

Zniknęli też turyści zagraniczni. Ale na rekreacyjnych szlakach, takich jak górska ścieżka wzdłuż imponujących seulskich murów miejskich, zbudowanych w XIV w., widać całkiem sporo Koreańczyków.

Są oczywiście też tacy, jak pracująca w jednej z małych restauracyjek w dzielnicy Dongdaemun E-suk, która twierdzi, że porusza się tylko między pracą a domem. Około 50-letnia kobieta jest repatriantką z dalekiego wschodu Rosji, gdzie jej rodzina wyemigrowała za chlebem w XIX wieku. Urodziła się w Uzbekistanie, gdzie z kolei Koreańczyków masowo zsyłał Józef Stalin.
E-suk boi się wirusa i sądzi, że dopiero latem zabije go pogoda. Ma przynajmniej taką nadzieję, bo słyszała, że koronawirus nie jest odporny na upały. Nie bardzo natomiast wierzy w skuteczność działań koreańskiego rządu.

Dzielnica rozrywki wciąż się bawi

O-sung, menedżer małego hotelu w dzielnicy Dongdaemun, boi się przede wszystkim bankructwa. – Nigdy nie było u nas tak pusto, jak tak dalej pójdzie, to wiele takich miejsc jak nasze nie przetrwa tego kryzysu – narzeka. W 2019 r. Seul odwiedziło 17,5 mln turystów, podczas gdy teraz prawie ich nie ma i niewiele wskazuje na to, by sytuacja ta miała się wkrótce zmienić.

Biura turystyczne odwołały większość wycieczek zbiorowych, a słynna strefa zdemilitaryzowana na granicy z Koreą Północną (DMZ) została zamknięta dla odwiedzających. O-sung dodaje, że problem dotyczy też całej sfery kulturalno-rozrywkowej, czyli kin, sal koncertowych, teatrów. – Nie wszystkie zostały zamknięte, ale mało kto tam teraz chodzi – wyjaśnia.

Jest jednak jeden wyjątek. Weekendowe życie nocne w rozrywkowych dzielnicach koreańskiej stolicy tętni jak zawsze, a pijąc piwo w lokalu pełnym bawiących się osób, trudno nosić maskę. – Ludzie mogą zrezygnować z kultury, ale nie z zabawy – kwituje O-sung.

Marne perspektywy branży turystycznej w Korei związane są również z odwołaniem wielu międzynarodowych połączeń lotniczych z Seulem i innymi międzynarodowymi lotniskami w Korei. Co ciekawe, nie dotyczy to większości połączeń lotniczych między Koreą a Japonią, realizowanych przeważnie przez liczne koreańskie tanie linie lotnicze. Na życzenie rządu japońskiego zawieszono tylko połączenia promowe między Hakatą a koreańskim portem Pusan.

Z Japonią na pieńku

Seul uznał, że decyzje Tokio oznaczają de facto zakaz wjazdu Koreańczyków do Japonii i zapowiedziały wprowadzenie analogicznych restrykcji dla Japończyków planujących wizytę w Korei. Szef koreańskiej dyplomacji zasugerował też, że za decyzją rządu japońskiego stoi nie lęk przed koronawirusem, ale „inne intencje”. I od razu przypomniano niedawne napięcia między Koreą i Japonią, związane z roszczeniami Seulu wobec Tokio o odszkodowania za wykorzystywanie w czasie II wojny światowej Koreańczyków przez Japończyków do niewolniczej pracy.

Korea ma z Japonią od dawna na pieńku i zwiedzając Seul, widać to na każdym kroku. Znajdujące się tu królewskie pałace zostały zniszczone przez Japończyków dwukrotnie. Po raz pierwszy w czasie inwazji Toyotomiego Hideyoshi w latach 1592-1598, po raz drugi zaś w czasie japońskiej okupacji w latach 1910 – 1945.

W tym drugim wypadku wiele zabytków zostało po prostu wywiezionych z Korei do Japonii, by wzbogacić prywatne kolekcje tamtejszych wpływowych biznesmenów i polityków. Nie wszystko wróciło po wojnie, co podkreślają tablice informacyjne w zniszczonych przez okupanta miejscach.

Miliony ludzi skoszarowane, szpitale zmilitaryzowane, miasta zamknięte. Chiny w czasach zarazy

Na Chińczyków wylewa się teraz fala hejtu. Przodują w tym muzułmanie, ale i w zachodnim świecie zdarzają się napisy: „Chińczykom wstęp wzbroniony”.

zobacz więcej
Ale tak jak Polacy podnieśli Warszawę ze zgliszczy, tak i Koreańczycy odbudowali zabytki pokazujące wspaniałą historię panującej od XIV do początku XX w. dynastii Joseon.

Chiński syndrom

O-sung uważa jednak, że prawdziwym zagrożeniem dla Korei nie jest Japonia, tylko Chiny. – Japonia zawsze dąży do bycia potęgą, ale to nowoczesny i demokratyczny kraj, a Chin naprawdę nienawidzę – mówi. Państwowość koreańska sięga I w p.n.e., a w VII-IX w. n.e. jedno z koreańskich królestw panowało nad należącą dziś do Chin Mandżurią i sięgało aż po dzisiejszy Władywostok. Od zarania swoich dziejów Koreańczycy musieli zmagać się z próbami podporządkowania ich przez silniejszego sąsiada z północy.

W połowie X w. doszło do zjednoczenia Korei pod rządami dynastii Goryeo, natomiast Chiny padły łupem Mongołów, zresztą w tym samym czasie co Ruś. Korea zdołała ochronić swoją państwowość, ale przez 86 lat była wasalem nowych mongolskich władców Chin.

W XVII w., gdy Chiny zostały podbite przez Mandżurów, a na cesarskim tronie zasiadła nowa dynastia Qing, półwysep koreański znów stał się celem podboju nowych władców Państwa Środka. I znów Koreańczykom udało się uchronić swą państwowość, ale za cenę formalnej zależności od Chin, która zakończyła się dopiero w końcu XIX w. Chiny stały wtedy na glinianych nogach, ale równocześnie na południu odżyło stare zagrożenie – Japonia, która już wkrótce miała z równie niszczycielską siłą co w XVI w. napaść na Koreę.

Nieszczęście Korei polegało jednak na tym, że gdy w końcu Japonia przegrała II wojnę światową i wycofała się z Korei, to kraj został podzielony na dwie części i pod patronatem Związku Sowieckiego powołano komunistyczną Koreę Północną.

W 1949 r. północnokoreański reżim dynastii Kimów zerwał wprawdzie z Sowietami, ale od tego czasu jest blisko związany z Chinami. Tymi Chinami, z których teraz do Korei przywędrowała nowa zaraza.

– Witold Repetowicz z Seulu

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Koronawirus, 04.03.2020
Zdjęcie główne: Lotnisko Międzynarodowe Seul-Inczon 10 marca 2020. Fot. Ezra Acayan/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
My Cyganie kochamy wolność… Oszust „Hoss” z królewskiego rodu
Kim naprawdę są przestępcy, którzy wymyślili metodę „na wnuczka”?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Antifa. Z kastetem ku lepszej przyszłości
Czy Donald Trump powinien ich uznać za terrorystów?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Serwują „samodzielnie robioną kawusię”. Niepełnosprawni kelnerzy
Może i nie ma leku na autyzm czy zespół Downa, ale dziecko można nauczyć mówić i rozumieć świat, w którym żyje.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
W bazie blisko Waszyngtonu czekają żołnierze z bagnetami
Im szybciej zgromadzisz oddziały i zdominujesz pole walki, tym szybciej zagrożenie zniknie – mówił o strategii wobec zamieszek sekretarz stanu Mark Esper.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Breloczki, bryłki, piramidki. Co nas ochroni przed 5G?
Biznes „anty 5G”, bazujący na ludzkich lękach i naiwności, kwitnie.