Historia

Stał się wyrzutem sumienia polskich biskupów. Niemiec, który bronił prymasa

W nocy funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa załomotali do drzwi. Ponieważ ksiądz Zink zabronił otwierać, ubecy rozbili szyby w oknach. Przewieźli go do Warszawy do aresztu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przy ulicy Rakowieckiej, gdzie spędził 16 miesięcy. Za sąsiadów miał biskupa Kaczmarka i aresztowanego tuż po prymasie biskupa Antoniego Baraniaka. Duchowni porozumiewali się łacińskim śpiewem, który strażnicy brali za modlitwy.

Kardynał Stefan Wyszyński w „Zapiskach więziennych” wspomina Niemca, który nie opuścił go w chwili próby. Prymas dodaje, że stanął za nim jeszcze pies, który ugryzł jednego z ubeków. Tak lakonicznie została przedstawiona samotność hierarchy w obliczu komunistycznego terroru.

O Niemcu i psie prymas zwykł wspominać niejednokrotnie w rozmowach prywatnych, gdy zeszło na temat jego uwięzienia w latach 1953 – 1956. To jedno źródło wiadomości o tej historii. Drugie to wspomnienia księdza Jana Ziei, „Życie ewangelią”, spisane przez Jacka Moskwę niedługo przed śmiercią kapłana.

Ksiądz Zieja wspomina, że to on powiedział o Niemcu i psie w jednym ze swoich kazań wygłaszanych w czasie, gdy prymas był więziony. Scena tego kazania weszła do biograficznego filmu „Zieja. Nie zabijaj nigdy nikogo”. Czyżby prymas powtarzał za ks. Zieją?

Ważniejsze jednak od tego, kto to powiedział czy napisał pierwszy, jest przypomnienie owego „Niemca”.

Non possumus

Ksiądz infułat Adalbert Zink, urodzony 23 kwietnia w Bydgoszczy, wtedy Brombergu, był synem osiadłego na Warmii Niemca z Berlina i Warmiaczki. Językiem domowym księdza był niemiecki, ale jeszcze przed wojną nauczył się polskiego i gdy po II wojnie Warmia przypadła Polsce, ksiądz (już wtedy) Wojciech Zink został wikariuszem kapitulnym prymasa Polski administrującym diecezja warmińską.

To była typowa sytuacja na tzw. Ziemiach Odzyskanych, kiedy biskupi ordynariusze wyjechali do Niemiec, a Stolica Apostolska latami nie mianowała nowych, tym razem Polaków.


Sytuacja Kościoła katolickiego w Polsce stopniowo się pogarszała. Ksiądz kardynał Stefan Wyszyński zdawał sobie sprawę z tego, że komunizm do Polski przyszedł na długo i trzeba się jakoś z nim ułożyć, aby Kościół mógł pełnić swoją misję.

Tymczasem władze nowej Polski nie uznawały przedwojennego Konkordatu ze Stolicą Apostolską, argumentując, że to Watykan jednostronnie złamał jego postanowienia. Rzeczywiście Stolica Apostolska mianowała dwóch hierarchów niemieckich na administratorów dwóch diecezji na ziemiach polskich, które w 1939 roku zostały włączone do Rzeszy.
Wierni wsłuchani w kazanie prymasa Wyszyńskiego. Rok 1958. Pięć lat wcześniej kardynał został uwięziony, gdy w czasie homilii sprzeciwił się ingerencjom komunistów w sprawy Kościoła. Fot. Mark Kauffman/The LIFE Picture Collection via Getty Images
Nowe porozumienie między komunistycznym państwem i Kościołem katolickim w Polsce zostało zawarte w kwietniu 1950 roku. O to porozumienie papież Pius XII miał do prymasa pretensje. Ojciec Święty uważał, że komunizm przyszedł do Europy Środkowej na krótko i nie należy mu w niczym ustępować.

Realistą okazał się być prymas, ale jego realizm miał granice i gdy władze konsekwentnie nie przestrzegały porozumienia z 1950 roku, a szczególnie, gdy do obsady stolic biskupich pretensję zaczął sobie rościć premier, a do każdego probostwa odpowiednie władze wojewódzkie, kardynał Wyszyński musiał wypowiedzieć za św. Pawłem słynne „non possumus” (nie możemy).

Ponieważ na początku sprzeciw został dostarczony władzom poufnie, nie był powszechnie znany. Ale gdy podczas Bożego Ciała w Warszawie, wobec 200 tysięcy wiernych, prymas powiedział: „Nie wolno sięgać do ołtarza, nie wolno stawać między Chrystusem a kapłanem, nie wolno gwałcić sumienia kapłana, nie wolno stawać między biskupem a kapłanem. Uczymy, że należy oddać, co jest Cezara Cezarowi, a co Bożego Bogu. Ale gdy Cezar siada na ołtarzu, to mówimy krótko: nie wolno!”, konsekwencje nie dały na siebie długo czekać.

Wieczorem 25 września 1953 roku Urząd Bezpieczeństwa aresztował prymasa Polski.

Totalitarny duch

Pomiędzy porozumieniem z 1950 roku a aresztowaniem kardynała Wyszyńskiego władze coraz bardziej bezceremonialnie wkraczały w sprawy Kościoła – zabierano dobra biskupie i likwidowano zakony, na początku żeńskie. Rugowano religię ze szkół.

Życie bezkompromisowe. Fundamentalista Jan Zieja

Kościół katolicki na pewno zmierza od surowości ku miłości, ale tak daleko, jak ksiądz Jan w 1920 roku, nie zaszedł jeszcze do dzisiaj.

zobacz więcej
Aresztowano księży m. in. biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka, który ośmielił się mieć inne niż władze zdanie na temat pogromu kieleckiego. Po przyznaniu się do nieokreślonych win w wyniku tortur, biskup dostał w pokazowym procesie wyrok 12 lat więzienia.

Odbył się proces kurii krakowskiej, gdzie przy farsowych oskarżeniach zapadły na duchownych wyroki śmierci (nie wykonane). Wszystko to było jaskrawym podeptaniem porozumienia Kościoła z władzami z 1950 roku.

Samo porozumienie, czytane literalnie, było dokumentem oddzielającym od państwa Kościół z zachowaniem jego autonomii i możliwości działania. Kościół musiał zaakceptować zmianę ustroju społecznego, kolektywizację wsi, zwanej tu spółdzielczością, podkreślić prawo PRL do Ziem Odzyskanych i odciąć się od duchownych sprzyjających antykomunistycznemu podziemiu.

W zamian państwo miało uznać władzę papieża nad Kościołem w sprawach wiary i jego organizacji oraz zachować lekcje religii w szkołach. O żadnej likwidacji zakonów i mieszaniu się urzędników w obsadzanie stanowisk kościelnych nie było mowy.

Oprócz litery takie porozumienia mają jednak także ducha, a ten był totalitarny. Zgodę prymasa na język niektórych sformułowań potraktowano jak uchylone drzwi, w które UB i aparat administracyjny natychmiast wsadziły nogę.

Niektórzy biskupi byli przeciwni porozumieniu. Ale polityce Episkopatu wobec władz prymas podejmował niejednokrotnie decyzje jednoosobowo. Nie był naiwny, ratował, co się da i jak długo się da.

Wykazał dobrą wolę, ale nie mógł przewidzieć, że po porozumieniu liczba więzionych duchownych podskoczy z 270 do 405, ze szkół zostanie usuniętych 500 księży katechetów, a w klasztorach władze zaczną wykrywać ośrodki szpiegowskie i składy broni.

A gdy się okazało, że biskupów i innych duchownych na funkcje i stanowiska mieli zacząć mianować sekretarze PZPR, powiedział: „non possumus”.

Jeden Niemiec

Episkopat, skłonny do zakulisowej krytyki prymasa za miękkość wobec komunistów, po jego aresztowaniu szybko się od niego odciął. Już trzy dni później wydał deklarację, w której między innymi napisano: „Episkopat Polski nie będzie tolerował wkraczania kogokolwiek na drogę szkodzenia Ojczyźnie”.

Jeżeli dotyczyło to prymasa, to rzeczywiście nie mógł on wkraczać na żadną złą drogę aż do uwolnienia w 1956 roku. Wtedy rzeczywiście został mu tylko jeden Niemiec.
Ksiądz Adalbert (Wojciech) Zink został uhonorowany tytułem Sprawiedliwego 2018 roku. Fot. PAP/Jacek Turczyk
Ksiądz infułat Wojciech Zink odmawiał konsultacji z władzami w Olsztynie w sprawie obsadzania probostw i stanowisk w kurii biskupiej. Odmówił także czytania z ambon wspomnianej wiernopoddańczej deklaracji Episkopatu odcinającej się od prymasa.

Wieczorem 2 października 1953 roku ks. Zink został wezwany do Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Olsztynie na rozmowę, gdzie odmówił ogłoszenia deklaracji.

W nocy funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa załomotali do drzwi jego rezydencji. Ponieważ ksiądz Zink zabronił otwierać, ubecy zbili szyby w parterowych oknach.

Księdza przewieziono do Warszawy do aresztu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przy ulicy Rakowieckiej, gdzie spędził 16 miesięcy. Za sąsiadów w innych celach miał biskupa Czesława Kaczmarka i aresztowanego tuż po prymasie biskupa Antoniego Baraniaka. Duchowni porozumiewali się łacińskim śpiewem, który strażnicy brali za modlitwy.

Władze oskarżyły księdza Wojciecha Zinka o sabotowanie ich poleceń, szerzenie antypaństwowych nastrojów wśród księży i społeczeństwa oraz nieprawdziwych informacji o aresztowaniu biskupa Kaczmarka i księdza prymasa.

Procesu księdzu Zinkowi nie wytoczono i znając ówczesny wymiar sprawiedliwości, można się było tego spodziewać – wśród zarzutów nie było bowiem szpiegostwa. A wyroki biskupa Kaczmarka i duchownych z kurii krakowskiej opierały się na tym właśnie obowiązkowym elemencie oskarżenia.

Prymas, który przelicytował komunistów

Kardynał Stefan Wyszyński postawił na „katolicyzm ludowy”.

zobacz więcej
Ksiądz Zink postawił się nie tylko władzom państwowym. Z gabinetu Przewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej połączono go z sekretarzem Komisji Episkopatu Polski, biskupem Zygmuntem Choromańskim. Hierarcha nalegał, by ksiądz podpisał deklarację Episkopatu i rozesłał ją razem z wyjaśniającym ją komunikatem Episkopatu oraz komunikatem Rady Ministrów informującej o aresztowaniu prymasa do parafii, gdzie miały zostać odczytane z ambon wiernym. Ksiądz Zink i tego stanowczo odmówił.

Episkopat się załamał

O sytuacji Kościoła dobitnie świadczy fakt, że w chwili formułowania spolegliwej wobec działań władz deklaracji, Konferencja Episkopatu Polski liczyła 15 ordynariuszy mniej niż jeszcze niedawno przy pracy nad innymi dokumentami.

Jesień 1953 roku to czas zmiany wielu administratorów na Ziemiach Odzyskanych i ordynariuszy w diecezjach, co w wielu wypadkach powiązane było z krótkim internowaniem dostojników. Deklaracja przewidywała także, iż nieposłuszni władzy księża nie znajdą oparcia w Kościele: „Episkopat nie będzie tolerował wkraczania przez kogokolwiek z duchowieństwa na drogę szkodzenia ojczyźnie i będzie stosował wobec winnych odpowiednie sankcje zgodnie z prawem kanonicznym. Episkopat również przeciwstawia się wiązaniu religii i Kościoła z egoistycznymi celami politycznymi wrogich Polsce kół zagranicznych, które chciałyby nadużywać uczuć religijnych dla rozgrywek politycznych”.

Jak pisze Bartłomiej Noszczak w książce „Polityka państwa wobec Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce w okresie internowania prymasa Stefana Wyszyńskiego, 1953 – 1956”: „Deklaracja miała istotne znaczenie dla ułożenia nowych, korzystnych dla państwa stosunków z Kościołem. Była swego rodzaju drugim porozumieniem zawartym w nowej sytuacji politycznej po aresztowaniu prymasa, symptomatycznym aktem pozbawienia Kościoła wszelkich praw. Nie dość, że aprobowała proces biskupa Kaczmarka i odżegnywała się od kieleckiego metropolity (choć pytyjski język dokumentu może w tej mierze zwodzić), to jeszcze niejako sankcjonowała izolację prymasa, a także aresztowania i wyroki wydane na innych wrogich wobec PRL duchownych; otwierała też przed władzami drogę do nowych antykościelnych działań – tym razem głównie metodami administracyjnymi”.
Prymas Wyszyński w czasie internowania w Komańczy w latach 1955-56. Fot. Reprodukcja PAP/CAf - ze zbioru Instytutu Prymasowskiego
Do wydarzenia odniósł się także Leopold Tyrmand w pisanym wtedy do szuflady i wydanym za później za granicą „Dzienniku 1954”: „Wraz z jego (prymasa Wyszyńskiego) aresztowaniem Episkopat załamał się, głupota i tchórzliwość wzięły górę w sercach kilku biskupów. To wystarczało. W ciągu paru dni régime zręcznie opanował sytuację i Episkopat Kościoła katolickiego, po utracie swego dzielnego przywódcy, stał się jeszcze jedną instytucją opanowaną przez komunistów, czyli – jak mówią w Warszawie – Centralnym Zarządem Dusz.”

Za deklaracją przyszedł w grudniu obowiązek ślubowania na wierność PRL. Tekst dla hierarchii brzmiał następująco: „Ślubuję uroczyście wierność Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i jej rządowi. Przyrzekam, że uczynię wszystko dla rozwoju Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej oraz umocnienia jej siły i bezpieczeństwa. Dołożę wszelkich starań, aby podległe mi duchowieństwo zgodnie ze swym obowiązkiem obywatelskim w swej działalności duszpasterskiej nawoływało wiernych do poszanowania prawa i władzy państwowej, do wzmożenia pracy nad rozbudową gospodarki narodowej i podniesieniem dobrobytu narodu. Przyrzekam, że nie podejmę niczego, co mogłoby być sprzeczne z interesami Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej lub godzić w bezpieczeństwo i całość jej granic. Dbając o dobro i interes państwa, będę się starał o odwrócenie od niego wszelkich niebezpieczeństw, o których wiedziałbym, że mu grożą.”

Bo był obcy i nie znał polskiego

Podobne w treści ślubowanie musiało złożyć później niższe duchowieństwo. Na prawie 10 tysięcy księży diecezjalnych w Polsce odmówiło 120, z czego część starała się usprawiedliwić chorobą.

Wspomniany na początku tekstu ksiądz Jan Zieja z racji, że już w niedzielę, 4 października 1953, w kazaniu powiedział o Niemcu, który stanął przy prymasie, oczywiście nie ślubował i nie wymawiał się chorobą.

Ksiądz infułat Wojciech Zink po opuszczeniu więzienia przy Rakowieckiej stanowił żywy wyrzut sumienia dla hierarchów na wolności. Jak wspominał ksiądz arcybiskup Ignacy Tokarczuk: „Bolesnym faktem dla mnie, ale nie tylko dla mnie był stosunek i potraktowanie ks. infułata Wojciecha Zinka po jego powrocie z więzienia. Bohaterska postawa ks. infułata obróciła się przeciwko niemu. Upokorzeni bohaterską postawą ks. infułata biskupi, przede wszystkim bp Michał Klepacz i bp Zygmunt Choromański zaczęli rozpowszechniać wieści, iż ks. infułat W. Zink odmówił podpisania dokumentu, ponieważ był z pochodzenia Niemcem.”

Czyli kiedy Polacy w sutannach, garniturach i mundurach ramię w ramię budują Ludową Ojczyznę, to obcy się wyłamuje, kiedy pamięć okupacji jest jeszcze świeżą i czyhają odwetowcy i rewizjoniści. Postawę Zinka starano się też obrócić – chyba – w żart, że nie podpisał, bo nie znał polskiego.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Kardynał Stefan Wyszyński
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Naziści byli dla niego za mało radykalni
Fetowali go czołowi politycy Europy, od kanclerza Niemiec Helmuta Kohla po prezydenta Francji François Mitteranda.
Historia wydanie 13.03.2020 – 20.03.2020
Czarne Osy nadleciały zza morza. Jak Kuba przejęła Wenezuelę
Hawana zdobyła ogromne wpływy na świecie. Szkoliła terrorystów, obalała prezydentów, wspierała reżimy.
Historia wydanie 13.03.2020 – 20.03.2020
Dali mu wiarę i charakter. Rodzice papieża
„Miłość moich najbliższych dawała mi poczucie bezpieczeństwa i mocy" – mówił Jan Paweł II na wadowickim rynku w czasie pielgrzymki do ojczyzny w 1999 roku.
Historia wydanie 6.03.2020 – 13.03.2020
Życie bezkompromisowe. Fundamentalista Jan Zieja
Kościół katolicki na pewno zmierza od surowości ku miłości, ale tak daleko, jak ksiądz Jan w 1920 roku, nie zaszedł jeszcze do dzisiaj.
Historia wydanie 6.03.2020 – 13.03.2020
Za mundurem córki sznurem
Jadwiga Piłsudska, Zofia Sikorska i Janina Dowbor-Muśnicka po słynnych ojcach odziedziczyły nie tylko nazwisko, ale pasję i odwagę.