Historia

Czarne Osy nadleciały zza morza. Jak Kuba przejęła Wenezuelę

Wojska i służby specjalne wysłane przez Hawanę interweniowały nie tylko w wielu krajach Ameryki Łacińskiej, ale też w Angoli, Mozambiku, Palestynie i Wietnamie.

Dzięki Rosji reżim stworzony przez Hugo Cháveza w Wenezueli jeszcze nie zbankrutował. Ale to dzięki Kubie Nicolas Maduro nie został jeszcze siłą obalony. Komuniści z Hawany od dawna są głównym sojusznikiem lewicowej władzy w Caracas. Łączy ich wspólny wróg: Stany Zjednoczone. Ale to układ bardzo pragmatyczny. Kuba wysyła do Wenezueli tysiące agentów bezpieki i wojskowych doradców. W zamian dostaje tanią ropę.

Wrzesień 2018 roku. Ćwiczenia wojskowe wenezuelskiej armii przy granicy z Kolumbią. Strategiczne Dowództwo Operacyjne Wenezuelskich Sił Zbrojnych (CEOFANB) ujawnia obecność żołnierzy z elitarnej kubańskiej formacji Czarne Osy. Sojusznik? Chyba jednak coś więcej. Jak mówił przed komisją senacką admirał Craig S. Faller, dowódca Południowego Dowództwa USA, Maduro „zupełnie otoczył się” Kubańczykami. To już znacznie więcej niż partnerstwo, skoro prezydent Wenezueli może liczyć tylko na Hawanę.
Prezydenci Wenezueli Nicolas Maduro (z lewej) i Kuby Miguel Diaz-Canel w Caracas podczas dorocznego Forum Państw Latynoamerykańskich i Karaibskich w lipcu 2019 roku. Fot. Carlos Becerra/Bloomberg via Getty Images
Gabinet kubańskiego prezydenta Miguela Díaz-Canela kryzys polityczny w Wenezueli uważa za próbę dokonania puczu i zainstalowania marionetkowego rządu USA. Obecnie to główny front zimnej wojny toczącej się od wielu dekad między Hawaną i Waszyngtonem.

„Kubazuela”

Od początku kadencji Donalda Trumpa w jego otoczeniu panowało przekonanie, że działania kubańskiego wywiadu w USA i całej Ameryce Łacińskiej przedstawiają poważne zagrożenie, a sojusz Kuby z Wenezuelą bardzo wzmacnia możliwości kubańskich służb.

Do tego reżim Nicolasa Maduro nie tylko przymyka oko, ale wręcz wspiera handel narkotykami, zyski z czego w części idą na finansowanie działalności Hezbollahu. W kartelu Los Soles pełno jest wysokich rangą wojskowych wenezuelskich – o czym mówi sama nazwa, pochodząca od symboliki na epoletach generalskich.

W lutym 2019 roku Trump oświadczył, że w Wenezueli są kubańscy wojskowi, którzy wchodzą w skład prywatnej armii zapewniającej bezpieczeństwo prezydentowi Maduro. W marcu 2019 roku doradca ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton oznajmił, że USA nasilą restrykcje finansowe wobec armii i sił bezpieczeństwa Kuby, ponieważ Hawana wspiera reżim Maduro. To właśnie Bolton wymyślił pojęcie „Kubazuela”. – Wiemy, że jest duża obecność kubańska w dwóch głównych służbach specjalnych. Kubańczycy stanowią rodzaj systemu nerwowego tego reżimu – to z kolei słowa Elliotta Abramsa, specjalnego wysłannika Departamentu Stanu USA ds. Wenezueli. Szef kubańskiej dyplomacji Bruno Rodriguez odpowiedział 26 kwietnia 2019: – Kuba nie ma żadnych oddziałów czy też żołnierzy w Wenezueli. Nie bierzemy też tam udziału w operacjach wojskowych lub sił bezpieczeństwa.

Mimo tego cztery dni później prezydent USA zagroził wprowadzeniem embarga gospodarczego i nałożeniem sankcji na Kubę, jeśli ta nie przestanie okazywać wsparcia militarnego rządowi Wenezueli. „Jeśli kubańskie oddziały wojskowe i jednostki milicji natychmiast nie zaprzestaną operacji wojskowych i wszelkich innych, które mają na celu podważanie ładu konstytucyjnego Wenezueli, to całkowita i szczelna blokada gospodarcza, wraz z sankcjami na najwyższym poziomie, zostanie nałożone na wyspę” – napisał Trump na Twitterze.

Zaraz potem doszło do siłowej próby obalenia Nicolasa Maduro – ostatecznie nieudanej. Jak ujawnił 1 maja 2019 roku szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo, Maduro był już gotów, by zbiec do Hawany. Od tego zamiaru odwiodła go interwencja dyplomatów rosyjskich (Moskwa wykorzystuje zresztą Kubę jako punkt przerzutu najemników do Wenezueli).

Mija niemal rok od tamtych wydarzeń, a Maduro wciąż utrzymuje się u władzy. Dla Kuby to również sprawa życia i śmierci. Używa więc wszystkich narzędzi, by nie doszło do zmiany władzy w Caracas. Najważniejszym narzędziem jest zaś kubański wywiad – od dekad aktywny w wielu krajach Ameryki Łacińskiej. I nie tylko.

Głodują, drastycznie chudną, zjadają nawet zwierzęta z zoo. I umierają na choroby, z którymi inni sobie radzą

Wielu Wenezuelczyków od początku uważało, że Maduro pełni urząd prezydenta bezprawnie. Ten jednak nie przejmował się krytyką, a manifestacje tłumił gazem łzawiącym i gumowymi kulami.

zobacz więcej
Owa służba, Dirección de Inteligencia, DI (Zarząd Wywiadu) znana jako G2, powstawała pod czujnym okiem specjalistów z KGB i Stasi. To niewątpliwie jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza służba specjalna w Ameryce Łacińskiej. W czasach zimnej wojny była bardzo aktywny za granicą, wspierając komunistyczne rebelie w szeregu krajów latynoamerykańskich.

G2 odniósł też duże sukcesy w infiltracji amerykańskich służb specjalnych, nie wspominając o środowiskach kubańskiej emigracji w USA. Kubańscy agenci pojawiali się też w innych częściach świata, choćby w Angoli, Wietnamie czy na Bliskim Wschodzie. Jak pisze w wydanej w 2012 roku książce o kubańskim reżimie były analityk wywiadu USA Brian Latell, „wielu emerytowanych pracowników CIA wciąż nie pojmuje, jak mała wyspiarska Kuba mogła zbudować tak wyjątkowe zdolności wywiadowcze i przeprowadzić tak wiele udanych operacji przeciwko amerykańskim celom”.

Eksport rewolucji

Już w 1956 roku oficer wywiadu KGB Nikołaj Leonow (później główny specjalista Łubianki od Ameryki Łacińskiej) nawiązał kontakt z Fidelem Castro – poprzez jego brata Raula, którego poznał w Pradze na zjeździe młodzieży socjalistycznej. W styczniu 1959 roku Castro przejął władzę na Kubie. Już w lipcu wysłał swojego pierwszego szefa służb specjalnych, Ramira Valdesa do Meksyku na tajne rozmowy z ambasadorem ZSRS i rezydentem KGB.

Trzy miesiące później KGB założyło rezydenturę w Hawanie. W lipcu 1960 r. Raul Castro podczas wizyty w Moskwie poprosił o przysłanie kilku doradców KGB. W sierpniu Łubianka nadała Kubie kryptonim „Przyczółek”. Dyrekcja Generalna Wywiadu MSW (Dirección de Inteligencia, DGI), pierwszy z prawdziwego zdarzenia kubański wywiad, powstał pod koniec 1961 roku. Jego pierwszym szefem został Manuel Piñeiro „Barba Roja” (Rudobrody), ale i tak służbą ręcznie sterował minister spraw wewnętrznych Ramir Valdes, a potem sam Castro.

Od początku w siedzibie DGI urzędowało pięciu doradców z KGB. Później współpraca ta została jeszcze bardziej zacieśniona. Jak można było przeczytać w raporcie CIA z 1968 roku, agencję DGI „przekształcono w wysoce profesjonalną organizację wywiadowczą zgodnie z klasyczną linią sowiecką”. W sierpniu 1961 r. Komitet Centralny Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego zaakceptował przygotowaną przez szefa KGB strategię ofensywy przeciwko wpływom USA na zachodniej półkuli. Ważną rolę miały w tym odgrywać służby specjalne kubańskiego sojusznika.
Kubańscy żołnierze podczas uroczystości powitania Karola, brytyjskiego księcia Walii w Hawanie w marcu 2019 roku. Fot. Chris Jackson/Getty Images
Apogeum tego „eksportu rewolucji” przypadło na pierwszą połowę lat 60. XX w., zaś jednym z głównych celów Kubańczyków była już wtedy bogata Wenezuela. Tylko w latach 1961-1964 DGI wysłała ponad milion dolarów tamtejszym lewicowym rebeliantom. W listopadzie 1963 r. na wenezuelskiej plaży przechwycono ogromny ładunek broni: niemal trzy tony broni automatycznej, granatników i amunicji. Część z tego ładunku udało się zidentyfikować. Okazało się, że zakupiła ją Kuba w Belgii w latach 1959-1960. Broń była przeznaczona dla paramilitarnego skrzydła Wenezuelskiej Partii Komunistycznej, która planowała zerwać wybory prezydenckie w grudniu 1963 („Operacja Caracas”).

Szkoleni przez DGI partyzanci próbowali wszcząć rebelie także w południowym Peru i w Argentynie. Kubańscy agenci w La Paz z kolei usiłowali zmontować bunt przeciwko rządowi Boliwii. Pieniądze z Hawany wędrowały do radykalnych opozycjonistów w Brazylii, żeby zakładali obozy szkoleniowe w stanie Goias, z którego gubernatorem Leonelem Brizolą Hawana wiązała spore nadzieje, oraz do lidera buntujących się chłopów Francisco Juliao.

Między 1961 a 1964, a więc w okresie największego nasilenia wywrotowych działań Kuby w Ameryce Łacińskiej, szkolenie partyzanckie i ideologiczne przeszło w ośrodkach DGI co najmniej 1-2 tys. obywateli różnych krajów południowoamerykańskich. „Eksport rewolucji” zakończył się jednak fiaskiem. Symbolem tej porażki była misja Che Guevary w Boliwii – w październiku 1967 roku został schwytany i zabity.

Od „szkół terroryzmu” do pieriestrojki

Tymczasem Sowieci postanowili wykorzystać kubański wywiad do bardziej globalnych celów, wykraczających poza Amerykę Łacińską. W 1966 roku powstała Afrykańska, Azjatycka i Latynoamerykańska Organizacja Solidarności z siedzibą w Hawanie. Pod koniec tegoż roku na Kubie, pod nadzorem sowieckim, powstało kilka obozów szkoleniowych dla „partyzantów” z Trzeciego Świata.

Wśród pierwszych byli Palestyńczycy. Przechodzili kilkumiesięczne szkolenie w „szkołach terroryzmu” nadzorowanych przez DGI. W jednym z takich obozów, Camp Mantonzas, szkolenie przeszedł sam Ilicz Ramirez Sanchez, znany jako „Szakal”.

Castro wysyłał też swych instruktorów do nowo otwartych obozów w Angoli i Mozambiku. Kubańczycy pojawili się też na Bliskim Wschodzie po wojnie Jom Kippur. W grudniu 1973 roku ok. 40 instruktorów kubańskich dotarło też do Jemenu Południowego. W marcu 1978 r. zespół kubańskich instruktorów pojawił się też w Libanie, gdzie przez osiem miesięcy szkolił przyszłych terrorystów.

Straszy Trumpa „procą Dawida”. Apokalipsa na morzu ropy

Nicolas Maduro sugeruje, że jest niczym Fidel Castro w czasach kryzysu karaibskiego – Moskwa wyśle okręty i samoloty przeciwko jankesom, byle tylko obronić swego latynoskiego sojusznika.

zobacz więcej
Nie przypadkiem to właśnie trzeci zarząd operacyjny DGI („narodowowyzwoleńczy”) był największym po reformie wywiadu przeprowadzonej pod koniec lat 60. XX w. Ale Sowieci zaczęli też na dużą skalę korzystać z drugiego zarządu operacyjnego („nielegałów”), który organizował działalność agenturalną w krajach, gdzie Kuba nie miała oficjalnych przedstawicielstw.

Głównym kierunkiem stały się Stany Zjednoczone. DGI była uznawana na Łubiance za szczególnie przydatną w werbowaniu Latynosów i Afroamerykanów. KGB używało też kubańskiego systemu komunikacji radiowej do przekazywania informacji nielegałom sowieckim w USA i Ameryce Łacińskiej. Moskwa korzystała też z Kubańczyków w Europie, zwłaszcza w Hiszpanii, gdzie agentura DGI była najsilniejsza (w latach 80. było tam co najmniej 150 oficerów wywiadu kubańskiego).

Tymczasem Hawanie w końcu udało się osiągnąć sukces. To, co nie udało się w latach 60. w Wenezueli, wyszło w Nikaragui. W marcu 1979 r. Kubańczycy zmusili trzy skłócone frakcje sandinistów do zjednoczenia. DGI pomogła im założyć bazę w Kostaryce, skąd w maju 1979 roku oddziały sandinistów wkroczyły do swego kraju. Dzięki pomocy kubańskiej szybko pokonały reżim Somozy – wkroczyły triumfalnie do Managui w lipcu 1979 roku. Kubańscy doradcy obsadzili kluczowe stanowiska w nowym reżimie.

Nieco ponad rok później w USA doszło jednak do ważnych wydarzeń. Castro od początku oceniał, że zajęcie Białego Domu przez Ronalda Reagana zwiastuje kłopoty dla całego bloku komunistycznego…

Fidel Castro był wielkim krytykiem pierestrojki, a DGI zaczęła coraz mocniej dystansować się od kolegów z KGB. W maju 1991 r. Castro ogłosił, że Michaił Gorbaczow odpowiada za „zniszczenie autorytetu partii”. Miesiąc później w Hawanie gościł – jak się miało okazać, po raz ostatni – szef KGB. Pucz sierpniowy w Moskwie Kuba przyjęła z entuzjazmem. Tym większe było rozczarowanie, gdy puczyści przegrali, a Związek Sowiecki szybko się rozpadł. Przestała płynąć jakakolwiek pomoc ekonomiczna dla Kuby, co pogrążyło wyspę w dramatycznym kryzysie.

Zmiany geopolityczne na świecie i poważne wewnętrzne problemy miał też wpływ na kubański wywiad. W czasach największej świetności DGI liczyła aż 20 000 ludzi. Gdy w 1989 r. zmieniono nazwę agencji na Dyrekcję Wywiadu (DI, znaną też jako G-2), było w niej już tylko 3 000 ludzi. Tymczasem uwagę opuszczonej przez przyjaciół z Moskwy Kuby znów – po dekadach – zaczęła przykuwać sytuacja po drugiej stronie Morza Karaibskiego.

La Gran Patria

Po przejęciu władzy na Kubie Fidel Castro liczył, że Wenezuela z ogromnymi zasobami ropy i kwitnącą wtedy gospodarką będzie największym ekonomicznym wsparciem dla Kuby. To właśnie Wenezuela była celem pierwszej zagranicznej podróży Castro po obaleniu reżimu Fulgencio Batisty. Jednak Caracas odmówiło pomocy. Castro wziął więc Wenezuelę na celownik.
Parada wojskowa w Hawanie w grudniu 2006. Fot. Marka/Universal Images Group via Getty Images
Dwa razy kubański wywiad i wojsko wspierały próby zmiany władzy w Caracas poprzez sprowokowanie powstania ludności. Obie próby z łatwością zneutralizowało wenezuelskie wojsko. To jednak ukształtowało negatywny obraz Kuby wśród wenezuelskiej wyższej kadry oficerskiej oraz w kierownictwie służb specjalnych.

Gdy upadł Związek Sowiecki Kuba znalazła się w rozpaczliwym położeniu gospodarczym. I wtedy, w 1992 roku, pewien pułkownik wenezuelskiej armii próbował dokonać puczu w Caracas. Castro dostrzegł szansę na ratunek dla zbudowanego przez niego systemu. Po nieudanym puczu ów pułkownik – Hugo Chavez – trafił na dwa lata do więzienia.

Po wyjściu na wolność w 1994 roku został przyjęty osobiście przez Fidela Castro. Nie miał wtedy ani pieniędzy, ani politycznego doświadczenia, ani zorganizowanego zaplecza, ale Castro dostrzegł w nim perspektywy i od tamtej pory wspierał.

Kiedy po raz drugi Chavez pojawił się na Kubie w 1999 roku, był już prezydentem-elektem Wenezueli. Obaj przywódcy szybko doszli do porozumienia. W zamian za dostawy ropy po bardzo niskiej cenie (choć na rynkach ceny ostro wtedy szły w górę) Kuba zaczęła wysyłać Chavezowi lekarzy, trenerów sportowych, techników i inżynierów. Przede wszystkim jednak „doradców” od bezpieczeństwa i wojska.

Coraz większe wpływy kubańskie nie wszystkim jednak w Caracas się podobały. Niechęć do Hawany w klasie średniej, wśród oficerów wojska i służb – mająca źródła jeszcze w próbach obalenia legalnych władz Wenezueli w latach 60. XX w. – była niewątpliwie istotnym czynnikiem, który doprowadziła do próby obalenia Chaveza w 2002 roku. W krytycznych godzinach puczu siły opozycji otoczyły ambasadę Kuby, zaś liderzy zamachu stanu zdążyli nawet podjąć decyzję o wstrzymaniu dostaw ropy na Kubę.

Chavez zdołał jednak się obronić, a następnie jeszcze bardziej postawił na współpracę z Kubą. Po pokonaniu puczystów dokonał czystek w wojsku i służbach, a przede wszystkim zaczął już na dużą skalę i otwarcie sprowadzać Kubańczyków. Wojskowy personel kubański pojawił się we wszystkich wenezuelskich bazach. Przyjęto nową doktrynę wojskową podobną do tej kubańskiej. Instruktorzy z Kuby zaczęli obowiązkowe szkolenia wojskowe i ideologiczne wenezuelskich żołnierzy i pracowników bezpieki.

Z pomocą kubańskich agentów przebudowano cywilny i wojskowy wywiad, wyrzucając wszystkich podejrzanych o „kontrrewolucyjne poglądy”. Szkolono wenezuelskich oficerów bezpieki w metodach inwigilowania i zwalczania opozycji. Kubańczycy odegrali dużą rolę w programie zbrojenia i szkolenia ludowych milicji, tzw. collectivos. Formacje te odgrywają dziś ważną rolę w utrzymywaniu władzy przez Maduro.

Głodują, drastycznie chudną, zjadają nawet zwierzęta z zoo. I umierają na choroby, z którymi inni sobie radzą

Wielu Wenezuelczyków od początku uważało, że Maduro pełni urząd prezydenta bezprawnie. Ten jednak nie przejmował się krytyką, a manifestacje tłumił gazem łzawiącym i gumowymi kulami.

zobacz więcej
Warto przypomnieć, że Pompeo, gdy był jeszcze dyrektorem CIA, wyrażał obawy, że ręczne wyrzutnie rakietowe w rękach proreżimowych paramilitarnych collectivom, związanych z Hezbollahem i partyzantką lewacką w Kolumbii, mogą być użyte do ataków terrorystycznych.

Kubańscy „doradcy” pojawili się też w szeregu wenezuelskich ministerstw i ambasad. W otoczeniu członków chavistowskiej elity pojawili się kubańscy ochroniarze i lekarze osobiści. Zdaniem niektórych ekspertów, doszło wręcz do zjawiska, które można nazwać „okupacją kubańską Wenezueli bez jednego wystrzału”. Agenci DI uzyskali bezpośredni dostęp do Chaveza i wywiadowczych informacji, jakie dostawał.

Oczywiście rosnące uzależnienie Wenezueli od Kuby w obszarze bezpieczeństwa nie mogło pozostać bez wpływu na politykę zagraniczną Caracas. Wenezuela stała się bliskim sojusznikiem wrogów USA. Nie tylko państwowych, takich jak Rosja (z której sprowadzała sprzęt wojskowy), Chiny i Iran, ale też marksistowskiej partyzantki FARC czy szyickiego Hezbollahu.

Pojawił się nawet pomysł konfederacji Wenezueli z Kubą – Chavez mówił o La Gran Patria. Gdy zdiagnozowano u niego nowotwór, miesiącami był leczony w Hawanie. Doszło do sytuacji, w której nawet członkowie elity rządzącej w Caracas nie wiedzieli, co tak naprawdę dzieje się z ich przywódcą.

W Hawanie z niepokojem oczekiwano walki o sukcesję po umierającym Chavezie. Wykorzystując swoją pozycję w Wenezueli, Kubańczycy chcieli oczywiście, by następca był nie mniej zorientowany na sojusz z Hawaną. Pod tym względem Nicolas Maduro okazał się kandydatem wygodnym. Wiadomo było, że jest zafascynowany Castro, że brak mu charyzmy porównywalnej z Chavezem, że będzie nim łatwo manipulować.

Kryzys w Wenezueli

Po śmierci Chaveza, za rządów Nicolasa Maduro wpływy kubańskie jedynie wzrosły. Symbolem „kubanizacji” reżimu było zamieszanie wokół podróży wenezuelskiego prezydenta na Zgromadzenie Ogólne ONZ w Nowym Jorku. Amerykanie nie zezwolili na lądowanie i samolot musiał zawrócić do Caracas, ponieważ okazało się, że na pokładzie znajdują się oficerowie kubańskiej DI, którym USA odmówiły wiz.

Sporo informacji na temat kubańskiego „desantu” w Wenezueli ujawniają byli dygnitarze reżimu chavistowskiego zbiegli za granicę. Zair Mundaray, prokurator, który uciekł w 2017 roku i dostał azyl w Kolumbii, powiedział w jednym z wywiadów, że kiedy zasiadał w sześcioosobowej radzie doradzającej Maduro w kwestiach bezpieczeństwa obywateli, zauważył w sali dwóch Kubańczyków. Kiedy Mundaray zwrócił uwagę, że posiedzenia te są objęte ścisłą tajemnicą, usłyszał, że to goście na specjalne zaproszenie prezydenta.
Mieszkańcy Wenezueli co pewnien czas protestują przeciw kubańskiej obecności w ich kraju. Na zdjęciu manifestacja w marcu 2014. Fot. Joaquin Ferrer / Agencja Anadolu / Getty Images
W przeciwieństwie do Chaveza, Maduro nie miał jednak tyle szczęścia, jeśli chodzi o sytuację na rynkach ropy. Naftowy boom minął, ceny zaczęły spadać, a fatalne zarządzanie w wykonaniu chavistów (fachowców z przemysłu naftowego zdążyli wyrzucić) doprowadziło do załamania gospodarki opartej na eksporcie „czarnego złota”.

Odczuła to natychmiast także Kuba, która zaraz po objęciu rządów przez Chaveza zaczęła dostawać za pół darmo duże dostawy wenezuelskiej ropy – dziennie nawet 100 tys. baryłek. Ta kroplówka pozwoliła wyjść z najgorszego kryzysu. Surowiec od sojusznika zaspokajał wewnętrzne potrzeby, a nadwyżki Kubańczycy przetwarzali i paliwa sprzedawali za granicę za twardą walutę.

W zamian Castro wysłał setki lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli, inżynierów. Dzięki temu Chavez mógł zapewnić darmową opiekę medyczną najbiedniejszym rodakom – to jedna z odpowiedzi na pytanie, dlaczego chaviści cieszyli się tak dużym poparciem.

Obecnie, na skutek załamania cen ropy na świecie i zapaści gospodarczej Wenezueli, Kuba dostaje już tylko ok. 50 tys. baryłek dziennie. To pozwala tylko na utrzymanie podstawowych standardów socjalnych. W 2012 roku 17 proc. wymiany handlowej Kuby przypadało na Wenezuelę. W 2017 roku było to już tylko 5 proc. Upadek Maduro będzie więc dla Hawany ostateczną katastrofą.

W obliczu kryzysu Maduro jest skazany na pomoc kubańską – szczególnie ważną w obszarze bezpieczeństwa wewnętrznego. Dziś jest otoczony przez doradców i agentów z Hawany. Były szef policji politycznej SEBIN, gen. Manuel Ricardo Cristopher Figuera, który stanął po stronie Juana Guaido i zbiegł do USA, w wywiadzie dla „Washington Post” mówił, że w skład zespołu ochrony prezydenta wchodzi 15-20 Kubańczyków, podają mu oni nawet posiłki, a trzech z nich, nazywanych „psychologami”, to specjalni doradcy analizujący przemówienia Maduro.

To podobno Kubańczycy radzili mu, by nie blokował emigracji z kraju, gdy wybuchł kryzys. W ten sposób pozbywa się potencjalnego zaplecza swych przeciwników. Kubańscy doradcy mówili, że nic tak nie umocni reżimu, jak umożliwienie średniej klasie i większości specjalistów emigracji. Najważniejsze jest jednak siłowe zabezpieczenie władzy.

Doktryna „rozproszonej obrony”

Kubańscy wojskowi zastąpili jako doradcy oficerów europejskich i pochodzących z innych krajów Ameryki Łacińskiej – ale szybko zdobyli nieporównanie większą władzę w wenezuelskim wojsku. Od 2009 roku w Caracas działa Grupa Koordynacyjna i Łącznikowa Kubańskich Attache Wojskowego, Morskiego i Powietrznego Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kuby.

Bezbożni Latynosi. Ten region zawsze był twierdzą skrajnie antykościelnej masonerii

Katolicka Ameryka Łacińska to mit. Wolnomularze stoją u fundamentów wszystkich niemal rewolucji niepodległościowych (co często znaczyło także antykatolickich) w całym regionie.

zobacz więcej
Kubańscy wojskowi mają w armii wenezuelskiej uprzywilejowaną pozycję i dostęp do tajnych informacji. Znaleźli się m.in. w Dowództwie Strategiczno-Operacyjnym, najważniejszej komórce planowania w wojsku. Rzecz jasna nie spodobało się to niektórym wenezuelskim oficerom. Skrytykował taką decyzję np. generał Antonio Rivero (obecnie na emigracji w USA). W kwietniu 2010 roku w wywiadzie prasowym powiedział, że „penetracja przez kubańskich oficerów serca wenezuelskiej armii to groźna ingerencja w strategiczne obszary, co pozwala im poznać wojskowe tajemnice naszego kraju”.

Generał Rivero (zanim wypowiedział się dla „La Vanguardia”, zdążył odejść ze służby) ujawnił, że kubańscy oficerowie narzucają, monitorują i nadzorują „elementy doktryny militarnej na szczeblach dowodzenia i sztabowym”. Ujawnił też, że już wydają rozkazy w obszarach m.in. inżynierii wojskowej, wywiadu, uzbrojenia i łączności.

Za czasów Chaveza w wojsku wprowadzano nawet podobne do kubańskiego umundurowanie i wprowadzano zapisy w doktrynie wojskowej będącej kopią rozwiązań kubańskich (takich jak doktryna „rozproszonej obrony”). Młodsza kadra oficerska jest inwigilowana i monitorowana ideologicznie i kontrwywiadowczo zarówno przez wenezuelską bezpiekę, jak i Kubańczyków.

Agenci kubańskiej DI namierzają wszelkie próby krytyki reżimu wśród wojskowych, nie wspominając o próbach spiskowania. Pod takimi zarzutami w areszcie przebywa obecnie co najmniej 85 oficerów różnych stopni.

Kubański wywiad nawet śledzi ruchy wojskowe innych krajów, które mogą zagrozić Wenezueli. Kilka miesięcy temu Hawana alarmowała, że „odnotowano loty transportu wojskowego USA z północnoamerykańskich instalacji wojskowych, z których jednostki operacji specjalnych i siły piechoty morskiej są używane do przeprowadzania tajnych operacji”.

Ale to dla Maduro wciąż było za mało. Nieoficjalnie mówi się, że na terenie Wenezueli stacjonują pododdziały armii kubańskiej: 4,5 tys. żołnierzy zorganizowanych w dziewięć batalionów, w tym jeden stacjonujący w Fuerte Tiuna, wielkim kompleksie wojskowym na obrzeżach Caracas. Kubańskim kontyngentem w Wenezueli dowodzi dwóch generałów. W Fuerte Tiuna urzęduje generał brygady Herminio Hernández Rodríguez, zaś w Barquisimeto (stolica prowincji Lara na północnym zachodzie Wenezueli) generał brygady Alejandro Ronda Marrero.

Elita kubańskich oficerów mieszka w ściśle strzeżonych domach, szczególnie w Fuerte Tiuna, niedaleko rezydencji Maduro. Kubańczycy zapewniają ochronę rezydencji prezydenta i rezydencji ministra obrony Vladimira Padrino Lopeza.
Rosyjski niszczyciel "Admirał Czabanienko" z wizytą w hawańskim porcie w grudniu 2008 roku. Fot. Sven Creutzmann/Mambo photo/Getty Images
Zeznając w amerykańskim Senacie w 2017 roku, Luis Almagro, sekretarz generalny Organizacji Państwa Amerykańskich, oceniał, że w Wenezueli jest około 15 tys. kubańskich agentów, oficerów i doradców – zarówno w wojsku, jak i służbie bezpieczeństwa. Wiosną 2019 roku poważne zarzuty w tej sprawie stawiali, jak wspomniano, Amerykanie.

Co na to Kuba? Szef kubańskiej dyplomacji przyznał wiosną 2019 roku, że w Wenezueli jest ponad 20 tys. pracowników pomocy, ale że to sami cywile. – 94 proc. z nich działa w służbie zdrowia, inni w edukacji, tak samo, jak to robimy w 83 krajach na całym świecie – powiedział Bruno Rodriguez Parilla. Ale zdaniem cytowanego już generała Rivero, w razie konieczności ci kubańscy „lekarze” i „nauczyciele” chwycą za broń, gdyby wybuchło powstanie przeciwko chavistom. Kubańscy wojskowi i agenci DI będą walczyć za Maduro do końca – bo jest to też walka o ich własne głowy.

– Grzegorz Kuczyński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Socjalizm albo śmierć
Zdjęcie główne: 75 urodziny Fidel Castro obchodził w Wenezueli, gdzie w sierpniu 2001 przybył na zaproszenie Hugo Chaveza. Fot. Pedro RUIZ/Gamma-Rapho via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Dla niego kelnerzy podsłuchiwali polityków. Najlepiej opłacany...
Kiedy zaczęły się obrady rządu, coś poruszyło się za kotarą. Odsunięto zasłonę i oczom zdumionych ministrów ukazał się…
Historia Poprzednie wydanie
Polskie Kresy wstępują do sowieckiego raju
Żeby był porządek na jeden mandat z okręgu był uzgodniony tylko jeden kandydat.
Historia Poprzednie wydanie
Mało biłam dzieci. Jeżeli je biłam, to tylko na polecenie
Zła, okrutna. Nigdy nie widziałam jej bez pejcza. Traciłyśmy przytomność – mówią jej ofiary.
Historia wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Wywiesiliśmy proporce z barwami narodowymi i godłem. Jak...
Hydroplan z czarnym napisem U.S. COAST GUARD zrzucił mały, płócienny woreczek zawierający krótką wiadomość: „Are you O.K.?”
Historia wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Nie tylko Haberbusch i Schiele. Jak Niemcy zostawali Polakami
Ojciec poety był weteranem powstania styczniowego, dziad – listopadowego. Ale prapradziad przybył z Turyngii.