Cywilizacja

Francja ulega muzułmanom. O czym nie wolno głośno mówić

Gdy raper Nick Conrad nawoływał do mordowania białych dzieci, żadna organizacja antyrasistowska się tym nie zajęła. Gdy komik Frédéric Fromet śpiewał w radio France Inter: „Jezus to p…, Jezus to p…”, używając wulgarnego określenia na homoseksualistę, też wszystko było w porządku. Ale kiedy socjolog Georges Bensoussan tłumaczył, że społeczność muzułmańska stanowi we Francji rozsadnik antysemityzmu, te same organizacje usiłowały skazać go za rasizm.

Jean Raspail: husarz szuka wiary

Doświadczenie religijności było u niego na wskroś nowoczesne, a jego nadzieja nie oczywista.

zobacz więcej
Kilka dni temu zmarł Jean Raspail. W 1973 roku ukazała się jego książka, „Obóz świętych” z uderzającą wizją fali imigrantów zalewających Europę. Recenzje pojawiły się we wszystkich dziennikach – od lewa do prawa – a powieść nie budziła kontrowersji, lecz żywe i przeważnie pochlebne reakcje. Dzisiaj, jak zauważał parę lat temu sam autor, musiałby za jej publikację odpowiadać z tytułu 87 paragrafów. We Francji obszar wolności słowa znacznie się zawęził.

We Francji od dawna obowiązuje zasada „vivre-ensemble”. W wolnym tłumaczeniu oznacza to „współżycie”. To pokojowe współistnienie miało być charakterystycznym rysem wielokulturowej demokracji francuskiej.

Tymczasem jednym z największych paradoksów owego współistnienia jest fakt, że rządzący lewicowy establishment po cichu rezygnuje z części wartości, które stanowiły jego credo. Na przykład z wolności słowa, która zanika w zderzeniu z dogmatem wielokulturowości. Okazało się bowiem, że istnieje mniejszość, wobec której nie można stosować zasady „wolność słowa”. Dziś nad Sekwaną stosowane są zatem dwie miary. Inna dla mniejszości, inna dla większości.

Gdy raper Nick Conrad nawoływał w swoich teledyskach do mordowania białych dzieci, żadna organizacja antyrasistowska nie zajęła się sprawą. Gdy komik Frédéric Fromet śpiewał na antenie radiowej France Inter: „Jezus to p…, Jezus to p…”, używając wulgarnego określenia na homoseksualistę, też wszystko było w porządku, bo dostało się chrześcijanom. Nikt nawet się o tym nie zająknął.

Ale gdy badacz Georges Bensoussan tłumaczył w jednej ze swoich prac socjologicznych, że we Francji społeczność muzułmańska stanowi rozsadnik antysemityzmu, te same organizacje usiłowały postawić go przed sądem za rasizm.

Afera Mili

W styczniu tego roku francuską opinią publiczną wstrząsnęła tzw. afera Mili. 16-letnia uczennica, lesbijka w czasie transmisji na żywo w mediach społecznościowych odrzuca zaloty użytkowników kont o arabskich nazwach, tłumacząc, że woli dziewczyny. Spada na nią lawina wyzwisk; grożą jej gwałtem i śmiercią, wyzywają ją od „brudnych Francuzek”,„brudnych lesbijek” i tym podobne.

Nastolatka reaguje nerwowo i odpowiada swoim prześladowcom, że islam to pełna agresji i nawołująca do przemocy, „g… religia”. Strumień pogróżek zalewający jej konto na Instagramie narasta.
- Nie zrobiłam nic złego - przekonywała Mila w telewizyjnej rozmowie. Fot. Print screen TMC
W następnym tygodniu Mila już nie może wrócić do szkoły. Władze ostrzegają jej rodziców, że byłoby to dla niej zbyt niebezpieczne. Jeden z uczniów szkoły, do której chodzi dziewczyna, mówi: „Wiedziała, że tak to się skończy. Tutaj 70 proc. uczniów to muzułmanie, czego się spodziewała?”.

Jej prywatne dane zostają wykradzione. Mila Mila przestała chodzić do szkoły.Do dziś nie wyciągnięto żadnych konsekwencji wobec tych, którzy jej wygrażali.

Mila tylko raz wystąpiła w telewizji. W wywiadzie stwierdziła, że nie żałuje słów, jakie wypowiedziała, choć wstydzi się trochę języka, którym się posłużyła. – Powinnam to bardziej uargumentować – podkreśliła nastolatka. Przyznała, że nie może wrócić do szkoły, bo mogłaby zostać oblana kwasem albo zakopana żywcem.

Milczenie lewicy

Młoda Francuzka, lesbijka nie mogła liczyć na to, że wstawi się za nią lewica. Ta tradycyjnie niereligijna lewica, która od lat 60. ubiegłego wspiera ruch kobiecy i mniejszości seksualne, nie zamierzała bronić nastolatki.

Intelektualiści dali zbrodniarzom przyzwolenie na zabijanie

Dla Polski imperialistyczna polityka rosyjska stanowi większe niebezpieczeństwo, ale naszą codziennością jest wojujący islam – mówi francuski pisarz Pascal Bruckner.

zobacz więcej
Sytuacji nie sprostali także politycy. Zamiast pokazać, że laicka republika panuje nad swoimi szkołami i wysłać tam policję, aby umożliwić Mili powrót do liceum, minister edukacji Jean-Claude Blanquer sugerował koncyliacyjnym tonem, iż będzie próbował znaleźć rozwiązanie problemu.

Minister sprawiedliwości, Nicole Belloubet poszła dalej. Stwierdziła, że wypowiedź Mili to „zamach na wolność sumienia”.

Równolegle otwarto dwa postępowania. Jedno w sprawie gróźb, które padły pod adresem dziewczyny, a drugie po to, aby dociec, czy jej nagranie nie podżega do nienawiści na tle rasowym.

Patriarchat muzułmański nie przeszkadza

Organizacje LGBT i inni bojownicy o przewrót obyczajowy, notorycznie walczący z seksizmem i homofobią, siedzieli cicho, gdy nastolatce grożono gwałtem i gdy wyzywano ją od „brudnych lesbijek”.

Nikt nie miał cienia współczucia dla dziewczyny ukrywającej się wraz z rodziną pod policyjną ochroną. W kółko mówiono za to o „szacunku dla religii”. Zatroskanie o muzułmańskie głosy przeważyło nad zatroskaniem o ofiarę.

„Mila nie jest po prostu dzieckiem, które mówi, co mu ślina na język przyniesie. Odkryła przed nami to, że większość naszych elit zdradziła wartości republikańskie” – podsumowała historię francusko-marokańska publicystka Zineb El Rhazoui, dawna redaktorka „Charlie Hebdo” też regularnie straszona śmiercią.
Éric Zemmour sam jest oskarżany o islamofobię. W październiku 2019 roku, gdy sąd uznał, że wypowiedzi pisarza są “mową nienawiści”, przed siedzibą telewizji Cnews w podparyskim Boulogne protestujący rozwinęli baner z hasłem: "Powstrzmać Zemmoura". Fot. CHRISTOPHE PETIT TESSON/EPA/PAP.
W obronie nastolatki nie stanęły nawet medialne feministki. Ich walka z patriarchatem, jak zauważył publicysta dziennika „Le Figaro” Éric Zemmour, jest wybiórcza; nienawidzą patriarchatu w wydaniu białych mężczyzn, natomiast patriarchat muzułmański im nie przeszkadza. Lesbijka wyzywana od „szmat” i zarzucana pogróżkami o gwałcie nie zasłużyła, jak widać, na ich reakcję.


„Aferę Mili” doskonale podsumował znany homoseksualny pisarz, a przy tym działacz skrajnej lewicy, Édouard Louis. W czasie jednego z programów telewizyjnych, gdy prowadzący stwierdził, że skrajna prawica nieustannie domaga się „wolności słowa”, pisarz odparł, że wolność słowa w demokracji powinna należeć do mniejszości, aby to one mogły opowiadać o swoim doświadczeniu. „Wolność słowa nie polega na tym, że przychodzę tutaj i mówię, co mi się podoba” – oznajmił. – „Wolność, postęp, demokracja to oznacza, że są rzeczy, o których nie można mówić”.

Dochodzi tu zatem do paradoksalnej zamiany miejsc. Prawica, której długo przeszkadzał fakt, że bluźnierstwo jest wolnością słowa, staje po stronie laickości państwa. Lewica zaś, a więc stronnictwo, które doprowadziło do laicyzacji francuskiego państwa, wystrzega się mówienia o laickości, aby nie urazić muzułmanów.

Kim jest Francuz, który broni Polaków?

– Od dwudziestu lat przyjmujemy ustawy, które tworzą oficjalną wersję francuskiej historii, a teraz dajemy lekcję Polsce? – pytał retorycznie Éric Zemmour.

zobacz więcej
Obraza kończy się zamachami

Mila nie jest jedyną ofiarą tej nowej politycznej poprawności.

Dyrektor liceum w Marsylii, Bernard Ravet nie mógł przyjąć do swojej szkoły młodego Żyda, ponieważ – jak przyznawał – nie byłby w stanie zagwarantować mu bezpieczeństwa.

Gdy z kolei francusko-marokańska dziennikarka Zineb El Rhazoui, gorąca zwolenniczka laickości powiedziała podczas programu telewizyjnego 14 grudnia zeszłego roku: „Islam powinien przystać na krytykę, na humor. Islam powinien podporządkować się prawom Republiki”, po emisji zaczęto grozić jej śmiercią.

Inny przykład to sprawa Jeana Messihy. Lewica nazywa go „Arabem ze Zjednoczenia Narodowego”. Ten francuski deputowany urodził się w Egipcie, lecz za swoją ojczyznę wybrał Francję. Kocha naród francuski i jego historię uznaje za swoją własną. Wspaniały przykład asymilacji, co budzi nienawiść lewicy.

Yessine Bellatar, dziennikarz i doradca prezydenta Emmanuela Macrona, obraża Messihę przy każdej okazji – w telewizji i w mediach społecznościowych – określając go per „wielbłądzi łeb”.

Niedawno w jednej ze stacji Messiha dyskutował z pochodzącym z Togo raperem Rostem. Gdy przedmiot rozmowy skierowano na zamachy terrorystyczne, muzyk stał się agresywny, ciągle przekrzykiwał swojego rozmówcę. Po programie, jak utrzymuje deputowany Zjednoczenia Narodowego, Rost miał wypalić: „Takich jak ty trzeba zabijać”.
Jean Messiha z szefową Zjednoczenia Narodowego (d.Front Narodowy) Marine Le Pen odwiedza targi Made in France w paryskim Porte de Versailles. Fot. Michel Stoupak/NurPhoto via Getty Images
Pogarda dla Messihy – tolerowana w debacie publicznej – doprowadziła do tego, że już kilkakrotnie wyzywano go na ulicy i rzucano pogróżki pod jego adresem. Gdy deputowany chciał zgłosić sprawę do organizacji zwalczającej dyskryminację na tle rasowym, SOS Racisme, jej dyrektor napisał na Twitterze, że należy skończyć z porównywaniem Messihy do wielbłąda, bo to obraza dla zwierzęcia. Telewizyjny ekspert od islamu, Odon Vallet powiedział niedawno w jednej z audycji, że „jak się obraża islam, to nie ma co się potem dziwić, że kończy się to zamachami”.

Francja uległości

Ten styl myślenia wywołuje u niektórych skojarzenia ze znaną powieścią Michela Houellebecqa „Uległością”. Michel Onfray, lewicowy filozof stwierdził, że „afera Mili” – jak nazwano styczniowy incydent we Francji – działa jak chemikalia do wywoływania zdjęć. Powoli wyłoniły się sylwetki – jak na kliszy – tych, którzy tworzą dzisiaj „Francję uległości”.

Dwie najgłośniejsze powieści ostatnich dekad to ostrzeżenia. Europa pozostaje jednak głucha na alarm, tak jak zresztą i na inne lekcje, których udzieliła jej historia. Ani wizja Jeana Raspaila, ani obraz, który przedstawił Houellebecq, nie zdały się na nic. Przynajmniej Francji. Czy przydadzą się innym?

– Krzysztof Tyszka-Drozdowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Czy to już agonia Europy?
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kobieta, która stanęła przeciw Łukaszence
Przez lata żyła „przy mężu”. Dziś musi sprostać roli męża stanu.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak zarobić na Białorusi. Polski biznes w państwie Łukaszenki
To kraj fantastycznie uporządkowany, nie ma tam szarej strefy, jak na Ukrainie czy w Rosji – mówią inwestorzy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Dlaczego zarażeni Polacy rzadziej umierają w weekendy? Dziwne...
W czasie pandemii liczba zgonów spadła. Najbardziej na Lubelszczyźnie, Podlasiu i Podkarpaciu
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Demokraci byli rasistami. Republikanie walczyli o prawa czarnych
Elity republikańskie przypominały namaszczonych elitarnych działaczy Unii Wolności przekonanych, że prowadzą kraj ku postępowi.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Życie na 500 procent normy
„Wtedy Bóg rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną; niechaj więc żyje tylko 120 lat”.