Felietony

Co łączy polską lewicę z bolszewikami?

Lewica nie niuansuje rzeczywistości, a potępia w czambuł Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Żeby się o tym przekonać wystarczyło 1 marca przejrzeć serwisy społecznościowe. Można było zauważyć ideologiczną kontrofensywę na polu polityki historycznej.

Komunizm jednak wiecznie żywy

Teraz bój nie toczy się o równość żołądków, lecz o równość różnych stylów życia – żeby żaden z nich nie był negatywnie wartościowany.

zobacz więcej
Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych obchodzony był już po raz dziesiąty. Polacy do pewnego stopnia z datą 1 marca zdążyli się oswoić. Można nawet zaryzykować opinię, że temat walki zbrojnego antykomunistycznego podziemia z „władzą ludową” powszednieje. I w rezultacie być może nie przykuwa już tak dużej uwagi jak kiedyś.

Tę sytuację wykorzystują środowiska lewicowe, choć nie dotyczy to bynajmniej tylko tych, które wywodzą się z PRL-owskiego establishmentu. Współcześni lewicowcy chcą Polakom bohaterów obrzydzić w sposób, który przypomina komunistyczną narrację o „reakcyjnych bandach”.

Są sprawy, o których można i trzeba dyskutować. To oczywiste, że wśród Żołnierzy Niezłomnych były postaci kontrowersyjne. Nie brakowało też osób, które dopuszczały się zbrodni na cywilach. Każda partyzantka to struktura funkcjonująca w bardzo szczególnych warunkach i trafiają do niej też ludzie z marginesu społecznego. Ale to przecież nie oni stanowili trzon formacji stawiających opór komunizmowi.

Można się także zastanawiać nad sensem leśnej konspiracji i przelewania krwi po tym, gdy alianci zachodni ułożyli się z Józefem Stalinem i pozwolili mu na brutalny podbój Europy Środkowej. Sytuacja Polski była przesądzona, pozostało najwyżej liczyć na nową wojnę między zachodnimi demokracjami a Związkiem Sowieckim.

Z jednej strony większość Polaków po koszmarze lat 1939-1945 nie chciała nowego międzynarodowego konfliktu, z drugiej – trzeba przypomnieć o państwach, które znalazły się w sowieckiej strefie wpływów, a którym udało się z niej z upływem czasu wydostać i to unikając wojny (jak Austria czy Jugosławia, choć poszły one dwiema różnymi ścieżkami).

Tyle że są też sprawy bezsporne. W Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych Polacy oddają hołd ludziom, których bohaterska i patriotyczna postawa jest niekwestionowana. Chodzi o nadrobienie strat spowodowanych przez dziesięciolecia systemowej amnezji.
Plakat propagandowy komunistów „Olbrzym i zapluty karzeł reakcji” (znany także jako „AK – zapluty karzeł reakcji”), na którym Włodzimierz Zakrzewski namalował żołnierza Armii Ludowej depczącego żołnierza Armii Krajowej. Fot.PHAS, Universal Images Group via Getty Images
Kiedy prominentni politycy PRL byli chowani z honorami na warszawskich Powązkach Wojskowych, to zmasakrowane przez ubeków zwłoki „wrogów ludu” potajemnie zakopywano przy murze tego cmentarza – w miejscu, w którym urządzono wpierw kompostownię, a później śmietnik.

Jak wyobrazić sobie komunizm bez gułagu?

Tymczasem dziś polska lewica – chodzi nie tylko o polityków, lecz również kręgi opiniotwórcze – nie niuansuje rzeczywistości, a potępia w czambuł samo święto. Żeby się o tym przekonać wystarczyło 1 marca przejrzeć serwisy społecznościowe. Można było zauważyć ideologiczną kontrofensywę na polu polityki historycznej. To szukanie szansy na odzyskanie rządu dusz, który lewica sprawowała nie tylko w okresie PRL, ale i później.


I tak nie przypadkiem 1 marca „Krytyka Polityczna” przypomniała na Facebooku opublikowany w ubiegłym roku tekst publicystki Bożeny Keff pod wymownym tytułem „Antykomunizm jest paliwem dla faszyzmu”. Autorka twierdzi, że o ile komunizm należy do przeszłości, o tyle szeroko pojęty faszyzm jest w Polsce obecny i daje o sobie znać poprzez panujący „dyskurs nacjonalistyczny”, który przejawia się także w kulcie Żołnierzy Wyklętych.

Mało tego, Keff przede wszystkim nie godzi się na symetryczne traktowanie systemów totalitarnych. Uważa bowiem, że w faszyzmie teoria i praktyka stanowią jedno, a u podstaw komunizmu legły takie wartości jak równość, które nie zostały wcielone w życie.

Kwadraty i kółka jako „użyteczni idioci”

Związek Sowiecki, Włochy Benita Mussoliniego i III Rzesza uczyniły awangardę artystyczną narzędziem wykuwania nowej rzeczywistości.

zobacz więcej
Takie argumenty stale powracają w polskich środowiskach lewicowych. Można choćby przypomnieć wypowiedź Sławomira Sierakowskiego z wywiadu udzielonego w roku 2009 „Rzeczpospolitej”: „Nie sposób myśleć o nazizmie bez Holokaustu, ale można wyobrazić sobie komunizm bez gułagu. Idea komunistyczna wyrasta z jednoznacznie pozytywnych intencji”.

Znamienne, że Keff wręcz afirmuje bolszewizm w jego początkowym stadium. Pisze: „(…) w czasie rewolucji [październikowej] i zaraz po niej, kiedy impet był największy, pojawiły się i elementy demokracji bezpośredniej, i ogromny nacisk na emancypację; jedno i drugie z czasem zmiecione”.

A kto za tym zmieceniem konkretnie stał? Rzecz jasna autorka ma na kogo zwalić: to Stalin – by nawiązać do oskarżeń wysuwanych przez Lwa Trockiego – zdradził rewolucję i postawił na tradycję rosyjskiego samodzierżawia. Wniosek? Sowiecki tyran okazał się politykiem prawicowym udającym lewicowca.

W jednej kwestii można się z Keff zgodzić. Realny komunizm nie występuje jako zjawisko wyabstrahowane z lokalnych warunków. W każdym kraju kształtują go określone czynniki historyczne i kulturowe. I w Związku Sowieckim to było akurat dziedzictwo caratu.

Ale pogląd, że całe zło realnego komunizmu w ZSRR stanowiło w istocie recydywę rosyjskiego samodzierżawia, to demagogia. Ma ona za zadanie zdjąć ze współczesnej polskiej lewicy, która pluje na pamięć o Żołnierzach Niezłomnych, odium odpowiedzialności za zbrodnie bolszewików i inne wstydliwe karty dziejów (bo lewica broniąc „wyłącznie” idei komunistycznej sama chcąc nie chcąc tę odpowiedzialność na siebie bierze).

Zabieg ten jednak skazany jest na niepowodzenie. Jak to w wierszu „Damastes z przydomkiem Prokrustes mówi” ujął ironicznie Zbigniew Herbert:

pacjenci umierali ale im więcej ginęło
tym bardziej byłem pewny że badania moje są słuszne
cel był wzniosły postęp wymaga ofiar.


Komunizm lepszy od nazizmu

Eksperymenty na ludzkości posiłkujące się odkryciami naukowymi i przeprowadzane przy pomocy coraz bardziej zaawansowanych środków technicznych są pokłosiem myślenia lewicowego, a nie prawicowego. Przykładem może być XX-wieczna eugenika. Miała ona spełnić marzenie o świecie, w którym nie będą się rodzić chore dzieci.

Cenę za to zapłaciło wiele osób umysłowo upośledzonych, które poddawano sterylizacji. Działo się tak w III Rzeszy, ale nie tylko. Można wymienić choćby Szwecję w latach 1936-1976 pod rządami partii socjaldemokratycznej – ugrupowania, które współczesna polska lewica stawia sobie za wzór.
Rok 1929. Więźniowie zesłani do gułagów w Republice Komi sfotografowani przy pracy nad rzeką Iżmą. Fot. Sovfoto/Universal Images Group via Getty Images
Bożena Keff podkreśla, że o ile nazistowski program zakładał eksterminację określonych grup etnicznych czy społecznych, o tyle z sowieckim komunizmem było inaczej: „Przyznano prawa polityczne kobietom i Żydom (Żydzi nie mieli ich w carskiej Rosji), ruch bolszewików adresowany był do wszystkich. Byli »wrogowie ludu«, no bo byli, potem ich tworzono, ale nie było żadnej kategorii ludzi, których trzeba wymordować niezależnie od tego, co robią”.

Z tego kuriozalnego wywodu wynika jednak, że sowiecki komunizm nie był – jak uważa publicystka – systemem od niemieckiego nazizmu lepszym, lecz dużo bardziej załganym. Teoria zakłamywała okrutną praktykę szlachetnie brzmiącymi treściami propagandowymi.

Jeśli na przykład bolszewicy emancypowali kobiety (szczególny swój udział w tym miała Aleksandra Kołłontaj – znana feministka, w latach 1917-1918 komisarz ludowa do spraw opieki społecznej, nazywana przez Normana Daviesa „apostołką wolnej miłości”), to po to, żeby uzależnić płeć piękną od państwa. Chodziło bowiem nie o dobro kobiet, lecz rozbicie rodziny jako instytucji społecznej stojącej na przeszkodzie radykalnej przebudowie społeczeństwa. Rodzinę bowiem miało zastąpić komunistyczne państwo.

Czy dziś w środowiskach lewicowych nad Wisłą nie można się spotkać z podobnymi pomysłami? To pytanie nabiera znaczenia zwłaszcza wtedy, gdy rodzice słysząc wystąpienia rozmaitych polityków, zaczynają się obawiać, że w szkołach publicznych ich dzieci będą poddawane ideologicznej reedukacji.

A reasumując temat Żołnierzy Wyklętych, to należy zauważyć, że walczyli oni nie tylko o niepodległość Polski. Stawili również dzielnie czoła ideologicznym zarazom, które w zależności od epoki przybierają rozmaite barwy. Nic zatem dziwnego, że są znienawidzeni przez ludzi próbujących wyłuskiwać z komunistycznej utopii projekty emancypacyjne łączące bolszewików ze współczesną lewicą.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
Marynareczka, przez którą dziecko wyzwało mnie od „krasnala”
Cała inteligencja warszawska ubierała się na pchlim targu.
Felietony Poprzednie wydanie
Na dwa tygodnie 1955 roku zmienili Warszawę w radosne miasto
Podczas festiwalu młodzieży nad ulicami zawieszono barwne materie, przykrywając codzienną szarość życia. Ta dekoracja stolicy była jednym z wielkich dzieł Lenicy, Tomaszewskiego i warszawskiej ASP.
Felietony Poprzednie wydanie
Praca w domu
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Blok
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony wydanie 20.03.2020 – 27.03.2020
W razie czego zjecie się nawzajem… Dziennik z zarażonego miasta
Kazali nam pracować z domu. Każdy wie, jak wygląda praca z domu. – E tam, później to zrobię. Albo w ogóle. Kto mi każe? Wirus, i z głowy.