Cywilizacja

Wzywał arcybiskupów do dymisji. Teraz będzie uczyć holenderskich kleryków

W Polsce o. Pawła Gużyńskiego uważano za liberała, w Niderlandach może się okazać bardziej zachowawczy od tamtejszych konserwatystów.

Polscy hierarchowie kościelni mogą spać spokojniej. Dominikanin ojciec Paweł Gużyński OP, wielokrotnie – i bezskutecznie – upominany przez swoich zwierzchników za głoszenie nazbyt wyrazistych, często kontrowersyjnych poglądów, opuścił Polskę. Niepokorny duchowny w czwartek 13 lutego 2020 udał się do Rotterdamu, gdzie zajmie się formowaniem kandydatów na zakonników.

Niech ludzie listy piszą

„Kiedy przed wielu laty byłem aktywistą Amnesty International, słaliśmy do różnych instytucji na całym świecie listy w sprawach prześladowanych osób, aby wytwarzać nieustający nacisk. Robiliśmy to tak długo, dopóki sprawa nie znajdowała jakiegoś sensownego finału” – tymi słowami duchowny rozpoczął wpis na Facebooku na początku sierpnia 2019.

W dalszej części wpisu o. Gużyński zachęcał do słania listów do abp. Marka Jędraszewskiego. Celem akcji miało być skłonienie go do honorowego podania się do dymisji. Dominikański duchowny chciał zmusić metropolitę krakowskiego do odejścia po tym, gdy hierarcha ideologię LGBT nazwał „tęczową zarazą”.
Księgarnia w byłym dominikańskim kościele w holenderskim Maastricht. Fot. Dünzl/ullstein bild via Getty Images
To nie był pierwszy raz, gdy o. Gużyński nawoływał do dymisji biskupa. „Arcybiskupie Głódź, twój czas się skończył” – powiedział w maju tego samego roku, występując na antenie radia Tok Fm (będącego własnością spółki Agora, a więc blisko związanego z „Gazetą Wyborczą”). W tym przypadku przyczyną rezygnacji miały być słowa abp. Głódzia, który na pytanie, czy widział film braci Sekielskich o pedofilii w Kościele, odparł, że „nie ogląda byle czego”. – Chłop zachował się, jakby go granatem od brony oderwało – dosadnie komentował reakcję hierarchy dominikanin.

Były przeor klasztoru dominikanów w Łodzi (2012-2015) – przedtem duszpasterz młodzieży i akademicki w Poznaniu i Rzeszowie – niewątpliwie budzi wiele kontrowersji. Nie sposób mu odmówić odwagi, która jednak czasem zamienia się w brawurę. Jest barwny i wyrazisty, troskę o Kościół wyraża w sposób bezkompromisowy, nie biorąc jeńców, i można się zastanawiać, czy taka retoryka zawsze dobrze służy Kościołowi. Jest bystry i elokwentny, lubi „jechać po bandzie”, więc pewnie niejeden katolik słuchając tyrad o. Gużyńskiego zastanawiał się, czy kapłan nie postradał zmysłów.

Przy tym wszystkim nie brak mu poczucia humoru. I dystansu do siebie – cechy tak bardzo dziś deficytowej. „Kapelan TVN-u” – zażartował niegdyś, przedstawiając się. Juventus w ogłoszeniach parafialnych

Z zawodu o. Paweł Gużyński jest technikiem budowy dróg i mostów.

– O. Paweł posiada także ogromną wiedzę dotyczącą wielu innych dziedzin i chętnie się nią dzieli z ludźmi, którym służy, pozostając przy tym bardzo skromnym. Nie wspomina też prawie wcale o swojej działalności opozycyjnej w młodości, chociaż został za to uhonorowany i odznaczony i miałby do tego prawo – mówi Tygodnikowi TVP o. Tomasz Nowak OP, przeor klasztoru dominikanów w Łodzi.

Zanim został duchownym, o. Gużyński grał również w futbolowej drużynie Elany Toruń. Piłka nożna jest jego wielką pasją. Ma słabość do włoskiej Seria A i Juventusu Turyn. „Starej damie” kibicuje od 1982 roku, kiedy do zespołu dołączył Zbigniew Boniek.

– Czasami zdarza się [obejrzeć mecz na stadionie], ale tylko dlatego, że dobrzy ludzie, przyjaciele coś zasponsorują. Bo ja jako zakonnik nie mam na to pieniędzy. Ale czasami moi przyjaciele dzwonią i mówią: „fundniemy ci bilet, zabierzemy na mecz”. I wtedy się bardzo cieszę – mówił dominikanin w piłkarskim programie Cafe Futbol.

I dodał, że dla niego wspaniałym doświadczeniem kibicowskim („może nawet najsilniejszym”) były mistrzostwa świata w 2006 roku. Gdy Azzurri wygrali turniej, o. Gużyński był właśnie we Włoszech. – To było coś cudownego, jak oni potrafią się tym cieszyć – wspominał.

Duchowny zdradził, że kiedy odprawia mszę świętą, to w informacjach parafialnych ma zwyczaj... zapowiadania meczów zespołu z Turynu. – Na koniec żartuję sobie po piłkarsku. Mówię w ogłoszeniach, że będzie msza, potem o innych uroczystościach… Zapraszamy na to, na tamto… I w pewnym momencie: a w niedzielę wieczorem będzie mecz Juventusu. Proszę oglądać, 20:45.

Dominikanin lubi zresztą nie tylko futbol z Półwyspu Apenińskiego. – Świetnie gotuje i to szczególnie potrawy włoskie, co w klasztorze męskim jest ważnym atutem, a zwłaszcza w Łodzi, gdzie gotujemy sobie sami – dodaje o. Nowak.

Arcybiskup jak gorący kartofel. Sprawa Jana Pawła Lengi

Episkopat Polski ostrzega: „hierarcha wprowadza wiernych w błąd”.

zobacz więcej
Spór o stosunki Kościoła z państwem

Równie chętnie jak piłkę nożną, o. Gużyński komentuje politykę. A zwłaszcza związki Kościoła z polityką, nie szczędząc przy tym ostrej krytyki. W 2017 r. był gościem na festiwalu Jerzego Owsiaka „Przystanek Woodstock”. Opowiadał wówczas, jak – jego zdaniem – Kościół dał się przez obecną władzę zapędzić w kozi róg.

– Kościół jest zakładnikiem układu politycznego, z jakim borykamy się na co dzień. Stał się niestety stroną w sporze politycznym. Między innymi przez to, że pod płaszczykiem religijności, modlitwy, głoszenia Ewangelii, wyrosła nam niestety wewnątrz Kocioła realna siła polityczna z ojcem dyrektorem [Tadeuszem Rydzykiem] na czele, który jest jednym z głównych rozgrywających – oceniał o. Gużyński ze sceny festiwalu.

W podobnym tonie wypowiada się też teraz, już po wyjeździe z Polski. W rozmowie z TVN24 stwierdził, że obecnie największym problem polskiego Kościoła jest jego „złe powiązanie z władzą; zła pozycja Kościoła względem państwa”, a także „niezrozumienie pewnych procesów demokratycznych i ciągła chęć, aby być najwyższą władzą w Polsce”.

Z taką oceną nie zgadza się prof. Michał Wojciechowski, teolog i biblista z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. – O. Gużyński podchodzi do tego problemu w sposób błędny. Oczywiście istnieją liczne powiązania między Kościołem a światem polityki, tyle że nie wynikają one z niczyjej złej woli, lecz z ustroju jaki mamy w Polsce. W kraju, w którym państwo zajmuje się prawie wszystkim, zajmuje się również sferami ważnymi dla Kościoła – mówi teolog w rozmowie z Tygodnikiem TVP. I dodaje, że z tego powodu biskupi, z konieczności, muszą interesować się tym, co robi państwo.

Na co dzień zajmują się zarządzaniem diecezjami, wizytowaniem parafii, a nie polityką. – Niemniej czasem są do tego zmuszeni, jako że wiele spraw, które są ich obowiązkami, wymaga uzyskania zgody pewnych urzędów czy polityków. Poza tym biskupi widzą niebezpieczeństwo, że niektóre środowiska polityczne chcą wyeliminować z życia społecznego nie tyle hierarchię kościelną, co w ogóle ludzi o przekonaniach chrześcijańskich – tłumaczy.

Zdaniem Wojciechowskiego również zarzut o. Gużyńskiego pod adresem Radia Maryja jest chybiony, bo „każdy, kto go trochę posłucha, wie, że sprawy polityczne czy społeczne zajmują tam kilka procent czasu antenowego”.

Czy Pana Jezusa zabili wierzący

Natomiast publicysta Tomasz Terlikowski skłonny jest zgodzić się z o. Pawłem Gużyńskim, że część relacji między polityką a Kościołem w Polsce jest niebezpieczna i niezdrowa. – Przede wszystkim dla Kościoła. Bliskie związki między Kościołem a rządzącą prawicą mogą się odbić bardzo negatywnie na Kościele, i już się odbijają, a odbiją się jeszcze bardziej, kiedy rządząca prawica straci władzę. A kiedyś ją straci. I wtedy za ten sojusz, za korzystanie z pewnego parasola ochronnego przyjdzie Kościołowi drogo zapłacić – mówi Terlikowski.

I dodaje: – Ja, w odróżnieniu od o. Gużyńskiego nie jestem tak ostrym krytykiem władzy, nie uważam, by demokracja czy standardy w Polsce były zagrożone, ale akurat w tej kwestii się zgadzamy. I dobrze, że zwraca on na to uwagę.
Bazylika św. Mikołaja, najważniejsza światynia katolicka w Amsterdamie. Fot. Laszlo Szirtesi/Getty Images
Publicysta zaznacza jednak, że w przypadku o. Gużyńskiego często problemem jest „nieszczęśliwy język, którym się posługuje, bardzo ostry i jednoznaczny, czasem niepotrzebnie antagonizujący”.

Używając takiego właśnie języka o. Gużyński od lat konsekwentnie nie szczędzi krytyki Radiu Maryja. – Z jakiegoś powodu czuje bardzo silną niechęć do tej rozgłośni. Daje temu wyraz od wielu lat. Stosunek do Radia Maryja określił całą jego życiową drogę. Później doszła bardzo silna niechęć do obecnej partii rządzącej, która wepchnęła go w ramiona opozycji politycznej – analizuje Terlikowski.

Rzeczywiście, nietrudno odnieść wrażenie, że zakonnik jawnie opowiada się po jednej ze stron sporu politycznego. Mimo że na wspomnianym Przystanku Woodstock, przekonywał, że jako duchowny powinien mówić swobodnie do ludzi o różnych poglądach, bo „przekaz Ewangeliczny nie jest polityczny”. Mimo że sam poniekąd przestrzegał przed światem polityki, przypominając, że „Pan Jezus został ukrzyżowany z powodu intryg politycznych”, że „stał się zakładnikiem pewnego układu społeczno-historyczno-politycznego”.

Przy okazji o. Paweł Gużyński stwierdził, że to nie ateiści ukrzyżowali Chrystusa, lecz ludzie głęboko religijni, a ten pogląd wywołuje głęboki sprzeciw teologa prof. Michała Wojciechowskiego.

– Pana Jezusa zabili politycy, ale twierdzenie, że zabili go ludzie głęboko wierzący, jest kompletną bzdurą. Politycy wtedy, tak jak i dzisiaj, byli zeświecczeni. Kapłani stojący wówczas na czele Świątyni Jerozolimskiej co prawda mieli szaty kapłańskie, ale de facto byli politykami. Działali jak politycy. Poncjusz Piłat w ogóle był sceptykiem, co deklarował na procesie Jezusa. Powiedział z lekceważeniem: „A cóż to jest prawda?”. Zupełnie to samo mogłoby powiedzieć wielu współczesnych polityków czy dziennikarzy, którzy w żadną prawdę nie wierzą. Akurat ludzie głęboko wierzący słuchali tego, co Jezus mówił. Natomiast politycy postanowili się pozbyć Jezusa, bo im zawadzał – przekonuje profesor.

Chrześcijanie i polityka

Podczas Festiwalu Woodstock o. Gużyński przestrzegał również przed tymi ludźmi Kościoła, którym wydaje się, że „chrześcijaństwo i Kościół polegają na tym, by zdobyć i zdominować świat i ustanowić reguły chrześcijańskie dla wszystkich”. Przyrównał taki świat do obozu koncentracyjnego, w którym rolę kapo pełnią chrześcijanie.

– Fundamentem żywej wiary i więzi z Panem Bogiem jest wolność, inaczej być nie może. Tylko człowiek wolny może wierzyć tak jak trzeba – powiedział zakonnik. I odwołał się do Ewangelii, opowiadający o spotkaniu bogatego młodzieńca z Panem Jezusem. – Bogaty młodzieniec wymiękł jak pasztetówka na słońcu. Nie poszedł za Panem Jezusem. I tu jest clou zagadnienia, że tylko człowiek wolny może być człowiekiem religijnym w najlepszym tego słowa znaczeniu, a to oznacza, że szanującym cudzą wolność. Czy Pan Jezus obraził się na bogatego młodzieńca, kazał wsadzić go do więzienia, czy może zbeształ publicznie? Nie, po prostu dał mu wybór – opowiadał o. Gużyński.

Nie był „zgniłkiem”

Upadek cywilizacji zwiastuje sytuacja, w której kobiety nie chcą rodzić dzieci, a mężczyźni, bronić ojczyzny – twierdził ojciec Innocenty Maria Bocheński

zobacz więcej
Jednak według prof. Wojciechowskiego słowa o chęci zdominowania świata przez Kościół to typowe straszenie dzieci wilkiem, którego nie ma. – Nikt bowiem w Kościele nie planuje, by zdobyć świat na sposób polityczny. Chrześcijanie wiedzą, że chrześcijaństwo czerpie z wolności, a totalitaryzmy są mu wrogie. To rządzący chcą sobie podporządkować chrześcijan, a nie odwrotnie. Tyle że stojąc w obliczu dzisiejszego rozdętego i wszechobecnego państwa trzeba z nim rozmawiać i trzeba się starać o jego chrystianizację. Tylko państwo minimum nie wchodzi w kolizję ze społecznością religijną – zaznacza.

Wykładowca twierdzi, że w życiu codziennym Kościoła, czy to w parafiach, czy na przykład na studiach teologicznych, polityka jest mało obecna. – Obserwując studentów teologii powiedziałbym wręcz, że problemem jest właśnie to, iż ich wiedza społeczna i polityczna jest niewielka. Niemalże nie interesują się tymi sferami – martwi się Michał Wojciechowski.

Po chwili dodaje, że „chrześcijaństwo polskie ma tendencję do zamykania się w życiu sakramentalnym, osobistym, prywatnym”, i że „wręcz za mało wychodzi na zewnątrz, a nie za dużo. Chrześcijanie zostawiają bowiem życie społeczne i polityczne zeświecczonym politykom – a powinni w nie wchodzić, interesować się nim”.

Nieroztropność i pokuta

Za publiczną krytykę wobec Kościoła o. Paweł Gużyński niejednokrotnie był upominany i wzywany – przez o. Pawła Kozackiego OP, prowincjonała Polskiej Prowincji Dominikanów – do roztropności w swoich wypowiedziach. Tak było również po tym, kiedy organizował w mediach społecznościowych akcję mającą zmusić do dymisji abp. Marka Jędraszewskiego.

Zakonnik głosił publicznie, iż namawiał do pisania listów do metropolity krakowskiego, gdyż obawia się, że polski Kościół może zostać wplątany w ewentualne zabójstwo osoby z kręgu LGBT. Nawiązał tym samym do zamieszek na lipcowym marszu równości w Białymstoku, gdzie kontrmanifestanci zaatakowali jego uczestników, a część pobili.

Akcja dominikanina jednak nie spodobała się wielu duchownym, którzy uznali, że o. Gużyński bardzo szkodzi swojemu zgromadzeniu i niszczy jedność Kościoła. „Witaj Paweł. Najdelikatniej to ujmując, chyba trochę nam (dominikanom) namieszałeś. Piszę to zupełnie subiektywnie, obserwując świat, zakon, Kościół z mojej osobistej perspektywy. Chyba solidnie namieszałeś, przynajmniej w Prowincji w Polsce” – tak rozpoczyna się list o. Wojciecha Jezienieckiego OP do o. Pawła Gużyńskiego.
W XXI wieku, do roku do 2018 roku holenderscy dominikanie nie wyświęcili ani jednego duchownego. Sytuacja zmieniła się, gdy przełożonym zgromadzenia został ks. René Dinklo, który zdecydował o powtórnym otwarciu nowicjatu i – od roku 2013 – kształceniu kandydatów na dominikanów w Anglii, w Cambridge. W Holandii jednym z centrów działalności dominikanów Rotterdam. Fot. printscreen/Dominicanen Rotterdam
„Po wydarzeniach agresji w Białymstoku, wydarzeniach nie do przyjęcia – ja też dawałem temu publicznie świadectwo – agresji w Białymstoku na marszu LGBT, co zostało potępione przez Kościół w Polsce, przez indywidualnych kapłanów, zakonników, osoby wierzące świeckie... nagle pojawiasz się medialnie dołączając do grupy intensywnie atakującej abp. Marka Jędraszewskiego, który powiedział Nie (!) dla nauczania ideologii LGBT masowo przekazywanej obecnie na ulicach i w mediach polskich w ostatnich miesiącach. Dobrze jest pamiętać, że o wiele wcześniej dla propagowania nauki ideologii (filozofii życia) LGBT, wyraźne Nie (!) powiedział Papież Franciszek! Dlaczego wtedy medialnie milczałeś? Może już wtedy trzeba było mówić stanowcze swoje nie dla tej nauki Papieża Franciszka? Gdzie był Twój głos, kiedy przedstawiciele LGBT profanowali: mszę (Warszawa), procesję Bożego Ciała (Gdańsk)” – pytał o. Jezieniecki.

W efekcie prowincjonał dominikanów nałożył na o. Gużyńskiego trzytygodniową pokutę w jednym z klasztorów kontemplacyjnych. Można było jednak odnieść wrażenie, że po zakonniku kolejne upomnienia, kary, zakazy wypowiedzi spływają jak po kaczce. Dalej chętnie pojawiał się w mainstreamowych mediach, i dalej nie przebierał w słowach, wypowiadając się na tematy kościelne czy polityczne.

Tomasz Terlikowski uważa, że to właśnie polityka określiła o. Gużyńskiego tak bardzo jednoznacznie. Że zakonnik popełnił błąd wchodząc tak głęboko w rozważania polityczne. Że na przykład jego wypowiedzi na temat aborcji są nieroztropne, i dowodzą tego, iż niestety nie do końca rozumie on specyfikę życia politycznego. – Ale prywatnie bardzo go cenię. Ma dystans do siebie, potrafi ciekawie opowiadać. I jeszcze jedno: nie boi się komentować. A to wcale nie jest takie częste… Wielu polskich duchownych odmawia jakiegokolwiek komentarza, obawiając się tego, że zostanie zaszufladkowana. On tego lęku w sobie nie ma – komplementuje duchownego Terlikowski.

– Owszem, o. Paweł znany jest najczęściej z kontrowersyjnych wypowiedzi dotyczących życia politycznego czy społecznego, ale jako jego współbrat i przełożony muszę przyznać, że w życiu braterskim i trosce o wspólnotę, zarówno w sensie duchowym, jak i materialnym, nie mam mu nic do zarzucenia. A trzeba by uczciwie powiedzieć, że był zaangażowany ponadprzeciętnie i zawsze można było liczyć na jego pomoc – dorzuca o. Tomasz Nowak.

Dominikanin jedzie do Niderlandów

Teraz o. Paweł Gużyński ma spędzić w Holandii 5 lat. Zapewnia, że nie został tam zesłany za karę czy wbrew swojej woli. – Ja przed niczym nie uciekam, tylko oceniłem sytuację i powiedziałem: wolę pracować pozytywnie. Brakowało tam osoby, która wprowadziłaby młodych adeptów w życie dominikańskie. Po tym, jak pomoc nie przyszła z Belgii czy Niemiec, generał zakonu napisał list do polskich braci – mówił w TVN24 zakonnik o przyczynach swojego wyjazdu za granicę.

Były przeor dominikanina zawiózł jego rzeczy do Rotterdamu i spędził tam prawie dwa dni. – Zostaliśmy przez braci z Holandii ogromnie życzliwie przyjęci. Poznałem tamtejszą, dobrze zapowiadającą się wspólnotę. Bardzo się ucieszyli, że polscy dominikanie zechcieli ich wesprzeć w kryzysowej sytuacji personalnej, zwłaszcza, że po wielu latach przerwy zgłosiło się w ostatnim czasie siedmiu młodych braci. O. Paweł, na prośbę ojca prowincjała, zgodził się być wychowawcą braci studentów w Rotterdamie. Jak sam mówił, odczytał zlecenie mu tego zadania jako odpowiedź Pana Boga na jego modlitwę z pytaniem o przyszłość – relacjonuje o. Nowak.

Prowokator w habicie

Terlikowski: Jako duszpasterz jest świetny. Empatyczny, czasem choleryczny i wcale nie tak postępowy, jak może się wydawać. Niestety, gdy staje przed kamerami, wstępuje w niego polityk. I zaczyna się jazda bez trzymanki.

zobacz więcej
Tomasz Rowiński, historyk idei i publicysta kwartalnika „Christianitas”, tłumaczy Tygodnikowi TVP, że sytuacja dominikanów w Holandii jest specyficzna. Wewnątrz zgromadzenia jest wyraźny podział: na braci starszych wiekiem, którzy żyją w sposób bardzo liberalny, zeświecczony, tak jak to wygląda w wielu zakonach w Zachodniej Europie. A także na młodszych duchownych, w wieku ok. 30-40 lat, którzy chcą prowadzić tradycyjne życie zakonne.

Oba odłamy żyją oddzielnie, nie integrują się. – Jeżeli o. Gużyński znajdzie się w grupie młodszych braci, to jestem ciekawy, kto od kogo będzie pobierał nauki życia zakonnego. I czy przybysz z Polski zdoła się dostosować. Należy mu tego życzyć – mówi Rowiński.

Publicysta zwraca uwagę, że wpływ na odradzanie się religijności w Holandii ma prymas i były przewodniczący episkopatu kard. Willem Eijk, który na wiarę ma bardziej tradycyjne spojrzenie. Zreformował on strukturę Kościoła: scentralizował Kościół w ośrodkach eucharystycznych, dzięki czemu na przykład ograniczone zostały eksperymenty liturgiczne. – Po reformie pozostało niewiele parafii, za to dużych, w których biskupi bezpośrednio sprawują pieczę nad liturgią. Hierarchowie, którzy się ostali, również są dosyć konserwatywni jak na europejskie warunki, a niektórzy nawet jak na polskie. Wcześniej w Holandii doszło do tak głębokiego upadku życia religijnego, że zostali niemal wyłącznie ci katolicy, którzy są w pełni świadomi swojej wiary i chcą naprawdę brać udział w życiu Kościoła – mówi Rowiński.

Natomiast Tomasz Terlikowski uważa, że o. Paweł Gużyński, choć w Polsce uważany za kościelnego liberała, w Holandii może bez problemu trafić do grupy tamtejszych bardziej konserwatywnych młodych dominikanów. – Poza stosunkiem do Radia Maryja czy do niektórych kwestii politycznych, na tle zachodniego katolicyzmu może uchodzić za zwykłego centrystę. A nawet, porównując go do dominikanów z wielu krajów zachodnich, można go scharakteryzować jako umiarkowanego konserwatystę – uważa publicysta.

– Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: O. Paweł Gużyński jako przeor klasztoru oo. Dominikanów w Łodzi w 2013 roku. Fot. PAP/Grzegorz Michałowski
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Jak koronawirus zmieni świat?
Jeżeli pandemia potrwa dłużej, to miasta czekać będzie stopniowe wyludnianie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Czary-mary, czyli co na pewno nie pomoże na COVID-19
Żerowanie na strachu.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Spis zarażonych celebrytów
Koronawirus jest egalitarystą. Zapisuje na swoją listę kolejnych słynnych sportowców, aktorów, piosenkarzy, a nawet członków rodzin królewskich.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Nie tylko pandemia koronawirusa. Świat cyklicznie nawiedzają...
Nauka mogłaby płynąć z historii. Mogłaby, gdybyśmy ją znali.
Cywilizacja wydanie 20.03.2020 – 27.03.2020
COVID-19 uśmierca sport
Gdy cały świat odwołuje imprezy na stadionach, Chińczycy właśnie rozpoczęli sezon lekkoatletyczny.