Cywilizacja

Do czego Putinowi są potrzebni „terroryści” z Sieci?

Aresztowanych łączyły wyłącznie upodobania do wycieczek, paintballu i wegetarianizmu. Śledczym z FSB to wystarczyło. Okazało się, że te zainteresowania to nic innego jak tajne ćwiczenia strzeleckie i przygotowania do „godziny Cz.”, czyli zgładzenia Władimira Putina. I nie miało znaczenia, że sądzeni nie byli w stanie ujawnić – nawet po zastosowaniu obiecujących technik przesłuchania z użyciem generatorów prądu – żadnego planu napaści na władze czy innych aktów terroru.

Strajk – takie kartki wywieszone na drzwiach kilkunastu petersburskich, moskiewskich, permskich, jekaterynburskich, a nawet iżewskich księgarni mogli przeczytać w połowie ubiegłego tygodnia klienci. Personel tych przybytków, w Rosji nadal traktowanych jak instytucje kultury, a nie miejsca, gdzie handluje się książkami, postanowił zaprotestować przeciwko „sprawie Sieci”. Pracownicy księgarni zdecydowali, że wyjdą na zewnątrz i staną w jednoosobowych pikietach protestacyjnych.

Podobnie jak setki, a może nawet tysiące mieszkańców Moskwy, którzy w weekend ustawiali się w rozciągniętych na setki metrów kolejkach, aby protestować nieopodal budynku FSB.

Ze specjalnym oświadczeniem wystąpiła grupa pisarzy. „Obywatele naszej ojczyzny – pisali – stanęli przed pytaniem, czy właściwie żyjemy? Oczywiście każdy odpowiedzialny człowiek stale zadaje sobie podobne pytania. Ale dzisiaj stanęło ono przed nami z całą swą brutalną oczywistością”. List podpisało już kilkaset osób.


Z osobnymi interwencjami wystąpili deputowani do Dumy z niewielkiego ugrupowania „opozycji systemowej” Sprawiedliwa Rosja i kilkudziesięciu radnych z Petersburga, a także organizacje psychologów, studenci i pracownicy naukowi, nawet afiliowany przy prezydencie Federacji Rosyjskiej Komitet ds. Praw Człowieka wystąpił z prośbą, aby ponownie przeanalizować „sprawę Sieci”. O co chodzi?

Powiązani z ISIS, PKK czy Nawalnym?

10 lutego sąd wojskowy w Penzie skazał sześciu młodych ludzi, anarchistów i antyfaszystów, jak sami się określali, na drakońskie – nawet jak na rosyjskie realia – wyroki. Czterem z nich wymierzono kary 18, 14, 13 i 10 lat kolonii karnej o obostrzonym reżimie, a dwóm 9 i 6 lat zwykłej odsiadki. Wszyscy oskarżeni zostali o stworzenie organizacji terrorystycznej o nazwie Sieć, której zamiarem, jak dowodziła prokuratura, było zbrojne obalenie władzy. Komórki tej nielegalnej organizacji miały istnieć w Moskwie, Petersburgu, Penzie, Omsku i na Białorusi.
Protest w obronie młodych ludzi skazanych w słynnej „sprawie Sieci” 19 lutego odbył się w Jekaterynburgu. Fot. Donat Sorokin\TASS via Getty Images
Problem polega jednak na tym, że – jak dowodzą oskarżeni, którzy zresztą nie przyznali się do winy – zeznania wymuszono na nich torturami, cały akt oskarżenia został sfabrykowany, a istnienie organizacji jest wymysłem śledczych. Poza tym sądzeni, u których nie znaleziono broni, w większości poznali się dopiero na ławie oskarżonych.

Cała sprawa zaczęła się od aresztowania w październiku 2017 roku w Penzie Jegora Zorina, którego przesłuchiwano, rażąc prądem. To on właśnie ujawnił istnienie „organizacji” i to od jego zeznań zaczęły się aresztowania. Później prokuratura wycofała oskarżenia wobec Zorina.

Następnym zatrzymanym był Igor Szyszkin. On potwierdził przesłuchującym go nie tylko istnienie organizacji i jej zamiary, ale również ujawnił nazwiska wszystkich, którzy ostatecznie zasiedli na ławie oskarżonych. Szyszkin, na którego ciele w trakcie obdukcji znaleziono „ślady rażenia prądem”, liczne siniaki, a jedna ze ścianek oczodołu była złamana, zawarł z prokuraturą ugodę i przystał na karę 3,5 roku więzienia.

Podłączają im prąd do genitaliów, duszą, wieszają głową w dół, zamykają z fekaliami. Po torturach niewinni zeznają, co chce FSB

„Z bólu tak zaciskałem zęby, że całe usta miałem we krwi” – opowiadał osadzony w areszcie 26-latek. „Zostały mi tylko dwa zęby, wszystkie pozostałe wypadły. Znalazłem się w piekle”.

zobacz więcej
Dmitrij Pczelincew, anarchista uznany za lidera organizacji przekonuje jednak media, że „sprawa Sieci” narodziła się „przy okazji”. W 2017 roku władze wyłapywały uczestników ruchu Artpodgotowka Wiaczesława Malcewa (dziś na emigracji). Wtedy zatrzymano także ich. Funkcjonariusze FSB uznali, że penzeńskich aktywistów uda się wpisać w dochodzenie związane z ruchem Malcewa.

Problem polegał jednak na tym, że zatrzymani w Penzie to lewicowi anarchiści, a zwolennicy Malcewa sami określali się mianem rosyjskich nacjonalistów. Ponieważ trudno było połączyć ogień z wodą, w związku z tym anarchistów pozostawiono „na później”, a potem ktoś postanowił wykreować inną terrorystyczną organizację.

Jak mówi Pczelincew najpierw byli oni przesłuchiwani w związku z oskarżeniami, że tworzą komórki ISIS (tzw. Państwa Islamskiego), potem kurdyjskiej PPK (Partii Pracujących Kurdystanu), a nawet powołanej przez Aleksieja Nawalnego Fundacji Walki z Korupcją. Wreszcie władze najwyraźniej uznały za celowe wykreować lewicową organizacje terrorystyczną.

Dziury w akcie oskarżenia

Jak dowodzą dziennikarze „Nowej Gaziety” opisującej historię zbudowanie organizacji terrorystycznej składającej się z aresztowanych nie było wcale łatwe. Choćby dlatego, że większość oskarżonych, za wyjątkiem dwójki z nich, którzy nie rozmawiali ze sobą od 2015 roku z powodu konfliktu o dziewczynę, nawet się nie znało i po raz pierwszy spotkali się w sali sądu już w trakcie procesu. Jedyne, co ich łączyło, oczywiście prócz tego, że byli lewicującymi anarchistami, to upodobania do wycieczek, paintballu i wegetarianizmu.
Drakońskie - nawet jak na warunki rosyjskie - kary oburzyły wielu Rosjan. Na zdjęciu: protest, jaki 2 lutego odbył się w Moskwie. Kobieta trzyma baner ze zdjęciem Wasilija Kuksowa skazanego na 9 lat więzienia. Fot. Alexander Shcherbak\TASS via Getty Images
Śledczym z FSB to wystarczyło. Okazało się, że te zainteresowania to w gruncie rzeczy nic innego jak tajne ćwiczenia strzeleckie i przygotowania do „godziny Cz.”, czyli zgładzenia Władimira Putina.

I nie miało znaczenia, że sądzeni nie byli w stanie ujawnić – nawet po zastosowaniu obiecujących technik przesłuchania z użyciem generatorów prądu – żadnego planu napaści na władze czy aktów terroru.

Prokurator poradził sobie z tym problemem dość łatwo: po prostu w akcie oskarżenia stwierdził, co cytują rosyjskie media, że „w nieustalonym miejscu, w nieustalonym czasie i w nieustalonych w śledztwie okolicznościach, razem z nieustalonymi osobami, kierując się ideologią anarchizmu, planowali oni zorganizowanie” – również nieustalonych – aktów terroru.

To wystarczyło, aby w Rosji Putina skazać młodego człowieka na 19 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze.

To nie jedyne dziury w akcie oskarżenia, o których piszą rosyjskie media. Pczelincewowi najpierw zarzucano, że przystąpił do organizowania grupy w 2013 roku, ale kiedy okazało się, że odbywał wówczas służbę wojskową, skorygowano wersję, pisząc, iż stało się to „nie później niż w 2015 roku”.

Czy represje wystarczą, aby zatrzymać nadciągającą falę? Sfrustrowani Rosjanie mają głos

To, jaki jest stan nastrojów w Rosji musiało dotrzeć na Kreml, bo w przedwyborczym tygodniu postanowiono nieco poluzować śrubę.

zobacz więcej
Broń, która miała służyć do przeprowadzenia zamachów (kij bejsbolowy i granaty), znaleziono w niezamkniętych samochodach należących do skazanych, a pistolet Makarow, odkryty pod łóżkiem w mieszkaniu jednego z nich, nie miał żadnych biologicznych śladów ani odcisków palców rzekomego właściciela. Zresztą najpierw do mieszkania wszedł funkcjonariusz FSB, a właściwa rewizja zaczęła się dopiero po kilku minutach.

Statut nielegalnej organizacji terrorystycznej Sieć pojawił się na twardym dysku komputera jednego z oskarżonych już po jego aresztowaniu, a we wszechrosyjskim zjeździe organizacji, którego celem, jak twierdzą oficerowie FSB było przygotowanie się do obalenia władzy, uczestniczyć mógł tylko jeden z osądzonych. Inni mają alibi.

Już w trakcie procesu sędziowie nie przejawiali specjalnej ochoty, aby brać pod uwagę liczne dowody na wymuszanie zeznań szantażem, groźbami i biciem ani to, że świadkowie oskarżenia wycofywali wcześniejsze zeznania.

Akt oskarżenia zbudowano w oparciu o zeznania anonimowych świadków –prowokatorów, którzy występowali pod „zwierzęcymi” nazwiskami: Lisin, Wołkow, Zajcew. Inni „świadkowie” to współwięźniowie z aresztów skłonni powiedzieć przeciw oskarżonym wszystko, czego oczekują prokuratorzy. Nawet takie niedorzeczności, jak to, że jeden z oskarżonych (mający dziś 25 lat) w latach 90. był zaangażowany w tajny ruch anarchistyczny w Rosji.

Czego chcą Rosjanie?

Rosja, a przynajmniej jej świadoma część, gdy dowiedziała się, jak wielu, najdelikatniej mówiąc, „nieprawidłowości” dopuszczono się, przygotowując akt oskarżenia, najpierw oniemiała, a potem usłyszawszy o drakońskich wyrokach, zaczęła protestować.

Na prowincji represje zawsze były brutalniejsze, a bezczelność ludzi w mundurach większa. Jednak tym razem skala protestów może świadczyć, że to nie tylko sprzeciw wobec niesprawiedliwości i nadużywania władzy. Obawy protestujących ufundowane są na czymś jeszcze. W grę wchodzić może – widoczny z perspektywy Moskwy czy Jekaterynburga, a słabiej z Zachodu – kierunek ewolucji rosyjskiego systemu władzy, jej świadoma polityka, której proces w Penzie jest tylko zwiastunem.
Władimir Putin, choć ma coraz gorsze wyniki w rankingu zaufania, to jego pracę Rosjanie wciąż oceniają wysoko. Fot. ALEXEI DRUZHININ/SPUTNIK/KRE /EPA/AP
Aby więc odpowiedzieć pytanie, na czym zmiany mogą polegać, trzeba nieco uwagi poświęcić badaniom rosyjskiej opinii publicznej. Tradycyjnie czytając ich wyniki, koncentrujemy się na spadających notowaniach Władimira Putina i partii władzy – Jednej Rosji oraz na tym, jak oceniana jest polityka rządu: w latach ubiegłych Dmitrija Miedwiediewa, a obecnie Michaiła Miszustina. Naszej uwadze umyka zaś ważniejsza kwestia, a mianowicie to, jakiej Rosji chce większość ankietowanych, za jakimi rozwiązaniami się opowiadają, a więc jakie przesłanie społeczne oraz polityczne może trafić do rosyjskich wyborców.

To o tyle istotne, że w rozpoczętym przez Putina 15 stycznia procesie transmisji władzy będziemy mieli do czynienia z kilkoma głosowaniami: najpierw, jeszcze w tym roku w referendum konstytucyjnym, a jesienią w wyborach uzupełniających do Dumy, potem będą wybory powszechne i wreszcie prezydenckie, planowane na 2024 rok. Innymi słowy rosyjski kalendarz wyborczy jest gęsty, oczywiście jeśli wypadki nie ulegną przyspieszeniu. Tym istotniejsze jest więc to, czego dziś chce rosyjska opinia publiczna.

Latem 2017 roku moskiewskie Centrum Carnegie przeprowadziło badania, których celem była próba uzyskania odpowiedzi na pytanie, czy Rosjanie są gotowi na zmiany i w jaką stronę powinna ewoluować sytuacja w ich ojczyźnie.

Siedem godzin, które wstrząsnęły Rosją. Czyli jak Putin zostaje dożywotnim „przywódcą narodu”

Zapowiedział radykalne zmiany w konstytucji. Poważne ograniczenie kompetencji prezydenta oznacza, że to stanowisko już go nie interesuje.

zobacz więcej
Socjologowie, którzy interpretowali wyniki, dziś mówią, że wtedy uderzyło ich z jednej strony to, że chociaż większość ludzi opowiadała się za zmianami (42 proc. radykalnymi, 41 proc. stopniowymi), to jednak ich oczekiwania, jaki kształt przybierze Rosja przyszłości były dość mgliste – może poza powszechnym przeświadczeniem, że władze w większym stopniu niż wcześniej powinny skoncentrować uwagę na sprawach wewnętrznych. A to dlatego, że etap odzyskiwania przez Federację Rosyjską międzynarodowej pozycji większość ankietowanych uznała za zakończony, z powodzeniem zresztą.

W powtórzonym rok później badaniu przybyło zwolenników zmian radykalnych, których było już 57 proc. Do 25 proc. zmniejszyła się liczba ludzi chcących ewolucyjnej zmiany. Ale nadal trudno było powiedzieć coś więcej na temat tego, jakiego państwa oczekują Rosjanie.

W następnych miesiącach nastąpiła jednak istotna zmiana. Po pierwsze, po nasileniu jesienią 2018 roku fali represji liczba tych, którzy wierzyli w model określany mianem „autorytarnej modernizacji” w istotny sposób spadła. Ludzie nie mają złudzeń, władza, jeśli czegoś chce, to raczej nie jest to unowocześnienie kraju, nawet za cenę blokowania swobód obywatelskich. Dlatego w następnych miesiącach do historycznych minimów spadł ranking zaufania do Władimira Putina, któremu dziś wierzy jedynie 35 proc. Rosjan, podczas gdy w listopadzie 2017 było to 59 proc.

Przy okazji warto wyjaśnić inny fenomen obserwowany w królestwie rosyjskiej opinii publicznej – wciąż utrzymuje się bardzo wysoki, bo przekraczający 60 proc., wskaźnik tych, którzy dobrze oceniają pracę Putina.

Ten paradoks – niski poziom zaufania do Putina i wysokie oceny jego pracy – zdaniem socjologów związany jest z faktem, że w rosyjskich realiach te ostatnie związane są z polityką zagraniczną, czyli z tym, jak Putin reprezentuje Rosję na zewnątrz, w jaki sposób odbudowuje jej mocarstwową pozycję. Zaufanie zaś pozostaje w ścisłej relacji z tym, jak Rosjanie oceniają bieg spraw wewnętrznych.
Opoką systemu są m.in. mieszkańcy Moskwy. Na zdjęciu: moskiewski sklep w Zaułku Stoleszników, jednej z najdroższych ulic świata. Fot. PAP/ITAR-TASS
Jeśli zaś idzie o tych, którzy chcą w Rosji zmian, to w tej grupie też nastąpiły istotne i ważne zmiany. Już nie tylko młodzież i inteligencję można zaliczyć do „obozu zmiany”, ale również przedsiębiorców, klasę średnią i robotników. Opoką systemu pozostali ludzie w wieku 55+ oraz najsłabiej wykształceni i, co ciekawe, mieszkańcy Moskwy.

Wyższe pensje, niższe ceny, lepsza edukacja...

Dojrzewać też zaczął konsensus wokół tego, jakich zmian chcą Rosjanie. W większości można je zaliczyć do spraw socjalnych, takich jak podniesienie wynagrodzeń, obniżenie czynszów i cen na leki, poprawa poziomu medycyny, edukacji czy wykorzystania dobrej sytuacji rosyjskiego budżetu do podniesienia poziomu życia najbiedniejszych. Ale również wzmocnił się pogląd, że należy podnieść podatki tym, którzy najlepiej zarabiają i na serio chcą walczyć z korupcja w obozie władzy.

Znacznie mniej jest tych, którzy są zatroskani stanem wolności w Rosji, jakością demokracji czy swobód obywatelskich.

Na tej podstawie socjologowie wyciągają wniosek, iż kształtować się zaczyna zapotrzebowanie na lewicową alternatywę wobec obecnej władzy, która postrzegana jest jako ultraliberalna. Nowy konsensus dotyczy jednak niemal wyłącznie kwestii wewnętrznych. W wymiarze międzynarodowym polityka Putina jest generalnie uznawana za skuteczną i dobrą dla kraju.

Tę zmianę nastrojów widać również w badaniach preferencji partyjnych. W styczniu partia Komuniści Rosji po raz pierwszy przekroczyła próg 5 proc. poparcia, niezbędny, aby wejść do Dumy Państwowej. Formacja, która określa się mianem „leninowskiej” jest radykalną alternatywą wobec „legalnych” komunistów z KPFR Giennadija Ziuganowa, których leninowcy postrzegają jako zadowolonych z życia beneficjentów systemu, będących w istocie częścią obozu władzy.

Krew na ulicach Moskwy… Władza gotowa jest wsadzać opozycjonistów do więzień na lata

Czy obóz Putina „trenuje” zarządzanie w realiach stanu wojennego?

zobacz więcej
Ciekawe wyniki badacze uzyskali, pytając, czyje doświadczenia warto przenieść do współczesnej Rosji. Tu największą liczbę zwolenników (18 proc.) ma „opcja chińska”, na drugim miejscu (12 proc.) znajdują się ci, którym podoba się Białoruś, Niemcy jako wzór znalazły się dopiero na trzecim miejscu (10 proc.).

Odpowiedzi na inne pytania zadane w badaniu utwierdziły tylko socjologów w przekonaniu, że Rosjanom podoba się model paternalistycznego państwa autorytarnego, wielkiego mocarstwa, w którym władza troszczy się o obywateli, sama hołdując modelowi umiarkowanej konsumpcji i epatowania zamożnością. A to, z grubsza rzecz biorąc, oznacza, że gdyby poprawiła się sytuacja socjalna, czyli wprowadzono by politykę, którą zwykliśmy określać mianem lewicowej przy zachowaniu mocarstwowej pozycji Rosji, to nastroje zaczęłyby się poprawiać.

I to, jak się wydaje, do pewnego stopnia wyjaśnia, dlaczego Władimir Putin w trakcie styczniowego wystąpienia przed Radą Federacji, kiedy zapowiedział reformę rosyjskiej konstytucji i systemu sprawowania władzy, większość czasu poświęcił kwestii zmian polityki socjalnej. Władza chce po prostu odpowiedzieć na realne zapotrzebowanie.

Ale z drugiej strony wyjaśnia też postępowanie wobec Sieci. Chodzi bowiem nie tylko o pokazanie „twardej ręki”, co może się nadal w Rosji podobać sporej grupie ludzi, ale również, a może przede wszystkim, związane jest z dążeniem do zablokowania możliwości rozwoju lewicowej alternatywy (nawet jeśli jest ona w fazie wstępnej i słabo rozwiniętej) wobec obozu władzy.

Putin toleruje funkcjonowanie radykalnej opozycji nacjonalistycznej, nawet szermującej hasłami socjalnymi, ale stanowczo walczy z opozycyjnymi formacjami identyfikującymi się z lewicą. Tych, których nie jest w stanie przeciągnąć na swoją stronę (np. budując potiomkinowskie formacje w rodzaju Sprawiedliwej Rosji), zamyka w więzieniach z wieloletnimi wyrokami, nawet jeśli cenę jest chwilowe wzburzenie opinii publicznej i fala protestów.

Po lewej stronie nie może być autentycznej alternatywy wobec obozu władzy. Ta polityka dotąd działała, pytanie tylko, czy tym razem Władimir Władimirowicz nie przesadził.

– Marek Budzisz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

18.01.2020
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Jak koronawirus zmieni świat?
Jeżeli pandemia potrwa dłużej, to miasta czekać będzie stopniowe wyludnianie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Czary-mary, czyli co na pewno nie pomoże na COVID-19
Żerowanie na strachu.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Spis zarażonych celebrytów
Koronawirus jest egalitarystą. Zapisuje na swoją listę kolejnych słynnych sportowców, aktorów, piosenkarzy, a nawet członków rodzin królewskich.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Nie tylko pandemia koronawirusa. Świat cyklicznie nawiedzają...
Nauka mogłaby płynąć z historii. Mogłaby, gdybyśmy ją znali.
Cywilizacja wydanie 20.03.2020 – 27.03.2020
COVID-19 uśmierca sport
Gdy cały świat odwołuje imprezy na stadionach, Chińczycy właśnie rozpoczęli sezon lekkoatletyczny.