Historia

Za mundurem córki sznurem: Jadwiga Piłsudska, Zofia Sikorska i Janina Dowbor-Muśnicka

Po słynnych ojcach odziedziczyły nie tylko nazwisko, ale i wojskową pasję oraz odwagę. Jadwiga została jedną z pierwszych Polek w brytyjskich siłach powietrznych. Zofia jeszcze w trakcie kampanii wrześniowej zaczęła tworzyć ruch oporu. Janina to rekordzistka Europy w skoku ze spadochronem, która jako pierwsza kobieta na świecie pokonała wysokość 5 kilometrów.

„Nocny marszałek” – tak mógłby o sobie żartobliwie powiedzieć Józef Piłsudski. Ślęczący, często niemal do świtu, nad raportami w Belwederze, znajdował jednak czas dla swoich dwóch córek. Chwile spędzane z nimi w biegu, między przyjmowaniem delegacji a spotkaniami z państwową, sanacyjną elitą, nie mogły być długie, ale jak mawiał Komendant, musiały być intensywne. I były, szczególnie, gdy czas upływał im…na układaniu pasjansów.

Z nieodłączną szklanką herbaty i talerzem krakersów Piłsudski uczył Wandę (ur. 1918 r.) i Jadwigę (1920), czym jest „warkocz Wenery” i czym różni się od „prześcieradła” i „ogonków”.

Efekt? „Któregoś razu stałam ze stryjem i patrzyliśmy, jak ojciec kładł pasjansa. W pewnym momencie się zawahał. Zdobyłam się na odwagę i mówię: «Tatusiu, to tutaj trzeba położyć ». Ojciec posłuchał się i szybko przełożył kartę” – będzie po latach wspominać Jadwiga Piłsudska.
Zofia Sikorska (ur. 1912 r.), podobnie jak Jadwiga Piłsudska dzieliła z ojcem pasje. Tyle że nie do kart, a do koni – gdy generał Sikorski bywał w majątku w podinowrocławskim Parchaniu, odbywali wspólne przejażdżki.

O ile Piłsudski i Sikorski rozpieszczali córki, o tyle Dowbor-Muśnicki wychowywał swoje pociechy silną ręką. Być może nawet w domu nie potrafił się pozbyć mentalności wojskowego, a może jeszcze stwardniał po śmierci żony (generałowa zmarła w 1920 roku) – w każdym razie jego nastoletnia córka, Janka (ur. 1908 r.) najczęściej od niego słyszała słowa: „sport” i „dyscyplina”. Godziny spędzone w siodle, na nartach i na basenie się opłaciły – generałówna wyrosła na wysportowaną i pewną siebie kobietę („babę w portkach”, jak mawiali sąsiedzi). Choć zajęcia sportowe zajmowały lwią część jej czasu, znajdowała czas i na kulturę. Przez jakiś czas w Poznaniu studiowała w Państwowym Konserwatorium Muzycznym, śpiewała w kinie „Muza”, a nawet wystąpiła gościnnie (jako piosenkarka) w kabarecie.

Silny wrażliwy człowiek

Początkowo nawoływał do kompromisu i zgody. Dopiero po zamachu na Narutowicza stał się wobec przeciwników bezwzględny. 150 lat temu urodził się Józef Piłsudski.

zobacz więcej
Dowbor-Muśnicki uznał to za plamę na rodzinnym honorze – awantura z córką skończyła się jej dwuletnią nieobecnością w rodzinnym majątku.

Matura z jeździectwa i jeden lot

Z głową w chmurach? Taki los Jagoda Piłsudska wymarzyła sobie już jako dwunastolatka, składając pierwszy model samolotu. Na te zainteresowania córki Marszałek patrzył przez palce. Sam wolał spędzać niedziele z dziećmi przy projekcjach disneyowskich kreskówek niż na dyskusjach o lotnictwie.

Nie doczekał zresztą chwili, gdy Jadwiga po raz pierwszy wzbiła się w powietrze – zmarł w 1935 roku, a młodsza panna Piłsudska kurs szybowcowy odbyła dwa lata później. Żmudne treningi za sterami szybowca przyniosły efekty: do 1939 roku Jadwiga jako najmłodsza w Polsce uzyskała wszystkie kategorie szybowcowe, w tym najwyższą kategorię D.

Na początku powietrzną pasję łączyła z pociągiem do munduru. Lato 1936 roku spędziła jako uczestniczka obozu Przysposobienia Wojskowego Kobiet. Pod okiem Marii Wittek – po latach pierwszej kobiety-generał Wojska Polskiego – nabrała wprawy w rozstawianiu namiotów, posługiwaniu się bronią i przepływaniu wpław Niemna...
Zofia Sikorska pozostawała wierna jeździectwu. W pewnym momencie zaczęła wręcz pomieszkiwać w stajni. Jak wspominała gosposia Sikorskich Czesława Budziszewska, konie „tak ją znały, że kiedy tylko przekroczyła próg stajni w Parchaniu, rżały wszystkie na potęgę – jak na komendę”.

Ponieważ na swojej skarogniadej Pilicy Zofia „jeździła jak Tatar”, musiały nadejść sukcesy sportowe. Wystarczy wspomnieć I miejsce w zawodach hippicznych w 1931 roku, które jej ojciec uznał za osiągnięcie równe zdaniu matury – jak pisał w liście do Ignacego Jana Paderewskiego.
Co ciekawe, jedną z nagród Zosia odebrała z rąk żony Marszałka, Aleksandry Piłsudskiej, która wygłosiła pod adresem panny Sikorskiej wiele ciepłych słów.

I chociaż Zofii z wojskiem nie było szczególnie po drodze, wciąż przebywała w żołnierskim otoczeniu. Nie tylko za sprawą ojca generała, ale z czasem również męża Stanisława Leśniowskiego, porucznika, inżyniera i właściciela ziemskiego.

Ich ślub odbył się w 1936 roku. Ponieważ za mąż wychodziła panna „z towarzystwa”, uroczystość była wydarzeniem, o którym pisali dziennikarze. Młodą parę błogosławił ks. Władysław Pilin, były dziekan armii polskiej z czasów obrony Lwowa (1918-1919). Wśród dobrze urodzonych gości nie mogło zabraknąć robotników majątku w Parchaniu.
Gdy młoda Sikorska zmieniała nazwisko na Leśniowska, Janina Dowbór-Muśnicka była już uznaną pilotką. W jej przypadku, parafrazując piosenkę Andrzeja Dąbrowskiego, do zakochania wystarczył jeden lot. Konkretnie szybowcowy pokaz na poznańskim lotnisku Ławica, na który Janinę zabrał brat, Olgierd – uczestnik kursu lotnictwa. Fascynacja, upór, ale i przekora („Skoro nie mogę być śpiewaczką operową, zostanę lotniczką!”), sprawiły, że córka dowódcy powstania wielkopolskiego szybko pokonywała kolejne szczeble podniebnej kariery.

Kategorią szybowcową C zwieńczyła kurs w bieszczadzkiej Bezmiechowej (tam szkoliła się też Jadwiga), potem przyszła kolej na uprawnienia pilota motorowego oraz na nowy rozdział w historii…polskich skoków spadochronowych.

Prezydent nie chce ustąpić. Mission impossible generała

Kolejne próby godzenia emigracyjnych polityków przypominały łączenie ognia z wodą.

zobacz więcej
W 1930 roku 22-letnia Janina Dowbor-Muśnicka wygrała międzynarodowy konkurs w tej dyscyplinie. Ba, pobiła rekord Europy, skacząc z wysokości 5 kilometrów!

Marzenia w gruzach

Plany Jagody Piłsudskiej o studiach na Wydziale Mechanicznym Politechniki Warszawskiej legły w gruzach września 1939 roku. Zamiast w uczelnianych murach jesień upłynęła jej na walizkach: przez Wilno, Kowno, Rygę i Sztokholm trafiła wraz z matką i siostrą do Londynu.

Rozpoczęła wprawdzie studia architektoniczne w Cambridge, ale nie porzuciła myśli o lataniu. Zaczęła się starać o przyjęcie do ATA – służby pomocniczej Królewskich Sił Powietrznych (RAF), odpowiadającej za „wojskowy transport lotniczy”. Pod tym pojęciem kryło się dostarczanie samolotów – uszkodzonych do warsztatów, naprawionych do jednostek bojowych, a także przeloty z pasażerami, lotnikami RAF-u.

Wadą jednostki było to, że piloci latali samolotami wojskowymi bez radia, często wyeksploatowanymi do granic rozsądku. Zaletą – że przyjmowano również kobiety (w szczytowym momencie służyło ich tam około 150), które zyskiwały stopnie oficerskie i żołd równy kolegom. Panna Piłsudska do ATA została przyjęta w 1942 roku.
Zofię II wojna światowa zastała w Osmolicach, posiadłości teściów i tam, 7 września spotkała się z rozgoryczonym ojcem. Generał Sikorski nie miał powodów do radości – sytuacja Polski z godziny na godzinę się pogarszała, a Naczelny Wódz, marszałek Edward Rydz-Śmigły, konsekwentnie ignorował jego starania o przydział. Później Sikorski zrewanżuje się sanacji, przykładając rękę do wojny polsko-polskiej na emigracji… Ale to już zupełnie inna historia.

Na razie w Osmolicach generał zleca córce tworzenie ruchu oporu – tym samym Zofia stanęła na czele Organizacji Wojskowej, pierwszej konspiracyjnej jednostki na ziemiach polskich. Co więcej, jej warszawskie mieszkanie w ciągu kilku tygodni stało się jednym z najważniejszych punktów na mapie podziemia, głównie za sprawą awansów ojca (od 30 września premier, od 7 listopada Naczelny Wódz). To ona gościła kurierów znad Sekwany przekazujących krajowym władzom rozkazy Sikorskiego.
Janina Dowbor-Muśnicka (w środku) w czasach, gdy próbowała zrobić karierę śpiewaczki. Fot. NAC
A Janina? W czerwcu 1939 roku wyszła za mąż za instruktora pilotażu, Mieczysława Lewandowskiego. Lipiec można w jej biografii określić mianem miesiąca „miodowego”. Ze świeżo poślubionym mężem spędziła krótki urlop w Bieszczadach. Ale już w sierpniu młoda pani Lewandowska uczestniczy w szkoleniu żołnierskim w Poznaniu – zorganizowanym dla członków tamtejszego aeroklubu. Nim na Warszawę spadną pierwsze bomby, do jej rąk trafi karta mobilizacyjna. Przydział: 3 Pułk Lotnictwa.

Zdąży jeszcze kupić węgiel na zimę i pożegnać się ze schorowaną babcią. Na pożegnanie z mężem zabrakło czasu – minęli się o kilka godzin.

Na początku września jej towarzyszami w wojennej tułaczce zostali dwaj koledzy z aeroklubu. Po kilku dniach cała trójka dołączyła do pułku. Na krótko: na wieść o agresji ZSRR 17 września 1939 roku znajomi zdecydowali się uciekać (zarekwirowanym mercedesem) w stronę granicy węgierskiej.

Janina nie uległa namowom, została z jednostką i 22 września dostała się do sowieckiej niewoli.

W niewoli i na emigracji

Gdyby młodsza córka Marszałka została marynarzem, można by rzec, że została rzucona na głęboką wodę. Ale ponieważ wybrała lotnictwo, toteż czekał ją solidny skok wzwyż – natychmiast po przyjeździe na lotnisko szkoleniowe ATA odbyła lot z instruktorem. Test się powiódł i panna Piłsudska oficjalnie zadebiutowała w służbie pomocniczej RAF-u.
Najpierw latała leciwym, szkolnym dwupłatowcem tiger moth. Lepsze maszyny, w tym legendarne spitfire’y, czekały na nią po odbyciu kolejnych kursów pilotażu – drugiej, a potem trzeciej klasy. Paradoksalnie, latanie „na ślepo”, jedynie przy pomocy przyrządów, okazało się dla marszałkówny łatwiejsze niż dla brytyjskich koleżanek. W szybowcach też nie było radia.

Z czasem Jadwiga dosłużyła się stopnia porucznika i zyskała prawo do transportu nowych maszyn z fabryk na lotniska.


Tymczasem Zofia, gdy już wyjaśniły się losy jej męża (dostał się do niemieckiej niewoli), w styczniu 1940 roku zdecydowała się na emigrację do Paryża. Dotarła tam przez Włochy, z „prezentami” w postaci szyfrów i raportów, ale i na francuskiej ziemi nie zagrzała długo miejsca. Atak Wehrmachtu wymusił kolejną ewakuację, tym razem przez Hiszpanię do Wielkiej Brytanii. Nie obyło się bez kłopotów – na granicy hiszpańsko-francuskiej polskie samochody wojskowe, w tym pojazd z Zofią, zostały wstrzymane przez hiszpańskich celników. Pomogła dopiero interwencja generała Franco.
Zofia Leśniowska, prawa ręka generała Sikorskiego z jego adiutantami: por. pilotem Czesławem Główczyńskim (z lewej) i por. marynarki Józefem Ponikiewskim. Rok 1942. Fot. NAC
Nad Tamizą młoda Sikorska odbyła krótki kurs oficerski, ale nie poprzestała na tym – u jednego z polskich oficerów pobierała dalsze, prywatne lekcje z zakresu wojskowości. Przydały się one tym bardziej, że w 1942 roku została mianowana komendantką główną Pomocniczej Wojskowej Służby Kobiet.

Przeznaczeniem Janiny stała się nie emigracja, a sowiecka niewola. Internowana w jednej z kresowych szkół, wkrótce została przewieziona do obozu w Ostaszkowie.

Dlaczego do obozu dla wojskowych, a nie cywilów, skoro nie była zawodowym żołnierzem? Nie nosiła munduru, a jedynie kombinezon lotniczy. NKWD umieściło ją jednak w jenieckim obozie dla oficerów w Ostaszkowie, później w Kozielsku. Czyżby enkawudziści wiedzieli, że mają do czynienia z córką generała, który o Sowietach mówił „bolszewicka zaraza”?

Generałówna nie zamierzała jednak ułatwiać im zadania. Podczas przesłuchań jako swoje nazwisko podała „Lewandowska”, zmieniła także imię ojca na Marian. Polscy oficerowie z obozu też starali się zapewnić bezpieczeństwo koleżance. Przyznali jej fikcyjny stopień podporucznika i użyczyli jej mundur.

Przez kolejne tygodnie córka Dowbór-Muśnickiego trzymała się dzielnie, a nawet uczestniczyła w obozowym podziemiu, potajemnie wypiekając opłatki Hostii na konspiracyjne msze święte.

Nie dla nich wolna Polska

Choć wiadomości o ustaleniach konferencji w Teheranie (28 listopada –1 grudnia 1943 roku) docierały do polskiego Londynu z opóźnieniem i niepełne, Jadwiga Piłsudska miała przeczucie, że przyszłość Rzeczpospolitej rysuje się coraz bardziej mgliście. Krążyły już niepokojące wieści, że Polska może wyjść z II wojny światowej jako kraj niesuwerenny i okrojony terytorialnie (bez Kresów).

W końcu córka Marszałka zdecydowała się na demonstracyjny krok – poprosiła szefów o urlop. Przez swą prośbę o urlop, a potem całkowitą rezygnację ze służby wojskowej u boku Brytyjczyków chciała pokazać, że nie godzi się z wizją Polski podporządkowanej ZSRR.
Zmieniła lotnicze stery na ołówek kreślarski i cyrkiel – podjęła studia w Polskiej Szkole Architektury w Liverpoolu. W grudniu 1944 roku wzięła ślub z Andrzejem Jaraczewskim, kapitanem Polskiej Marynarki Wojennej. Jadwiga mogła jeszcze wrócić do lotnictwa, ale jak będzie pisała po latach „nie przyjęliśmy obywatelstwa brytyjskiego […], demonstrowaliśmy w ten sposób, że jesteśmy obywatelami polskimi, pozbawionymi ojczyzny”.

Lata powojenne upłynęły państwu Jaraczewskim na budowaniu dobrobytu, uzyskanego w końcu dzięki własnej firmie produkującej metalowe meble. Do Polski Jadwiga wróci dopiero w 1990 roku.
Siostry Piłsudskie, Wanda i Jadwiga znowu w Sulejówku. Rok 1990. Fot. PAP/Janusz Mazur
Zofia Leśniowska, prócz obowiązków komendantki PWSK, wspomagała ojca w działalności publicznej. De facto została jego prawą ręką – to ona występowała jako tłumaczka w najtajniejszych rozmowach generała Sikorskiego z Winstonem Churchillem, to ją ojciec wysłał do Teheranu jako swoją reprezentantkę wizytującą obozy dla polskich uchodźców z ZSRR.

Wreszcie, 4 lipca 1943 roku w Gibraltarze wsiadła z generałem na pokład Liberatora, który rozbił się kilkanaście sekund po starcie z lotniska. Przynajmniej tak brzmi oficjalna wersja, gdyż mimo wielodniowych poszukiwań, nurkowie nie odnaleźli jej zwłok. Wśród pozostałości wraku odnaleziono jedynie kurtkę mundurową Leśniowskiej i jej piżamowe spodnie.

Po zakończeniu akcji poszukiwawczej gubernator Gibraltaru proponował nawet, aby do Londynu wysłać trumnę wypełnioną kamieniami jako rzekome szczątki Zofii. Na szczęście do tego nie doszło.

Córka generała, śpiewaczka, pilot. Jedyna kobieta, która zginęła w Katyniu

Choć Janina Lewandowska nie była żołnierzem, wraz z innymi polskimi oficerami została zamordowana strzałem w tył głowy.

zobacz więcej
Los Janiny Lewandowskiej dopełnił się najwcześniej. Już 5 marca 1940 roku, gdy Biuro Polityczne WKP(b) podjęło decyzję o rozstrzelaniu polskich jeńców przetrzymywanych w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie.

Zginęła z rąk NKWD najprawdopodobniej w kwietniu 1940 roku w Katyniu. Kiedy dokładnie? Niewykluczone, że w swoje 32. urodziny, 22 kwietnia.

Trzy lata później Niemcy odkryli jej szczątki, ale ponieważ nie potrafili wytłumaczyć, skąd zwłoki kobiety znalazły się wśród samych mężczyzn oficerów, ofiar NKWD, ukryli ten fakt.

Jej czaszka, wywieziona z Katynia przez profesora Gerharda Buhtza, który był przy ekshumacji katyńskich grobów, przeleżała we Wrocławiu niemal 60 lat. Dopiero w 2003 roku polscy naukowcy ujawnili, że szczątki znajdujące się w tamtejszej Akademii Medycznej mogą należeć do generałówny.

Janina wróciła do rodziców w 2005 roku – w rodzinnym grobie Dowbor-Muśnickich złożono biało-czerwoną urnę z motywem lotniczej szachownicy.

– Tomasz Czapla

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Przy pisaniu tekstu korzystałem z publikacji: „Kobiety-żołnierze w Wojsku Polskim podczas II wojny światowej” Edwarda Kospatha-Pawłowskiego, „Dziewczyny wojenne” Łukasza Modelskiego, oraz „Polki przeklęte? Wielkie Kobiety – dramatyczne biografie” Jarosława Molendy.
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Naziści byli dla niego za mało radykalni
Fetowali go czołowi politycy Europy, od kanclerza Niemiec Helmuta Kohla po prezydenta Francji François Mitteranda.
Historia wydanie 13.03.2020 – 20.03.2020
Czarne Osy nadleciały zza morza. Jak Kuba przejęła Wenezuelę
Hawana zdobyła ogromne wpływy na świecie. Szkoliła terrorystów, obalała prezydentów, wspierała reżimy.
Historia wydanie 13.03.2020 – 20.03.2020
Niemiec, który bronił prymasa
Kardynał Stefan Wyszyński wspominał, że w chwili próby nie opuścił go tylko Niemiec oraz pies, który ugryzł jednego z ubeków.
Historia wydanie 13.03.2020 – 20.03.2020
Dali mu wiarę i charakter. Rodzice papieża
„Miłość moich najbliższych dawała mi poczucie bezpieczeństwa i mocy" – mówił Jan Paweł II na wadowickim rynku w czasie pielgrzymki do ojczyzny w 1999 roku.
Historia wydanie 6.03.2020 – 13.03.2020
Życie bezkompromisowe. Fundamentalista Jan Zieja
Kościół katolicki na pewno zmierza od surowości ku miłości, ale tak daleko, jak ksiądz Jan w 1920 roku, nie zaszedł jeszcze do dzisiaj.