Historia

10 największych dokonań Polaków w historii światowego himalaizmu

17 lutego 1980 roku na szczycie Mount Everestu załopotała biało-czerwona flaga. Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki na „dachu świata” zostawili też krzyżyk i różaniec. Było to pierwsze zimowe wejście na ten ośmiotysięcznik i bez wątpienia jedno z najważniejszych wydarzeń w historii światowego himalaizmu. A nie jedyne w wykonaniu Polaków. Nasi wspinacze mają na swoim koncie pokaźną liczbę dokonań. Prezentujemy dziesięć najważniejszych sukcesów.

Dla himalaisty śmierć w górach nie jest najpiękniejsza ani wymarzona

Jurek Kukuczka nie musiał jechać na tę wyprawę, bo zdobył już wszystkie ośmiotysięczniki. Ale on nie wyobrażał sobie życia bez gór – wspomina himalaista Walenty Fiut.

zobacz więcej
Polacy szturmują najwyższe góry Ziemi od roku 1939. Niewiele jest aktywności, w których tak wielu naszych rodaków zajmowałoby aż tak znaczące miejsce w historii. Lista zdobytych szczytów czy wytyczonych dróg – zwłaszcza wejść zimowych, które stały się niejako specjalnością biało-czerwonych – imponuje, ale ciężko je uszeregować pod względem ważności. Bo jak mierzyć osiągnięcia w organizowaniu wypraw wysokogórskich? Czy w himalaizmie, jak w sporcie, miarą sukcesu może być wynik? I wynik czego: szybkości, liczby wejść, a może ich rodzaju?

Pierwszy zdobywca wszystkich 14 ośmiotysięczników bez butli tlenowej Reinhold Messner (w latach 1970–1986, wytyczył na nich 6 nowych dróg, dwa wejścia samotne) odmówił w 1988 roku na igrzyskach w Calgary przyjęcia specjalnego orderu olimpijskiego od MKOl przekonując, że to, co robi, to twórczość, a nie rywalizacja, nie ma więc nic wspólnego ze sportem. Z kolei Jerzy Kukuczka, drugi zdobywca „wielkiej czternastki” (1979–1987, wytyczył 9 nowych dróg, 4 wejścia zimowe, w tym 3 pierwsze, 2 ze wspomaganiem tlenem z butli, 1 samotnie) przyjął odznaczenie mówiąc, że gdyby nie aspekt sportowy, to wcale by się nie wspinał. – W alpinizmie, jak w szachach: jest miejsce na swego rodzaju twórczość i sportową rywalizację. Mnie nie wystarczy być tylko w górach, nie wystarczy być na wyprawie. Jeżeli się podchodzi pod górę, to z jakimś celem, a tym celem jest wejść na tę górę – mówił.

Skoro zatem rywalizacja na wyniki istnieje, pokusiliśmy się o subiektywne zestawienie 10 największych osiągnięć Polaków w historii światowego himalaizmu. Poznaj naszą dziesiątkę:


1837-1941. Polak odkrywa i opisuje K2?
Pierwszy polski akcent w historii najwyższych masywów górskich Ziemia nie ma nic wspólnego ze wspinaniem. W XIX wieku Europejczykom nie śniło się zdobywanie szczytów, a legendarne pasma dopiero były odkrywane. Czy to możliwe, że „XIX-wieczny Marco Polo” był... Polakiem?

Kilka lat temu nasze środowisko wysokogórskie obiegła bowiem zadziwiająca wiadomość, że pierwszym Europejczykiem, który dotarł do podnóża masywu Karakorum i określił wysokość K2 był niejaki Jan Gołaszewski. Czyżby wyprzedził brytyjskiego odkrywcę T.G. Montgomeriego z Indyjskiego Urzędu Mierniczego, który w 1856 roku dokonał pomiaru szczytu (8611 m n.p.m.) i nazwał go K2, oznaczając jako drugi na liście 35 szczytów Karakorum („K” od K-Karakorum, a „2” oznacza położenie w masywie opisywanym z zachodu na wschód – pierwszy był Maszerbrum, nie ma to związku z wysokością)?

Polski geolog i geograf zesłany na Syberię w 1832 roku miał przedostać się do Chin, nauczyć mandaryńskiego i zaciągnąć na służbę cesarza. Chiński władca wysłał go na zachodnie rubieże imperium w celu sporządzenia map i obliczeń szczytów. Wysokość K2 oszacowana przez Polaka miała różnić się tylko o 1 metr od późniejszych obliczeń Brytyjczyków. Wspaniała historia mogłaby być pretekstem do nazwania imieniem odkrywcy choćby jednego ze szczytów Gaszerbrum. Niestety, nie ma swojego potwierdzenia w żadnych zachodnich źródłach.
Reprodukcja zdjęcia uczestników wyprawy na Nanda Devi z 1939 roku, od lewej: Stefan Bernadzikiewicz, Jakub Bujak, Stefan Karpiński, Brytyjczyk - dr Foyle, brytyjski oficer łacznikowy oraz Janusz Klaner podczas konferencji prasowej dotyczącej wyprawy organizowanej z okazji 70-lecia polskiego himalaizmu oraz dla upamiętnienia wyprawy na Nanda Devi z 1939. Fot. PAP/Grzegorz Jakubowski
1939. Pierwsza polska wyprawa w Himalaje. Klątwa bogini Kali

To był pierwszy raz Polaków w Himalajach, ale z wyprawy wróciło tylko dwóch z czterech śmiałków. Jakub Bujak i Janusz Klarner zdobyli 2 lipca 1939 r. szczyt Nanda Devi (7816 metrów nad poziomem morza). Stefan Bernadzikiewicz oraz Adam Karpiński zginęli pod lawiną.

Nomen omen – nazwa góry, którą zdobyli: Nanda Devi – jest jednym z przydomków hinduistycznej bogini śmierci.

W trakcie powrotu do kraju dwójka pionierów polskiego himalaizmu dowiedziała się o wybuchu wojny. Bujak przedostał się do Wielkiej Brytanii, gdzie został uznanym inżynierem przemysłu lotniczego. Niestety tuż po wojnie zginął w niewyjaśnionych okolicznościach wspinając się po klifach Kornwalii. Są domysły, iż brytyjskie służby nie chciały, by wracał do komunistycznej Polski. Klarner, który we wrześniu dotarł do Warszawy, walczył w powstaniu i przeżył okupację. Zaginął jednak w stolicy w roku 1949, prawdopodobnie zamordowany przez UB.

Historia czterech pierwszych polskich himalaistów daje dużo do myślenia. Do dziś nie jest znane miejsce pochówku żadnego z nich. Tak samo, jak innych wielkich polskich wspinaczy: Wandy Rutkiewicz, Jerzego Kukuczki czy Macieja Berbeki, którzy zaginęli w trakcie wypraw. Tablice poświęcone polskim wspinaczom zmarłym w górach ustawione są w Himalajach, m.in. na Lothse, i na Tatrzańskim Cmentarzu Symbolicznym.
Nanda Devi East, Góra szczęścia, 08.09.2019
1974. Wejście „Lodowych wojowników”

Najpierw stalinizm, a następnie rzeczywistość lat 50. nie sprzyjały organizacji wielkich wypraw na krańce świata. Nasi himalaiści tym samym przegapili złoty okres światowej wspinaczki – w latach 1950-1960 zdobywcy szczytów, w większości z krajów alpejskich, postawili pierwsze ludzkie kroki na 13 ośmiotysięcznikach. Na ostatni, Shishapangma, w roku 1964 jako pierwsi weszli Chińczycy. Jak można było jeszcze zapisać swoje nazwiska w historii tej dyscypliny? Tylko poprzez wytyczanie nowych dróg lub realizację szalonego pomysłu: powtórne zdobywanie szczytów, ale zimą!

Nasi rodacy rzucili światu wyzwanie już w roku 1974. Andrzej Zawada i Andrzej Heinrich próbowali zdobyć Lhotse (8516 m n.p.m). Wprawdzie nie osiągnęli szczytu, ale to wtedy po raz pierwszy człowiek przekroczył zimą wysokość 8000 metrów. Na zimowe Lhotse wspiął się w końcu 31 grudnia 1988 r. Krzysztof Wielicki.

Najważniejsze sukcesy biało-czerwonych rodziły się zatem w ekstremalnych warunkach. Atakowali szczyty w temperaturze minus 30, czy nawet minus 40 stopni Celsjusza. Zdominowali wspinaczki zimowe w wysokich górach, nie bez powodu zostali więc ochrzczeni w światowym środowisku mianem „Lodowych wojowników”.
Jerzy Kukuczka (z lewej) i Andrzej Czok podczas wyprawy na Mount Everest – zdjęcie wykonane wiosną 1980 roku. 19 maja 1980 zdobyli oni szczyt nową drogą. Fot. Andrzej Heinrich - Zbigniew Kowalewski; Andrzej Paczkowski (1986) „Mount Everest - Dzieje zdobycia i Podboju”, Warszawa: Wydawnictwo Sport i Turystyka, ss. 178 ISBN 83-217-2527-9, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=3947613
Polacy pierwsi zdobyli zimą aż 9 z 14 najwyższych szczytów świata. Poza wspomnianymi Lhotse (1988 rok) i Mount Everestem (1980) także:
• Manaslu (8156) 12 stycznia 1984 r. – Maciej Berbeka i Ryszard Gajewski;
• Dhaulagiri (8167) 21 stycznia 1985 r. – Andrzej Czok i Jerzy Kukuczka;
• Czo Oju (8201) 12 lutego 1985 r. – Maciej Berbeka i Maciej Pawlikowski;
• Kanczendzongę (8586 m n.p.m.) 11 stycznia 1986 roku zdobył Jerzy Kukuczka i Krzysztof Wielicki;
• Annapurnę I (8091) 3 lutego 1987 r. – Artur Hajzer i Jerzy Kukuczka;
• Gaszerbrum I (8068) 9 marca 2012 roku – Adam Bielecki i Janusz Gołąb;
• Broad Peak (8047) 5 marca 2013 Maciej Berbeka, Adam Bielecki, Tomasz Kowalski i Artur Małek.

Również 10. ośmiotysięcznik – Sziszapangmę (8013 m n.p.m.) – zdobył 14 stycznia 2005 roku polsko-włoski duet Piotr Morawski i Simone Moro. Inne nacje prześcignęły nas tylko w wejściu na Makalu (8463), Nanga Parbat (8126) i Gaszerbrum II (8035).

Nadal niezdobyty zimą pozostaje K2 (8611 m n.p.m.), uważany zresztą za najtrudniejszy do wejścia ośmiotysięcznik. Drugi co do wysokości po Mount Evereście jest o wiele bardziej niebezpieczny: trudności techniczne znajdują się bardzo wysoko, w okolicy 8000 m n.p.m; z każdej strony opada do otaczających go lodowców ścianami o ponad trzykilometrowej wysokości; ma gorszą pogodę, bowiem jest najbardziej wysuniętym na północ ośmiotysięcznikiem.

Góra sama decyduje, kogo chce przyjąć

Marcin Kaczkan, himalaista: Nie mam zamiaru przekonywać ludzi, że nasza wspinaczka na K2 ma sens.

zobacz więcej
„Wierzchołek K2 zimą jest najbardziej nieprzyjaznym miejscem na Ziemi, może poza wnętrzem wulkanu lub rowem mariańskim” – mówił Adam Bielecki. Wystarczy dodać, że statystycznie co czwarta próba zdobycia tego szczytu kończy się śmiercią. I z tego powodu jest nazywany Górą Mordercą.

Ale i tu trzy z czterech zimowych wypraw organizowali Polacy. Pierwszą podjęli w sezonie 1987/1988 (w ekipie Andrzeja Zawady było 4 Brytyjczyków, 7 Kanadyjczyków i 13 Polaków, Cichy i Wielicki weszli najwyżej, na 7200 m). Biało-czerwoni wytyczyli też lub dokończyli cztery z dziewięciu dróg wiodących na szczyt, w tym m.in. dwie najtrudniejsze: Magiczną Linię (Wojciech Wróż, Przemysław Piasecki i Peter Božik, w czasie schodzenia zginął Wróż – drogę tą powtórzono tylko raz i zmarł wtedy Manel de la Matta) oraz Polską Drogę (wytyczona przez Kukuczkę i Tadeusza Piotrowskiego na południowej ścianie K2, w czasie schodzenia drogą klasyczną spadł w przepaść i zginął Piotrowski. Droga ta nigdy nie została powtórzona).

Walka o palmę zimowego pierwszeństwa na szczycie trwa – ostatnia polska, narodowa wyprawa zimowa na K2 miała miejsce w sezonie 2017/2018, himalaiści szykują się do kolejnej na przełomie 2020/2021. O ile K2 zimą nie zdobędzie wcześniej Denis Urubko, który się tam wybiera po Broad Peak, gdzie obecnie działa w… polskich barwach. Z wyposażeniem z zeszłorocznej wyprawy biało-czerwonych, do której dołączył – samotnie zaatakował nawet wtedy szczyt i poszedł do góry aż na 7600 metrów, zimą nikt nie był powyżej. Były Kazach od 7 lat ma obywatelstwo rosyjskie, a od pięciu – polskie. Niestety nie miał go jeszcze w lutym 2009 r., kiedy wszedł jako pierwszy zimą na wspomniany już szczyt Makalu.

Biało-czerwoni są też trzecią pod względem liczebności grupą narodową wśród zdobywców wszystkich głównych ośmiotysięczników. Tu pierwszeństwo należy do Włochów (było ich siedmiu), potem są Hiszpanie (sześciu) i południowi Koreańczycy (pięciu), a następnie trzej Polacy (ex aequo z Kazachstanem i Nepalem): Jerzy Kukuczka (1979–1987), Krzysztof Wielicki (1980-1996, wytyczył 3 nowe drogi, 3 zimowe, 1 wejście z tlenem, 6 samotnie) i Piotr Pustelnik (1990-2010, 1 nowa droga, 7 wejść z tlenem, jedno samotnie).
Być kobietą w Himalajach
1975. Kobiece oblężenie i pierwszy ośmiotysięcznik

Zapakowany po brzegi jelcz 316 z napisem „Ladies Himalaya Expedition” ruszył w Himalaje z warszawskiego placu Defilad w kwietniu 1975 roku. Wyprawa organizowana przez kierownik Wandę Rutkiewicz była nowym zjawiskiem w świecie wysokogórskim – „himalaizmem feministycznym”. Polska ekspedycja uzyskała patronat UNESCO, które ustanowiło akurat Międzynarodowy Rok Kobiet. A jej zwieńczeniem miał być atak trzech Polek: Rutkiewicz, Haliny Krüger-Syrokomskiej i Anny Okopińskiej na najwyższy z niezdobytych jeszcze wtedy szczytów Ziemi — liczący 7952 m n.p.m. Gaszerbrum III.

Najpierw jednak, 1 sierpnia 1975 roku, na wyższym Gaszerbrum II (8035) zameldowali się mężczyźni — Krzysztof Zdzitowiecki, Janusz Onyszkiewicz, późniejszy minister obrony narodowej w rządzie Hanny Suchockiej oraz Cichy, który pięć lat później stanął też na Evereście. I tym samym Gaszerbrum II był pierwszym ośmiotysięcznikiem w ogóle zdobytym przez Polaków.

Ostatecznie na dziewiczy dotąd szczyt Gaszerbrum III, który miała zdobyć drużyna żeńska, wszedł 11 sierpnia zespół mieszany: prócz Zdzitowieckiego, Onyszkiewicza i jego żony Alison Chadwick-Onyszkiewicz (zginęła trzy lata później w I Amerykańskiej Wyprawie Himalajskiej Kobiet na Annapurnę) wśród zdobywców była Rutkiewicz. Halina Krüger-Syrokomska i Anna Okopińska 12 sierpnia 1975 zdobyły zaś ośmiotysięcznik Gaszerbrum II i ustanowiły w ten sposób światowy rekord wysokości w zespole kobiecym. Wszystko odbywało się jednak w atmosferze konfliktu, a emocje nie opadły po powrocie zespołu do kraju w październiku 1975 r. Wyprawa wraz z kontrowersjami, jakie budziła, została uwieczniona w filmie dokumentalnym „Temperatura wrzenia”.

Zaginęła w strefie śmierci. Tragiczny los Wandy Rutkiewicz

Do historii weszła 16 października 1978 roku, gdy jako pierwsza Europejka i trzecia kobieta zdobyła Mount Everest.

zobacz więcej
Wanda Rutkiewicz jako pierwsza kobieta na świecie (i pierwszy Polak) zdobyła też K2 – zaatakowała szczyt 23 czerwca 1986 roku w zespole mieszanym, wraz z Francuzami Michelem Parmentierem i Liliane Barrard. Kobiety były więc dwie, ale Wanda weszła na Górę Mordercę 30 minut przed Liliane. Obie himalaistki zdobyły K2 bez butli tlenowych.

Wcześniej, w czasie wyprawy na K2 w 1982 roku zmarła Halina Krüger-Syrokomska, w obozie II na Żebrze Abruzzi. Przyczyną śmierci był prawdopodobnie obrzęk mózgu, spowodowany chorobą wysokościową. Ciało pochowano na cmentarzyku wspinaczy, którzy zginęli usiłując zdobyć Górę Mordercę. Na K2, podczas schodzenia po nieudanym ataku szczytowym w 1986 roku zginęła też Dobrosława Miodowicz-Wolf.

Jeśli chodzi o ośmiotysięczniki, to po Rutkiewicz i K2, jako pierwsze kobiety na świecie zdobyły: Krystyna Palmowska 30 czerwca 1983 r. Broad Peak, zaś Halina Krüger-Syrokomska i Anna Okopińska 12 sierpnia 1975 r. Gaszerbrum II.

18 maja 2009 roku, po wejściu Kingi Baranowskiej na Kanczendzongę, Polska została pierwszym krajem, którego przedstawicielki zdobyły wszystkie 14 ośmiotysięczników, czyli tzw. Koronę Himalajów i Karakorum:

• Gaszerbrum II – Halina Krüger-Syrokomska i Anna Okopińska,12 sierpnia1975 roku;
• Mount Everest – Wanda Rutkiewicz, 16 października 1978;
• Broad Peak – Krystyna Palmowska, 30 czerwca1983;
• Nanga Parbat – Anna Czerwińska, Krystyna Palmowska i Wanda Rutkiewicz, 15 lipca 1985;
• K2 – Wanda Rutkiewicz, 23 czerwca1986;
• Sziszapangma – Wanda Rutkiewicz, 18 września 1987;
• Gaszerbrum I – Ewa Panejko-Pankiewicz i Wanda Rutkiewicz, 16 lipca 1990;
• Czo Oju Wanda Rutkiewicz, 26 września 1991;
• Annapurna I – Wanda Rutkiewicz, 22 października 1991;
• Lhotse – Anna Czerwińska, 21 maja 2001;
• Makalu – Anna Czerwińska, 25 maja 2006;
• Dhaulagiri I – Kinga Baranowska, 1 maja 2008;
• Manaslu – Kinga Baranowska, 5 października 2008;
• Kanczendzonga – Kinga Baranowska, 18 maja 2009.

1978. Polka na „dachu świata”

A wracając do 16 października 1978 roku – na drugim watykańskim konklawe kardynałowie wybrali Karola Wojtyłę papieżem. Dokładnie w tym samym dniu miało miejsce pierwsze polskie wejście na Mount Everest.
Wanda Rutkiewicz była dopiero trzecią kobietą na „dachu świata”, pierwszą Europejką, co najważniejsze – ten szczyt w imieniu Polski został po raz pierwszy zdobyty nie przez mężczyznę. Rok później, gdy Jan Paweł II otrzymał od himalaistkij kamień z wierzchołka Everestu powiedział: „Dobry Bóg tak chciał, że tego samego dnia weszliśmy tak wysoko”.

Rutkiewicz zapisała się w kolejnych latach w annałach światowego himalaizmu. Między innymi 15 lipca 1985 brała udział w pierwszym wejściu czysto kobiecym na Nanga Parbat ścianą Diamir (wraz z Palmowską i Czerwińską), jak wspominaliśmy – była pierwszą kobietą i pierwszym Polakiem na K2 (1986), z Ryszardem Wareckim – pierwszymi Polakami na Sziszapangma (18 września 1987). Samotnie weszła m.in. na Czo Oju (26 września 1991) i Annapurnę południową ścianą (22 października 1991, wejście dyskusyjne – ostatecznie udowodnione i uznane). Zdobyła 8 z 14 ośmiotysięczników, poza wspomnianymi Mount Everestem i K2 (1986 r. jako pierwsza kobietą i pierwszy Polak) były też: Nanga Parbat (15 lipca 1985 r. ścianą Diamir, pierwsze wejście czysto kobiece, wraz z Palmowską i Czerwińską), Sziszapangma (18 września 1987 roku, z Ryszardem Wareckim byli tam jako pierwsi Polacy), Gaszerbrum II (12 lipca 1989), Gaszerbrum I (16 lipca 1990 r. z Panejko-Pankiewicz), Czo Oju (26 września 1991 r., samotnie) i Annapurnę (22 października 1991 południową ścianą, wejście samotne, na początku było dyskusyjne – ostatecznie zostało udowodnione i uznane).

Zginęła podczas wejścia na swój dziewiąty ośmiotysięcznik i trzeci szczyt świata – nepalską Kanczendzongę. Wyruszyła z obozu IV na 7950 m w górę wraz z Carlosem Carsolio 12 maja 1992 roku o godz. 03:30. Meksykanin po 12 godzinach wspinaczki w głębokim śniegu stanął na szczycie, na 8586 m n.p.m. Schodząc, na wysokości ponad 8200 metrów, spotkał Rutkiewicz, która postanowiła przeczekać tam noc i zaatakować szczyt następnego dnia. Nie miała ze sobą sprzętu biwakowego. Nikt jej więcej nie widział. Za datę jej śmierci uznaje się 13 maja 1992 roku. Ciała himalaistki do dziś nie odnaleziono.

1980. Wyczyn stulecia
Jak zdobywać najwyższe góry świata zimą, to czemu nie od razu najwyższą? Fantazja członków dużej narodowej wyprawy z roku 1997/1980 nie miała granic. Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy 17 lutego 1980 roku jako pierwsi ludzie na świecie zimą byli na wierzchołku Everestu.

„Gdyby to nie był Everest, to byśmy chyba nie weszli“ – podsumowali (w tym roku ukazała się książka Cichego o takim właśnie tytule: „Gdyby to nie był Everest...“). Wyprawa była jedną z najbardziej ekstremalnych. Wspinacze po drodze na szczyt minęli siedzące ciało zamarzniętej Hannelore Schmatz, Niemki, która zginęła w trakcie wyprawy w 1979 roku.

Dokonania Cichego i Wielickiego wzbudziły też wiele kontrowersji. Informacja została przekazana do Europy przed poinformowaniem lokalnych władz, a Polacy stanęli na szczycie dwa dni później niż zakładano. Nepalczycy początkowo nie chcieli uznać wejścia zimowego twierdząc, że trwanie tej pory roku w górach uznaje się tylko do końca stycznia.

Wielki sukces Polaków nie do końca podobał się także socjalistycznym władzom. Cichy zostawił na szczycie różaniec poświęcony przez polskiego papieża i czterocentymetrowy krzyżyk od matki himalaisty Stanisława Latałły, który zginął tragicznie w czasie wyprawy na Lhotse w 1974 roku. Radio Wolna Europa nagłośniło fakt podając, że Polacy wręcz postawili krzyż na szczycie Everestu. Rozsierdziło to sekretarzy. Edward Gierek podczas powitania wyprawy nawet nie chciał podać ręki kierownikowi wyprawy Andrzejowi Zawadzie. Cenzura wstrzymała także na kilka lat premierę filmu dokumentalnego o dokonaniu naszych himalaistów.

1987. Korona Himalajów i Karakorum Kukuczki

Polacy nie zwalniali tempa. Obóz założony w 1980 roku na Czomolungmie dla wyprawy zimowej już po kilku tygodniach służył kolejnej. Jej celem było wytyczenie zupełnie nowej drogi na szczyt Everestu. A jednym z uczestników był Jerzy Kukuczka, który zdobywał po raz pierwszy najwyższy szczyt Ziemi i swój dopiero drugi ośmiotysięcznik. To był zaledwie początek jego dokonań. Wolno się aklimatyzował, za to słynął z ogromnej wytrzymałości psychicznej i fizycznej.

„Od śmierci w dolinach zachowaj nas Panie”. Ostatnie wyzwanie Kukuczki

Niski, krępy, nie wyglądał jak himalaista. Ale był twardy jak skały, po których chodził.

zobacz więcej
Polak w latach 1979-1987 zdobył wszystkie najwyższe szczyty świata – czyli 14 ośmiotysięczników zwanych Koroną Himalajów i Karakorum, w tym na cztery zimą, bez wspomagania tlenem: Czo Oju (15 lutego 1985) oraz Dhaulagiri (21 stycznia 1985), Kanczendzongę (11 stycznia 1986 ) i Annapurnę (3 lutego 1987). Na trzy ostatnie wszedł jako pierwszy zimowy zdobywca, na Czo Oju trzy dni po pierwszym zimowym zdobyciu góry, także przez Polaków.

Kiedy wraz z Arturem Hajzerem wszedł 18 września 1987 roku na ostatnią z tych najwyższych gór świata, Sziszapangmę, stał się drugim po Reinholdzie Messnerze człowiekiem, który zdobył Koronę Himalajów i Karakorum. Polak na osiągnięcie owego celu potrzebował 8 lat, zaś niemieckojęzyczny Włoch – aż 16 i czterech miesięcy. Przy czym Kukuczka w rekordowo krótkim czasie – niespełna dwóch lat, od 21 stycznia 1985 do 10 listopada 1986 – zdobył sześć ośmiotysięczników. Z czego trzy wspomniane po raz pierwszy zimą, a na trzech kolejnych wytyczył w tym czasie nowe drogi, w tym niezwykle trudne na Nanga Parbat (13 lipca 1985) oraz K2 (8 lipca 1986, z Tadeuszem Piotrowskim, który zginął w czasie zejścia) – ta ostatnia droga dotąd nie została powtórzona. Messner na swoim koncie ma w sumie 6 nowych tras na ośmiotysięcznikach.

A Polak w sumie przez swe aktywne lata wytyczył na szczytach Korony Himalajów i Karakorum 9 nowych tras, 7 gór zdobył w stylu alpejskim (w tym K2), jedną samotnie (Makalu nową drogą, 15 października 1981) – żaden inny zdobywca ośmiotysięczników nie może pochwalić się takim bilansem.

Do dzisiaj nie pobito też innego jego rekordu – jako jedyny człowiek na świecie zdobył dwa ośmiotysięczniki w ciągu jednej zimy: 21 stycznia 1985 na Dhaulagiri z Andrzejem Czokiem, 15 lutego 1985 na Czo Oju z Zygmuntem Andrzejem Heinrichem.

– Na każdy z ośmiotysięczników, oprócz Lhotse (4 października 1979 r. drogą klasyczną – red.) wchodziłem nową drogą albo w ekstremalnie ciężkich warunkach zimą. To jest dla mnie najważniejsze. Wchodzenie drogą, którą wchodzi dziś wielu wspinaczy, nie daje mi takiej satysfakcji – mówił. Próbując poprawić swój rekord, ten jeden z najwybitniejszych himalaistów w historii zginął 24 października 1989 r. podczas wejścia właśnie na Lhotse nową drogą, przez słynną, niezdobytą wówczas południową ścianę.
Jurek
Kukuczka atakował szczyt wraz z Ryszardem Pawłowskim. Wspinał się pierwszy i tuż przed granią szczytową, na wysokości 8300 metrów odpadł od ściany. Lina wspinaczkowa nie wytrzymała obciążenia i pękła, a Kukuczka spadł w dwukilometrową przepaść. Ciała nigdy nie znaleziono, choć oficjalnie utrzymywano, że został pochowany w lodowej szczelinie nieopodal miejsca upadku – odnalezienia zmarłego wymagano do wypłaty odszkodowania rodzinie.

Miał żonę Cecylię Ogrodzińską oraz dwóch synów: Macieja i Wojciecha. Partnerami Kukuczki we wspinaczkach byli m.in. Wojciech Kurtyka, Artur Hajzer, Krzysztof Wielicki i Ryszard Pawłowski.

1984. Samotność sprintera Wielickiego

„Piekło mnie nie chciało” – taki tytuł nosi najnowsza książka Krzysztofa Wielickiego, który jako piąty człowiek na ziemi stanął na wszystkich 14 szczytach. Tytuł oddaje pół wieku spędzone przez niego w górach, bo jak mało od którego himalaisty, od niego nieszczęścia trzymały się z daleka.

„Ostatni raz z przytupem”. Himalaista Piotr Pustelnik spełni marzenie z dzieciństwa?

W grudniu 2017 roku himalaista rusza na podbój bieguna południowego.

zobacz więcej
70-letni dziś Wielicki, którego wielu kolegów zostało na zawsze w górach, był uczestnikiem najważniejszych narodowych wypraw. Oprócz Mount Everestu jest też pierwszym zimowym zdobywcą Kanczendzongi i Lhotse. Brał udział w kilku wyprawach na K2, którą zdobył dopiero podczas czwartej – latem 1996 r. Wszedł na szczyt z dwoma włoskimi alpinistami, z których jednego, skrajnie wycieńczonego sprowadzał na dół wraz z Ryszardem Pawłowskim i Piotrem Pustelnikiem w dramatycznej akcji ratowania życia. Udała się.

Trudno to porównywać z zimowym zdobyciem „dachu świata”, ale największe sukcesy odnosił jednak w Himalajach w pojedynkę. W 1984 roku wyszedł z bazy, zdobył Broad Peak i wrócił do obozu w ciągu niecałych 22 godziny – było to pierwsze na świecie zdobycie ośmiotysięcznika w ciągu jednej doby i to solo. Sam, z kontuzją kręgosłupa, wszedł zimą 1988 roku na Lhotse. Stanął na szczycie w noc sylwestrową w gorsecie ortopedycznym i jest to jedyne w historii pierwsze zimowe wejście na ośmiotysięcznik dokonane samotnie. Wspiął się też sam na Dhaulagiri (w 16 godzin, 1990 rok) i Sziszapangmę (1993), wytyczając nowe drogi. Nikt też nie towarzyszył mu podczas wejścia na szczyt Gaszerbruma II (1995). Czynną karierę na szlaku zakończył także samotnym wejściem w 1996 roku na Nanga Parbat.

Ale wciąż wracał w najwyższe góry świata jako organizator wypraw. W 2013 roku był kierownikiem ekspedycji, podczas której 5 marca 2013 pierwszego zimowego wejścia na Broad Peak dokonali Adam Bielecki, Artur Małek, Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski. Niestety dwaj ostatni zginęli podczas zejścia ze szczytu.

W sezonie 2017/2018 Wielicki kierował kolejną, trzecią już polską próbą pierwszego zimowego wejścia na K2. Niestety ekspedycji nie sprzyjała pogoda. Adam Bielecki i Denis Urubko dotarli na 7400 m, sześć dni później ten ostatni podjął samotną próbę wejścia na szczyt – dotarł na 7600 m. W marcu Wielicki ogłosił koniec wyprawy. Była jedną z głośniejszych, bowiem w jej trakcie Urubko i Bielecki podjęli się też akcji ratunkowej Tomasza Mackiewicza i Elisabeth Revol, którzy wspinali się na pobliską Nanga Parbat. Wielicki koordynował akcję. Polaka nie udało się uratować.
Warszawa, 21 grudnia 2012 r. Od prawej: kierownik wyprawy Krzysztof Wielicki, Adam Małek, Tomasz Kowalski, Adam Bielecki i Maciej Berbeka podczas konferencji prasowej dotycząca zimowej wyprawy na Broad Peak (8047 m). Fot. PAP/Bartłomiej Zborowski
1988/2013. Przeklęty Broad Peak

Właśnie Krzysztof Wielicki był również szefem głośnej ekspedycji na Broad Peak zimą 2013 roku. Celem wyprawy było wejście na jeden z trzech ostatnich, niezdobytych wtedy zimą ośmiotysięczników.

Liderem grupy młodych wspinaczy został doświadczony już wspinaczką Maciej Berbeka. Był na Broad Peak w roku 1988, gdzie osiągnął jako pierwszy człowiek granicę 8000 m w Karakorum zimą. Na szczyt jednak nie wszedł, myląc go z przedwierzchołkiem Rocky Summit.

25 lat później udane, pierwsze zimowe wejście na szczyt przypłacił życiem. Podobnie jak debiutant Tomasz Kowalski.

5 marca 2013 roku, podczas ataku na szczyt, pozostali dwaj uczestnicy wyprawy Adam Bielecki i Artur Małek odłączyli się od kolegów i każdy z nich szedł własnym tempem, nieco szybszym. W ten sposób grupa szczytowa została rozbita na dwóch pojedynczych uczestników i jeden zespół Berbeka – Kowalski, którzy schodząc ze zdobytego Broad Peak nie zdołał wrócić na noc do obozu.

Na 200 wiadomości, tylko cztery były hejtem

Adam Bielecki to pierwszy himalaista, który zimą zdobył Gaszerbrum I i Broad Peak.

zobacz więcej
Obaj byli zmuszeni biwakować bez sprzętu w ekstremalnych warunkach. Kowalski na grani (miał objawy choroby wysokościowej), na wysokości około 7960 m, a Berbeka najprawdopodobniej na przełęczy na 7900 m. Ten ostatni był jeszcze widziany następnego dnia rano na ścianie pod przełęczą, prowadzącej do obozu, ale do niego nie trafił. 8 marca Wielicki poinformował, że uznaje ich za zmarłych.

W lipcu natrafiono na ciało Kowalskiego i pochowano go poniżej grani, na której zginął (około 15 metrów nad siodło przełęczy, rok póżniej zostało przeniesione w inne miejsce na prośbę rodziców himalaisty). Ciała Berbeki nie odnaleziono. Wyprawę poszukiwawczą zorganizował jego brat, Jacek Berbeka.

Bielecki i Małek jeszcze nie zdążyli wrócić do kraju, a już znaleźli się pod pręgierzem opinii publicznej. W sieci przez tygodnie trwała dyskusja o „braterstwie liny”, w której część rodaków obwiniała himalaistów winą za to, że nie znieśli towarzyszy ze szczytu. „Dowiedziałem się jaka może być cena ambicji” – powiedział kilka miesięcy później Bielecki.

W raporcie Zespołu Wypadkowego na zlecenie Polskiego Związku Alpinizmu uznano go winnym zerwania integralności grupy oraz, że wraz z Małkiem – poprzez nadanie własnego tempa i zostawienie partnerów bez kontaktu wzrokowego – postąpili wbrew zasadom etyki w górach i wytycznym Polskiego Himalaizmu Zimowego. Za główną przyczynę wypadku uznano w raporcie słabe przygotowanie techniczne i organizacyjne wyprawy, m.in. dwa radiotelefony uległy awarii w czasie ataku szczytowego, co uniemożliwiało kontakt wspinaczy z kierownikiem ekskapady. Za błąd Wielickiego uznano to, że nie zmusił uczestników ataku szczytowego i tragarzy do wniesienia butli z tlenem do najwyżej położonego obozu. Dodatkowo – 59-letni wtedy Berbeka nie przeszedł przed wyprawą sprawnościowych badań lekarskich, a wziął udział w wejściu na szczyt. Raport nie wykazał nieprawidłowości po stronie Kowalskiego i Berbeki.

O tej pamiętnej wyprawie z roku 2013 powstały dwie książki, a w przygotowaniu jest film Leszka Dawida na temat życia Berbeki i jego próbach zimowego wejścia na Broad Peak.

2018. Szusowanie z Góry Mordercy
Zjazd Andrzeja Bargiela z K2
Skoro mowa o śmierci w górach, to na koniec listy polskich wyczynów w himalaizmie musi pozostać szczyt najbardziej niegościnny dla człowieka – K2. „To dzika góra, która chce cię zabić” – tak podsumował już w 1953 roku swoją nieudaną wyprawę na Górę Mordercę George Bell, pionier wspinaczek w Karakorum.

Jak już wspominaliśmy, Polacy trzykrotnie próbowali zdobyć górę zimą i nie udało się. A skoro nie można wejść zimą, to może inny nowy wyczyn Polaków? Wejść latem i zjechać z Góry Mordercy na nartach?

Tak, Polak Andrzej Bargiel, po wcześniejszych wejściach z nartami na plecach i zjeździe ze szczytów Sziszapangmy i Broad Peak, dokonał i tego – jako pierwszy człowiek zjechał z K2.

– Cezary Korycki

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Przy opracowaniu korzystałem z książek:

Anna Kamińska „Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci” Wydawnictwo Literackie 2017
Z. Kowalewski, A. Paczkowski „Karakorum. Polskie wyprawy alpinistyczne” Wydawnictwo Sport i Turystyka 1986
Z. Kowalewski, A. Paczkowski „Himalaje” Wydawnictwo Sport i Turystyka 1989
„Jerzy Kukuczka. Mój pionowy świat” Wydawnictwo Sport i Turystyka 1989
Jacek Żakowski, Leszek Cichy, Krzysztof Wielicki „Rozmowy o Evereście”
Himalaje, odc. 1
Zdjęcie główne: Andrzej Bargiel w trakcie wyprawy na K2. Fot Red Bull Content Pool
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Co mają wspólnego indyjscy bramini i Bałtosłowianie?
Język – co było wiadomo od ponad 200 lat – i geny – co wiadomo od dziś. Mają bowiem wspólnego ojca.
Historia Poprzednie wydanie
Dlaczego Piłsudski nie pomógł rozbić bolszewików?
Carski generał podkreślał, że czuł się przez Polaków zdradzony.
Historia wydanie 26.06.2020 – 3.07.2020
Warszawskie plotki o koreańskiej Normandii
W Górach Bielawskich mieli „mordować ludność i brać krew dla rannych na Koreę”.
Historia wydanie 26.06.2020 – 3.07.2020
Na łasce Hitlera, na pastwie Stalina. Pokojowe okaleczenie
Ribbentrop przekazał Rumunom, że jeśli ZSRR wystąpi z żądaniami terytorialnymi, to powinni ustąpić.
Historia wydanie 19.06.2020 – 26.06.2020
Młody Karol Wojtyła
Polskość opartą na chrześcijaństwie uważał za „siłę ogromną, królestwo ducha”.