Rozmowy

Nienawiść między Legią a Polonią wywołali komuniści

Pamiętam taki mecz, na którym pojawili się nawet kibice Legii, by kibicować Polonii – wspomina historyk sportu dr Robert Gawkowski.

TYGODNIK TVP: Kibice Legii Warszawa wywiesili podczas meczu z ŁKS transparenty z groźbami wobec potencjalnego inwestora Polonii Warszawa i wobec własnego zawodnika, który zimą przeszedł z drużyny juniorskiej Polonii do Legii. Komisja Ligi ukarała za to klub z Łazienkowskiej finansowo, a w uzasadnieniu napisała, że „wzajemny antagonizm kibiców drużyn z jednego miasta jest zrozumiały, jednak nie może przybierać form niezwiązanych z rywalizacją na boisku”. Czy rzeczywiście ten antagonizm jest naturalny – kibice Legii i Polonii zawsze się tak nienawidzili?

ROBERT GAWKOWSKI:
Absolutnie nie, dawniej w Warszawie dużo większy antagonizm był między kibicami Polonii i Warszawianki czy Polonii i Korony Warszawa. Przed wojną Legia jako drużyna wojskowa była uważana za klub podporządkowany piłsudczykom. Podobnie Polonia, której prezesem był przecież gen. Kazimierz Sosnkowski – prawa ręka Józefa Piłsudskiego. To na sportowej mapie Warszawy klasyfikowało te dwa kluby w tym samym polityczno-światopoglądowym miejscu.

Wtedy polityka odgrywała w sporcie dużo większą rolę niż dziś.

Tak, kluby reprezentowały konkretny światopogląd, a często wręcz należały do politycznych organizacji młodzieżowych. Przed wojną wiedziano, że TG Sokół był bliski narodowej demokracji, podobnie jak AZS, zaś Skra i Marymont to kluby socjalistyczne.
„Panie Nitot, nie jest jeszcze za późno, żeby się wycofać. Masz jeszcze klientów, przedsiębiorstwo jeszcze funkcjonuje…” – napisali kibice Legii Warszawa na transparencie, którego treść jest skierowana do francuskiego biznesmena, zamierzającego zainwestować w III-ligową Polonię Warszawa. Fot. printscreen/Twitter/Legia.net
Korona to była endecja, a Warszawianka?

Z Warszawianką był inny spór – można powiedzieć, że to był odprysk Polonii. Gdy jesienią w 1920 roku starsi zawodnicy Polonii zaczęli wracać z frontów, to polonijna młodzież utraciła miejsce w składzie. I w pewnym momencie ci młodzi zawodnicy nie wytrzymali: z zaciśniętymi pieśniami i rękami wyciągniętymi w górę wyszli z klubowego zebrania, śpiewając „Warszawiankę”. I założyli nowy klub, który później naturalnie przez długi czas był uważany za dawną, zbuntowaną drużynę juniorów Polonii. I stąd antagonizm między tymi dwoma klubami.

W latach 30., gdy Polonia i Legia grały w najwyższej lidze, można było chodzić zarazem na Konwiktorską, jak i na Łazienkowską?

Raczej tak. Między tymi klubami były najwyżej drobne animozje, co można przeczytać np. w pamiętnikach Jerzego Bułanowa, który grał i tu i tu, ale sprowadzały się one raczej do kwestii personalnych. Jednemu z inwestorów podobno odmówiono na Konwiktorskiej, więc zainwestował w Legię, a później miał się rewanżować drobnymi złośliwościami wobec Czarnych Koszul – Bułanowowi prawdopodobnie chodziło o Romana Góreckiego, późniejszego prezesa Legii i sanacyjnego ministra przemysłu i handlu.

Dziadek mi opowiadał, że jeszcze w latach 40. i 50. Polonia była zdecydowanie bardziej popularnym klubem – przynajmniej na północy Warszawy, czyli tam, gdzie mieści się jej stadion, dziś imienia właśnie gen. Kazimierza Sosnkowskiego.

I na północy, i na południu, i na wschodzie, i na zachodzie, a także i poza Warszawą – bezwzględnie najpopularniejszym stołecznym klubem była Polonia. To widać nie tylko w pamiętnikach czy wspomnieniach, ale także w gazetach, mimo że po 1945 r. prasa coraz bardziej była sterowana przez komunistów. Legia po wojnie była klubem w praktyce stworzonym od nowa – znamienne, że przez pierwsze miesiące grali pod nazwą WKS Warszawa, dopiero gdzieś po pół roku zdecydowano się na użycie nazwy „Legia”.

Znamienne?

Na trybunach kibice skandują: „Śmierć Arabom”. Ulubiony klub premiera Izraela

Tytuł „najbardziej rasistowskiego klubu świata” dzierży Beitar Jerozolima, w którym – jak deklarują kibice – żaden Arab nigdy nie zagra.

zobacz więcej
Bo po wojnie grali w niej zupełnie inni zawodnicy, działali zupełnie inni ludzie. Co jest zrozumiałe, bo to był klub wojskowy i jego przedwojenni działacze albo poginęli na wojnie, albo emigrowali z Polski, bo wiedzieli, że za sanacyjną przeszłość będą prześladowani. Część pewnie ukryła się na zachodzie kraju, bo tam łatwiej było umknąć przed okiem Urzędu Bezpieczeństwa.

Nowi działacze Legii, jak Julian Neuding czy Ignacy Robb-Narbut, to byli oficerowie Ludowego Wojska Polskiego – stworzyli ten klub od zera. Z przedwojennej drużyny zostały tylko herb i nazwa.

Ale nim komuniści zbudowali silną Legię, to pierwszym powojennym mistrzem Polski w 1946 roku została Polonia – to był cud na ruinach Warszawy.

Na przekór wiatrowi historii i nie mając własnego stadionu. Obiekt przy ul. Konwiktorskiej został Polonii odebrany dekretem Bieruta i przekazany zupełnie innemu klubowi – kompletnie nieznaczącemu, ale podległemu Polskiej Partii Robotniczej. To był Zryw Mokotów.

Wszyscy rozumieli, że to jest zemsta za to, iż Polonia odrzuciła przydzielonego jej przez władzę patrona – Milicję Obywatelską. Bo tak jak nad Legią było LWP, nad Polonią miała być MO. I była – przez pół roku, a potem działacze odrzucili opiekuna, nie chcąc współpracować z komunistami. Milicja wzięła więc pod skrzydła RKS Grochów...

...który miał przyjąć nazwę Dynamo Warszawa.

Ale w końcu zdecydowano się na „Gwardię”. A poloniści w 1946 roku nie mieli gdzie trenować, na mecze musieli wypożyczać stadion, a i tak wygrali mistrzostwo Polski, z czego radość i satysfakcja w Warszawie była naprawdę ogromna.

Raper Ras z zespołu Rasmentalism historię Polonii opisał tak: „Noc jest czarna jak ci z Konwiktorskiej/ I też prowadzi w stronę bagna zaraz po mistrzostwie”. Po obu ligowych triumfach – w 1946 i 2000 roku – Czarne Koszule szybko spadały z ligi.
Koszmar zaczął się nie od razu, bo na fali sukcesu z 1946 roku klub – wbrew władzom – zaczął się szybko odradzać, powstawały różne sekcje. Ale wszystko to opierało się na spontanicznym zaangażowaniu warszawiaków. Potem jednak władze ukróciły możliwość oddolnej inicjatywy i sport skazały na państwowe – branżowe – dotacje. W ten oto sposób Legia i Gwardia zaczęły iść w górę, a Polonia w dół.

Ale odzyskała stadion przy Konwiktorskiej.

Już pod nową, narzuconą przez komunistów nazwą, jako Kolejarz. Gdy we wrześniu 1950 roku drużyna powróciła na Nowe Miasto, na inaugurację ligi od razu trafił się mecz Kolejarz-CWKS, czyli Polonia-Legia. To już były derby, które emocjonowały całą Warszawę. Stadion wypełniony po brzegi: 20 tys. ludzi. I wynik 2:1 dla Polonii, pardon – Kolejarza. Tylko że pomylić się było bardzo łatwo, bo trybuny cały mecz skandowały „Polonia, Polonia”.

A Polonii nie było już od dziewięciu miesięcy, czyli początku 1950 roku.

Tak jak nie było Cracovii, tylko Ogniwo, nie było Wisły, tylko Gwardia, a inne kluby poprzemieniano na hutniki, włókniarze, chemiki, stale itd. Kolejne transze finansowego wsparcia trafiały do klubów z silnymi patronami, a Kolejarz do takich nie należał. Mimo to Polonii jeszcze w 1952 roku udało się wygrać z CWKS w finale Pucharu Polski.

Kazimierz Górski, wtedy piłkarz Legii, w swoich wspomnieniach opisywał, jaką radość to sprawiło warszawiakom. A najstarsi, którzy pamiętają ten mecz, twierdzą, że publika znowu dopingowała drużynę po swojemu: „Polonia, Polonia”.

To było bardzo nie w smak władzy, by tak tytułować klub – tą starą nazwą. W pismach o kulturze fizycznej zaczęły pojawiać się artykuły, że takie przedwojenne kluby jak Polonia prezentowały typowy sport burżuazyjny, który powinien zniknąć z naszego kraju.

Ustawki w metrze, bójki na ulicach, sojusz ze skrajną prawicą. Kibole na smyczy służb specjalnych

Od paru lat trwa akcja Biały Wagon. Grupy rasistów w maskach chirurgów i kominiarkach wpadają do komunikacji miejskiej i biją ludzi o niesłowiańskim wyglądzie.

zobacz więcej
Wszystko dlatego, że kibice nie chcieli wspierać preferowanych przez władze klubów. Czytałem sprawozdanie z zebrania organizacyjnego CWKS Legii z drugiej połowy lat 50., na którym strasznie utyskiwano, że klub, mimo wysokiego poziomu sportowego, ciągle nie ma wystarczającej popularności.

I co z tym zrobiono?

Uaktywniono wtedy harcerstwo, które zaczęło działać we współpracy z Legią, klub otoczył też opieką kilka warszawskich szkół. Powstało również Koło Kibica Legii – autokary Ludowego Wojska Polskiego zaczęły wozić fanów na mecze wyjazdowe. A potem to już czasy telewizji, a ta pokazywała kluby faworyzowane.

Wyjątek stanowiła pierwsza historyczna transmisja meczu piłki nożnej w Polsce, bo to był akurat mecz Polonia - Gwardia w marcu 1957 roku. Ale to była transmisja niemal eksperymentalna, a spotkanie towarzyskie.

Dziennikarz sportowy Stefan Szczepłek w felietonie „Warszawiacy z Koziej Wólki” pisał: „Gdy Polonię niszczono, Legia zdobywała tytuły, kochaliśmy drużynę Deyny i Brychczego, bo spełniała nasze sportowe marzenia. Ale nawet wtedy Konwiktorska nie przestała być dla Warszawy miejscem ważnym”.

Około 1970 roku Legia była prawdopodobnie największym klubem w Europie – mającym najwięcej sekcji. Równać się z nią mógł może tylko Honvéd Budapeszt, też wojskowy. A warszawski CWKS przebijał nawet swój radziecki odpowiednik – CSKA Moskwa.

Ale rzeczywiście, do końca lat 70., gdy były takie rzadkie chwile, że Polonia grała trochę lepiej, to natychmiast zaczynało przychodzić na jej mecze po 10 tys. ludzi. Sam pamiętam spotkanie z Wartą Poznań – na stadionie Marymontu, bo Konwiktorska była akurat w remoncie – na którym pojawiali się nawet kibice Legii, by wesprzeć Polonię!

Czyli wciąż można było chodzić i na Konwiktorską, i na Łazienkowską.
Ale to był ten ostatni moment. Animozje już się trochę zaczynały tworzyć, jednak to po prostu był bardzo ważny mecz – dla całej Warszawy. To była ostatnia kolejka sezonu 1974/75. Polonia walczyła o utrzymanie w II lidze. Legioniści do końca spotkania spokojnie dopingowali i mecz zakończył się zwycięstwem 5:1.

Zaraz potem te animozje się zaczęły zwiększać, czemu nie pomogło na pewno zagarnięcie prawie całej drużyny koszykówki Polonii do Legii. Tak wybitni koszykarze jak Jan Kwasiborski, Zdzisław Raczek czy Zygmunt Prokop po prostu zostali wzięci w kamasze – do wojska oczywiście nie trafili, tylko powołano ich, by swój talent realizowali już w Legii, która po tych wymuszonych transferach zaczęła mocno przewyższać koszykarską Polonię.

Publika to bardzo mocno odczuła, a na trybunach było coraz mniej ludzi, którzy pamiętali piłkarskie sukcesy z 1946 czy 1952 roku.

I wtedy zaczęła się nienawiść? Tak, to był koniec lat 70. Pamiętam mecz, który Polonia grała na Warszawiance z Zagłębiem Wałbrzych, gdy doszło do niesamowitych burd. Milicja była kompletnie zaskoczona i bezradna, bo to była nowość na polskich trybunach. Milicjanci chyba w ogóle nie rozumieli, kto z kim i o co walczy.

A kto z kim i o co walczył?

(Śmiech) Kibole – już można było tego słowa użyć – Legii z kibolami Polonii. Potem, już w latach 90., kiedy na Konwiktorską po czterech dekadach powróciła pierwsza liga, ten antagonizm zaczął się już zbliżać do poziomu znanego dzisiaj.

Dziś doszliśmy do momentu, że kibole napadają na juniorów Polonii i zastraszają ich rodziców – Komisja Ligi więc niewątpliwie ma rację, że kibicowski antagonizm nie może przybierać takich form.

Chciwość i korupcja. Milionowe transfery i sędziowskie przekręty. Cała prawda o futbolu

To nie pieniądze psują piłkę nożną. Psują ją ludzie, których zepsuły pieniądze, bo mieli do nich zbyt łatwy dostęp.

zobacz więcej
Oczywiście, ale nie można się z Komisją zgodzić, że to jest warszawska tradycja. W przypadku Lwowa, gdzie mieliśmy Czarnych i Pogoń, czy Krakowa, gdzie jest Wisła i Cracovia – tak, to tradycja. Ale w przypadku Warszawy nie. A na pewno to nie ci rywale. Antagonizm między Legią i Polonią wywołali dopiero komuniści.

Ale kibiców Polonii w Warszawie pozostała dziś już tylko garstka…

Odzew w internecie Polonia ma spory.

Na stadion w przychodzi mniej niż tysiąc osób.

A co mają oglądać ci kibice? Jak ich ponad stuletni klub przegrywa w III lidze z KS Wasilków?

Czy rzeczywiście dziś w Warszawie kibice Legii nie są w stanie dogadać się z kibicami Polonii?

Opowiem panu historię. Mam serdecznego kolegę, sąsiada, który jest legionistą, zaś ja jestem od dziecka kibicem Czarnych Koszul. I w środowisku, w którym ów kolega pracuje, są praktycznie sami poloniści – tak się akurat złożyło. W rodzinie ma podobnie, wśród sąsiadów też. Żartuje sobie, że wszędzie w Warszawie widać Legię, a jego dziwnym trafem otaczają poloniści.

Więc na urodziny nasza polonijna ferajna zrobiła mu zaskakujący prezent: zawiązaliśmy mu oczy, ustawiliśmy się przed nim i założyliśmy szaliki Legii. Powiedzieliśmy, by odsłonił oczy i spojrzał na nas. Patrzy, a my stoimy z tymi szalikami na baczność. Zabroniliśmy mu tylko nas fotografować (śmiech). Prezent potrwał minutę, by kolega choć przez chwilę wreszcie dobrze poczuł się w towarzystwie.
Więc jednak da się z szacunkiem podchodzić do odmiennych sympatii piłkarskich i z humorem traktować kibicowski konflikt, zachowując normalne, ludzkie relacje.

Nie wiem, jakim kibicem był ten kolega jako młody chłopak, ale dziś kompletnie nie rozumie, jak na jego ukochanej Legii można wywieszać takie transparenty...

Jak pewnie wielu zwyczajnych kibiców Legii.

Daj Boże, żeby tak było.

– rozmawiał Michał Płociński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Dr Robert Gawkowski jest historykiem kultury fizycznej i sportu z Uniwersytetu Warszawskiego. Opublikował m.in. książki „Encyklopedia klubów sportowych Warszawy i jej najbliższych okolic w latach 1918-39”, „Futbol dawnej Warszawy”, „Sport w II RP” oraz ostatnio wydane „Akademicki sport XX wiecznej Warszawy”.
Zdjęcie główne: Derby Warszawy 6 marca 2011 roku. Fot. PAP/Bartłomiej Zborowski
Zobacz więcej
Rozmowy Poprzednie wydanie
Boże, spraw abym był siewcą niepokoju!
„Świat stoi na opak. Nie jest dobrze. Ale żeby miało być tak cołkiem źle, to tyz nie powiem” – cytuje ks. Józefa Tischnera jego brat Kazimierz.
Rozmowy Poprzednie wydanie
To, co działo się w Polsce z Żydami, działo się też z Polakami
Problem roszczeń jest poważny i nie można go bagatelizować – mówi Mariusz Pilis, reżyser filmu „Skrzywdzeni. O Polakach i Żydach”.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Nawet liberałowie oczekują od państwa wsparcia
W rezultacie poprzednich epidemii SARS i MERS w Azji powstały firmy-giganty e-handlu – przypomina ekonomista Jakub Sawulski.
Rozmowy wydanie 20.03.2020 – 27.03.2020
Lekarz nie pomoże choremu rasiście. Chyba, że umierającemu
Tylko poprawni politycznie pacjenci zachowają opiekę zdrowotną.
Rozmowy wydanie 20.03.2020 – 27.03.2020
Po pandemii koronawirusa nie będzie powrotu do przeszłości
Skutkiem epidemii może być światowy kryzys na rynkach finansowych.