Rozmowy

W łóżku mężczyźni boją się kobiet

Gadżety erotyczne kupują dziś głównie kobiety. Kulki gejszy czy wibratory to już klasyka gatunku. Niektóre z pań noszą je w swoich torebkach. Dużym powodzeniem cieszy się też seksowna bielizna oraz lateksowe stroje. Panie je kupują, ale często nie mają co z nimi zrobić, bo partner już dawno zwiał – mówi Bożena Stasiak, dziennikarka prowadząca rubrykę poświęconą sprawom intymnym.

TYGODNIK TVP: Od lat prowadzi pani w gazecie rubrykę o „tych sprawach”. Jak to się zaczęło?

BOŻENA STASIAK: Od samego początku zajmowałam się zdrowiem. W pewnym momencie pojawił się pomysł, by w „Super Expressie” powstała rubryka „Intymności”. Zapytano mnie, czy nie chciałabym jej prowadzić, bo przecież seks to również zdrowie i medycyna. Zgodziłam się i tak się zaczęło. Ta rubryka zmieniała się co kilka lat. Na początku zamieszczaliśmy w niej głównie listy i odpowiedzi ekspertów na stawiane przez czytelników pytania.

Czy tych listów było dużo?

Było ich bardzo dużo. Tygodniowo dostawałam ich około stu. Jeśli powtarzał się w nich jakiś wątek czy problem, to prosiłam ekspertów, a byli nimi uznani seksuolodzy, by udzielili porady.

Jakie pytania powtarzały się najczęściej?
Rzeźby przedstawiające sceny z Kamasutry na murach hinduistycznej świątyni w Khajuraho w indyskim stanie Madhya Pradesh. Fot. Frank Bienewald/LightRocket via Getty Images
Gdy ruszyliśmy z rubryką często powtarzało się pytanie o grę wstępną. Młodzi mężczyźni chcieli wiedzieć, czy kobiety ją lubią, czy to ma sens. Bywało, że wśród stu listów, 30 dotyczyło właśnie tej kwestii. Kobiety z kolei chciały wiedzieć, jak powiedzieć mu, że brzydko pachnie. Tak, jak wspomniałam, ta rubryka ewoluowała przez lata. Pojawiały się w niej nowości, takie jak gadżety erotyczne czy pozycje z Kamasutry.

Gdy rubryka zaczęła się pojawiać w gazecie, kto do pani pisał i o co pytano?

Kiedy pisałam swoją książkę „Zwierzenia Polaków. Listy intymne” zastanawiałam się, co się z czasem w tej korespondencji zmieniło. Doszłam do wniosku, że kiedyś pisali głównie ludzie młodzi. Przeważnie mężczyźni w wieku od 17 do 25 lat. Korespondencji od młodych kobiet było stosunkowo niewiele, co pokazuje, że w latach 90. obyczajowość była zupełnie inna niż obecnie. O co pytano? Bardziej o sprawy związków, uczuć, emocji, mniej o sprawy techniczne, związane z samym aktem seksualnym.

Dziś w dobie internetu, klubów dla swingersów czy łatwego dostępu do pornografii te pytania mocno się zmieniły. Zmienił się również wiek piszących. To głównie osoby starsze. Jakiś czas temu dostałam list od kobiety w wieku 75 lat, która napisała, że była samotna, a podczas wyprawy do sanatorium nie tylko znalazła miłość, ale odkryła też seks. Pytała w tym liście, czy to normalne, że w tym wieku można mieć orgazm.

Kiedyś takiej korespondencji w ogóle nie było, nie było też listów od zaniepokojonych kobiet, których partnerzy zamiast łóżka wybierają internet. Gdy rozmawiałam z profesorami Zbigniewem Izdebskim czy Zbigniewem Lwem-Starowiczem, stwierdzili, że na tym właśnie polega zmiana obyczajowości. Naturalny, choć nie do końca dobry, bieg historii życia seksualnego Polaków.

A anatomia oraz fizjologia? Czy to tematyka, którą już znamy i o którą nie pytamy?

Wręcz przeciwnie. To akurat od lat się nie zmieniło. Anatomia oraz fizjologia to tematyka, którą czytelnicy wciąż są zainteresowani i w której wciąż nie są niestety wyedukowani. Mimo dostępu do sieci, nie znamy siebie, swojego ciała, czy ciała partnera.

List, który do tej pory mam w pamięci, to ten wysłany jakieś pięć lat temu przez studentkę drugiego roku medycyny. Pytała mnie, czy irygacja pochwy coca-colą po stosunku zapobiegnie ciąży. Przyznam szczerze, że zdębiałam.

Starsi mężczyźni pytają z kolei, co to jest łechtaczka, gdzie się znajduje i czy to normalne, że ich narządy nie są proporcjonalne.

Chemsex, czyli geje, narkotyki i AIDS. Niebezpieczna epidemia w świecie „kochających inaczej”

Wraca „gejowska dżuma”. Wśród homoseksualistów dramatycznie i gwałtownie wzrasta liczba zakażonych HIV/AIDS. Nie tylko w Londynie, ale i w Amsterdamie, Moskwie czy Kijowie…

zobacz więcej
Czy forma pisana ułatwiała czytelnikom dopytywanie się o intymne sprawy? A może musiała się pani czasem domyślać, o co chodzi autorowi?

Pytali wprost. To, że piszą, a nie mówią o swoich problemach, było dla nich nie lada ułatwieniem. Mało tego. Niektórzy przysyłali rysunki, czy fotografie przedstawiające ich narządy. Bywało, że młodzi mężczyźni przysyłali mi zdjęcia swoich penisów we wzwodzie, podawali dokładne wymiary i dopytywali, czy na pewno są prawidłowe. Nie mieli żadnych zahamowań.

To, co mnie dziwiło i wciąż dziwi, że wciąż zamiast iść do lekarza – a niekiedy opisywane w listach problemy były na tyle poważne i pilne, że już dawno powinni znaleźć się w gabinecie – pisali listy do redakcji. W takich wymagających nagłej interwencji przypadkach często kontaktowałam się z nadawcami bezpośrednio, podawałam namiary na lekarzy. Dziś w dobie internetu i maili nawiązanie takiego kontaktu jest dużo prostsze.

Czy nasze słownictwo dotyczące spraw intymnych uległo zmianie?

To wciąż ogromny problem Polaków. Nie potrafimy mówić i rozmawiać o seksie. To nadal temat tabu. Nazywanie swoich części intymnych to ogromny problem. Terminologia od lat jest prawie taka sama. Mężczyźni lubią mówić, że mają „ptaka”, z kolei narządy kobiet były przez lata nazywane „muszelką”, „kwiatuszkiem”, „myszką”.

Przypomina mi się historia z gabinetu jednego z urologów, do którego przyszedł pan z problemem i zaczął wyjaśnia, że ma „chorobę murarską”. Gdy lekarz dopytywał, o co dokładnie chodzi ten mówił, że ma piasek w nerkach, wapno w kolanie i zwis dolny. Dopiero po tym zwisie lekarz zaczął domyślać się, o co konkretnie chodzi.

Obecnie w słowniku intymnym pojawiło się bardzo dużo wulgaryzmów, narządy płciowych coraz częściej nazwa się słowami z rynsztoka, co nie do końca mi się podoba.

Z czego to wynika?

Z rozmów z seksuologiem wiem, że to świadectwo zmiany obyczajowości dotyczącej kobiet. To one są coraz bardziej otwarte, chętne do eksperymentów. I to one narzucają ton nie tylko w samej sypialni, ale też w terminologii, w używaniu słów, które są coraz bardziej ostre i wulgarne.

Co nas tak otworzyło? Powszechny dostęp do kanałów erotycznych? Era Tindera?

Częściowo tak, ale stawiałabym na dominację kobiet. Dziś główną grupą, która bywa w gabinetach seksuologów, są właśnie one. Opowiadają o swoich problemach, o tym, czego ich partnerzy nie potrafią, nie chcą.
83-letnia nowojorczanka Hattie „Retroage”, matka dwojga dzieci i babka trójki wnuków, 30 lat temu rozwiodła się i od tego czasu regularnie umawia się na randki, ostatnio za pomoca Tindera i podobnych aplikacji. Interesują ją partnerzy przynajmniej o 20 lat młodsi od niej. Fot. Marcus Cooper / Barcroft Media przez Getty Images
Z tych opowieści wyłania się obraz taki, że mężczyźni boją się tych kobiet nie tylko w życiu codziennym, ale nawet w sypialni. Ona idzie do seksuologa, edukuje się w tej materii, kupuje gadżety, a on ucieka z łóżka, nie chce spełnić jej zachcianek, bo boi się, że nie podoła.

Wspomniała pani o gadżetach. Czy Polacy z nich korzystają?

W erze zakupów on-line coraz częściej. Tylko, że znowu kupują je głównie kobiety. Kulki gejszy, czy wibratory to już klasyka gatunku. Niektóre z pań noszą je w swoich torebkach. Dużym powodzeniem cieszy się też seksowna bielizna oraz lateksowe stroje. Panie je kupują, ale często nie mają co z nimi zrobić, bo partner już dawno zwiał.

Najbardziej zapamiętany przez panią listy?

Czytając te listy niejeden raz dochodziła do wniosku, że gdybym miała je wymyślić i napisać książkę z tego, co stworzyła moja wyobraźnia, to by się nigdy w życiu nie udało. Chyba najbardziej zapadła mi w pamięć historia, która skończyła się tragicznie.

To był 53-letni mężczyzna, który w lokalnej gazecie ogłosił casting na kochanka dla swojej żony. Zgodził się, żeby zrobiła o nim materiał do gazety. Chorował na nowotwór prostaty, przeszedł operację, która nie skończyła się dla niego pomyślnie i został po niej impotentem. Strasznie mu to przeszkadzało, zwłaszcza, że żona była o 20 lat od niego młodsza.

Nigdy nie zapomnę, jak bardzo był w tych poszukiwaniach zdesperowany, jak strasznie chciał, żeby jego plan wypalił. Kiedy w końcu znalazł tego kandydata, zaprosił go do domu, przygotował przyjęcie i w odpowiednim momencie wyszedł.

Znajomość z panem z castingu została skonsumowana, żona była bardzo zadowolona, spotykała się z wybranym przez męża kochankiem regularnie, a mąż za to płacił. Nie przewidział tylko jednego, że pani w kochanku się zakocha i odejdzie od niego. Historia zakończyła się tragicznie, bo mąż popełnił samobójstwo..

Druga zapamiętana przeze mnie postać to z kolei młody 23-letni chłopak, który miał problem ze stulejką. Wiedział, że to powód, przez który nie układa się jego życie seksualne. Tylko zamiast iść do lekarza i udać się na profesjonalny zabieg, postanowił zoperować się sam za pomocą żyletki.

Okaleczył się, źle mu się to zrosło, a jego partnerka, gdy zobaczyła, co zrobił umierała ze śmiechu. W pewnym momencie korespondencja z nim się urwała, więc myślę sobie, że w końcu wybrał się tam, gdzie udzielono mu fachowej pomocy, do czego go zresztą namawiałam.

Seks z internetu

W ciągu godziny oglądania pornografii mamy do czynienia z większą ilością bodźców seksualnych, niż nasi dziadkowie przez całe życie. To gwałt na mózgu.

zobacz więcej
Miała pani stałych korespondentów?

Najczęściej byli to więźniowie. Chyba nudziło im się w areszcie, więc uprawiali sztukę epistolarną. Te listy były koszmarne. Ktoś niedawno zadał mi pytanie, czy pracując nad tą rubryką czułam kiedykolwiek wstyd. Muszę przyznać, że właśnie przy tych listach mnie odrzucało i czułam obrzydzenie. Miałam wrażenie, że wymyślali sobie problemy, odczuwali przyjemność w rysowaniu swoich genitaliów i w opisywaniu, co zrobiliby kobiecie.

Obecnie stali korespondenci to starsi ludzie. Pytają, gdzie poznać partnera, co robić, gdy nawet nie spotykają się bezpośrednio na seks.

Czego obawiają się panie, a czego panowie? Czy to prawda, że mężczyźni boją się uprawiania seksu po zawale?

Kobiety, które nie są w stałych związkach, boją się głównie niechcianej ciąży. Tematem, który pojawia się w tej kwestii najczęściej, jest stosunek przerywany. Boją się, że jeśli nie zgodzą się na seks bez zabezpieczenia, to partner od nich odejdzie.

Mężczyźni po zawałach rzeczywiście pytają o to, czy będą mogli nadal cieszyć się seksem. Trochę mnie to dziwi, bo jak ktoś rzeczywiście ma za sobą zawał, to dostaje od lekarza dokładne instrukcje, co mu wolno, a czego ma unikać.

Jest też grupa kobiet po operacjach onkologicznych, nie tylko narządów płciowych, ale również piersi, czy skóry, które obawiają się, czy partner będzie je nadal akceptował. Skoro zostały w pewien sposób okaleczone, czują lęk przed utratą miłości. Doktor Mariola Kosowicz, która zajmuje się takimi pacjentkami, powiedziała mi bardzo mądrą i prawdziwą rzecz. A mianowicie taką, że jeśli związek nie był oparty na obopólnej miłości, czy przyjaźni, to bez względu na to, czy by kobieta na tego raka zachorowała, czy nie, to by się w pewnym momencie rozpadł.

Mężczyźni bardzo często boją się także utraty erekcji. O ten problem pytają coraz młodsi panowie.

A co z seksualnymi mitami? Czy to prawda, że brodacz jest bardziej męski, a długie palce świadczą o większej ilości testosteronu?

Wśród mitów prawdą jest ten o palcach. Jeżeli mężczyzna ma serdeczny palec dłuższy od wskazującego, to rzeczywiście ma więcej testosteronu. Wyjaśniam to dokładnie w książce. U kobiet nie ma podobnej zależności.

Pozostałe mity takie, jak to, że brodacz albo łysy może więcej, i jest lepszym kochankiem, to wymyślone pewnie przez nich samych bajki.

W książce zwraca pani uwagę, że kobiety wciąż nie potrafią mówić mężczyznom „nie” i nie zgadzać się na to, co im nie pasuje.
Jeżeli mężczyzna ma serdeczny palec dłuższy od wskazującego, to ma więcej testosteronu i jest bardziej płodny. Fot. Reza / Getty Images
To prawda. Mimo rosnącej dominacji kobiet w sypialni wiele z nich godzi się na to, co im się nie podoba. Wydawałoby się, że im kobieta jest bardziej wykształcona, z większego miasta, mająca swoje zdanie, tym będzie bardziej skłonna do mówienia „nie”. Tymczasem wcale tak nie jest. Z badań wynika, że nie zawsze potrafi.

Z drugiej strony to mężczyzn coraz częściej boli głowa, bo obawiają się wyzwolonych kobiet i ich pomysłów. Podobnie jest w kwestii gry wstępnej. Kiedyś panowało przekonanie, że tylko kobiety jej potrzebują, a mężczyzna może od razu. Dziś to często kobiety jej nie chcą, a mężczyźni się jej wręcz dopominają.

Na tym polega ta polska rewolucja seksualna?

Między innymi. Podobnie jest z miłością francuską. 15 lat temu kobiety rumieniły się mówiąc o niej, dziś nie mają z tym problemu. W Polsce mamy już rozbudzonych seksualnie dojrzałych ludzi.

Kiedyś sanatoria były miejscem, gdzie jeździło się w poszukiwaniu partnera. Pamiętam, że robiłam reportaż z Ciechocinka. Kiedy kuracjusze nas zobaczyli, przychodziły do nas wycieczki i pytały, czy przypadkiem nie mamy na zbyciu viagry. Dziś niebieska tabletka dostępna jest powszechnie i bez recepty. Jednym słowem, hulaj dusza, bo ciąża im już nie grozi, różne życiowe sprawy mają pozałatwiane, więc mogą poszaleć.

Kiedyś edukowaliśmy się ze „Sztuki kochania” Michaliny Wisłockiej, dziś z internetu. Jak pani ocenia tę zmianę? Poza Wisłocką wymieniłabym edukację podwórkową, wiedzę zdobywaną na placu zabaw czy pod śmietnikiem. Dziś rzeczywiście to głównie internet, filmy porno. Niestety, w znacznie mniejszym stopniu książki, a jeszcze rzadziej rozmowa. Który ojciec dziś rozmawia z synem o tych sprawach, a matka prowadzi córkę do lekarza?

Byłam niedawno na konferencji, która dotyczyła spraw dojrzewania. Z badań wynika, że nie mamy czasu, żeby o tym z dziećmi rozmawiać. Podrzucona do czytania książka nie załatwia sprawy, a filmy porno, w których ona i on mają narządy płciowe monstrualnych rozmiarów, prezentują sztuczny, nierzeczywisty świat. Taki, na którym ani nastolatek, ani jego starszy kolega nie powinien się wzorować, bo tylko i wyłącznie nabawi się kompleksów.

Zakończmy tę rozmowę jednak czymś pozytywnym.

Mimo wszystko warto zwrócić uwagę, że w kwestii naszej seksualności jesteśmy trochę do przodu. Są rodzice, którzy rozmawiają. Dobrze, że w ogóle mówi się o seksie, o dojrzewaniu a przede wszystkim o związkach. Bycie dobrym kochankiem w połączeniu z miłością czy przyjaźnią to jest dopiero sztuka, której każdemu życzę.

– rozmawiała Marta Kawczyńska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Fot. Wodicka/ullstein bild via Getty Images
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Meblościanka lub fotel 366. Ikony PRL-u znikają ze śmietników
Dlaczego znowu chcemy je mieć? Choć kilka dekad temu ludzie byli i chudsi, i ponoć o 11 proc. niżsi, więc i meble były bardziej filigranowe.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Odcinam się totalnie od problemów, tego co jest gdzieś w kraju
Zaginionego dość szybko można wyprowadzić, gorzej, kiedy grotołaz się zaklinuje. Ale speleolog jest znacznie bardziej wykształcony technicznie od alpinisty, dzięki temu wypadków w jaskiniach nie ma aż tak wiele.
Rozmowy wydanie 26.06.2020 – 3.07.2020
Ani „tylko nasze”, ani „tylko wasze”
Takie obiekty, jak zamki Radziwiłłów, są ważne dla historii dwu, a nawet trzech narodów. Białorusini, choć może mniej to okazują niż Ukraińcy, ale też mają kłopot z polską częścią swojej historii.
Rozmowy wydanie 26.06.2020 – 3.07.2020
Znaleźć siłę, by ocalić swoje życie
W okolicy był stary, opuszczony dworek z zarośniętym stawem. Starsi ludzie przebąkiwali o jakiejś klątwie z nim związanej…
Rozmowy wydanie 19.06.2020 – 26.06.2020
Słowa, których nigdy nie chciałam usłyszeć
Inaczej, gdy twoje dziecko leży podpięte do respiratora, bo jakiś pijany przejechał po nim samochodem, a inaczej, gdy dowiadujesz się, że to ty przekazałaś mu ten „chory gen”. Że nieświadomie skrzywdziłaś swoje dziecko.