Rozmowy

Zadziorność Kulig, temperament Szaflarskiej, kapsuła czasu i sądeckie Oskary

Joanna Kulig otrzymała od nas stypendium, chodziła wtedy do Szkoły Muzycznej w Krynicy. Zaśpiewała przed komisją w sposób świadczący o rodzącym się wielkim talencie. Komitet postanowił jednak przekazać jej nieco niższe stypendium niż koleżance, która stała obok. Była z tego bardzo niezadowolona, uważała, że to jej się należy więcej. Wtedy sobie pomyślałem, że w tej dziewczynie jest power, że dzięki tej sile na pewno coś z niej będzie – opowiada Ryszard Kruk, twórca Stowarzyszenia Przyjaciół Almanachu Muszyny i Funduszu Stypendialnego dla uzdolnionej młodzieży z regionu.

Były wiceprezes Polsko-Amerykańskiego Funduszu Przedsiębiorczości, miłośnik gór i Sądecczyzny, jest również pomysłodawcą Rankingu Genialni, Lokalni, Globalni im. Danuty Szaflarskiej, wybitnej polskiej aktorki pochodzącej z Kosarzysk koło Piwnicznej. Do końca czynna zawodowo, przeżyła 102 lata. 6 lutego minęła 105. rocznica jej urodzin. 7 lutego w Galerii U na Stokłosach w Warszawie otwarta została wystawa „Z góry widać więcej – artyści Sądecczyzny na Ursynowie”.

TYGODNIK.TVP.PL: Krakowianin z urodzenia, warszawianin z konieczności, muszynianin z miłości?

RYSZARD KRUK:
Mogę się pod tym podpisać (śmiech). Wychowałem się na krakowskim Kazimierzu, w cieniu Wawelu. To miejsce wpłynęło na moje postrzeganie kultury: lubię patrzeć na detale, zabytki, artefakty, rzeczy, które przemijają. Kiedy idę ulicą w jakimkolwiek mieście, lubię zaglądać ludziom w okna, patrzeć co wisi na ścianach w ich domu czy mieszkaniu.

Jestem prawnikiem z wykształcenia, ale całe życie byłem związany ze społeczną działalnością. Pasję do działań pro publico bono wyniosłem z harcerstwa i trwa ona do dzisiaj, jako zwolennik budowania społeczeństwa obywatelskiego wciąż poszukuję nowych wyzwań w tej dziedzinie. Z krakusa stałem się warszawiakiem, bo kiedy powstała możliwość pracy w Głównej Kwaterze Związku Harcerstwa Polskiego w Warszawie postanowiłem przenieść się do stolicy. I mieszkam tutaj od 46 lat.

Rzuciła Wall Street, żeby robić ser w Tyliczu. Amerykanka za granicą mówi, że jest Polką

Jestem samotna, żyję w obcym kraju i jakimś cudem sobie radzę – mówi Beth Macatee.

zobacz więcej
Jeśli chodzi o Muszynę to rzeczywiście wybór serca mojego i żony. Nasza miłość zaczęła się już w szkole średniej. Chodziliśmy do tego samego liceum w Krakowie, Bożena mi podpowiadała na lekcjach, więc ja w rewanżu się z nią ożeniłem (śmiech). Dziadek Bożeny, dr Seweryn Mściwujewski w 1911 roku przeniósł się z żoną Wandą z Krakowa do Muszyny. Był lekarzem i wspólnie z burmistrzem Antonim Jurczakiem doprowadził do uzyskania przez Muszynę statusu uzdrowiska. Z tym miejscem związał swój los aż do śmierci w 1944 roku. Pozostał w dobrej pamięci muszynian i mieszkańców okolicznych łemkowskich wiosek. W pełni wsiąkł w tę społeczność. A że byli z Wandą ludźmi renesansu, podobno w ich domu stanął pierwszy fortepian w Muszynie.

Dziadek kupił parterowy domek, który rozbudował do rangi, jak to się wtedy mówiło, pierwszorzędnego pensjonatu. Po wojnie dom, jak wiele innych w tym czasie, przeszedł pod przymusowy zarząd państwa. W latach osiemdziesiątych willa „Wanda” wróciła w końcu do rodziny Bożeny, niestety z decyzją rozbiórki. Połowę domu trzeba było rozebrać, ale i tak zostało sporo. Mieliśmy chwilowo dylemat co zrobić, bo powoli wciągały nas Mazury. Podjęliśmy jednak decyzję, że ratujemy ten dom, mimo że w Muszynie nie mieliśmy żadnej rodziny. I nie żałujemy tego wyboru. Zaważył na naszym dalszym życiu.

Wybrał pan Sądecczyznę, choć miał pan otwartą drogę do kariery i życia także poza Polską – był pan między innymi wiceprezesem Polsko-Amerykańskiego Funduszu Przedsiębiorczości.

Ani przez chwilę nie rozważałem emigracji – tu jest mój dom. Mieszkając w Warszawie podjąłem się kierowania rekonstrukcją starego zamku w Pułtusku. Został tam zlokalizowany Dom Polonii. Byłem wówczas mocno związany ze środowiskami polonijnymi, więc kiedy firmy polonijne powołały izbę gospodarczą w Polsce zaproponowano mi, bym nią pokierował.
Spotkanie kierownictwa Polsko-Amerykańskiego Funduszu Przedsiębiorczości z Georgem H. W. Bushem w ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Warszawie, rok 1995. Z prezydentem USA wita się Ryszard Kruk. Fot. prywatne archiwum Ryszarda Kruka
W lipcu 1989 roku amerykański prezydent George H. W. Bush, czyli senior, wygłosił w Sejmie pamiętne przemówienie, w którym zapowiedział aktywne włączenie się Stanów Zjednoczonych w budowę gospodarki rynkowej w Polsce, między innymi poprzez ustanowienie funduszu wspierającego rozwój gospodarki rynkowej i społeczeństwa obywatelskiego. Podczas polskiej transformacji systemowej przedsiębiorcy bez chwili wahania postanowili wziąć sprawy gospodarcze w swoje ręce – mieli pomysły i nie bali się ciężkiej pracy, brakowało im jedynie pieniędzy.

I tak jesienią Kongres USA powołał Polsko-Amerykański Fundusz Przedsiębiorczości. Byłem pierwszym Polakiem powołanym na funkcję wiceprezesa tej instytucji. Powierzono nam wielki kapitał – 240 milionów dolarów, z przeznaczeniem na programy pożyczkowe oraz wsparcie kapitałowe firm. Wiele tych, które dostały taką pomoc, do dzisiaj odgrywa ważną rolę w polskiej gospodarce. Zainicjowane przez Fundusz programy kredytowe dla małych i średnich firm objęły prawie 100 tysięcy przedsiębiorców. Dzięki Funduszowi utworzono pięć banków, w tym pierwszą instytucję finansową w Polsce oferującą kredyty hipoteczne, czyli Polsko-Amerykański Bank Hipoteczny, czy też Fundusz Mikro dla finansowania najmniejszych firm.

Jesteście patriotami? To zaciśnijcie zęby i pracujcie dla Polski

Roman Kluska: – Gdyby Polacy mieli takie regulacje prawne jak Anglicy, to nikt w Europie nie miałby z nami szans. Polacy są innowacyjni i pracowici, jestem o nich spokojny.

zobacz więcej
Fundusz dzięki sprawnemu zarządzaniu zwiększył wartość swoich aktywów, w efekcie możliwe było wyposażenie w kapitał 250 milionów dolarów nowej instytucji – Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, która istnieje do dziś – byłem dyrektorem jej przedstawicielstwa w Polsce w latach 2000-2005. Prowadzi ona między innymi wielki program tak zwanych stypendiów pomostowych dla uzdolnionej młodzieży rozpoczynającej studia, którego jestem autorem.

Jestem dumny, że mogłem być zaangażowany w ideę, którą zapoczątkował amerykański prezydent. Był wielkim przyjacielem naszego kraju, z szacunkiem odnosił się do Polaków i wielokrotnie z uznaniem wypowiadał się o naszych postępach gospodarczych.

To była działalność zawodowa, która nie przeszkadzała mi w równoległym podjęciu różnych aktywności społecznych w Muszynie. Niech to nie zabrzmi moralizatorsko, ale fakt, że mimo ulokowania w centrum decyzyjnym czy to funduszu, czy potem fundacji, nie zaprzestałem działalności na szczeblu lokalnym, pozwolił mi dostrzegać problemy, które mogłem spróbować rozwiązać na szerszą skalę. Widziałem na przykład młodych ludzi w Muszynie, których martwił ten najtrudniejszy pierwszy rok na studiach, więc wspomniane stypendia pomostowe dla studentów z małych miast i wsi okazały się niezwykle potrzebne.

Wraz z żoną Bożeną Mściwujewską-Kruk jest pan założycielem Stowarzyszenia Przyjaciół Almanachu Muszyny. Udało się panu odkryć wiele ciekawych wątków związanych z uzdrowiskiem?
Jak najbardziej. Jesteśmy z Bożeną bardzo otwarci na kontakty z ludźmi. Cieszę się, gdy do nas przychodzą, pod warunkiem, że wiedzą kiedy wyjść (śmiech). Dla nas rzeczą naturalną była działalność społeczna na rzecz środowiska, w którym żyjemy.

W 1991 roku postanowiliśmy wydawać pismo „Almanach Muszyny”, które miało przybliżać historię tej miejscowości, ale też pobliskich Krynicy-Zdroju i Żegiestowa. Niektórzy mówili, że wystarczy nam tematów na trzy, góra cztery lata. Wątpili, że można tu o czymś pisać tak długo. Bardzo się pomylili, z czego się bardzo cieszymy.

W tym czasie wiele osób chwyciło za pióra, zaczęło pisać o tym, o czym kiedyś nie można było mówić. Ludzie z ulicy zaufali nam i opowiedzieli swoje historie. A ciekawych wątków związanych z regionem jest masa.
Na przykład w willi „Patria” w Krynicy, zbudowanej przez wybitnego polskiego tenora Jana Kiepurę, swój miesiąc miodowy spędziła następczyni tronu niderlandzkiego Juliana z mężem Bernardem. Karolina Grobelska, kustosz Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, opisała to w Almanachu. Podczas swoich poszukiwań natrafiła na ciekawy wątek: rok po pobycie w krynickim uzdrowisku Juliana urodziła córkę Beatrix, przyszłą królową Niderlandów, a strona polska postanowiła podarować holenderskiej parze jakiś prezent. Zdecydowano, że warszawski rzemieślnik zrobi dla nich kołyskę z drewna, ponieważ w latach 30. ubiegłego wieku Polska była jednym z największych eksporterów drewna na świat. Przekazano kołyskę dworowi królewskiemu.

Karolina Grobelska postanowiła prześledzić, jaki był jej dalszy los i odnalazła kołyskę w Muzeum Narodowym Paleis Het Loo w Apeldoorn, po 75 latach od jej przekazania na dwór. Odnosząc się do odkrycia napisała w „Almanachu...”: „Myślę, że ten znaczący fakt z historii polsko-niderlandzkich kontaktów przyczyni się do promocji naszego kraju oraz polskiego rzemiosła artystycznego, które od zawsze było naszym narodowym atutem”.

To fantastyczne, że możemy takie perełki opisywać w naszym roczniku. Wśród autorów tekstów mamy zarówno wielu wybitnych profesorów, którzy zdecydowali się pisać społecznie do lokalnego tytułu, jak i muszynian, co szczególnie cenimy, którzy dzięki „Almanachowi…” przenieśli na papier swe rodzinne wspomnienia. Dzięki temu one przetrwają.

Zadbaliśmy o to, by „Almanach...” był we wszystkich głównych bibliotekach w kraju. Oprócz tego można go znaleźć w Bibliotece Kongresu Amerykańskiego, czy na zagranicznych uniwersytetach. Ukazało się 25 edycji pisma, dzisiaj kontynuujemy jego ideę w formie Biblioteki Almanachu Muszyny. Bożena właśnie kończy prace nad jej najnowszym rocznikiem „Muszyna w prozie i poezji”.

Polska winorośl dodaje pazura winom białym. Dodajemy ją jak pieprz do potrawy

To nieprawda, że im starsze wino, tym lepsze. W istocie 90 – 95% win nadaje się do wypicia przez dwa lata od wyprodukowania!

zobacz więcej
Państwa stowarzyszenie podejmuje też wiele innych inicjatyw, jako choćby promowanie dawnego szlaku winnego „Tokaj-Stara Lubowla-Muszyna”.

Sądecczyzna stała na Szlaku Węgierskim, jednej z najważniejszych arterii komunikacyjnych Rzeczypospolitej. Nowy Sącz i okolice w wiekach XV – XVII były ważnymi ośrodkami transportu win z Bałkanów, Kaukazu i Grecji. Popradem i Dunajcem spławiano wina z Tokaju czy Preszowa w inne części kraju. Region był też ważnym ośrodkiem magazynowania miodu pitnego. Wraz z winem trafiał on stąd do Wielkopolski, Gdańska, a nawet Brandenburgii.

W nowosądeckim muzeum są nawet zachowane dokumenty, m.in. Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy, regulujące tranzyt wina i zabraniające kupcom sądeckim jego sprowadzania. Mieli kupować droższe, z taksą winną, z komory królewskiej. Oczywiście zakazy były łamane i zdarzały się incydenty, takie jak z udziałem jednego z najbogatszych nowosądeczan z XII wieku Jerzego Tymowskiego, który sam sprowadzał wino z Węgier.

W związku z tym, że Muszyna jest miejscowością graniczną, od lat współpracujemy z organizacjami pozarządowymi z Tarcal pod Tokajem na Węgrzech oraz ze Starej Lubowli na Słowacji. Wspiera nas w tym Gabriel Kurczewski, który pisze doktorat o winie i wie wszystko o tym trunku. Co roku we wrześniu jeździmy do jednej z winnic w Tarcal i zbieramy winogrona. Węgrzy nasze owoce wrzucają do specjalnej beczki podpisanej „Muszyna” i przygotowują dla nas wino. W marcu przywożą je do nas. Z czego się osobiście bardzo cieszę, bo uwielbiam się nim delektować. Nasze kontakty z Węgrami i Słowakami są niemal rodzinne.

Razem z żoną jest pan również inicjatorem Funduszu Stypendialnego Almanachu Muszyny dla uzdolnionej naukowo i artystycznie młodzieży z Muszyny, Krynicy i okolic. Do tej pory z tej formy pomocy skorzystało prawie 400 stypendystów. Wśród nich znana polska aktorka Joanna Kulig.

Prymitywny nacjonalizm, siermiężna dyktatura, buraczani aparatczycy. Polityczna perswazja w artystycznym majstersztyku

Aluzje do sporów i awantur, jakich jesteśmy świadkami w naszych czasach, są w „Zimnej wojnie” aż nazbyt czytelne.

zobacz więcej
Środki na ten cel zbieraliśmy w ramach dystrybucji „Almanachu…”. Czytelnicy wpłacali dobrowolne datki na fundusz stypendialny. Wspierała nas też finansowo Fundacja Batorego.

Stypendium trafiało do tych, którzy chcieli coś więcej od życia, czy wybijali się ponad przeciętny poziom. I w wielu przypadkach się nie pomyliliśmy. Wśród naszych stypendystów są dziś na przykład wybitni pianiści: Agnieszka Zahaczewska-Książek czy Krzysztof Dziurbiel. Warto też wspomnieć aktora i reżysera Antoniusza Dietziusa, który na scenie teatru „Palladium” w Warszawie wyreżyserował znakomicie przyjęty spektakl „Męskie D’ramy czyli między testosteronem a reumatyzmem”.

Joanna Kulig otrzymała od nas jednorazowe stypendium. Chodziła wtedy do Szkoły Muzycznej w Krynicy. Zaśpiewała przed komisją w sposób świadczący o rodzącym się wielkim talencie. Komitet stypendialny postanowił jednak przekazać jej nieco niższe stypendium niż koleżance, która stała obok. Jak zauważyłem, Joanna była z tego faktu bardzo niezadowolona, uważała, że to jej się należy więcej. Wtedy sobie pomyślałem, że w tej dziewczynie jest power, że dzięki tej sile na pewno coś z niej będzie. I się nie pomyliłem.

Pochodząc z małej wioski, wszędzie miała pod górę, mimo to ambitnie szła do przodu. Dzięki temu jest tam, gdzie jest. Jestem pod wrażeniem jej kreacji w „Zimnej wojnie”, stworzyła znakomity tandem z Tomaszem Kotem. Zagrała dziewczynę z silnym charakterem, która nie zraża się przeciwnościami losu. Co udało mi się dostrzec na przesłuchaniu stypendialnym kilkanaście lat temu.

Muszę tu jednak mocno zaznaczyć, że swój obecny sukces zawdzięcza ona własnej ciężkiej pracy, a nie stypendium.

Optymistka z uśmiechem dziecka. Taka była Danuta Szaflarska

„Dobiegnięcie do setki traktuję jak wyścig. Jak mi się uda dobiec, to będzie zabawnie”.

zobacz więcej
Joanna Kulig jest zwyciężczynią ubiegłorocznej, pierwszej edycji Rankingu Genialni Lokalni Globalni im. Danuty Szaflarskiej, wybitnej aktorki pochodzącej z Kosarzysk koło Piwnicznej, która zmarła 19 lutego 2017 roku w wieku 102 lat – 6 lutego obchodzilibyśmy 105. rocznicę jej urodzin. Czy obie panie łączy coś więcej, niż tylko pochodzenie z tego samego regionu?

Jesteśmy wdzięczni Marii Ekier i Agnieszce Kilańskiej-Cypel, córkom Danuty Szaflarskiej, za zgodę na nadanie rankingowi imienia ich mamy. Panie są bardzo przyjazne Sądecczyźnie.

Danuta Szaflarska jest ikoną polskiej kultury. Wystąpiła w ponad stu rolach filmowych i ponad osiemdziesięciu teatralnych. Zarówno krytycy, jak i widzowie cenili jej osobowość i temperament. To była przepiękna kobieta i dama z klasą. Ujmuje mnie jej wyraz sceniczny i zaangażowanie w sprawy polskie. Zawsze podkreślała swój sądecki rodowód.

Osiągnęła wiele dzięki tytanicznej pracy i to właśnie miała wspólnego z Joanną Kulig, której kariera prężnie się rozwija i oby tak dalej szło. Sądeczanie mogą być dumni, że obie panie pochodzą z tego regionu. Ale jest też wiele innych wspaniałych osób, które stąd pochodzą, warto je pokazać.

Dlatego właśnie z gronem sądeckich przyjaciół wymyśliliśmy ten ranking, aby pokazać i docenić Sądeczan, którzy wyszli poza swoje środowisko i osiągnęli sukces w Polsce czy za granicą. Jego zakres tematyczny obejmuje dokonania artystyczne oraz wydarzenia, zarówno jednostkowe, jak i cykliczne w następujących dziedzinach: muzyka, teatr, taniec, film, literatura, sztuki wizualne i performatywne, architektura, moda i wzornictwo oraz sektory kreatywne, w tym nowe media, multimedia i gry video.
Właśnie zakończyło się zgłaszanie kandydatów do drugiej edycji Rankingu GLG. Teraz przed nami głosowanie publiczności, a potem tajne głosowanie kapituły nadzorowane przez renomowaną kancelarię prawną Gessel. Jak pani widzi, zastosowaliśmy rozwiązanie przyjęte podczas głosowania w Akademii Filmowej przyznającej Oskary (śmiech). Zwycięzców poznamy podczas uroczystej gali 18 kwietnia w Centrum Kultury i Sztuki im. Ady Sari w Starym Sączu.

Tego, że utalentowanych osób w regionie nie brakuje, dowodzi też między innymi warszawska wystawa, którą zorganizowało Stowarzyszenie Przyjaciół Almanachu Muszyny: „Z góry widać więcej – artyści Sądecczyzny na Ursynowie”. Wernisaż odbył się 7 lutego w Galerii „U” Dom Kultury Stokłosy w Warszawie przy ulicy Lachmana.

Swoje obrazy pokazuje tu trzynastu artystów związanych rodowodem lub miejscem zamieszkania z Sądecczyzną. Każdy artysta wystawia dwie prace wedle własnego wyboru, przy założeniu, że jeden z obrazów choć pośrednio nawiązuje do Sądecczyzny, a drugi jest najbardziej charakterystyczny dla jego twórczości. Prace w większości wykonane są w technice olejnej i prezentują szeroką gamę stylów, od hiperrealizmu do abstrakcji. Taka właśnie jest Sądecczyzna, trochę przewiana wiatrem, otwarta na świat, ale z drugiej strony można tu też poczuć naftalinę.

Jest pan również autorem strony o kolekcjonerstwie, na której zamieszczane są informacje na temat Tatr, Podhala czy Beskidów. Poszukuje pan kolekcjonerskich okazów, co udało się ostatnio upolować, wartościowego?

Johann Wolfgang von Goethe ponoć kiedyś powiedział, że kolekcjonerzy to ludzie szczęśliwi. Ja to mogę potwierdzić. Kolekcjonerstwo jest cudowną sprawą.
Gala rankingu Genialni Lokalni Globalni. Od prawej Ryszard Kruk, córki Danuty Szaflarskiej i laureaci, wśród nich byli – obok Joanny Kulig – kompozytor Jakub Polaczyk, reżyser Antoniusz Dietzius, pisarka Weronika Gogola, wokalistka Izabela Szafrańska, wydawca Monika Sznajderman (żona Andrzeja Stasiuka, mieszkają w Wołowcu), szef Centrum Kultury w Starym Sączu Wojciech Knapik, aktor Filip Pławiak, dyrygent Georg Weiss i szef Małopolskiego Centrum Kultury SOKÓŁ Antoni Malczak. Fot. Kinga Nikiel, arch. RK
Zbieram dokumenty życia społecznego dotyczące Krynicy, Muszyny i Żegiestowa, czyli na przykład stare mapy, wspomnienia, akty notarialne, zdjęcia, pocztówki. To szczególnie ważne w kraju, którego zbiory podczas wojen czy zaborów były niszczone lub zagrabiane. Dlatego warto zachować takie artefakty, okruchy historii dla następnych pokoleń, bo to nasze dziedzictwo narodowe.

Wracając do pani pytania o najcenniejszy nabytek – kolekcjoner ma w swoim życiu dwa momenty szczęśliwe: pierwszy, kiedy coś zdobędzie, a drugi, kiedy może to przekazać we właściwe ręce. Kiedyś kupiłem na internetowej aukcji fragment XIX-wiecznego wyposażenia sali nowosądeckiego ratusza. W latach 60. wyrzucano z niego na śmietnik stare meble, w tym zwieńczenia foteli, które zawierały współczesny im herb z 1881 roku, z czasów austriackiego zaboru, z wizerunkiem rycerza stojącego w bramie – bo dziś, jak wiadomo, na herbie Nowego Sącza widnieje wizerunek św. Małgorzaty. Element ten przekazałem do renowacji i następnie do Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu. Cieszę się, że ten fragment kultury materialnej trafił w odpowiednie miejsce.

Część swoich zbiorów pokazuję w internecie. Kiedyś zamieściłem krynicką pocztówkę. Miała tzw. suchy tłok, czyli stempel, który wydawca wytłoczył na tej widokówce. Została wydana przez Zakład Fotograficzny braci Altman z Sosnowca – to była żydowska rodzina, większość z jej członków zginęła w Holokauście. Moje znalezisko zobaczył w Brukseli potomek tego rodu Robert Altman. Skontaktował się ze mną i z chęcią przekazałem mu moją zdobycz.
Niedługo potem w Sosnowcu zorganizowano wystawę poświęconą temu zakładowi i rodowi Altmanów. W wernisażu wzięli udział potomkowie tej rodziny z całego świata. Można powiedzieć, że jedna, niepozorna pocztówka, którą kiedyś gdzieś znalazłem, uruchomiła lawinę kolejnych zdarzeń. Jak powiedział kiedyś noblista Orhan Pamuk: prawdziwe kolekcjonerstwo zaczyna się wtedy, kiedy zebrane eksponaty zaczyna łączyć opowieść.

Swoje zasoby pokazał pan również na specjalnej wystawie „Sto kolekcjonerskich eksponatów na stulecie odzyskania niepodległości” w Muzeum Regionalnym Państwa Muszyńskiego, podczas której wmurowano tam kapsułę czasu.

Moja żona mówi do mnie, że jeśli mam jakiś pomysł, to żebym usiadł w kącie i siedział tam tak długo, aż mi przejdzie (śmiech).
Podczas wystawy „na wieczną pamiątkę” wbudowaliśmy w Muzeum wspomnianą kapsułę czasu z podpisami uczestników wernisażu i opisem wystawy oraz z informacją o władzach samorządowych uzdrowiska i kopiami protokołów władz Muszyny z lat 1914–18. Kapsuła ma być ponownie otwarta 10 listopada 2068 r. Ja raczej tej rocznicy nie doczekam (śmiech), ale obecni na spotkaniu nasi stypendyści obiecali, że dopilnują, aby kapsuła została uroczyście otwarta w podanym terminie.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Joanna Kulig podczas konferencji prasowej poświęconej filmowi „Zimna wojna”, 71. Festiwal Filmów Fabularnych w Cannes, 2018 r. Fot. Clemens Bilan EPA - Pool/Getty Images
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Dawniej był nóż, teraz ma być kwiatek
Andrzej Krauze: Kiedyś ilustrując temat rasizmu, rysowałem czarnoskórych. Dziś redaktor mi mówi, żeby skomentować to zjawisko bez koloru.
Rozmowy Poprzednie wydanie
W łóżku mężczyźni boją się kobiet
Ona idzie do seksuologa, edukuje się w tej materii, kupuje gadżety, a on ucieka z sypialni, nie chce spełnić jej zachcianek, bo boi się, że nie podoła.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Nienawiść między Legią a Polonią wywołali komuniści
Był taki mecz, na którym pojawili się nawet kibice Legii, by kibicować Polonii.
Rozmowy wydanie 7.02.2020 – 14.02.2020
Seks z internetu
W ciągu godziny oglądania pornografii mamy do czynienia z większą ilością bodźców seksualnych, niż nasi dziadkowie przez całe życie. To gwałt na mózgu.
Rozmowy wydanie 31.01.2020 – 7.02.2020
Sztuczna inteligencja jest jeszcze bardzo głupia
Jedyna Polka zasiadająca w Royal Society o programistkach, parytetach oraz...danych cyfrowych zapisywanych w DNA.