Cywilizacja

Warto przyglądać się anglikanom. Kościół katolicki idzie bowiem ich śladem

Wielka Brytania dokonała brexitu. Ale metody funkcjonowania Kościoła Anglii nadal podbijają europejski katolicyzm.

Jeśli szukać wyznania, w którym ogniskują się wszystkie wyzwania stojące przed chrześcijaństwem, to jest nim anglikanizm. Wspólnota Anglikańska pozostaje – można powiedzieć – swoistym socjologicznym wzorcem, na którym badać można niemal wszystkie problemy, zjawiska i eksperymenty, z jakimi stykamy się we współczesnych Kościołach i związkach wyznaniowych.

Kilkanaście dni temu media katolickie zachłystywały się informacją, że Kościół Anglii (czyli Kościół matka dla wszystkich innych Kościołów anglikańskich i episkopalnych, którego zwierzchnik, czyli arcybiskup Canterbury jest także honorowym zwierzchnikiem Wspólnoty Anglikańskiej) przypomniał, że akty seksualne są moralnie dopuszczalne tylko w heteroseksualnym małżeństwie.

Kilka dni później, o czym już tak szczegółowo nie informowano, arcybiskupi Canterbury i Yorku (Justin Welby i John Sentamu) przeprosili za te „raniące i dzielące” słowa i zapewnili, że proces rozpoznawania nowego nauczania o ludzkiej seksualności w Kościele anglikańskim trwa, a tego rodzaju oświadczenia, jak to dotyczące wartości heteroseksualnego małżeństwa nie mogą go powstrzymać.

Oświadczenie to poprzedziła – ostra, jak to zwykle bywa w Kościele Anglii – debata między zwolennikami inkluzywności i otwartości na LGBT, którzy uznali się za wykluczonych z własnej wspólnoty i zażądali przeprosin, a ewangelikalnymi protestantami z Kościoła niskiego i anglokatolikami (a przynajmniej ich moralnie konserwatywną częścią), którzy wyrazili zadowolenie z tego, że przynajmniej w tej kwestii ich wspólnota wyznaniowa powraca do korzeni biblijnych.
Wielebny Nigel Wright był pierwszym anglikańskim duchownym w Melbourne, który otwarcie mówił, że jest homoseksualistą. Fot. Fairfax Media via Getty Images via Getty Images
Debacie tej przysłuchiwali się, a niekiedy w niej uczestniczyli, także anglikanie z całego świata – podzieleni także w tych kwestiach nie tylko na poziomie doktrynalnym, ale także geograficznie (większość najszybciej rozwijających się wspólnot anglikańskich w Afryce jest zdecydowanie i jednoznacznie konserwatywna w kwestiach moralnych).

Królewska wola

Jeszcze kilkanaście lat temu katolicy mogliby – ze swoistą wyznaniową butą – spoglądać na ten zamęt i pocieszać się, że „u nas tak nie będzie”. Jak pokazuje jednak dyskusja nad komunią świętą dla rozwodników w ponownych związkach czy dla protestanckich małżonków katolików, nad celibatem czy tzw. prawami osób homoseksualnych w Kościele ten „model” zaczyna docierać także do Kościoła katolickiego, który powoli, ale systematycznie się „anglikanizuje” (co jest o tyle paradoksalne, że nie zmienia się przy tym jego eklezjologia oparta – inaczej niż w przypadku angielskiej Reformacji – na centralizmie rzymskim).

Tym istotniejsze wydaje się więc uważne przyjrzenie się temu, co dzieje się w Kościele Anglii, we Wspólnocie Anglikańskiej, a także w tych jej ruchach, wspólnotach czy parafiach, które odchodzą od swojej pierwotnej tradycji i przechodzą na katolicyzm lub prawosławie. Zanim jednak przejdziemy do analizy wszystkich tych zjawisk warto sobie uświadomić, że to, co katolikom może się wydawać dziwne czy zaskakujące – że biskupi zmieniają zdanie, dyskusja dotyczy podstawowych kwestii doktrynalnych czy moralnych, a wspólnota jest na ich tle głęboko podzielona – to dla anglikanów nie jest ani czymś nowym, ani szczególnie zaskakującym. Oni są do tego nie tylko przyzwyczajeni przez lata dyskusji skupionej na kwestiach moralnych (to od mniej więcej lat 30. XX wieku, gdy Wspólnota Anglikańska jako pierwsza zaakceptowała antykoncepcję, przy ostrym sprzeciwie części własnych zwolenników moralnej ortodoksji), ale w istocie od samego początku istnienia swojego wyznania.

Tak się bowiem składa, że anglikanizm nigdy nie opierał się na jasnej, spójnej i wyłożonej w wyznaniach wiary czy księgach wyznaniowych (jak luteranizm czy kalwinizm) doktrynie, ale na… no właśnie na woli królewskiej, a później na przekonaniu, że istnieje pewien angielski i anglikański model duchowości, który dopuszcza bardzo szerokie rozumienie pewnych prawd, a nawet różnorodność ich pojmowania.

Przyjmują wszystkie sposoby

Doskonale widać to w podejściu do komunii świętej czy sporów eucharystycznych, które podzieliły christianitas w okresie Reformacji. Anglikański teolog Sam Wells (prywatnie mąż biskup anglikańskiej Jo Bailey Wells) wskazuje, że w świecie zachodnim rozpowszechnione są cztery sposoby rozumienia Eucharystii:
Wielebna Libby Lane, anglikańska biskup Derby, śpiewa podczas obchodów 25-lecia dopuszczania do święceń kobiet w Kościele Anglii w marcu 2019 w pałacu Lambeth w Londynie. Fot. Dominic Lipinski / PA Images via Getty Images
❶ Wedle pierwszego, katolickiego, konsekrowany chleb i wino stają się dosłownie i realnie ciałem i krwią Chrystusa;

❷ Luterańskie uznaje, że poprzez chleb i wino uczestniczymy w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa;

❸ Kalwin przypominał, że Jezus nie może być jednocześnie w Niebie i pod postaciami chleba i wina, dlatego dla niego Eucharystia stanowi jedynie przypomnienie wierzącym, że przychodzący do nich Duch Święty przynosi odpuszczenie grzechów i życie wieczne;

❹ Zwingli (twórca ewangelicyzmu reformowanego) zaś zaznaczał, że wierzący już posiadają Chrystusa, dlatego to, co dzieje się podczas liturgii jest jedynie uświadomieniem, że już jesteśmy podobni do Chrystusa.

A co na to anglikanie? Odpowiedź jest prosta, otóż przyjmują oni wszystkie te sposoby rozumienia. „Gdy anglikański duchowny wymawia słowa ustanowienia: to jest moje Ciało oraz to jest moja Krew to odwołują one wierzących do liturgii katolickiej. Sformułowanie «dla nas» (także występujące w obrządkach anglikańskich) należy rozumieć w duchu nauki Marcina Lutra, natomiast słowo «obietnica» odsyła anglikanów do kalwińskiej doktryny o Eucharystii. Wreszcie spojrzenie Huldrycha Zwigliego posiada egzemplifikację w sformułowaniu «pamiątka»” – referuje poglądy anglikańskiego teologa Samuela Wellsa polski teolog dr Paweł Beyza.

Ten rodzaj szerokiego podejście do rozmaitych kwestii widać także w swoistej praktycznej eklezjologii anglikańskiej. We wspólnocie tej od zawsze istnieją obok siebie zbory czy parafie (należące do Kościoła niskiego) skrajnie kalwińskie, w których nabożeństwo jest sprawowane na wzór protestancki, obok anglokatolickich (Kościół wysoki), gdzie wciąż jeszcze można spotkać liturgię sprawowaną nawet nie wedle klasycznego Book of Common Prayer, ale „English Missal”, czyli przełożony na język angielski mszał trydencki sprzed reform Soboru Watykańskiego II.

A między nimi będą funkcjonować parafie Kościoła szerokiego, które zapraszać będą wiernych na jogę, ćwiczenia umysłu, a ich pastorzy będą skupieni wyłącznie na tym, by nikogo nie urazić, i by wszyscy czuli się zaproszeni. W jednych parafiach i diecezjach kobiety czy homoseksualiści (choć w Kościele Anglii, przynajmniej oficjalnie żyjący w celibacie) będą sprawować wszystkie funkcje, a inne wspólnoty – z własnymi latającymi biskupami nadal ordynacja przysługiwać będzie tylko mężczyznom, i to heteroseksualnym.

Kiedy ksiądz ma żonę

Tomasz P. Terlikowski: Kościół katolicki mógłby pozwolić kapłanom zawierać małżeństwa i zakładać rodziny. Tyle że skutki tej zmiany byłyby opłakane.

zobacz więcej
Jak to wszystko może działać? To dla katolika może być zagadką, ale faktem jest, że jakoś funkcjonuje, i choć w Wielkiej Brytanii Kościół anglikański traci znaczenie i liczebność, to na świecie – szczególnie w Afryce – dynamicznie się rozwija i zdobywa nowych wyznawców.

Pęka w szwach

Jednak wspólnota, która godzi w sobie obecność nie tylko różnych tradycji liturgicznych, ale i doktrynalnych, zaczyna trzeszczeć w szwach, gdy staje wobec podziałów moralnych. Stosunek do wyświęcania osób homoseksualnych (a także bi– i transseksualnych) na prezbiterów i biskupów, do małżeństw homoseksualnych, do inkluzywnych parafii, a wcześniej do (rzecz z zupełnie innej kategorii, ale także znacząca symbolicznie) ordynacji kobiet realnie podzieliła Kościół anglikański i doprowadziła do pierwszych od wieków potężnych ruchów migracyjnych wewnątrz tej wspólnoty.

Już w latach 70. i 80., gdy debata nad ordynacją dla kobiet nabierała rozpędu z amerykańskiego Kościoła Episkopalnego (pod tą nazwą funkcjonuje Kościół anglikański w Stanach Zjednoczonych) odeszła do rozmaitych Kościołów prawosławnych część wiernych. To dla nich stworzono Ryt św. Tichona, czyli poprawioną i uprawosławnioną wersję liturgii z Book of Common Prayer.

Inni, gdy św. Jan Paweł II stworzył możliwość przechodzenia na katolicyzm dla żonatych duchownych anglikańskich, przy zachowaniu przez nich możliwości dalszej posługi duchownej, zaczęli napływać do Kościoła katolickiego, a ruch ten był na tyle znaczący, że Benedykt XVI utworzył dla nich trzy ordynariaty (w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, a także Australii), w których sprawowana jest osobna wersja liturgii inspirowanej anglikańską, i która zachować ma specyfikę pobożności byłych anglikanów wewnątrz Kościoła katolickiego).

Nowi konwertyci wciąż do Kościoła katolickiego napływają, a wzorcem dla nich pozostaje nie tylko kardynał John Henry Newman, ale także wielu innych działach Ruchu Oksfordzkiego, którzy od XIX wieku próbują rekatolicyzować tradycję anglikańską, i z których wielu ostatecznie przeszło na katolicyzm (choć wielu innych, by wymienić tylko wybitnego filozofa i teologa tomistę E. L. Mascalla, realizowało swoją miłość do tradycji katolickiej wewnątrz Kościoła Anglii).
Trzej byli hierarchowie anglikańscy, John Broadhurst, biskup Fulham (pierwszy z lewej) Andrew Burnham, biskup Ebbsfleet (drugi z lewej) i Keith Newton, biskup Richborough (z prawej) zostali w styczniu 2011 wyświęceni na kapłanów katolickich w katedrze Westminsterskiej przez abp. Vincenta Nicholsa, prymasa Anglii i Walii (drugi z prawej). Fot. John Stillwell / PA Images via Getty Images
Na prawosławie i katolicyzm przechodzą zazwyczaj anglokatolicy, tymczasem Wspólnota Anglikańska trzeszczy w szwach także na innych polach. Część zwolenników Kościoła szerokiego, a także – jeszcze większa – ewangelikalnych nurtów Kościoła niskiego także ostro protestuje przeciwko niektórym zmianom. Ich wierni często albo przechodzą do innych wspólnot protestanckich, albo wraz z częścią anglokatolików, którzy chcą pozostać wewnątrz tradycji protestanckiej, tworzą nowe wspólnoty tradycyjnych anglikanów, które są próbą zachowania tradycyjnej tożsamości anglikańskiej w obliczu nowej wielkiej rewolucji seksualnej (a może w przypadku chrześcijaństwa należałoby mówić o wielkiej reformacji seksualnej).

Część z tych wspólnot afiliuje się przy Kościołach anglikańskich w Afryce, które – choć pozostają członkami Wspólnoty Anglikańskiej – otwarcie kwestionują politykę zachodnich nurtów tego wyznania. Większość tradycyjnych (na różny sposób) anglikanów pozostaje jednak wewnątrz swojej wspólnoty i nigdzie się nie wybiera, a liberałowie wskazują, że anglikanizm nadal jest atrakcyjny dla wielu osób, czego dowodem może być choćby fakt, że nadal nie brakuje duchownych czy teologów katolickich, którzy decydują się na przyjęcie anglikanizmu.

Anglikanizacja katolicyzmu

Na ten moralny i doktrynalny podział nakłada się jeszcze podział geograficzny, bowiem tak się składa, że podczas gdy Kościół Episkopalny ordynuje już homoseksualistów na biskupów i pastorów, a w jego parafiach odbywają się oficjalnie kościelne śluby gejowskie, a ostatnio zaprezentowano nawet religijny obrządek zmiany płci, to w Kościołach afrykańskich często nie ma mowy nawet o ordynacji kobiet (choć to kwestia z innego poziomu teologicznego), o jakiejkolwiek akceptacji dla praktyk homoseksualnych nie wspominając.

Afrykanie nie zamierzają tej kwestii odpuszczać, czy uznawać ją za drugorzędną, dlatego odmawiają obrad z aktywnymi homoseksualistami, a także coraz częściej otwarcie mówią o możliwości opuszczenia zdominowanej przez liberalnych hierarchów (choć większość wiernych na świecie to raczej konserwatyści) Wspólnoty Anglikańskiej.

Kilka lat temu wieszczyłem koniec anglikanizmu, a z perspektywy katolickiej może się wydawać, że dzisiaj jest bliżej tego końca niż kiedykolwiek. Teraz jednak daleki jestem od takiej diagnozy. A powód jest taki, że podobne zjawiska jak we Wspólnocie Anglikańskiej zobaczyć można także w Kościele katolickim (o innych protestanckich wspólnotach nawet nie wspominam).
Papież Franciszek w październiku 2016 przyjął na prywatnej audiencji anglikańskiego arcybiskupa Canterbery Justina Welby'ego. Fot. Vatican Pool/Getty Images
I u katolików pojawiły się, za sprawą papieża Franciszka, tendencje do decentralizacji Kościoła, debata moralna między katolickimi liberałami a konserwatystami nabiera rozpędu i ostrości, a zwolennicy święceń dla kobiet (i to mimo jasnej deklaracji św. Jana Pawła II, która wydawała się ostatecznie rozstrzygać kwestię) coraz mocniej podnoszą głowy.

Coraz lepiej widać też, że parafie, diecezje i ruchy katolickie podzielone są nie tylko wedle kryteriów moralnych (choć te widać doskonale), ale także pobożnościowych. W Kościele katolickim mamy obecnie własny Kościół niski (szczególnie jego skrzydło radykalnie charyzmatyczne ma taki charakter) i szeroki, a także wysoki (tradycjonaliści katoliccy różnych nurtów mają się świetnie) i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miało się to zmienić.

Jeśli więc mamy do czynienia z jakimś procesem to raczej z anglikanizacją katolicyzmu, niż ze śmiercią samego anglikanizmu. Ten ostatni, choć widać w nim rozmaite migracje, staje się raczej typem duchowości i zarządzania, który zdobywa sobie nowe pola. Jeśli coś mu jednak zagraża, to głównie fakt, że we własnej ojczyźnie coraz mocniej traci on na znaczeniu i rozmywa się w formy pobożności postchrześcijańskiej… Ale to także jest wspólne wielu zachodnim tradycjom chrześcijańskim, w tym także tej katolickiej.

– Tomasz P. Terlikowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Św. Tomasz Morus
Zdjęcie główne: Królowa Elzbieta II inauguruje Święty Synod Kościoła Anglii w 2010 roku. Z lewej arcybiskup Canterbury Rowan Williams z prawej małżonek Elzbiety książę Edynburga Filip. Monarcha brytyjski jest głową Kościoła. Fot. Lefteris Pitarakis - WPA Pool/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pożegnanie z prezydentem?
Wirus z Chin dał opozycji szansę na zwycięstwo.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Smak z mleka mamy, czyli umami
Sprawcą złej sławy glutaminianu sodu był zakład dwóch Amerykanów o 10 dolarów, że prestiżowe czasopismo medyczne wydrukuje absurdalne zarzuty w liście od nieistniejącego doktora.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Walczą anonimami i szykanami. Sędziowie nauki polskiej
W nauce polskiej są enklawy opanowane przez naukowców z nawykami wyniesionymi z PRL i przez ich wychowanków – twierdzi emerytowany profesor historii.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przeciw imigrantom i wolnemu rynkowi. Między lewicą a prawicą
Narzeka, że prawica, zamiast zwalczać szkodliwe idee, krytykuje bankierów i masonów.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Auto samo zdecyduje, czyje życie ma narazić
Nadchodzi samochodowa sztuczna inteligencja.