Cywilizacja

Maszyny, elektronika i… klapki japonki. Czym Chińczycy podbijają Afrykę

Zazwyczaj współpraca układa się dobrze. Ale podczas budowy linii kolejowej Madaraka Express Line dochodziło do spięć pomiędzy chińskimi a kenijskimi pracownikami. Pracownicy z Chin odmawiali siadania przy wspólnym stole podczas lunchu z Afrykanami i obrażali ich dając do zrozumienia, że źle wykonują swoją pracę.

Jin Yan, inżynier z branży IT, jedzie do Północnej Afryki. Ma tu negocjować dla swojej korporacji kontrakt handlowy. Na miejscu okazuje się, że państwo jest na skraju wojny domowej. Sytuacja jest coraz bardziej niestabilna, o wpływy walczą wrogie wobec siebie firmy i miejscowy generał. Jin Yan musi zdecydować kogo w tym konflikcie poprzeć. Decyzja może być tylko jedna – dzielny młody Chińczyk staje w obronie prześladowanych i bezbronnych Afrykanów, z którymi nikt się nie liczy.

Powyższe wydarzenia to treść filmu fabularnego „Chiński łącznik”. Chińska produkcja nie zebrała pochlebnych recenzji. Nie pomogło nawet zaangażowanie znanych twarzy – Mike’a Tysona i Stevena Seagala. Jednak film odniósł innego rodzaju sukces: pokazały go prestiżowe zachodnie stacje telewizyjne. I pewnie zrobił wiele dobrego dla ocieplenia wizerunku chińskich firm w Afryce.

Pekin wykorzystał swoją szansę

Zimna wojna kojarzy się przede wszystkim z rywalizacją pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Sowieckim. Warto jednak pamiętać, że jeszcze jednym ważnym graczem na arenie międzynarodowej była już w tamtym czasie Chińska Republika Ludowa. Pekin praktykował „własną drogę” komunizmu, co oznaczało również prowadzenie niezależnej wobec Moskwy polityki zagranicznej. Jednym z obszarów chińskiego zainteresowania stał się kontynent afrykański, gdzie Sowieci mieli już własne interesy oraz plany.
Prezydent Ghany Kwame Nkrumah z wizytą w Pekinie w 1961 r. W kabriolecie z chińskimi prezydentem Liu Shaoqim i premierem Zhou Enlaiem. Fot. Keystone-France \ Gamma-Rapho przez Getty Images
Pekin zaczął interesować się Afryką z chwilą, gdy pierwsze państwa Czarnego Lądu ogłosiły niepodległość. Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX w. pomiędzy Chinami a kilkoma państwami (Egipt, Gwinea, Somalia, Maroko, Sudan) podpisano pierwsze kontrakty handlowe. Kraje afrykańskie nastawione były wówczas przede wszystkim na import chińskich produktów. Była to głównie ropa naftowa, aluminium, produkty przemysłowe, a także bawełna, tekstylia i chemikalia.

W latach 1963-1964 premier ChRL, Zhou Enlai odwiedził 10 afrykańskich stolic, w tym Akrę w Ghanie, gdzie prezydentem był Kwame Nkrumah, jedna z najbardziej znaczących postaci dla afrykańskich ruchów niepodległościowych. Choć trudno odnaleźć szczegóły tej wizyty, to musiała ona przebiegać w przyjaznej atmosferze, a obaj panowie polubili się.

W tej historii najbardziej interesujące jest to, że to właśnie Zhou Enlai przekazał Nkrumahowi wiadomość o przewrocie wojskowym w Ghanie i odsunięciu go od władzy. Stało się to 24 lutego 1966 r., kiedy ghański przywódca był z wizytą w Azji. W obliczu gwałtownych wydarzeń w Ghanie, kiedy nawet bliscy współpracownicy porzucili prezydenta Nkrumaha, Enlai ugościł go w Pekinie i pomógł zaplanować kolejne kroki (Nkrumah resztę życia spędził w Gwinei na zaproszenie swego przyjaciela, prezydenta Ahmeda Sekou Touré; zmarł w 1972 r.).

Chińczycy stosowali nieco odmienne metody pozyskania przychylności od Sowietów. Moskwa stawiała przede wszystkim na poparcie polityczne poparte zbrojną i finansową pomocą. Chińczycy, choć nie stronili od jawnie politycznych deklaracji (przykładem niech będzie wsparcie finansowe i militarne dla Holdena Roberto w Angoli walczącego z Agostinho Neto popieranym przez ZSRS czy poparcie dla Roberta Mugabe w Zimbabwe przeciwko moskiewskiemu „protegowanemu”, Joshui Nkomo), preferowali inwestycje i udział swej gospodarki w rozwijających się afrykańskich rynkach.

Sztandarową inwestycją była wówczas (w roku 1975) budowa linii kolejowej pomiędzy Lusaką (Zambia) a Dar es Salaam (Tanzania), zwanej popularnie Tazarą. Kolej kursuje do dzisiaj, lecz z powodu przestarzałej nie cieszy się dużą popularnością.

W latach osiemdziesiątych XX w., kiedy w wielu miejscach Afryki, a zwłaszcza na południu kontynentu, trwała rywalizacja pomiędzy Waszyngtonem a Moskwą, Pekin znajdował się już w gospodarczej ofensywie. Chińskie zaangażowanie rosło proporcjonalnie do tego, jak Kreml wycofywał się z Afryki.
Prezydenci Zambii Kenneth Kaunda (drugi z prawej) i Tanzanii Julius Nyerere (pierwszy z prawej) podczas uroczystości z okazji wybudowania połowy łączacej ich kraje trasy kolei, nazwanej później Tazarą, a powstałej dzięki inwestycji i współpracy Chin. Tazara do dziś jest nazywana "pomnikiem przyjaźni chińsko-afrykańskiej". Fot. Keystone/Hulton Archive/Getty Images
Po upadku Związku Sowieckiego wiele państw afrykańskich liczyło na nawiązanie bliższych relacji z innym, równie potężnym partnerem. W tej rywalizacji liczyły się przede wszystkim Stany Zjednoczone oraz Chiny (a dopiero na dalszym planie byłe państwa kolonialne, jak Francja, Wielka Brytania czy Niemcy). Pekin dobrze wykorzystał swoją szansę. W latach dziewięćdziesiątych udział chińskich inwestycji wzrósł o 700 procent w stosunku do lat wcześniejszych.

Chińsko-afrykańskie stosunki nabrały rozpędu po roku 2000, kiedy po raz pierwszy odbyło się spotkanie Forum Współpracy (Forum on China–Africa Cooperation; FOCAC). Od tamtej pory odbyło się kilka szczytów. O wyjątkowości Forum świadczy to, że biorą w nim udział wszystkie kraje Afryki (oprócz Królestwa Eswatini czyli dawnego Suazi) na poziomie minimum ministerialnym. Co znamienne, w 2018 r. na szczycie w Pekinie pojawiło się więcej afrykańskich przywódców niż na odbywających się w tym samym czasie obradach Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

Elektronika i klapki japonki

Według prognoz ONZ, populacja Afryki może podwoić się w ciągu najbliższych 30 lat – z 1 mld w roku 2019 do ponad 2 mld w roku 2050. Zdaniem Departamentu do spraw Ekonomicznych i Społecznych działającym przy ONZ, istnieje prawdopodobieństwo, że w 2100 r. liczba mieszkańców Afryki przekroczy 3,5 mld.

Analizując te dane należy pamiętać, że, w przeciwieństwie do społeczeństw Zachodu, społeczeństwa Afryki „młodnieją” – na kontynencie afrykańskim rodzi się zdecydowanie więcej dzieci, a jednocześnie, dzięki lepszej opiece medycznej, śmiertelność maluchów do 5 roku życia znacząco maleje, a średnia długość życia ulega wydłużeniu (około 10 lat w ciągu ostatnich 50 lat; aktualnie średnia długość życia Afrykanów wynosi, odpowiednio dla kobiet i mężczyzn, 65 i 61 lat).

Rosnąca liczba mieszkańców, migracje wewnętrzne i masowe zasiedlenie miast to wyzwania przed którymi stoi wiele krajów Afryki. Pekin również te problemy dostrzega, a w ich przezwyciężaniu widzi szanse na zwiększenie swoich wpływów na kontynencie.

Afrykański rynek jest bardzo chłonny. Mieszkańcy Afryki oczekują dostępu do takich samych towarów i usług, jakie oferowane są w innych częściach globu. Chiny, jako producent znacznej części światowych dóbr, są w stanie zaspokoić te potrzeby.

Produkty, których największym importerem w Afryce jest ChRL to przede wszystkim maszyny, elektronika, produkty hi-tech oraz odzież, a także przybory kuchenne, plastikowe pojemniki, materiały pakowe oraz… kosmetyki do pielęgnacji włosów i klapki japonki.
Na spotkanie Forum Współpracy Chińsko-Afrykańskiej w 2018 roku (FOCAC) przybyło więcej przywódców z Afryki niż na odbywające się w tym samym czasie obrady Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Na zdjęciu prezydent Południowego Sudanu Salva Kiir Mayardit z prezydentem Chin Xi Jinpingiem. Fot. Andy Wong - Pool/Getty Images
Spośród usług największą popularnością cieszą się firmy budowalne oraz sklepy – od niewielkich, rodzinnych biznesów po galerie handlowe należące m.in. do grupy China Mall, mającej swoje centra w Johannesburgu i Durbanie.

Jednocześnie gospodarka chińska potrzebuje dostępu do surowców, których złoża znajdują się na obszarze Afryki. Jest tak w przypadku platyny, kobaltu, uranu, manganu czy koltanu. 70 procent ogólnoświatowych zasobów tego ostatniego, niezbędnego do produkcji m.in. telefonów komórkowych, minerału, znajduje się na terytorium Demokratycznej Republiki Konga (a warto pamiętać, że w Chinach produkowana jest połowa wszystkich smartfonów na świecie).

Ponadto kraje afrykańskie są eksporterami istotnych dla Chin surowców i produktów, jak ropa naftowa (Angola, Sudan Południowy i Kongo), bawełna (Benin, Burkina Faso i Mali), kakao (Wybrzeże Kości Słoniowej), kawa (Kenia) i ryby (Namibia).

Afryki ważna jest dla Chin jednak nie tylko z przyczyn ekonomicznych, ale przede wszystkim geostrategicznych. W tym miejscu warto przywołać często powtarzane przez dra Jacka Bartosiaka słowa: za kupcami zawsze podążają żołnierze. Ta prawidłowość ma zastosowanie także w przypadku chińskiego zainteresowania Afryką. Od sierpnia 2017 r. w Dżibuti działa baza wojskowa Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, gdzie przebywa na stałe około 400 żołnierzy.

Miejsce jest nieprzypadkowe. W tym niewielkim kraju Rogu Afryki znajduje się już 5 innych zagranicznych baz – francuska, hiszpańska, włoska, japońska i amerykańska. Ze względu na swą lokalizację, Dżibuti odgrywa kluczową rolę w rywalizacji w basenie Morza Czerwonego. Przywołując słowa Witolda Repetowicza, posiadanie wojsk na tym obszarze „umożliwia [Chińczykom] lepszą kontrolę nad Nowym Jedwabnym Szlakiem, którego morska linia prowadzi przez kanał Bab al-Mandab/Kanał Sueski (a także obejmuje Mombasę).

Chodzi też o koncepcję „Sznura Pereł”, czyli sieci chińskich baz morskich w basenie Oceanu Indyjskiego”. Mówi się, że kolejne chińskie bazy mogą powstać w Namibii oraz na Wyspach Świętego Tomasza i Książęcej, co otworzyłyby możliwość operowania na Oceanie Atlantyckim.

Sklepiki i „drugi Dubaj”

Oprócz pierwszych, jak dotąd, prób przeniesienie rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi na militarny poziom, Chiny realizują w Afryce niezwykle skuteczną politykę soft power. W przeciwieństwie do innych państw, Pekin ma sprecyzowane plany i wie, co chce w Afryce osiągnąć.
Chińska fabryka karmy dla zwierząt "New Hope" w gminie Midvaal w RPA, rok 2017. Fot. Sharon Tshipa/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
Aktualnie na kontynencie afrykańskim działa ponad 10 tysięcy chińskich firm, a wartość wszystkich przeprowadzonych przez nie przedsięwzięć – zakończonych i trwających – przekroczyła już wartość 2 bilionów dolarów. Chiny sfinansowały jedną piątą i wybudowały jedną trzecią wszystkich powstałych w Afryce projektów w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Trzy główne sektory, na których skupia się uwaga Pekinu to: transport, wytwarzanie energii i dostawa sprzętu.

Jak powiedział chiński prezydent, Xi Jinping: „Największym problemem Afryki jest nieadekwatna infrastruktura”. Dlatego też ten sektor inwestycji jest dla Chińczyków szczególnie ważny. W sytuacji, kiedy państwo nie dysponuje odpowiednią siecią dróg, linii kolejowych czy portami przystosowanymi do przyjmowania statków o wysokim tonażu, nie jest możliwy jego rozwój. Bez istnienia podstawowej infrastruktury kolejne projekty nie mają szansy na realizację.

Niektóre z nich imponują rozmachem. Należy do nich budowa autostrady Trans-Maghreb o długości 3200 km. Trasa łączy kraje i terytoria północnej Afryki (Mauretanię, Saharę Zachodnią, Maroko, Algierię, Tunezję, Libię), otwierając region Maghrebu na resztę kontynentu i łącząc go z Europą poprzez Morze Śródziemne i Azją poprzez Egipt.

Przykładem chińskich inwestycji z innej części Afryki jest budowa linii kolejowych na wschodzie. W październiku 2019 r. nastąpiło uroczyste otwarcie trasy łączącej stolicę Kenii, Nairobi z miastem Naivasha. Jest ona przedłużeniem działającej od 2017 r. linii z Mombasy do Nairobi. Na etapie planowania pozostaje jeszcze budowa rozległej sieci kolejowej łączącej kilka państw regionu: Kenię, Tanzanię, Ugandę, Zambię, Rwandę, Burundii oraz (być może) Sudan Południowy. Realizacja inwestycji jest jednym z priorytetów Wspólnoty Wschodnioafrykańskiej (EAC).

Innego rodzaju prace infrastrukturalne mają miejsce w Namibii, gdzie przy pomocy China Harbour Engineering Company rozbudowany został port w Walvis Bay. Dzięki tym pracom, niewielki kraj, liczący zaledwie 2,5 mln mieszkańców, ma szansę stać się ważnym hubem przeładunkowym w południowej Afryce.

Kolejnym ważnym sektorem działalności chińskich firm (m.in. China’s International Cooperation Group, Sinohydro Corporation czy Shenzen Energy Group) są inwestycje związane z produkcją energii. Wśród nich wymienić można budowę jednej z największych elektrowni wodnych w Afryce, czyli Mabilla Power Station w Nigerii, dzięki której ten najludniejszy kraj kontynentu będzie w stanie produkować dwa razy więcej energii elektrycznej niż obecnie (Mabilla ma dostarczać około 4,7 miliarda kWh rocznie). Jej otwarcie zaplanowano na rok 2030.
Port w Walvis Bay w Namibii został przebudowany dzięki chińskim pieniądzom i przedsiębiorstwom. Fot. Oleksandr Rupeta/NurPhoto via Getty Images
Inną elektrownią, której budowa możliwa jest dzięki wsparciu Pekinu, jest Caculo Cabaca nieopodal Luandy, stolicy Angoli. Inwestycja ma zapewnić 10 tysięcy miejsc pracy. Po uruchomieniu, które przewiduje się w 2024 r., elektrownia na rzece Kwanza dostarczy połowę energii elektrycznej potrzebnej całemu państwu.

Wiele inwestycji realizowanych jest przez chiński sektor prywatny – od właścicieli niewielkich sklepów po deweloperów zarządzających budową całych osiedli. Niektórym ich pomysłom trudno odmówić fantazji. Do takich należy budowa wielkiego centrum „wolnego handlu” w niewielkiej miejscowości Igbesa, leżącej kilkadziesiąt kilometrów od Lagos, stolicy Nigerii.

Szefem inwestycji jest trzydziestoletni inżynier, Wilson Wu, który, jak sam mówi, pragnie stworzyć w zaniedbanym miasteczku „drugi Dubaj”. Póki co, o ambitnym pomyśle świadczy niewiele, gdyż inwestycja pozostaje nadal głównie w fazie planowania. Ale przykład Wu pokazuje, że dla wielu Chińczyków Afryka jawi się jako „ziemia obiecana”, gdzie z odrobiną szczęścia zbiją fortunę. Takich ludzi jak Wu są setki.

Nowa Stolica Egiptu za grube miliardy dolarów

Pomysłów nie brakuje również największym inwestorom. Spośród wielu planów, do najbardziej spektakularnych należy z pewnością budowa nowej stolicy Egiptu (nazwa miasta ma zostać wyłoniona na drodze konkursu; aktualnie oficjalnie używana to: Nowa Administracyjna Stolica) zlokalizowanej pomiędzy Kairem a Suezem.

Zgodnie z umową podpisaną pomiędzy rządem Egiptu a China Fortune Land Development, chińska firma odpowiedzialna jest za szeroki zakres prac: od budowy dróg dojazdowych, poprzez wzniesienie luksusowych rezydencji, do stworzenia kampusu uniwersyteckiego oraz centrów handlu i rozrywki. Budowa nowego miasta trwa od 2015 r., a jej całkowite zakończenie zaplanowano pomiędzy 2020 a 2022 r.

Po ukończeniu nowa stolica będzie domem dla ponad 6 milionów ludzi i obejmie obszar większy niż Madryt lub Birmingham (725 km kwadratowych). Miasto będzie składać się z kilku dystryktów, w tym „ministerialnego” i „mieszkaniowego” oraz parku trzykrotnie większego niż Hyde Park (nazwanego Capital Park). Ponadto w nowej stolicy zaplanowano budowę najwyższego wieżowca w Afryce, największej katedry chrześcijańskiej na Bliskim Wschodzie (Nativity of Christ) i największej opery poza Europą, a także potężnego, mieszczącego 16 tysięcy ludzi, meczetu (Al-Fattah Al-Aleem Mosque).
Chińskie firmy w 2010 roku odbudowały 300-kilometrowy odcinek drogi w Etiopii. Pierwotnie została ona zbudowana przez komunistyczne Chiny w latach 80. XX wieku jako prezent dla ideowego sojusznika, marksistowskiego prezydenta Mengitsu Haile Mariama, ale uległa zniszczeniom w czasie etiopskiej wojny domowej. Fot. Eric LAFFORGUE / Gamma-Rapho przez Getty Images
Khaled Abbas, egipski minister do spraw mieszkalnictwa, nie kryje radości, że miasto już teraz cieszy się dużą popularnością. Podkreśla, że 85 procent działek została wyprzedana już na pierwszym etapie budowy przez 30 deweloperów z Egiptu i zagranicy. Abbas podkreśla, że budowa nowego miasta jest koniecznością ze względu na gwałtowny rozrost istniejących: Kairu i Aleksandrii, gdzie wielu ludzi zmuszonych jest mieszkać w prowizorycznych „domach” oraz, gdzie brakuje miejsca na rozwój biznesu i nowe inwestycje.

Pomimo wielkiego entuzjazmu egipskiego rządu, budowa ma również spore grono krytyków, zarzucających zbyt szybkie tempo prac, a także brak sensu w przenoszeniu wszystkich budynków administracyjnych oraz ambasad do nowego miasta. Ich zdaniem nowe miasto nie powinno zastąpić Kairu, a jedynie go uzupełniać. Całkowity planowany koszt budowy Nowej Administracyjnej Stolicy jest utajniony. Wiadomo jedynie, że przeniesienie samego pałacu prezydenckiego, dystryktu ministerialnego i dzielnicy ambasad kosztować ma około 45 miliardów dolarów.

Media w rękach Chińczyków

Mówiąc o ekspansji ChRL w Afryce nie można zapomnieć o sektorze komunikacyjnym i medialnym. Chińskie inwestycje, za pośrednictwem firm takich jak Huawei Technologies i ZTE, stworzyły do tej pory 40 sieci trzeciej generacji w 30 afrykańskich krajach. Producentem około 30 procent wszystkich telefonów w Afryce jest Transsion Holdings z siedzibą w Shenzen (wyprzedza ona, będącego na drugim miejscu, Samsunga o 22 punktów procentowych). W RPA 14,5 procent używanych smartfonów to Huawei, podczas gdy jedynie 4 procent należy do Apple.

Chińczycy stopniowo wkraczają również na rynek telewizyjny. W 2012 r. założyli CCTV Africa (od 2016 r. jako China Global Television Network), która weszła w skład grupy medialnej Voice of China, anglojęzycznego kanału informacyjnego prowadzonego przez chińskiego nadawcę państwowego. Była to pierwsza tego typu inwestycja mająca na celu wzmocnienie globalnej obecności Chin. Z kolei spółka Star Times oferuje usługi satelitarnej telewizji cyfrowej klientom na całym kontynencie, a konkurencyjna cena (w Kenii to zaledwie 3, a w RPA 10 dolarów) sprawia, że jest jednym z najchętniej wybieranych operatorów.
Chiński robotnik na budowie drapacza chmur Iconic Tower w dzielnicy biznesu Nowej Stolicy Administracyjnej Egiptu. Fot. REUTERS/Amr Abdallah Dalsh
Chińskie firmy zakładają w Afryce własne agencje i tworzą tytuły prasowe. Dla przykładu, w RPA są one właścicielami około 20 procent mediów, w tym 20 gazet i czasopism, które docierają łącznie do 17 mln osób każdego tygodnia (np. nakład ukazującego się w Johannesburgu dziennika „The Star” wynosi około 80 tys., a „Cape Time” z Kapsztadu 32 tys.). Dużą siłą chińskich mediów na południowoafrykańskim rynku jest to, iż, choć gazety są głównie anglojęzyczne, to część tytułów wydawana jest w również w innych językach, np. Afrikaans, Zulu czy Xhosa, przez co docierają do szerszego kręgu odbiorców.

Media należące do korporacji powiązanych z rządem Chin mają za zadanie tworzyć przychylną atmosferę dla chińskiej obecnosci na kontynencie. Informacje przekazywane za ich pośrednictwem są selekcjonowane, a teksty krytyczne wobec chińskich władz nie są publikowane.

Taka sytuacja miała miejsce w RPA w roku 2018 w redakcji gazety „The Mercury”, należącej do grupy medialnej Independent Media, której właścicielami są Chińczycy, kiedy dziennikarz Azad Essa stracił pracę, gdy zaproponował opublikowanie artykułu dotyczącego sytuacji muzułmańskich Ujgurów w chińskiej prowincji Xinjiang (było to w czasie, kiedy do opinii publicznej zaczęło przedostawać się coraz więcej informacji na temat traktowania Ujgurów, zamykania ich w „obozach reedukacji” i prześladowań za wiarę). Pomimo zainteresowania sprawą przez światowe media, jak BBC czy Foreign Policy, Essa nie powrócił do „The Mercury”.

Wydobycie surowców za autostradę

Najbardziej ożywione kontakty, co równoważne jest z ilością przeprowadzonych inwestycji (55 procent), Pekin prowadzi z Angolą, Sudanem i Nigerią oraz RPA i Egiptem. Inaczej przedstawia się lista państw, gdzie najchętniej inwestują chińskie firmy prywatne. Należą do nich Etiopia, Mozambik, Tanzania i Demokratyczna Republika Konga. Te różnice wskazują na ambicje w dotarciu do jak największej liczby krajów w różnych częściach Afryki, nawet tych, które nie zajmują priorytetowego miejsca na liście chińskiego rządu.

Oprócz stosunków dwustronnych, ChRL utrzymuje kontakty z organizacjami międzynarodowymi, jak Unia Afrykańska, Wspólnota Wschodnioafrykańska (EAC) czy Wspólnota Gospodarcza Państw Afryki Zachodniej (ECOWAS). O tym, że jest to ważny element chińskiej polityki zagranicznej świadczy choćby fakt, że Chiny sfinansowały budowę siedzib UA (Addis Abeba) i ECOWAS (Abudża).
Nakład ukazującego się w Johannesburgu w RPA dziennika „The Star”, w którym udziały mają dwie państwowe chińskie firmy, wynosi około 80 tys. egzemplarzy. Fot. Serge Attal/The LIFE Images Collection via Getty Images/Getty Images
Największą zaletą chińskiej obecności w Afryce jest ilość przeprowadzanych prac oraz szybkość ich wykonania. Po latach zaniedbań, związanych zarówno z okresem kolonialnym, jak trudną sytuacją po ogłoszeniu niepodległości, inwestycje prowadzone przez Chińczyków dają realną szansę na dalszy rozwój państw o wielkim potencjale. Kolejnym niewątpliwie pozytywnym skutkiem, jest wzrost liczby miejsc pracy dzięki czemu poziom życia przeciętnych mieszkańców Afryki wzrasta.

Niestety, niemal każda inwestycja ma swoją cenę. Tylko część prac finansowana jest w całości przez chiński rząd. Na realizację pozostałych afrykańskie państwa muszą zaciągać pożyczki – często właśnie od Chińczyków. Dla Pekinu jest to czysty zysk.

Trudno oszacować, jaka jest łączna suma długu afrykańskich państw wobec Chin. Można jednak wymienić kraje najbardziej zadłużone. Należą do nich: Angola (25 mld dolarów długu), Etiopia (14 mld), Kenia (8 mld), Kongo (7 mld) i Sudan (6,5 mld). Choć chiński rząd zapewnia, że spłata zobowiązań będzie rozłożona w czasie i dopasowana do wielu czynników, i możliwości danego państwa, nie należy być optymistą i wierzyć, że Afryce uda się szybko wydostać ze spirali zadłużenia.

Oprócz długoterminowych kredytów, najpoważniejszym zagrożeniem jest sytuacja, kiedy poszczególne państwa oddają Chinom prawa do wyłącznego wydobywania surowców na pewnym obszarze, w zamian za wybudowanie autostrady. Dzieje się tak m.in. w Angoli, gdzie rząd wydał Chińczykom pozwolenie na wydobycie ropy naftowej (Angola posiada drugie – po Nigerii – największe złoża ropy w Afryce).

Brak innych ofert, a w konsekwencji brak konkurencyjności sprawia, że afrykańskie rządy, pomimo pewnych korzyści, niekiedy nie otrzymują pomocy adekwatnej do wydanych zezwoleń. Ceną za chińską pomoc bywa zatem oddanie Pekinowi wartościowego kawałka własnej gospodarki.

Mile widziani

Według badań przeprowadzonych przez instytut badania opinii Afrobarometr w latach 2014-2015 w 36 afrykańskich państwach, niemal dwie trzecie mieszkańców pozytywnie ocenia chińską obecność. Odmiennego zdania było zaledwie 15 procent respondentów.

Afrykanie klasyfikują Stany Zjednoczone i Chiny odpowiednio na pierwszym (30 procent) i drugim (25 procent) miejscu jako modele rozwoju dla swoich krajów, co świadczy o tym, że coraz więcej Afrykanów wskazuje wzorzec inny niż „zachodni”.

Dlaczego Chińczycy jedzą zupę z nietoperzy, duszone węże i smażone łaskuny? Wirus na talerzu

Jedzenie rzadkich dzikich zwierząt jest dziś symbolem zamożności, szpanem obliczonym na zaimponowanie biesiadnikom.

zobacz więcej
Mieszkańcy Afryki najbardziej pozytywnie oceniają inwestycje infrastrukturalne i rozwojowe, a także niewielką cenę oferowanych przez Chińczyków produktów. Choć jednocześnie zrobione w Chinach przedmioty są krytykowane za niską jakość. Nic dziwnego: chińskie firmy na rynki afrykańskie sprzedają towary gorszej jakości (dotyczy to głównie tekstyliów, drobnej elektroniki czy produktów metalowych).

Pomimo, iż zachodni eksperci wskazują na Chiny jako nowych kolonizatorów, wydaje się, że – przynajmniej obecnie – sami Afrykanie tak chińskiego zaangażowania nie postrzegają. W roku 2018 podczas szczytu FOCAC w Pekinie, jeden z najbardziej wyrazistych afrykańskich polityków, prezydent Rwandy Paul Kagame pochwalił chińską strategię pomocy i inwestycji w Afryce jako źródło „głębokiej transformacji” kontynentu.

Kagame wskazał, że współpraca między Chinami i Afryką opiera się na wzajemnym szacunku i jest korzystna dla obu partnerów. Biorąc pod uwagę, że na szczytach FOCAC pojawia się większość afrykańskich głów państw lub rządów, można przypuszczać, że podzielają oni jego opinię.

Z pewnością, czynnikiem, który pozytywnie wpływa na wizerunek Chin są inwestycje, z którymi zwykli ludzie stykają się na co dzień. Afrykanie chwalą Chińczyków za racjonalne podejście do biznesu, chęć do pomocy i przyjazne nastawienie oparte na partnerstwie (zestawiając je często z roszczeniową postawą prezentowaną przez byłe kraje kolonialne, zwłaszcza Francję). Jak opisał ich pewien Algierczyk: „Chińczycy przychodzą, mówią, co chcą zbudować i budują to, po czym odchodzą”. Dla wielu Chińczyków współpraca z czarnoskórymi kontrahentami jest również swego rodzaju nowością. Pomimo na ogół zgodnego współdziałania, zdarzają się jednak sytuacje nieprzyjemne, głównie wśród pracowników niższego szczebla. W listopadzie 2018 r. telewizja Deutsche Welle przedstawiła reportaż o budowie kenijskiej linii kolejowej Madaraka Express Line.

W trakcie prac niejednokrotnie dochodziło do spięć pomiędzy chińskimi a kenijskimi pracownikami. Chińczycy odmawiali siedzenia przy wspólnym stole podczas lunchu z Afrykanami oraz kierowali wobec nich obraźliwe słowa dając do zrozumienia, że źle wykonują swoją pracę. Sprawa stała się dość głośna, więc spór udało się załagodzić, pokazuje on jednak, że pomimo usilnych starań propagandowych, nie da się w krótkim czasie przełamać wzajemnej nieufności wynikającej z istniejących różnic kulturowych.

Z całą pewnością chińskie zaangażowanie napędza rozwój wielu afrykańskich państw. O tym, jak potoczą się dalsze relacje pomiędzy Pekinem a Czarnym Lądem zdecyduje wiele czynników – także to, czy Stany Zjednoczone, po latach stagnacji w okresie prezydentury Baracka Obamy, będą w stanie wygrać wyścig o Afrykę przedstawiając ofertę lepszą od Państwa Środka.

– Anna Szczepańska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Chiński inżynier, miejscowi robotnicy. Wrzesień 1015, Beira, Mozambik. Fot. Thomas Trutschel/Photothek via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Jak koronawirus zmieni świat?
Jeżeli pandemia potrwa dłużej, to miasta czekać będzie stopniowe wyludnianie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Czary-mary, czyli co na pewno nie pomoże na COVID-19
Żerowanie na strachu.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Spis zarażonych celebrytów
Koronawirus jest egalitarystą. Zapisuje na swoją listę kolejnych słynnych sportowców, aktorów, piosenkarzy, a nawet członków rodzin królewskich.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Nie tylko pandemia koronawirusa. Świat cyklicznie nawiedzają...
Nauka mogłaby płynąć z historii. Mogłaby, gdybyśmy ją znali.
Cywilizacja wydanie 20.03.2020 – 27.03.2020
COVID-19 uśmierca sport
Gdy cały świat odwołuje imprezy na stadionach, Chińczycy właśnie rozpoczęli sezon lekkoatletyczny.