Kultura

Był sobie ptak (i jego rodzina)

Pochodzi z Sopotu, specyficznego miasta-kurortu, gdzie, jak mówił, „socjalizm mieszał się z przedwojennością, a prowincjonalność z wielkim światem”. Nie bez znaczenia było artystyczne życie, w Sopocie wyjątkowo intensywne. To w tamtejszym SPATiF-ie zbierała się twórcza śmietanka, od filmowców po kabareciarzy (złote lata studenckiego teatrzyku Bim Bom) tudzież ich fanów oraz tak zwanych bywalców.

Skalpelem pokazuje grzech i jego konsekwencje, żeby było jasne, co miłe Bogu, a co diabłu

Nie poucza maluczkich ani nie gromi grzesznych. Nie sprzyja Karnawałowi ani nie popiera Postu – u obydwu przeciwników dostrzega nieczyste chwyty i zagrania.

zobacz więcej
To są bardzo długie urodziny, rozciągnięte na rok. Ale też drugich takich nie będzie – bo chodzi aż o pół wieku twórczej aktywności. Tak zdecydował Andrzej Dudziński (rocznik 1945), artysta wszechstronny: rysuje, maluje, fotografuje, pisze, robi okładki i ilustracje. Właściwie, lepiej nie wyliczać wszystkiego, czym się zajmuje, bo zajmie to jeszcze więcej czasu.

Co ważne: w 1970 roku zadebiutował na łamach kilku periodyków – w „Kulturze”, „Polsce”, a przede wszystkim – w „Szpilkach”.

Z tej satyrycznej ambony wygłaszał teksty śmieszne, absurdalne, zarazem drapieżne, pełne anarchistycznych poglądów. Miał niezliczone rzesze fanów – każdy chciał, jak Andrzej Dudziński czy jego alter ego ptak Dudi – być niezależnym od reguł narzuconych socjalistycznym systemem i… zapuścić włosy.

Dudziński pochodzi z Sopotu, specyficznego miasta-kurortu, gdzie, jak mówił, „socjalizm mieszał się z przedwojennością, a prowincjonalność z wielkim światem”. Nie bez znaczenia było artystyczne życie, w Sopocie wyjątkowo intensywne. To w tamtejszym SPATiF-ie zbierała się twórcza śmietanka, od filmowców po kabareciarzy (złote lata studenckiego teatrzyku Bim Bom) tudzież ich fanów oraz tak zwanych bywalców.

Z dala od fryzjera

Podobno chudym ptakom głosu brak – tak ongiś uważała Agnieszka Osiecka, co uwieczniła w tekście piosenki.

Widać nie znała pewnego patykowatego ptaka z wielkim dziobem, który nie tyle mówił, co się wymądrzał. Kpił i wychwalał swój ogonek, a raczej czuprynę. Przez prawie dekadę wygłaszał w tej niekonwencjonalnej formie komentarze do PRL-owskiej rzeczywistości.
Oczywiście, teksty wkładał mu w dziób Andrzej Dudziński, „Dudi”. Trochę przezwisko, trochę skrót od nazwiska. Dudi przylgnął do niego na zawsze, choć w rysunkowym repertuarze Dudzińskiego z biegiem lat pojawiły się inne stwory o równie charakterystycznej powierzchowności i wyrazistej osobowości.

Charakter ptaka Dudiego (czy raczej jego twórcy) odzwierciedlała forma jego sylwetki i przybierane przezeń pozy. Był pomysłowy, elegancki, trochę próżny, niezwykle giętki. Kreska prowadzona z brawurą wyrażała młodzieńczy entuzjazm jego twórcy. A że powstał w szczycie mody na pop-art, trzymał popowy fason.

Cienki rysunek urozmaicały różne desenie: kropki, kratki. Plamy barwne — jeśli się pojawiały — kładzione były płasko, jak wycięte z jednobarwnego papieru.


Było to w epoce gierkowskiej, kiedy w Polsce trwał etos „Hair”, hipisów i Zachodu. Autorowi dane było na własnej skórze doświadczyć tego, co dla większości jego pokolenia było marzeniem. Przez dwa lata mieszkał w Londynie (1970 - 72), w której to metropolii pomógł mu się artystycznie odnaleźć Feliks Topolski, osadzony w angielskich realiach malarz i rysownik. Nad Tamizą Dudi zakumplował się, zgodnie ze swą naturą, z innym młodymi i niepokornymi, przynależącymi to tamtejszego undergroundu.

Mimo sukcesu, Dudzińscy (bo Andrzejowi cały czas towarzyszyła żona Magda Dygat, córka pisarza) wrócił do Warszawy. Tym razem Dudi współpracował i przyjaźnił się z kabaretowymi gwiazdami spod znaku Egidy.

Szanujmy obciach. Po latach wyśmiewania, Matejko wraca na pozycję mistrza

Czuł się jak Stańczyk, dostrzegając zagrożenia dla ojczyzny, podczas gdy decydenci pląsają na salonach.

zobacz więcej
Znów jego prasowo-rysunkowa kariera rozbłysła pełnym blaskiem: „Ty i Ja”, „Literatura”, „Polityka”. I pewnie gadatliwe ptaszysko osiadłoby na zawsze nad Wisłą, gdyby nie zaproszenie do amerykańskiego Aspen (w Kolorado) na międzynarodowy zjazd grafików. To sprawiło, że Dudzińscy zdecydowali się na emigrację (1977) i zamieszkali w Nowym Jorku. Tym razem nie planowali powrotu do kraju.

Lewą ręką

Zmienili zdanie, gdy na święta Bożego Narodzenia ’89 wrócili do kraju. Transformacja – to było fascynujące! Od tej pory Dudzińscy dzielili czas między Warszawę i NYC.

Zachód okazał się wspaniały, ale trudny. Jednak właśnie napotykane tam przeszkody pomogły Andrzejowi D. wyszlifować styl i charakter. Rozstał się z manierą pop, zgubił beztroskę i naiwność.

Zmienił się także rozczochrany ptaszek. Przepoczwarzył się w Pokraka, istotę przyziemną, kostropatą, pozbawioną fantazji. Antypatyczną, najpaskudniejszą z możliwych. Głowonóg z oczyma i szczęką w brzuchu, zachwycony przy tym sobą, niedostrzegający w sobie żadnych wad. Uosabiał wszystko, co negatywne.

Dla wydobycia tych cech, artysta dobrał specjalną formę plastyczną: rysował lewą ręką. Co ciekawe, nawet tak realizowane rysunki wcale nie były „pokraczne” w plastycznym sensie. Przeciwnie, okazały się formą przemyślaną i wysmakowaną. Mocna kreska miejscami rwała się, rozdzielała, powtarzała – jakby autor nie mógł się zdecydować, jak ją poprowadzić. Kolory też rzucane były niedbale, nie trzymały się konturów, wyłaziły poza ich obręby, rozmazywały. Do tego koślawe litery dopełniające kompozycję, współtworzyły jej zamierzaoną „bylejakość”.
Plakat wystawy „Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt” w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie.
Najmłodszy w tej rodzinie był Hipcio, twór pośredni między dwoma poprzednimi. Ani finezyjno-poetycki, ani też odpychający. Rysowany także w odmienny sposób – miękką, płynną i zwinną kreską, dopełnioną tu i ówdzie plamami szarości. Obły i ciężki, z pozoru dobroduszny. W istocie cwany, kuty na cztery nogi.

Wszystkim bohaterom Dudzińskiego towarzyszyła (i nadal tak bywa) istotka szczuropodobna. Odnajdywała się w każdej sytuacji, z każdym partnerem, na jakiego skazywał go (ją?) autor. Zdawała się być płci żeńskiej, choć nie jest to pewne. Również zmieniająca się z latami, ale głównie z wyglądu. Obserwowała scenki i do nich się odnosiła. Dogryzała, dopowiadała, doradzała.

Pokrak skłonił Dudzińskigo do przekroczenia kolejne granicy: rysunki satyryczne zaczęły przeistaczać się w malarstwo.

Z daleka kompozycyjnie wydają się one abstrakcjami. Jakieś nieregularne plamy, chlapnięcia, urywające się kreski. Z bliska oko widza wyłapuje konkrety: figury ludzkopodobne lub pokrakopodobne, postaci jak z dawnych rysunków, lecz bez tekstów i kontekstów. Te obrazy sprawiają wrażenie radosnych, spontanicznych – zarazem coś w nich niepokoi. Bo pod maską luzu i humoru kryje się jakaś niechciana, nieprzyjemna prawda o nas, odbiorcach.

Kto chce zobaczyć, jak Andrzej Dudziński sumuje swoje półwiecze – daje o tym pojęcie wystawa „Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt” w sopockiej Państwowej Galerii Sztuki.

– Monika Małkowska

PS. Mało kto wie, że ptak z rysunków prasowych doczekał się pomnika. Rzadkość.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Wystawę „Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt” można oglądać w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie (Plac Zdrojowy 2) do 15 marca 2020 roku.
Z Andrzejem Dudzińskim o swawoli
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
17 mgnień wojny. Bitwa Warszawska w literaturze
A gdyby w wojnie bolszewickiej Polska poniosła klęskę? I czerwona zaraza zalała cały Stary Kontynent?
Kultura Poprzednie wydanie
Sylwia z Gibalaka
Wiesz, co zrobiono takiemu, co donosił? Obcięto nogi. Nożem. A potem zacisnęli drutem i po sprawie.
Kultura Poprzednie wydanie
Magia groźnych praktyk voodoo
W Paryżu Teresa Tyszkiewicz rozkręciła się artystycznie.
Kultura wydanie 24.07.2020 – 31.07.2020
Hollywood samo się cenzuruje. Dla Pekinu. Za pieniądze
„Top Gun”, „Piratów z Karaibów”, „Mission Impossible”, „Bohemian Rhapsody”… Te filmy zmieniono dla Chińczyków.
Kultura wydanie 24.07.2020 – 31.07.2020
Magiczny śpiew i koszmarne życie Kasi Sobczyk
Ten jeden rok, który spędziłem z moją matką, to nie było dużo. Ale rok to więcej niż nic – mówił jej syn Sergiusz. Skrzywdziła swoje dzieci i nie mogła o tym zapomnieć.