Kultura

Szybki Łukasz z miasta trucizny i sztyletu

Jego sława długo nie zaznała uszczerbku. Stał się klasykiem, wzorem i natchnieniem dla innych. Kontynuatorami jego stylu byli Tiepolo i młody Goya. Wywarł też potężny wpływ na malarstwo francuskie, zwłaszcza Bouchera i Fragonarda. Admiracja skończyła się z nadejściem ery pary i elektryczności. W epoce stawiającej na piedestale nowatorów i męczenników sztuki, lekkość, z jaką tworzył Giordano, stała się kamieniem obrazy.

Don Carlo, mściciel z Neapolu

Zastawszy żonę in flagrante delicto, kompozytor miał pełne prawo, ba, nawet obowiązek dokonać zemsty na niej i jej kochanku.

zobacz więcej
Samozwańczy prorocy wieszczą zmierzch cywilizacji Gutenberga. Kończy się era słowa, zaczyna epoka obrazu. Elita chcąc zachować wpływ na masy, musi spuścić z tonu. Koniec z wymądrzaniem się. Jeśli chcesz być lubiany, nie dziel włosa na czworo, przestań odwoływać się do rozumu i zdrowego rozsądku. Wzbudzaj emocje, bądź jak ogień gorący lub zimy jak lód, nigdy letni. Nie unikaj patosu i teatralnych efektów. Daj się ponieść wyobraźni. Wzruszaj i pouczaj. Chwal cnotę, zło wskazuj palcem, piętnuj grzeszników. Przekonaj ludzi do swojej wizji. Pamiętaj: kto narzuci swoją narrację, ten ma krótszą drogę do władzy, kobiet i pieniędzy.

Czy to credo współczesnego polityka czy dekalog artysty sprzed czterech wieków? Gdy rodził się barok, też panował polityczny zamęt, Europa z obawą patrzyła w przyszłość, zaś obraz górował nad słowem.

Publiczność zgromadzona przed telewizorami i w multipleksach niczym się nie różni od XVII-wiecznych fanów opery i teatru. Lubi być straszona, rozśmieszana i łapana gołą ręką za serce. Chce oglądać sceny porno-brutalne, nawet jeśli się do tego nie przyznaje. Ceni dynamikę i bogactwo form, kontrast i wizualne efekty. Lewitujących świętych zastąpili co prawda fruwający superbohaterowie z amerykańskich komiksów, lecz emocje są te same.

Wezuwiusz w piersi, wiatr w pędzlu

Może to nie przypadek, że kulturalnym wydarzeniem sezonu jest wystawa dzieł Caravaggia i Berniniego, klasyków sztuki gwałtownej i namiętnej. Podbiła już Wiedeń, w lutym przenosi się do Amsterdamu.

Paryż nie chcąc zostawać w tyle, postawił na malarza, który umiał połączyć naturalizm twórcy „Madonny pielgrzymów” z monumentalizmem autora baldachimu nad grobem świętego Piotra.
Autoportret (ok 1692). Fot. Wikimedia
Luca Giordano (1634- 1705) był dzieckiem szczęścia. Oszczędziła go dżuma, która zabiła ponad połowę mieszkańców jego rodzinnego Neapolu. Dożył sędziwego, jak na owe czasy, wieku.

Mógł czerpać pełnymi garściami z dorobku wielkich poprzedników, sam nie mając poważnej konkurencji. Tworzył obrazy, które były nowożytną biblią pauperum, trafiającą do tłumów łatwiej niż najbardziej skuteczny z kaznodziejów. Nie przemawiał ezopowym językiem, unikał wymyślnych symboli i alegorii, jego postacie zdają się odwzajemniać uwagę widzów, przenoszą ich do krainy jak ze snu. Czasem koszmarnej, częściej pogodnej, zawsze imponującej.

Giordano, syn przeciętnego malarza, urodził się w idealnym dla siebie czasie i miejscu. Południowymi Włochami rządził namiestnik arcykatolickiego króla Hiszpanii, środkowymi – papież, pieniędzy nie skąpiły artystom Florencja i Wenecja. Neapol – do czasu epidemii z 1656 roku – był (po Paryżu) najbardziej ludną metropolią Europy, trzy razy większą od Rzymu. Miał ponad pięćset kościołów i klasztorów, co powodowało stały popyt na sztukę religijną. Człowiek, który „Wezuwiusza ma w piersi, wiatr w pędzlu”, nie mógł takiej okazji przegapić.

Okularów się nie wstydził

Sporo malowideł Giordana spłonęło, gdy w czasie II wojny na miasto spadły alianckie bomby. Nic też nie zostało z fresków, poświęconych świętemu Benedyktowi z klasztornego kościoła na Monte Cassino. Ale i tak każda szanująca się europejska galeria ma przynajmniej jeden obraz króla neapolitańskiego baroku.

Przezwisko „Luca fa presto”, czyli „Luca zrobi szybko” nie wzięło się znikąd. Historycy przypisują mu od trzech do pięciu tysięcy dzieł. Mówiono, że potrafił namalować obraz do głównego ołtarza w jeden dzień.

„Szybki Łukasz” rzekomo pracował bez szkiców wstępnych, co w XX wieku okazało się bujdą. Część odnalezionych wtedy rysunków można oglądać na wystawie w paryskim Petit Palais. Nie był też wzorem skromności. Na autoportrecie z 1665 roku Giordano bawi się zawieszonym na szyi złotym łańcuchem. Z drugiej strony, gdy wzrok mu się popsuł, przyjął to z humorem. Zamiast wstydzić się binokli, umieszczał je na nosach biblijnych postaci.

Pępek świata epoki pudrowanych peruk: szulernia, rozpusta i wielka sztuka

To Francuzi przyczynili się do powstania czarnej legendy republiki: zmurszałej, egoistycznej i wrogiej postępowym ideom „ladacznicy Adriatyku”.

zobacz więcej
Jedną z sal twórcy ekspozycji poświęcili młodzieńczym wprawkom i pastiszom. Prawa autorskie wówczas nie istniały, a młody Luca najwyraźniej uważał, że jak się wzorować, to na najlepszych. Rafael, Dürer, Rubens, Tycjan, Corregio, Rubens – oto mocno skrócona lista jego idoli. Rubensowi złoży hołd, malując go w otoczeniu olimpijskich bogów.

Kościół nad mogiłą

Pierwszym mistrzem „szybkiego Łukasza” był Jusepe de Ribera – Hiszpan tworzący w mrocznej poetyce bliskiej Caravaggia. Podróż do Rzymu, Parmy i Wenecji sprawiła, że Neapolitańczyk – nie rezygnując do końca z tenebryzmu – rozjaśnił swoją paletę, ulegając manierze Pietro da Cortony i Veronesa. Eklektyzmowi swej sztuki zawdzięczał drugi przydomek: „Proteusz malarstwa”. Bóg przemian patronował jego sztuce już do końca, lecz z czasem Giordano wypracował własny styl, będący syntezą dokonań poprzedników i kwintesencją włoskiego baroku.

Zresztą, jest okazja do porównań, bo na wystawie obok „Apolla obdzierającego ze skóry Marsjasza” wisi wcześniejsza, bardziej sadystyczna wersja Ribery. Kierując się tą samą logiką, kuratorzy wyeksponowali dwa płótna Mattia Pretiego. Utalentowany joannita mógł zagrozić pozycji Giordana, lecz dobrowolnie ustąpił mu pola, zamieszkując na Malcie. Fascynacja przemocą, charakterystyczna dla neapolitańskich artystów, ma swoje źródła nie tylko w twórczości Caravaggia, który bawił tu po ucieczce z Rzymu.

Camorra jest wcieleniem choroby, która toczy południową Italię od średniowiecza. W czasach hiszpańskich wicekrólów pod Wezuwiuszem spory rozwiązywało się przy pomocy trucizny i sztyletu. Miastem wstrząsały krwawe zamieszki, przed kościołami koczowały tłumy żebraków i złodziei. W tej okrutnej epoce Kain zabijający Abla był więc tematem jak najbardziej naturalnym, podobnie jak Tarkwiniusz gwałcący Lukrecję.

Wbrew twierdzeniom późniejszych krytyków, Giordano nie pudrował rzeczywistości. Ołtarz kościoła zbudowanego nad grotami, które stały się masowym grobem ofiar dżumy, ozdobił obrazem przedstawiającym patrona Neapolu. Święty January klęczy na obłoku, prosząc Jezusa i Maryję o interwencję. Ręką wskazuje stos trupów i dziecko nie potrafiące się pogodzić ze śmiercią matki.

Ja cię kocham, a ty śpisz

„Szybki Łukasz” odnajdywał się w każdej konwencji. Z taką samą swadą uprawiał malarstwo rodzajowe, heroiczne i patetyczne. Ilustrował Biblię i antyczne mity, portretował żebraka, ulicznego sprzedawcę ryb i kowali przy pracy. Jego specjalnością były wielkie formaty, chętnie przyjmował zlecenia na obrazy wysokie na trzy, cztery metry. Wypełniał je powietrzem, światłem i żywymi kolorami.
Pracując dla Kościoła, Giordano musiał być po trosze teologiem. Tworząc na zamówienie świeckich, mógł się popisać znajomością tragedii Eurypidesa, „Metamorfoz” Owidiusza czy „Jerozolimy wyzwolonej” Tassa. Tematy są, oczywiście, dramatyczne. Zirytowana Minerwa zamienia Arachne w pająka, załamany Tankred chrzci umierającą Kloryndę, podstępny centaur Nessos porywa Dejanirę, Perseusz dzierżący uciętą głową Meduzy sieje popłoch wśród nieprzyjaciół.

Daje też o sobie znać włoska zmysłowość. Neapolitańczyk odrobił lekcję, zadaną przez Tycjana, wyczarowując spod pędzla rozleniwione nagie piękności. Oto porzucona Ariadna, Galatea lekceważąca umizgi Polifema, Diana nawiedzająca śpiącego Endymiona. Podziwiając te płótna, klient sam mógł poczuć się jak satyr, podglądający hożą Wenus.

Na podbój Hiszpanii

Giordano chciał uchodzić za erudytę, miał też ambicje intelektualne. W wyższych kręgach Neapolu modny był neostoicyzm, więc kontynuował rozpoczęty przez Riberę cykl wizerunków starożytnych filozofów o nader pospolitych fizjonomiach. W 1682, a więc rok przed wiktorią wiedeńską króla Jana III Sobieskiego nasz bohater też triumfował. „Przejście przez Morze Czerwone” tak bardzo spodobało się w Wenecji, że zamawiający dołożyli sto skudów do siedmiuset uzgodnionych.


Syty sławy, pieniędzy i zaszczytów w ojczyźnie, spłodziwszy z piękną żoną co najmniej dziesiątkę dzieci, Giordano postanowił przyjąć zaproszenie z Madrytu. Iberyjska monarchia pod berłem upośledzonego umysłowo Karola II definitywnie przestała być mocarstwem, ale dla artystów wciąż miała urok ziemi obiecanej. Mianowany szlachcicem i szefem nadwornych malarzy, spędził jako Lucas Jordán w Hiszpanii dziesięć lat, opływając we wszelkie dostatki. Czarował chlebodawców, zamiast pędzlem nakładając farbę palcami.

Wojna o sukcesję, która wybuchła po śmierci króla-półgłówka, ogarnęła pół Europy. Wśród armat – jak wiadomo – milczą muzy, więc Giordano wrócił do domu. Freski z Madrytu i Escorialu uchodzą za jego szczytowe osiągnięcie. Są jednak nie do ruszenia, zwiedzającym wystawę muszą wystarczyć slajdy, wyświetlane na ścianach i suficie przy dźwiękach muzyki Alessandra Scarlattiego, Neapolitańczyka z wyboru.

31 grudnia 1704 roku najpopularniejszy malarz Seicenta sporządził testament. Trzy dni później już nie żył. Zwłoki przed pochowaniem wystawiono w kościele świętej Brigidy i „nie było osoby, która nie spieszyłaby się, aby go zobaczyć, myśląc o jego pięknych obrazach oraz o honorze, jaki przyniósł ojczyźnie”.
Portret Karola II pędzla Luki Giordano, ok. 1693. Fot. Fine Art Images/Heritage Images via Getty Images
Jego sława długo nie zaznała uszczerbku. Stał się klasykiem, wzorem i natchnieniem dla innych: kontynuatorami stylu Giordana byli Tiepolo i młody Goya. Chociaż odrzucił zaproszenie do Wersalu, wywarł też potężny wpływ na malarstwo francuskie, zwłaszcza François Bouchera i Jeana-Honoré Fragonarda.

Horatio Wapole, najbardziej opiniotwórczy Anglik XVIII wieku, twierdził, że „jego geniusz był jak Owidiusza: potoczysty, obfity, różnorodny i niepoprawny”. Admiracja skończyła się z nadejściem ery pary i elektryczności.

Nasz czołowy esteta, Kazimierz Chłędowski (1843-1920) napatrzywszy się dzieł Giordana w kościołach Neapolu, nie krył ambiwalencji. „Jego prace noszą cechę chwilowego usposobienia, dobrego lub złego humoru; w jednych uderza piękność kompozycji, w drugich barwa, w innych urocze oświetlenie; główną ich zaletą jest niesłychana technika malarska, nieokiełznana wyobraźnia, a największym błędem lekceważenie jakiegokolwiek realizmu, nieliczenie się z rzeczywistością i, że tak powiem, lekkomyślność w wykończeniu”.

Damsko-męska golizna w Wenecji. Kuszenie niesfornym kosmykiem włosów opadającym na dekolt

Ten obraz przez trzy stulecia znajdował się w Polsce! Był własnością Jana III Sobieskiego i Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ostatecznie kupili go Amerykanie za 70 milionów dolarów.

zobacz więcej
Pisząc o „lekkomyślności” Polak czynił aluzję do procederu, który pogrążył artystę w oczach krytyków. Chcąc nadążyć z realizacją zamówień, „szybki Łukasz” wzorem swego idola Rubensa zatrudnił pomocników. W przypadku dzieł mniej prestiżowych zdawał się całkowicie na ich umiejętności. Oto wytłumaczenie nadludzkiej wydajności Neapolitańczyka i bardzo zróżnicowanego poziomu prac, sygnowanych jego nazwiskiem.

Powrót neapolitańskiego króla

Nie zamierzając tracić czasu na ustalenie zawartości „Giordana w Giordanie”, eksperci wybrali wyjście najłatwiejsze: potępili w czambuł człowieka, który „sprzedawał wszystkie style, nie będąc mistrzem żadnego”. W epoce stawiającej na piedestale nowatorów i męczenników sztuki, lekkość, z jaką tworzył, stała się kamieniem obrazy. Podobnie jak doczesne powodzenie jego sztuki.

Tylko Włosi nie pogodzili się z degradacją ziomka. Starają się wydostać neapolitański barok z artystycznego czyśćca i coraz lepiej im to wychodzi. Ceną jest regularne pozbawianie Museo di Capodimonte najcenniejszych eksponatów, które krążą po świecie, rozsławiając kulturowe bogactwo biedniejszej części Italii.

Rezydując w Hiszpanii, Giordano miał wiele okazji, by podziwiać dzieła tamtejszych mistrzów. Velazquezem się zachwycił. Nie wiadomo, co sądził o twórczości El Greca. Autor „Pogrzebu hrabiego Orgaza” nie zdołał zdobyć uznania na dworze, a po śmierci popadł w kompletne zapomnienie. Dzisiaj jest gigantem.

Pod paryskim Grand Palais już trzeci miesiąc stoi kolejka chętnych do obcowania z dziełami „proroka współczesności”. Do znajdującego się po drugiej stronie ulicy Petit Palais można wejść bez czekania.

Wiosną włoski barok zagości w Londynie: National Gallery ostro reklamuje monograficzną wystawę Artemisii Gentileschi. Ulubienica feministek urodziła się w Rzymie, lecz przez wiele lat mieszkała i pracowała w Neapolu. Oczami wyobraźni już widzę scenę z przyszłego filmu. Artystka spotyka na targu bezczelnego młodziana, handlującego kopiami jej obrazów. To Luca Giordano.

– Wiesław Chełminiak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Źródło: Grand Palais/YouTube

Wystawę „Luca Giordano. Triumf neapolitańskiego malarstwa” można oglądać w Petit Palais (Paryż, Avenue Winston Churchill) do 23 lutego 2020 roku.
Wystawa „El Greco” w Grand Palais (Paryż, Avenue du Général Eisenhower) czynna jest do 10 lutego 2020 r.
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Kronikarz epok Gomułki i Gierka. Jerzy Gruza i jego telewizja
Wydawał mi się wieczny. A powinienem mieć świadomość, że w tych fantazyjnych szalikach, kapeluszach, nonszalanckich strojach, wiecznym być nie może.
Kultura Poprzednie wydanie
„Parasite”: dyskomfort dla liberalnych elit
Korea Południowa jawi się jako kraj Trzeciego Świata. Możliwości awansu społecznego są zablokowane.
Kultura wydanie 7.02.2020 – 14.02.2020
Policjantka z „Blondynki”, żona policjanta w „Ojcu Mateuszu”,...
Opowieść o kobiecie porzuconej przy ołtarzu, a potem bujającej się pomiędzy nadzieją, wyznaniami spóźnionych miłości, buntem przeciw miałkości facetów, pogodzeniem się z własnym losem.
Kultura wydanie 7.02.2020 – 14.02.2020
Żył w zmysłowym oczadzeniu. Nienasycony
W jego obrazach odnajduję nieustającą potrzebę krzesania twórczego ognia – pisze Monika Małkowska.
Kultura wydanie 24.01.2020 – 31.01.2020
Manifest realizmu cokolwiek magicznego
Wystarczy opryskanie wodą, czy trzeba, aby któryś z bohaterów zdarzeń użył swojego moczu?