Cywilizacja

Narodziny chińskiego potwora. Koronawirus i ranking najstraszliwszych światowych epidemii

Żyjemy w czasach powrotu chorób zakaźnych. Starych w nowych wcieleniach i całkiem nowych monstrów, nieznanych wcześniej nauce. Natomiast nowego antybiotyku nie uzyskano od kilkunastu lat i w firmach farmaceutycznych raczej nie ma niczego nowego „na tapecie”.

Dlaczego Chińczycy jedzą zupę z nietoperzy, duszone węże i smażone łaskuny? Wirus na talerzu

Jedzenie rzadkich dzikich zwierząt jest dziś symbolem zamożności, szpanem obliczonym na zaimponowanie biesiadnikom.

zobacz więcej
Wirus rozprzestrzenia się drogą kropelkową, czyli prosto rzekłszy ktoś kaszlnie w autobusie i my stoimy obok, nawet w odległości metra, to mamy szansę się zarazić. Co daje początkowo kompletnie niespecyficzne objawy z następującym gwałtownym załamaniem stanu zdrowia, prowadzącym do zagrożenia życia z powodu niewydolności oddechowej.

Okres inkubacji (czasu bezobjawowego) jest niejasny. Trwa minimum kilka dni, być może nawet 2 tygodnie. Według wirusologów, nawet gdy jeszcze nie mamy objawów zakażenia nowym koronawirusem 2019-nCoV, już zarażamy innych.

Nieznana jest jego zakaźność (czyli ile cząsteczek wirusa trzeba wchłonąć, aby zachorować), ani zjadliwość. Znaczy to, że nie wiemy, ilu ludzi w ogóle przechodzi to bezobjawowo, bo widać, że śmiertelność w porównaniu do liczby zakażeń jest wysoka (wśród ludzi, którzy zgłosili się do służb medycznych i zostali prawidłowo zdiagnozowani), ale nieporównywalnie niższa np. z „ptasią” grypą typu H1N1. Czy nawet ze zwykłą grypą i jej powikłaniami, o ile dopuścimy do pandemii – np. masowo nie szczepiąc się.

No i oczywiście nie ma na niego ani skutecznego leku przeciwwirusowego ani szczepionki zabezpieczającej przed zakażeniem.

Scentralizowana władza wobec pandemii

Do dziś zarażeniu 2019-nCoV uległo tak w rzeczywistości według ostrożnych szacunków ok. 40 tys. ludzi. Ilu z nich umrze pod respiratorem? Ilu ich umrze z powodu braku respiratora? Ilu zarazi kolejnych, zanim będą zdiagnozowani i odizolowani?
Czy systemy kontroli, gdzie ludzie wychodzą z samolotu lecącego z Chin – epicentrum nowej epidemii – w Paryżu w maseczkach na twarzy i nikt im nawet temperatury nie mierzy zbliżeniowo, za to składają „uwspólnionymi” długopisami i bez jednorazowych rękawiczek oświadczenia na piśmie, gdzie będą przebywać przez następne 2 tygodnie, realnie pomaga?

Czy nadzwyczajne zebranie samych szczytów Komunistycznej Partii Chin i zarządzenie „walki z epidemią wszelkimi dostępnymi środkami” to sygnał, że jest dobrze, czy że jest bardzo źle? Chińczycy w dwa dni postawili dwa szpitale zakaźne w Wuhan i nie są to szpitale polowe. Są w stanie izolować tam, i to przymusowo, tysiące ludzi.

A chińscy notable odpowiedzialni za zdrowie publiczne tłumaczą się pokornie, że tak się spóźnili – o dwa tygodnie – bo mieli epidemię grypy, a tu objawy podobne, wiec się nie zorientowali. Izolują geograficznie, rękami armii, miliony ludzi za pomocą blokad dróg.

A wszystko dziś, gdy w najlepsze trwa tydzień urlopowy związany z chińskim nowym rokiem, gdy zgodnie ze zwyczajem Chińczycy ruszają, by odwiedzić swe rodziny rozsiane po Państwie Środka oraz bawić się na gigantycznych ulicznych zgromadzeniach. Tyle zatem w sytuacji pandemii może scentralizowana władza mająca pieniądze i dostęp do taniej siły roboczej.

Czy wirus „wyciekł” z laboratorium?

Nie wiadomo tak naprawdę, skąd wypełzł 2019-nCoV. Podejrzane początkowo targowisko żywnościowe w liczącej niemal 8 mln mieszkańców stolicy centralnie położonej w Chinach prowincji Hubei, ważnego węzła komunikacyjnego, coraz rzadziej jest wymieniane jako pierwotne źródło problemu.

Ponieważ w okolicy miasta Wuhan – dużego ośrodka naukowo-badawczego – powołano już jakiś czas temu do życia znajdujący się ciągle w budowie i wymagający wielu usprawnień ośrodek do badań nad najgroźniejszymi drobnoustrojami chorobotwórczymi, nie brakuje opinii, że wirus „wyciekł” właśnie stamtąd. Jak SARS wyciekał z laboratorium w Pekinie w latach 2002-03, gdy jako pierwszy epidemiczny koronawirus pojawił się w Chinach i rozlazł po Azji, zabijając niemal 800 osób.
"Święty Sebastian błaga Jezusa o życie grabarza dotkniętego zarazą w okresie dżumy Justyniana", Josse Lieferinxe, ok. 1497–99. Fot. Wikimedia
Niedużo. Bo to nie jest bezwzględny zabójca. Co nie znaczy, że można go zlekceważyć, szybko się bowiem rozprzestrzenia. Podobno sekwencja RNA tego wirusa (on ma materiał genetyczny nie z DNA, ale z jednoniciowego kwasu nukleinowego, RNA) znana jest już od 2 lat. Podobno to, podobno tamto…

Najstraszniejsze epidemie w historii ludzkości

Jacy byli najwięksi mikroskopijni zabójcy w historii ludzkości? No do czasu wynalezienia mikroskopu oraz błogosławionych na wieki narodzin dla nauki Luisa Pasteura (został magistrem w 1845 roku) to właściwie trudno powiedzieć. Oczywiście historycy zostawili nam opisy tych morderców, ale nie zawsze da się w sposób pewny zidentyfikować po objawach, co to był za zabójczy mikrob.

❶ Na miejscu pierwszym (niezależnie od rankingu, a jest ich kilka, bo w kwestiach zdarzeń starożytnych i średniowiecznych opieramy się o szacunki) bezapelacyjnie znajduje się dżuma Justyniana, która pojawiła się w roku 541, za panowania owego bizantyjskiego cesarza, by w 200 lat zabić 100 mln. ludzi. Wypełzła z Chin, niesiona była przez szczury – a właściwie pchły na ich grzbiecie – i de facto dokonała globalnej depopulacji. Przyczyniła się do głębokich zmian w ludzkiej mentalności. Była ostatnim, potężnym, gwoździem do trumny Imperium Rzymskiego.

❷ Druga na liście jest czarna śmierć w Europie z lat 1346-50. Ponownie epidemia dżumy i ponownie pochodzenia azjatyckiego – wywołuje ją bakteria Yersinia pestis, która pojawiła się ostatnio ponownie epidemicznie także na Madagaskarze w roku 2014 roku i zabiła 40 osób!. Tamta czternastowieczna epidemia zabiła 80 proc. zakażonych. Wymarło 60 proc. Europejczyków. Doprowadziła do masowych pogromów i wypędzeń Żydów w Europie. Definitywnie zakończyła europejskie wieki średnie.

❸ Z jesieni średniowiecza przenosimy się do współczesności. Rozprzestrzeniająca sie od 1960 roku epidemia HIV/AIDS pochłonęła do dziś 39 mln ofiar. Zakażonych jest obecnie ok. 37 mln., z czego ok. 70 proc. w Afryce Subsaharyjskiej. Ale ostatnio znów szerzy się dynamicznie.

Chemsex, czyli geje, narkotyki i AIDS. Niebezpieczna epidemia w świecie „kochających inaczej”

Wraca „gejowska dżuma”. Wśród homoseksualistów dramatycznie i gwałtownie wzrasta liczba zakażonych HIV/AIDS. Nie tylko w Londynie, ale i w Amsterdamie, Moskwie czy Kijowie…

zobacz więcej
❹ Następna jest na pewno epidemia hiszpanki czyli grypy H1N1 (to jest taki potwór, co się ciągle odradza z popiołów) z lat 1918-19. Szacuje się, że pochłonęła od 20 do 100 mln istnień nie tylko w wojennej i liżącej rany po I wojnie światowej Europie. Przeszła także niczym anioł śmierci – w trzech osobnych falach, o rosnącej zjadliwości – przez Azję, Afrykę i Amerykę Północną. Podobnie, jak podczas średniowiecznej dżumy, wymierały całe wsie. Dlatego dziś, gdziekolwiek pojawi się grypa H1N1, natychmiast następuje interwencja służb sanitarno-epidemiologicznych. Tu jesteśmy – na szczęście – mądrzy po szkodzie.

❺ Dalej, z „jedynie” 10 milionami ofiar, plasuje się ostatnia potężna epidemia dżumy z lat 1894-1903.

Grypa azjatycka z lat 1957-1958 (2 mln)

Szósta pandemia cholery (lata 1899-1923, 1,5 mln ofiar),

Grypa rosyjska (1889-1890, 1 mln zmarłych w wyniku zachorowania),

Grypa z Hong Kongu (1968-1969, 1 mln ofiar)

Piąta pandemia cholery (1881-1896, 981 tys. 899 ofiar, w tym Piotr Czajkowski, którego przecinkowiec cholery dopadł w Petersburgu w roku 1893). Na marginesie: pandemii cholery znamy w historii 7.

Dużo grypy i dużo Chin. Plus cholera, w której czasach nie uprawia się miłości, choć pięknie o tym pisze pan Gabriel García Márquez. Czy kogoś nadal dziwi, że gdy coś znowu „walnie” w Chinach, lub pojawia się epidemicznie H1N1, to epidemiolodzy stają na baczność i maszerują z przytupem zwartym szeregiem dmuchać na zimne?

Stare monstra w nowych wcieleniach

Globalnie znów jesteśmy w tym samym punkcie co zwykle, w którym już mieliśmy nie być ani razu od ostatniego razu. Kiedy był ostatni raz? W 2019 roku – odra (choroba przeciw której jest skuteczna szczepionka!) zabiła w kilka miesięcy ponad 5 tys. ludzi w samej Demokratycznej Republice Konga. Tamże i Ebola w ubiegłym roku załatwiła kolejne 2,5 tys. i nadal rozprzestrzenia się, także do Ugandy, zabija, choć mniej, bo też już jest szczepionka. Eksperymentalna, ale jest.
No ale to bez porównania z Ebolą z lat 2013-6 w Afryce Zachodniej. 11,5 tys. ofiar, zakażenia zawleczone do Europy i USA – na szczęście pojedyncze przypadki, dało się je izolować w specjalnych przygotowanych do tego centrach medycznych. A może czerwona żaróweczka powinna się była zapalić, gdy zaczęła się ciągnąca się od trzech lat epidemia cholery (sic!) w zagłodzonym Jemenie (ktoś słyszał?) – marne 1700 ludzi.

Tyle to na świecie zabija malaria co 8 godzin, jak jest dobry sezon. I co? Ano nic. A meticilinooporny gronkowiec (MRSA) uśmiercił przez ostatnie 20 lat więcej ludzi, niż HIV – czy to był nagłówek w jakiejś gazecie?

Łącznie na świecie w XXI wieku odnotowano już 65 dużych epidemii i pandemii wywołanych przez mikroorganizmy (nie licząc epidemii wieloopornymi bakteriami, typu New Delhi, MRSA, VRE etc, nowych ognisk gruźlicy, kiły, rzeżączki, AIDS i endemicznej zasadniczo malarii).

Mogę tak wymieniać dalej, bo żyjemy w czasach powrotu chorób zakaźnych. Starych potworów w nowych wcieleniach i całkiem nowych monstrów, nieznanych wcześniej nauce. Monstra stare to chociażby przecinkowiec cholery (wiecie Państwo, że na Haiti nadal już od 10 lat tli się epidemia cholery i że w XXI wieku miało miejsce już 14 epidemii tej choroby?). Całkiem nowego antybiotyku nie uzyskano od kilkunastu lat i nie bardzo w firmach farmaceutycznych jest coś nowego „na tapecie”.

Dzięki Bogu za naukę

Zwiedzeni pseudonauką ludzie odmawiają szczepień, a drobnoustroje oporne na wszystko to codzienność naszych szpitali od Władywostoku po Timbuktu. Epidemiolodzy i mikrobiolodzy uważają – i dali temu wyraz w ankiecie przeprowadzonej wśród nich w 2006 roku – że w ciągu życia dwóch najbliższych pokoleń wystąpi pandemia, która obejmie miliard ludzi i zabije ponad 150 mln z nich. Wywoła też globalną recesję. I oby się mylili, ale ja bym na to dużych pieniędzy nie postawiła.

Przez ostatnie 20 lat XX wielu liczba zgonów na choroby zakaźne w samych USA wzrosła o 60 procent. Nawet jeśli pominiemy HIV, to nadal ten wzrost będzie ponad 20-procentowy. Historia miała być nauczycielką życia, a wyszło jak zwykle. Choroby zakaźne, których już nigdy miało nie być wg prognoz z lat 50. XX w. mogłyby dziś napisać, niczym Mark Twain dawno temu, że „wiadomości o naszej śmierci są mocno przesadzone”.

Nietrafione przewidywania i masowe lęki. 8 najważniejszych błędnych prognoz

Urodzeni w latach 70. mieli dożyć jedynie 49 lat z powodu stosowania DDT. Ropy miało zabraknąć do 2000 roku, zatrute powietrze udusić nas w połowie lat 80., a nadchodziła… kolejna epoka lodowcowa.

zobacz więcej
Bogu dzięki za naukę. Dziś, jak epidemia koronawirusa 2019-nCoV zaczyna szaleć w Wuhan, to wprawdzie potrzebuje tygodnia czy dwóch, by pojawić się w Paryżu, ale za to już po 24 godzinach od wyizolowania mikrołajdaka z krwi chorego mamy jego pełną sekwencję i zaraz potem pewny, molekularny test, który w kropli krwi czy nawet śliny go wykrywa. Mamy termometry zbliżeniowe, maski i filtry HePa, rękawiczki lateksowe, wyposażone szpitale zakaźne, systemy kontroli epidemiologicznej na lotniskach (teoretycznie).

Mamy – przynajmniej w pierwszym świecie i jego metropoliach – systemy uzdatniania wody, kanalizację, oczyszczalnie ścieków, spore zapasy bezpiecznej wody pitnej i żywności. Mamy też globalny system kontroli chorób zakaźnych za sprawą WHO, amerykańskiego CDC i jego europejskiego odpowiednika. Mamy szczepionki i antybiotyki. Mamy środki czystości, dezynfekcyjne i deratyzacyjne. I nadal, za każdym razem, jesteśmy oszołomieni. To jak to? To znowu? A dlaczego?

Brudne łapy, buty i koła

Bo mamy też wojny, głód, bród, ubóstwo, nieskanalizowane i do granic zatłoczone slumsy nie tylko na obrzeżach, jak to bywa w Europie i Ameryce Północnej, ale w samym sercu wielkich afrykańskich, południowoamerykańskich czy azjatyckich metropolii. Na naszych oczach dzieją się wielkie migracje z terenów endemicznych chorób tropikalnych i masowe strajki służby zdrowia (ostatnio we Francji).

Dochodzi do rozprzestrzeniania się wirusów ze zwierząt dzikich na wielkie fermy hodowlane (ostatnio ptasiej grypy w Polsce i afrykańskiego pomoru świń w całej Europie). I to człowiek swoimi brudnymi łapami i butami, kołami swoich pojazdów i swoją chciwością je roznosi (zawsze chciał więcej mięsa i żeby nic się nie zmarnowało).

Mamy też przedziwne upodobania kulinarne (węże, nietoperze, małpy – to przerażające, czego ludzie za ciężkie pieniądze nie brzydzą się wkładać do ust, albo czego nie muszą do nich wkładać z głodu. Miewamy głupie hobby polegające na sprowadzaniu dzikich zwierząt wlokących ze sobą dowolne patogeny, aby były nam maskotkami w naszych miejskich klatkach na ludzi w blokowiskach.

Mamy masowy transport, zatłoczone lotniska i loty, które zapewniają podróż dookoła świata w 24 godziny, a nie w rok, jak podróżował Mr. Fogg z powieści Juliusa Vernea ponad 100 lat temu. Obserwujemy zmiany klimatyczne, które ułatwiają rozprzestrzenienie się wirusów i innych chorób tropikalnych oraz roznoszących je zwierząt-wektorów (np. komarów) także w strefie umiarkowanej.
Mamy też w sytuacji zagrożenia, wiedzeni przez wietrzące za skandalem media, tendencje do paniki zamiast do zachowań racjonalnych. Co w sytuacji epidemii tylko powiększa problem. Oto jakże niepełna lista sprzymierzeńców i przyjaciół chorób zakaźnych. Prosta prawda jest taka, że ogniska epidemiczne są nie do uniknięcia – taka natura chorobotwórczych mikrobów. Ich globalne rozprzestrzenienie zaś – pojawianie się pandemii – to tylko i wyłącznie nasza wina.

Od motorowerów po samoloty

Patogeny nie muszą ewoluować (choć to robią i to bardzo szybko). Wystarczy, że my zmieniamy swoje możliwości i obyczaje. Wyobraźmy bowiem sobie, że jakiś człowiek, jedząc w afrykańskim buszu niedopieczoną małpę, zaraża się Ebolą. 100 lat temu, a nawet 50, zanim by dobiegł do najbliższej większej wioski i kogokolwiek zaraził, umarłby po drodze i mrówki by go tam zjadły do czysta.

Dziś ten sam prymitywny w swej istocie wirus (szybko zabójczy i zakaźny niemal wyłącznie przez krew i płyny ustrojowe), zwiększa mizerną siłę swego rozprzestrzeniania się dzięki transportowi (od motorowerów po samoloty latające rejsach transkontynentalnych). Zanim jeszcze chory będzie miał pierwsze objawy, już może pojawić się i zarażać w Kinszasie czy Warszawie. Wirus już nie zabija szybciej, niż zakaża. Robi dokładnie odwrotnie, choć nie pojawiła się w nim w tym celu ani jedna mutacja.

Doskonałe zaś drobnoustroje chorobotwórcze tylko się dalej ewolucyjnie doskonalą. Kolejne bakterie oporne na wiele antybiotyków – superbakterie – są przyczyną coraz częstszych zgonów. Nie tylko w szpitalach. Taka wielooporna gruźlica czy rzeżączka to konkretny problem za naszą wschodnią granicą na tym samym, albo i gorszym poziomie, co w Bangladeszu.

Będą zabijać 10 milionów ludzi rocznie. Odporne na leki Czerwone Królowe – superbakterie

Antybiotyk musi być cudowny jak woda z Lichenia, a skuteczny jak piorun kulisty. Nadużywając go, gotujemy sobie los dinozaurów. Niebawem zabraknie skrótów na określenie dziadostwa, które możemy „złapać”, a którego nie będzie czym zabić.

zobacz więcej
Robić to co każą służby

Dziś daleko stąd jakiś SARS, jakaś cholera, jakaś ptasia grypa, jakiś wirus zachodniego Nilu, jakaś zika, jakaś Ebola, albo i Chikungunya (ale nazwa, nie?), jakiś 2019-nCoV. Ofiary góra w tysiącach. I o co chodzi? – pytają miłośnicy nierobienia z igieł wideł. To są psychologicznie ci sami ludzie, którzy nie akceptują przepisów o ruchu drogowym i nie stają na STOP czy nie reagują na znaki ograniczenia prędkości. Bo wolność osobista i inne bardzo szczytne rzeczy, poza tym to są przecież najlepsi kierowcy na świecie, tacy co to nigdy nie zrobili wypadku, nawet po pijaku.

Srogi wirus ma w swoim molekularnym nosie naszą i waszą wolność oraz geniusz osobisty, on ma zaprogramowane w swoim genomie, że ma się po prostu namnażać. Szuka ofiary, a gdy ją znajdzie, jest nagim, samolubnym kawałkiem kwasu nukleinowego. Przestawia nasze komórki, by były wielką fabryką jego cząstek potomnych, i one robią, co on im każe. I nie przestaną, aż zdechną.

Dlatego nie są objawem paniki polecenia, że trzeba włożyć maski, że trzeba się zatrzymać na rogatkach, siedzieć w domu, robić skrupulatnie to, co każą służby sanitarno-epidemiologiczne. I używać na każdym kroku rozumu i układu odporności – tych cudownych, wyselekcjonowanych w Homo sapiens i jego przodków przez wszystkie poprzednie pandemie, epidemie i zakażenia instrumentów samoobrony przed drobnoustrojami. Liczebnie i jeśli chodzi o obycie na Ziemi, nie mamy z nimi szans. Nasze banalne 4 mln lat historii jako linii rozwojowej Homo przy ich 3,5 miliarda lat to pryszcz. Nawet w naszym ciele jest 10 razy więcej komórek bakterii (że nie liczę cząsteczek wirusów, bo zer zabraknie) niż naszych własnych.

Grypa groźniejsza niż chiński wirus

Panika i głupota polega na tym, że zamiast z uwagą słuchać, wrzeszczy się i biegnie na oślep przed siebie. Że Pani Lola z Internetu ma równy posłuch, co profesor epidemiologii. Że się idzie w tłum, żeby zasięgnąć informacji. Że się blokuje infolinie medyczne i epidemiologiczne bez ważnego powodu. Że się funkcjonuje w świecie jakiejś kolejnej spiskowej teorii, typu: znowu ktoś chce opchnąć szczepionki.

Tego pod żadnym pozorem nam robić nie wolno. I oczywiste jest, że u nas to grypa w tym roku zbierze większe śmiertelne żniwo, niż nowy chiński koronawirus. Żaden specjalista nie twierdzi inaczej. I oby się nie mylił.

– Magdalena Kawalec-Segond

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Źrodła:

https://www.mphonline.org/worst-pandemics-in-history/
https://www.worldatlas.com/articles/the-10-worst-epidemics-in-history.html
Sonia Shan „Epidemia” Znak Horyzont, Kraków 2019
Zdjęcie główne: Pekin, 27 stycznia 2020. Fot. Kevin Frayer/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Maszyny i… klapki japonki. Czym Chińczycy podbijają Afrykę
Pracownicy z Chin odmawiali siadania przy wspólnym stole podczas lunchu z Afrykanami i obrażali ich dając do zrozumienia, że źle wykonują swoją pracę.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wzywał arcybiskupów do dymisji, będzie uczyć kleryków w Holandii
Po zakonniku kolejne upomnienia, kary, zakazy wypowiedzi spływały jak po kaczce.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Partia związana z antybrytyjskimi terrorystami wraca na salony
W ciągu 40 lat zginęło 3500 osób. Połowa to ofiary IRA. Do dzisiaj mnóstwo jest spraw niewyjaśnionych: kto i dlaczego zginął, kto wydał rozkaz, kto go wykonał, gdzie spoczywają ofiary skrytobójczych morderstw?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Do czego Putinowi są potrzebni „terroryści” z Sieci?
W Rosji zaczyna się rodzić zapotrzebowanie na lewicową alternatywę wobec obecnej władzy, która postrzegana jest jako ultraliberalna.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Obserwujmy anglikanów. Bo Kościół katolicki idzie ich śladem
Wielka Brytania dokonała brexitu. Ale metody funkcjonowania Kościoła Anglii nadal podbijają europejski katolicyzm.