Kultura

Na trzecim planie. Niezwykłe losy Polaka z Hollywoodem w tle

Był dublerem, kaskaderem i aktorem drugoplanowym. Pilnował synka Grace Jones, sekundował Arnoldowi Schwarzeneggerowi, żartował z Tomem Hanksem, gawędził z Carlosem Fuentesem.

Tydzień po jego przylocie na urlop do Meksyku w Polsce wprowadzono stan wojenny. Andrzej Zbrożek zdecydował, że zostanie w kraju Majów – choćby na pewien czas. Pomocy udzielił mu meksykański pisarz, tłumacz i dyplomata Sergio Pitol, późniejszy laureat Nagrody Cervantesa. Zbrożek poznał go jeszcze w Warszawie, gdzie Pitol piastował w latach 1972-75 stanowisko attaché kulturalnego ambasady Meksyku.

Początkowo Polakowi się nie przelewało. Pracował dorywczo i za grosze. Z braku możliwości lepszego zarobku zgłosił się do pracy przy filmie Davida Lyncha „Diuna” według powieściowej klasyki science-fiction Franka Herberta. I zdziwił się, że go zatrudniono.

Zastępując legendy

„Zrazu pracowałem jako tzw. stand’in, czyli dubler techniczny, zastępujący aktora podczas żmudnych, męczących i niejednokrotnie długotrwałych prób przed jeszcze niewłączoną kamerą. Zwykle kilkuminutowa scena wymaga odpowiedniego przygotowania, podczas którego ustawia się reflektory do oświetlenia artysty z kilku stron, mierzy się natężenie światła, odległość wykonawcy od obiektywu, instalowane są dekoracje, rozkładane rekwizyty.
Kartka od Gregory'ego Pecka po realizacji filmu "Old Gringo". Fot. archiwum Andrzeja Zbrożka
Perfekcyjne przygotowanie dwuminutowej sekwencji nieraz się wlecze, ponieważ uwiecznia się ją w kadrze z różnych stron i każda zmiana miejsca pracy kamery wymaga mrówczego wysiłku ekipy: techników, elektryków, stolarzy, charakteryzatorów, garderobianych.

Aby odciążyć głównego aktora, jego miejsce zajmuje dubler techniczny, stojąc lub chodząc – zależnie od wskazówek – w silnym strumieniu świateł reflektorów względnie w półmroku. Dopiero po zaakceptowaniu całej sceny przez operatora i reżysera, miejsce dublera technicznego zajmuje aktor, obserwujący wcześniej całe jej przygotowanie”.

Z biegiem czasu awansował w hierarchii – został foto-dublerem zastępującego aktora w scenach niewymagających jego zbliżeń przed kamerą. Po męczącej charakteryzacji „na obraz i podobieństwo pierwowzoru” występował zamiast gwiazdora w scenach zbiorowych.

Na kolejnym etapie był już kaskaderem – po intensywnych, ociekających potem i krwią, treningach. Zastępował aktorów w bójkach, potyczkach, brawurowej jeździe konnej, upadkach z wysokości – w scenach ryzykownych, którym aktor zazwyczaj by nie podołał, a przede wszystkim w których występować nie powinien, aby nie ryzykować kontuzji.

„Praca kaskadera jest znacznie lepiej opłacana od dublera z racji niebezpieczeństw, jakie ze sobą niesie. Zagwarantowała mi stabilizację w całkowicie obcym kraju o innej mentalności, kulturze i obyczajach. Szczęśliwie na planie nie odniosłem większych urazów, najwyżej niegroźne podrapania lub niewielkie siniaki, chociaż podczas prób kaskaderskich nie oszczędzano mnie i często wracałem do domu niczym zbity pies.”

Fotosy z gwiazdami

Krok po kroku wdrapywał się po szczeblach drabiny filmowego wtajemniczenia. W pewnym momencie zaproponowano mu niewielkie zadania filmowe - czas, gdy był widoczny na ekranie zwykle liczył się w sekundach, a w napisach niekiedy brak jego personaliów. Ponieważ cudzoziemcy permanentnie łamali sobie zęby na jego nazwisku, zaczął używać pseudonimu. Andrzej Borys Zbrożek stał się Andresem Borisem.

Produkcja filmu trwa z reguły kilka miesięcy, toteż codzienne kontakty na planie stawały się coraz bliższe i gwiazdorzy z każdym tygodniem nabierali do niego zaufania. Jako dubler tworzył tzw. second team – zawsze musiał być w zasięgu wzroku reżysera oraz aktora, z którym pracował. A pracował z takimi gigantami jak Burt Lancaster, Gregory Peck, Paul Newman, Tom Hanks, Benicio del Toro, Jane Fonda, Timothy Dalton...
„Lancaster był energicznym, niepozbawionym uroku, starszym panem, jowialnym i łagodnym, co nie znaczy, że dawał sobie w kaszę dmuchać. Najlepiej świadczy o tym pewien krwawy incydent, kiedy w trakcie realizacji sceny znokautował filmową partnerkę, Margot Kidder – dziewczynę czterech odcinków «Supermana». Margot nie goniła za sławą, lecz po tragicznym wypadku samochodowym jej życie i kariera rozsypały się jak zamek z piasku. Borykając się z brakiem pracy i pieniędzy, świadomie przedawkowała narkotyki popełniając samobójstwo.

Fondę poznałem na planie filmu “Old Gringo”, a moja trzymiesięczna współpraca z nią łączyła przyjemność z prestiżem.

Dalton – James Bond w filmie „Licencja na zabijanie”, nawiasem mówiąc po części kręconym w wytwornej rezydencji należącej kiedyś do szacha Iranu Rezy Pahlaviego – urzekał bezpośredniością i skromnością. Często, widząc otwarte drzwi mojej garderoby, zaglądał na pogawędkę.

Startujący do wielkiej kariery Hanks wydał mi się nieśmiałym i wesołym gościem, Newman sprawiał wrażenie introwertyka, zaś z początkującym w aktorskim rzemiośle del Toro rozmawiałem po hiszpańsku, bo pochodzi z Puerto Rico. W domowym archiwum pieczołowicie przechowuję fotosy tych znakomitości opatrzone sympatycznymi dedykacjami”.

Pogawędka z kandydatem do Nobla

Partnerował też osobowościom innych dziedzin, dla których ekran stanowił nowe wyzwanie. Choćby Grace Jones – ekstrawaganckiej eksmodelce i wokalistce („Gdy wędrowała na plan, a ja akurat miałem czas – oddawała mi pod opiekę swojego niesfornego synka Paula”) oraz Wiltowi Chamberlainowi – legendarnemu koszykarzowi, ligi NBA, potem graczowi sławnego temu Harlem Globetrotters („Pomimo gigantycznego wzrostu 2,19 m, był żywiołowym, skłonnym do żartów, facetem, a ja wielokrotnie gościłem w jego apartamentach ekskluzywnego hotelu «Cristal» na Zona Rosa w Mexico City”).

Przed kamerą miał też okazję sekundować Arnoldowi Schwarzeneggerowi, któremu raczej brakowało skromności, ale wobec Polaka zawsze zachowywał się niezwykle fair. „Pierwszym filmem, w którym stanąłem oko w oko z tym kinowym herosem był «Conan niszczyciel». Miałem tam sporo roboty, gdyż oprócz pracy foto-dublera dla aktora Jeffa Coreya oraz dublera technicznego dla Wilta Chamberlaina, dosiadałem konia jako groźny wiking, zaś w wolnych momentach wykorzystywano mnie w charakterze dublera technicznego dla Conana. Drugie spotkanie z Arnoldem miało miejsce przy okazji filmu «Pamięć absolutna», gdzie partnerowała mi ponętna I seksowna Sharon Stone”.
Aby legalnie przebywać w Meksyku i zachować polski paszport Andrzej Zbrożek musiał podpisać kontrakt z reprezentującą polskich artystów za granicą rządową agencją Pagart i odprowadzać do niej część swojego wynagrodzenia. Fot. archiwum Andrzeja Zbrożka
Najserdeczniej wspomina jednak Gregory’ego Pecka. Spędził u jego boku długi okresu kręcenia obrazu pt. „Old Gringo” (gringo to pogardliwe określenie Amerykanina w Meksyku) na podstawie powieści wybitnego meksykańskiego autora Carlosa Fuentesa, wielokrotnego kandydata do Nagrody Nobla. Pisarz przyjechał zresztą na plan zobaczyć, jak przebiegają prace nad ekranizację jego prozy.

„Reżyser Luis Puenzo przedstawił mnie pisarzowi. Na miłej pogawędce spędziliśmy we trójkę, co najmniej dwa kwadranse. Zapytał, czy znam Elenę Poniatowską, cieszącą się wielką estymą, meksykańską pisarkę, pochodzącą z polskiego rodu książąt Poniatowskich. Dużo o niej wiedziałem, nigdy jednak nie spotkałem”.

Meksykański szwarccharakter

Obiecująca przygoda filmowa Andresa Borisa zakończyła się w dramatycznych okolicznościach.

„Zakażony w Kolumbii niebezpiecznymi bakteriami, musiałem przerwać starannie zaplanowaną, kolejną podróż po Ameryce Południowej, bo zapadłem na sepsę, która, jak wiadomo, najczęściej prowadzi do śmierci.

W tej sytuacji postanowiłem zakończyć życie w Polsce i chciałem jak najszybciej przylecieć do ojczyzny, co nie było proste, gdyż holenderskie linie lotnicze obawiały się przyjąć pasażera w takim stanie. Podobno wyglądałem jak zombie i podejrzewano, że pożegnam się z życiem zanim samolot wyląduje w Amsterdamie. Nie byłaby to komfortowa sytuacja dla przewoźnika. Koniec końców ulokowano mnie w klasie pierwszej, mimo, że miałem bilet w klasie turystycznej.

Doleciałem do Holandii na leżąco – w maksymalnie rozłożonym fotelu – ze stewardesą czuwającą przy mnie non stop podczas 11-godzinnego lotu. To, że żyję, zawdzięczam polskim lekarzom i – podobno – poza szczęściem, wyjątkowo silnemu organizmowi”.

Andres Boris dorabiał sobie występując w reklamach. „W przerwach między pracą w filmach, biegałem na zdjęcia próbne do reklam. W sumie nakręciłem ich ponad 30, emitowanych w telewizji meksykańskiej, argentyńskiej i brazylijskiej”. Zachwalał uroki Meksyku, polecał restauracje z latynoską kuchnią, rekomendował samochody, cukierki, wina etc.

Obrazki z granicy Meksyku ze Stanami Zjednoczonymi

zobacz więcej
Jako aktor drugiego planu grał też cudzoziemców w co najmniej dwudziestu filmach meksykańskich. Zawsze były to negatywne postaci: gangster, psychopata albo skorumpowany policjant, który wcześniej czy później ginął zasłużoną śmiercią z rąk innego rzezimieszka tudzież stróża prawa. „Żartem dodam, że upatruję w tych epizodach główną przyczynę artystycznej porażki i medialnego niebytu, gdyż w kilkuminutowych sekwencjach nie miałem okazji ujawnienia pełni talentu. (śmiech)”.

Nie wystąpił w polskich horrorach

Trochę żałuje, że nigdy nie zaistniał w polskiej kinematografii. Nawiązanie relacji wykluczyły okoliczności. Wracając chory do kraju wyglądał nietęgo: „Niczym więzień obozu koncentracyjnego; ze 110 kg (przy wzroście 194 cm) waga spadła mi do 76 i mógłbym jedynie występować w horrorach, a takich w Polsce nie kręcono. Moja atletyczna i wysportowana sylwetka należała do przeszłości”.

Powrót do zdrowia trwał bardzo długo, zwłaszcza, że przyplątały się kolejne choroby i operacje. A kiedy odzyskał kondycję zdał sobie sprawę, że nie trafi już przed obiektyw kamery. Przyszła pora na otwarcie nowego rozdziału biografii: został lektorem języka hiszpańskiego.

– Tomasz Zbigniew Zapert

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Korzystałem z:
Andrzej Zbrożek, „Latynoska euforia z Hollywodem w tle”, wyd. Sorus 2018
Zdjęcie główne: Andrzej Zbrożek z Arnoldem Schwarzeneggerem na planie filmu "Conan Barbarzyńca". Fot. archiwum Andrzeja Zbrożka
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Oko, usta, nos, a do tego brawurowe cięcia
Na apel o pomoc dla niego – Rosochy – tak wielu zareagowało pozytywnie. Nie tylko przyjaciele.
Kultura wydanie 20.03.2020 – 27.03.2020
Tęsknota za utraconymi kresami i miłość do Polaków
Nad Wisłą bilety na trasy koncertowe zespołów znad Balatonu wyprzedają się na pniu.
Kultura wydanie 20.03.2020 – 27.03.2020
Zombie jak wirus, szczepionki brak, młodzi pożerają starych
Warszawa w ostatnich dniach przypomina wyludniony Nowy Jork z filmu „Jestem Legendą” z Willem Smithem.
Kultura wydanie 6.03.2020 – 13.03.2020
Kulisy kampanii. Czy tylko prawica opłaca hejterów?
Skłonności homoseksualne każą bohatera kojarzyć z Biedroniem. Polityczna charakterystyka – z Trzaskowskim. A finał – z Adamowiczem. O kim opowiada najnowszy film Jana Komasy?
Kultura wydanie 6.03.2020 – 13.03.2020
Czy kapitan Żbik był potomkiem sanacyjnego śledczego?
W stanie wojennym zakończono wydawanie komiksowego cyklu o dzielnym funkcjonariuszu. Ówczesny szef MO generał Józef Beim uważał, iż „młodzież nie musi lubić milicji, ale musi się jej bać”.