Historia

Sztandar partii wyprowadzić. Dokąd poszli komuniści

30 lat temu, po rozwiązaniu PZPR, polscy postkomuniści starali się zostać socjaldemokratami. Ale w kilku innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej przyjęli hasła konserwatywne i nacjonalistyczne.

„Różne religie świata skumulowały w sobie odwieczne marzenia ludzkości o sprawiedliwości, równości i braterstwie. Wyrzeczenie się tych wartości to dążenie globalistów, a nie komunistów. Humanizm chrześcijaństwa, tak jak humanizm socjalizmu, przeszkadza architektom globalnego świata”. Jaki polityk lub myśliciel mógłby być autorem tych zdań? Krytyk globalizacji, teolog wyzwolenia, a może konserwatysta?

Nie trzymajmy dłużej w napięciu – powiedział je człowiek określający się mianem komunisty i „ideowego spadkobiercy wielkich ideałów radzieckiego Października 1917 roku”. Co więcej, słowa te padły podczas XIV Plenum Komitetu Centralnego Partii Komunistycznej Federacji Rosyjskiej w 2012 roku.

Referat i huk petard

Równo 30 lat temu, w nocy z 28 na 29 stycznia 1990 roku z Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, ostatni I sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Mieczysław Rakowski nakazał wyprowadzenie sztandaru ugrupowania, które przez 42 lata niepodzielnie rządziło naszym krajem. W ostatnim referacie wygłoszonym przed tym jakże symbolicznym rytuałem, były premier PRL wypowiedział m. in. znamienne słowa:

„Występując przeciwko jednostronnym ocenom lat powojennych, musimy jednocześnie stwierdzić, że PZPR sprawująca przez dziesięciolecia władzę w sposób monopolistyczny, a więc ponosząca pełną odpowiedzialność za politykę gospodarczą – nie sprostała wyzwaniu epoki. I dlatego musieliśmy przegrać”.
Sala Kongresowa, gdzie obradował ostatni zjazd PZPR była otoczona przez milicję, która usiłowała powstrzymać antykomunistycznych demonstrantów. Fot. PAP/Cezary Słomiński
W tym samym czasie, na zewnątrz słychać było huk petard i odgłosy kamieni rzucanych w oddziały MO (które zresztą za 4 miesiące zmienią się w policję) przez demonstrantów z najróżniejszych organizacji – od anarchistów, poprzez NZS, aż po skrajną prawicę. Niemal całą przestrzeń od okien Sali Kongresowej aż do znajdującego się wówczas przy ulicy Emilii Plater węzła komunikacyjnego autobusów miejskich wypełniały okrzyki: „Precz z komuną!”.

Rakowski kontynuował wygłaszanie referatu. Wskazując dalej na przyczyny klęski ruchu komunistycznego, przyznał, że leżały one w odrzuceniu zasad demokracji parlamentarnej. Zdaniem ostatniego genseka, przyjęta początkowo przez komunistów jako wyraz pragmatyzmu politycznego zasada rządów jednopartyjnych doprowadziła do autokratyzmu. Zbudowała niewydolny, etatystyczno-biurokratyczny model gospodarczy. Stworzyła sytuację, w którym to rządząca partia zawsze wiedziała lepiej (i oczywiście, zazwyczaj się myliła), co jest potrzebne narodowi.

Drugą grupę przyczyn klęski realnego socjalizmu I sekretarz odkrył w dogmatycznej, leninowskiej koncepcji dyktatury proletariatu, która według jego słów „musiała się wyrodzić w oligarchiczną lub personalną despotię”.

Błękitne koszule

Wydarzenia z nocy 28 na 29 stycznia 1990 w Wiadomościach TVP komentował wybitny dziennikarz Jacek Maziarski. Pełnił on wówczas funkcję wicenaczelnego „Tygodnika Solidarność”, ale już wkrótce zostanie jednym z założycieli Porozumienia Centrum.

Dziennikarz zwrócił słuszną uwagę, że być może w innych warunkach politycznych referat Rakowskiego wywołałby ogromną dyskusję. W styczniu 1990 roku w Sali Kongresowej spotkał się z on praktycznie z obojętnością większości delegatów. Nikt już nie chciał bronić przegranej formacji. Epoka triumfu demokracji liberalnej, wolnego rynku i nowego kształtu Europy nie tyle migała już na odległym horyzoncie, ile widoczna była jak na dłoni.

Na scenie Sali Kongresowej z ogromnej rzymskiej liczby XI odcięto „X”, a dominującą do tej pory w anturażu zjazdów partii czerwień zastąpiły barwy narodowe oraz budzący optymistyczne skojarzenia i nastroje błękit. Kolor, który zresztą w pierwszych latach III RP stanie się synonimem Zachodu, nowoczesności i zmian.

To właśnie błękitna koszula „wybierającego przyszłość” szefa formacji powstałej na XI/ I Zjeździe w 1990 roku, stanie się w kampanii prezydenckiej 5 lat później swoistą przeciwwagą estetyczną dla wciąż grubo ciosanego stylu Lecha Wałęsy.
Nowy lider nowej partii. Leszek Miller i Mieczysław Rakowski gratulują Aleksandrowi Kwaśniewskiemu wyboru na przewodniczącego Socjaldemokracji RP. Fot. Georges De Keerle/Getty Images
Nieboszczka PZPR wyszła z tego ostatniego zjazdu podzielona. Bynajmniej jednak, w Sali Kongresowej w styczniu 1990 roku nie nastąpił w partii podział na zwolenników budowania europejskiej socjaldemokracji i obrońców ortodoksji leninowskiej. Ta pierwsza grupa zresztą w całej niemal Europie już wkrótce w większości wkroczy na „trzecią drogę” Tony`ego Blaira i Gerharda Schroedera. Spowoduje to, że chyba tylko zaawansowany obserwator sceny politycznej i wnikliwy politolog dostrzeże znaczące różnice polityczne i społeczne pomiędzy nowoczesną zachodnioeuropejską centrolewicą i centroprawicową chadecją.

Można bez zbędnych wątpliwości powiedzieć, że grupa obrońców ortodoksji zniknęła z pola widzenia na długo przed ostatnim zjazdem PZPR. Nigdy nie odegrała już znaczącego wpływu na politykę, a polscy komuniści wierni dawnej linii partii przetrwali tylko w całkowicie niszowych i pozbawionych wpływu na życie społeczne organizacjach typu „Związek Komunistów RP Proletariat” lub „Komunistyczna Partia Polski”.

Co więcej, obserwatorzy pokładali nadzieję, że obok Socjaldemokracji RP Aleksandra Kwaśniewskiego przejmującej znaczną część działaczy dawnej partii, Polska Unia Socjaldemokratyczna Tadeusza Fiszbacha, w 1980 roku sekretarza wojewódzkiego PZPR w Gdańsku, znajdzie się na „prawym skrzydle” nowej polskiej lewicy, możliwym do zaakceptowania przez stronę solidarnościową.

Nadzieje te okazały się płonne – ruch Fiszbacha szybko rozpłynął się w magmie dziesiątek partii i ugrupowań w rodzącym się systemie partyjnym III RP, a sam polityk, dzisiaj będący już na emeryturze, wkrótce zajął się karierą dyplomatyczną. Pewnym jednak dalekim echem takich oczekiwań był fakt, że kilkanaście lat temu zbliżył się on do środowisk prawicowych, a w 2010 roku udzielił publicznego poparcie kandydaturze Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta RP.

Spadek popularności

W Polsce, w przeciwieństwie do sąsiednich krajów słowiańskich: Czech i Słowacji, a także Ukrainy i Rosji na gruzach partii komunistycznej nie powstała znacząca politycznie formacja, która z jednej strony odgrywać miałaby rolę lewicy konserwatywno-narodowej, a z drugiej - odchodziłaby w części światopoglądowej od starej, materialistycznej ideologii marksistowsko-leninowskiej wrogiej lub co najmniej niechętnej wobec religii lub tradycyjnych wartości społecznych.
Protest zorganizowany przez Komunistyczną Partię Polski w Warszawie w czerwcu 2010 roku po wejściu w życie nowelizacji art. 256 Kodeksu Karnego, wprowadzającej zakaz prezentowania, rozpowszechniania i przechowywania nośników symboliki komunistycznej. Fot. PAP/Leszek Szymański
Co prawda AD 2020 popularność nowych ugrupowań komunistycznych w kilku krajach słowiańskich jest już sprawą przeszłości. Na Ukrainie, tuż po Euromajdanie i aneksji Krymu przez Rosję, wymiar sprawiedliwości zdelegalizował działającą dość prężnie w latach 90. i w pierwszej dekadzie lat dwutysięcznych Komunistyczną Partii Ukrainy kierowaną przez Petro Symonenkę. Całkiem słusznie zarzucono jej skrajną prorosyjskość i wspieranie separatystów w Donbasie.

W Rosji, Komunistyczna Partia FR kierowana przez długie lata przez Giennadija Ziuganowa ma swoje stałe miejsce na scenie politycznej, ale w żaden sposób nie jest w stanie zagrozić systemowi putinowskiemu. Tym bardziej, że nie ma zapewne takich ambicji, w ogromnej większości kwestii politycznych, a w szczególności polityki zagranicznej, popierając stanowisko Kremla.

Kilkunastoprocentowe poparcie, które uzyskała w ostatnich wyborach do Dumy w 2016 roku daje jej co najwyżej możliwość podnoszenia w ograniczonej ramami systemu debacie publicznej poruszać kwestie socjalne, szczególnie dotyczące losu emerytów i rencistów.

Spadek popularności zaznaczają również od połowy dekady czescy i morawscy komuniści. W wyborach w 2017 roku uzyskali najgorszy wynik od rozpadu Czechosłowacji w 1993 roku, chociaż wciąż od ich poparcia w parlamencie zależy nieraz los poszczególnych ustaw zgłaszanych przez rząd Andreja Babiša.

Jeszcze gorzej wygląda los Komunistycznej Partii Słowacji. W wyborach w 2002 roku wprowadziła ona do parlamentu swoich posłów i była również brana pod uwagę jako element tworzenia różnych większości rządowych. Po latach jednak całkowicie przestała odnajdować się w podziale sceny politycznej pomiędzy rządzący od lat populistyczny SMER i liberalną, wielkomiejską opozycję.

Komuniści jak nacjonaliści

Mniej więcej przed dwudziestu laty, gdy w wielu krajach słowiańskich mieliśmy do czynienia wręcz ze zjawiskiem renesansu popularności ugrupowań neokomunistycznych, znajdowały się one na dość ciekawych i niecodziennych pozycjach ideowych. Można wręcz powiedzieć, że stanowiły typowe partie protestu w społeczeństwach dotkniętych procesami postkomunistycznej transformacji.

Krytykowali proces – wówczas jeszcze niezakończony – integracji europejskiej, politykę prywatyzacji usług publicznych i wyprzedaż majątku narodowego. Jego sprzedaż podmiotom zagranicznym na zasadzie „jak najszybciej i jak najtaniej” był dla tych ugrupowań źródłem wszelkich innych patologii transformacji: pauperyzacji ludności, bezrobocia, upadek produkcji i rodzimej myśli technicznej.
Giennadij Ziuganow, lider Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej, 21 stycznia 2020 r. podczas uroczystości z okazji 96. rocznicy śmierci Włodzimierza Lenina. Fot. Sergei Savostyanov\TASS via Getty Images
Zdecydowane „nie” mówili wówczas komuniści w Czechach i na Słowacji wyprzedaży ziemi cudzoziemcom, nazywając ów proces prostą drogą do uzależnienia ich krajów od obcych państw i stworzenia z nich rezerwuaru taniej ziemi i siły roboczej. Podobnie rzecz się miała z wyprzedażą banków i zadłużaniem zagranicznym. Masowy napływ obcego kapitału prowadził, według komunistów słowackich, do pozbawienia Słowaków jakiegokolwiek wpływu na własną gospodarkę.

Zdecydowanie negatywne stanowisko zajmowali wobec realizowania jakichkolwiek tzw. programów dostosowawczych Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz przyjmowania rad i pomocy od międzynarodowych instytucji finansowych. Podobnie jak w dyskursie niektórych ugrupowań narodowych i prawicowych, swoistym czarnym charakterem dla tych ugrupowań stał się George Soros.

Ten typowy dyskurs praktycznie łączył wówczas partie komunistyczne w krajach słowiańskich z językiem twardych nacjonalistów i prawicy. Tym bardziej, że ugrupowania te były dalekie od chwalenia liberalizmu obyczajowego i unikały tematyki światopoglądowej.

Swoistą ciekawostką był tu Giennadij Ziuganow, który sam określał się jako osoba szanująca dorobek i znaczenie prawosławia dla rosyjskiej kultury. Co więcej, definiował się jako „wwocierkowlionnyj” (rosyjski synonim człowieka praktykującego i rozumiejącego obrzędy liturgicznego). W wielu wywiadach podkreślał, że Chrystus był jednym z pierwszych komunistów, a wielki dorobek religii ludzkości należy włączyć do budowy świata sprawiedliwości społecznej. Na wzór Margaret Thatcher

Z drugiej strony, daleko nieortodoksyjne podejście do polityki ma, i miała, część komunistycznych polityków czeskich. Europosłanka Katarina Konećna podkreśla w wywiadach, że jednym z jej politycznych wzorów jest... Margaret Thatcher.

Z kolei gdy prześledzimy materiały wyborcze niektórych działaczy tego stronnictwa, to zauważymy, że w zasadzie nie różnią się one od dzisiejszych postulatów głoszonych przez mainstreamowe ugrupowania populistyczne: politycy domagają się znaczących transferów socjalnych ze strony państwa, pomocy dla rodzin i młodych małżeństw, bezpłatnego nauczania uniwersyteckiego oraz trzynastych emerytur i rent. Obietnice wyborcze komunistycznej działaczki Terezy Čechovej Humpolcovej mogłyby bez problemu znaleźć się w programie partii rządzących na Węgrzech, w Polsce, Czechach i na Słowacji i bynajmniej nie kojarzą się nam z młodą lewicą obyczajową.

Komunizm jednak wiecznie żywy

Teraz bój nie toczy się o równość żołądków, lecz o równość różnych stylów życia – żeby żaden z nich nie był negatywnie wartościowany.

zobacz więcej
Możliwe, że dawny sukces ugrupowań neokomunistycznych w sąsiednich krajach miał też aspekt generacyjny i cywilizacyjny. Po wejściu do UE, wzmocnieniu polityki socjalnej ze strony władz w ostatnich latach, społeczeństwa znajdują się już na innym poziomie rozwoju cywilizacyjnego niż jeszcze 20 lat temu. Wybierane są ugrupowania rządzące, które zapewniają bezpieczeństwo socjalne, a wyborcy dawnej lewicy z chęcią przekazują im swoje głosy.

Radykalna lewica tworzona przez młodych wraca z kolei raczej do dawnych, marksistowskich korzeni, z całym bagażem nowych, liberalnych poglądów obyczajowych i niechęcią wobec religii. Co jednak w w ostatecznym wymiarze też nie przekłada się na jej sukces wyborczy.

– Łukasz Kobeszko

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: 27 stycznia 1990, XI Zjazd Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki. Przemawia przewodniczący zjazdu, sekretarz Komitetu Centralnego PZPR Leszek Miller. Z lewej I sekretarz Komitetu Centralnego PZPR Mieczysław Rakowski. Fot. PAP/Grzegorz Roginski
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Salutowali im generałowie
W II RP weterani powstania styczniowego otoczeni zostali szczególną opieką.
Historia Najnowsze wydanie
Twierdza poczciwych cyników
Eile starał się lawirować, lecz w okresie bierutowszczyzny poszedł na zbyt daleko idące ustępstwa.
Historia Poprzednie wydanie
Wirus we Wrocławiu. Przywlókł go chory oficer wracający z Azji
Skala zagrożenia spowodowała, że miasto zostało otoczone kordonem sanitarnym.
Historia Poprzednie wydanie
10 największych dokonań Polaków w historii himalaizmu
Biało-czerwoną flagę, krzyżyk i różaniec wnieśli 40 lat temu na Mount Everest Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki. Było to pierwsze zimowe wejście na „dach świata”, a to tylko jeden z sukcesów Polaków we wspinaczkach w najwyższe góry Ziemi.
Historia wydanie 7.02.2020 – 14.02.2020
Polacy zesłani na „białe niedźwiedzie”
Chodzili po wagonach, nosząc pod rękami zmarzłe dzieci, niemowlęta, pytając się czy „zamierszczych rebiat nima”.