Kultura

Żył w zmysłowym oczadzeniu. Nienasycony

Po śmierci Teresy jego sztuka, jak on sam, napełniła się bólem. W pełnych dramatyzmu kompozycjach pojawiły się odniesienia do wojny, którą pamiętał z młodości, a także trwoga przed jakimś bliżej nieokreślonym kataklizmem. W Muzeum Archidiecezji Warszawskiej pokazano tę mroczną stronę sztuki i osobowości.

Jerzy Tchórzewski, artysta, pedagog, do tego człowiek znakomicie władający piórem, autor esejów o sztuce i autobiografii („Świadectwo oczu. Wspomnienia z lat 1945–57” opublikowane przez Wydawnictwo Literackie, pozycja wyprzedana) dawno już został wpisany do panteonu „klasyków polskiej nowoczesności”. Ale talent i oryginalność dokonań rzadko idą w parze z popularnością. Sukces bywa krótkotrwały, zwłaszcza gdy dyktat przejmuje rynek sztuki i dealerzy wprowadzają swoje korekty.

Takie niestabilne „szczęście” było udziałem Tchórzewskiego.

Krakowskie Przedmieście 5, prawa oficyna

Kiedy w latach 70. ubiegłego wieku zdawałam na warszawską Akademię Sztuk Pięknych, do pracowni malarskiej Tchórzewskiego nie sposób się było dostać: przypadało bodaj ze trzech kandydatów na miejsce – a w pracowni nie mieściło się więcej niż kilkanaście osób.

To czarodziejskie miejsce: XIX-wieczna oficyna przy pałacu Czapskich, wejście od Krakowskiego Przedmieścia 5. Na niepozornych drewnianych, wąskich drzwiach emaliowana mała plakietka „Wydział malarstwa”; w środku, przed wejściem na schody, kopia „Mojżesza” Michała Anioła; w powietrzu zapach oleju i terpentyny; czas jakby zatrzymany przed wiekami…

No i te korytarze, z których wchodzi się do pracowni mistrzów; w środku las sztalug, na podium naga modelka; dookoła młodzi „geniusze” z aspiracjami do podboju świata przelewający na płótna czy papiery swoje wrażliwe wnętrza.

Poszłam do profesora Eugeniusza Markowskiego i nie żałuję, ale cały czas śledziliśmy to, co działo się po sąsiedzku (pracownie mistrzów były tuż obok, na tym samym korytarzu).

Szczególnie wnikliwemu, by nie rzec – złośliwemu – osądowi podlegały doroczne wystawy. Widać wpływy czy nie? Profesor ustawia, prowadzi studentów „pod siebie” czy daje rozwijać się indywidualnościom?

Kupił chałupę „na Pismo Święte”. Swoją trumnę postawił wśród aniołów

Zainspirował go cmentarz w Rumunii – w jakiejś wiosce zobaczył groby z niebieskimi krzyżami, co dawało nastrój zupełnie „nie cmentarny”, lecz radosny, optymistyczny.

zobacz więcej
Dla tych, z których pracowni wychodzili „wierni, bierni, mierni” naśladowcy, nie mieliśmy litości. Na szczęście, nie dotyczyło to ani mojej pracowni prowadzonej przez Markowskiego, ani tej drugiej, słynniejszej – pod wodzą Tchórzewskiego, powszechnie zwanego „Tchórzem”. Jedno mieli wspólne: nie narzucali studentom swojego stylu.

Po dyplomie mojego rocznika na ASP u „Tchórza” asystentką została Zofia Glazer, z męża Rudzińska, świetna graficzka, moja koleżanka od podstawówki (Warszawa, ulica Narbutta, szkoła nr 85 im. Benito Juareza). Zmarła dwa i pół roku temu. Nowotwór.

Ani ona, ani nikt inny nie poszedł drogą wytyczoną przez Jerzego Tchórzewskiego. Nie ma naśladowców – nad czym boleje syn artysty, Krzysztof.

Według mnie, brak kontynuatorów to punkt dla malarza. Mocny. Znaczy, że był tak oryginalny, osobny i wsobny, że nie można go było „opanować”, zaadaptować, oswoić. Że miał technikę własną, tajemniczą, wymieszaną z przypadkiem.

Jak rozpalić ogień

Ciekawa jestem, czy ktokolwiek z państwa umie wzniecić ogień? Nie chodzi o podpalenie polan w domowym kominku, nie o świeczkę na choince, a tym bardziej nie o choinkę od tej świeczki zajętą. Pytam o żar wykrzesany z zimnej, martwej materii.
Jeśli ktoś kiedykolwiek tego dokonał, musiał zapamiętać to doświadczenie. Wtedy każdy czuje się bliskim krewniakiem Prometeusza. Jak wiadomo, mityczny dobroczyńca za ogień podarowany ludzkości zapłacił okrutnymi mękami.

Tak właśnie – jako krzesanie iskry z nicości – postrzegał proces twórczy Jerzy Tchórzewski.


Co jest najbardziej charakterystyczne w jego malarstwie? Mam na myśli fazę dojrzałą, kiedy artysta uwolnił się od krakowskich i niby-surrealistych wpływów.

Pod koniec lat 60. wykoncypował i zobrazował własną formę „ożywionej, cierpiącej materii”. Nie tyle człowieka, ile jego biologiczną materię. Poszarpaną, gruzłowatą, asymetryczną. Owy twór nie ma głowy – bo ta wizja nie dotyczy myślenia, rozumu, wiedzy. To tylko tkanka, żyjąca, czująca, lecz nie główkująca. Dana i zależna od Stwórcy, nie od uwarunkowań, wychowania, wykształcenia.

Ludzka-nieludzka istota z obrazów Tchórzewskiego zdaje się poddawana nieustannym torturom, duchowym i cielesnym. Jakże jest inna od erotycznych, surrealistycznych wizji ze szczęśliwych lat młodości! Kiedy jeszcze Tchórzewski – wraz innymi „Prometeuszami sztuki” – liczył na powojenne odrodzenie. Już w 1949 roku te nadzieje włożyli do szuflad, wraz z niepokazywanymi, niepublikowanymi pracami.

Ale przez prawie pięć lat, od wyzwolenia do ogłoszenia wszechpanującego socrealizmu, pęd ku nowoczesności widoczny był w twórczości wielu artystów z pokolenia Tchórzewskiego.

Także u niego, współzałożyciela Grupy Krakowskiej (po II wojnie była reaktywowana w 1957), swego czasu najbardziej awangardowej formacji w powojennej Polsce, „nowatorstwo” równało się surrealizm. A to znaczyło prymat zmysłów, podświadomości i skojarzeń nad kalkulacją.
W dodatku żył w zmysłowym oczadzeniu kobietą, z którą dane mu było się związać małżeństwem. Bo na przekór surralistycznym, ateistycznym postawom, Tchórzewski pozostał wierny wierze. Wziął ślub w kościele, a zaprzysięgając wierność i „nie opuszczę cię aż do śmierci”, danych słów dotrzymał. Zresztą, nie miał z tym trudności.

Widać to było na wystawie w warszawskiej Galerii Kordegarda (przy MKiDN). Zebrano tam prace zmysłowe, wręcz erotyczne, z seksowną, wielokrotnie powtarzającą się postacią kobiecą. Nie była to kreacja wyobraźni – atrakcyjną boginką z obrazów była żona malarza, Teresa. Muza, przyjaciółka, wielka miłość.

Nawet gdy Tchórzewski odrealniał jej postać, gdy w ogóle nie potrzebował modelki, bliska obecność Teresy była mu niezbędna do pracy. Dodawała mu ognia.

Szukając sacrum, szukając człowieka

Po śmierci Teresy sztuka Tchórzewskiego, jak on sam, napełniła się bólem. W pełnych dramatyzmu kompozycjach pojawiły się odniesienia do wojny, którą pamiętał z młodości, a także trwoga przed jakimś bliżej nieokreślonym kataklizmem.

W Muzeum Archidiecezji Warszawskiej pokazano tę mroczną stronę sztuki i osobowości Tchórzewskiego. Jego duchowe rozterki, udręczenie, poszukiwanie odkupienia. To częste motywy dla pokolenia doświadczonego wojną. Jednak w tym przypadku upływ lat nie łagodził traumy. Przeciwnie, wydawało się, że z czasem nierozliczone i niewyjaśnione cierpienia nasilają się. Zabrakło miłości, która je łagodziła…

Zlekceważyli karierę i pieniądze. Zabarykadowani przed światem

Każda Noc Muzeów dla wszystkich galerii jest mobilizacją. Jedne szykują wystawową niespodziankę, inne urządzają spokojne wernisaże, jeszcze inne – spektakularne finisaże.

zobacz więcej
Aby wyrazić te strachy, demony i poczucie rozpadu materii, Tchórzewski stworzył własny język plastyczny. Owszem, wyrażający emocjonalne napięcie, ale też efektowny, bogaty, aż za bogaty. I właśnie triumfująca uroda kompozycji przysłaniała odbiorcom tragiczne treści zawarte w tej sztuce.

Czy dziś jeszcze rozumiemy tę estetykę i ekspresję?

Ideą podwójnej retrospektywy „Inne spojrzenie” (w Kordegardzie i Muzeum Archidiecezji Warszawskiej) było jest skontrastowanie sfery sacrum i profanum w sztuce Tchórzewskiego. Nie są to światy niespójne.

Ręka, styl czy – jak kiedyś mówiono – pazur artysty zawsze pozostają rozpoznawalne. W odniesieniu do Tchórzewskiego sformułowanie „pazur” wydaje mi się szczególnie trafione. Bo w jego obrazach odnajduję nieustającą potrzebę krzesania twórczego ognia – z nicości, którą dla malarza jest czyste, białe płótno, czekające na pierwsze uderzenia pędzla. Na iskrę, która je rozpali.

Jerzy Tchórzewski zmarł w Boże Narodzenie 1999 roku.

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Wystawę „Inne spojrzenie” można oglądać w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej (ul. Dziekania 1) do 1 marca 2020 r.
09.12.2019 – Krzysztof Tchórzewski
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Wino, spaghetti i krew. Koniec mitu „Ojca Chrzestnego”
Mafiozi teatralnie symulują jak piłkarze squadra azzurra na boisku.
Kultura Najnowsze wydanie
Rymkiewicz i jego urzeczenia
Na wiernych czytelnikach JMR największe wrażenie zrobi zobaczenie na ekranie tego, co wyobrażaliśmy sobie przez lata. Ogród w Milanówku!
Kultura Poprzednie wydanie
Kopciuszek ze Wschodu. Seriale kochane przez Polaków
Na potrzeby noweli powstało aż 300 kostiumów, a miłośnicy historii dopilnowali nawet tego, by na guzikach mundurów carski orzeł miał odpowiednio ułożone skrzydła.
Kultura wydanie 26.06.2020 – 3.07.2020
Tajemnice „Małego Księcia”
Ponoć to przyjaciółka pisarza, Sylvia Hamilton była pomysłodawczynią słynnej kwestii lisa o oswajaniu.
Kultura wydanie 26.06.2020 – 3.07.2020
Czarne owce Hollywood. Aktorzy Donalda Trumpa
Wsparcie obecnego prezydenta USA przez celebrytę może spowodować jego zawodową śmierć.