Historia

Brudna gra o spadek. Jak komuniści zagrabili majątek Ignacego Paderewskiego

Pracownicy poselstwa w Bernie przystąpili do likwidacji szwajcarskiej posiadłości pianisty. Zaczęli od biżuterii i najcenniejszych dzieł sztuki. Poupychane w workach i skrzyniach, składano je w piwnicach poselstwa. Od jesieni 1951 roku zaczęły przyjeżdżać do Warszawy. W spisie transportu z 10 września widnieje m. in. 31 złotych przedmiotów, sznury pereł, srebra i trzy obrazy (Siemiradzkiego i Stanisławskiego).

Ignacy Jan Paderewski umierając 29 czerwca 1941 roku w Nowym Jorku, pozostawił majątek w zdeponowanej w bankach gotówce, nieruchomościach, papierach wartościowych, kosztownościach, dziełach sztuki i tantiemach autorskich – o łącznej wartości szacowanej na milion ówczesnych dolarów amerykańskich. Był on jednym z najbogatszych na świecie artystów tamtych czasów i wielkim patriotą.

Dużą część honorariów, jakie otrzymał za koncerty w Stanach Zjednoczonych, przekazał na wsparcie Polaków w trzech zaborach i na kształcenie młodych, polskich muzyków. Wszystko, co pozostawił po śmierci, stanowiło wartość nie tylko materialną w zdeponowanych walutach, ale także bardzo cenną dla zbiorów muzealnych.

Muzyk i polityk zgromadził dzieła sztuki polskich artystów, cenne pamiątki i dokumenty historyczne po polskich władcach i bohaterach narodowych, unikalny księgozbiór, numizmaty, medale i największy wówczas w Europie zbiór chińskiej porcelany.

Co się stało z tymi zbiorami i majątkiem? Od 1990 roku, kiedy zlikwidowano w Polsce cenzurę i można było zajrzeć do chronionych przez nią przez 45 lat dokumentów, w większości sygnowanych „tajne” i ściśle tajne”, spędziłem wiele tygodni w archiwach. Z kwerendy wyłonił się obraz komunistycznych manipulacji, które zakończyły się roztrwonieniem i rozgrabieniem majątku wielkiego Polaka – pianisty, kompozytora i polityka.

Putrament odkrywa Riond Bosson

Władza komunistyczna w zajętej przez Sowietów Polsce przypadkowo trafiła na ślady spadku po Ignacym Janie Paderewskim. Któregoś słonecznego dnia latem 1946 roku Jerzy Putrament, poseł rządu warszawskiego w Szwajcarii jadąc służbowym samochodem wzdłuż Jeziora Genewskiego z Berna do Lozanny, zatrzymał się w gminie Tolochenaz, w pobliżu miasta Morges. Część gminy zajmowała posiadłość Riond Bosson o powierzchni 22,6 ha.
Ignacy Jan Paderewski przyjmuje. Pokoje willi w Riond-Bosson przypominały pałacowe wnętrza. Fot. Zbiory Muzeum Paderewskiego w Morges
Poseł Putrament zajechał przed okazałą willę. Przywitał go pozdrowieniem po polsku ogrodnik, niejaki Doleżal, opiekujący się ogrodami warzywnym i owocowym, dwoma sadami, winnicą i polami uprawnymi. Pozwolił Putramentowi zajrzeć przez okiennice do wnętrz bogactwem mebli, obrazów, rzeźb i wspaniałej kolekcji wschodniej porcelany przypominających pałacowe i muzealne komnaty. Na pytanie Putramenta, kto zarządza tym majątkiem po śmierci Paderewskiego, Doleżal wyjaśnił, że nadzór sprawuje były sekretarz pianisty, w czasie II wojny światowej minister pełnomocny i konsul generalny w Nowym Jorku rządu londyńskiego, pan Sylwin Strakacz.

Drogą dyplomatyczną Putrament niezwłocznie przekazał informacje do MSZ w Warszawie. Informacja była tak cenna dla komunistycznych dyplomatów rządu warszawskiego, że natychmiast wysyłali dyspozycje do konsulatu w Nowym Jorku. Ponieważ Rząd RP na Uchodźstwie w Londynie już dla aliantów nie istniał, pojawiła się szansa przejęcia niewyobrażalnego dla przeciętnego obywatela, a co dopiero komunisty, majątku.

Konsul wraz z pracownikami szybko ustalili, że po śmierci Ignacego Jana Paderewskiego nie znaleziono testamentu i wszystko odziedziczyła jego rodzona siostra, Antonina Paderewska-Wilkońska. Antonina zmarła jednak trzy miesiące po bracie. Przed śmiercią adoptowała byłego sekretarza mistrza i ministra Sylwina Strakacza, czyniąc go jedynym spadkobiercą fortuny. W tym momencie komuniści byli wobec prawa spadkowego zupełnie bezradni.

Co naprawdę Piłsudski napisał do Dmowskiego i dlaczego postawił na Paderewskiego?

„Liczę serio na Paderewskiego, jest zgodny ze mną prawie we wszystkich punktach, jest nawet bardziej zaciekłym «federalistą» i on będzie Dmowskiego moderował...” – mówił Piłsudski.

zobacz więcej
Przypadkowo pomógł im szwajcarski dziennikarz „Tribune de Geneve”, który w październiku 1946 roku opublikował duży artykuł o Paderewskim i jego rezydencji w Riond Bosson. Tekst przedrukowały gazety amerykańskie.

Jerzy Putrament, pisarz z korzeniami dziennikarskimi (od 22 lipca 1944 roku był zastępcą Jerzego Borejszy, redaktora naczelnego komunistycznego dziennika „Rzeczpospolita”), wyłowił jedno zdanie: że przyrodni brat Ignacego, Józef Paderewski żyje i mieszka w Bydgoszczy. Kurierem wysłał pismo do MSZ z klauzulą „tajne" wraz z wycinkiem gazetowym i żądaniem upoważnienia Poselstwa RP w Bernie do rozpoczęcia prób przejęcia majątku po Paderewskim.

„Mogłoby to doprowadzić – pisał Putrament do zwierzchników w MSZ – nawet do oddania posiadłości w Riond Bosson „na użytek państwowy”.

Konsul, dwóch posłów i rządowi prominenci

W Warszawie rozpoczęto poszukiwania innych potencjalnych spadkobierców fortuny. Ustalono, że oprócz przyrodniego brata Józefa żyje przyrodnia siostra Maria i mieszka w Żytomierzu. W 1940 roku Ignacy Jan Paderewski otrzymał informację z okupowanej Polski, że oboje zginęli.

Szybciej od wysłanników warszawskiego MSZ dotarł do Józefa Paderewskiego w Bydgoszczy list z USA napisany 18 grudnia 1946 r. przez Sylwina Strakacza. Informował on w nim emerytowanego profesora gimnazjalnego o nienaruszonej substancji spadkowej i ostatniej woli jego brata Ignacego Jana – stworzenia w Riond Bosson domu pracy twórczej dla młodych, polskich muzyków. Zgromadzone tam pamiątki i dzieła sztuki, związane z działalnością mistrza w ojczyźnie przekazane zostałyby do jednego z polskich muzeów, a z działalnością na terenie Stanów Zjednoczonych – do Muzeum Polonii w Chicago. To ostatnie życzenie zostało już spełnione, w Muzeum Polonii znalazły się również meble odkupione od nowojorskiego hotelu Buckingham z dwóch pokojów, które mistrz Paderewski zajmował do momentu śmierci.
Jerzy Putrament (1910 -1986) – pisarz, poeta, aktywista PZPR. Kiedy w 1946 roku wpadł na trop spadku po Paderewskim był posłem w Szwajcarii. W latach 1947–1950 pełnił funkcję ambasadora we Francji. Fot. PAP/CAF/Marian Sokołowski
Odpowiedź Sylwinowi Strakaczowi została jednak napisana już nie przez Józefa, a przez adwokata Wirskiego, wyznaczonego przez Sąd Grodzki w Bydgoszczy jako kuratora spadku. Zawiadamiał on Strakacza o możliwie szybkim, jak napisał, „zrealizowaniu spadku przez sprzedaż majątku ruchomego i nieruchomego oraz przekazaniu wszystkich kapitałów, tudzież funduszów pozostałych po zmarłych, sądowi spadkowemu w Bydgoszczy".

To była przejrzysta deklaracja intencji pracowników MSZ, konsekwentnie realizowana przez następne lata.

Dla MSZ wyrwanie spadku po Paderewskim Strakaczowi stało się sprawą prestiżową w rozgrywkach z emigracją polską na Zachodzie. Do sprawy włączone zostały służby wywiadu, które odnalazły księdza prałata Kaczyńskiego. Postawiony przed Sądem Grodzkim w Warszawie ksiądz zeznał pod przysięgą, że w jego obecności w Boże Narodzenie 1930 lub 1931 roku ciężko chory wówczas Ignacy Jan Paderewski podpisał uzupełnienie do istniejącego wcześniej testamentu. Zeznanie ks. Kaczyńskiego i byłego służącego oraz fragmenty listów, nowojorski konsul Jan Galewicz przedstawił w sądzie amerykańskim, aby dowieść, że Strakacz nie ma prawa do majątku.

Amerykański sędzia w czasie przesłuchania Strakacza uzyskał od niego informację, że w paryskim Banku Morgana złożona jest ponoć zapieczętowana koperta mająca zawierać testament Paderewskiego. I to był niewybaczalny błąd Strakacza.

On sam zreflektował się zbyt późno. Wyraz temu dał w artykule opublikowanym w piśmie polonijnym „Dziennik dla Wszystkich”, ukazującym się w Buffalo. Napisał w nim m. in. „ .. agentom komunistycznego rządu chodzi o zagarnięcie spuścizny po Wielkim Polaku i wykorzystanie Jego czystego imienia dla swoich politycznych celów”.

Miał fortunę równą magnackiej. Zapomniany gigant z Domu pod Gigantami

Był jednym z największych darczyńców w dziejach Polski, hojniejszym od najbogatszych magnatów. Jego dzieła zna niemal każdy Polak, choć prawie nikt nie wie, jak się nazywał.

zobacz więcej
1 kwietnia 1949 r. w siedzibie Sędziego Pokoju w Paryżu otwarty został testament Paderewskiego. Majątek w wysokości około miliona dolarów amerykańskich mistrz podzielił między trzy uniwersytety: Jagielloński, w Poznaniu i we Lwowie (ok. 650 tys. dolarów), Konserwatorium Muzyczne w Warszawie i Gimnazjum im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu. Dzieła sztuki przeznaczył dla Muzeum Narodowego w Warszawie, a koncertowego Steinwaya dla Warszawskiego Konserwatorium Muzycznego. Pozostałe pieniądze rozdzielił w postaci pieniężnych legatów pomiędzy rodzinę, przyjaciół i pracowników. Wykonawcą ostatniej woli ustanowił Sylwina Strakacza.

Pracownicy MSZ błyskawicznie przesłali fotokopie testamentu do Warszawy jako tajne dokumenty. Do wnikliwego przestudiowania otrzymali je komunistyczni prominenci: członek Biura Politycznego KC PPR Jakub Berman, minister przemysłu Hilary Minc, członek KC PPR Franciszek Mazur (właściwe nazwisko Lewko Horodenko), ambasador we Francji Stanisław Skrzeszewski, a w MSZ – sekretarz generalny Stefan Wierbłowski oraz kilku dyrektorów (Lachs, Gajewski, Żebrowski i Osóbka). Na ich decyzję co do dalszych losów spadku czekali konsul w Nowym Jorku Jan Galewicz , poseł w Paryżu Jerzy Putrament i jego następca w Bernie, poseł Julian Przyboś.

Siostra wykluczona

Mieszkająca w Żytomierzu Maria Paderewska – jako obywatelka ZSRS – została wyłączona z praw do spadku. Po 17 września 1939 roku na mocy sowieckiego prawa Paderewska, tak jak inni Polacy mieszkający na ziemiach Rzeczypospolitej zagarniętych przez ZSRS, została bowiem pozbawiona obywatelstwa polskiego i zaszeregowana jako obywatelka sowiecka. Co prawda w grudniu 1941 roku Stalin po rozmowach z gen. Władysławem Sikorskim zgodził się na przywrócenie Polakom na wschodnich ziemiach obywatelstwa, ale w 1944 roku ponownie, bez żadnych konsultacji z aliantami, przywrócił Polakom obywatelstwo sowieckie.



Marię Paderewską początkowo reprezentowała wyspecjalizowana w prowadzeniu spraw spadkowych sowiecka instytucja prawnicza o nazwie Injurkolegia. W Warszawie reprezentował ją adwokat o nazwisku Białostocki, a za granicą adwokat Recht. Ani z jednym, ani z drugim Maria nie zamieniła nigdy słowa, nie wiedziała nawet o ich istnieniu.

Nie odnalazłem pisemnych dowodów, by towarzysze z Moskwy i z Warszawy prowadzili między sobą konsultacje, ale naciski tych ostatnich musiały być dość silne, bowiem adwokat Recht, reprezentujący interesy Marii Paderewskiej w ambasadzie ZSRS w Waszyngtonie zadeklarował (na co są dowody) całkowite wycofanie się ze sprawy za odpowiedniej wielkości sumę w dolarach.

Propozycja została przyjęta w Warszawie i od tej chwili w grze o spadek pozostał już tylko Józef Paderewski.

Przeszkoda usunięta

W połowie kwietnia 1949 roku w MSZ zwołano zamkniętą konferencję w sprawie spadku poprowadzoną przez dyrektora Manfreda Lachsa. Rozważano na niej sposoby usunięcia największej przeszkody, Sylwina Strakacza. Polecenie odsunięcia wykonawcy testamentu zlecono konsulowi Galewiczowi.
Prof. Manfred Lachs, uznany prawnik, mózg operacji przywłaszczenia spadku po artyście. Fot. Rob Mieremet / Anefo - Nationaal Archief, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=38087034
Zachowane dokumenty jednoznacznie sugerują, że konsul stosował różne metody nacisku, także siłowego (potwierdzenie tego może znajdować się w archiwum po zmarłej niedawno córce Strakacza Annie, do którego nie dotarłem). W rezultacie Sylwin Strakacz pisemnie zrzekł się wszelkich praw i interesów do spadku, przekazując je Józefowi Paderewskiemu, którego w Nowym Jorku reprezentował konsul Galewicz.

Na kolejnej tajnej konferencji w MSZ ustalono, że zamiast pięciu uczelni i szkół wymienionych w testamencie wystąpi jeden spadkobierca Uniwersytet Jagielloński. Do odzyskania wszystkiego, co tylko możliwe, wyznaczony został prof. Manfred Lachs, mianowany na dyrektora powołanego w MSZ z początkiem 1950 roku Departamentu Prawno-Traktatowego. Od tego momentu Lachs będzie mózgiem całej operacji, bezwzględnie usuwającym każdą przeszkodę. I dalszych krewnych Paderewskiego, którzy zaczęli się zgłaszać jako spadkobiercy.

Pracownicy poselstwa w Bernie przystąpili do likwidacji posiadłości w Riond Bosson. Zaczęli od biżuterii i najcenniejszych dzieł sztuki. Poupychane w workach i skrzyniach, składano je w piwnicach poselstwa.

Od jesieni 1951 roku zaczęły partiami przyjeżdżać do Warszawy. W spisie transportu z 10 września widnieje m. in. 31 złotych przedmiotów, sznury pereł, srebra i trzy obrazy (Siemiradzkiego i Stanisławskiego).

23 stycznia 1952 roku kustosz Muzeum Narodowego, Stanisław Gebethner pokwitował odbiór 8 dokumentów z podpisami królów polskich, 8 grafik Leona Wyczółkowskiego i inne dzieła sztuki. Dwa tygodnie później dyrekcja Muzeum Narodowego zgłosiła w MSZ, że rezygnuje z części kolekcji porcelany chińskiej i obrazów. Departament Prawno-Traktatowy zasugerował umieszczenie odrzuconych przez Muzeum Narodowe dzieł sztuki w ewidencji zbioru i wypożyczenie ich na cele reprezentacyjne. Czy dzisiaj możliwe jest odnalezienie tych depozytów?

Zaszczuty polski bohater. Czyli czarnowidz, który miał rację

Przeciwko niemu ruszyła machina FBI, wywiad wojskowy i komuniści w USA. Przeciwnika sojuszy z Sowietami okrzyczano pomocnikiem Hitlera. Od obywateli Niemiec i Japończyków odróżniało go to, że nie siedział w obozie.

zobacz więcej
Ewidencja spadkowa zawiera kilkaset bardzo cennych dla kultury polskiej dzieł. Muzeum Narodowe nie posiada ich w swoich zbiorach. Jedynie niepełna, o czym się dotychczas nie mówiło, kolekcja porcelany z Dalekiego Wschodu pokazywana jest co jakiś czas jako spadek po Paderewskim. Cenny księgozbiór, po przewiezieniu wagonem kolejowym do Warszawy, umieszczono w zawilgoconych magazynach na Służewcu, gdzie uległ w części zniszczeniu.

Na niedawnej międzynarodowej konferencji o życiu i działalności Ignacego Jana Paderewskiego (18-20 listopada 2019 roku w Warszawie) Justyna Szombara z Ośrodka Dokumentacji Muzyki Polskiej XIX i XX wieku im. I. J. Paderewskiego w Krakowie na moje dowody, poparte dokumentacją z lat 50., przedstawiła zdjęcie czterech tysięcy nieuszkodzonych, bez śladów zawilgocenia tomów z księgozbioru Mistrza z Riond Bosson. Ale tyle mogło się uratować.

Fortepian koncertowy Steinwaya został zrujnowany przez młodych muzyków w Warszawskim Konserwatorium. Od kasacji uratował go Jerzy Waldorff (co potwierdził w rozmowie ze mną w 1991 roku). Biżuteria, numizmaty i medale ze szlachetnych kruszców trafiły przez antykwaryczną „Desę” po cenach umownych, jak można już tylko się domyślać, do wybranych lub wskazanych osób.

Stara pościel dla brata

Józef Paderewski otrzymał przedmioty, które nie miały żadnej wartości historycznej i minimalną materialną, m. in. starą garderobę i pościel. Dorabiającemu do głodowej emerytury korepetycjami z matematyki Józefowi MSZ przesyłał co kwartał niewielką zaliczkę w złotych. Jeden, jedyny raz po długich prośbach, otrzymał szwajcarskie zastrzyki wartości czterdziestu kilku franków.

Gdy zaczęli go odwiedzać zachodni dziennikarze, by uniknąć międzynarodowego skandalu, przeniesiono go z jednopokojowego mieszkania w walącej się ruderze do dwupokojowego w solidniejszym domu. A kiedy zaczął ogarniać wyobraźnią wielkość majątku (co rusz podpisywał upoważnienia dla adwokatów sprzedających różne posiadłości), radcy prawni z MSZ poinformowali go, że zgodnie z testamentem odziedziczył tylko legat w wysokości tysiąca dolarów rocznie. Otrzyma go, gdy spieniężone zostaną ruchomości i nieruchomości spadku. Nie zobaczył tej kwoty do śmierci.

Rezydencja na sprzedaż

Tymczasem w Riond Bosson dzieł sztuki jakby nie ubywało. Następca Juliana Przybosia na placówce w Bernie wystawił na sprzedaż pokaźny zapas win. Część mebli i innych ruchomości kupił mieszkający w sąsiedztwie muzyk George Filipinetti, przyjaciel Ignacego Jana Paderewskiego. Niedługo potem cała posiadłość wraz z rezydencją i znajdującymi się w niej ruchomościami stała się jego własnością za 450 tys. franków szwajcarskich.
Najlepsze lata posiadłości w Riond Bosson. Fot. Polona
10-12 listopada 1952 r. Filipinetti zorganizował licytację ruchomości Riond Bosson, wydając z tej okazji ilustrowany katalog. Wynika z niego, że rezydencja mistrza pełna była jeszcze mebli i dzieł sztuki. W katalogu odnotowano około stu cennych dla polskiej kultury manuskryptów i nut kreślonych ręką Paderewskiego. Gdy pracownicy poselstwa w Bernie zapoznali się z katalogiem, zażądali natychmiastowego przekazania ich do Warszawskiego Konserwatorium Muzycznego. Filipinetti, który miał prawo odmówić, spełnił to żądanie. Dzięki temu ten bezcenny zbiór nie uległ rozproszeniu.

Dochód brutto z licytacji wyniósł ponad 100 tys. franków. Gromadzone przez lata kolekcje dla przyszłego muzeum pod patronatem państwa polskiego, przestały istnieć. Udało mi się ustalić, że biurko Paderewskiego, dziwnymi kolejami losu, znalazło się w gabinecie portugalskiego dyktatora Antónia de Oliveira Salazara. Inne cenne meble i dzieła sztuki rozproszyły się po Szwajcarii, Europie i świecie.

W grudniu 1952 roku George Filipinetti sprzedał opustoszałą rezydencję w Riond Bosson za 500 tys. franków szwajcarskich, a zysk z licytacji przeznaczył na utworzenie w Szwajcarii Fundacji im. I. J. Paderewskiego.

Wina słynnego prawnika

Nikt przede mną nie próbował ogarnąć roztrwonionego przez komunistyczne władze spadku po Ignacym Janie Paderewskim. Kilka lat po upadku komunizmu w Polsce zdecydowałem się przekazać zebraną przeze mnie dokumentację do Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.
Riond Bosson przed likwidacją. Fot. Zbiory Muzeum Paderewskiego w Morges
Sprawę przejął prokurator Andrzej Korzeniewski. Skierował do Prokuratury Rejonowej m. Bydgoszczy wniosek o wszczęcie postępowania przygotowawczego w sprawie roztrwonienia przez przedstawicieli władz polskich masy spadkowej po Ignacym Janie Paderewskim. A także do Prokuratury Rejonowej w Warszawie-Śródmieście w sprawie wykradzenia przez prof. Manfreda Lachsa, emerytowanego sędziego Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze, podpisanych przez niego dokumentów z likwidacji spadku po I.J. Paderewskim i obciążających go z archiwum MSZ.

Cieszącemu się sławą wybitnego prawnika Manfredowi Lachsowi prokuratura udowodniła winę. Od 1992 roku nie przekroczył on granicy polskiej, a w 1993 roku zmarł.

Sprawa zakończyła się postanowieniem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście z dnia 14 lipca 1993 r. Prokurator Anna Karlińska napisała w uzasadnieniu: "... Opisany stan faktyczny usunięcia dokumentów z archiwum MSZ wyczerpuje dyspozycje art. 268 kk. (Kto niszczy, uszkadza, ukrywa lub usuwa dokument, którym nie ma prawa wyłącznie rozporządzać, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3 – przyp. M. K.). Wątpliwości nie budzi fakt, że dokumenty te usunął Manfred Lachs. Z uwagi na fakt, że wyżej wymieniony zmarł w dniu 14. 01. 1993 r., postępowanie w sprawie postanowiono umorzyć”.

Po śmierci rodzina i bliscy sprowadzili jego trumnę do Warszawy. Były sędzia trybunału międzynarodowego i główny nadzorca podziału majątku spadkowego Ignacego Jana Paderewskiego spoczął na wojskowych Powązkach w Warszawie.
Również druga sprawa zakończyła się umorzeniem. Asesor Prokuratury Rejonowej w Bydgoszczy Beata Wołoszyn tak je uzasadniła: „... Z zebranych materiałów wynika, że w związku z rozpoznaniem sprawy spadku po Ignacym Paderewskim naruszenia prawa dopuściły się zarówno organy wymiaru sprawiedliwości, jak i przedstawiciele MSZ. Jednakże zarówno z dokumentacji zgromadzonej przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (z siedzibą w Bydgoszczy – przyp. M. K.), jak i z akt Sądu Powiatowego w Bydgoszczy dotyczących spadku po I. Paderewskim nie wynika, by sposób rozdysponowania masą spadkową nosił znamiona zbrodni w rozumieniu ustawy o GKBZpNP. Jakkolwiek ustalono, że nie wszystkie zapisy i polecenia zawarte w testamencie I. Paderewskiego zostały wykonane, to jednak nie ma żadnych dowodów na to, że przedmiotowy spadek został w sposób zbrodniczy roztrwoniony”.

Czy pracująca do dzisiaj prokurator Beata Wołoszyn-Pieniężna z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy sprawdziła dokładnie wówczas w dostępnych i nie utajnionych już archiwach, że nie było żadnych dowodów? Zostałem o tym powiadomiony. Żadna instytucja nie odwołała się od decyzji bydgoskiej Prokuratury Rejonowej. Nikt wówczas poza mną i może kilkoma osobami nie był tym zainteresowany.

Nieuszanowana wola mistrza

Nie ma już posiadłości w Riond Bosson. Przez dawny park przebiega autostrada Lozanna – Genewa zbudowana w 1958 roku. Willę rozebrano w 1965 roku. Została dawna stróżówka, odnowiony po latach gołębnik i domek ogrodnika w cieniu ponad stuletnich drzew.

Miejscowe Towarzystwo Paderewskiego od końca lat 70. zbierało pamiątki po wielkim Polaku. Od szwajcarskiego antykwariusza odkupiło osiem foteli nabytych przez niego na aukcji w 1954 roku. W 1980 roku otrzymało gratisowo z Archiwum Akt Nowych w Warszawie dwieście kserokopii dokumentów o związkach Paderewskiego ze Szwajcarią. Córka Sylwina Strakacza, Anna, która jako 18-letnia dziewczyna była przy śmierci mistrza w nowojorskim hotelu Buckingham, przekazała Towarzystwu jego obrączkę ślubną, wieczne pióro i kilka dokumentów.
Gdyby postąpiono zgodnie z wolą Ignacego Paderewskiego, z willi w Riond Bosson rozbrzmiewałyby dzisiaj dźwięki fortepianu. Fot. Keystone-France/Gamma-Keystone via Getty Images
Do Rity Rosenstiel, organizatorki i pierwszego kustosza muzeum, zaczęły napływać pamiątki z całego świata.

W 1991 roku gmina Morges przekazała Towarzystwu Paderewskiego na cele muzealne piętro w odremontowanym spichlerzu. Rita Rosenthal przeniosła tam ok. 3200 pamiątek, m.in. kopię portretu Paderewskiego pędzla Charlesa Girona, frak mistrza podarowany przez jego byłego służącego, krzesełko do fortepianu zakupione przez mieszkankę gminy podczas aukcji w 1954 roku, kamień nagrobkowy z 1922 roku Horrosa, wiernego psa właściciela Riond Bosson.

To był piękny gest Szwajcarów. Po śmierci kustosz Rity Rosenstiel zgromadzone przez nią zbiory znalazły się w prywatnych rękach i nie są udostępniane.

Wola mistrza Paderewskiego wyrażona w testamencie nie została uszanowana i zrealizowana. Komunistyczne władze nie były zainteresowane przejęciem majątku (oprócz pieniędzy), tylko część trafiła do Muzeum Narodowego, Konserwatorium Muzycznego i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Gdyby postąpiono zgodnie z wolą i zapisem testamentowym Ignacego Jana Paderewskiego z willi w Riond Bosson rozbrzmiewałyby dzisiaj dźwięki fortepianu i kształciliby tam talenty młodzi polscy pianiści.

– Maciej Kledzik,
emerytowany profesor historii


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
50 godzin na gwałt. Ciemna strona Monte Cassino
Ofiarą Marokańczyków z francuskich oddziałów kolonialnych padły Włoszki w wieku od 11 do 86. roku życia.
Historia wydanie 15.05.2020 – 22.05.2020
Rosjanie do Ukraińców: To oddajcie Lwów!
W Moskwie furię wywołuje to, że Ukraina uznała pakt Ribbentrop-Mołotow za przyczynę II wojny.
Historia wydanie 8.05.2020 – 15.05.2020
Generał Anders trzy razy pogrzebany
Wieniec na cmentarzu złożyli niemieccy żołnierze, którzy bronili Monte Cassino przed Polakami.
Historia wydanie 8.05.2020 – 15.05.2020
Kłopoty z kapitulacją Niemiec. Francuz groził samobójstwem
Prosił, groził, uderzał w płaczliwe tony.
Historia wydanie 8.05.2020 – 15.05.2020
10 wynalazków, które pozostawiła po sobie II wojna światowa
Nylon, Fanta, Jeep, penicylina czy energetyka jądrowa? 75 lat po zakończeniu wielkiego konfliktu zbrojnego nadal są używane…