Felietony

Antysemici wobec Żydów. Sprawa Dreyfusa

Film Romana Polańskiego „Oficer i szpieg” to studium paradoksów, które cechują europejski nowoczesny antysemityzm.

Nie sposób wyłożyć historii nowoczesnego europejskiego antysemityzmu, pominąwszy sprawę Alfreda Dreyfusa. Pod koniec XIX wieku głośny proces tego francuskiego oficera pochodzenia żydowskiego wywołał nad Sekwaną burzę.

Według obiegowej opinii Dreyfus padł ofiarą środowisk konserwatywnych i nacjonalistycznych. Natomiast w jego obronie stanęły kręgi liberalne i postępowe.

Jak było naprawdę? W 1894 roku Dreyfus został aresztowany pod zarzutem zdrady na rzecz Niemiec. Rozprawa przed sądem wojskowym była krótka i utajniona. Przeciwko oskarżonemu wysunięto sfabrykowane dowody. Ostatecznie został on skazany na dożywotni pobyt w kolonii karnej na Wyspie Diabelskiej w Gujanie Francuskiej oraz publicznie zdegradowany.

Tymczasem jakiś czas później podpułkownik Georges Picquart wpadł na trop afery. To on ujawnił fałszerstwo, które stało się podstawą niesprawiedliwego wyroku.

O winie Dreyfusa miała przesądzać notatka przechwycona przez kontrwywiad francuski. W notatce tej jakiś anonimowy francuski oficer proponował Niemcom dostarczanie informacji dotyczących nowego uzbrojenia wojska francuskiego. Żeby ustalić, kto mógł wrogiemu państwu składać propozycję współpracy, trzeba było przeprowadzić analizy grafologiczne. Jedne przemawiały za tym, że notatkę mógł pisać Dreyfus, lecz inne – nie. Generalnie materiał dowodowy budził poważne wątpliwości.
Potrzebny był jednak kozioł ofiarny. W armii francuskiej do głosu doszli ludzie, którym nie podobało się, że osoby o korzeniach żydowskich pną się po szczeblach kariery oficerskiej. Nie ufali oni Dreyfusowi, a zarazem nim pogardzali. Stąd takie, a nie inne rozstrzygnięcie.

Picquart przeprowadził własne śledztwo. Odkrył prawdziwego autora notatki. Okazał się nim major Ferdinand Walsin Esterhazy. Nie udało się go jednak postawić przed sądem wojskowym. Przed aresztowaniem zdążył zbiec do Londynu.

Dreyfus musiał długo walczyć o odzyskanie wolności i dobrego imienia. Sitwa w wojsku francuskim nie chciała się przyznać do wyrządzonego zła, nie dawała za wygraną. Przekonał się o tym boleśnie Picquart. Wystarczyło, że publicznie odkrywał kolejne fakty, a narażał się swoim przełożonym. W efekcie wylądował po drugiej stronie Morza Śródziemnego – w garnizonie w Tunisie.

Dopiero w roku 1906 francuski Najwyższy Sąd Apelacyjny anulował wyrok skazujący Dreyfusa. Przywrócono mu stopień kapitana (potem awansowano do stopnia majora) oraz odznaczono Legią Honorową.

Sprawie Dreyfusa poświęcił swój najnowszy film Roman Polański. „Oficer i szpieg” jest właściwie próbą rekonstrukcji wydarzeń sprzed około 120 lat. Ale to zarazem wykraczające poza historiografię studium paradoksów, które cechują europejski nowoczesny antysemityzm. Trzeba sobie pewne rzeczy uprzytomnić niezależnie od tego, że przeciw Dreyfusowi wystąpiła prawica.
Jednym z kamieni milowych nowoczesności była rewolucja francuska. Jak powszechnie wiadomo, jej dewiza brzmiała: „Wolność, Równość, Braterstwo”. To hasło antydyskryminacyjne. W założeniu oznaczało ono likwidację barier stanowych.

Warto zauważyć, że przed nowoczesnością Żydzi funkcjonowali jako odrębna, zamknięta w sobie, grupa religijna czy wręcz warstwa społeczna. Terminu „naród” w dzisiejszym znaczeniu nie używano. Wrogość rdzennych chrześcijańskich mieszkańców Europy wobec Żydów była wyrazem nie tyle antysemityzmu, ile antyjudaizmu.

Nowoczesność miała zmienić tę sytuację. Kultura mieszczańska i kapitalizm sprzyjały temu, że Żydzi wychodzili z getta i się asymilowali. A jednak w miejsce starych uprzedzeń pojawiły się nowe, czego przykładem była wrogość francuskiej kasty oficerskiej wobec Dreyfusa.

Należy podkreślić, że egalitaryzm rewolucji 1789 roku szedł w parze z nacjonalizmem. To właśnie wówczas zaczął się kształtować nowoczesny naród francuski. Można nienawidzić Kościoła katolickiego i porządku feudalnego, a zarazem być antysemitą i rasistą.

I jeszcze jedna kwestia. Głównym bohaterem „Oficera i szpiega” jest podpułkownik Picquart. Na początku filmu widzowie dowiadują się o nim bardzo ważnej rzeczy – on nie krył swoich negatywnych emocji względem Żydów. To bardzo istotny wątek. W prostackiej, biało-czarnej narracji antysemityzm w każdym przypadku oznacza postawę, która musi prowadzić do współsprawstwa w Holokauście. Nie ma mowy o żadnym niuansowaniu. I tak po Auschwitz można nieraz przeczytać lub usłyszeć, że antyjudaizm średniowiecznych chrześcijan był przygotowywaniem gruntu pod Endlosung („ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”).

Aż się prosi zacytować tu fragment eseju Zygmunta Baumana „Widmo Zagłady”. Autor był czołowym autorytetem w środowiskach lewicowych i żywił awersję wobec wszelkich nacjonalizmów. Tymczasem jego opublikowany w miesięczniku „Midrasz” w roku 1999 tekst wywołał ostre polemiki ze strony intelektualistów reprezentujących społeczność żydowską: Henryka Grynberga i Konstantego Geberta.

Bauman zwrócił uwagę na pewien istotny szczegół: „wielu zdeklarowanych antysemitów stanowczo odmówiło współpracy ze sprawcami Holokaustu, natomiast wśród wykonawców roiło się od przestrzegających prawa obywateli i zdyscyplinowanych funkcjonariuszy, pozbawionych skądinąd jakichś szczególnych uprzedzeń wobec Żydów”.

Intelektualiści przejęli rolę kleru

Francuski historyk Pascal Ory: Afera Dreyfusa nie byłaby możliwa w żadnym innym państwie, gdyż nigdzie indziej Żyd nie mógł być oficerem armii.

zobacz więcej
Słowa te pasują i do Picquarta. Żywił on antysemickie emocje, ale starał się też być przyzwoitym i uczciwym oficerem. Priorytetem dla niego było to, żeby sprawiedliwości stało się zadość. W tym kontekście żydowskie pochodzenie Dreyfusa nie miało w oczach Picquarta znaczenia. Można bowiem – co się liberałom i postępowcom nie mieści w głowie – żywić uprzedzenia i zarazem w chwilach próby zachowywać się wbrew nim.

Tak postąpił Picquart. I tak postąpili ci Polacy, którzy w okresie międzywojennym byli antysemitami, a w czasie okupacji niemieckiej z narażeniem życia własnego i osób najbliższych ratowali takich ludzi, jak Roman Polański.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

28.12.2019
Zdjęcie główne: Fot. materiały prasowe/Gutek Film/Guy Ferrandis
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
O czym nie wolno fantazjować. Nawet w „Nowej Fantastyce”
„Przepraszamy. Byliśmy nie dość uważni i nasz błąd dotknął wielu osób” – oświadczyła redakcja pisma.
Felietony Najnowsze wydanie
Szczekać
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Wino i zbrodnia. Czyli porucznik Columbo idzie śladem trunku
To właśnie pełne tego napoju flaszki stają się ostatecznie dowodem winy i dzięki niemu Peter Falk puszkuje Donalda Pleasence’a za morderstwo.
Felietony Najnowsze wydanie
Walka trwa
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Trzeba świecić
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.