Felietony

Kościół Agnieszki Holland i zszargane tabu

Zwolennicy ekologizmu oddają przyrodzie taką samą cześć, jaką w czasach starotestamentowych proroków oddawali poganie bóstwom płodności. To bałwochwalstwo. Czyżbyśmy zatem zatoczyli koło i się cofnęli do starożytności?

„Tęczową zarazę” wywołali heteroseksualiści

Arcybiskup Marek Jędraszewski zdemaskował wirus fałszywego, infantylnego pojmowania wolności.

zobacz więcej
Wypowiedzi arcybiskupa Marka Jędraszewskiego od długiego czasu wywołują w polskiej debacie publicznej gorące spory. Nie inaczej było po wywiadzie udzielonym przez metropolitę krakowskiego w Wigilię Telewizji Republika.

Hierarcha został zapytany o opinię na temat ekologizmu oraz ikony tej ideologii – szesnastoletniej aktywistki ze Szwecji, Grety Thunberg. W odpowiedzi oznajmił między innymi: „To zjawisko bardzo niebezpieczne, bo to nie jest tylko postacią nastolatki, to coś, co się nam narzuca, a ta aktywistka staje się wyrocznią dla wszystkich sił politycznych, społecznych. To jest sprzeczne z tym wszystkim, co jest zapisane w Biblii począwszy od Księgi Rodzaju, gdzie jest wyraźnie mowa o cudzie stworzenia świata przez Boga”.

Na metropolitę krakowskiego za te słowa wylano wiadro pomyj. Jeden z polityków na Twitterze napisał: „Jędraszewski, idź do diabła, tam jest twoje miejsce”.

Można odnieść wrażenie, że hierarcha swoimi wypowiedziami – nie po raz pierwszy – naruszył jakieś tabu i zszargał czyjeś świętości. Pół roku temu mówiąc o „tęczowej zarazie” wywołał gniew środowisk LGBT (choć ów dosadny termin odnosił się do lansowanej przez te środowiska ideologii, a nie – wbrew temu, co one uparcie twierdzą – osób nieheteroseksualnych).
Strajk klimatyczny w Edmonton w Kanadzie pod portretem Grety Thunberg (18 października 2019 r.). Fot. REUTERS/Amber Bracken
W Wigilię zaś podważył kult Grety Thunberg, wskazując, że mamy w tym przypadku do czynienia z ogromnym niebezpieczeństwem dla cywilizacji, która ufundowana została na Starym i Nowym Testamencie.

Msze w planetariach

Spór o ekologizm nie dotyczy tego, czy chronić środowisko naturalne, czy nie, lecz ideologicznego podejścia do pozycji, jaką człowiek ma zajmować w przyrodzie. Podejście takie prezentuje choćby Agnieszka Holland.

Ogłosiła ona – także w Wigilię – w rozmowie z tygodnikiem internetowym Kultura Liberalna chęć założenia nowego „kościoła chrześcijańskiego” – przy okazji określając arcybiskupa Jędraszewskiego mianem „wyjątkowej kreatury”. Ten nowy związek religijny byłby – w zamierzeniu Holland – „kościołem Jezusa, syna kobiety, nie syna Boga. I wróciłby całkowicie do korzeni”.

Znana reżyser ma następującą wizję: „Kościół katolicki wyklucza kobiety z wpływu na swój kształt. A przyszedł taki czas, że to kobiety będą grać główną rolę, jeżeli planeta w ogóle ma przetrwać”.

Agnieszka Holland wymyśliła, że „msze” jej „kościoła” odbywałyby się w planetariach – „(…) żeby pokazać, że wszyscy jesteśmy częścią wszechświata. Degeneracja wartości w Kościele katolickim musi się skończyć, jeśli on ma przeżyć. W czasach globalnego zagrożenia klimatycznego wszystkie partykularyzmy doprowadzą albo do tego, że ludzie zaczną się dosłownie wyrzynać, albo zamykać w rezerwatach”.

Jak widać ekologizm to już nie tylko ideologia, lecz i quasi-religia. Przejaw takiego stanu rzeczy możemy zresztą znaleźć w twórczości Holland. Chodzi o film „Pokot”. To ekranizacja powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”.

Albo dzieci, albo ekologia. Jeden nastolatek mniej to ulga dla Ziemi

Decyzja, by ograniczyć potomstwo nabiera wagi tym większej, jeśli podejmują ją osoby opromienione blaskiem korony. Książę Harry też nie zamierza mieć więcej niż dwójkę dzieci, bo boi się o dobro planety.

zobacz więcej
Zło reprezentuje tu patriarchalna cywilizacja białych, heteroseksualnych mężczyzn. Nie żywią oni żadnego respektu wobec przyrody. Po stronie Dobra sytuuje się natomiast dzielna kobieta, traktująca zwierzęta na równi z ludźmi. W imię sprawiedliwości dokonuje ona krwawej rozprawy z kłusownikami, wśród których jest i ksiądz katolicki.

Powrót pogańskich bożków

Nic zatem dziwnego, że kapłani, wyznawcy i sympatycy nowej quasi-religii reagują agresją na wszelką krytykę pod jej adresem. Warto jednak podkreślić, że w nagonce na arcybiskupa Jędraszewskiego celem ataku jest nie tylko chrześcijaństwo. Ekologizm stanowi zaprzeczenie wiary mojżeszowej. To w niej tkwi źródło przekonania o wyjątkowości człowieka na tle przyrody.

Metropolita krakowski ma na swoim koncie pracę nad dorobkiem francuskiego myśliciela pochodzenia żydowskiego, Emmanuela Levinasa. Hierarcha napisał między innymi wstęp do polskiego wydania jego książki „Trudna wolność. Eseje o judaizmie”.

W tym zbiorze pism znalazł się szkic „Heidegger, Gagarin i my”, który być może okazał się dla arcybiskupa Jędraszewskiego inspiracją, i zarazem który dziś wyznawcy ekologizmu mogliby zinterpretować jako wręcz bluźnierstwo. Levinas w owym tekście wprost oświadcza, że wiara mojżeszowa niszcząc święte gaje, zaprzeczyła pogańskiemu poczuciu sacrum przenikającego świat. Według francuskiego filozofa, judaizm odczarował przyrodę i uświadomił człowiekowi jego odrębność wobec niej.


Tymczasem ekologizm można uznać za przejaw tego, co wiara mojżeszowa piętnowała. Na przestrzeni dziejów uzasadniała ona patriarchalny model rodziny oraz „czynienie sobie ziemi poddaną”, a więc stała na straży wartości, które teraz ludzie deklarujący się jako osoby nowoczesne i postępowe odrzucają.

Zwolennicy ekologizmu oddają przyrodzie taką samą cześć, jaką w czasach starotestamentowych proroków oddawali poganie bóstwom płodności. To bałwochwalstwo. Czyżbyśmy zatem zatoczyli koło i się cofnęli do starożytności?

Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie, niemniej trzeba sobie uprzytomnić, że żydowski monoteizm miał charakter rewolucyjny. Oznaczał przezwyciężenie Natury, odejście od pogańskiej, pełnej przesądów, religijności na rzecz wiary w Boga, którego nie da się oswoić magią i podobnymi zabiegami. I to był prawdziwy postęp.
Dziewczęta z organizacji Bund Deutscher Mädel (odpowiednik męskiego Hitlerjugend) na obozie w górach Rhön. Fot. ullstein bild/ullstein bild via Getty Images
Natomiast korzenie ekologizmu tkwią między innymi w tych koncepcjach niemieckiego romantyzmu, które w akcie buntu przeciw kulturze mieszczańskiej i wielkoprzemysłowemu kapitalizmowi postulowały powrót do Natury. Wśród spadkobierców owych koncepcji nie zabrakło niemieckich narodowych socjalistów. Poparł ich Martin Heidegger. Jego filozofię Levinas w przywołanym wyżej eseju uznał za przejaw neopogańskiego rewanżyzmu przeciw judaizmowi.

Pierwsza dla całych Niemiec ustawa o ochronie środowiska naturalnego przyjęta została w roku 1935, czyli w III Rzeszy. Państwo to również wprowadziło szereg przepisów prawnych mających chronić zwierzęta. Z kolei sam Adolf Hitler był wegetarianinem, choć wśród historyków nie ma zgodności co do motywacji, jaka za tym stała. Czyżby zatem te prekursorskie wobec ekologizmu tendencje w Niemczech miały być czynnikiem sprzyjającym nazistowskiemu antysemityzmowi?

Znamienne, że w tradycyjnych nurtach judaizmu można spotkać się z przeświadczeniem, iż bycie Żydem jest równoznaczne z przynależnością do żydowskiej wspólnoty religijnej (skądinąd słowo „Żyd” oznacza po hebrajsku „tego, który chwali Boga”). Jeśli tak, to antysemityzmem w sensie duchowym jest już antyjudaizm o zabarwieniu neopogańskim.

Gdy Żyd odwraca się od Boga w stronę fałszywych bożków i religijności naturalnej, gdy zaczyna na przykład czcić Matkę Ziemię, to unicestwia w sobie żydowskość. Tracąc swoją żydowską tożsamość, traci swoje jestestwo. To przykładanie ręki do duchowej – a nie, jak w przypadku Holokaustu, fizycznej – eksterminacji narodu żydowskiego.

Rzecz jasna zwolennicy ekologizmu nie są neonazistami. Sami zresztą piętnują swoich adwersarzy terminem „faszyzm”, co świadczy o tym, że mają świadomość ogromu zła, które wyrządził niemiecki narodowy socjalizm.

Tyle że nie powinni być zaskoczeni jeśli ich fanatyzm przywodzi na myśl najbardziej ponure epizody XX-wiecznej historii. Hejt pod adresem arcybiskupa Marka Jędraszewskiego może bowiem przypominać komunistyczne i nazistowskie kampanie propagandowe, w których „wrogowie klasowi” i Żydzi byli odczłowieczani.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Natura, czas apokalipsy
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Zainspirował Fukuyamę do napisania „Końca historii”
Za symbol przyszłości uważał kowbojski kapelusz Mołotowa.
Felietony Najnowsze wydanie
Wieczór
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Wyższość naszych
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
AAAA Pana z dopasowanym genomem poznam. Cel matrymonialny
Analiza „dopasowania genetycznego” jest znacznie prostsza niż analiza „dopasowania charakterów”.
Felietony Poprzednie wydanie
Czy ocenzurowanie mowy może zmienić nasze myśli?
Słowo „czarnuch” ma po polsku rasistowski wydźwięk. Ale jeśli się powie: „Murzyn” – zaczynają się kontrowersje.