Rozmowy

Jan Pospieszalski: Wystarczy jeden gest, jedna nuta i już wiemy. W końcu płynie w nas ta sama krew i grają wspólne geny

W tym roku swoje kolędowanie Pospieszalscy rozpoczęli w Wilnie w kościele Św. Apostołów Piotra i Pawła na Antokolu, w towarzystwie orkiestry smyczkowej – 17 młodych instrumentalistów, którzy są potomkami obywateli dawnej Rzeczypospolitej z Litwy, Białorusi i Ukrainy.

Koncert pokażą w wigilijny wieczór o godzinie. 17:50 TVP Wilno i o godz. 18 TVP Polonia.

Wigilijny "Koncert Kolęd Rodziny Pospieszalskich"

W wileńskim kościele św. Apostołów Piotra i Pawła na Antokolu odbył się „Koncert Kolęd Rodziny Pospieszalskich”. Wydarzenie zostało zorganizowane na potrzeby Telewizji Polskiej i będzie wyemitowane przez TVP Wilno oraz TVP Polonia.

zobacz więcej
TYGODNIK TVP: Kolędowanie Pospieszalskich ma już 25 lat. Jak wyglądały początki?

JAN POSPIESZALSKI: Przede wszystkich graliśmy w innym, zdecydowanie mniejszym składzie. Dziś na scenie nie tylko towarzyszy nam, ale też przejmuje inicjatywę to drugie pokolenie, czyli nasze dzieci. Powoli szturmuje ją również kolejna generacja, a więc ekipa naszych wnuków. Dwu, trzy– i czterolatków. Śpiewają i grają tak jak potrafią i myślę, że złapią bakcyla.

A wracając wspomnieniami do tych naszych początków, to pamiętam, że początkowo baliśmy się, że nie odtworzymy tych wymyślonych w studiu aranżacji kolęd. Każdy z nas, czyli braci Pospieszalskich, gra na dwóch, a nawet czterech instrumentach. W studiu metodą wielu śladów, potrafiliśmy stworzyć bogate aranżacje. W sytuacji, gdy trzeba to samo zrobić na scenie, wydało nam się to zupełnie niemożliwe.

Zaprosiliśmy, więc do współpracy zaprzyjaźnioną rodzinę Steczkowskich, której członkowie, jak wszyscy wiemy również świetnie grają i śpiewają. Pojawił się także Michał Urbaniak. Na jednej scenie zabrzmiały wspólnie nuty jazzu, muzyki góralskiej. Udało się. Wyszło z tego wspaniałe, klimatyczne show.

I tak oto, w ten sposób to nasze domowe granie zaczęło ewoluować w kierunku estrady. Zaczęliśmy z nim jeździć po Polsce, dzieci podrosły, wykształciły się muzycznie, zostały absolwentami polskich i zagranicznych konserwatoriów.

Czy przez ten czas zmieniło się wasze podejście do aranżacji, do tego, jak gracie te kolędy?
Koncert Kolęd Rodziny Pospieszalskich w Kościele p.w. Apostołów Piotra i Pawła na wileńskim Antokolu.
I tak oto, w ten sposób to nasze domowe granie zaczęło ewoluować w kierunku estrady. Zaczęliśmy z nim jeździć po Polsce, dzieci podrosły, wykształciły się muzycznie, zostały absolwentami polskich i zagranicznych konserwatoriów.

Czy przez ten czas zmieniło się wasze podejście do aranżacji, do tego, jak gracie te kolędy?

Owszem. Zaczęliśmy te aranżacje rozbudowywać, pewnie w dużej mierze pod kątem tego, co nam w duszy gra. Każdy z nas do tych pastorałek i kolęd wnosi coś swojego, jednocześnie pozostawiając w nich tę istotę Bożego Narodzenia, a więc radość i piękno. Przecież większość tego naszego świątecznego dziedzictwa narodowego opiera się na tańcach polskich albo kulturze dworskiej, czy muzyce gminnej ludu wiejskiego.

Z tego właśnie bierze się taki charakter pastorałek. To, co nam się udawało zrobić w ciąg tego procesu tworzenia, to odnajdywanie w ich rysunku, melodii, charakterze tekstu, podziału rytmicznego, pewnych typowych rzeczy, które nas inspirowały.

Można to nazwać w pewnym sensie praca organiczną?

Dokładnie tak. Czerpaliśmy u źródeł, u podstaw i na bazie tego tworzyliśmy. Te aranżacje rosły z nami, z naszymi dzieciakami. To one łapały za instrumenty, uczyły się grać najpierw proste, potem coraz bardziej wyrafinowane partie. Dzisiaj to właśnie oni są wiodącymi artystami na scenie, podczas tych naszych koncertów, to oni nadaj ton temu, co się na niej dzieje. Grają te przysłowiowe pierwsze skrzypce.
Koncert Kolęd Rodziny Pospieszalskich w Kościele p.w. Apostołów Piotra i Pawła na wileńskim Antokolu. Fot. TVP Wilno/ Eryk Iwaszko
Myślę sobie, że dzięki tej pokoleniowości, znowu w sposób naturalny i organiczny, ocaliliśmy domowy charakter tych występów. Wciąż występujemy rodzinnie, łączy nas to samo nazwisko oraz więzy krwi. A z drugiej strony nadaliśmy temu taki dojrzały, artystyczny wyraz.

Chce Pan powiedzieć, że w tym graniu kolęd i pastorałek jest miejsce na improwizację?

Lubię mówić o niej, jako o „elemencie wolności”. To taka zmiana formy, otwarta struktura, która dopuszcza solówkę, ale nie z góry ustaloną, tylko taką, która pojawia się nagle i niespodziewanie. Warto przy tym podkreślić, że przez te 25 lat każdy z nas przeszedł swoje kolejne fascynacje muzyczne, które na tej scenie również znalazły swoje miejsce, swój czas. Możemy podać jakiś przykład?

Nie da się nie zauważyć, że rodzinę Pospieszalskich fascynuje jazz, klasyka, ethno i muzyka źródeł. Nie zabrakło, więc podczas tych naszych występów zarówno ludowych fragmentów, jak i roots reggae, gdzie perkusja i fortepian przestają grać, a zostają tylko skrzypce, basy oraz bębenek obręczowy, na którym wiejscy muzycy grali 150, czy nawet 200 lat temu.

Ta pasja do muzyki ludowej, do folkloru zaowocowała tym, że zaczęliśmy się uczyć tańczyć. Pojawiają się, więc na tych naszych koncertach mazurki, oberki. Dlaczego? Bo jesteśmy przekonani, że przy żłóbku pasterze cieszyli się nie tylko śpiewem, ale również nieskrępowanym tańcem. Pozwalamy sobie przenosić to na scenę, jednocześnie pamiętając o tej ważnej dla nas praktykujących katolików tajemnicy Bożego Narodzenia.
Koncert Kolęd Rodziny Pospieszalskich w Kościele p.w. Apostołów Piotra i Pawła na wileńskim Antokolu. Fot. TVP Wilno/ Eryk Iwaszko
Jaki to ma mieć wymiar? Jaki przekaz?

Chcemy zwrócić uwagę na to, że tradycja nie jest skansenem, ale czymś, co żyje również w odnowie muzyki liturgicznej. Aranżacja Marcina znajdują się już w oficjalnych śpiewnikach. Dla mnie to w pewnym sensie dowód na to, że to nasze zaangażowanie, obecność na scenie, w pieśniach sakralnych takich jak „Bóg się rodzi”, w których wyśpiewujemy tajemnicę bożego wcielenia oraz to, że Chrystus przychodzi do każdego z nas, że potrafi wyciągnąć z najgorszej sytuacji, grzechu, nędzy moralnej, że daje nadzieję na nowe życie, może mieć właśnie taką, nieco odmienną formę.

Pozwalamy sobie na ten autentyczny „power”, na te rytmy, które funkcjonują w jazzie, bossa novie, latino, afro. W ten sposób udowadniamy też, że tajemnica bożego wcielenia to dobra nowina, uniwersalna, dla wszystkich ludzi dobrej woli, bez względu na język, narodowość, miejsce zamieszkania. Myślę, że gdyby nie ten rodzaj eksperymentu, to nasze kolędy nie byłyby autentyczne. Skoro, na co dzień gramy muzykę popularną, to echa tej codziennej działalności znajdują odbicie, bardzo czytelne, w tym, co robimy w trakcie tego wspólnego kolędowania.
Koncert Kolęd Rodziny Pospieszalskich w Kościele p.w. Apostołów Piotra i Pawła na wileńskim Antokolu. Fot. TVP Wilno/ Eryk Iwaszko
Kolędowanie można nazwać naszą dumą narodową?

Jak najbardziej. Żaden inny naród nie ma tylu kolęd, co my Polacy. Ta tradycja, a co za tym idzie ta radość kolędowania jest w naszym kraju, w naszych rodzinach, domach po prostu wyjątkowa. Warto zauważyć, że to właśnie kolędy towarzyszyły nam na wszystkich etapach naszej historii, niosły pocieszenie, nadzieję, otuchę. Choćby tak piękna pieśń, jak „Nie było miejsca dla ciebie”. Śpiewano ją w okrutnych czasach okupacji. Jeden z księży, z którym rozmawiałem wspominał mi ostatnio, że brzmi mu w uszach, gdy chodzi po kolędzie i stuka do zamkniętych drzwi.

W tym roku z kolędami zawitaliście również do Wilna. Premiera tego koncertu odbędzie się w Wigilię na antenie TVP Wilno.

To prawda. Otrzymaliśmy podczas tego koncertu wyjątkowe wsparcie muzyczne a dokładnie ze strony młodzieżowej orkiestry smyczkowej. Tworzy ją 17 instrumentalistów, którzy są potomkami obywateli dawnej Rzeczypospolitej z Litwy, Białorusi i Ukrainy. Tym koncertem chcieliśmy też uczcić Jubileusz 450-lecia Unii Lubelskiej.
Koncert Kolęd Rodziny Pospieszalskich w Kościele p.w. Apostołów Piotra i Pawła na wileńskim Antokolu. Fot. TVP Wilno/ Eryk Iwaszko
Miejscem tego koncertu był kościół Św. Apostołów Piotra i Pawła na Antokolu. W tym pięknym, zdobionym setkami białych rzeźb, monumentalnym wnętrzu wykonaliśmy wraz z tymi młodymi muzykami wspomniane już wcześniej pastorałki i kolędy utrzymane w nurcie muzyki źródeł. Mazurkowe, ludowe stylizacje, zestawione zostały z wplecionymi w kolędy mazurkami Fryderyka Chopina, Karola Szymanowskiego.

Nie zabrakło też tańca, chórów a’capella, czy wirtuozerskich popisów solistów. Warto podkreślić, że całe to przedsięwzięcie nie byłoby możliwe bez wsparcia TVP i Polskiego Radia, podobnie jak PKN Orlen i Lotto, spółek skarbu państwa, które inwestują w kulturę.

Jak publiczność odebrała ten koncert?
Koncert Kolęd Rodziny Pospieszalskich w Kościele p.w. Apostołów Piotra i Pawła na wileńskim Antokolu. Fot. TVP Wilno/ Eryk Iwaszko
Wspaniale. Widzieliśmy, że wszyscy byli zachwyceni. Nie zabrakło wspólnego śpiewania, owacji na stojąco. Atmosfera tego miejsca, jak i serdeczność mieszkających tam ludzi jest widoczna gołym okiem. To jest taki niesamowity rodzaj wrażliwości, emocjonalności, sentymentalizmu. Polacy, którzy zostali na Wileńszczyźnie, cieszyli się niezmiernie, że do nich przyjechaliśmy, że ta polskość jest coraz bliżej nich, że nikt o nich nie zapomina. Myślę, że sam fakt uruchomienia TVP Wilno to ukłon w ich stronę, dzięki któremu mogą mieć kontakt ze swoją ojczyzną.

A wracając jeszcze na chwilę do kolędowania rodziny Pospieszalskich, jak ono wygląda od kuchni?

Co roku, gdy patrzę na tę naszą pokaźną gromadkę, dociera do mnie, że nasze dzieci dorosły, że te nasze rodzinne małżeństwa – Natalia, Łukasz, Basia, Franek, Mikołaj, Marysia, Szczepan, Magda tworzą rodziny, na świat przychodzą ich dzieci i one też, jak już wspomniałem jadą z nami na te koncerty, pojawiają się na scenie. Zdarza się, że ktoś znika ze sceny, bo akurat wypada pora karmienia. To niesamowite uczucie, gdy na tej scenie pojawia się tak spontanicznie, niezorganizowanie właśnie to trzecie pokolenie. Kiedy widzę zdjęcia sprzed lat, to naprawdę łapię się czasem za głowę, kiedy to minęło.
Rozumiecie się bez słów, czy czasem ktoś wybuchnie?

Każdy wie, co ma robić, ten podział obowiązków przez tyle lat zdążył się już wypracować. Ja jestem od organizacji, chłopaki piszą aranżacje, dziewczyny pilnują dzieci, synowa Marcina, czyli Marysia odpowiada za logistykę związaną z noclegami, ulokowaniem w pokojach. Kiedy wpadamy na kolejny koncert do danego miasta, nie ma czasu żeby kłócić się o to, kto gdzie śpi. A jeśli chodzi o scenę: tam również potrafimy się dogadać bez słów. Czasem wystarczy jeden gest, jedna nuta i już wiemy, co i jak. W końcu płynie w nas ta sama krew i grają wspólne geny.

– rozmawiała Marta Kawczyńska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Pospieszalscy grają w składzie:

● Basia – skrzypce, śpiew (studentka Akademii Muzycznej w Gdańsku)
● Lidia – śpiew, bebenek (absolwentka Akademii Muzycznej w Katowicach)
● Natalia (Rzeźniak– Pospieszalska) – flet, śpiew (absolwentka Krakowskiej Szkoły Teatralnej)
● Paulina (Pola) – flet, śpiew
● Barbara-Ewa – fortepian, śpiew (dyplomantka UMFC w klasie Janusza Olejniczaka)
● Franek – kontrabas, gitara basowa, śpiew (absolwent konserwatorium w Kopenhadze i w Katowicach)
● Janek – gitara, kontrabas, śpiew (ex Czerwone Gitary)
●Karol – gitara, altówka, trąbka, tuba, śpiew (lider orkiestr dętych: Gidle, Pławno)
● Łukasz – fortepian, klawisze, śpiew (absolwent Akademii Muzycznej Wrocław)
● Marcin – skrzypce, kontrabas, gitara basowa, cymbały, fortepian, śpiew (aranżer, absolwent Akademii Muzycznej w Katowicach)
● Mateusz – saksofony, flet, klarnet basowy, akordeon, klawisze, śpiew, (aranżer)
● Marek – saksofon, klarnet, śpiew (absolwent Akademii Muzycznej w Krakowie, Kwintet Wojciecha Mazolewskiego)
● Mikołaj – kontrabas, gitara basowa, skrzypce, śpiew (absolwent Akademii Muzycznej w Krakowie,)
● Nikodem – perkusja, śpiew
● Szczepan – trąbka, śpiew
Zdjęcie główne: Koncert Kolęd Rodziny Pospieszalskich w Kościele Piotra i Pawła na wileńskim Antokolu. Fot. TVP Wilno/ Eryk Iwaszko
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Bóg błogosławiący Ameryce nie ma nic wspólnego z Chrystusem
„Pokolenie Jana Pawła II” w USA oznacza odnowę ich katolicyzmu i falę powołań duchownych z lat 80. i 90. XX wieku.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Babcia, która śpiewa reggae
Celińska: Czas do spotkania z tymi, którzy odeszli, nie jest długi, a stanie się to gdzieś, gdzie będzie raj.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Tysiące ton broni chemicznej i paliw leżą w Bałtyku. Niebawem...
Ryby żerujące przy dnie, np. flądra czy dorsz, są narażone na oddziaływanie związków uwalnianych ze składowisk toksyn.
Rozmowy wydanie 17.07.2020 – 24.07.2020
Nie traktujmy psa jak człowieka
Według animalistów, człowiek przyszłości winien stworzyć ze zwierzętami swoistą wspólnotę obywatelską.
Rozmowy wydanie 10.07.2020 – 17.07.2020
Meblościanka lub fotel 366. Ikony PRL-u znikają ze śmietników
Dlaczego znowu chcemy je mieć? Choć kilka dekad temu ludzie byli i chudsi, i ponoć o 11 proc. niżsi, więc i meble były bardziej filigranowe.