Historia

Tajemnica upadku i śmierci Nicolae Ceaușescu. To, co dziś wiemy, prowadzi do coraz bardziej nieoczywistych wniosków

Michaił Gorbaczow przyjął rumuńskiego przywódcę i jego współpracowników na Kremlu 4 grudnia 1989 roku. Gdy goście zaproponowali, aby kolejne spotkanie odbyło się 9 stycznia w Bukareszcie, sowiecki przywódca zapytał: – Jesteście pewni, że dożyjecie do 9 stycznia?

25 grudnia 1989 Nicolae Ceaușescu już nie żył.

Nie został odpowiednikiem Gustava Husaka, Todora Żiwkowa i Ericha Honeckera. Przywódców, którzy w wyniku wschodnioeuropejskiej Jesieni Ludów 1989 roku i zakulisowych działań aparatu partyjnego oddali władzę bez jednego wystrzału. Równo po 30 latach wiemy więcej o okolicznościach upadku rządów Nicolae Ceaușescu. Wiedza ta prowadzi do coraz bardziej nieoczywistych wniosków.

Minęło ponad 30 lat od chwili, gdy najpotężniejszy przez ćwierć wieku człowiek w kraju pomiędzy Karpatami i deltą Dunaju stracił władzę. A trzy dni później, w sam dzień Bożego Narodzenia, który prawosławna Rumunia obchodzi zgodnie z kalendarzem gregoriańskim – także życie wraz ze współmałżonką. Koniec „Słońca Karpat” nastąpił w przeciągu kilku dni, a niektórzy mówią wręcz o kilku godzinach.

Cezura zaledwie miesiąca dzieli też dwa symboliczne wydarzenia. Niekończące się peany na cześć „Wielkiego Przywódcy” wygłaszane na ostatnim, XIV zjeździe Rumuńskiej Partii Komunistycznej w listopadzie 1989 roku oraz ucieczkę prezydenckiego małżeństwa helikopterem z atakowanego przez demonstrantów budynku Komitetu Centralnego partii 22 grudnia 1989 roku.
Nicolae Ceaușescu przemawia podczas ceremonii zamknięcia XIV zjazdu Rumuńskiej Partii Komunistycznej 24 listopada 1989. Fot. Bernard Bisson/Sygma via Getty Images
To, co wydarzyło się w Rumunii w grudniu 1989 roku zostało już dość szczegółowo opisane przez historyków z całego świata. Wciąż jednak trudno orzec, dlaczego losy Nicolae i Eleny Ceaușescu potoczyły się w taki właśnie sposób.

Czy była to kwestia geopolityki i gry wielkich mocarstw, w której Bukareszt pozostał tylko pionkiem bez mocy sprawczej? Efekt brutalnej mentalności bałkańskiej, gdzie zabójstwa władców były przez wieki na porządku dziennym? A może tylko skutek specyficznej konstrukcji psychicznej dyktatora i skomplikowanej psychologii stworzonego przezeń systemu władzy?

Pierwsza tajemnica: pastor z Timișoary

Zacznijmy nie od początku, ale prawie od końca. W podręcznikach historii rozdział o upadku reżimu Ceaușescu rozpoczyna się zazwyczaj od wydarzeń, które od 16 grudnia 1989 roku rozgrywały się w Timișoarze, historycznej stolicy regionu Banat. Regionu, który dzisiaj nie tylko obejmuje terytorium Rumunii, ale również sporą część wschodniej Serbii.

W mieście noszącym ślady kilku wieków burzliwej historii, panowania Konstantynopola, Turków i Habsburgów. Gdzie zbudowane przez Węgrów i Niemców wieże kościołów ewangelicko-reformowanych sąsiadują z sylwetkami rumuńskich i serbskich świątyń prawosławnych oraz klasyczną, wiedeńską elegancją kościołów rzymskokatolickich z czasów Austro-Węgier.

Protesty rozpoczęły się dość nagle. Najpierw od parafian, a następnie mieszkańców miasta, którzy sprzeciwili się eksmisji kalwińskiego pastora László Tőkésa z jego plebanii. Dokonać jej chciały zarówno władze miejskie, jak i lojalni wobec reżimu w Bukareszcie zwierzchnicy duchownego z Rumuńskiego Kościoła Reformowanego. Jego wiernymi są głównie Węgrzy z Siedmiogrodu i Banatu. Ks. Tőkés od początku lat osiemdziesiątych był znany jako krytyk reżimu.

Pomimo, iż znajdował się on pod stałą obserwacją tajnych służb Securitate, władze w pewien sposób przymykały oko na działalność duchownego. Utrudniały mu życie przesłuchaniami i pozorowanymi próbami włamań do domu, ale niekoniecznie - poważnymi represjami. Te zresztą od końca lat siedemdziesiątych dotykały w Rumunii raczej próbujących protestować przeciwko reżimowi robotników niż przedstawicieli inteligencji i partyjną opozycję. Tę akurat Ceaușescu w limitowany sposób wręcz tolerował, nieoczekiwanie dopuszczając do głosu na konferencjach partyjnych i w ściśle cenzurowanej prasie. Część tych wewnętrznych, łagodnych krytyków systemu odegra kluczową rolę w transformacji ustrojowej po upadku dyktatora.
Ks. László Tőkés, duchowny Rumuńskiego Kościoła Reformowanego od początku lat osiemdziesiątych XX wieku był znany jako krytyk reżimu Nicolae Ceaușescu. Fot. Terry Smith/The LIFE Images Collection via Getty Images/Getty Images
Przykładem takiego działania, które mogło wywołać wśród Rumunów falę dezorientacji był przebieg XII zjazdu Rumuńskiej Partii Komunistycznej w 1984 roku. Jeden z działaczy partyjnych, liczący 84 lata Constantin Parvulescu, który działalność komunistyczną rozpoczął jeszcze przed wojną, poddał w trakcie obrad krytyce politykę wewnętrzną Ceaușescu. Krytyce bardzo mocnej jak na ówczesne, rumuńskie realia. Jednak oprócz tego, że odebrano mu status delegata na zjazd i poddano jeszcze ściślejszej obserwacji, żadne inne represje nie dotknęły zasłużonego działacza.

Wróćmy jednak do Banatu. W czerwcu 1989 roku Tőkés udzielił nieoczekiwanie wywiadu węgierskiej telewizji państwowej. Wywiad był niezwykle krytyczny wobec Ceaușescu. Duchowny określił jego system jako najbardziej represyjny i łamiący prawa człowieka w całej Europie. Potępił również prowadzoną przez Bukareszt politykę tzw. systematyzacji, czyli likwidacji wielu ośrodków wiejskich i mniejszych miasteczek i przesiedlanie ich mieszkańców do budowanych w większych ośrodkach bloków.

Wyemitowanie wywiadu nad Węgrzech było możliwe dzięki postępującym zmianom politycznym nad Balatonem. Węgierscy rozmówcy pastora podkreślali, że wywiad został nagrany z zachowaniem najwyższej ostrożności. Oglądając materiał filmowy po latach, można jednak odnieść wrażenie, że jest to zwyczajna rozmowa, gdzie nic na wskazuje na grozę sytuacji i ścisłą konspirację.

Wywiad w węgierskim programie informacyjnym „Panorama” obejrzały tysiące obywateli Rumunii mieszkających na terenach, na których dzięki zwyczajnym antenom telewizyjnym można było odbierać emisje z Budapesztu. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że komuś ze służb lub aparatu partyjnego zależało, aby słowa Tőkésa odbiły się szerokim echem w całej Europie.

Dziwić może, że po wywiadzie władze ograniczyły się wobec pastora tylko do – opóźnionych zresztą o wiele miesięcy – sankcji natury administracyjnej. Do dzisiaj pozostaje zagadką, w jaki sposób w kraju o tak dużym stopniu inwigilacji społeczeństwa przez represyjny system i jego służby, przeprowadzenie takiej rozmowy i ujawnienie tożsamości duchownego w zagranicznej stacji telewizyjnej były w ogóle możliwe.

W 1987 roku do partii komunistycznej należało ponad 3,5 mln Rumunów. Praktycznie nie istniały przejawy aktywności społecznej, które nie byłyby monitorowane przez Securitate. Duża część wspomnień rumuńskich autorów z lat osiemdziesiątych wskazuje, oprócz katastrofalnej sytuacji gospodarczej, na wszechogarniający strach, konformizm i zupełny brak elementarnej, międzyludzkiej empatii. Dość powiedzieć, że prawo zabraniało posiadania bez zezwolenia maszyny do pisania, a każda rozmowa z cudzoziemcem musiała być w ciągu doby zgłoszona i zreferowana organom bezpieczeństwa.
Nicolae Ceaușescu początkowo robił wrażenie przywódcy otwartego i liberalnego. Data i miejsce zrobienia zdjęcia nieznane. Fot. Patrick ROBERT/Sygma via Getty Images
Trudno więc jednoznacznie stwierdzić, dlaczego akurat sprawa ks. Tőkésa stała się asumptem do wybuchu w Timișoarze nagłych i gwałtownych starć ludności z siłami bezpieczeństwa, a następnie z wojskiem. Starć, które wywołały całą lawinę wydarzeń zakończonych upadkiem Nicolae Ceaușescu. Tym bardziej, że w pierwszej chwili wydawało się, iż władze lokalne załatwią problem w sposób polubowny, godząc się z postulatami obrońców duchownego i przenosząc go do mniej eksponowanego lokum.

Już 17 grudnia, w drugim dniu niepokojów w stolicy rumuńskiego Banatu, w kraju bardzo odizolowanym od reszty Europy, o wydarzeniach wokół ks. Tőkésa mówiły Radio Wolna Europa i Głos Ameryki oraz niemal wszystkie media wolnego świata.

Po rewolucji sam ks. Tőkés co prawda nie odegrał kluczowej roli w polityce nowych władz w Bukareszcie, ale zrobił karierę europejską. Już po przewrocie, w ostatnich dniach 1989 roku został wybrany na biskupa swojego Kościoła. Gdy Rumunia weszła do UE, wystartował w wyborach do Parlamentu Europejskiego jako kandydat popierany przez... węgierski FIDESZ, którego później stał się oficjalnym deputowanym.

Na polityczną emeryturę przeszedł dopiero niedawno. W eurowyborach w maju 2019 roku już nie wystartował, ale w międzyczasie pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Europarlamentu, działał w kierownictwie Europejskiej Partii Ludowej, wielokrotnie też udzielał się w projektach humanitarnych i upamiętniających europejską pamięć o totalitaryzmach.

Druga tajemnica: Pomiędzy Kremlem a Białym Domem

Kolejny etap naszej opowieści możemy rozpocząć w wielu wariantach. Jednym z nich będzie 1965 rok, gdy Ceaușescu objął władzę w partii i w kraju po śmierci swojego poprzednika i mentora Gheorghe Gheorghiu-Deja. Zapoczątkował wówczas kilkuletni proces odwilży politycznej i destalinizacji, w dużej mierze mającej charakter pozorowany i taktyczny. Nowy przywódca został bowiem ukształtowany w samym epicentrum rumuńskiego stalinizmu na początku lat pięćdziesiątych.

Kreml i Zachód powszechnie uważały Gheorghiu-Deja za najpilniejszego ucznia Józefa Stalina, który nie bawił się jak komuniści na Węgrzech czy w Polsce w słynną „politykę salami”, tylko działał od razu i z całą brutalnością.

Krótką odwilż za czasów Ceaușescu Zachód potraktował jednak znacznie poważniej niż Październik 1956 roku Władysława Gomułki. Nowego, wciąż jeszcze stosunkowo młodego przywódcę kraju uznano za liberała, a nawet – swoistego opozycjonistę wobec Moskwy i ucznia jugosłowiańskiego przywódcy Josipa Broz-Tito. Którego zresztą, co przyznaje wielu biografów, Rumun nieustannie podziwiał.
W 1965 roku w Konstancy otwarto jedną z największych w Europie fabryk Pepsi-Coli (i pierwszą w krajach za żelazną kurtyną). Rok później powstały słynne zakłady samochodowe Dacia, które od samego początku nawiązały ścisłą kooperację z francuskim Renault. Wydarzenia niemożliwe w ówczesnej Polsce, Czechosłowacji, na Węgrzech lub w Bułgarii.

W kraju zaczęto lansować zachodnią modę, filmy i muzykę rockową. Studenckie pismo „Viața Studențească” w 1968 roku tymi słowami opisywało nowoczesny, otwarty właśnie klub studencki w Bukareszcie: „Niskie stoły, dyskretne oświetlenie, gumy do żucia i markowe papierosy, pepsi-cola, bilard i automaty do gry. Wystawy zagranicznych artystów, ciekawe spotkania z intelektualistami i zrelaksowana atmosfera” (cyt. za: Bogdan Barbu, „Vin americanii! Prezența simbolică a Statelor Unite în România Războiului Rece”, Humanitas, Bucharest, 2006, s. 169, tł. ŁK).

Z samego opisu trudno zorientować się, że mamy do czynienia ze stolicą kraju rządzonego przez reżim komunistyczny. Pod koniec lat sześćdziesiątych Bukareszt fetował zagranicznych przywódców: Charles'a de Gaulle`a i prezydenta Richarda Nixona. Ten ostatni już na stołecznym lotnisku skandował po rumuńsku: „Sa traiasca Romania!”(„Niech żyje Rumunia!”).

Następnym punktem, od którego możemy zacząć rozwiązywać tajemnicę Ceaușescu był rok 1968. Rumuński lider nieoczekiwanie odciął się i ostro potępił interwencję wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. W dniu inwazji, która zdusiła reformy Alexandra Dubčeka, wystąpił z balkonu budynku Komitetu Centralnego RPK. Tego samego zresztą, z którego dachu po 21 latach będzie uciekać helikopterem.

Tłumy mieszkańców stolicy wiwatowały na cześć swojego przywódcy mówiącego o konieczności poszanowania suwerenności, niepodległości oraz integralności terytorialnej Czechosłowacji. Klaskały, słuchając potępienia ingerencji w sprawy wewnętrzne tego kraju, sprzeczną z zasadami ONZ.

Dyktator przykręcił śrubę stosunkowo szybko, bo już w 1971 roku, po wizycie w Chinach, Korei Północnej, rządzonej przez komunistów północnej części Wietnamu oraz Mongolii. Od tego czasu zaczął się w Rumunii ponowny kult jednostki. Wprowadzany co prawda nie od razu, lecz stopniowo i metodycznie. Po kilku latach imitował on już nawet nie wzorce stalinowskie, ale dalekowschodnie.

Nie przeszkadzało to jednak, aby kredyt zaufania, który Ceaușescu zdobył na początku rządów i dzięki odcięciu się od interwencji w Czechosłowacji, wciąż procentował na arenie międzynarodowej. Trwało to niemal do połowy lat osiemdziesiątych. Jeszcze w 1984 roku rumuński lider jako jedyny z bloku wschodniego wysłał sportowców na olimpiadę w Los Angeles.
Od lat siedemdziesiątych był formalnie prezydentem kraju. Na arenie międzynarodowej mógł rozmawiać jak równy z równym zarówno z prezydentami USA i Francji, jak i królową brytyjską Elżbietą II. Nie wspominając już o liderach krajów Trzeciego Świata, z którymi spotykał się równie często jak sąsiad zza między, przywódca Jugosławii Josip Broz-Tito. Mimo szeregu wysiłków rumuński „conducător” (kolejny tytuł, który przyjął w latach siedemdziesiątych, nomen omen używał go również dyktator kraju podczas II wojny światowej, marszałek Ion Antonescu) nigdy jednak nie zdobył tam takiej pozycji jak marszałek Jugosławii.

Bardzo trudno jest rozwikłać kolejną wiążącą się z tym tajemnicę Ceaușescu. A raczej wspólną tajemnicę rumuńskiego przywódcy i Leonida Breżniewa. Dlaczego radziecki gensek, autor i wykonawca doktryny o ograniczonej suwerenności państw Układu Warszawskiego, tolerował samodzielną pozycję Rumunii?

Z jakiego powodu puszczał mimo uszu i oczu jej gesty na arenie międzynarodowej? Gesty znacznie przekraczające w swoim wymiarze nawet relatywnie otwartą na Zachód dyplomację PRL w czasach Edwarda Gierka? Dlaczego Moskwa nie reagowała, gdy w latach siedemdziesiątych rumuński lider goszcząc na konferencjach międzynarodowych, wzywał do rozwiązania NATO i Układu Warszawskiego oraz budowy „wspólnego europejskiego domu”?

Robocza odpowiedź może być jedna. Breżniew miał słabość do rumuńskiego przywódcy. Wiedział, iż jest on elementem pewnej stabilizacji politycznej tuż za zachodnią granicą ZSRR, wyznaczoną wtedy przez koryto rzeki Prut. Po głębszej analizie, pomysły zgłaszane przez Ceaușescu w ONZ lub na obradach KBWE brzmiały bliźniaczo podobnie do postulatów lansowanych przez dyplomację Andrieja Gromyki i nie były w żaden sposób zagrożeniem dla globalnej strategii Kremla.

Rumunia biorąc niejako za wzór decyzję generała de Gaulle`a z 1966 roku o wycofaniu się Francji ze struktur wojskowych NATO, po agresji ZSRR i satelitów na Czechosłowację, praktycznie ucięła swój udział w wojskowej aktywności Układu Warszawskiego. Rumuńscy żołnierze przestali pojawiać się na wspólnych ćwiczeniach „Sojuz”.

Podobnie jak Francuzi w NATO, Bukareszt pozostał jednak obecny w strukturach politycznych tego sojuszu. Ceaușescu oczywiście niczego oficjalnie nie ogłosił i formalnie wszystko pozostało tak jak było przed wypadkami w Czechosłowacji. Od lat siedemdziesiątych Rumunia rozpoczęła równolegle rozbudowę tzw. sił antyterrorystycznych (rum. USLA) i obrony cywilnej na wzór jugosłowiański. Czy dyktator bał się inwazji ze Wschodu?
Nicolae Ceaușescu z wizytą u Leonida Breżniewa w Moskwie. Fot. Alain Nogues/Sygma via Getty Images
Już po śmierci Breżniewa, gdy rządy na Kremlu obejmował Michaił Gorbaczow, władze państw bloku wschodniego musiały podjąć decyzję o formalnym przedłużeniu trwania Układu Warszawskiego. Ceaușescu zaczął wówczas nieoczekiwanie stawiać warunki i sugerować, że Układ Warszawski... powinien zostać rozwiązany!

We wspomnieniach wielu byłych działaczy partyjnych z krajów naszego regionu, od Wojciecha Jaruzelskiego po polityków czechosłowackich i węgierskich, rozmowy z rumuńskim przywódcą przedstawiane są zazwyczaj jako dialog z aroganckim i butnym starszym panem. Który w dodatku nie chce słuchać innych i nie wyobraża sobie żadnych ustępstw.

Prawdziwy kryzys w relacjach Rumunii z ZSRR przyszedł jednak wraz z dojściem do władzy Michaiła Gorbaczowa i rozpoczęciem pierestrojki. Pomimo zagonionych do powitania genseka z Moskwy tłumów zgromadzonych na trasie jego przejazdów pierwsza oficjalna wizyta Gorbaczowa w Rumunii w 1987 roku zapowiadała katastrofę. Większość współpracowników rumuńskiego dyktatora wspominała, że przywódcy nie przypadli sobie do gustu, a w rozmowach w jednej z rezydencji Ceaușescu wręcz się pokłócili.

Rumuński prezydent twierdził konsekwentnie, że jakiekolwiek próby reform komunizmu są błędem i zdradą idei Lenina. Co więcej, ten sam Ceaușescu, który przez lata werbalnie dystansował się od Kremla, zaczął wzywać Moskwę, aby nie porzucała sztandaru marksizmu-leninizmu i wyznaczała wszystkim państwom socjalistycznym kierunki rozwoju zgodnego z dotychczasowymi tradycjami i doktrynami.

Nie wydaje się przy tym, aby fascynacja ideologią była szczególnym rysem intelektu dyktatora. Ceaușescu, pochodzący z biednej rodziny chłopskiej i po czterech klasach szkoły podstawowej, nie był typem intelektualisty. Całe jego dorosłe życie wypełniały partyjne rytuały i język komunikacji, którego nauczył się w czasach stalinizmu. Instynktownie czuł więc, że świat dyktatury komunistycznej jest jedyną racją jego politycznej siły.

Czy więc już wówczas Moskwa skreśliła Ceaușescu i postawiła na grupę wojskowych, którzy według do dzisiaj niepotwierdzonych informacji chcieli jesienią 1984 roku obalić dyktatora? Miało to nastąpić podczas jego, ostatniej zresztą w życiu, wizyty w RFN. Trzech generałów: Nicolae Militaru, Ion Ioniță i Ștefan Kostyal mieli już nawet, według rewelacji ogłoszonych w latach dziewięćdziesiątych, wybrać na cywilnego przywódcę puczu Iona Iliescu, niegdyś sekretarza RPK ds. propagandy i przyjaciela rodziny Ceaușescu.
Czy Ion Iliescu, dawny współpracownik i przyjaciel rodziny Ceaușescu, miał już w 1984 roku przejąć władzę w Rumunii w wyniku wojskowego zamachu stanu? Prezydentem został dopiero w 1989 roku, po zamordowaniu dyktatora. A już w 1990 roku polecił wysłać uzbrojonych w kije i łomy górników (na zdjęciu) przeciwko antykomunistycznym manifestantom domagającym się rozliczenia reżimu Ceaușescu. Fot. Patrick Durand/Sygma via Getty Images
Na początku lat siedemdziesiątych popadł on w niełaskę. Ale dyktator zapewnił mu stałą posadę w jednym z wydawnictw i w zasadzie trudno powiedzieć, aby jakoś szczególnie represjonował. Nie wiadomo, czy pół żartem, czy zupełnie poważnie bohaterowie tych plotek tłumaczyli później, iż do przewrotu nie doszło tylko dlatego, iż wojskowych wezwano do pomocy w... zbiorach kukurydzy.

Ten sam Ion Iliescu trzy lata później opublikował w prestiżowym, mającym ponad stuletnią tradycję czasopiśmie literackim „România Literară” artykuł, w którym pierwszy raz padło słowo „restructurare”. Było ono odpowiednikiem radzieckiej pierestrojki. Tekst był zupełnym novum jak na realia Rumunii lat osiemdziesiątych. Nie tylko wzywał do ogólnej demokratyzacji gospodarczej i społecznej, ale również do szerokiego dostępu obywateli do informacji.

Ceaușescu w ogóle nie zareagował, choć fakt opublikowania tekstu odbił się szerokim echem na Zachodzie. Iliescu stanie się głównym przywódcą nowych władz kraju wyłonionych po przewrocie i przez dwie kadencje pełnić będzie urząd prezydenta kraju. To on w 2004 roku wprowadzi kraj do Unii Europejskiej.

Równie specjalnym statusem mogli cieszyć się sygnatariusze tzw. Listu sześciu, opublikowanego przez „New York Times” w marcu 1989 roku. Byli to emerytowani działacze komunistyczni, mający silną pozycję w czasach stalinowskich. Był wśród nich wspomniany Constantin Parvulescu, który zaatakował werbalnie dyktatora na jednym ze zjazdów partii.

Wzywali oni Ceaușescu do zmian w polityce wewnętrznej, oskarżyli o doprowadzenie społeczeństwa do nędzy przez drakońskie oszczędności w energetyce i w dostępie do usług i żywności (wkrótce dyktator ogłosi, ze Rumunia spłaciła całe swoje zadłużenie zagraniczne) oraz o izolację kraju.

List znów nie spotkał się z zauważalną reakcją dyktatora, pomimo iż jego autorzy patetycznie twierdzili, że publikując go, ryzykują życiem. Do momentu opublikowania listu w „NYT” jego sygnatariusze mieli jednak w kieszeniach paszporty i swobodnie podróżowali za granicę, w tym do ZSRR. Były to przywileje zupełnie poza zasięgiem możliwości przeciętnych Rumunów.

Władze zareagowały dopiero nieco później na wywiad, równie krytyczny wobec reżimu, udzielony przez kilku młodszych wiekiem pisarzy i intelektualistów dla paryskiego dziennika „Liberation”. Jednak i ta reakcja ograniczyła się do zaledwie zakazu druku dla pisarzy, którzy określili w wywiadzie Gorbaczowa mianem „mesjasza socjalizmu z ludzką twarzą”.
Spotkanie przywódców państw Układu Warszawskiego w Berlinie w maju 1987 roku.Od lewej Gustáv Husák (Czechosłowacja), Todor Żiwkow (Bułgaria), Erich Honecker (NRD), Michaił Gorbaczow (ZSRR), Nicolae Ceaușescu (Rumunia), Wojciech Jaruzelski (Polska) i János Kádár (Węgry) Fot. ADN-Bildarchiv/ullstein bild via Getty Images
Tymczasem przepaść pomiędzy Moskwą a Bukaresztem pogłębiała się. Do tego stopnia, że na ostatnim zjeździe rumuńskich komunistów w listopadzie 1989 roku dyktator zupełnie nieoczekiwanie potępił w swojej kilkugodzinnej mowie (i w dodatku wymieniając go wprost)... ustalenia paktu Ribbentrop-Mołotow i zażądał, znów całkowicie otwartym tekstem, aby ZSRR oddał Rumunii zagarniętą w 1939 roku Besarabię!

Wezwanie to z pewnością usłyszano na Kremlu, choć w mniejszym stopniu w innych krajach Europy Wschodniej, ogarniętych Jesienią Ludów. W dniu obrad zjazdu w Bukareszcie, w Pradze ustąpił twardogłowy sekretarz Komunistycznej Partii Czechosłowacji Miloš Jakeš, Erich Honecker był już w areszcie domowym, a w Sofii w wyniku przewrotu pałacowego w partii, kilka dni wcześniej, władzę stracił Todor Żiwkow.

Najbardziej jednak zagadkowe i dramatyczne dla samego Ceaușescu było ostatnie w życiu spotkanie z Gorbaczowem na Kremlu 4 grudnia 1989 roku. Odbyło się ono przy okazji spotkania liderów państw-stron Układu Warszawskiego. Po części oficjalnej, Rumun poprosił Gorbaczowa o audiencję w mniejszym, bilateralnym gronie. Zaproponował opracowanie wspólnych deklaracji przez partie komunistyczne z obydwu krajów w sprawie ideologii marksistowsko-leninowskiej i polityki międzynarodowej.

Gorbaczow nie chciał w zasadzie słuchać swojego rozmówcy, twierdząc, że styl sprawowania przez niego władzy jest anachroniczny i skazany na klęskę. W opublikowanym przez rumuńskich historyków stenogramie tych rozmów, zachowała się znacząca uwaga. Na pytanie obecnego podczas rozmów premiera Rumunii Constantina Dăscălescu, czy 9 stycznia 1990 roku mogłoby odbyć się kolejne spotkanie na szczycie w Bukareszcie, Gorbaczow w liczbie mnogiej zwrócił się do delegacji: „Jesteście pewni, że dożyjecie do 9 stycznia?”

Ceaușescu miał wówczas wręcz skulić uszy, a reszta zgromadzonych uznała to za przejaw czarnego humoru, na który Gorbaczow sobie nieraz pozwalał (za: stenogram ze spotkania Gorbaczow – Ceaușescu 4 grudnia 1989 w: Decembrie`89. Lovitura de stat a confiscat revolutia Romana. Colecta document, Bucuresti, s. 290). Rumuńska delegacja, nie czekając na pożegnalną asystę honorową, pojechała wprost z Kremla na lotnisko i odleciała do domu.

4 grudnia 1989 roku Gorbaczow był tuż po spotkaniu z prezydentem George'm Bushem na Malcie. W pełni podporządkowane Ceaușescu media określiły ten szczyt jako porozumienie dwóch wielkich potęg, które chcą zniszczyć suwerenne i niepodległe państwa na całym świecie i narzucić im „nowy, globalny porządek”. Przekaz ten propaganda dyktatora rozwijała do jego ostatnich dni.
Sygnał do obalenia Nicolae Ceaușescu dały demonstracje w grudniu 1989 w Timisoarze. Fot. Jacques Langevin/Sygma/Sygma via Getty Images
Gdy trwały już demonstracje w Timișoarze, 18 grudnia dyktator udał się w ostatnią podróż zagraniczną. Celem był rządzony przez ajatollahów Iran, który według oficjalnej doktryny, walczył z wrogami w Waszyngtonie i Moskwie. Czy wódz szukał tam poparcia, czy była to rutynowa wizyta, również pozostaje zagadką.

Do Rumunii wrócił 20 grudnia. Tego dnia wieczorem rumuńska TV nadała bezpośrednio z siedziby partii orędzie 71-letniego Ceaușescu. Wystąpił on w towarzystwie żony, ministra obrony Vasile Milei (który dwa dni później popełnił samobójstwo lub zginął z ręki zamachowców) oraz członka KC Manei Mănescu. Blady i łamiącym się głosem oznajmił, że nastąpił „atak na suwerenność, niepodległość i integralność terytorialną kraju” przeprowadzony „przez elementy chuligańskie, działające w porozumieniu z siłami z zewnątrz, wrogimi Rumunii”.

Podobną retorykę dyktator zastosował w kolejnym, najbardziej znanym, ostatnim wystąpieniu z balkonu KC partii wygłoszonym dzień później. Przerwanym w sposób nagły i stanowiącym początek rewolucji, a nie triumf dyktatora. Naród nie chciał już go podziwiać ani bronić jak niepodległości dwadzieścia lat wcześniej.

25 grudnia cały świat oglądał kapturowy, błyskawiczny „sąd” nad ujętym 22 grudnia małżeństwem Ceaușescu i ich egzekucję.

Największa liczba ofiar rewolucji padła już po ucieczce dyktatora ze stolicy. Najbardziej tragiczne jest to, że do dzisiaj nie wyjaśniono tak naprawdę, kto strzelał z dachów do zgromadzonych na ulicach ludzi. I kto nagle, już po egzekucji dyktatora, nakazał wstrzymanie ognia. Dzisiaj rumuński wymiar sprawiedliwości prowadzi w tej sprawie dochodzenie, którego jednym z głównych oskarżonych jest dobiegający dziewięćdziesiątki... pierwszy „demokratyczny” prezydent Ion Iliescu.

Ostatnia tajemnica i ostatnia rozmowa

Jeszcze ciekawsze światło na ostatnie miesiące rządów Ceaușescu rzucił przed 10 laty, w 20 rocznicę obalenia dyktatora, znany serbski dziennikarz i reporter wojenny Mirosław Łazanski w belgradzkim tygodniku „Politika”. Łazanski był bodajże ostatnim dziennikarzem z półkuli zachodniej, któremu udało się przeprowadzić długi, bo trwający blisko 160 minut, bezpośredni wywiad z dyktatorem. Miało to miejsce w Bukareszcie w sierpniu 1989 roku.

Dziennikarza ugoszczono w skromny sposób, serwując w hotelu minimalny posiłek. Asystujący funkcjonariusz Securitate miał stwierdzić, że to z powodu oszczędności związanych ze spłatą zagranicznego zadłużenia kraju i konieczności eksportu żywności.

Najbardziej religijny naród Europy

W komunistycznej Rumunii od czasów Ceaușescu patriarchowie i niektórzy metropolici zasiadali nawet w marionetkowym parlamencie, co było zupełnym ewenementem w krajach bloku wschodniego.

zobacz więcej
W trakcie rozmowy Ceaușescu w długich odpowiedziach cytował szereg liczb i danych statystycznych potwierdzających, jego zdaniem oczywiście, rzekome sukcesy gospodarcze Rumunii. Nie uciekał od pytań trudnych o zaangażowanie polityczne rodziny czy o więźniów politycznych.

Po rozmowie dyktator zaprosił dziennikarza na kolację, na którym była Elena Ceaușescu i jeden ze współpracowników zajmujący się biurem prasowym. Zaznaczając, że pytanie jest poza protokołem, dziennikarz zapytał conducătora o relacje z Gorbaczowem. Ten ściszonym głosem i jakby na ucho powiedział:

– Wiem, że Gorbaczow już mnie skreślił i zatopił na skutek porozumienia z Amerykanami.”

– Jakiego porozumienia? – zapytał dziennikarz z Belgradu.

– Bush dogadał się już Gorbaczowem nie tylko w mojej sprawie, ale także dalszych losów ZSRR i Układu Warszawskiego – odparł Ceaușescu.

– Skoro pan o tym wie, dlaczego nie ogłosi pan tego publicznie? Przecież dysponuje pan wszystkimi istniejącymi środkami masowego przekazu w Rumunii! – kontynuował Łazanski. – Po pierwsze dlatego, że jestem komunistą i muszę rozumieć, że pewne kwestie to coś w rodzaju rodzinnych brudów, które nie powinny być prane na zewnątrz. A my przecież jesteśmy jak rodzina, nawet jeżeli już tylko formalnie. A po drugie, sądzę, że na to wszystko jest już za późno. Niech historia idzie dalej swoją drogą – miał wytłumaczyć dyktator. Dziennikarz przypomniał, że w momencie wypowiadania tych słów Ceaușescu wyglądał na starego, zmęczonego i zrezygnowanego człowieka.

Co miał na myśli mający przed sobą niespełna cztery miesiące życia dyktator, widzący zmiany w sąsiednich krajach i mówiący o historii idącej swoją drogą? Nie dowiemy się zapewne nigdy. Serbski dziennikarz uzupełnił relację informacją, że dwa miesiące później jugosłowiański attaché wojskowy w Bukareszcie poinformował władze w Belgradzie, że rumuńska armia po raz pierwszy od ponad 20 lat zaczęła wykorzystywać w komunikacji fale ultrakrótkie.

Zdaniem dyplomaty, takie informacje świadczyły o tym, że wojsko przygotowuje się na „ważne i znaczące wydarzenia”. Widać na Zachodzie i Wschodzie już wiedziano, w jaką stronę potoczy się wkrótce historia w Bukareszcie.

– Łukasz Kobeszko

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Bibliografia:

Thomas Kunze, Nicolae Ceausescu: eine Biographie, Christoph Link Verlag, Berlin 2000;
John Sweeney, The Life and Evil Times of Nicolae Ceaușescu, Hutchinson 1992.
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Kryzys naftowy. Jak wykorzystać odcięcie dostaw ropy
Zachód zmądrzał po szkodzie.
Historia Poprzednie wydanie
Ziemia obiecana czy przeklęta? II wojna i polscy emigranci w USA
Czasem amerykański sen okazywał się amerykańskim koszmarem...
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Ostatnia romantyczna wojna. Bitwa o Falklandy
Osiemdziesięciu zwiadowców SAS prowadziło rozpoznanie w 4-osobowych grupach.
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Bunt w Workucie. Rynsztokiem płynęła krew więźniów
„Te obozy nie są bardziej ludzkie niż Majdanek i Oświęcim. Mordowano nas, szczuto psami, morzono głodem...”
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Zagłodzić zbuntowany naród
Przez trzy lata Jan Zumbach walczył w biafrańskich „siłach powietrznych”, które budował od zera.