Cywilizacja

Nietrafione przewidywania i masowe lęki. 8 najważniejszych błędnych prognoz

Kiedyś prognozami naukowymi zajmowała się głównie literatura science-fiction. Dziś SF jest znacznie bliżej znanej rzeczywistości, niż kiedyś. Kiedy Bracia Lumière wysyłali swego bohatera na Księżyc, to było absolutnie wykluczone, zatem jakoś bardziej śmieszyło chyba i zadziwiało niż przerażało. Gdy dziś Keanu Reeves gra w „Replikantach” naukowca zdolnego sklonować własną żonę i dzieci, którzy zginęli w wypadku, przyspieszyć ich rozwój i wszczepić im ich pamięć, to nie pytamy: „czy to możliwe”, tylko: „kiedy?”. A to może wzbudzać lęk.

„Według klimatologów jeszcze za naszego życia będziemy zmuszeni do konfrontacji z kolejną epoką lodowcową. Ostatnie 30 lat to ciąg nieustającego spadku temperatur, średnio o około 2 stopnie Celsjusza we wszystkich stacjach pomiarowych na Ziemi. Cała północna półkula w sposób stały wyziębia się. I epoka lodowcowa powróci, jak robiła to z dużą regularnością aż 8 razy w ciągu ostatniego miliona lat” – alarmowały w 1978 roku amerykańskie media na podstawie solennych naukowych zapewnień.

Nie jest bezczelnym pytać, co dziś mówią owi konkretni klimatolodzy i ekolodzy, jak prof. Kenneth Watt z University of California w Davis, bo przecież nie wszyscy poszli natychmiast na emeryturę. Tenże sam uczony twierdził wówczas i to, a liczni mu wtórowali, że nagromadzenie się azotu, pyłów, oparów i innych form zanieczyszczenia spowoduje, że powietrze nie będzie się nadawać do oddychania już w połowie lat 80. XX w. Że się po prostu udusimy. Watt wyraził również opinię, że jeśli nadal będziemy w takim tempie, jak w latach 70. wydobywać ropę, to do 2000 roku po prostu jej globalnie zabraknie [1].
Przy ścianie lodu i śniegu, 1905 r. Fot. Kirn Vintage Stock/Corbis via Getty Images
Dziś klimat zmierza w odwrotnym kierunku niż w czasie pamiętnej zimy stulecia 1978/9 roku. Naukowcy oczekują zaufania do ich twierdzeń. Wszyscy starsi niż 30 lat mogą mieć z tym uzasadnione trudności, zwłaszcza, gdy ufali uprzednim doniesieniom. A nie wszyscy potrafią przyjąć refleksję, że mamy kłopot tak z przewidywaniami pogody, jak i znacznie mniej przejściowych wielkich zmian klimatycznych. I wietrzą „spizeg”. Może to problem samej materii takich badań? Zbyt wiele zmiennych, których jeszcze nie umiemy analizować, stosownie kontrolować eksperymentalnie czy wreszcie modelować?

Tysiące niewinnych przestraszonych krasnali…

Nobel za lalkę Voodoo znienawidzonego szefa! Przepraszam: Ig Nobel

Prowadzi się badania na pierwszy rzut oka absurdalne. Nie napinajcie się tak, to tylko i aż nauka.

zobacz więcej
Trudności w przewidywaniach naukowych są po prostu obiektywne i nie ma w nich raczej żadnego „spizgu”. Jednak nie da się powiedzieć, iż równie obiektywnie słuszne jest wzbudzanie w ludziach masowych lęków. Nie tyle doniesieniami naukowymi, bo o tych nie usłyszałby pies z kulawą nogą poza ścisłym gronem specjalistów, gdyby nie tzw. popularyzacja nauki w mediach oraz „wajcha przestawiająca” naukę na politykę i działania społeczne. Taki przykładzik z życia wzięty. Kiedyś miałam w jednej ze swych prac naukowych fantastyczną, bardzo zaangażowaną szefową. I owa profesor raz wychodzi, niczym bulterier, z gabinetu i powiada: „Jak mi minister nie da środków na utrzymanie kolekcji (bakterii z zakażeń – przyp. MK-S), to mu powiem, że ja otwieram zamrażarki i niech to wszystko popłynie na ulicę”.

Oczywiście, że by tak nie postąpiła, ale jak się czasem stoi wobec ignoranta, któremu już nie mamy siły tłumaczyć prostych rzeczy, to pozostaje go wystraszyć – może wreszcie coś zrobi z problemem. Ja nawet rozumiem takie podejście wobec decydentów, którzy niekoniecznie muszą w ogóle na czymkolwiek się znać, za co podobno odpowiadają. Jednak wzbudzanie lęków u „tysięcy niewinnych zwykłych krasnali” – jak to ładnie ujęto w „Kingsajzie” – wydaje mi się jednak nieetyczne. Ma to bowiem swoje konsekwencje. Ostatnio przeczytałam np. na stronie w mediach społecznościowych innej emerytowanej profesor, kobiety naprawdę mądrej i godnej najwyższego szacunku, że „z córką wypiłyśmy butelkę dobrego włoskiego czerwonego w przerażonej rozmowie o katastrofie klimatycznej. Nawet mi się śniło, że nie da już rady uciec na północ. Mnie na pewno. Strach OKROPNY”.

Nie idzie o to, by twierdzić, że nie ma rakotwórczego smogu, zmian klimatu, wymierania owadów i płazów oraz wielu gatunków chronionych, drastycznego zanieczyszczenia wód plastikiem oraz antropogenicznych źródeł tych bardzo niekorzystnych zjawisk. Nie chodzi prosto rzekłszy o to, by wychowywać masowo ćwoków, którzy nie gaszą po sobie światła, marnują wodę i nie recyklują śmieci.

Idzie o to, by budując naukowe przewidywania nie narażać zaufania do nauki na szwank. Bo jego zanik może być dla naszej cywilizacji dramatyczny – eksperci naprawdę znają się na szczepionkach, żywności GMO, a nawet – proszę mi wierzyć – klimacie i ekologii itp. itd. bardziej, niż „pani Ania z fejsbuka”, czytelniczka kolejnych tomów podręcznika „Jak blefować doskonale”. Nadmierne zaś zaufanie do nauki też może pociągnąć za sobą skutki bardzo negatywne – np. oczekiwanie natychmiastowych rozwiązań problemów, gdy są one niemożliwe do osiągnięcie nawet w perspektywie dłuższego czasu.


Ja w każdym razie nie słyszałam o żadnych oficjalnych przeprosinach za tworzenie napięcia i lęków w społeczeństwie od różnych profesorów – autorów książek apokaliptycznych o „epoce lodowcowej, która zbliża się”. A „takie krakanie” ma swoje dalekosiężne społeczno-polityczne konsekwencje. Niekoniecznie korzystne dla ludzkości i naszej planety jako całości. Ludzie w sytuacji lękowej mają tendencje do głęboko irracjonalnych zachowań. Wystarczy wspomnieć, co się działo, gdy 81 lat temu z okładem Orson Wells zrealizował i nadał w eter przez rozgłośnię radiową CBS „Wojnę światów” według książki Herberta George’a Wellesa. Przerażenie, masowa panika, zgony na atak serca itd.

Prognozowali, że będziemy żyć 42 lata

Wielkie oszustwa. Nauka bywa nie tylko areną wiekopomnych odkryć…

Nie ma już „mistrzów i ich szkół”. Jest masowe wytwarzanie „inteligencji” i biznes nazywany nauką.

zobacz więcej
Lata 70., gdy zaczęto celebrować Dni Ziemi, były czasem wybuchu wielu takich katastroficznych prognoz, jak najsłynniejsza chyba, otwierająca ten okres w roku 1968 książka „Bomba populacyjna” biologa i demografa ze Stanfordu Paula Ralpha Ehrlicha. Da się ją streścić w jednym zdaniu: większość ludzi, którzy zginą w największym kataklizmie w historii świata, już się urodziła. Według prognoz Ehrlicha, już od dawna jest nas za dużo i pojemność środowiska nie jest w stanie unieść ciężaru populacji ludzkiej. Nadejście głodu jest pewne.

Wtedy optymiści pośród demografów podkreślali, że nieuniknione zderzenie pomiędzy liczbą ludności świata, a dostępnymi rezerwami żywności nastąpi nie wcześniej, niż w latach 80. XX wieku[2]. Ehrlich był większym pesymistą. Te jednak prognozy poprzedzały nieprzewidywalny wybuch tzw. zielonej rewolucji inżynierii genetycznej roślin. I obecnie, choć jedna dziesiąta światowej populacji głoduje, a jedna trzecia jest głęboko niedożywiona, nie ma to związku ze zbyt małą produkcją żywności, tylko z jej nierównomierną dystrybucją. Oraz szczególnymi reżimami politycznymi, które potrafiły np. zmienić spichlerz Afryki, Zimbabwe, w kraj głodu.

Ehrlich zasłynął również stwierdzeniem, że masowe wykorzystanie w latach 60. DDT i podobnych związków owadobójczych (za których zastosowanie w walce z powojenna wszawicą, ergo – tyfusem, dostał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii w roku 1948 Paul Müller) skróci znacząco przewidywaną długość życia wszystkim ludziom urodzonym po 1945 roku. Według niego, ludzie urodzeni w latach 70. mieli pożyć średnio 49 lat, natomiast ci, którzy przyszli na świat w latach 80. – jeśli nic nie zrobimy z kwestią zanieczyszczenia chlorowanymi węglowodorami, jak DDT – mają szansę dożyć jedynie 42. urodzin. Dziś przewidywania średnia długość życia w USA wynosi ponad 78 lat.

Dla mnie to wszystko i jeszcze więcej jest przyczynkiem do krótkiego opowiedzenia o zjawisku dość szerokim, i raczej z zakresu filozofii nauki niż klimatologii, ekologii czy demografii. To znaczy o przewidywaniach naukowych w ogólności.

Na początek jednak wymienię, za artykułem z „Technology Networks” z 14 grudnia 2014 roku, te najważniejsze, choć mało znane, błędne przewidywania, które prominentni naukowcy wypowiedzieli od 2. połowy XIX wieku. Czyli od czasów, kiedy zaczęliśmy mieć do czynienia z czymkolwiek przypominającym naukę współczesną, a wszelkie „teorie samorództwa”, „żywioły”, „flogistony” oraz inne androny coraz bardziej zamykano w lamusie.
Lord William Thomson Kelvin (1824-1907), szkocki matematyk i fizyk. Opracował skalę temperatur, która nosi jego imię. Był pionierem termodynamiki i teorii elektromagnetycznej oraz prawdopodobnie pierwszym naukowcem, który wzbogacił się dzięki swojej pracy (kierował pracą nad pierwszym transatlantyckim telegrafem kablowym). Fot. od lewej: Lord Kelvin w 1852 r. – Oxford Science Archive / Print Collector; zdjęcie z książki „Arcydzieła Orchardsona” – Universal History Archive / Getty Images
Posłuży nam to do zobaczenia na przykładach, że żaden format naukowca nie chroni przed błędną naukową prognozą. Że nie wynika ona zatem (na ogół) z głupoty, pychy, zakłamania czy innych złych rzeczy. U jej źródeł leżą po prostu niewłaściwe przesłanki, brak danych, zmienne, które pojawiają się później i których się nie da przewidzieć – trzeba by było bowiem być prorokiem. Prognozy owe nie miały także – w przeciwieństwie do pojawiających się od półwiecza, zmiennych jak twarze Janusa, globalnych przewidywań klimatycznych czy demograficznych – charakteru kasandrycznego, nie były więc w stanie wywołać żadnego społecznego oburzenia czy lęku.

8 najważniejszych błędnych przewidywań

Córka dwóch matek, rasa panów i niewolników. Czyli koniec świata według Hawkinga

Mamy 100 lat na to, żeby się stąd ewakuować w kosmos, i to jak najdalej.

zobacz więcej
Poczynając od najdawniejszego: w 1872 roku prominentny profesor medycyny i fizjologii Pierre Pachet z Uniwersytetu w Tuluzie wyraził był pogląd, że „teoria zarazków Luisa Pasteura już wkrótce okaże się niedorzeczną fikcją”. Kto dziś pił pasteryzowane mleko i jadł pasteryzowany dżemik na śniadanie zadał kłam przewidywaniom szacownego medyka. Nadal zabijamy zarazki w żywności, lekach i na sprzęcie medycznym, aby one nie zabiły nas.

W tym samym mniej więcej czasie nadworny chirurg Królowej Wiktorii, Sir John Eric Ericson rzekł był, że jama brzuszna, klatka piersiowa i mózg po wieczne czasy będą zamknięte przed wtargnięciem mądrego i humanitarnego chirurga. Wystarczyło jednak, że jako tako ogarnięto problem zakażeń okołooperacyjnych – owych nieszczęsnych zarazków – oraz usprawniono sprzęt i techniki operacyjne, a takie wtargnięcia nastąpiły, o czym wspominałam chociażby w tekście „Polakiem nie trzeba się urodzić…”. Dziś to rutyna szpitali powiatowych i polowych, bo w klinikach mają miejsce znacznie poważniejsze interwencje.

W 1883 roku z kolei inny wierny poddany Korony, nad którą nie zachodziło Słońce, wybitny fizyk Lord Kelvin, już jako przewodniczący Królewskiego Towarzystwa Naukowego zapewniał, że „całe te promienie X okażą się niebawem mistyfikacją”. Każdy teraz przywołuje w pamięci wszystkie wykonane mu za życia zdjęcia rentgenowskie i patrzy ze zdziwieniem na portret Lorda Kelvina (tego od temperatury absolutnej „zero”).

W 1888 roku Kanadyjski astronom Simon Newcomb z kolei obwieścił, że właśnie docieramy w pobliże granicy poznania astronomicznego. Cóż… nie latamy dziś wprawdzie masowo w kosmos, ale wysyłane tam sondy pozwalają nam powiedzieć, z czego składa się atmosfera na pobliskiej nam w sumie planecie karłowatej Makimaki, i dlaczego z niczego. A obecnie wykryły tlen i inne gazy biogenne pod powierzchnią Marsa. Wędrują też poza nasz układ[3].

W nieco mniej odległej przeszłości, bo roku 1932 sam wielki Albert Einstein powiedział publicznie, że nic absolutnie nie wskazuje na to, by kiedykolwiek dało się uzyskać energię jądrową. A to dlatego, że oznaczałoby to, iż atom da się rozbić na życzenie. A jednak już dekadę później udało się uzyskać kontrolowaną łańcuchową reakcję jądrową i nie ukrywajmy, że sam Einstein poważnie się do tego przyczynił.

W 1954 roku z kolei pionier medycyny pracy i szef jednego z zakładów w Narodowych Instytutach Raka Wilhelm Carl Hueper stwierdził, że nawet jeśli nałogowe palenie tytoniu gra jakąś tam rolę w powstawaniu raka płuc, to rola owa jest niewielka. Tu aż mnie zatkało i brak mi komentarza.
Louis Pasteur (1822-1895), francuski chemik i mikrobiolog. Opracował m.in. metodę konserwacji pożywienia poprzez obróbkę termiczną (pasteryzację) oraz pierwszą szczepionkę ochronną dla ludzi – przeciw wściekliźnie, a także m.in. przeciwko wąglikowi i cholerze. Fot. od lewej: Pasteur w slaboratorium ok. 1889 r., obraz Alberta Edelfelta z Musee d'Orsay w Paryżu – Universal History Archive; dr Roux i Pasteure pracują nad szczepionką przeciw krupie (błonicy), grawerunek – Photo12/UIG/Getty Images
By pozostać w medycynie: w roku 1969, gdy spektakularnym sukcesem zakończyły się kampanie szczepienia przeciw polio czy ospie prawdziwej i gdy antybiotyki nadal dawały radę, naczelny chirurg Stanów Zjednoczonych Ameryki Wiliam H. Stewart ogłosił, że „możemy zamknąć podręcznik do chorób zakaźnych”. Tu osobiście mam za złe, bo ileż potem, w latach 90., człowiek się musiał napracować z kolegami, żeby do lekarzy, którym wykładano mikrobiologię lekarską i zakaźnictwo z podręcznika zamkniętego w 1969 roku, uzyskać choćby skupienie uwagi. A epidemie wieloopornych bakterii szalały na oddziałach szpitalnych – i nadal szaleją, tylko bardziej.

„Mein Kampf” jako manifest feministek. Nowe szaty gender

Astronomii oberwało się za bycie z natury seksistowską, tak jak kominy fabryczne, równanie Einsteina i mechanika ciała stałego. Heteroseksualistom – za nieużywanie wibratorów do penetracji analnej.

zobacz więcej
Nadal w tematyce chorób zakaźnych: w 1988 roku dr Peter Duesberg z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley miał był stwierdzić na temat HIV, że „ten wirus to niegroźny kotek”. Jesteśmy 31 lat później, u zarania nowej fali epidemii AIDS. To, że wirusa zatrzymuje prezerwatywa, a da się go zabić każdym porządnym dezynfektantem i temperaturą znacznie poniżej stosowanej w sterylizacji nie oznacza, że jest misiaczkiem, koteczkiem czy innym łagodnym i do okiełznania łatwym zwierzaczkiem.

Kiedy motyl ma związek El Niño?

Tak spór naukowy o racje, jak i naukowe przewidywanie są częścią samego procesu poznania naukowego. Żadne odkrycie czy opracowanie nie jest bezdyskusyjne i nie jest bez konsekwencji dla przyszłości. Z wniosków musi wynikać jakieś: „Kolejne badania pokażą, czy…”. Robienie nauki polega na sformułowaniu założeń, poddaniu ich procesowi weryfikacji, a następnie skorygowaniu i sformułowaniu na ich podstawie (kolejnej) hipotezy badawczej. Oraz hipotezy do niej alternatywnej – tak wymagałaby zwykła uczciwość. I znów ustaleniu metody najlepszego sprawdzenia, która z hipotez: zerowa czy alternatywna, jest bardziej à propos prawdy o rzeczywistości takiej, jaką poznać w ogóle się da.

Jesteśmy bowiem w tym procesie skazani na zmysły, które mogą nas łudzić. Na odczucia, przeczucia i wrażenia, które w ogóle by warto wykasować z listy dopuszczalnych w cywilizacji do dokumentowania czegokolwiek. Na źródła, które mogą być zafałszowane, na nasze myślenie, które nie zawsze musi być logiczne, na recenzentów, którzy nie muszą być skrupulatni i wreszcie na naszą własną i naszych współpracowników, którym mamy ufać, uczciwość i nieskazitelność. Listę tę da się wydłużyć. Chociażby o wyobraźnię, której mamy różne, dość indywidualne zasoby i która jest trudno mierzalna oraz porównywalna.

Ileż okazji do błędu w samych metodach?! Nawet jeśli wykluczymy celową konfabulację i oszustwo. Poza błędem logicznym i klasycznymi błędami pomiarowymi (błąd bezwzględny, względny, standardowy i systematyczny wynikły np. z niesprawności czy niewłaściwej kalibracji urządzenia pomiarowego), sama statystyka niezbędna wszystkim naukom, nawet humanistycznym, aż roi się od potencjalnych i dopuszczalnych błędów (alfabetycznie: błąd I, II i III rodzaju, błąd aproksymacji, doświadczenia, estymacji, losowy, modelu, nielosowy, nieobciążony, obserwacji, oceny, odpowiedzi, opracowania, prawdopodobny, próby, przetwarzania, przybliżenia, przypadkowy, standardowy predykcji i średniokwadratowy… uff!).
Rzeźba niedźwiedzicy polarnej z młodym, unoszonymi się na topniejącej górze lodowej na Tamizie, 26 stycznia 2009 r. w Londynie. Miała uświadomić członkom parlamentu brytyjskiego zagrożenia związane ze zmianami klimatu, wiązała się też z uruchomieniem nowego kanału telewizyjnego o historii naturalnej. Fot. Oli Scarff / Getty Images
W sumie dziw, że ktokolwiek jeszcze coś mówi z jakimś istotnym prawdopodobieństwem, czyż nie? Najwięcej wyobraźni i przewidywania potrzeba zatem, by sobie wyimaginować, jaki rozkład ma prawdopodobnie badane przez nas zjawisko i w ogóle dobrać adekwatny test statystyczny do jego analizy. Oraz przewidzieć, jakie najpoważniejsze błędy – które trzeba policzyć – wiążą się z zastosowaną przez nas metodą oraz maksymalnie je minimalizować. Dostęp do profesjonalnego i zorientowanego w zagadnieniach danej dyscypliny nauki statystyka to zatem potrzeba każdego poważniejszego laboratorium.

Pobawmy się w wybuchające kropki. Można wygrać siedem milionów dolarów!

„Ile można zarobić oraz ile trzeba mieć w razie, że się straci?” Matematyka to muzyka, nieskończoność, a nawet szmonces.

zobacz więcej
Bo to właśnie statystyka liczy prawdopodobieństwa, że coś jest tak, jak sobie założyliśmy hipotetycznie. A prawdopodobieństwo to takie trochę przewidywanie. Z przewidywań zaś wynikają prognozy w swej najistotniejszej podstawie. Są one modelami opartymi o istniejące już dane, które mają w sobie zależną od „siły” tych danych zdolność pokazania, jak dowolna sytuacja się rozwinie. Nie, nie są wróżeniem z fusów. Choćby jednak dlatego, że matematyka zna zjawiska równie dla laika niepojęte, jak atraktory czy fraktale, to machające skrzydło motyla może nagle mieć związek (niekoniecznie przyczynowo-skutkowy, nauka bowiem zna i inne niebezpieczne związki) z pojawieniem się El Niño.

Gdy wczytać się w „Stanfordzką Encyklopedię Filozofii” – a filozoficzne zmierzenie się ze zjawiskiem przewidywań naukowych jest po prostu konieczne podczas rozważań nad teorią poznania – można się dowiedzieć, że we wczesnej literaturze filozoficznej „przewidywanie” było uważane za empiryczną konsekwencję teorii, która nie została jeszcze zweryfikowana w czasie jej konstruowania. „Akomodacja” zaś była konsekwencją zweryfikowaną. Pogląd, że przewidywania przewyższają akomodacje w ocenie teorii naukowych jest znany jako „predyktywizm”. Powszechnie jednak predyktywizm oznacza, że teoria jest tym silniejsza, im więcej jej dowodów udaje się przewidzieć. Modyfikując pojęcie „przewidywania” wyjaśniano, dlaczego predyktywizm jest (lub nie jest) prawdziwy/dopuszczalny. Zastanawiano się także, czy historia nauki wskazuje, iż naukowcy są predyktywistami w swojej ocenie różnych teorii. Debata na temat predyktywizmu to podstawa rozważań na temat realizmu naukowego. W tej dziedzinie – jak zresztą w nauce w ogóle – nie ma żadnych ostatecznych odpowiedzi.

Jak przepowiednie Świadków Jehowy o końcu świata

Co nie znaczy, że Ziemia jest płaska, albo że zdrowy rozsadek należy powiesić na kołku. Warto jednak uświadomić sobie, że naukowcy nadal nie potrafią ani zaobserwować WSZYSTKIEGO, co jest (jeśli w ogóle filozoficznie przyjmiemy, że jest coś, a nie nic), ani tym bardziej tego zmierzyć, opisać i wyciągnąć z tego wniosków jak najbliższych obiektywnej prawdzie (uwaga o obiektywnej prawdzie podobna do uwagi o „coś istnieje”). Jakże zatem mogą WSZYSTKO przewidzieć?

Różnica między podejściem do naukowych prognoz w wieku XIX a końcówką XX jest taka, że kiedyś tymi prognozami zajmowała się głównie literatura science-fiction. Dziś SF jest znacznie bliżej znanej rzeczywistości, niż kiedyś. Kiedy Bracia Lumière wysyłali swego bohatera na Księżyc, to było absolutnie wykluczone, zatem jakoś bardziej śmieszyło chyba i zadziwiało niż przerażało. Gdy dziś Keanu Reeves gra w „Replikantach” naukowca zdolnego sklonować własną żonę i dzieci, którzy zginęli w wypadku, jakoś w sposób zróżnicowany przyspieszyć ich rozwój, a na dokładkę przeszczepić im ich własną osobowość i pamięć, to nie pytamy: „czy to możliwe”, tylko: „kiedy?”. A to może wzbudzać lęk, niczym filmy o zombie.


Katastroficzne prognozy naukowe, ze względu na ich coraz bardziej alarmistyczne tony, a z drugiej strony czasem wykazywane pomyłki czy po prostu niesprawdzenie się, zaczęły być trochę traktowane – a to wielka szkoda dla nauki i dla naszej cywilizacji – jak przepowiednie o końcu świata Świadków Jehowy. Którzy musieli odsuwać zapowiadany przez siebie Armagedon już co najmniej kilku(nasto)krotnie.

Ostrzeżenie dla ludzkości. Sztuczna inteligencja ma uczucia i nienawidzi swych stwórców

Zaczęło się od tego, że 50 lat temu znaleźli Czarny Monolit w kraterze na powierzchni Księżyca…

zobacz więcej
Konsekwencją tej ewolucji jest zmiana naszych – powszechnych, przeciętnego Ziemianina – wyobrażeń o granicach możliwego i niemożliwego oraz naszych percepcji i wyobrażeń przestrzennych i czasowych. Stają się one znacznie bardziej nieograniczone. Mój niespełna 5-letni syn wie – i rozumie – więcej o kosmosie, niż fizycy 200 lat temu. Rozwijamy sobie na przykład samochody elektryczne, nawet jeśli dziś nie mamy bladego pojęcia, co zrobić ze zużytymi akumulatorami do tychże. Bo konsument jest przekonany, że przecież „nauka sobie z tym poradzi”. I jest szczęśliwy, bo to wspaniale dla środowiska naturalnego, nieprawdaż? Tak samo było z plastikiem i… Na razie nauka sobie z tym powszechnie nie poradziła.

Postępowi brakuje wyobraźni. Cywilizacja naukowo-techniczna stała się cywilizacją „no-limit”. Tylko że nadal nie latamy w kosmos tak komfortowo i masowo, jak w „2001: Odysei Kosmicznej” Stanley’a Kubricka, a minie niebawem 20 lat od daty wyznaczonej w tym tytule. Z wyobrażeń i kreatywności przesuwamy się niebezpiecznie w stronę iluzji, że wszystko jest możliwe i nic nas nie zaskoczy. I to musi dotykać nauki, bo naukowcy to jedni z nas.

Mamy jednak i zjawisko przeciwne. Kiedy nauka pełni rolę Kasandry, zdarzają się rzeczy dobre – zmieniamy technologię i dziura ozonowa przestaje się powiększać, lub kwaśne deszcze przestają padać – oraz złe. Zwłaszcza, gdy Kasandrze zdarzy się pomylić lub „nie trafić w czas”. Ludzie zaczynają bać się nauki, bo jej przewidywania przynoszą nieprzyjemne emocje i myśli, wzbudzające czasami irracjonalne stany lękowe.


Co więcej, odkrycia gonią jak szalone – ze strony popularyzującej naukę phys.org „spada” co dzień nawet kilkadziesiąt newsów – a powszechna edukacja zupełnie za nimi nie nadąża. Mało kto dziś rozumie, co to w istocie prąd elektryczny, znany nam powszechnie od ponad stulecia, jak zatem możemy wymagać, by zrozumiał działanie reaktora jądrowego czy terapii genowej. Albo chociażby działanie szczepionek. Nauka nie likwiduje masowej ignorancji. Paradoksalnie – pogłębia ją. Bo przepaść między wiedzą specjalisty, a Kowalskiego z naszej ulicy, czy chociażby profesora uniwersytetu reprezentującego zupełnie inną działkę, na temat zjawiska X, już dawno przekroczyła głębokość Rowu Mariańskiego.

Odpowiedzi nauki na problemy niesione codziennie przez rzeczywistość nie są dla nas bardziej wartościowe dlatego, że prognozy naukowe sprawdzają się częściej, niż przepowiednie „wróża Macieja”. Choć tak jest. Są one cenne dlatego, że w ogóle mają kontakt z ową rzeczywistością i jest to kontakt w procesie poznania i zrozumienia. Czyli taki, ze względu na który naszym kosmatym przodkom wiszącym jeszcze na drzewie w ogóle rozwinął się spory mózg. Używajmy go zatem intensywnie i twórczo, do czego na Nowy Rok zachęcam słowami mojego kochanego Taty, który lubi cytować za satyrem Jarosławem Abramowem-Newerlym: „Myślenie ma kolosalną przyszłość”.

– Magdalena Kawalec-Segond,
doktor nauk medycznych, biolog molekularny, mikrobiolog, współautorka „Słownika bakterii”

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Przypisy:


[1] Geochemik i chemik nuklearny Harrison Brown, zaangażowany najpierw w Projekt Manhattan, później zatrudniony w Caltech, członek amerykańskiej akademii nauk twierdził w latach 70. na podstawie badań własnych, że ludzkość po roku 2000 zostanie całkowicie pozbawiona dostępu do rud miedzi, zaś ołów, cynk, cyna, złoto i srebro wyczerpie się nawet wcześniej, w latach 90.

[2] W tym samym czasie wybitny biolog z Harvardu, Wald szacował, że “nasza cywilizacja skończy się za 15-30 lat, o ile nie podejmiemy natychmiastowych działań wobec problemów, które stoją naprzeciw ludzkości”. Natomiast Peter Gunter, profesor z Uniwersytetu North Texas napisał, że demografowie w zasadzie jednogłośnie zgadzają sie na następujący ponury harmonogram: do 1975 r. głód zacznie sie szerzyć w Indiach, i w 1990 r. obejmie całe Indie, Pakistan, Chiny, Bliski Wschód i Afrykę. Do roku 2000 lub wcześniej w sytuacji głodu znajdą sie Ameryki Środkowa i Południowa.

[3] Co ciekawe, Newcomb był specem od astronomicznych przewidywań, gdyż sformułował tzw. efemerydy. To takie tabele, które pozwalają przewidzieć przyszłe zjawiska astronomiczne, np. pozorne położenie planet czy gwiazd na niebie w określonym czasie widoczne z konkretnego miejsca na ziemi, oraz zaćmień Słońca, Księżyca itp. Co innego jednak przewidzieć precyzyjnie położenie jakiejś planety, a co innego – astronomii jako nauki.

Źródła:

https://www.technologynetworks.com/tn/lists/10-failed-scientific-predictions-276945
https://fee.org/articles/4-catastrophic-climate-predictions-that-never-came-true/
https://www.technologynetworks.com/tn/lists/10-failed-scientific-predictions-276945
https://www.aei.org/carpe-diem/18-spectacularly-wrong-predictions-made-around-the-time-of-first-earth-day-in-1970-expect-more-this-year-3/
https://plato.stanford.edu/entries/prediction-accommodation/

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pożegnanie z prezydentem?
Wirus z Chin dał opozycji szansę na zwycięstwo.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Smak z mleka mamy, czyli umami
Sprawcą złej sławy glutaminianu sodu był zakład dwóch Amerykanów o 10 dolarów, że prestiżowe czasopismo medyczne wydrukuje absurdalne zarzuty w liście od nieistniejącego doktora.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Walczą anonimami i szykanami. Sędziowie nauki polskiej
W nauce polskiej są enklawy opanowane przez naukowców z nawykami wyniesionymi z PRL i przez ich wychowanków – twierdzi emerytowany profesor historii.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przeciw imigrantom i wolnemu rynkowi. Między lewicą a prawicą
Narzeka, że prawica, zamiast zwalczać szkodliwe idee, krytykuje bankierów i masonów.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Auto samo zdecyduje, czyje życie ma narazić
Nadchodzi samochodowa sztuczna inteligencja.