Cywilizacja

Cztery żony, konkubina i pudel. Wszystkie ekscesy króla

W doniesieniach amerykańskiej ambasady ujawnionych przez Wikileaks można przeczytać, że Fu-fu brał udział w przyjęciach dyplomatycznych i chodząc po stole, spijał trunki zaproszonych gości. Po śmierci psa w 2015 roku ceremonie pogrzebowe, według buddyjskiego rytuału, trwały cztery dni.

Kobiety, które wiążą się z królem Tajlandii Vajiralongkornem, wstępują na pole minowe. Ostatnio mogła się o tym przekonać 34-letnia Sineenat, kiedyś pielęgniarka, potem wiele lat oficer w gwardii królewskiej. To z jej powodu król, po blisko stu latach, przywrócił instytucję konkubinatu.

28 lipca tego roku, w dniu swoich 67. urodzin zawarł formalny związek z Sineenat, która oprócz licznych odznaczeń otrzymała też tytuł Nobliwej Towarzyszki Króla. Pikanterii sprawie dodawał fakt, że na uroczystości obecna była też czwarta z kolei żona monarchy, królowa Suthida, z którą ożenił się ledwie 3 miesiące wcześniej.

Przez krótki czas obie panie pokazywały się nawet razem w towarzystwie króla, jednak już 21 października monarcha poinformował o wygnaniu swojej konkubiny z pałacu i pozbawieniu jej wszelkich dystynkcji. W oficjalnym dokumencie napisano, że Sineenat była „niewdzięczna”, „nielojalna” i robiła wszystko, aby być traktowaną na równi z królową, której nie chciała okazywać należnego szacunku.


Z trzech poprzednich małżeństw Vajiralongkorna, zwanego też Ramą X, tylko pierwsze – z kuzynką arystokratką – zakończyło się w cywilizowany sposób. Druga żona, aktorka Sujarinee, która urodziła mu czterech synów i jedną córkę, musiała uciekać z kraju, gdy król oskarżył ją między innymi o zdradę małżeńską. Zarzutami wobec byłej żony kazał wyplakatować mury swojego pałacu. Jeszcze gorzej skończyła jego trzecia wybranka Surirasmi. W 2014 roku książę wtrącił dziewięcioro jej bliskich krewnych, w tym rodziców, do więzienia. Twierdził, że wykorzystywali koneksje na dworze do swoich prywatnych interesów. Surirasmi musiała opuścić pałac i słuch o niej zaginął. Wedle jednych doniesień mieszka w zamknięciu na przedmieściach Bangkoku, wedle innych nie żyje.
Obecna królowa Suthida, kiedyś stewardesa, poślubiła króla Vajiralongkorna w maju 2019 roku. Fot. Thai TV/Reuters
Książę „ma w sobie coś z Don Juana” – mówiła wiele lat temu jego matka, królowa Sirkit, twierdząc jednak, że poza tym jest on dobrym chłopcem. Losy jego byłych dworzan, z których wielu po wypadnięciu z łask księcia kończyło w więzieniu, a kilku, według oficjalnej wersji, popełniło tam nawet samobójstwo, zdają się jednak potwierdzać krążące informacje o niestabilnym i mściwym charakterze Vajiralongkorna.

Fu-fu rządzi

O tym, że jest ekscentrykiem poddani zdążyli się już przekonać na własne oczy i to pomimo ścisłej dworskiej cenzury. W internecie można obejrzeć zdjęcia z Europy wytatuowanego księcia w krótkim, raczej damskim podkoszulku. Jest też filmik z 2007 roku, gdy Vajiralongkorn w towarzystwie półnagiej towarzyszki spożywa uroczystą kolację. Oboje celebrują urodziny pudla o imieniu Fu-fu, jedynej być może istoty, do której książę żywił bezwarunkowe uczucia.

Pierwsza abdykacja od 200 lat. Najstarsza monarchia świata schodzi na ziemię

30 kwietnia cesarz Akihito ustępuje z urzędu. 1 maja tron obejmuje jego syn, książę Naruhito. To pierwsza abdykacja od ponad dwóch wieków w liczącej ponad 2600 lat monarchii.

zobacz więcej
W doniesieniach amerykańskiej ambasady ujawnionych przez Wikileaks można przeczytać, że Fu-fu brał udział w przyjęciach dyplomatycznych i chodząc po stole, spijał trunki zaproszonych gości. Po śmierci psa w 2015 roku ceremonie pogrzebowe, według buddyjskiego rytuału, trwały cztery dni. Fu-fu nosił też odpowiednio skrojony mundur marszałka lotnictwa – król kocha bowiem armię. Sam ukończył akademię wojskową w Australii i pilotuje prywatnego boeinga. Jest marszałkiem i admirałem wszystkich sił tajskiej armii. Do rangi generalskiej lubi podnosić też kobiety swojego życia, przynajmniej do czasu, gdy go nie „zawiodą”.

Obecna królowa, kiedyś stewardesa, przed awansem musiała przejść jednak wyczerpujący, przeznaczony dla mężczyzn, trening wojskowy w tajskiej dżungli.

Doniesienia o ekscesach następcy tronu od dawna budziły trwogę elit Bangkoku. Książę wydawał się być dokładnym przeciwieństwem swego ojca, króla Bhumibola, który po 70 latach zasiadania na tronie zmarł w 2016 roku.

Monarcha, rząd i junta

Tajska monarchia czerpie z dwóch kulturowych tradycji: hinduizmu i buddyzmu Therawada. Władca swą legitymację do rządzenia opiera na boskim pochodzeniu, ale też na cnocie i dobrych uczynkach. Król Bhumibol idealnie się w tej formule odnalazł. Swój religijny status umacniał poprzez działalność dobroczynną, projekty modernizacyjne dla wsi oraz częste kontakty ze zwykłymi ludźmi, którzy cenili też jego łagodne usposobienie i brak skandali w życiu osobistym. Ten wypracowany autorytet ułatwił mu poszerzanie dla siebie miejsca w krajowej polityce.
Była premier Yingluck, siostra byłego premiera Thaksina, tajlandzkim rządem kierowała 3 lata. Na zdjęciu: w otoczeniu zwolenników w drodze do Sądu Najwyższego. Lipiec 2017 roku. Fot. REUTERS/Athit Perawongmetha
Do 1932 roku Tajlandia była monarchią absolutną. Potem na skutek krótkiej rewolucji, władza formalnie przeszła w ręce polityków, a królowi przypadły funkcje reprezentacyjne. Krajem rządzili odtąd cywile albo, dużo częściej, junta wojskowa, która obalała poprzedni rząd w wyniku zamachu. Tak władzę objął również obecny premier, generał Prayut Chan-o-cha, który w 2014 roku wyprowadził armię na ulice.

Od lat 60. XX wieku pozycja króla w polityce zaczęła ponownie rosnąć. Ówczesny dyktator marszałek Sarit stworzył nową ideologię państwową. Tajskość miała być spoiwem trzech elementów: monarchii, religii i narodu.

Kolejni generałowie przychodzili i odchodzili, a król pozostawał ten sam. Zarządzanie państwem na co dzień mogło leżeć w gestii armii lub cywili, jednak w decydujących dla kraju momentach, to zawsze król i stojący za nim boski oraz świecki autorytet miał ostateczne słowo. Interwencje monarchy mogły z jednej strony łagodzić opresje wojskowych, z drugiej jego szczególna pozycja w systemie władzy oraz nieskrywana niechęć do „egoistycznej” i „kłótliwej” polityki partyjnej hamowała rozwój tajskiej demokracji.

Najjaskrawiej było to widać, gdy premierem w 2001 roku został Thaksin Shinawarta. Dziś uznać go można za prekursora fali populizmu, która w ostatnich latach rozlała się po krajach Zachodu. Thaksin, prowincjonalny miliarder z branży telekomunikacyjnej rzucił wyzwanie elitom Bangkoku. Obiecując programy socjalne dla ubogiej, zaniedbanej przez centrum prowincji, odniósł zwycięstwo w demokratycznych wyborach. Elity, które mimo wewnętrznych konfliktów, dzieliły dotąd władzę między sobą, poczuły się zagrożone. Thaksin obsadzał instytucje państwa, w tym wojsko i sądy, swoimi ludźmi. Dla mieszkańców prowincji zaś, którzy otrzymali ubezpieczenie zdrowotne i tanie kredyty na produkcję rolną, stał się niemal bohaterem.

Niebezpieczne związki. O księciu, który został bezrobotnym

59-letni Andrzej, książę Yorku, syn królowej Elżbiety II stracił stałą pracę.

zobacz więcej
Był brutalny w walce z handlem narkotykowym, naginał przepisy i to właśnie rola ludowego przywódcy postawiła go na kursie kolizyjnym z pałacem. Ojciec narodu mógł być tylko jeden. Po zbojkotowanych przez opozycję wyborach w 2006 roku król uznał, że były one niedemokratyczne i w kraju panuje „nieporządek”. Dalej akcja potoczyła się wedle ogranego scenariusza.

Gdy Thaksin przebywał z wizytą w ONZ, na ulice Bangkoku wyjechały czołgi. Dowódca junty generał Sonthi stwierdził, że sytuacja kraju martwiła króla i on: „zrobi wszystko, by zmartwienia Jego Wysokości załagodzić”. Wkrótce prasa opublikowała zdjęcia generałów leżących u stóp króla Bhumibola.

W 2014 powtórzyło się to samo. Wojsko, tym razem pod dowództwem generała Prayutha, obaliło demokratyczny rząd, którym od 3 lat kierowała Yingluck, siostra Thaksina. Tym razem junta zrobiła jednak wszystko, by w kolejnych wyborach wynik był już prawidłowy. Ludność na prowincji poddana została represjom. Działacze opozycyjni, niewygodni dziennikarze i blogerzy przeszli programy „korygujące” ich sposób myślenia (ang. attitude adjustment). Nowa ordynacja wyborcza, zastraszanie przeciwników politycznych i blisko dwa miliony nieważnych głosów przesądziły, że po wyborach w marcu 2019 roku władza pozostała w ręku wojskowych. Mogłoby się wydawać, że ich pozycja będzie niezagrożona. Jest jednak inaczej.

Na drodze do despocji

Ekstrawagancje obecnego monarchy miałyby drugorzędne znaczenie, gdyby dotyczyły tylko jego prywatnego życia. Rama X wszedł jednak w duże buty po swoim ojcu. Fakt, że siła polityczna monarchy w Tajlandii może być dużo większa niż wynika to z formalnych zapisów, oznacza, że decyduje charakter człowieka zasiadającego na tronie. I tu zaczyna się problem.
Ludzie obserwujący życie publiczne Tajlandii zastanawiali się w chwili akcesji Vajiralongkorna, czy i w jaki sposób będzie on angażował się w politykę. Minęły trzy lata. Dziś bardziej zasadne byłoby pytanie, czy Tajlandia nie zmierza z powrotem w kierunku monarchii absolutnej.

Symbolem zachodzących zmian może być usunięcie z centrum Bangkoku tablicy upamiętniającej rewolucję z 1932 roku. Zastąpiono ją inną, ku czci tajskiej monarchii. Tuż po objęciu tronu król przystąpił do tworzenia osobistej gwardii, złożonej dziś z 5 tysięcy elitarnych żołnierzy. Ostatnio dekretem przejął też osobistą kontrolę nad dwiema innymi jednostkami wojska, a oddziały powiązane z rządzącą generalicją kazał wyprowadzić ze stolicy. Całą armią dowodzi zaś oddany mu wiernie generał Apirat. Ośrodek władzy kraju, przynajmniej jeśli chodzi o resorty siłowe, ewidentnie przesuwa się zatem w kierunku pałacu.

Król przejął też osobistą kontrolę nad swoim, wartym 40 miliardów dolarów, majątkiem zarządzanym dotąd przez oddzielną instytucję. Stać go więc teraz na tworzenie obozów wojskowych dla ludności cywilnej, gdzie oprócz ćwiczeń z bronią w ręku, odbywają się też wykłady o jedności narodu skupionego wokół monarchii.

Król potrafił też wprost demonstrować swoją wyjątkową pozycję, na przykład wprowadzając zmiany do nowej konstytucji, mimo że została ona już przyjęta w referendum albo gdy formalnie zakazał swojej siostrze startu w wyborach parlamentarnych. Postępuje więc zupełnie inaczej niż swój ojciec, który świadomy formalnych ograniczeń, działał raczej zakulisowo. Autorytet monarchii, który po sobie zostawił Bhumibol, jest jednak tak wielki, że postępowanie obecnego króla dotąd nie napotyka oporu rządzących krajem generałów.

Prezydent na wojnie z narkotykami, Kościołem i Ameryką. Potrzebuje pieniędzy na buty, motocykle i dziewczyny

Do zachodnich organizacji praw człowieka zwrócił się: - Przepraszam, czy uważacie nas za małpy, które mówią?!

zobacz więcej
A co sądzą o tym media, zwykli ludzie? Temat publicznie nie istnieje. Tajlandia od dawna ma surowe kary, do 15 lat więzienia, za obrazę majestatu króla. Obecne władze stosują je wyjątkowo skrupulatnie. Wyrok można dostać już za „polubienie” niestosownej wiadomości internetowej albo za krytykę poczynań monarchii w XVI wieku. Nawet w prasie zagranicznej nieprzychylne głosy ekspertów wobec króla są często anonimowe. Ujawniając się, autorzy ryzykują odmowę wjazdu do Tajlandii. Dwukrotnie w ostatnim roku, z Wietnamu i z Laosu, uprowadzani byli tajscy krytycy monarchii. Ciała dwóch z nich wypełnione cementem znaleziono w rzece Mekong, po reszcie ślad zaginął.

Dla części Tajów monarcha, kimkolwiek by on był, pewnie zawsze pozostanie nietykalny. Wystarczy spojrzeć, z jaką czcią otaczają oni portrety Ramy X. Inni swoją krytykę muszą ograniczyć do kręgu najbardziej zaufanych osób.

Do pełnej despocji w Tajlandii wciąż jednak daleka droga. Król musiałby rozszerzyć swoją władzę na inne dziedziny życie społecznego, choćby na gospodarkę, a na to się dziś nie zanosi. Poza tym, jeśli w kulturze tego kraju autorytet władcy istotnie powinien opierać się też na jego cnotach i dobrych uczynkach, to Rama X ma dużo do nadrobienia.

Dla zbudowania silnej osobistej pozycji potrzeba też czasu i samozaparcia, tymczasem król zbliża się do siedemdziesiątki i ma swoje słabości. Już dziś dużo czasu spędza podobno w swojej willi pod Monachium. Udaje się go czasem sfotografować, gdy w żeńskim towarzystwie pedałuje po bawarskich szosach. Tak czy inaczej, zwykli Tajowie, także ci z dalekiej prowincji, będą musieli jeszcze poczekać, zanim dostaną możliwość wyboru przywódców, którzy zajmą się ich problemami.

– Piotr Bernardyn

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
My Cyganie kochamy wolność… Oszust „Hoss” z królewskiego rodu
Kim naprawdę są przestępcy, którzy wymyślili metodę „na wnuczka”?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Antifa. Z kastetem ku lepszej przyszłości
Czy Donald Trump powinien ich uznać za terrorystów?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Serwują „samodzielnie robioną kawusię”. Niepełnosprawni kelnerzy
Może i nie ma leku na autyzm czy zespół Downa, ale dziecko można nauczyć mówić i rozumieć świat, w którym żyje.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
W bazie blisko Waszyngtonu czekają żołnierze z bagnetami
Im szybciej zgromadzisz oddziały i zdominujesz pole walki, tym szybciej zagrożenie zniknie – mówił o strategii wobec zamieszek sekretarz stanu Mark Esper.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Breloczki, bryłki, piramidki. Co nas ochroni przed 5G?
Biznes „anty 5G”, bazujący na ludzkich lękach i naiwności, kwitnie.