Historia

Biały uciekinier z Rosji, entuzjasta endecji, kapitan polskiej reprezentacji w piłce nożnej, w PRL skazany na zapomnienie

Odrodzona Polska nie pozwoliła mu bronić Warszawy w 1920 roku. „Gdybyś był pan Włochem, Węgrem, Amerykanem, beduinem, kitajcem, indianem czy murzynem – to co innego” – usłyszał w punkcie werbunkowym.

Jerzego Bułanowa zabrakło pośród kandydatów do konkursu na jedenastkę "biało-czerwonych” zorganizowanego z okazji stulecia Polskiego Związku Piłki Nożnej. Rekonstrukcja jego losów przypomina układanie zdekompletowanego puzzle.

W Polsce spędził niespełna ćwierć wieku. Przybył będąc 16-letnim zbiegiem z ogarniętej pożogą wojny domowej Rosji. Bułanowowie – zamożna rodzina moskiewska – za rodowe precjoza zdołała się wykupić śmierci:

„Po splądrowania i dewastacji naszego pełnego antyków mieszkania rodzice trafili do aresztu, a ja z braćmi zostaliśmy pozostawieni własnemu losowi. Ze starszym o dwa lata Borysem wiele tygodni wałęsaliśmy się po ulicach pracując tu i ówdzie, by zapewnić wikt młodszym: Mikołajowi oraz Romanowi. Bolszewicy łaskawie pozwolili nam kwaterować w służbówce (...) Na szczęście uwięzieni dobili z czekistami transakcji i odzyskali wolność za ukryte w skrytce carskie imperiały.”
Jerzy Bułanow z kwiatami otrzymanymi z okazji rozegranego 400 meczu w barwach klubu sportowego Polonia Warszawa 20 października 1935 roku. Fot. NAC/IKC
Skompletowana familia ruszyła czym prędzej, i czym popadło, na zachód. Koniec końców dotarli do Wołkowyska. Tam powitali nowy 1920 rok. Z pewnością nie wiedzieli, że kilkanaście dni wcześniej – 21 XII 1919 – utworzono Polski Związek Piłki Nożnej.

Ku Narodowej Demokracji

Gdy na Polskę ruszyła bolszewicka nawała Bułanowowie z młodszym rodzeństwem znaleźli azyl w Ostrowie Wielkopolskim, a bracia Jerzy i Borys zgłosili się do punktu werbunkowego. Nie przyjęto ich z racji narodowości. „Gdybyś był pan Włochem, Węgrem, Amerykanem, beduinem, kitajcem, indianem czy murzynem – to co innego – rzekł odsyłając mnie z kwitkiem pewien rubaszny sierżant. Latem 1920 pomagałem, więc wraz z bratem transportować rannych, dowożonych na Pragę wprost z frontu pod Radzyminem, do warszawskich szpitali. (...) W głębi duszy liczyliśmy, że Piłsudski dogada się z Judeniczem, Denikinem czy Wranglem [„białymi” dowódcami walczącymi przeciw bolszewikom], co położy kres czerwonemu od krwi terrorowi. Niestety tak się nie stało”.

Czy właśnie to rozczarowanie skierowało Bułanowa ku Narodowej Demokracji, której przez lata II RP i okupacji potem kibicował?

„Na Piłsudskiego cień rzuca inspirowany przezeń pucz, skutkujący ofiarami śmiertelnymi, a potem brutalna rozprawa z oponentami. Zastanawiam się nieraz jak potoczyłyby się polskie losy gdyby nie zabójstwo Gabriela Narutowicza? Gdyby u władzy pozostali Ignacy Paderewski z Władysławem Grabskim. Gdyby realny wpływ na rządy miał Roman Dmowski?” – wspominał Jerzy Bułanow.

Sam tych osobistości nigdy nie spotkał. Ale poznał Ignacego Matuszewskiego. Piłsudczyka coraz bardziej stojącego w kontrze do sanacji. Przypominanego niedawno w polskich mediach jako organizatora i uczestnika ewakuacji 75 ton złota Banku Polskiego poprzez Rumunię, Turcję i Syrię do Francji we wrześniu 1939 r. „Przypadkowe spotkanie z Haliną Konopacką w «Swannie». Pardon, panią pułkownikową Matuszewską. Zresztą oczywiście mąż jej towarzyszył. Elokwentny, rzeczowy, przewidujący – tęgi umysł. Halina prowadzi pismo sportowe i znając me pisarskie zacięcie nakłania, bym skrobnął tam coś o futbolu.”

Trzymajmy się jednak chronologii. Wobec braku perspektyw powrotu do ojczyzny Bułanowowie cumują w Sulejówku. Starci bracia znaleźli doraźne zatrudnienie w domu mody Hersego oraz salonie modysty Cieszkowskiego. Jerzy niebawem zdobył posadę stałą – w fabryce słodyczy Fuchsa.

Z cudzym paszportem na mecz

Jak to się stało, że zasilił klub piłkarski Korona pozostaje zagadką. W tym momencie należy wyjaśnić, że bohater tego tekstu, urodzony w 1903 roku w Moskwie, futbolu posmakował w tamtejszych drużynach 11 lat później. Przygodę piłkarska zrazu utrudniała mu, a potem przerwała historia.

Zaszczuty polski bohater. Czyli czarnowidz, który miał rację

Przeciwko niemu ruszyła machina FBI, wywiad wojskowy i komuniści w USA. Przeciwnika sojuszy z Sowietami okrzyczano pomocnikiem Hitlera. Od obywateli Niemiec i Japończyków odróżniało go to, że nie siedział w obozie.

zobacz więcej
Kiedy Koronę wchłonęła Legia, zmienił barwy klubowe. Z przyczyn ideowych! Legię tworzyli zwolennicy Piłsudskiego, on zaś czuł do marszałka uraz, toteż przystąpił do Polonii, najpopularniejszego w międzywojniu zespołu w stolicy.

Ale jeszcze zanim to nastąpiło wpadł w oku ówczesnemu selekcjonerowi – a właściwie kapitanowi związkowemu reprezentacji, jak tę funkcje w II RP definiowano – Józefowi Kałuży. Powołując niespełna 19-letniego Bułanowa na wyjazdowe spotkanie z Rumunia, nie miał pojęcia o jego statusie. Brak polskiego obywatelstwa zawodnika wyszedł na jaw w dniu wyjazdu ekipy do Czerniowców!

Na załatwienie stosownych formalności była zbyt późno, więc posłużono się fortelem. Wyposażono nowicjusza w paszport piłkarza Cracovii Stefana Popiela, nawiasem mówiąc brata Karola, przyszłego polityka szefa Stronnictwa Pracy. Funkcjonariusze straży granicznej się w tym qui pro quo nie połapali.

Mecz zremisowaliśmy, a debiutanta powszechnie chwalono. Dlaczego, zatem na kolejny występ w biało-czerwonych barwach przyszło mu czekać aż 6 lat? Ponieważ w PZPN-ie zorientowano się, że jest obcokrajowcem. Polskie obywatelstwo uzyskał dopiero w roku 1926. Był już wtedy podstawowym zawodnikiem defensywy Polonii.

Bek doskonały

„Ostatni szaniec przez bramkarzem. Bastion niezwykle trudny do zdobycia. Miał jakiś szósty zmyl. Wiedział, gdzie spadnie piłka, przewidywał zagrania rywali. Słowem bek doskonały” – wspominał go dziennikarz Jan Erdman (bekiem w II RP nazywano dzisiejszego libero).

Z „Czarnymi Koszulami” (przydomek polonistów) trenował zrazu pod egidą sławetnego angielskiego coacha Syda Kimptona: “Piłkarze przyjęli nas (do klubu wstąpił też Borys Bułanow) niezwykle serdecznie (...) Rozmawiano z nami po rosyjsku, gdyż polskim władaliśmy jeszcze bardzo słabo.”

W Polonii szybko go doceniono, powierzając opaskę kapitańską, chociaż spektakularnych sukcesów zespołowych zabrakło. Pojawiły się za to oferty przeprowadzki do Warty Poznań i Wisły Kraków. Zignorował je, podobnie jak intratną propozycję transferową od Rapidu Wiedeń.

„Gdy odmówiłem, rozmówca okazał szczere zdziwienie: «No i co panu z tego? Pogra pan jeszcze parę lat i kwita. A grając u nas może pan zrobić karierę i odłożyć sporo grosza. No i poznać Matthiasa Sindelara» (najsławniejszy rozgrywający tamtych lat, zwany Mozartem futbolu, jego tragiczna śmierć po anszlusie Austrii pozostaje niewyjaśniona – przyp. autora)” – argumentował, lecz piłkarza nie przekonał: „Uważałem, że prawdziwy sport kończy się tam, gdzie zaczynają się pieniądze”.

Kiedy z końcem roku 1937 musiał kończyć z kopaniem futbolówki wskutek przewlekłej kontuzji kolana, urządzono na jego cześć bankiet. Zakończony wniesieniem tortu kajmakowego w kształcie boiska, na którym stała marcepanowa figurka piłkarza z czekoladową piłką przy nodze – dzieło cukiernika Władysława Zagoździńskiego.
Mecz piłki nożnej Polska - Czechosłowacja na Stadionie Legii w Warszawie skończył się wynikiem 1:2. Przed meczem Jerzy Bułanow stoi czwarty od lewej. 15 października 1933. Fot. NAC/IKC
Pierwszy polityczny walkower

Biały kapitan (taki przydomek – wynikający z rodzinno-politycznej historii – nadali mu dziennikarze) z polską kadrą pożegnał się mniej sympatycznie. Przygotowywał się do meczu z Niemcami i 23. występu w zespole narodowym, po raz 18 w roli kapitana, lecz... powołania zabrakło:

„Zostałem wycofany z obiegu. Szmelc wyrzuca się do kosza. Czyż trzeba publicznie dać mi do zrozumienia, że już się zestarzałem, że tacy jak ja nie mają żadnej wartości dla reprezentacji? Zaprawdę nie wszystko było robione fair!” – narzekał.

Żałował także, iż uniemożliwiono mu walkę o udział w finałach II mistrzostw świata. Konkurowaliśmy o nie z Czechosłowacją – o kwalifikacji decydował bilans dwumeczu. W pierwszym spotkaniu w październiku 1934 w Warszawie Polska przegrała 2:1. Do rewanżu planowanego w Pradze w kwietniu 1934 nie doszło na skutek interwencji Ministerstwa Spraw Zagranicznych, kierowanego przez Józefa Becka. Oficjalny komunikat głosił, iż mecz „nie służyłby dobrze stosunkom międzynarodowym”. Chodziło rzecz jasna o ciągnący się od początku II RP konflikt z południowym sąsiadem o Zaolzie i Spisz.

Incydent zaowocował walkowerem dla rywali przyznanym przez FIFA. Po raz pierwszy w historii ze względów politycznych! Kiedy Czechosłowacy zdobyli potem wicemistrzostwo globu, nie omieszkali wysłać do włodarzy naszego futbolu oprawionej fotografii z podpisami ekipy i stosownym podziękowaniem za: „pomoc w zdobyciu medalu”.

„W szeregach przeciwnika grał najlepszy chyba bramkarz tamtej ery František Plánička, a w napadzie wodził rej skuteczny Oldřich Nejedlý, ale urokiem sportu bywają niespodzianki. Czemu o tym, kto pojedzie do Italii, nie rozstrzygnęło boisko?”– pytał retorycznie Bułanow.

Niepokoiły go także pierwsze symptomy futbolowej korupcji. Piętnował decyzje podejmowane przy zielonym stoliku. Podkreślał konieczność częstszych kontaktów piłkarzy na szczeblu międzynarodowym oraz zwiększenie nacisku na szkolenie młodzieży.

Rosyjskie resentymenty

Jeszcze w latach 20. rozpoczął – i błyskawicznie zakończył! – działalność edytorską. Jego „Dwutygodnik sportowy" nie znalazł jednak w ówczesnej Polsce wystarczająco wielu czytelników. Nie odstręczyło to go od dziennikarstwa. „Musieliśmy mu teksty temperować, ponieważ ociekały emocjami, antypatią do Legii w szczególności” – wspominał dziennikarz Karol Hirszberg.

Zapamiętał również, ze Bułanow był podrywaczem. Potwierdzają to zapiski gracza: „Zapadł zmierzch. W pokoju nie było nikogo i nagle otworzyły się drzwi. Na progu stała ona. Kto? Otóż… zapomniałem, a właściwie celowo przemilczam. Była to właśnie pierwsza kobieta, od której nie uciekałem. Jak jej na imię? A czy to nie wszystko jedno? Jeśli ONA przeczyta kiedykolwiek te słowa, niechaj wie, że zapisała się trwałymi zgłoskami na najładniejszej karcie mojego życia”.

To nie jest taka prosta gra… Kiedy sędzia przestaje być „powietrzem”

Cóż to za dziwny sport? Po golu zmiana stron boiska, rzut karny z dowolnego punktu położonego 11 metrów od linii bramkowej, a bramki nie mają poprzeczek.

zobacz więcej
Czy chodziło o Sonię Lehmwald, bohaterkę skandalu obyczajowego sezonu 1936? Żonę handlowca Wiesława Przybory, starszego brata Jeremiego. Nie wiadomo, w jakich okolicznościach uwikłała się w romans z piłkarzem. Mąż, dowiedziawszy się o wszystkim, popełnił samobójstwo. A kochankowie wkrótce się rozstali.

Bułanow nie należał do żadnej z organizacji skupiającej w II RP rosyjskich emigrantów. Za to z wieloma utrzymywał kontakty. Choćby z senatorem Borysem Pimonowem, publicystą Dymitrem Fiłozofowem, czy Aleksandrem Würglerem (formalnie Szwajcarem, szefem Związku Rosyjskich Pisarzy i Dziennikarzy na Uchodźstwie zastrzelonym w niejasnych okolicznościach podczas okupacji).

Znał również generała Stanisława Bułak-Bałachowicza, oficera pochodzenia rosyjsko-białoruskiego walczącego w wojnie domowej w Rosji po stronie „białych”, następnie polskiego bohatera wojny z bolszewikami, uczestnika Kampanii Wrześniowej, potem konspiratora, zabitego w 1940 roku w trakcie próby aresztowania przez Gestapo. Przyjaźnił się z klanem Chatizowów, zapalonych koniarzy, z powodzeniem prowadzących stajnię wyścigową na Polach Mokotowskich, a potem Służewcu. Ronił łzy na koncertach Fiodora Szalapina i Aleksandra Wertynskiego.

Ale największymi druhami z dawnej ojczyzny pozostawali Maksimowowie, skoligaceni z jego matką eks-właściciele fabryki samowarów w Tule. Został ojcem chrzestnym ich córki Niny i może to on zaraził ją sportowym bakcylem. Wyemigrowawszy na Zachód stała się pierwszą kobieta relacjonującą wyścigi Formuły 1. Jako Nina Lengyel zamieszczała artykuły w opiniotwórczych periodykach, opublikowała kilka książek.

Podążył za frontem

Co robił Bułanow we wrześniu 1939 roku? Na „rozkaz radiowy” pułkownika Romana Umiastowskiego udał się – per pedes – na wschód, gdzie miano formować nowe jednostki wojska polskiego. 17. września pod Białymstokiem na hiobową wieść o najeździe Sowietów, ruszył z powrotem.

Zatrudnił się u George’a Golembiowskiego, Polaka z obywatelstwem szwajcarskim, skądinąd męża Lody Halamy – prowadzącego w okupowanej Warszawie filię fabryki farmaceutycznej z Lozanny, a jednocześnie współpracownika kontrwywiadu Związku Walki Zbrojnej, a następnie Armii Krajowej.

Kolejna pracę znalazł w palarni kawy „Pluton”, należącej do Kordiana Tarasiewicza. Surogaty jej produkcji woził rikszą do stołówki Rady Głównej Opiekuńczej. Przed wojną Bułanow z właścicielem „Plutonu” znał się z kortów, gdzie wpadał niekiedy kibicując znajomemu, dziennikarzowi i pisarzowi Karolowi Zbyszewskiemu, którego swego przyjaciela pocieszał po odrzuceniu jego zalotów przez Sewerynę Mackiewczównę (siostrę Stanisława i Józefa, potem matkę Kazimierza i – babkę Macieja – Orłosiów).
Obóz treningowy polskiej reprezentacji w Krakowie przed niedoszłym meczem z Czechosłowacją w 1934 roku. Stoją od lewej: Józef Nawrot, Jerzy Bułanow i Henryk Martyna. Fot. NAC/IKC
Czy Bułanow zaangażował się w konspirację? Mogyby na to wskazywać znajomości ze Stanisławom Piaseckim, redaktorem naczelnym “Prostu z Mostu”, animatorem podziemia wydawniczego endecji oraz z inżynierem Stefanem Witkowskim, twórcą organizacji wywiadowczej „Muszkieterowie. Jednak to dość wątpliwe poszlaki. Podobnie jak kontakty z Aleksandrem Demidowiczem-Demideckim, komendantem głównym Narodowej Organizacji Wojskowej.

Ponoć parokrotnie udało się Bułanowowi uniknąć zatrzymania w łapankach. Pytanie, czy dzięki sprawności fizycznej, czy raczej „dobremu” ausweisowi? 27 lipca 1944 roku wyjechał na parę dniu do Otrębusów, gdzie doczekał godziny W.

Zdając sobie sprawę, że spotkanie z Sowietami grozi mu śmiercią, podążył za cofającym się frontem. Nie wiadomo jak w dotarł do Tyrolu, skąd przedostał się do Włoch, dołączając do żołnierzy generała Andersa. Prochu powąchać nie zdołał, kilka miesięcy później dopłynął z wojskiem okrętem do Anglii.

Po konferencji w Poczdamie uznał, że musi szukać kolejnej ojczyzny. Obawiał się imperialnych zakusów Stalina, więc postanowił uciec jak najdalej. W 1947 roku statek z Bułanowem na pokładzie zakotwiczył w Buenos Aires.

Monarchą jest futbol

Pomocną dłoń podał przybyszowi Olaf Feldman, znajomy z międzywojnia akompaniator, a kiedy były sportowiec opanował język hiszpański, rozpoczął pracę kancelisty. Jednocześnie uczestniczył w życiu polonijnym – razem z Kazimierzem Krukowskim oraz Jerzym Petersburskim – tańcząc tango flirtował (pytanie, ile ma dzieci, kwitował żartem „Nie wiem dokładnie”) i podziwiał argentyński „el lujo de fubol” (piłkarski przepych). W interpretacji reprezentacji „Albicelestes” oraz klubu Boca Juniors, River Plate, Estudiantes czy Independiente. Zmarł na zawał serca w marcu 1980.

W służbie cara, Hitlera i Pinocheta. Byle bić bolszewików

Chilijski generał, potomek Kozaków, płaci słoną cenę za kontynuację walki z komunizmem. Wyrok, który odsiaduje, uważa za zemstę lewicy.

zobacz więcej
Dwa lata wcześniej oglądał z trybun mundial w Argentynie i spotkał uczestniczącą w nim ekipę Polski. Bohdan Tomaszewski zrobił z nim nawet wywiad – który jednak nie trafił na antenę Polskiego Radia, a rozmowa dla TVP – przeprowadzona przez Jana Ciszewskiego – nie pojawiła się na ekranie.

Peerelowscy decydenci wiedzieli o antykomunistycznych zapatrywaniach Bułanowa. Wielokrotnie podkreślał barbarzyństwo tej ideologii, nie wierzył w destalinizację, ani ludzkie oblicze ustroju kojarzone z osobą Edwarda Gierka, chociaż zamieścił wtedy kilkanaście korespondencji na łamach peerelowskiego tygodnika „Piłka Nożna”.

W wypowiedzi udzielonej prasie polonijnej z okazji jubileuszu 75-lecia, podsumowywał: „Moje życie toczyła piłka. Skoro lekka atletyka uchodzi za sportu królową, to jego monarchą bezwzględnie jest futbol. Mam przyjemność być z nim za pan brat grubo ponad pól wieku! I absolutnie nie czuję się nim znudzony. Odwiedza mnie nawet we śnie.”

– Tomasz Zbigniew Zapert

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Bibliografia:

Jerzy Bułanow, „11 Czarnych Koszul – moje wspomnienia na bazie pamiętnika, którego kolejne części drukowano w w 1936 r.”

Karol Zbyszewski, „Nogami do sławy”

Ferdynand Goetel, „Czasy wojny”

Kazimierz Gryżewski, „1000 niedyskrecji"

Adam Ochocki, „Reporter przed konfesjonałem"

Kazimierz Krukowski, „Z Melpomeną na emigracji"

Kordian Tarasiewicz, „Opowieści tenisowe z myszką"

Nina Lengyel, „Nie tylko Formuła 1”

Zofia Chądzyńska, „Co mi zostało z tych lat"
Zdjęcie główne: Mecz piłki nożnej Polonia Warszawa - Legia Warszawa w Warszawie 13 września 1931 roku. Z prawej w czarnej koszuli Jerzy Bułanow. Fot. NAC/IKC
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Japoński dyplomata, który ratował polskich Żydów
Wiedział, że jeśli przeciwstawiłby się rozkazom swoich przełożonych, zostałby zwolniony i okryłby się hańbą.
Historia Poprzednie wydanie
Syberyjski Rockefeller. Polski milioner w Rosji
Produkował dla Rosjan setki tysięcy wiader spirytusu.
Historia Poprzednie wydanie
Freie Stadt Danzig. Niebezpieczna nostalgia nad Motławą
Ulice były wolne dla brunatnych batalionów.
Historia Poprzednie wydanie
Tłum szturmował samoloty, statki i barki. Amerykańska hańba
To moralna porażka Stanów Zjednoczonych – donosił prezydentowi Fordowi Henry Kissinger.
Historia wydanie 10.09.2021 – 17.09.2021
Dekalog dobrego człowieka
Społeczna Krucjata Miłości miała doprowadzić do powstania „nowych ludzi plemienia”.