Felietony

Czy Olga Tokarczuk wielką pisarką jest?

Współczesne elity warszawki i krakówka są zapatrzone w Gombrowicza jako wzorowego obrazoburcę i zarazem nie dostrzegają swojego podobieństwa do nauczyciela z „Ferdydurke”. Serwują mantrę: polska noblistka wielką pisarką jest i niech nikt nie waży się twierdzić, że ona nie zachwyca, skoro zachwyca.

Wystąpienia publiczne Olgi Tokarczuk nie od dziś wywołują w Polsce olbrzymie emocje. Laureatka literackiego Nobla za rok 2018 nie tylko tworzy prozę, która została uhonorowana przez Akademię Szwedzką. Zabiera głos też w debacie publicznej formułując opinie wzbudzające ostre kontrowersje.

Stosunek do Tokarczuk uwarunkowany jest nad Wisłą przynależnością plemienną. Chodzi o umowny podział „lewica – prawica”. Ci, którzy sytuują się na lewo, każdym słowem wypływającym z ust pisarki zachwycają się w sposób bałwochwalczy. Z kolei z prawej strony barykady dobiegają głosy atakujące noblistkę często bez jakichkolwiek argumentów.

W sprawie Tokarczuk trzeba zatem wspiąć się ponad polskie podziały plemienne. Okazją może być wygłoszona tydzień temu przez nią mowa noblowska.
Mowa Noblowska Olgi Tokarczuk w Sztokholmie 7 grudnia 2019. Fot. PAP/EPA/Jonas Ekstroemer
Cóż, odnoszę wrażenie, że ów wykład w wielu miejscach razi banałami i grafomanią. Niemniej znalazły się w nim również ważkie i ważne wątki, nad którymi warto się zastanowić. Mamy tu do czynienia z ponuro wybrzmiewającą diagnozą stanu, w jakim się znalazła w XXI stuleciu technocentryczna cywilizacja zachodnia. Pisarka dochodzi do wniosku, że kultura oparta na indywidualizmie zaowocowała erozją więzi społecznych – przede wszystkim na poziomie międzyosobowej komunikacji.

Warto przytoczyć następujący fragment wystąpienia noblistki: „Nasi przodkowie wierzyli, że dostęp do wiedzy przyniesie ludziom nie tylko szczęście, dobrobyt, zdrowie i bogactwo, ale stworzy społeczeństwo równe i sprawiedliwe. To, czego według nich brakowało światu to była powszechna mądrość, płynąca z wiedzy”.

Potem Tokarczuk przywołuje pytania, jakie stawiały sobie przeszłe pokolenia: „Czyż dostęp do informacji o świecie nie zmieni niepiśmiennego chłopa w refleksyjną jednostkę świadomą siebie i świata? Czy wiedza na wyciągnięcie ręki nie sprawi, że ludzie staną się rozważni i mądrze pokierują swoim życiem?”.

Wreszcie pada konstatacja: „Okazało się, że nie jesteśmy w stanie unieść tego ogromu informacji, która zamiast jednoczyć, uogólniać i uwalniać – różnicuje, dzieli, zamyka w bańkach, tworzy wielość opowieści nieprzystających do siebie albo wręcz wrogich sobie, antagonizujących”.

Myśl Tokarczuk jest pesymistyczna. Nowoczesność zawiodła, ponieważ użytek z postępu zrobiła ciemna strona natury ludzkiej. Przy pomocy rozumu nie udało się naprawić świata. Skoro tak, to hołdująca newage’owym baśniom pisarka nadzieję pokłada w czymś, co określa mianem „czułości”.

Nobel dla Tokarczuk i Handkego – królewski figlik Gustawa XVI

Nad Wisłą spora część populacji nie lubi noblistki nie za splątanie losów Markiza w „Podróży ludzi Księgi”, lecz za dredy.

zobacz więcej
Noblistka definiuje ten termin następująco: „Czułość jest tą najskromniejszą odmianą miłości. To ten jej rodzaj, który nie pojawia się w pismach ani w ewangeliach, nikt na nią nie przysięga, nikt się nie powołuje. Nie ma swoich emblematów ani symboli, nie prowadzi do zbrodni ani zazdrości. Pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest «ja»”.

Dylematy Tokarczuk nie są nowe. Poczucie wyobcowania jednostki to przecież naczelny motyw XX-wiecznego egzystencjalizmu. Można przywołać choćby dramat Jeana-Paula Sartre’a (także literackiego noblisty) „Przy drzwiach zamkniętych”, gdzie jedna z postaci oświadcza: „Piekło to inni”. W tym kontekście rozważania pisarki trącą – zakładam, że nieuświadomioną – wtórnością.

Tymczasem poczucie wyobcowania jednostki to nie jest przypadłość wyłącznie nowoczesności. Chrześcijaństwo upatruje przyczyny zagubienia człowieka w grzechu pierworodnym. To brzemię obciążające każdą osobę niezależnie od miejsca i czasu. W zderzeniu z ludzką kondycją czułość okazuje się zaledwie wyrazem dobrych intencji, które są niewystarczające dla poprawy świata.

Realistycznie aż do bólu problem ten ujęty jest w Liście świętego Pawła do Rzymian (7,19-21): „Nie czynię (…) dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło”.
Akcja sadzenia Lasu Prawiek z okazji Nagrody Nobla dla Olgi Tokarczuk na terenie nowohuckich Kujaw w Krakowie 29 października 2019. Łącznie miasto planuje posadzić 25 tys. sadzonek. Ma to być forma uczczenia dorobku pisarki przez Kraków - Miasto Literatury UNESCO. Fot. PAP/Jacek Bednarczyk
Jakże jednak ten cytat ma przemówić do wyznawców religii czułości, dla których chrześcijaństwo to przeżytek patriarchalnej „starej ery” – „Ery Ryb”? Zamiast ciernistej drogi dojrzewania wybierają sentymentalny infantylizm. Przesądy feminizmu i „głębokiej ekologii” skłaniają ich do oddawania czci matriarchalnym bóstwom pogańskim.

Niczym takie bóstwo traktowana bywa skądinąd sama Olga Tokarczuk. Świadczy o tym na przykład tweet, który opublikowała dziennikarka „Wprost” Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin po wysłuchaniu mowy noblowskiej. „Przemówienie Olgi Tokarczuk – czytamy – było jak w świątyni. Ten jej głos, spokojny, ale brzmiący. Ten kosmos. Ziemia, holistyczne czucie świata w czasach, kiedy świat jest krojony na kawałki, na wynos. Krzesła, a na nich ludzie, którym zmieniają się miny, kiedy ona mówi. Ona była boginią”. I ten kawałek obnaża feudalne zwyczaje, jakie rządzą polskim życiem publicznym. Spośród kibiców Tokarczuk – bo właśnie pojęcie kibicowania jest w tym przypadku odpowiednie – szczególnie dużo do powiedzenia mają luminarze literatury i publicystyki, którzy są przekonani, iż myślą krytycznie i cechuje ich intelektualna samodzielność. Wydaje im się, że jak zrzucą z cokołu Henryka Sienkiewicza – w ich oczach symbol konserwatyzmu i obskurantyzmu, to pokażą, jakimi są odważnymi buntownikami.

Tyle że ustanawiają oni nowe autorytety i nowe hierarchie wykazując się wobec nich kompletnym bezkrytycyzmem. Niech no ktoś spróbuje polemizować z Tokarczuk – od razu zostanie obsadzony w roli chłopa, który ośmielił się niewłaściwie odezwać do pana.

Olga Tokarczuk zakładniczką polityki? Gratulacje od prominentnego działacza społeczności żydowskiej

Autorka „Biegunów” wpisuje się w kanoniczny nurt kultury polskiej, którego źródła sięgają romantyzmu. Bliższe jej są „czucie i wiara” niż „mędrca szkiełko i oko”.

zobacz więcej
Aż się prosi w tym kontekście nawiązać do „Ferdydurke”. Przypomina się szkolna lekcja z powieści Witolda Gombrowicza. Nauczyciel powtarzał uczniom, że „Słowacki wielkim poetą był” i usiłował wymusić na nich bezmyślny zachwyt twórczością wieszcza.

Tymczasem współczesne elity warszawki i krakówka są zapatrzone w Gombrowicza jako wzorowego obrazoburcę i zarazem nie dostrzegają swojego podobieństwa do nauczyciela z „Ferdydurke”. Serwują mantrę: Olga Tokarczuk wielką pisarką jest i niech nikt nie waży się twierdzić, że ona nie zachwyca, skoro zachwyca.

W ten sposób wyrządza się krzywdę samej noblistce. Jeśli bowiem jej twórczość jest wybitna, to broni się bez salonowych ochów i achów.

Ciekawe zresztą, czy wśród zagorzałych kibiców Tokarczuk są i tacy, którzy nie zmogli żadnej z jej książek, choć udają, że je czytali. Traktują oni pisarkę tak, jak by została ona uhonorowana przez Akademię Szwedzką nie za swój dorobek literacki, lecz za bycie kimś, kogo można używać jako maczugi politycznej. I to taka postawa jest obciachem, a nie szczere przyznanie się do tego, że się nie czytało żadnej pozycji noblistki.

A przecież kultura karmi się dyskusją i refleksją. Z awantur o Tokarczuk nic takiego jednak nie wynika. I nie usprawiedliwiają tego faktu aktywni w serwisach społecznościowych noname’owi hejterzy, którzy rzucają się na pisarkę bez prób podjęcia z nią jakiejkolwiek debaty.

Dlatego Pani Olgo, proszę Panią, niech się Pani nie daje wykorzystywać!

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

10.10.2019
Zdjęcie główne: Spotkanie Olgi Tokarczuk z czytelnikami w Krakowie 26 października 2019. Fot. Artur Widak/NurPhoto via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Po Marcu’68 ratował studentów wyrzucanych z uczelni
Jego ulubionym zajęciem było chodzenie po ulicach dużych miast. Ja go spotykałem w Warszawie i przyglądając się, gdzie się zatrzymuje, zacząłem dostrzegać więcej niż wcześniej.
Felietony Najnowsze wydanie
Wybitny polski dyplomata, który przyjaźnił się z de Gaulle’em
Cenił Piłsudskiego, ale po przewrocie majowym nie miał ochoty pracować z nowym rządem. Uległ w końcu namowom wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego, twórcy Gdyni.
Felietony Najnowsze wydanie
Ja
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Epitafium
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
„Psy 3”. W imię historycznej amnezji
Są tu wątki, z których można by wywnioskować, że reżyser to infantylny małolat bez pojęcia, czym była Służba Bezpieczeństwa.