Cywilizacja

Czy trener pracujący z kobietami to gość tańczący na linie, która wisi nad przepaścią?

Gdyby Nawrocki wrzasnął na siatkarzy: „stoicie na parkiecie jak woły!”, spłynęłoby to po chłopakach jak woda po kaczce. Ale trenuje dziewczyny i krzyknął: „stoicie, jak do dojenia!”, a one mu tego nie zapomniały. Zażądały odwołania selekcjonera reprezentacji.

Po udanym sezonie sportowym, przeważnie nastaje czas świąteczny: uściski, kwiaty, odznaczenia. Ludzie stają się dla siebie bardziej ludzcy i przyjaźni. Środowisko siatkarek zasadniczo skorygowało ten zwyczaj. Najwyraźniej nie każdy sukces łagodzi obyczaje, bywa na odwrót.

Od lat Polki nie grały w Final Six Ligi Narodów: w 2019 zagrały. Od dekady nie awansowały do półfinału mistrzostw Europy: w 2019 awansowały. Drużynę prowadzi Jacek Nawrocki, którego lubią tylko dwie zawodniczki, a trzynaście nie. Ciekawie rozkładają się uczucia.

Jak na kogoś, kto obraża wrażliwe kobiety, nie przejmuje się ich zdrowiem, podcina im skrzydła oraz nie rozumie się na psychologii sportu pan trener sygnalizuje, że na siatkówce się zna, chociaż na kobietach niekoniecznie. Prezes związku wziął pod uwagę to pierwsze, nie przejął się tym drugim. Polski Związek Piłki Siatkowej przedłużył z trenerem umowę o pracę do roku 2022. Czas pokaże czy słusznie.
Trener reprezentacji Polski w siatkówce kobiet Jacek Nawrocki podczas meczu mistrzostw Europy z Belgią w łódzkiej "Atlas Arena". Fot. PAP/Grzegorz Michałowski
Lista krzywd sformułowanych przez zawodniczki jest prawie tak długa jak lista pokrzywdzonych, gdyż obejmuje 9 pretensji zgłaszanych wobec selekcjonera. Zespół siatkarek nie jest organem prokuratury, więc nie może stawiać zarzutów, bo należałoby je potwierdzić. Zresztą rzecz nie dotyczy kodeksu karnego, lecz problemów środowiskowych. Jednak nie było pospiechu z wyjaśnianiem sprawy.

Dziewczyny twierdziły, że nikt ich nie słucha. Próbowały rozmawiać z trenerem, ale ten lekceważył wszelkie argumenty. Prezes Jacek Kasprzyk wprawdzie przyjął delegatki drużyny i słuchał, ale chyba nie dosłuchał, bo zareagował po swojemu. Zupełnie tak, jakby nic się nie działo i nic się nie stało. To chyba błąd, który może kosztować igrzyska.

Mleko się rozlało

Wśród powodów, które doprowadziły do jawnego buntu zawodniczek jeden wydał mi się szczególnie nietypowy. W skrócie – one rwały się do gwiazd, a on je ustawiał w szeregu na ziemi.

Podczas mistrzostw Europy, one chciały walczyć o medal, a on im tłumaczył, że trudno będzie wyjść z grupy. One twierdziły, że Serbek się nie boją, że Włoszek się nie boją, a trener tłumaczył, że tamte są lepsze. Że na tej imprezie świat się nie kończy. Że poprzeczka jest za wysoko. One tego nie rozumiały i ja też nie rozumiem.

Nawrocki potem wyjaśniał, że chciał uspokoić zespół po przegranej z Belgijkami. Interesująca reakcja, zwłaszcza że: turniej w toku, piłka w grze a pan trener wyjeżdża z terapią wyciszającą, zamiast wesprzeć ambicje drużyny. Tego się tak nie robi. Nie dołuje się sportsmenek, które wychodzą na arenę, żeby walczyć o zwycięstwo. No bo po co miałyby wychodzić?

Racjonalną ocenę sytuacji oraz prognozy meczowe trener powinien zachować dla siebie i to tak głęboko, by zawodniczki nie wyczuły, że nie wierzy w sukces i zakłada porażkę. Przecież to jest abecadło zawodowe. Taka szczerość nie buduje, lecz demotywuje. Chyba jest coś na rzeczy z tym rozumieniem psychologii sportu przez pana trenera.

Inne sytuacje, które skłoniły siatkarki do publicznej reakcji, nie są tak niezwykłe, jaki im się pewnie wydaje. Są raczej klasyką gatunku na styku – trener mężczyzna i kobiety zawodniczki, obserwowaną przez lata, zarówno w grach zespołowych jak i dyscyplinach indywidualnych.

Napady furii i stosowanie tzw. „OPR” zdarzają się wszystkim trenerom, tak jak Nawrockiemu – z tym, że sportowcy mężczyźni odbierają to zupełnie inaczej niż sportowcy kobiety. Zawsze tak było i zawsze tak będzie, gdy ludziom puszczają nerwy.

Gdyby Nawrocki nadal trenował siatkarzy i wrzasnął: „stoicie na parkiecie jak woły!”, spłynęłoby to po chłopakach jak woda po kaczce. Ponieważ trenuje dziewczyny i krzyknął: „stoicie, jak do dojenia!”, one mu tego nie zapomniały i nie wybaczyły.

Reżyserki, etyczki, filozofki, ministry… Najbardziej irytuje mnie gościni

Gombrowicz ironizował, że pisarka to gorszy rodzaj pisarza. A kiedy Wisława Szymborska dostała Nobla, w niektórych artykułach w uznaniu jej zasług pisano, że należy ją nazywać poetą, nie poetką.

zobacz więcej
Romans asystenta z jedną z zawodniczek, o czym selekcjoner informowany był wielokrotnie przez pozostałe i nie zareagował, też nie jest nie jest niczym nowym w sportowych relacjach, powiedzmy – towarzyskich.

Za to punkt dziewiąty na liście win jest oryginalny i brzmi tajemniczo: „Oczernianie członka sztabu przez trenera Nawrockiego oraz resztę sztabu szkoleniowego w obecności zawodniczek, tym samym wprowadzanie niekomfortowej atmosfery pracy”.

Z tego zapisu nie wynika, o kim mowa. Można się domyślać, że tym kimś nie jest ktoś, kogo dziewczyny nie lubią, wręcz przeciwnie. Musi być kimś, kto stoi twardo po ich stronie, więc nasuwa się pytanie – z jakich powodów?

Czy kryją się za tym uczucia, czy może interesy? Tego nie wiemy. A warto by to wyjaśnić, bo chyba nie bez przyczyny siatkarki upomniały się o dobre imię (!) anonima i chyba nie bez związku z całą sprawą.

Smak nowości ma także to, że odpowiedzią na wystąpienie siatkarek była decyzja prezesa Jacka Kasprzyka, który przedłużył umowę z trenerem Nawrockim na kolejne lata. Dziewczyny poczuły się zignorowane, ponieważ trwały rozmowy ze związkiem, a one dowiedziały się z mediów, że negocjacje są jałowe i bez sensu.

Trudno zgadnąć, co pchnęło prezesa akurat do takiej decyzji. Nie chcę wierzyć, że miał to być pokaz siły, bo dla kogo? Dla potencjalnych rywali w wyborach? Ich to nie ruszy. Gdyby jednak chodziło o dobry wizerunek związku siatkarskiego, to sorry, zadziałało wręcz przeciwnie. Mleko rozlało się szeroko, a faceci od wyczynu znów wykazali się brakiem wyczucia różnicy między męską a damską wersją sportu.

Kobieta kobietą, facet facetem

Takie różnice są i będą i nic tego nie zmieni. Nawet, kiedy kobieta dźwiga ciężary, których dwaj mężczyźni nie byliby w stanie ruszyć z podłogi, pozostaje kobietą w sferach psychiki i fizjologii. Kto tego nie rozumie, nie ma papierów, żeby pracować z niewiastami w sektorze sportu wyczynowego. A może zwłaszcza w tym obszarze.

Jeżeli kobieta mówi publicznie, że baba też musi mieć jaja, to nie należy tego brać dosłownie, a tym bardziej rozszerzająco. Tak kiedyś powiedziała Justyna Kowalczyk w jednym z wywiadów, co nie oznaczało, że jej trener, Aleksander Wierietielny nagle zobaczył przed sobą chłopa. To nie tak.

Twardy charakter, samodyscyplina, determinacja to konieczne atrybuty sportowca bez względu na płeć. Bez tego nie ma sukcesów. Ale na tym to się kończy. Kobieta pozostaje kobietą a facet facetem ze wszystkim, co z tego wynika. Także z tym, co jest łatwe i z tym, co jest trudne we współpracy.
Justyna Kowalczyk z trenerem Aleksandrem Wierietelnym podczas treningu we włoskim Val di Fiemme w lutym 2013. Fot. PAP/Grzegorz Momot
Znam wielu trenerów różnych dyscyplin, lecz tylko nieliczni chętnie i z własnej, niczym nie przymuszonej woli podejmują się współpracy ze sportsmenkami. Większość robi to z przypadku lub z konieczności. Nie chodzi o to, że boją się kobiet. Raczej o to, że boją się komplikacji. Nie są przygotowani na ewidentne różnice.

Pomaga w tym życiowe doświadczenie, dystans do siebie i do otoczenia. Takim przypadkiem był Andrzej Niemczyk. Dobry siatkarz, dobry trener męskich drużyn, także za granicą. Gdy wrócił do kraju dostał drużynę siatkarek i zdobył z nią dwa tytuły mistrzyń Europy. Jego „Złotka” robiły w Polsce furorę, rozpaliły narodowy szał.

Niemczyk był świetnym fachowcem, jednak w kategoriach współczesnych norm poprawności, bywał troglodytą. Podczas meczów nie tylko „rzucał mięsem”, ale krwistymi befsztykami. Lecz nie po to, żeby uspokoić zespół. Tylko po to, żeby poderwać go do walki. I bardzo skutecznie podrywał, co potwierdzają wyniki.

Rzecz jasna zderzał się z protestami, ale potrafił je rozładować. Przyjął zasadę, chyba na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji, która brzmiała – opierzyć i przytulić. Współczesne feministki pewnie dały by mu za to czerwoną kartkę, jednak miłe panie nie mają pojęcia jak działa sport i że jedno, co się w nim liczy, to wynik meczu, o czym doskonale wiedzą i kobiety, i mężczyźni.

Wybuchowe emocje

Praca z kobietami wymaga od trenera szczególnej uwagi i rozwagi w sferach emocjonalnych. I chodzi o coś więcej niż brzydkie wyrazy podczas spotkań w ferworze walki.

Mówiąc najogólniej: trener powinien gasić potencjalne ogniska zapalne w zarodku. Nie tylko w grupie, z którą pracuje. Także we własnej psychice, bo jego stany emocjonalne oddziałują na zawodniczki znacznie silniej niż na zawodników.

Miewają z tym problemy nawet tacy szkoleniowcy, którzy z wyboru i bez przymusu podejmują się tego zadania. Dobrze ilustruje to przypadek Sławomira Nowaka i Tadeusza Szczepańskiego, dwóch wybitych fachowców z wielkimi osiągnięciami.

Obaj trenowali płotkarki. Obaj wychowali rekordzistki świata. Ten pierwszy Grażynę Rabsztyn i Zofię Bielczyk. Ten drugi Teresę Sukniewicz oraz Lucynę Langner, mistrzynię Europy. Obaj byli zajadłymi rywalami, co wpływało dobrze na wyniki, ale źle na atmosferę, ponieważ działali w tym samym czasie.

Z tej przyczyny często bywali na tych samych zgrupowaniach i musieli prowadzić treningi w tych samych godzinach. Wtedy jeden robił swoje w tak odległej części stadionu, żeby ten drugi nie widział, jak przebiega trening. A było i tak, że kiedy jeden wchodził na bieżnię ze swoimi zawodniczkami, to ten drugi ze swoimi wychodził. Trwało to przez lata.

Kim jesteś, trenerze? Od Mulaka i Wagnera do Nawałki i Zidane’a

Dawny Trener z Przetargu teraz będzie otrzymywać co miesiąc 150 tys. złotych. To dobry moment, aby się zastanowić nad typologią sportowych trenerów.

zobacz więcej
Ambicjonalny konflikt trenerów przeniósł się na zawodniczki, które przenosiły go na swoje koleżanki, koleżanki na kolegów lub swoich chłopaków, także zawodników. W końcu cała reprezentacja lekkoatletów została zainfekowana wirusem złych emocji.

Podczas zgrupowania we włoskiej Formii lekkoatleci podzielili się na dwa obozy. Jedni popierali Tadka, a drudzy Sławka. Prawdę mówiąc ogień podłożyły dziewczyny, z których jedne przyjaźniły się z Teresą, a drugie z Grażyną. Chłopaki dały się w to wciągnąć. Jazda była ostra, nawet ktoś komuś przyłożył.

Ten incydent potwierdza, jak łatwopalne bywają emocje, których się nie wyhamuje i do czego to prowadzi. Granie emocjami zawodniczek nie wychodzi na dobre trenerom ani działaczom. Kiedy emocje zdetonują, odłamki lecą we wszystkie strony, o czym chyba zapomniano w branży siatkarskiej.

Można powiedzieć – dawne czasy, było minęło. Otóż niestety wcale nie. Nie tak dawno nasze media przerabiały inną aferę. Także w środowisku lekkoatletów. Także na zgrupowaniu zagranicznym, konkretnie w kalifornijskiej Chula Vista. I także wywołaną kobiecymi emocjami. I one też podzieliły lekkoatletów na dwa plemiona.

W roli negatywnej bohaterki obsadzono Anitę Włodarczyk, mega gwiazdę rzutu młotem. W postać oponentki wcieliła się Joanna Fiodorow, również znakomita miotaczka. Jedni popierali Anitę, drudzy Joannę. Zrobiła się potężna awantura w rodzinie.

Obie strony podawały różne powody konfliktu, lecz tak naprawdę decydowały właśnie emocje, które narastały o dłuższego czasu, których trenerzy nie potrafili stłumić, raczej dodawali do pieca własne nastroje, które spotęgowały eksplozję.

Seksualne powikłania

Kobiety reagują bardziej emocjonalnie od mężczyzn i trzeba to uwzględniać w pracy, która wymaga żelaznej dyscypliny, wymuszania ekstremalnych wysiłków, przełamywania oporów psychicznych, krótko mówiąc – nieuniknionych środków przymusu. Nikt nie twierdzi, że to jest łatwe.

Niestety nie koniec na tym. Do sfery wrażliwej, która wiąże się z kondycją psychofizyczną, a zatem i z wynikami należą relacje intymne, gdyż sportowcy to żywi ludzie, pod tym względem w niczym nie różnią się od nie sportowców.

Jednak o takich rzeczach mówi się i pisze zwykle w tonacji skandalu albo plotkarskich przecieków z alkowy.

Gdy asystent trenera romansuje z siatkarką lub jakiś trener wdał się w romans z zawodniczką albo zostaje przez nią oskarżony o molestowanie, słychać głosy oburzenia – i słusznie, bo należy znać granice między pracą a przyjemnością i nie wolni ich przekraczać.
Złota medalistka Anita Włodarczyk i brązowa medalistka Joanna Fiodorow podczas dekoracji medalistek rzutu młotem na lekkoatletycznych mistrzostwach Europy w Zurychu w sierpniu 2014. Fot. PAP/Adam Warżawa
Teoria jest właściwa, jednak praktyka już niekoniecznie. Bliskie spotkania szkoleniowców ze szkolonymi zdarzają się nierzadko i co ciekawe, czasem tłumaczone są względami szkoleniowymi. Seksualne powikłania bywały i będą w sporcie.

Lata temu pewien trener pewnej drużyny kobiecej, zresztą licznej kadrowo, głosił zasadę „Wszystkie, albo żadna”. Ponoć chciał sobie oszczędzić bolesnych wyborów prowadzących w zespole do kłótni, które źle wpływają na mecze. Twierdził, że poświęca się dla sportu. Nie ma dowodów jak bardzo się poświęcał, lecz faktycznie drużyna odnosiła sukcesy.

Takich metod „treningowych” stanowczo nie polecamy. Jednak warto przypomnieć, że w historii sportu dochodziło do przestępczych naruszeń kobiecych przestrzeni intymnych, których dopuszczali się tzw. szkoleniowcy.

Pamiętny przykład pływaczek NRD, sztucznie zapładnianych po to, aby dokonać aborcji celem poprawy wydolności i lepszych wyników, pozostanie przykładem nieludzkiego traktowania kobiet, bestialskiego procederu i wielkim wstydem dla całego świata sportu.

Jednak problem seksu to ważny problem, który nie dotyczy drastycznych wynaturzeń. Nie sprowadza się też wyłącznie do publicznych skandali, lecz do normalnych ludzkich potrzeb, zwłaszcza, że chodzi o ludzi młodych, a hormony szaleją.

Dla sportowca czy sportsmenki, którzy spędzają na obozach i zawodach 300 dni w roku, w zamkniętym środowisku, sprawy seksu są trudne i łatwe do rozwiązania. Wychowanie, wiara, osobiste przekonania wpływają na podejście do problemu. Ale udawanie, że go nie ma, to hipokryzja. Czasem sportowe romanse kończą się małżeństwami, i takich przykładów jest wiele. Gdy trener żeni się ze swoją zawodniczką moralnie i formalnie sprawa jest czysta. Tyle, że legalizacja związku nie zmienia wcześniejszych relacji obojga, które zaczęły się i trwały ewidentnie na „nielegalu”, gdyż nie pobrali się przecież w pięć minut.

Nie byłoby tematu, gdyby rzecz dotyczyła wyłącznie miłosnych przygód sportowców z koleżankami. Temat wypływa, gdy naruszane są normy współpracy. Kiedy opiekun sportowy skraca bliski dystans do podopiecznej na bliższy. W takich przypadkach muszą reagować opiekunowie opiekuna, a są nimi działacze.

Niestety bywa z tym różnie. Nie wystarczy powiedzieć, że nie byłem materacem, więc nie wiem, kto z kim sypia – bo to jest przyzwolenie na łamanie zasad. A tak często mawiają prezesi albo ich wice… Nie wystarczy pogrozić paluszkiem, bo prowadzi to na końcu dnia do rozmontowania struktury, rozpada się sportowa grupa albo drużyna.

Która z biegaczek okaże się „mężczyzną”? Wchodzą w życie nowe zasady stwierdzania „kobiecości” w sporcie

Płeć – choć ideologia gender podważa jej biologiczne istnienie – w jednym obszarze trzyma się mocno: w sporcie.

zobacz więcej
Czy wszystko to razem poświadcza, że trener pracujący z kobietami to gość tańczący na linie, która wisi nad przepaścią, a w dole krokodyle szczerzą kły? Bez przesady, wielu to robi i nadal żyją.

Jednak bez wątpienia robota jest i prosta, bo chodzi o wynik i złożona, bo chodzi o metody i wymaga znacznie więcej niż tylko wiedzy fachowej.

Trenerki górą

W przypadku kobiet, które trenują mężczyzn, bo i tak się zdarza, nie występują zagadnienia wymagające aż tylu subtelności w podejściu do tematu. Może dlatego, że faceci są mniej skomplikowani w obsłudze. A może kobiety znają się lepiej na mężczyznach niż my na nich.

Paweł Fajdek i Wojciech Nowicki mają trenerki i obaj rzucają młotem. Ten pierwszy to notoryczny mistrz świata (4 złote medale). Ten drugi to mistrz Europy, brązowy medalista olimpijski i mistrzostw świata aż trzykrotnie. Znaczy miotacze z górnej półki.

Jolanta Kumor trenuje Pawła, Malwina Sobierajska – Wojtka. Obie panie znają się na swoim fachu i sposobach komunikacji z zawodnikami. Paweł z trenerką dyskutuje częściej, Wojtek rzadziej, jednak bez kompleksów w rodzaju, że baby rządzą chłopami. Po prostu z potrzeb zawodowych.

Dobra komunikacja to podstawa współpracy w każdym przypadku. W przypadku sportu także podstawa wyników. Nie zawsze musi być cukierkowa. Ale zawsze musi być dwukierunkowa. Słuchać i rozumieć, to nie znaczy, nie mieć swojego zdania i nigdy się nie spierać. Ważne, aby zachować wspólny cel.

Panie Kumor i Sobierajska jakoś nie mają z tym problemu. Wygląda na to, że trenerki górą. Sportowe sukcesy Pawła i Wojtka są tego konsekwencją. I mężczyźni i kobiety grają do jednej bramki. Nie da się tego powiedzieć o siatkarkach, selekcjonerze i związku siatkarskim.

Randka w ciemno

Trener Nawrocki powołał ostatecznie 24 zawodniczki do szerokiej kadry narodowej na europejski turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich w Tokio, który będzie rozegrany w Apeldoorn. Czy tym samym problem został rozwiązany?

Nikt tego nie wie, włącznie z trenerem. Nie wiadomo, kto wystąpi w reprezentacji. Nie wiadomo, jak sobie poradzą młode i niedoświadczone. Nie wiadomo, kto pokieruje grą, skoro trzy rutynowane zawodniczki wypadły z kadry.

Wygląda na to, że pan trener zdecydował się na randkę w ciemno. Z trzynastu buntowniczek powołał dziesięć, choć nie wiadomo w jakiej kondycji psychicznej. W końcu on i związek wysłali do siatkarek jasny komunikat – nie ma osób niezastąpionych.
Paweł Fajdek ze swoją trenerką Jolantą Kumor po skończonym finale konkursu rzutu młotem, gdzie zajął drugie miejsce zdobywając srebrny medal lekkoatletycznych mistrzostw Europy w Berlinie w sierpniu 2018. Fot. PAP/Adam Warżawa
W napiętej sytuacji taki przekaz może być odczytany jako kolejne zlekceważenie całej sprawy oraz dorobku i umiejętności sprawdzonych zawodniczek, co raczej nie podniesie ich na duchu. Trudno przewidzieć jak to się skończy, bo ogłoszenie składu kadry to jeszcze nie koniec, a nowy początek.

Jak znam życie, PZPS przyjął założenie uproszczone typowo po męsku, że dziewczyny i tak się ogarną, bo gra w reprezentacji to trampolina do kariery, gdyż od niej zależą klubowe kontrakty i większe pieniądze. I dla siatkarek i dla menadżerów.

Zapewne z tej przyczyny związek postawił buntowniczki przed faktem dokonanym. Słusznie czy nie, pokaże turniej w Apeldoorn. A potem będzie nowe rozdanie i młodsze siatkarki zastąpią starsze. Czy historia zatoczy koło?

Kiedy młode okrzepną, nabiorą rutyny może tak być, że też upomną się o swoje. Dobry wynik to cel, który łączy mężczyzn i kobiety w sporcie. Na wynik trzeba ciężko harować bez względu na płeć. Ale w różnych klimatach współpracy. Wykluczone, by te różnice zostały zatarte.

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Trener Polek Jacek Nawrocki cieszy się ze zwycięstwa w ćwierćfinałowym meczu z Niemkami podczas mistrzostw Europy siatkarek w łódzkiej Atlas Arenie, Fot. PAP/Grzegorz Michałowski
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pożegnanie z prezydentem?
Wirus z Chin dał opozycji szansę na zwycięstwo.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Smak z mleka mamy, czyli umami
Sprawcą złej sławy glutaminianu sodu był zakład dwóch Amerykanów o 10 dolarów, że prestiżowe czasopismo medyczne wydrukuje absurdalne zarzuty w liście od nieistniejącego doktora.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Walczą anonimami i szykanami. Sędziowie nauki polskiej
W nauce polskiej są enklawy opanowane przez naukowców z nawykami wyniesionymi z PRL i przez ich wychowanków – twierdzi emerytowany profesor historii.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przeciw imigrantom i wolnemu rynkowi. Między lewicą a prawicą
Narzeka, że prawica, zamiast zwalczać szkodliwe idee, krytykuje bankierów i masonów.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Auto samo zdecyduje, czyje życie ma narazić
Nadchodzi samochodowa sztuczna inteligencja.