Cywilizacja

Niebezpieczne związki. O księciu, który został bezrobotnym

Majątek królowej to przypadek szczególny. Paradoks, dość zresztą oczywisty, polega na tym, że choć Elżbieta II jest jedną z najbogatszych kobiet na świecie, znaczna część jej majątku jest właściwie zamrożona. Pałace, dzieła sztuki czy klejnoty stanowią wprawdzie formalnie jej własność, ale jest to taka własność, z którą nic nie można zrobić – ani sprzedać, ani zastawić, słowem, nie do uruchomienia i wykorzystania.

Grono brytyjskich bezrobotnych powiększyło się ostatnio o jedną osobę – ale za to jaką! Stałą pracę stracił Andrzej, książę Yorku, syn królowej Elżbiety II, w kolejce do tronu zajmujący ósme miejsce. 59-letni książę zrezygnował z pełnienia obowiązków, jakie wykonują członkowie rodziny królewskiej.

To oczywiście nie znaczy, że od tej pory będzie zwykłym obywatelem, takim jak miliony Brytyjczyków – poddanych jego matki. Ale przestanie patronować rozmaitym organizacjom, instytucjom, stowarzyszeniom i fundacjom. Niektóre już poinformowały, że sobie tego nie życzą. W związku z tym książę nie będzie też pobierać z kasy państwowej wynagrodzenia, przysługującego członkom rodziny królewskiej, w ramach tzw. Sovereign Grant, z racji obowiązków wobec kraju i Korony, jak to się ładnie ujmuje.

Książę Andrzej formalnie sam się z tych funkcji wycofał. Ale nikt nie ma wątpliwości co do tego, że nie postąpił tak z własnej nieprzymuszonej woli. Decyzję – znawcy spraw dworskich są o tym przekonani – podjął pod naciskiem samej królowej. Obecność księcia na forum publicznym mogłaby zaszkodzić nie jemu samemu – to już się stało – lecz pozycji i przyszłości monarchii jako takiej. Królowa, dla której powinność wobec kraju jest, i zawsze była, racją nadrzędną, nie mogła postąpić inaczej.

Choć, jak na razie, nic nie wskazuje na to, by sprawy potoczyły się w niedobrym dla monarchii kierunku, należy dmuchać na zimne. Brytyjski ruch republikański jest wprawdzie więcej niż mizerny, ale nie przepuszcza okazji, by monarchię skrytykować. Choć książę Andrzej zdyskredytował nie tyle monarchię, ile samego siebie, nie byłoby dobrze, gdyby irytował podatników, oburzonych, że utrzymują komuś, kto nie jest nieposzlakowany.

Cwaniak, hulaka, stręczyciel

Przypomnijmy krótko: odium, jakie spadło na księcia wiąże się z jego zbytnią zażyłością z Jeffreyem Epsteinem, amerykańskim miliarderem bardzo wątpliwego prowadzenia. W swych licznych rezydencjach Epstein przez lata całe organizował erotyczne imprezy z udziałem bardzo młodych czy zgoła nieletnich dziewcząt, które w dodatku podsuwał swym licznym znajomym. W 2008 roku został skazany za stręczycielstwo na karę 13 miesięcy więzienia. W lipcu 2019 roku został aresztowany ponownie, tym razem za handel nieletnimi, i w sierpniu w nowojorskim więzieniu popełnił samobójstwo.

Czy naprawdę było to samobójstwo? Nie wiadomo, ale pytań jest wiele. Epstein obracał się wśród najmożniejszych ludzi tego świata – przedstawicieli wielkiego biznesu, polityków, celebrytów z wielu krajów, od Ameryki po Azję Środkową. Dużo wiedział i przesłuchiwany mógł wiele ujawnić. A taka perspektywa dla niejednego z jego gości i przyjaciół była wysoce niepokojąca.
Amerykańska prokuratura w lipcu tego roku postawiła Jeffery’owi Epsteinowi zarzut handlu nieletnimi. Fot. Stephanie Keith/Getty Images
Książę Andrzej bagatelizuje wprawdzie swą znajomość z Epsteinem i związane z nią okoliczności, ale mało skutecznie. Do opinii publicznej przedostały się bowiem obciążające go zdjęcia. Rzecz sprowadza się do tego, że w 2001 roku miał on spędzić wieczór, zakończony intymnym spotkaniem, z niejaką Virginią Roberts, obecnie Giuffre, sprowadzoną przez Epsteina specjalnie w tym celu do Londynu. Panna Roberts miała 17 lat, a zatem w świetle prawa książę nie popełnił wówczas przestępstwa. Zdrada małżeńska też nie wchodziła w grę, bo książę był stanu wolnego, od pięciu lat rozwiedziony.

W czym więc, jeśli chodzi o dzisiejsze postępowanie księcia, kryje się problem? Wydaje się, że jest nim fatalny styl. Książę popełnił fundamentalne błędy: zamiast spokojnie wszystko wyjaśnić, a nawet, gdy trzeba, uderzyć się w piersi, wybrał drogę zasłaniania się niepamięcią, zaprzeczania, wreszcie wymyślania mało wiarygodnych wyjaśnień, takich jak to, że wspomniane zdjęcie może być fotomontażem. Nie lepiej tłumaczył się z przyjaźni z Epsteinem, podkreślając na domiar złego, że była ona bardzo użyteczna. To wszystko pozostawiło jak najgorsze wrażenie.


Sytuacja z pewnością nie była komfortowa, ale księcia w oczach opinii publicznej pogrążył raczej sposób, w jaki całą sprawę rozegrał. Zresztą okolicznością najbardziej go obciążającą wydaje się nie tyle znajomość z panną Roberts, ile raczej z jej patronem. Opinia publiczna chętnie śledzi wątki obyczajowe, zwłaszcza w dobie akcji MeToo, ale nie one są tu chyba najważniejsze. Jak to możliwe, że książę Andrzej zadawał się z kimś takim jak Epstein? „Ten amerykański cwaniak i hulaka jest żywym uosobieniem kogoś, od kogo człowiek taki jak książę powinien trzymać się z daleka” – słusznie dziwił się dziennik „Daily Mail”.

Dobre życie na cudzy koszt

Najbardziej chyba kompromitują księcia finansowe aspekty całej tej afery. Mówiąc, że znajomość z Epsteinem „była użyteczna”, Andrzej mimo woli powiedział szczerą prawdę. Była użyteczna – bo niosła z sobą kontakty i niemałe dochody. Przyjaźń z Epsteinem oznaczała same korzyści, poczynając od dobrego życia na cudzy koszt.

W kolejce do brytyjskiego tronu. Kto zostanie królem po Elżbiecie II?

6 maja 2019 roku przyszedł na świat synek księcia Harry'ego i jego żony, Meghan Markle. To kolejne „royal baby” w brytyjskiej rodzinie panującej.

zobacz więcej
Windsorowie oczywiście nie żyją w ubóstwie, ale, jeśli wierzyć relacjom, daleko im do tego, co oferował księciu jego amerykański przyjaciel. Dzięki Epsteinowi, który oddawał mu do dyspozycji samolot czy udostępniał swe liczne rezydencje, mógł on prowadzić luksusowe życie, jakie podobno lubi ponad wszystko.

Ale Epstein, według „Daily Mail”, dał mu o wiele więcej. Najcenniejsze okazały się dla księcia rozległe kontakty z politykami i ludźmi biznesu z całego świata. Cóż z tego, że bywały to nieciekawe postaci, z którymi członek brytyjskiej rodziny panującej raczej nie powinien wchodzić w zażyłe kontakty – na przykład kazachski dyktator Nursułtan Nazarbajew, jego zięć Timur Kulibajew czy syn Muammara Kaddafiego, Saif al-Islam, czy Tarik Kaituni, libański handlarz bronią (zaproszony, dodajmy, na niedawny ślub księżniczki Eugenii, córki Andrzeja). Nie miało to znaczenia, skoro dzięki nim Andrzej zarobił pieniądze, jakich nigdy by nie zdobył, gdyby miał poprzestawać tylko na pensji członka rodziny królewskiej.

On sam jako walutę wymienną też miał do zaoferowania znajomości i dostęp do ludzi, w których rękach spoczywały decyzje. Za pośrednictwo otrzymywał milionowe prowizje. Przykład? Choćby opisywana przez „Daily Mail” historia kontraktu na budowę sieci wodno-kanalizacyjnej w Astanie i Ałmatach, o który wspólnie ubiegały się dwie firmy, grecka i szwajcarska. Za pośrednictwo, według gazety, na konto księcia wpłynęło 3,85 mln funtów. Znajomości w najwyższych sferach Kazachstanu okazały się bezcenne.

Gdyby nie tego rodzaju źródła dochodów, dodaje dziennik, książę nie mógłby pozwolić sobie ani na nabycie za 13 mln funtów wspaniałego domu Chalet Helora w szwajcarskiej miejscowości Verbier, ani na kosztowny remont swej rezydencji w Anglii, ani na luksusowe samochody i nie mniej luksusowe zegarki, na czele ze złotym Apple Watch. Dzięki tym środkom teraz, gdy odsunięty od obowiązków traci swą oficjalną pensję, nie musi martwić się o przyszłość.

Majątek nie na sprzedaż

W nowej sytuacji książę może liczyć na dochód w wysokości ok. 270 tys. funtów – bardzo niewiele w stosunku do jego potrzeb i oczekiwań. Składa się na to wsparcie finansowe ze strony królowej w wysokości 250 tys. funtów (pieniądze te pochodzą z jej prywatnego majątku, jaki stanowi Duchy of Lancaster) plus 20 tys. funtów emerytury wojskowej.
Majątek królowej to przypadek szczególny. Paradoks, dość zresztą oczywisty, polega na tym, że choć Elżbieta II jest jedną z najbogatszych kobiet na świecie, znaczna część jej majątku jest właściwie zamrożona. Pałace, dzieła sztuki czy klejnoty stanowią wprawdzie formalnie jej własność, ale jest to taka własność, z którą nic nie można zrobić – ani sprzedać, ani zastawić, słowem, nie do uruchomienia i wykorzystania w potrzebie. Tak naprawdę, choć użytkowane przez rodzinę królewską, stanowią własność narodu.

Od 2012 roku finansowanie rodziny królewskiej – ściślej: tych jej członków, którzy wykonują pracę na rzecz narodu, reprezentując kraj za granicą, przyjmując wizyty, patronując organizacjom i spotykając się z ludźmi itp. – odbywa się na nowych zasadach. Wcześniej na ich utrzymanie łożono z tzw. listy cywilnej, czyli z budżetu.

Po reformie jako tzw. Sovereign Grant na ten cel przeznacza się część dochodów z Crown Estate, czyli posiadłości Korony. Składają się na nie między innymi wybrzeża, lasy, budynki publiczne, a nawet całe ulice (na przykład londyńska Regent Street), a także prawo do kopalin i surowców mineralnych. Jako ciekawostkę odnotujmy, że mieszczą się w tym dochody z morskich farm wiatrowych – bo dno morskie stanowi własność Korony.

Hollywood podbija rodzinę Windsorów. Serena Williams, Elton John i Beckhamowie zaproszeni na szparagi z zielonym groszkiem

Księżna Sussex była uważana za „etnicznego kameleona”. – Nie byłam ani dość biała, ani dość czarna – opowiadała.

zobacz więcej
Na czele listy wynagrodzeń jest oczywiście królowa, która w bieżącym roku ma otrzymać nieco ponad 82 mln funtów. Na księcia Karola przypada nieco ponad 24 mln. Obaj jego synowie, William i Harry mają dostać po 1,676 mln.

Wynagrodzenie członków rodziny królewskiej wynika zarówno z ich miejsca w rodzinnej hierarchii, jak obłożenia obowiązkami. To ostatnie się zmienia, bo wobec bardzo podeszłego wieku Elżbiety, która w tym roku skończyła 93 lata, coraz więcej jej obowiązków przejmują młodsi członkowie rodziny. Szczególnie książę Karol – bo w ten sposób wchodzi on poniekąd w swą przyszłą rolę monarchy. Przy okazji afery jego brata spekuluje się zresztą, że królowa, już tym wszystkim zmęczona, może zdecydować się na abdykację. Nie od razu, lecz za półtora roku, gdy skończy 95 lat.

Karol i jego siostra Anna zawsze byli tymi, o których mówiono jako o „najbardziej zapracowanych członkach rodziny”. Zapracowanych? W oczach zwykłego człowieka to pewnie gruba przesada, bo cóż to za praca: ściskanie dłoni, przecinanie wstęg, przewodniczenie obradom czy wygłaszanie przemówień. A przecież jako stałe, wręcz codzienne zajęcie może to być nużące. Wymaga uwagi, przytomności umysłu, dobrego nastroju, umiejętności przestawiania się na nowe tory i nawiązania kontaktu z każdym rozmówcą, od robotnika po prezydenta egzotycznego kraju. Ze świadomością, ważną w tym wszystkim, że dobry kontakt z rodziną królewską działa jak element silnie jednoczący wszystkich obywateli.

800 organizacji pod opieką

Zresztą liczby mówią same za siebie. Książę Andrzej na przykład patronował 200 stowarzyszeniom i organizacjom i choć ta liczba może wydać się imponująca, jest niczym przy zaangażowaniu jego ojca, który miał pod opieką około 800 organizacji. Książę Filip z uwagi na swój wiek – w czerwcu skończył 98 lat – przeszedł na emeryturę, ale uczynił to zaledwie dwa lata temu, czyli mając 31 lat więcej niż przeciętny Brytyjczyk.
Książę Andrzej jeszcze wrześniu 2019 roku reprezentował brytyjską królową na obchodach 75. rocznicy wyzwolenia Belgii. Fot. REUTERS/Johanna Geron
Z tej listy wypadnie teraz Andrzej. Ze współpracy z księciem wycofuje się coraz więcej instytucji. Zrezygnowały już między innymi Royal Philharmonic Orchestra, English National Ballet, uniwersytet Huddersfield oraz Baker Dearing Educational Trust, wspierający uczelnie techniczne. To nie znaczy, że Andrzej całkowicie zniknie z widowni, bo, jak podkreślił rzecznik Pałacu Buckingham, nadal będzie brać udział w uroczystościach narodowych i wojskowych. Nikt nie pozbawił go przecież stopnia wojskowego (jest wiceadmirałem Royal Navy), nie zapomniał o jego dokonaniach z wojny o Falklandy ani nie odebrał odznaczeń wojskowych.

Prawdopodobnie siążę Andrzej nadal będzie też prowadzić Pitch@Palace – swój sztandarowy projekt pomocy dla przedsiębiorców. Nie jest tylko pewne, czy w jego nazwie pozostanie słowo „Palace”. W ten delikatny sposób pałac zdystansuje się od tego wszystkiego, co przydarzyło się księciu.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pożegnanie z prezydentem?
Wirus z Chin dał opozycji szansę na zwycięstwo.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Smak z mleka mamy, czyli umami
Sprawcą złej sławy glutaminianu sodu był zakład dwóch Amerykanów o 10 dolarów, że prestiżowe czasopismo medyczne wydrukuje absurdalne zarzuty w liście od nieistniejącego doktora.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Walczą anonimami i szykanami. Sędziowie nauki polskiej
W nauce polskiej są enklawy opanowane przez naukowców z nawykami wyniesionymi z PRL i przez ich wychowanków – twierdzi emerytowany profesor historii.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przeciw imigrantom i wolnemu rynkowi. Między lewicą a prawicą
Narzeka, że prawica, zamiast zwalczać szkodliwe idee, krytykuje bankierów i masonów.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Auto samo zdecyduje, czyje życie ma narazić
Nadchodzi samochodowa sztuczna inteligencja.