Cywilizacja

Morderstwa na zlecenie, przemyt, hazard i brudne pieniądze. Bardzo ciemne interesy ludzi władzy

Parlament Europejski postanowił wreszcie zająć się tym, co dzieje się na Malcie i wysłać pilną misję. To tym bardziej spektakularne, że premier Muscat był w ostatnich latach prawdziwym pupilkiem Brukseli. Łaskawość unijnych władz zawdzięczał głównie wprowadzeniu katolickiej Malty na drogę postępu. Od 2013 roku, gdy Partia Pracy wygrała wybory i objęła rządy, na wyspie przyjęto wszystko, o czym tylko może marzyć społeczność LGBT. Na inne ciemne sprawki w UE długo patrzono przez palce.

Malcie mimo woli udało się coś, co rzadko bywa udziałem krajów tak małych i w sumie niespecjalnie znaczących: skupia dziś na sobie uwagę Europy. „Premier Muscat jest pod presją w związku z zabójstwem dziennikarki” – pisze „Politico”. „Może się to skończyć upadkiem rządu” – zauważa BBC. Dziennik „The Malta Independent” podkreśla zaś, że Malta ma za sobą burzliwy tydzień, który – w to nie wątpi – „zmienił jej oblicze”.

Przede wszystkim, przynajmniej w nieodległej przyszłości, ten tydzień może przypieczętować los premiera Josepha Muscata, jeżeli potwierdzą się krążące, nie od wczoraj zresztą, doniesienia, że nie ma on czystych rąk. Skumulowane wydarzenia dosłownie kilku ostatnich dni to bowiem istne trzęsienie ziemi.

Trzej najbliżsi współpracownicy premiera – szef jego sztabu Keith Schembri i dwaj ministrowie, Konrad Mizzi i Chris Cardona – już podali się do dymisji. To efekt niespodziewanego przyspieszenia śledztwa w sprawie zabójstwa wspomnianej dziennikarki (o czym dalej).


Nic dziwnego, że Maltańczycy wyszli na ulice, kategorycznie domagając się ustąpienia rządu, i nie można wykluczyć, że tym razem premierowi nie uda się wyjść z opresji obronną ręką. Bo czy mógł być nieświadomy tego, że bliscy mu ludzie są zamieszani w bardzo ciemne interesy? Mało kto wierzy w jego niewinność. Sprawa jest zaś tym bardziej spektakularna, że Muscat stał się w ostatnich latach prawdziwym pupilkiem Unii Europejskiej.

Drogi postępu...

Łaskawość Brukseli Muscat zawdzięcza wprowadzeniu katolickiej Malty, wiernej tradycji i dawnym wartościom, na drogę postępu w sferze obyczajowej. Od 2013 roku, gdy Partia Pracy pod jego wodzą wygrała wybory i objęła rządy, na wyspie przyjęto wszystko, o czym tylko może marzyć społeczność LGBT: najpierw związki partnerskie, następnie homomałżeństwa z nieograniczonym prawem do in vitro i adoptowania dzieci, wreszcie zakaz leczenia z homoseksualizmu.
Daphne Caruana Galizia tropiła przestępczość i korupcję. Zginęła w październiku 2017 roku. Dwa lata później Maltańczycy masowo wychodzą na ulice i domagają się ustąpienia premiera. Fot. REUTERS/Guglielmo Mangiapane
Jako jedyny kraj, który zakazał terapii konwersyjnej, Malta stała się dla świata postępu niedoścignionym wzorem, wyprzedzając nawet Hiszpanię i Irlandię. W dodatku wprowadzono tu także bardzo daleko idące ułatwienia w kwestii zmiany płci. Nie potrzeba już do tego sądu, wystarczy decyzja administracyjna. By o nią wystąpić, nie trzeba też czekać do ukończenia 18 lat. Takie prawo mają już 16-latki.

… i ciemnych interesów

Daphne Caruana Galizia, dziennikarka, która na swoim blogu i w prasie opisywała przestępczość i korupcję, eksponując przy tym powiązania biznesu i polityki, zginęła, gdy w październiku 2017 roku w jej samochodzie wybuchła bomba. Nikt nie miał wątpliwości, że wydano na nią wyrok, bo za daleko zaszła w tropieniu spraw i powiązań maltańskich możnych.

Pod zarzutem podłożenia i zdetonowania ładunku aresztowano wprawdzie trzech mężczyzn (nie przyznają się do winy), ale przez dwa lata śledczym nie udało się wpaść na trop zleceniodawcy.

Taka szansa pojawiła się dopiero teraz. Śledczy dysponują dziś zeznaniami dwóch ludzi, z których jeden prawdopodobnie zlecił zabicie Daphne Caruany, a drugi służył jako pośrednik między nim a wykonawcami.

Bezideowi kombinatorzy niszczą Europę

Filip Memches: Łapówki, kłamstwa i ciemne interesy. Afera tytoniowa wiele nam mówi o unijnych politykach.

zobacz więcej
Ten pierwszy to biznesmen Yorgen Fenech, podobno najbogatszy obywatel Malty, aresztowany parę dni temu na własnym, luksusowym jachcie. Z przecieków, jakimi dysponuje maltańska prasa, wynika, że usunięcie dociekliwej dziennikarki kosztowało go 450 tys. euro.

Na ślad Fenecha naprowadziły policję zeznania złożone przez zatrzymanego pośrednika. Rzecz jest tym bardziej interesująca, że gdy tylko ów człowiek znalazł się w rękach policji, premier obiecał mu ułaskawienie w zamian za złożenie wyczerpujących zeznań i ujawnienie, na czyje zlecenie działał. Muscat dotrzymał słowa – ale fakt ten sam w sobie też rodzi pytania.

Obserwatorzy spraw maltańskich nie mają wątpliwości co do tego, że na wyspie pod wieloma względami dzieje się bardzo źle. „Malta stała się kryminalnym podbrzuszem Europy”, oceniał po zamachu na Daphne Caruanę wysłannik brytyjskiego „Timesa”.
Joseph Muscat (w centrum), jego szef sztabu Keith Schembri (z lewej) i minister turystyki Konrad Mizzi na ulicznym muralu niczym mafiozi. Listopad stał się na Malcie miesiącem antyrządowych protestów. Fot. REUTERS/Guglielmo Mangiapane
Malta – słoneczna, spokojna, wręcz rajska – stała się raczej śródziemnomorskim rajem dla przestępców. Krzyżują się tu najrozmaitsze ciemne interesy: drogi przemytu ropy naftowej z pogrążonej w anarchii Libii, prania brudnych pieniędzy, przemytników ludzi, handlarzy narkotyków, a także terrorystów. To wprawdzie czasy dość już odległe, ale warto pamiętać, że, według oficjalnych ustaleń, właśnie na Malcie załadowano bombę, która w grudniu 1988 roku rozerwała nad Lockerbie amerykański samolot.

17 Black Tuesday

Uliczki maltańskich miast, obrzeżone wiktoriańskimi szeregowymi domami, wyglądają jak żywcem przeniesione z Anglii. Ale cóż z tego? Pozory bardzo mylą. 150 lat rządów brytyjskich spłynęło po Malcie zupełnie bez śladu – zauważa, nie bez nuty goryczy, dziennikarz „Timesa”, ubolewając, że wyspa nie przyswoiła sobie demokracji w dobrym brytyjskim wydaniu. Zamiast tego do głosu doszły zupełnie inne wpływy. Wyspa, jego zdaniem, w ostatnim czasie zdumiewająco upodobniła się do niedalekiej Sycylii z jej mafijną kulturą.

Policja maltańska nie ma zresztą wątpliwości, że w interesach na Malcie macza palce zarówno kalabryjska N’Drangheta, jak i sycylijska Cosa Nostra. O czym najlepiej świadczy fakt, że na spokojnej niegdyś Malcie praktykowaną drogą rozwiązywania sporów stały się zamachy na przeciwników i konkurentów w interesach. W ciągu ostatnich kilku lat dokonano kilkunastu ataków bombowych, a wypadków ostrzelania przeciwnika jest podobno bez liku.

Towarzyszy temu pytanie, jaką rolę odgrywają wysoko postawieni przedstawiciele władz. Podejrzenia ciążą nie tylko na Schembrim i Mizzim, ale także na samym ich szefie.

Chcą legalizacji aborcji, poparli „homomałżeństwa”. Irlandczycy na rewolucyjnej ścieżce

Kościół, jeżeli nadal będzie tak bojaźliwy, nie będzie w stanie przeciwstawić się laicyzacji.

zobacz więcej
Gdy przed trzema laty do wiadomości publicznej przedostała się treść słynnych Panama Papers, okazało się, że pojawia się w nich nazwisko samego Muscata i jego żony Michelle. Pani premierowa jest podobno związana z zarejestrowaną w Dubaju spółką 17 Black, za której pośrednictwem miała otrzymać milion dolarów od córki prezydenta Azerbejdżanu. Dodajmy, że choć Mizzi i Schembri również figurowali w dokumentach, Muscat nie usunął ich z rzadu, a jedynie przydzielił im inne zadania.

Państwo Muscat zaprzeczają wszelkim zarzutom i trzeba powiedzieć, że dotąd niczego im nie udowodniono. Ale prasa maltańska, nawiązując do nazwy spółki, bawi się w tyleż wymowną, co czytelną grę słów, pisząc o „17 Black Tuesday” – czarnym wtorku premiera Muscata.

„Malta arcykatolicka”

Być może wszystko to, co dzieje się na Malcie – zarówno niejasne interesy, jak ekscesy sił postępu – nie byłoby tak szokujące, gdyby nie jaskrawy kontrast teraźniejszości z przeszłością i tradycjami wyspy, która, przypomnijmy, przez kilkaset lat była rządzona przez dawny jerozolimski zakon joannitów, zwanych także szpitalnikami.
Jeszcze kilkanaście lat temu Malta była ostoją tradycyjnych wartości. Na zdjęciu: Wielkopiątkowa Droga Krzyżowa w Valetcie. Fot. REUTERS/Darrin Zammit Lupi
Gdy po długiej tułaczce przez śródziemnomorskie wyspy zakonni rycerze osiedli ostatecznie na Malcie, przybrali nazwę Zakonu Maltańskiego. Chętnie się przypomina słowa zmarłego w 1939 roku papieża Piusa XI, który nazywał wyspę „Malta catolicissima” – „Maltą arcykatolicką”.

Ten katolicki duch był mocno obecny nawet wtedy, gdy kraje Europy Zachodniej wkroczyły już wyraźnie na drogę sekularyzacji czy wręcz dechrystianizacji. Pamiętam krzyżyki i zdjęcia Jana Pawła II, którymi kierowcy autobusów obowiązkowo ozdabiali swe miejsce pracy. I kościoły wypełnione ludźmi. I cosobotnie, wieczorne spacery tłumów ludzi na głównych ulicach miast, zwłaszcza La Valetty. Corso zawsze miało miejsce po wieczornych mszach, w których uczestniczyli wszyscy, jak Malta długa i szeroka.

Czy to możliwe, by w ciągu zaledwie kilkunastu lat wszystko tak się rozsypało? W dodatku na Malcie nie było wyraźnych po temu punktów zaczepienia, jak choćby w Irlandii, gdzie skandale z udziałem duchownych osłabiły i Kościół, i wiarę. Ci, którzy analizują przyczyny i próbują znaleźć kamienie milowe na maltańskiej drodze zmian, z reguły jednak dochodzą do podobnych konkluzji.

Sprowadzają się one do stwierdzenia, że w sferze obyczajowej punktem zwrotnym było wprowadzenie rozwodów, czyli referendum z 2011 roku, natomiast na uczciwość i przejrzystość w gospodarce fatalnie wpłynęła zwłaszcza praktyka sprzedawania obywatelstwa. Dzięki niej na wyspę ściągnęli ludzie o wątpliwej reputacji, w tym oligarchowie z Rosji, Ukrainy i krajów WNP – m.in. eksżona i córka Dymitra Rybołowlewa, właściciela klubu AS Monaco, Aleksiej De Monderik, współzałożyciel firmy Kaspersky Lab, a także hinduscy milionerzy i arabscy szejkowie, niewykluczone, że wspierający finansowo organizacje terrorystyczne.

Bestie mafii. Bezlitośni mistrzowie zbrodni

Zabijanie sprawiało im przyjemność. Poznaj najbardziej krwawych bandziorów.

zobacz więcej
Wielu z nich nabyło obywatelstwo Malty tylko dlatego, że otwiera ono drogę do Unii Europejskiej i wszelkich korzyści, jakie wiążą się z posiadaniem unijnego paszportu.

Dla bogacza warunki nie są zaporowe: należy zainwestować na wyspie 675 tys. euro i dokonać zakupu nieruchomości za minimum 350 tys. euro. Paszport otrzymuje się po roku. Program, oficjalnie opakowany w bezbarwną, nic nie mówiącą – o to przecież chodzi – nazwę Individual Investment Programme (Indywidualny Program Inwestycyjny), w 2017 roku przyniósł Malcie 277 mln euro. Dzięki czemu w budżecie powstała nadwyżka.

Jeszcze korzystniejsze okazało się zalegalizowanie hazardu przez internet. Malta uczyniła to jako pierwszy kraj na świecie. Na wyspie istnieje prawie 260 internetowych firm bukmacherskich, które dają zatrudnienie 9 tys. ludzi i przynoszą dochód w wysokości ok. miliarda euro rocznie. Ciemną stroną tego procederu jest możliwość prania pieniędzy, z czego, według dziennikarzy śledczych, oczywiście skwapliwie korzystają grupy przestępcze.

Straszne słowo na „A”

Który kraj europejski cieszy się największym uznaniem wśród gejów, lesbijek, transseksualistów i wszelkich innych seks-odmian, ujętych w łącznym określeniu „queer”? Palma pierwszeństwa należy do Malty.
Joseph Muscat (trzeci z lewej) wśród unijnych polityków czuł się wyśmienicie. Tu w czasie tegorocznego szczytu państw południowych UE, który odbył się na Malcie. Stoją: premier Włoch Giuseppe Conte, prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Portugalii Antonio Costa (drugi z prawej) i premier Grecji Alexis Cipras. Fot. REUTERS/Darrin Zammit Lupi
Międzynarodowa gejowska organizacja ILGA (International Lesbian, Gay, Bisexual, Trans and Intersex Association, jak brzmi jej pełna nazwa) co roku prezentuje Rainbow Index – ranking krajów najbardziej przychylnych osobom i ideologii LGBT. W tym tęczowym indeksie Malta po raz czwarty z rzędu zajęła pierwsze miejsce. Największe pochwały spłynęły na nią za pionierski zakaz terapii konwersyjnej, tym bardziej, że próby sprowadzania homoseksualistów na właściwą drogę są zagrożone surową karą, z więzieniem włącznie.

Choć jest w tym progresywnym obrazie pewna niekonsekwencja. Maltańczycy bowiem twardo obstają przy jednym jedynym społeczno-prawnym relikcie, który dawno powinien był zniknąć. To zakaz aborcji – absolutny i bez żadnych wyjątków. Co więcej, nie wydaje się, by w najbliższym czasie na tym polu cokolwiek miało się zmienić.

Nawet premier Muscat nie zamierza się w to angażować, mówiąc otwarcie, że zmiana przepisów nie wchodzi w grę. Za utrzymaniem całkowitego zakazu jest, jak wynika z sondaży, 95 proc. mieszkańców Malty! Nie chcą nawet słyszeć o, jak się tu mówi, „strasznym słowie na A”.

Środowiska postępowe nie tracą wprawdzie nadziei, ale podejmowane przez organizacje feministyczne próby naśladowania taktyki, jaką z powodzeniem zastosowano w Irlandii, czyli wciągnięcia części lekarzy do kampanii na rzecz zmian, okazały się kompletnym fiaskiem. Na udział w takiej akcji zdecydowali się bardzo nieliczni.

To właśnie reformy obyczajowe zjednały władzom maltańskim przychylność na forum unijnym i sprawiły, że na inne sprawy patrzono w Brukseli przez palce. Wszelkie zastrzeżenia, jakie bywały wysuwane pod adresem Malty, traktowano z dystansem i bez nacisku, jaki zastosowano wobec Polski i Węgier. W połowie 2017 roku Parlament Europejski zajął się wprawdzie zarzutami dotyczącymi kwestii praworządności, zwłaszcza nadmiernego wpływu rządu na wymiar sprawiedliwości i policję. Ale gdy Maltańczycy uderzyli się w piersi i solennie obiecali poprawę, sprawa ucichła.

Czy tak będzie też tym razem? W czwartek konferencja przewodniczących Parlamentu Europejskiego podjęła decyzję o wysłaniu na Maltę pilnej misji. Kierownictwo europarlamentu zdecydowało też, że w grudniu odbędzie się debata dotycząca stanu praworządności na wyspie.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Nowa Jałta nie jest potrzebna
Moskwa ma polityczne i gospodarcze atuty, za pomocą których uzależnia od siebie wianuszek państw buforowych.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Niebezpieczne związki. O księciu, który został bezrobotnym
59-letni Andrzej, książę Yorku, syn królowej Elżbiety II stracił stałą pracę.
Cywilizacja wydanie 29.11.2019 – 6.12.2019
Chemsex, czyli geje, narkotyki i AIDS
Wraca „gejowska dżuma”. Wśród homoseksualistów dramatycznie i gwałtownie wzrasta liczba zakażonych HIV/AIDS. Nie tylko w Londynie, ale i w Amsterdamie, Moskwie czy Kijowie…
Cywilizacja wydanie 22.11.2019 – 29.11.2019
Po co gramy? I czym się różni pasja od uzależnienia?
Nauczone zabawy w chowanego, szczury z Berlina rezygnowały na chwilę z kiziania-miziania po brzuchu, by grać dalej. Czy zrezygnowałyby dla gry z pokarmu lub snu?
Cywilizacja wydanie 22.11.2019 – 29.11.2019
Lewicowe elity nie przebaczają. Marzenie o nowym Watergate
Czy lewica napisze historię Trumpa tak jak napisała Nixona? Trump też odważył się iść pod prąd lewicowym dogmatom.