Historia

Ani Litwini, ani Białorusini nikogo Polakom nie ukradli

22 listopada w dniu pogrzebu szczątków powstańców styczniowych Wilno tonęło we flagach Litwy oraz biało-czerwono-białych sztandarach niepodległej Białorusi. Polskie flagi były niemal niewidoczne.

Polemika z tekstem Krzysztofa Zwolińskiego „Pogrzeb Orła i Pogoni. Jak Litwa i Białoruś podbierały Polsce bohaterów”

Pogrzeb Orła i Pogoni. Jak Litwa i Białoruś podbierały Polsce bohaterów

Dawnym braciom młodszym potrzeba zabiegów z Sierauskasami i kultem Kalinouskogo, żeby nie czuli się zagrożeni w swojej tożsamości.

zobacz więcej
Wolni z wolnymi, równi z równymi
(formuła pochodząca z aktu Unii Lubelskiej, 1569)


„O Litwie, dalibóg, że mniej wiem niż o Chinach” – mówi kamerjunkier w salonie XIX-wiecznej Warszawy. Ten cytat z „Dziadów” Adama Mickiewicza stanął mi przed oczyma, gdy czytałam w Tygodniku TVP komentarz do uroczystości wileńskiego pochówku 20 powstańców” styczniowych. Już sam tytuł „Pogrzeb Orła i Pogoni. Jak Litwa i Białoruś podbierały nam bohaterów”, może świadczyć o tym, że autor chyba nie rozumie czym była Rzeczpospolita Obojga Narodów.

A przede wszystkim nie rozumie, czym jest teraz dla ongiś tworzących ją nacji, spuścizna państwa powstałego dzięki dobrej woli „wolnych, równych i zacnych”: Litwinów, reprezentowanych przez dynastię Jagiellonów, Polaków, których król Jadwiga, Litwę ochrzciła i którzy litewskich bojarów przyjęli do swoich herbów, zgadzając się jednocześnie na odrębność Wielkiego Księstwa (własny skarb oraz wojsko) i wreszcie przodków dzisiejszych Białorusinów, których język był językiem urzędowym na Litwie. I Rzeczpospolita nie była Polską, była Unią Litwy i Korony.

Języki, choć pomieszane, nie dzieliły

Szlachta Wielkiego Księstwa z dumą mówiła o sobie „ gente Lithuanus, natione Polonus”, uważając jednocześnie, że jej przodkowie na głowę biją antenatów koroniarzy. Litewska noblessa miała się bowiem wywodzić od Rzymianina Pantalemona i jego 500 towarzyszy, którzy po licznych przygodach trafili nad Niemen, zakładając tu Nową Italię, czyli Lihuanię. Zgodnie z tą tradycją język litewski miał być zniekształconą łaciną.
„Już Królestwo polskie i Wielkie Księstwo litewskie jest jedno nierozdzielne i nierożne ciało, a także nierożna ale jedna a spolna Rzeczpospolita, która się ze dwu państw i narodów w jeden lud zniosła i spoiła” - głosi tekst Unii Lubelskiej z 1569. Tu pędzla Marcello Bacciarellego. Obraz znajduje się w Zamku Królewskim w Warszawie. Fot. Wikimedia
Oczywiście to odległa historia dotycząca XVII wieku, czyli czasów, w których, jak przekonuje w swoim artykule pan Zwoliński, cała szlachta Wielkiego Księstwa czuła się Polakami. Tylko jeżeli tak, to dlaczego pochodzący ze Żmudzi, ks. Walerian Meysztowicz zaczynając swoje „Gawędy o czasach i ludziach”, pisze : „Litwinami byliśmy wszyscy; w pałacach, dworach i chatach(…) przynależność do dwóch narodów stanowiących jedną Rzeczpospolitą była powszechnie przyjęta(…) języki choć pomieszane nie dzieliły ludzi”.

Języki nie dzieliły także dlatego, że tam, gdzie wieś była litewskojęzyczna, dwory znały litewski, a tam, gdzie białoruska – białoruski. Ich właściciele dobrze zdawali sobie sprawę ze swoich korzeni i z tymi wsiami czuli się bardziej związani niż z Kongresówką.

Powstanie styczniowe było pożegnalnym akordem Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Krzysztof Zwoliński w swoim tekście pisze, że wtedy Polacy po raz ostatni mogli zaśpiewać „obok Orła znak Pogodni”. Na Żmudzi, gdzie dowódcą był Zygmunt Sierakowski śpiewano wówczas także inną pieśń „Dabar Lenkay neprapule kol Żemartiay giwi” (Jeszcze Polska nie zginęła, gdy Żmudzini żyją).
Upadek powstania stał się jednocześnie upadkiem dawnej Rzeczpospolitej. Druga połowa XIX wieku to czas rodzących się nacjonalizmów (nota bene chętnie podsycanych przez zaborców), które ostatecznie zaowocowały separatystycznymi tendencjami tworzących kiedyś wspólne państwo narodów.

W Polsce do głosu doszli zwolennicy kraju monoetnicznego. Niepodległości domagali się Ukraińcy i Białorusini. Międzywojenna Litwa powstawała w oparciu o antypolskie resentymenty, wywołane w głównej mierze sporem o Wilno. Ówczesna litewska historiografia, powstanie styczniowe ignorowała, wychodząc z założenia, że była to walka polskiej szlachty (coś takiego pisze także p. Zwoliński).


Na tym tle zorganizowany w Wilnie 22 listopada pochówek 20 powstańców styczniowych stał się niezwykłym wydarzeniem ponownie łączącym narody dawnej Rzeczpospolitej. Zwrócili na to uwagę przemawiający na uroczystościach prezydenci Polski i Litwy. Przy czym Andrzej Duda oddając hołd straconym na placu Łukiskim powstańcom, podkreślał, że „oni wszyscy, niezależnie od narodu z jakiego pochodzili są naszymi wspólnymi bohaterami”.

W tym rozumieniu wileńskie uroczystości nie były pogrzebem, ale raczej początkiem przywracania do życia Orła i Pogoni.

Ani Litwini, ani Białorusini nikogo Polakom nie ukradli. Zygmunt Sierakowski i Konstanty Kalinowski są naszymi wspólnymi bohaterami. Na ich tablicach grobowych widnieją napisy w trzech językach i wszystkie trzy narody mają do nich prawo. Równi z równymi, wolni z wolnymi ….
Myślę, że obu powstańczym przywódcom łatwiej byłoby zrozumieć obecną litewską czy białoruską narrację (łącznie z nazwiskami Sierakauskas czy Kalinouski) niż krzyk, że wara nacjonalistycznym „młodszym braciom” od naszych, polskich bohaterów.

Nerwowość Kremla

Zabawne, że także rosyjskie media uznały chowanych powstańców za „czystokrewnych” Polaków. Prokremlowscy dziennikarze nerwowo zareagowali na wileńskie uroczystości, z oburzeniem relacjonując pogrzeb „przywódców polskich band, które mordowały białoruskich chłopów i prawosławnych duchownych” (agencja Regnum.ru).

W podobnym tonie wypowiedział się rzecznik podporządkowanej Moskwie, Białoruskiej Cerkwi Prawosławnej. Najwyraźniej rosyjskie władze też przejęły się faktem, iż Litwini i Białorusini „odejmują Polsce” jej bohaterów.

Kreml doskonale rozumie, że legenda Konstantego Kalinowskiego świetnie się nadaje na niebezpieczny mit założycielski białoruskiej świadomości narodowej tworzonej w kontrze do „bratniego rosyjskiego narodu”. Trudniej mi więc pojąć polskich komentatorów.

I jeszcze jedno. 22 listopada Wilno tonęło we flagach Litwy oraz biało-czerwono-białych sztandarach niepodległej Białorusi. Polskie flagi były niemal niewidoczne. Owszem do Wilna, prócz bardzo licznych Białorusinów przybyli także przedstawiciele Związku Polaków na Białorusi. Natomiast oficjalnych delegacji Akcji Wyborczej Polaków na Litwie czy ZPL nie zauważyłam.

Zabrakło także przedstawicieli wielu, zdominowanych przecież przez Polaków podwileńskich samorządów, w tym wileńskiego, a więc miejsca, z którego pochodził jeden z chowanych na Rossie powstańców.

W tym kontekście warto się zapytać: Kto grzebie Orła z Pogonią?

– Maria Przełomiec

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Autorka jest dziennikarką TVP. Z wykształcenia archeolog peruwiański, studiowała na Wydziale Historycznym UJ. Specjalizuje się w tematyce związanej z krajami byłego ZSRR (od lutego 2007 w TVP Info prowadzi program Studio Wschód). Wcześniej była m.in. korespondentką BBC. Za upowszechnianie wiedzy na temat uwarunkowań polskiej polityki zagranicznej, szczególnie na Wschodzie otrzymała Odznakę Honorową „Bene Merito”. Została też uhonorowana litewskim Medalem Pamiątkowym 13 Stycznia.
Zdjęcie główne: Na wieleńskie uroczystości pochówku powstańców styczniowych licznie stawili się Białorusini. Fot. PAP/Valdemar Doveiko
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Sztandar partii wyprowadzić. Dokąd poszli komuniści
30 lat temu przestała istnieć PZPR.
Historia Najnowsze wydanie
Fascynujący rozmiar. Jaki jest sens bycia ekstremalnym rogaczem?
Małe jest piękne, ale duży może więcej… Aż wymrze i trudno się oprzeć wrażeniu, że zgubiła go własna wielkość.
Historia Poprzednie wydanie
Iran, niedoszły sojusznik Polski
Polscy dowódcy szkolą irańska armię, polskie firmy wydobywają irańską ropę, polscy misjonarze nawracają Irańczyków? Marzenia i rzeczywistość.
Historia Poprzednie wydanie
Jak Polska urodziła Izrael
Oficerowie polskiego wywiadu w tajnych obozach szkolili żydowskich bojowników, także tych z grup terrorystycznych.
Historia Poprzednie wydanie
„Sprzedam szczęki na Manhattanie”, czyli lata 90. w Polsce
Obok wielkiego, analogowego telefonu komórkowego symbolem dekady były białe skarpetki, powszechne i równie drażniące jak dzisiejsza moda chodzenia bez skarpet.