Historia

Pogrzeb Orła i Pogoni. Jak Litwa i Białoruś podbierały Polsce bohaterów

Dobra pamięć po Rzeczypospolitej w granicach z 1772 roku, symbolizowana przez trójdzielną tarczę herbową pieczęci z powstania styczniowego, może ożywać przy takich okazjach, jak dzisiejsza. Ale dawnym braciom młodszym potrzeba zabiegów z Sierauskasami i kultem Kalinouskogo, żeby nie czuli się zagrożeni w swojej tożsamości.

W 2017 roku na górze Giedymina w Wilnie odnaleziono szczątki 20 powstańców styczniowych. Było to możliwe, gdyż góra zaczęła się osuwać i władze miasta przed generalnymi pracami renowacyjnymi wpuściły tam archeologów. Od powstania listopadowego do końca zaboru rosyjskiego była na górze wojskowa twierdza. Powstańców, po uprzednim straceniu ich na placu Łukiskim, chowano tam pod osłoną nocy, aby nie tworzyć w Wilnie miejsc patriotycznego, antyrosyjskiego w swojej wymowie, kultu.

W piątek 22 listopada, po 156 latach od ich zamordowania, zostali pochowani już nie w bezimiennym grobie, tylko z honorami w kryptach na starym wileńskim cmentarzu na Rossie.

Z całą pewnością zidentyfikowano szkielet przywódcy powstania na Żmudzi Zygmunta Sierakowskiego, bowiem znaleziono przy nim obrączkę ślubną z datą i imionami małżonków Sierakowskich. Prawie pewna jest identyfikacja komisarza Rządu Narodowego na województwo grodzieńskie Wincentego Konstantego Kalinowskiego. A może już pewna w stu procentach. Ostatnie znane doniesienia mówiły o poszukiwaniu dalszych krewnych powstańca, bo w ekshumacji szczątków jego brata nie była zainteresowana Białoruś, na której terytorium jest jego grób. Rząd w Mińsku nie przykłada ręki do czczenia antyrosyjskich powstań.

Ciężko ranny pod Birżami, wzięty do niewoli

Zygmunt Erazm Gaspar Józef Sierakowski urodził się w 1827 roku w Lisowie na Wołyniu i pierwsze doświadczenia z systemem karnym Imperium Rosyjskiego zebrał już z okazji Wiosny Ludów. Młodzieńca złapano przy przekraczaniu granicy z Austrią – wydarzenia Wiosny, do których chciał dołączyć, działy się głównie na Zachodzie – i skazano na bezterminową służbę w karnych batalionach.
Zdolny i energiczny młody Sierakowski zdołał awansować nawet w takich warunkach. Legitymował się trzema latami studiów na Uniwersytecie Petersburskim i znajomością sześciu języków obcych. Wcześniej, czy później ktoś taki znajdzie miejsce w sztabie nawet karnych batalionów. Awansowany na podoficera i zaopatrzony w pochlebne opinie przełożonych, zdał celująco egzamin do Akademii Sztabu Generalnego, którą skończył z wyróżnieniem w stopniu porucznika. Dalsza kariera Sierakowskiego w armii carskiej wiąże się z wojskowym systemem penitencjarnym.
Wojskowi rosyjscy planowali reformę systemu karnego u siebie i chcieli wiedzieć, jak on wygląda gdzie indziej. Porucznik Sierakowski jeździł więc do Anglii, Francji, Niemiec, Austrii i Włoch, aby zdawać relację, jak karzą swoich żołnierzy armie powiedeńskiej Europy. Przy okazji spotykał się z wieloma działaczami demokratycznymi, także z Aleksandrem Hercenem i Giuseppe Garibaldim. Już jako kapitan Sztabu Generalnego, w 1860 roku założył w Petersburgu Koło Oficerów Polskich. W tym gronie planowano koordynację działań powstańczych w stosownym momencie.

Gdy nadszedł styczeń 1863 roku, Sierakowski wziął urlop w sztabie pod pozorem konieczności odwiezienia żony do wód i przedostał się na Żmudź. Tam przekazano mu pod dowództwo kilkusetosobowy oddział słabo uzbrojonych ochotników. Wygrał z nim kilka potyczek z wojskiem rosyjskim, a oddział rozrósł się do 2500 powstańców.

8 maja oddział Sierakowskiego został rozbity w bitwie pod Birżami, a jego dowódca ciężko ranny dostał się do niewoli. Został powieszony na placu Łukiskim w Wilnie 27 czerwca 1863 roku. Nie pomogła interwencja generał gubernatora Petersburga, ani interwencje z zagranicy. Pacyfikujący z najwyższego rozkazu powstanie styczniowe na Litwie generał Michaił Murawjow nie na darmo był zwany „Wieszatielem”. Wahający się niekiedy car był ponaglany i umacniany w surowości przez swego wiernego poddanego.

Polski szlachcic, którego zrobiono Białorusinem

Wincenty Konstanty Kalinowski urodził się w 1838 roku w Mostowlanach, w dzisiejszym województwie podlaskim. Po studiach prawniczych w Moskwie i Petersburgu osiadł na Grodzieńszczyźnie, gdzie wydawał pierwszą gazetę w języku białoruskim, pisaną alfabetem łacińskim – „Mużycka Prauda”. Był zwolennikiem uwłaszczenia chłopów i parcelacji wielkich majątków ziemskich. Dążył do wyzwolenia ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego spod zaboru rosyjskiego i sfederowania ich z dawną wyzwoloną Koroną, czyli powrotu Rzeczypospolitej Obojga Narodów, ale z innymi stosunkami społecznymi.
Usiewaład Ihnatouski przedstawiał powstanie styczniowe na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego jako zryw chłopski, a w białoruskiej literaturze historycznej używane bywa pojęcie „powstanie Kalinowskiego”. Na zdjęciu od lewej: Kalinowski w 1963 i 1962 r. Fot. Wikimedia Commons/Giuseppe Achille Bonoldi - ŠAM. Poz.Nr.416/VIII, Domena publiczna
Lewicowe poglądy sprawiły, że podczas powstania styczniowego Kalinowski był „czerwony” tak, jak pierwszy rząd powstańczy na Litwie (nie w znaczeniu etnicznym, ale dawnego Wielkiego Księstwa). Już wiosną powstanie styczniowe na Litwie zdominowali „biali” i znaczenie Kalinowskiego znacznie osłabło. Jednak gdy zdradził go jeden z powstańców, władze carskie skwapliwie go aresztowały i po śledztwie powiesiły na placu Łukiskim w marcu 1864 roku. Początkowo wyrok nakazywał rozstrzelanie, ale Murawjow zmienił go na bardziej hańbiące powieszenie.
Podobnie jak Zygmunt Sierakowski, Wincenty Konstanty Kalinowski był polskim szlachcicem, co nie przeszkodziło zarówno sowieckiej, jak i niepodległej Białorusi zrobić z niego Białorusina. W czasach sowieckiej Białorusi był bohaterem walki o wyzwolenie społeczne i czczony za działania przeciw caratowi. Białorusinem został w pracach Usiewałada Ihnatouskiego, bojownika antypolskiej partyzantki w 1920 roku i działacza komunistycznego w Białoruskiej SSRR.

Zupełnie świeża, wykształcona w początku XX wieku białoruska świadomość narodowa potrzebowała swoich bohaterów. Kalinowski się nadawał przez swoje zaangażowanie społeczne. Kto w XIX wieku ujmował się za chłopami, automatycznie mógł być traktowany jako działacz białoruski, bo chłopi w Wielkim Księstwie byli przeważnie etnicznymi Białorusinami. Kalinowski rozbudzał świadomość społeczną chłopów w języku białoruskim, wydając „Mużycką Praudę”, to został Kastusiem Kalinouskim. Kastuś to białorutenizowane zdrobnienie od imienia Konstanty. Zbyt polsko brzmiące i niestosowane na Rusi pierwsze imię Wincenty, Ihnatouski pominął, choć Kalinowski do końca życia używał go w podpisach.

Wymazywanie pamięci, zawłaszczanie postaci

Młody nacjonalizm niepiśmiennych do niedawna narodów musiał walczyć z pamięcią o elitach, bo te były polskie. Na przekór wszystkiemu co było polskie, kształtowała się świadomość narodowa na Litwie, Białorusi i Ukrainie. Ale wrogość do polskości nie wystarczyła, niektóre postaci trzeba było po prostu zawłaszczyć. Kastuś Kalinouski jest jednym z tego przykładów. Nawiasem mówiąc, nie jedynym. Na Litwie ciągle żywy jest pogląd, że tam żadnych Polaków nie ma, a ci, którzy kultywują polskość, to spolonizowani etniczni Litwini, których trzeba relituanizować. Rozmawiając z miejscowymi na Ukrainie można się zaś dowiedzieć, że nazwiska, które Polak zna z podręczników do historii, to była ruska szlachta. Cóż z tego, że ruską być przestała najpóźniej w XVII wieku. Białoruscy historycy niezależni, będący w opozycji do rządu w Mińsku, zbiałorutenizowali nawet generała Lucjana Żeligowskiego, który zajmując Wilno myślał, oczywiście, o stworzeniu państwa białoruskiego. W ten sposób myślącą inteligencję białoruską wspiera Polska, bo tworzy ona opozycję demokratyczną wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki. Zajadle zwalczające ślady polskości władze Litwy i gloryfikujące nawet zbrodnie na Polakach władze Ukrainy cieszą się także poparciem Rzeczypospolitej w ostatnim trzydziestoleciu.
Pomnik Wincentego Konstantego Kalinowskiego w Solecznikach na Litwie (1. od prawej), obok tablica w Wilnie (2.) upamiętniająca miejsce egzekucji jego oraz gen. Zygmunta Sierakowskiego – w języku litewskim i rosyjskim. Nazwiska polskich bohaterów zmienione na wersje litewską oraz białoruską. Fot. Wikimedia Commons/1. SUJIRENas - Praca własna, CC BY-SA 4.0/2. Alma Pater - Praca własna, Domena publiczna
Kalinouski został Białorusinem bez swojej wiedzy i zgody. Wprawdzie napisał w więzieniu „List spod szubienicy”, w którym, po białorusku zagrzewa lud do dalszej walki, ale – i tego już patriotycznie nastawieni historycy białoruscy nie dodają – wtedy, gdy do walki z Rosją wystąpią bracia spod Warszawy. Jednak nie Kastuś, a Wincenty Konstanty i nie Białoruś, a Rzeczpospolita Obojga Narodów, gdzie wszyscy są równi, marzyła się Kalinowskiemu w godzinę śmierci.
Świadomość elit litewskich i ruskich była litewska i ruska, ale jako świadomość małych ojczyzn. Wszyscy ponadto czuli, że należą do większej wspólnoty – Polski, bo tak w skrócie nazywano Koronę i Litwę razem z Rusią, zarówno Białą, jak i Czerwoną. Co nie przeszkadzało temu, że „Litwin” mówił o sobie etniczny Litwin i etniczny Polak z dawnego Wielkiego Księstwa, nie przestając być w szerszym znaczeniu Polakami. Tak odczuwał naród polityczny przed powstaniem styczniowym, czyli szlachta. Kiedy warstwy niższe zaczęły czuć narodowo, naród polityczny Rzeczypospolitej zastąpiły cztery narody etniczne.

Proces ten zaczął się po powstaniu styczniowym, które było ostatnim powstaniem antyrosyjskim o wolność dla całej Rzeczypospolitej w granicach z 1772 roku. To zabór rosyjski gnębił jednocześnie ziemie dawnej Korony, Litwy i dawne województwa ruskie. Gdyby powstanie się udało, to o innych zaborcach pomyślano by później.

Ostatni „mus” wolnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów

Ostatni raz Polacy mogli śpiewać: „Obok Orła znak Pogoni”, dalej to może nie cytować („Poszli nasi w bój bez broni”). Sami powstańcy zdawali się czuć, że „sensu nie było, ale był mus”, jak miał powiedzieć Romuald Traugutt pytany o sens powstania. Był ostatni raz „mus” wolnej Rzeczypospolitej, symbolizowanej na trójdzielnej tarczy powstańczych pieczęci – górne pola: Orzeł i Pogoń, na dole św. Michał, patron Ukrainy.


Nie wszyscy w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej byli całkiem równi nawet w narodzie politycznym. Polacy kulturalnie byli braćmi starszymi. Teraz już etniczni spadkobiercy braci młodszych wszystkich i wszystko, co niegdyś było wspólne i wyrażało się w kulturze i języku polskim, bezceremonialnie przyswajają sobie, byle tylko działo się lub żyło w granicach ich dzisiejszych państw. Współczesnym kluczem geoetnicznym czyta się tam niezrozumiałą dla tego narzędzia rzeczywistość. A żeby ten klucz działał, to pochodzenie ważnych postaci się przemilcza lub zakłamuje.

I dlatego dzisiaj w Wilnie polska delegacja na najwyższym szczeblu, z prezydentem Andrzejem Dudą, usłyszała Sierakauskas, Kalinouski a może nawet Kalinouskas, ale to ostatnie to już nie nasze zmartwienie, tylko sprawa pomiędzy braćmi niegdyś młodszymi. Pogrzeb 20 powstańców styczniowych, w tym dowódców Zygmunta Sierakowskiego i Wincentego Konstantego Kalinowskiego, rozpoczął się 22 listopada w południe mszą świętą w Katedrze wileńskiej, pod przewodnictwem abp. Gintarasa Grušasa, koncelebrowanej przez biskupów i kapelanów wojskowych z Litwy, Polski i Białorusi. Trumny ze szczątkami bohaterów do bazyliki archikatedralnej św. Stanisława i św. Władysława wyprowadzono wcześniej uroczyście z Pałacu Wielkich Książąt Litewskich. Po mszy kondukt żałobny przeszedł trzykilometrową trasę, po drodze mijając Ostrą Bramę, na stary cmentarz na Rossie, gdzie w kaplicy cmentarnej spoczęły ciała powstańców. Napisy w kryptach są w trzech językach: białoruskim, litewskim i polskim. W tej ceremonii uczestniczyły najwyższe władze Polski i Litwy, w tym prezydent Gitanas Nausėda, oraz oficjalne delegacje Białorusi, Ukrainy i Łotwy.
Dobra pamięć po Rzeczypospolitej w granicach z 1772 roku, symbolizowana przez trójdzielną tarczę herbową z powstańczej pieczęci może ożywać przy takich okazjach, jak dzisiejsza. Choć pogrzeb Orła, Pogoni i św. Michała jako wspólnego symbolu nastąpił dawno temu, ale dawnym braciom młodszym potrzeba zabiegów z Sierauskasami i kultem Kalinouskogo, żeby nie czuli się zagrożeni w swojej tożsamości.

Pozwolę sobie na pozornie niezwiązane z dzisiejszą uroczystością pogrzebu wspólnych bohaterów dawnej Rzeczpospolitej osobiste wspomnienie. Lwów, 2001 rok, hotel „George”, mam okno na pomnik Mickiewicza. Podchodzi wycieczka z nauczycielką, uchylam okno. Pani powiedziała dzieciom, że Adam Mickiewicz (bez litewskich końcówek, to Ukraina) był litewskim, białoruskim, ukraińskim i polskim poetą.

No a Kastuś Kalinouski opuścił sowieckie czytanki, nie ma już orderu jego imienia, patronuje teraz siłom demokratycznym na Białorusi. W obu wcieleniach jest przeciwnikiem Polaków.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Wystawa „Odnalezieni na Górze Giedymina” w Litewskim Muzeum Narodowym w Wilnie, poświęcona powstańcom styczniowym. Odbywa się w miejscu, gdzie powstańcy byli więzieni w XIX w. Litwa, 20 listopada 2019. Fot. PAP/Valdemar Doveiko
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Pogromy Żydów i sowiecka intryga. Czarna legenda atamana Petlury
Morderstwo uznano za „usprawiedliwioną zemstę”. Ława przysięgłych uniewinniła zabójcę, złapanego na gorącym uczynku.
Historia Poprzednie wydanie
Przez Turcję, Syrię i Saharę. Kręta droga polskiego złota
Kiedyś myślano o budowie polskiego Fort Knox pod Warszawą. W 2002 roku NBP kupił nawet od Agencji Mienia Wojskowego Fort Zegrze.
Historia wydanie 29.11.2019 – 6.12.2019
26 tys. zabitych Finów, 130 tys. Sowietów. Zapomniana wojna
Osiem scen i terminów wojny zimowej, które proszą się o kamerę.
Historia wydanie 29.11.2019 – 6.12.2019
Innym razem miałam przewieźć karabiny….
Któregoś dnia naładowano dwie walizy materiałami wybuchowymi (proch, lonty, piroksylina) i wydano mi rozkaz: „Obywatelka ma to przewieźć do Lublina”.
Historia wydanie 29.11.2019 – 6.12.2019
Ani Litwini, ani Białorusini nikogo Polakom nie ukradli
Wileńskie uroczystości nie były pogrzebem, ale początkiem przywracania do życia Orła i Pogoni.