Felietony

Nawalny to żaden liberał. Gdyby doszedł do władzy, prowadziłby politykę imperialną

Optuje za zaostrzeniem polityki imigracyjnej w Rosji. Chce ograniczenia napływu obcej Rosjanom kulturowo niesłowiańskiej ludności z Kaukazu oraz dawnych środkowoazjatyckich republik sowieckich.

Czy Rosjanie i Ukraińcy to ten sam naród? Odpowiedzi twierdzącej na tak postawione pytanie udzieliłby Aleksiej Nawalny, dziś chyba najbardziej liczący się w rosyjskiej polityce przedstawiciel opozycji antysystemowej.

Parę tygodni temu w wywiadzie dla jednej z polskich gazet oznajmił on wprost, że nie widzi różnicy między Rosjanami a Ukraińcami. Znamienne, że owa wypowiedź nie wywołała ostrej kontry ze strony przeprowadzającej rozmowę dziennikarki. Może też dlatego, iż Nawalnemu wolno więcej – uchodzi przecież za nadzieję tej części liberalnych kręgów opiniotwórczych w Europie, które z utęsknieniem czekają na upadek Władimira Putina.

Nie zmienia to faktu, że polityk naruszył tabu – opinia o tym, że Rosjanie i Ukraińcy są jednym narodem, jest wśród polskiego establishmentu odbierana jako przejaw rosyjskiego myślenia imperialnego. Gdyby jakiś Polak ją wygłosił, natychmiast przylgnąłby do niego epitet „ruski agent”.
Aleksiej Nawalny z żoną Julią podczas marszu zorganizowanego w czwartą rocznicę śmierci Borysa Niemcowa, który został zastrzelony w Moskwie 27 lutego 2015. Fot. Sefa Karacan/Anadolu Agency/Getty Images
Tylko że Nawalny nie jest orędownikiem rozbudzania apetytów imperialnych w swojej ojczyźnie. To tak naprawdę… rosyjski nacjonalista, co pokazała choćby jego debata ze znanym rosyjskim pisarzem Borysem Akuninem w roku 2011 na falach rozgłośni Echo Moskwy.

Działo się to tuż po wyborach parlamentarnych w Rosji. Obydwaj dyskutanci atakowali reżim putinowski, zarzucali władzom między innymi sfałszowanie głosowania. Ale były też między nimi rozbieżności.

Nawalny wystąpił jako zwolennik rosyjskiego państwa narodowego. Swoje stanowisko wyjaśnił następująco: „Źródłem władzy w państwie narodowym jest naród, obywatele, a nie uprzywilejowana elita, szermująca hasłami podboju połowy świata i globalnej dominacji, i pod tym sosem grabiąca ludność maszerującą w stronę Oceanu Indyjskiego. (…) Państwo narodowe to europejska droga rozwoju Rosji, to nasz miły, przytulny, a do tego mocny i pewny, europejski domek”.

Tymczasem Akunin, z pochodzenia Gruzin (właściwe imię i nazwisko – Grigorij Czchartiszwili), zaprezentował się jako głos rosyjskiej „demokratycznej inteligencji”. A ta brzydzi się nacjonalizmami i pozostaje zauroczona imperialnym oddziaływaniem kultury rosyjskiej na wszystkie narody byłego Związku Sowieckiego. I jeśli nawet od tamtego czasu Nawalny w jakimś stopniu zrewidował swojego poglądy czy serwowany publicznie przekaz, to przecież wymowne jest to, iż optuje za zaostrzeniem polityki imigracyjnej w Rosji.

Chce ograniczenia napływu obcej Rosjanom kulturowo niesłowiańskiej ludności z Kaukazu oraz dawnych środkowoazjatyckich republik sowieckich. Niby – jak we wspomnianym wyżej wywiadzie dla polskiego medium – deklaruje, iż dlatego, że pragnie przybyszów chronić przed agresją ze strony rosyjskich ksenofobów, ale to przecież tylko taka „prawoczłowiecza” retoryka na użytek zachodniej opinii publicznej.

Z Ukraińcami jednak – podobnie jak z Białorusinami – jest już inaczej. To prawosławne narody słowiańskie, których kolebkę stanowi – tak jak i Rosjan – Ruś Kijowska.

Choć sam Nawalny nie operuje argumentami religijno-konfesyjnymi, to swoje racje formułuje w kategoriach, które mogą przywoływać na myśl lansowaną przez patriarchat moskiewski ideę „russkiego miru” („ruskiego świata”). Zakłada ona, że Rosjanie, Białorusini i Ukraińcy stanowią prawosławną wspólnotę kulturowo-cywilizacyjną, w której wiodącą rolę odgrywają ci pierwsi.

I tu zaczynają się schody. Bo z jednej strony olbrzymia część mieszkańców Białorusi i Ukrainy używa języka rosyjskiego, z drugiej zaś na Ukrainie wiele z tych osób jest przeciwnych ekspansywnym zakusom Kremla, od których skądinąd Nawalny się dystansuje.

Czy „boży szaleńcy” poprowadzą Rosję do demokracji?

Akceptowali pijaństwo, bluźnierstwo i seksualne wyuzdanie. Chodzili po ulicach nago. Cudownie uleczali i zabijali.

zobacz więcej
Zauważmy, że zwycięstwo Wołodymyra Zełenskiego w tegorocznych wyborach prezydenckich oznaczało porażkę nacjonalistycznego projektu budowy jednolitego etnicznie społeczeństwa, które posługiwałoby się wyłącznie językiem ukraińskim. Wysoką wygraną obecny prezydent Ukrainy zawdzięcza poparciu rosyjskojęzycznych wyborców.

Ale ogromna część tych ludzi nie utożsamia się z Rosją. Przykładem mogą być rosyjskojęzyczni kibice piłkarskiej drużyny Dynamo Kijów skandujący: „Bij, bij Moskali!”.

Wracając do Nawalnego – kłopot polega na tym, iż jeśli nawet w pewnych sprawach kontestuje on rosyjski paradygmat imperialny, to może sobie pozwolić na to dlatego, że jest opozycjonistą.

Gdyby natomiast – co dziś wydaje się nieprawdopodobne – doszedł do władzy, byłby skazany na wielopokoleniowe uwarunkowania polityczno-ekonomiczne, które trwają na obszarze postsowieckim niezależnie od zmieniających się fasad. Wtedy mogłoby się okazać, że Nawalny sprawując rządy musiałby realizować politykę imperialną – choćby pod tymi samymi sztandarami, którymi dzisiaj wymachuje.

Przecież Kreml oficjalnie nie odmawia Białorusinom i Ukraińcom prawa do własnej państwowości. Ale zarazem uważa Białoruś i Ukrainy za strefę swoich „uprzywilejowanych interesów”.

Warto taki stan rzeczy dostrzec z polskiej perspektywy. I się nie łudzić, że rosyjski nacjonalista Nawalny to liberalny demokrata na modłę europejską. Podziały na rosyjskiej scenie politycznej nie przypominają bowiem tych, które znamy z krajów zachodnich.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Antyputyniści
Zdjęcie główne: Aleksiej Nawalny na kongresie swojej nowej partii Rosja Przyszłości. Fot. Dmitry Serebryakov\TASS via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Czy Olga Tokarczuk wielką pisarką jest?
Apel Filipa Memchesa do noblistki.
Felietony Najnowsze wydanie
Gen. Anders wyciągnął go z obozu NKWD do Persji
W połowie wojny przyszła do nas paczka daktyli z Turcji. Zrozumieliśmy, że to sygnał: ojciec żyje i o nas pamięta. Znalazł się w Ziemi Świętej, potem brał udział w inwazji na Włochy.
Felietony Najnowsze wydanie
Walczył pod Monte Cassino. Podziwiał Anglików, ale kochał Włochy
W 1951 r. komuniści wyrzucili go z pracy. Przedwojenny specjalista wiele miesięcy szukał pracy, aż został dyspozytorem.
Felietony Najnowsze wydanie
Gęder
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Kandydaci
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.