Rozmowy

Nasi naukowcy mają to „coś”. Stwórzmy polską Dolinę Krzemową

Niekiedy pojawiają się doniesienia, czego to Polacy nie odkryli. Później okazuje się, że była to praca na zlecenie międzynarodowej korporacji, własność intelektualna została sprzedana, a w przyszłości ani uczelnia, ani nasz kraj nie będzie czerpał z tych odkryć zysków. To podstawowy błąd. Zamiast pozbywać się odkryć, powinniśmy je chronić i sprzedawać prawo do ich komercjalizacji, zapewniając sobie udział w zyskach – mówi prof. Wiesław Nowiński.

TYGODNIK TVP: Wrócił pan do kraju w 2015 roku, po bardzo długim pobycie za granicą i pracy w największych instytucjach badawczych globu. Jakie miejsce zajmuje Polska na naukowej mapie świata?

PROF. WIESŁAW NOWIŃSKI:
Statystyki są nieubłagane. Jesteśmy daleko w światowych rankingach uczelni wyższych, ale także europejskiej i światowej innowacyjności. Wróciłem jednak do kraju z wielkim optymizmem i nadzieją, że można będzie tu zrealizować wspaniałe projekty. A przede wszystkim, że instytucje badawcze będą chciały skorzystać z mojego doświadczenia. W końcu jako chyba jeden z niewielu Polaków pracowałem na czterech uniwersytetach z czołowej dziesiątki dziedzinowego rankingu szanghajskiego.

Dobrze, że wspomina pan zestawienie. Jedyne dwie polskie uczelnie, które są w nim notowane – Uniwersytet Jagielloński i Warszawski – mają miejsca poza czołową 300...

Nie mnie to oceniać, nie znam od podszewki realiów działania naszych szkół wyższych. Od powrotu do kraju staram się jednak obserwować sposób funkcjonowania polskiej nauki. Nasuwa się jeden wniosek: jesteśmy zbyt zachowawczy, a zmiany, które staramy się wprowadzać nie nadążają za galopującym światem. Albert Einstein powiedział: „Jeżeli robisz to, co robiłeś, będziesz dostawał to, co dostawałeś”. Musimy sobie zadać pytanie, czy chcemy dostawać to, co dostawaliśmy i znajdować się jako naród gdzieś na peryferiach innowacji czy raczej nasza kultura naukowa winna dotrzymywać tempa, w jakim zmienia się świat.

Polskie uniwersytety podobno próbują się dostosować.

Debata o zmianach w naszym szkolnictwie wyższym sprowadza się do wdrażania rozwiązań 2.0, czyli dostosowania systemu do przezwyciężenia obecnych problemów. Tyle że świat w XXI wieku przeszedł dramatyczne zmiany polegające na szybko rozszerzającej się wiedzy i lawinowym rozwoju technologii. Reformując nauczanie, powinniśmy myśleć nie tylko o roku 2020, ale również 2040! To oznacza perspektywę dynamicznej reformy raczej 6.0, przynoszącej efekty w takim właśnie horyzoncie czasowym.

Jak rozumieć model 6.0?

Jesteśmy na progu czwartej rewolucji przemysłowej. Rozwój technologiczny jest coraz szybszy. Według hipotezy prof. Andrzeja Pawlaka z USA, który opracował metodę mapowania nisz technologicznych i latami pracował jako dyrektor dla General Motors, a jego patenty generują dziś miliardy dolarów przychodu, w 2065 roku osiągniemy tzw. punkt osobliwości. Nowe rozwiązania techniczne będą pojawiały się w czasie „zerowym”; gdy będziemy się dowiadywać o tym, że istnieją – one już będą przestarzałe.
Jaka zatem powinna być nowa strategia nauki?

Największe zmiany zajdą w naukach technicznych i medycznych. W kontekście tych dziedzin potrzebne jest metakształcenie na metauniwersytetach. Nauka w Polsce powinna być bardziej interdyscyplinarna, a naukowcy podążać za szybkim rozwojem.

Weźmy moją dziedzinę, gdy spróbujemy znaleźć informatyka biomedycznego w Polsce, nie będzie to łatwe. Mamy świetnych informatyków lub świetnych lekarzy, brakuje ludzi budujących pomosty i scalających specjalizacje. Konieczna jest także zmiana paradygmatu nauczania. Dziś wszyscy mają smartfony i nieograniczony dostęp do wiedzy, a uniwersytet nadal tkwi w dobie bibliotek. Studenci powinni być zorientowani nie tylko „wiedzo-centrycznie”, ale głównie „wyzwanio-centrycznie”. Kto dziś uczy naukowców tego, jak składać patenty, zakładać firmę, pozyskiwać środki na badania czy wręcz komercjalizować swoje produkty?

Ale przecież bez konkretnej wiedzy, nie będzie ani firm, ani produktów do skomercjalizowania!

W krajach, które chcemy doścignąć nakłady na naukę pochodzą nie tylko z ogromnych, strategicznych inwestycji państwa, ale także ze wsparcia przemysłu, który naukę traktuje jako inwestycję. Nie ma się co dziwić, że to firmy z USA, Japonii czy Chin dominują na świecie. A czy nasze uczelnie podążają za megatrendami przedstawionymi przez Światowe Forum Ekonomiczne już w 2015 roku, takimi jak internet rzeczy, robotyka, sztuczna inteligencja? Inna sprawa, że niemożliwe jest istnienie nowoczesnej uczelni technicznej czy medycznej bez trwałych relacji z gospodarką i przemysłem, bez istnienia inkubatorów przedsiębiorczości dla studentów.

Bez niego nie byłoby tranzystorów, komputerów, smartfonów... Przywrócona cześć Jana Czochralskiego

1 września 1939 roku okazuje się, że Czochralski nadal jest Niemcem. W dokumentach ma na imię Johann.

zobacz więcej
Twierdzi pan, że bez zmian będziemy stać w miejscu?

Polsce trudno będzie dołączyć do elitarnego grona najbardziej innowacyjnych państw świata. Jeżeli zamiast na rozwój, będziemy wydawali pieniądze głównie na konsumpcję, przepaść będzie się pogłębiać. Tymczasem konkurencja jest ogromna. Widzimy olbrzymią rywalizację USA z Azją. Daleki Wschód postawił na naukę, a uczelnie techniczne i medyczne z Chin zyskują prymat na świecie. Trwa bezwzględna walka o talenty naukowe, a my w tej dziedzinie jeszcze mamy ogromny potencjał. Obiektywnie rzecz biorąc mamy to „coś”, co naszych naukowców wyróżnia. Szkoda tylko, że zwykle mogą się oni wykazać, dopiero wtedy, gdy wyjeżdżają z Polski. Nasze społeczeństwo chyba nie w pełni zdaje sobie sprawę z tego, jakie znaczenie ma polska diaspora naukowa rozsiana po największych uczelniach świata. Jesteśmy utalentowanym narodem, zwłaszcza pod względem naukowo-innowacyjnym!

Trudno uwierzyć w wyjątkowość biało-czerwonego DNA. Dlaczego mielibyśmy być lepsi od innych państw o podobnej historii i potencjale gospodarczym?

Być może historia i położenie miały na to wpływ. Popatrzmy na Koreę. Położenie między dwoma potężnymi, agresywnymi wrogami i konieczność przetrwania między nimi przez stulecia wykształciły w Koreańczykach kreatywność i dzięki temu odnoszą dziś sukcesy gospodarcze. My podobnie i nawet nasi najwięksi wrogowie doceniali zdolności Polaków.

Oczywiście nie twierdzę, że jesteśmy lepsi na przykład od Czechów czy Węgrów, zwłaszcza że kraj naszych bratanków ma wyjątkowo dużą liczbę noblistów. Twierdzę, że jesteśmy bardzo kreatywni i potrafimy poradzić sobie w różnych warunkach. Inni mają podobne obserwacje. Przykładowo najwybitniejszy polski ekonomista, twarz Powstania Warszawskiego, profesor Witold Kieżun w czasie swojej pracy na uczelniach w USA projekty do wymyślenia dawał Polakom lub Żydom, a do realizacji – Niemcom.

A co z Chińczykami? Pana naukowy życiorys był pisany w Azji, więc zapytam wprost: czy niedługo to tam znajdzie się gospodarcze, a może polityczne centrum globu?

Państwo Środka to kraj długiego trwania, planują działania w rozległym horyzoncie czasowym, wykraczającym dalej niż jedną dekadę. Chińczycy cenią naukę oraz doceniają naukowców i stwarzają im wspaniałe warunki do badań. Kształcą ludzi na najlepszych uniwersytetach, jeśli sami nie mają uczelni ze światowej czołówki. I najważniejsze: walczą o pozyskanie zasobów, które w przyszłości pozwolą im zdominować pewne sektory gospodarki. Chiny już dziś mają zapewniony szeroki dostęp do surowców w Afryce, Ameryce Południowej czy Australii.
Studenci Northeastern University świętują zwycięstwo w zawodach z robotyki po wygranej w finale z kolegami z Szanghajskiego Uniwersytetu Jiao Tong. Fot. VCG for 2019 RoboMaster Robotics Competition Final Tournament via Getty Images
Jeszcze 20 lat temu nie docenialiśmy chińskiej gospodarki, kojarząc ją z tandetnymi podróbkami.

Dziś chińskie produkty często nadal są gorszej jakości, ale proszę zauważyć, jak dosłownie w ciągu kilku ostatnich lat to się zmienia. Przypomina to historię japońskiej firmy Sony – kiedyś wytwórcę tanich produktów, a dziś markę najwyższej jakości. Ekspansję azjatyckiej gospodarki i innowacji można było zauważyć już dużo wcześniej. W roku 1992 wysłałem z Singapuru list do ówczesnego prezydenta RP. Przesłanie było następujące: Azja wyjątkowo intensywnie stawia na naukę i innowacyjność w gospodarce. Powinniśmy podpatrywać takie rozwiązania, uczyć się i być europejskim centrum innowacji. Po około roku otrzymałem list z wydziału skarg i wniosków Kancelarii Prezydenta z potwierdzeniem, że list dotarł. Taki był odzew.

Potencjał gospodarczy Singapuru trudno jednak porównywać z Polską.

Mieszkałem w tym państwie przez połowę jego historii (Singapur uzyskał niepodległość w roku 1965; prof. Nowiński mieszkał i pracował tam w latach 1991-2015 - przyp. red.). Kraj szalenie rozwinięty technologicznie, stawiający na naukę i innowacyjność, a jednocześnie procentowo wydający z budżetu na badania prawie tyle samo, ile Polska.

Oczywiście w liczbach bezwzględnych, co nie powinno dziwić, skoro żyje tam 5 mln ludzi, a PKB jest znacznie wyższy niż u nas.

I tu pana zdziwię! Singapur wydaje z budżetu na badania procentowo prawie tyle samo, ile Polska. Robi to jednak mądrze. Ponadto przemysł ma znaczny wkład w finansowanie badań. Dla porównania, odpowiedziałem kiedyś na artykuł prof. Andrzeja Kajetana Wróblewskiego, wybitnego fizyka, jednego z byłych rektorów Uniwersytetu Warszawskiego. Narzekał, że polska nauka jest niedofinansowana, brakuje środków na granty. Ja zapytałem: czy któryś w polskich naukowców byłby gotowy podpisać cyrograf, że zwraca grant, gdy wyniki badań nie zwrócą kosztu projektu? Bez odpowiedzi.

W Singapurze naukowcy zwracają pieniądze?

Raczej nie dostają finansowania, jeśli nie spełniają określonych wymagań i nie mają odpowiedniego „track record”. Stosunek do pracy jest tam specyficzny. Posłużę się przykładem: przed wyjazdem z Polski pracowałem w Polskiej Akademii Nauk. Sprowadzało się to głównie do opracowań teoretycznych, generowania publikacji, zwykle w zeszytach instytutowych. Po wyjeździe trafiłem do świata innej prędkości, pracowało się 7 dni w tygodniu, rocznie publikując do 60 artykułów i składając kilka patentów. Do tego trzeba się było dokształcać i musiałem się odnaleźć także jako innowator i przedsiębiorca komercjalizujący swoje dokonania. Przez ćwierć wieku miałem świadomość, że muszę znacznie przekraczać zadane mi wskaźniki, łącznie z komercjalizacją wyników badań w postaci produktów, licencji technologii i tworzonych startupów.

Nieśmiertelność. W ciekłym azocie czy w superkomputerze?

200 tys. dolarów kosztuje zamrożenie ciała po śmierci. A niebawem mogą powstać maszyny, które dadzą życie wieczne naszym mózgom.

zobacz więcej
To porozmawiajmy o pana zainteresowaniach badawczych. Wiek XXI ma być wiekiem mózgu.

Tak stwierdził poprzedni prezydent USA, który podkreślił, iż wiek XX był okresem eksploracji kosmosu, a XXI będzie należał do badań mózgu. To zresztą widać w rosnących nakładach najbogatszych krajów świata. W neurotechnologie inwestują Amerykanie, Unia Europejska, Japończycy, Chińczycy, a także Izrael. W latach 90. popularną dziedziną badań medycznych była genetyka. Szacuje się, że jeden dolar zainwestowany w projekt genomu zwrócił się na poziomie 141 dolarów. W dziedzinie neuronauk stopa zwrotu może potencjalnie być jeszcze większa.

Mapy mózgu, które pan tworzy przypominają odkryty świat dzisiejszych Google Maps, czy raczej niedokładne starożytne mapy Ptolemeusza?

Astronomia i kartografia mają tysiące lat, a badania mózgu raptem ponad 100. Tym niemniej, mapy mózgu są coraz bogatsze i dokładniejsze. Stworzyłem szereg map w formie atlasów mózgu zdrowego rozszerzonego do głowy i szyi oraz mózgu chorego. W sumie 35 komercyjnych atlasów mózgu, których licencje zostały sprzedane 67 firmom i instytucjom i są rozprowadzane w około 100 krajach świata. Wiemy coraz więcej o mózgu i budujemy coraz lepsze mapy. Ja natomiast stawiam pytanie: czy my, naukowcy wiemy, czego jeszcze nie wiemy?
Źródło:Thieme Publishers/YouTube

Mózg człowieka bardziej tajemniczy od czarnej dziury?

Mózg ma wiele tajemnic. Jeżeli wiemy, czego nie wiemy, to mamy jasność, co powinniśmy badać. Inaczej będziemy błądzić. W multimedialnych modelach-atlasach mózgu, które tworzę są prezentacje anatomiczne, funkcjonalne, połączeniowe i naczyniowe. Zbudowałem atlasy mózgu zdrowego i specyficzne dla pewnych chorób, jak choroby Parkinsona czy udaru. Są one coraz szerzej wykorzystywane przez neurochirurgów w stacjach chirurgicznych, ponieważ moje atlasy zostały wylicencjonowane do 13 firm chirurgicznych, w tym tych największych. Mają one zastosowanie w innych specjalizacjach medycyny, zwłaszcza w neuroradiologii i neurologii oraz oczywiście w edukacji medycznej.

Statystyka mówi, że co trzeci z nas ma lub będzie miał problemy neurologiczne. Samych chorób tego typu jest około tysiąca. Podejrzewa się, że choroby Alzheimera i Parkinsona mają związek z małymi naczyniami krwionośnymi w mózgu. Ich badanie wyrasta na jedno z najważniejszych zagadnień tego obszaru medycyny.

Ostatnio pisaliśmy w Tygodniku o pomysłach skanowania i kopiowania zawartości ludzkich procesów myślowych na pamięć zewnętrzną. Czy pana zdaniem to realne?

Kibicuję takim pomysłom, gdyż niezależnie od powodzenia zawsze prowadzą do lepszego poznania mechanizmów ludzkiego ciała i zrozumienia mózgu. Sceptycznie podchodzę jednak do koncepcji, w której za jakiś czas ktoś zaoferuje „przegranie” zawartości świadomości człowieka na nośnik zewnętrzny, co w domyśle ma gwarantować nieśmiertelność. W takim wypadku nie bylibyśmy już sobą, tylko częścią sieci. Czyli nieśmiertelnym kodem. A co, jeśli ktoś użyje klawisz Delete?.

Nominowany do Nobla Polak, którego nikt nie zna

Jego odkrycia są wykładane na każdym uniwersytecie medycznym na Ziemi. A nikt przy tej okazji nie wymienia jego nazwiska.

zobacz więcej
Nazwałby się pan naukowcem, innowatorem czy przedsiębiorcą? Bo mam wrażenie, że wśród polskich naukowców granice między tymi specjalistami są ostre i raczej nieprzekraczalne.

To zależy od aktualnego zadania. A ponieważ mam ogarniać projekt od badań po wdrożenia, więc muszę być i naukowcem, i innowatorem i przedsiębiorcą. I to także jest jeden z problemów, który ogranicza naszych naukowców. Środowisko jest zachowawcze. Uważam, że wyniki pracy naukowca winny służyć społeczeństwu, zwłaszcza jeśli on czy ona finansowany jest z budżetu.

Ja tymczasem przez prawie 30 lat, na kolejnych etapach realizacji projektów nauczyłem się być i naukowcem, i wynalazcą, i wreszcie biznesmenem. Gdy wyjeżdżałem z kraju, nie wiedziałem, co to jest komercjalizacja, produkt, patent, kontrakt, a nawet KPI (Key Performance Indicator, pol. kluczowy wskaźnik dokonań – parametr stosowany we współczesnym biznesie do oceny pracy i realizacji projektów przyp. red.), będący podstawowym miernikiem postępów mojej pracy.

Aby wzlatywać, marzyć, tworzyć i realizować potrzebne są dwa skrzydła – naukowe i wdrożeniowe. Wdrażanie daje naukowcowi satysfakcję spełnienia. Ująłem to następująco w swoim motto: „Jeśli lekarz pomaga tysiącom pacjentów, a uczony może pomóc tysiącom lekarzy, to prowadzenie medycznych badań naukowych jest najbardziej satysfakcjonującym zajęciem.”
Nie chronimy odpowiednio naszej potencjalnej własności intelektualnej - wskazuje prof. Nowiński. Fot. Jan Bogacz/TVP
Dziś dysponuje pan większą liczbą patentów niż wszystkie polskie uczelnie razem wzięte.

Nie wiedziałem. Mam 71 patentów przyznanych i kolejnych 68 zgłoszonych, w tym europejskich 11 przyznanych i następne 23 zgłoszone oraz amerykańskich 23 przyznane i 19 zgłoszonych. Kiedyś czytałem, że Politechnika Warszawska ma cztery patenty europejskie. Dziś może jest ich więcej. Jednak to nie liczba jest problemem, a nasz stosunek do wytwarzanej nad Wisłą własności intelektualnej. Nie powinniśmy jej sprzedawać, to nasze olbrzymie dobro narodowe.

A sprzedajemy?

Nie wykorzystujemy wspaniałych okazji. Nie chronimy odpowiednio naszej potencjalnej własności intelektualnej. Przykład błękitnego laseru i grafenu to pokazuje. Ponadto niekiedy w mediach pojawiają się głośne doniesienia, czego to Polacy nie odkryli. Później okazuje się, że była to praca na zlecenie międzynarodowej korporacji, własność intelektualna została sprzedana, a w przyszłości ani uczelnia, ani nasz kraj nie będzie czerpał z tych odkryć zysków. To podstawowy błąd popełniany przez polską naukę. Zamiast pozbywać się odkryć, powinniśmy je chronić i sprzedawać prawo do ich komercjalizacji, zapewniając sobie udział w zyskach.

To ma być źródło finansowania polskich innowacji?

To może być jedno ze źródeł. Na razie nie okazał się nim być dochód z około stu nowych centrów technologicznych, których obecnie głównym źródłem dochodów jest… wynajem powierzchni. A gdzie odkrycia i nowe technologie przekłute w patenty, licencje, produkty?

Prawa rynku są bezwzględne. Firmy takie jak Samsung, Huawei wydają więcej niż niejedno średnie państwo europejskie...

To prawda, ale duże firmy nie są wcale tak bardzo innowacyjne, największa moc tkwi w małych startupach. Współczesna gospodarka wygląda w ten sposób, że wielkie, globalne korporacje skupują małe firmy wraz z ich dorobkiem intelektualnym. Dlatego przedstawiam koncepcję polskiej Doliny Krzemowej i Narodowego Technopolis wraz z Centrami Doskonałości. Tylko przy wsparciu państwa małe krajowe firmy technologiczne będą mogły się tworzyć i wzrastać. Być może kilka z nich w przyszłości może stać się globalnymi korporacjami z polskim rodowodem.

Mistrz Morawieckiego, idol Miłoszewskiego. Wicepremier wraca do gry

Powinien być patronem studiów MBA, wzorem dla twórców startupów, przykładem dla polskich inwestorów.


zobacz więcej
Jak pan widzi swój udział w budowaniu polskich innowacji?

Od momentu powrotu do kraju uczę się cierpliwości. Moje projekty są odrzucane – z dziesięciu złożonych nie otrzymałem ani jednego grantu. To zastanawiające, zwłaszcza że pracowałem z najlepszymi instytucjami medycznymi świata i najsławniejszymi lekarzami, przedstawiłem projekt polskiego centrum neurotechnologicznego, który miałby szansę z nimi współpracować. Został odrzucony za średnią jakość instytucji współpracujących (pomimo pięciu czołowych instytucji medycznych w USA, w tym dwóch najlepszych szpitali i firmy Philips Healthcare/Research) i brak adresowania podstawowych problemów biologii, a grant był o diagnozie i leczeniu chorób.

Później wraz ze światowej sławy amerykańskim profesorem medycyny mającym polskie pochodzenie i firmę w kraju złożyliśmy projekt skanowania ciała ludzkiego 16 tys. osób wraz z analizą. Mogło to być przedsięwzięcie nowatorskie w dziedzinie polskich badań. Niestety, także zostało odrzucone ze względu na niskie kompetencje w innowacji... Co bardzo ciekawe, gdyż według polskiego Urzędu Patentowego jestem jednym z dwóch żyjących Innowatorów Stulecia uhonorowanym znaczkiem wydanym przez Pocztę Polską.

Może złożone projekty były słabsze od innych lub zbyt kosztowne.

Czasami to wygląda tak, jakby nie wszyscy chcieli, żeby wybitni Polacy wracali do kraju. Ja nie jestem jedynym negatywnym przykładem. Grant prof. Andrzeja Pawlaka, zwanego geniuszem innowacji, na utworzenie centrum mechatroniki w kraju, również został odrzucony. Dotychczas profesor nie powrócił do kraju, chociaż bardzo tego pragnie.

Innego polskiego uczonego, profesora onkologa z najlepszego centrum onkologicznego w USA posiadającego dwie firmy biotechnologiczne na giełdzie nowojorskiej, zablokowała Fundacja Nauki Polskiej, nie wyrażając po prostu zgody na złożenie grantu do Brukseli. Za chwilę znalazł on finansowanie na swoje badania z firm prywatnych.

Sposób działania polskiego sektora nauki i innowacji daje dużo do myślenia. Najpierw za darmo kształcimy ludzi: od 500+, przez bezpłatną edukację, po szkoły wyższe i doktoraty. Przeznaczamy miliardy na edukację, a jednocześnie dopuszczamy do tego, żeby polski zasób talentów się wykrwawiał. Bo jak inaczej nazwać zbiorowy exodus najlepszych polskich talentów, młodych wykształconych ludzi, którzy opuszczają kraj i pracują dla konkurencyjnych gospodarek, aby zapewnić sobie lepszy rozwój, a swojej rodzinie bezpieczeństwo finansowe.

Ma pan na to receptę?

Tak mam. Sformułowałem ją w projekcie, szeroko przedstawianym w mediach, nad którym pracowałem kilka lat: to budowa Polski Innowacyjnej, Polska++. Projekt Polska++ dedykowałem Matkom-Polkom, aby ich córki i synowie mogli spełniać swoje marzenia, żyjąc godnie we własnym kraju.

Na początek prezydent i premier powinni zaprosić wybitnych Polaków z diaspory – czołowe osobowości będące jednocześnie uczonymi, innowatorami i przedsiębiorcami – którzy odnieśli światowy sukces do wielkiej burzy mózgów dotyczącej przyszłości polskiej nauki, innowacji i gospodarki. Celem byłoby zdefiniowanie nisz technologicznych na światowym poziomie i warunków, na jakich wybitni Polacy powróciliby do kraju, aby tu prowadzić badania i generować narodową wartość intelektualną w tych niszach.

Mamy Operę Narodową, Stadion Narodowy, planujemy budowę centralnego portu komunikacyjnego, dlaczego nie możemy stworzyć polskiego narodowego Technopolis – centrum nauki i innowacji, którego głównym zadaniem będzie generacja narodowej własności intelektualnej i jej zarządzanie?

Centralny Okręg Innowacji, wzorowany na przedwojennej idei Centralnego Okręgu Przemysłowego ministra Kwiatkowskiego?

Mówiąc obrazowo, projekt Polska++ to utworzenie innowacyjnego krwiobiegu kraju, którego sercem jest Narodowe Technopolis, napędzającego technologiczną przedsiębiorczość i zasilającego naszą gospodarkę globalnie konkurencyjną własnością intelektualną. Natomiast Polska Dolina Krzemowa to olbrzymie lotnisko, na które przybywają z całego świata powracające polskie talenty, a startują w świat wytworzone w kraju globalne produkty i technologie. Gdy wracałem do Polski, od początku mówiłem, iż mam zamiar wykorzystać swoje doświadczenie i kontakty międzynarodowe, zachęcić wybitnych Polaków do powrotu i wreszcie pomóc w tworzeniu polskiej Doliny Krzemowej. Narodowe Technopolis posiadałoby Centra Doskonałości prowadzone przez wybitnych Polaków, którzy w swoich dziedzinach osiągnęli sukces na świecie.

Żelbet Rzeczypospolitej

Znacznie łatwiej o rekonstrukcje historyczne z budowy barykady, niż Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach.

zobacz więcej
Prawdziwy patriotyzm jutra…

Ale niezbędny już dziś! Za dużo czasu i energii poświęcamy przeszłości, a nie przyszłości. Za każdym razem, gdy spotykam się z przedstawicielami władz, bardzo wyraźnie to artykułuję. Jeśli nie skupimy się na przyszłości, świat będzie nam uciekał. Bardzo dobrze jest wspominać historię, wybitnych rodaków. Namiętnie to robimy przy okazji rocznic patriotycznych. Ale dlaczego nie chcemy korzystać z wiedzy i doświadczenia żyjących dziś wybitnych Polaków, pracujących w największych uczelniach i instytutach świata oraz czołowych firmach technologicznych? To byłby prawdziwy akt patriotyzmu, gdybyśmy mogli przyciągnąć ich do pracy w Polsce na rzecz własnego kraju.

A czy pana pomysły nie dublują istniejące już Narodowe Centrum Badań i Rozwoju lub kilka wydziałów PAN?

Koncepcja projektu Polska++ jest oryginalna i nowatorska. Była szeroko prezentowana w mediach krajowych i polonijnych oraz na licznych konferencjach. Nie spotkałem nikogo, komu pomysł Technopolis by się nie spodobał. Mam pozytywne opinie od wielu instytucji i osób, w tym marszałka senatu, wicepremiera, wybitnych Polaków w kraju profesorów ekonomii (Witold Kieżun, Cezary Wójcik) i sztuki (Krzysztof Zanussi) i za granicą (profesor Andrzej Pawlak). Jednakże koncepcja wykracza czasowo poza kadencję parlamentu, rządu, ale także resortów.

– rozmawiał Cezary Korycki

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Prof. Wiesław L. Nowiński jest uczonym-innowatorem-pionierem-wizjonerem. Budowniczy pomostów między nauką, medycyną i sztuką. W najbardziej prestiżowym konkursie wynalazczym na świecie znalazł się w trójce laureatów w kategorii „Całokształt twórczości” Europejskiego Wynalazcy Roku 2014. To najlepszy wynik, jaki osiągnął polski naukowiec w historii. Twórca komputerowych atlasów mózgu, profesor radiologii w University of Washington Medical Center, profesor w Nanyang Technological University w Singapurze, profesor wizytujący w chińskim Harbin Institute of Technology oraz wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Podwójny laureat amerykańskiej nagrody Magna cum Laude (uznawaną za „Radiologicznego Oskara”), uhonorowany tytułami: Wybitny Polak 2012, „Pionier Medycyny” 2013 amerykańskiej Society for Brain Mapping and Therapeutics.
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Nawet po Katyniu uważał, że trzeba rozmawiać z Sowietami
12 grudnia opublikowano tzw. Listę Ładosia – spis ponad 3,2 tys. Żydów, dla których polscy dyplomaci w Szwajcarii przygotowali latynoamerykańskie paszporty, próbując ratować ich przed Holokaustem.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Agnieszka Romaszewska: Polacy muszą włączyć się we wspólne...
Szefowa TV Biełsat rozważa, czy Białorusini mogą zarazić się etnicznym szowinizmem.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Reżyserki, etyczki, ministry… Najbardziej irytuje mnie gościni
Gombrowicz ironizował, że pisarka to gorszy rodzaj pisarza. A kiedy Wisława Szymborska dostała Nobla, w niektórych artykułach w uznaniu jej zasług pisano, że należy ją nazywać poetą, nie poetką.
Rozmowy wydanie 29.11.2019 – 6.12.2019
Polska czerpie niemałe przychody z bitcoina. Czy nad Wisłą są...
Będziemy płacili librą Facebooka albo walutą chińską. Chyba, że powstanie narodowy pieniądz cyfrowy.
Rozmowy wydanie 22.11.2019 – 29.11.2019
Szeptuchy odwracają uroki, huculskie voodoo zabija wiedźmy
Znam mnóstwo zaklęć, więc znajomi czasami proszą mnie o pomoc. Jedna koleżanka powiedziała, że dzięki mnie zaszła w ciążę – opowiada etnolog badająca magię ludową.