Rozmowy

Piłsudski vs. Dmowski: Ciągła rywalizacja, nie ciągła wrogość

Choć przez ponad 40 lat stali po dwóch stronach politycznej barykady, łączył ich jeden cel: niepodległa Polska. Józef Piłsudski i Roman Dmowski – wbrew endeckiej i sanacyjnej propagandzie nie byli śmiertelnymi wrogami. Przez kilkadziesiąt lat darzyli się szacunkiem, jeśli nie życzliwością. Ich znajomość to ciągła rywalizacja, nie ciągła wrogość – mówi profesor Mariusz Wołos, historyk.

TYGODNIK TVP: Warszawa czy Wilno – gdzie po raz pierwszy Józef Piłsudski spotkał się z Romanem Dmowskim?

MARIUSZ WOŁOS:
Wskazałbym na Wilno…

To od razu drugie pytanie: czy na ich wzajemne relacje wpłynęła, jak się powszechnie twierdzi, rywalizacja o względy Marii Juszkiewiczowej, późniejszej żony Marszałka? Taką informację podał Władysław Pobóg-Malinowski, ale zdaniem profesora Krzysztofa Kawalca, biografa Dmowskiego, Poboga poniosła wyobraźnia…

Jeśli chodzi o domniemany miłosny trójkąt Piłsudski-Juszkiewiczowa-Dmowski, przychylam się do zdania profesora Kawalca. Niemniej w tej plotce tkwi ziarno prawdy, bowiem przyszły lider endecji był oczarowany panią Marią, nazywaną „PPS bez S”, czyli „piękna Pani”. Jego fascynacja nie miała jednak większego wpływu na rozwój uczucia między Marszałkiem i jego pierwszą żoną. Tym bardziej nie wpłynęła na stosunki osobiste między obydwoma politykami.

Zwróciłbym natomiast uwagę na fakt, że Roman Dmowski jako młody człowiek był zwolennikiem podobnej drogi do niepodległości, co Józef Piłsudski. Nie odrzucał koncepcji powstańczej, uważał, że Polacy mogą podjąć walkę o Rzeczypospolitą i za pomocą pracy organicznej, i za pomocą oręża. Dopiero późniejsze przemyślenia Dmowskiego na temat historii powstania styczniowego i sytuacji geopolitycznej ziem polskich sprawiły, że przeszedł do obozu antyirredentystycznego. Tak czy inaczej obaj mężowie stanu wychowywali się w cieniu powstania styczniowego i wywarło ono na nich niebagatelny wpływ.
Słynna tokijska dzielnica rozrywki, Yoshiwara tak wyglądała przed wielkim trzęsieniem ziemi, jakie nawiedziło Tokio w 1923 roku. Fot. Kyodo News Stills via Getty Images
Choć Dmowskiego i Piłsudskiego już u progu ich karier politycznych wiele dzieliło, nie brak dowodów, że panowie darzyli się co najmniej szacunkiem, jeśli nie sympatią. Pierwszy dosyć ciepło pisał o swoim rywalu w artykule „Historia szlachetnego socjalisty”. Z kolei Piłsudski, jak pisze jego biograf, profesor Włodzimierz Suleja, posiadał w swojej biblioteczce w Łodzi pisma Pana Romana.

Tych świadectw jest znacznie więcej – pan wspomniał o okresie przełomu XIX i XX wieku, ale kilka lat później politycy spotkali się w Tokio. Odbyli wówczas długą, trwającą niemal 9 godzin rozmowę, początkowo z udziałem Tytusa Filipowicza, później w cztery oczy. Nie wiemy do końca, o czym rozmawiali, warto jednak dodać, że Dmowski był przewodnikiem Piłsudskiego po japońskiej stolicy. Do Tokio przybył dwa miesiące przed przywódcą PPS i przez ten czas zdążył poznać miasto, ale to był marginalny cel wyprawy Dmowskiego. Przede wszystkim chodziło mu o storpedowanie powstańczych planów Piłsudskiego, który chciał uzyskać od Japończyków broń i amunicję na potrzeby kolejnego narodowego zrywu.

Dodam, że niedawno ukazały się „Dzienniki” Władysława Konopczyńskiego, opublikowane przez profesora Piotra Bilińskiego. Wiosną 1919 roku Konopczyński, związany z Narodową Demokracją, uczestniczył w posiedzeniach Biura Prac Kongresowych, wspierającego polską delegację na konferencji paryskiej. Spotykał się wówczas z Dmowskim i na szczęście w „Dziennikach” zachowały się zapisy tych rozmów. Wynika z nich, że Pan Roman postrzegał Komendanta jako polityka niezwykle ambitnego, ale zarazem idealistę, człowieka, który w swoich działaniach kieruje się polską, choć inaczej pojmowaną, racją stanu.

Co naprawdę Piłsudski napisał do Dmowskiego i dlaczego postawił na Paderewskiego?

„Liczę serio na Paderewskiego, jest zgodny ze mną prawie we wszystkich punktach, jest nawet bardziej zaciekłym «federalistą» i on będzie Dmowskiego moderował...” – mówił Piłsudski.

zobacz więcej
Wspomniał pan o tym, że Dmowski oprowadzał Piłsudskiego po Tokio. Panowie utrzymywali wówczas ożywione relacje towarzyskie – zwiedzili m.in. słynną dzielnicę rozrywki, Yoshiwarę, zanotowali także wspólne wyjście do teatru. Piłsudski poprosił nawet Dmowskiego, aby ten w drodze powrotnej wysłał z poczty w Vancouver listy do działacza PPS, Aleksandra Malinowskiego i Marii Juszkiewiczowej, wtedy już Piłsudskiej.

Wbrew pozorom nie powinniśmy się temu dziwić. Zarówno Piłsudski, jak i Dmowski, reprezentanci polskiej inteligencji, zostali wychowani w pewnych kanonach kulturowych, niestety, dla nas coraz bardziej niezrozumiałych. Takie przysługi, jak nadanie w imieniu rodaka listu do żony, były dla obu panów czymś naturalnym i różnice polityczne nie miały tutaj żadnego znaczenia. Chciałbym też podkreślić, że obydwaj nie czynili późniejszego użytku z przeprowadzonej w Tokio rozmowy.

Natomiast jeszcze podczas pobytu w Japonii Dmowski oświadczył Piłsudskiemu, że w rozmowach z Japończykami będzie zwalczał jego plany tylko argumentami merytorycznymi, wykluczył argumentowanie ad personam. Taki styl rywalizacji fair play wyrastał z etosu pokolenia „niepokornych”, do którego należeli bohaterowie naszej rozmowy.
Dziś polska historiografia stoi na stanowisku, że nie należy sobie przeciwstawiać działań podejmowanych przez Piłsudskiego i Dmowskiego w trakcie I wojny światowej – obie drogi do niepodległości się uzupełniały. Panowie w dalszym ciągu darzyli się szacunkiem – Komendant przekonywał jednego z najbliższych współpracowników, Bogusława Miedzińskiego: „niech gra Pan Roman Dmowski. Dałem mu do ręki atutową kartę […] niech od tamtej strony [ententy – przyp. red.] żąda więcej”. Z kolei Prezes miał zastanawiać się nad…porwaniem Piłsudskiego z Magdeburga i powierzeniem mu dowództwa armii, zwanej później Błękitną.

Mogę tylko podpisać się pod przytoczonymi przez pana słowami. Gdyby jakimś cudem udało się wydobyć Piłsudskiego z Magdeburga, to myślę, że Dmowski nie miałby nic przeciwko temu, aby Komendant stanął na czele formujących się we Francji polskich oddziałów. Dziś nazywamy je Błękitną Armią albo Armią Hallera, ale równie dobrze mogła to być Armia Piłsudskiego. Polityczni adwersarze utrzymywali w trakcie I wojny światowej kontakty poprzez licznych pośredników i mamy szereg świadectw, które to potwierdzają.


Pierwsze lata polskiej niepodległości to dalsza współpraca między panami – o ile Piłsudski zarezerwował dla siebie wyrąbanie szablą granic wschodnich, o tyle w zakresie granic zachodnich inicjatywę oddał Dmowskiemu. Niektórzy historycy podkreślają, że Naczelnik Państwa pozostawał obojętny wobec granicy polsko-niemieckiej i polsko-czechosłowackiej albo słabo się nimi interesował. Przeczą temu notatki adiutantów Piłsudskiego z końca listopada 1918 roku, do których dotarłem. Naczelnik mówił im nie tylko o terytorium Polski na Wschodzie, ale również na Zachodzie i kreślona przez niego granica zachodnia niemal idealnie pokrywa się z wizją Dmowskiego prezentowaną w Paryżu.
Komitet Narodowy Polski w Paryżu 1918. Siedzą od lewej: Maurycy Zamoyski, Roman Dmowski, Erazm Piltz, stoją Stanisław Kozicki, Jan Emanuel Rozwadowski, Konstanty Skirmunt, Franciszek Fronczak, Władysław Sobański, Marian Seyda, Józef Wielowieyski. Fot. Wikimedia
Listopad 1918 roku przyniósł Polsce nie tylko niepodległość, ale i dwa ośrodki władzy: w Paryżu i w Warszawie, kierowane przez Komendanta i Prezesa. Wydaje się, że i Piłsudski, i Dmowski zdawali sobie sprawę, że ten dualizm może zaszkodzić Rzeczypospolitej w dłuższej perspektywie – gdyby w Paryżu pojawiły się dwie polskie delegacje, mało prawdopodobne, aby zwycięstwa mocarstwa uwzględniły nasze postulaty graniczne. Zmiana rządu Moraczewskiego także była konieczna, ponieważ gabinet koalicyjny łatwiej uzyskałby od ententy kredyty, żywność, a przede wszystkim broń i amunicję.

Kompromis zawarty między Piłsudskim i Dmowskim na początku 1919 roku przeważnie umyka oglądowi podręcznikowemu, a przecież był kluczowy dla losów Polski. Powołanie rządu Ignacego Jana Paderewskiego oraz rozszerzenie składu Komitetu Narodowego Polskiego nastąpiło na drodze ustępstw obu stron i dowodzi, że obaj mężowie stanu potrafili wznieść się ponad własne ambicje i interesy swoich obozów – dla dobra Polski.

Gabinet Paderewskiego utworzono dosłownie na kilka dni przed rozpoczęciem konferencji pokojowej w Paryżu – nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak potoczyłaby się nasza historia, gdyby do kompromisu nie doszło. Kogo mieliby słuchać alianci – o wiele im bliższych przedstawicieli KNP czy wysłanników Piłsudskiego, reprezentującego jednak w Warszawie realną siłę? Rządu Moraczewskiego, opartego głównie na działaczach lewicy czy przedstawicieli prawicy znad Wisły? Historycy znają wagę tego kompromisu, gorzej ze społeczeństwem, ale mam nadzieję, że z biegiem lat to się zmieni.

Roman Dmowski, ideolog polskiej lewicy. Z jego opiniami zgadzał się nawet Adam Michnik

Przeciwnicy prawicy straszą Polaków widmem endecji. A równocześnie sami formułują myśli bliźniaczo podobne do poglądów lidera Narodowej Demokracji.

zobacz więcej
Wyjaśniliśmy sobie, że Piłsudski i Dmowski prezentowali jednolite stanowisko w sprawie granic Rzeczypospolitej na Zachodzie. A jak wygląda sytuacja odnośnie granicy wschodniej? Federalizm czy inkorporacja?

Obaj mężowie stanu – podkreśla to profesor Włodzimierz Suleja i ja się z tym zgadzam – nie byli niewolnikami jednej koncepcji, jeśli chodzi o granicę wschodnią. W podręcznikach podkreśla się, że Piłsudski równa się federalizm, Dmowski – inkorporacja, ale w rzeczywistości politycy byli o wiele bardziej elastyczni.

Przywódca Narodowej Demokracji dopuszczał unię realną z Litwą – a to przecież nic innego, jak jeden z wariantów koncepcji federacyjnej. Z drugiej strony, obóz belwederski i jego lider, czyli Piłsudski, traktowali Polskę „koronno-litewską” od Warszawy po Wilno i Kowno jako plan maksimum. Rzeczpospolitą w wersji inkorporacyjnej, z podziałem ziem litewskich na Litwę kowieńską i Litwę wileńską – po polskiej stronie, akceptowali zaś jako plan minimum. Podziały w kwestii obszaru Polski na Wschodzie nie były więc aż tak ostre, jak to się zwykle przedstawia, niemniej istniały.

Nie podzielam opinii zasłyszanej od jednego z historyków, że Piłsudski mówił Dmowskim, a Dmowski Piłsudskim, że de facto istnieli „Roman Piłsudski” i „Józef Dmowski”. Weźmy chociażby kwestię ziem ukraińskich, gdzie rozbieżności między politykami były bardzo duże.

Silny wrażliwy człowiek

Początkowo nawoływał do kompromisu i zgody. Dopiero po zamachu na Narutowicza stał się wobec przeciwników bezwzględny. 150 lat temu urodził się Józef Piłsudski.

zobacz więcej
Właśnie Ukraina miała stać się kością niezgody między politykami podczas ich kolejnej rozmowy, w maju 1920 roku. Dmowski kilka dni przed spotkaniem wrócił do Polski z Paryża, Piłsudski natomiast był wówczas fetowany jako „zdobywca Kijowa”, świeżo po wkroczeniu tam Wojska Polskiego.

Dmowski odmawiał Ukraińcom nawet prawa do odrębnej narodowości, a co dopiero prawa do posiadania własnego państwa. Piłsudski w niepodległej, sprzymierzonej z Polską Ukrainie widział natomiast blokadę dla rosyjskiej ekspansji, niezależnie od tego, czy białej czy czerwonej. To były poglądy nie do pogodzenia, co uwidoczniło się podczas wspomnianego przez pana spotkania.

Muszę też tutaj skrytykować Piłsudskiego, który postąpił wobec swojego przeciwnika niezbyt elegancko. Dmowski niemal natychmiast po przyjeździe do Warszawy poprosił o audiencję w Belwederze, ale doszła ona do skutku dopiero po dziewięciu dniach. To był ewidentny afront – Naczelnik Państwa dał odczuć liderowi endecji, że nie dostrzega w nim już partnera politycznego, co najwyżej przywódcę jednego ze stronnictw.

Do kolejnych spotkań Piłsudski-Dmowski doszło podczas posiedzeń Rady Obrony Państwa, w lipcu 1920 roku, i wówczas panowie kilkukrotnie ostro dyskutowali ze sobą. Najostrzej 19 lipca, gdy Dmowski zarzucił Naczelnemu Wodzowi zdezorganizowanie armii i domagał się zmian na najwyższych szczeblach dowodzenia, choć nie obejmujących Piłsudskiego. Zwrócił się również do niego z patetycznymi słowami: „Ja także całe życie poświęciłem Polsce”. W odpowiedzi Piłsudski zagroził dymisją i przekonywał, że dysponuje planem odparcia wojsk bolszewickich. Ta wymiana zdań świadczy o ogromnym napięciu między politykami, które wkrótce poskutkowało wycofaniem się Dmowskiego z prac ROP.
12 maja 1926, marszałek Józef Piłsudski przed spotkaniem z prezydentem RP Stanisławem Wojciechowskim na moście Poniatowskiego. Od lewej: Kazimierz Stamirowski, Marian Żebrowski, Gustaw Orlicz-Dreszer, Józef Piłsudski, Władysław Jaroszewicz i Michał Galiński. Fot. Wikimedia/Marjan Fuks
Kolejne lata przynoszą krzepnięcie niepodległej Polski, a zarazem zamrożenie kontaktów między Komendantem i Prezesem. W relacjach między nimi coraz mniej było chyba respektu i doceniania rywala, a coraz więcej niechęci i nieufności. Piłsudski obarczył obóz Dmowskiego moralną odpowiedzialnością za zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza w grudniu 1922 roku. Z kolei lider endecji uznał przewrót majowy w 1926 r. za krok zbyt ryzykancki i wyraz megalomanii Piłsudskiego.

W tym momencie cofnąłbym się do lata 1920 roku, gdy polskie wojsko nieustannie cofało się pod naporem bolszewików i sytuacja na froncie zaczęła zagrażać istnieniu Rzeczypospolitej. Wówczas niektórzy przedstawiciele endecji zaczęli publicznie oskarżać Piłsudskiego o niestworzone rzeczy.

Mam na myśli nie tylko ks. Stanisława Adamskiego, który wprost zarzucił Naczelnemu Wodzowi zdradę, ale też np. posła Stefana Sołtyka. Sołtyk rozgłaszał, że oto Piłsudski utrzymuje tajny kontakt telefoniczny z Leninem, później, że zdezerterował z frontu i uciekł do kochanki, wreszcie że wywiózł swoje, a nawet publiczne, mienie za granicę itd. Jeden z najbardziej znanych piłsudczyków, Bolesław Wieniawa-Długoszowski chciał się nawet pojedynkować z Sołtykiem, ale Piłsudski mu zabronił, z uwagi na honor państwa.

Zaryzykowałbym jednak tezę, że dopiero zabójstwo prezydenta jest momentem zwrotnym, w którym Piłsudski traci wiarę w polską demokrację, a jego niechęć do endecji przeradza się w nienawiść. Ze strony Marszałka zaczynają padać pod adresem polityków, nie tylko zresztą prawicy, coraz ostrzejsze słowa – w pierwszej połowie lat 20. Piłsudski z każdym dniem utwierdza się w przekonaniu, że parlamentarzyści kierują się prywatą i niszczą instytucje państwa, w tym jego ukochaną armię.

Już w listopadzie 1925 roku poprzez słynną manifestację w Sulejówku pokazał politykom, że wojsku nie podoba się kierunek, w jakim idą sprawy polskie. Niemniej, wielokrotnie podkreślałem i podkreślam nadal, że Marszałek nie przygotowywał zamachu stanu. Marsz na Warszawę był demonstracją polityczną i dopiero wskutek sprzeciwu prezydenta Stanisława Wojciechowskiego – broniącego wszak legalnego rządu – doszło do walk.

Złośliwy cień endecji

Żadna książka, w tym naukowa, nie jest pozbawiona omyłek. Gorzej gdy mamy do czynienia z sądami, które mają „udowadniać” z góry założoną tezę – pisze historyk dr Krzysztof Kloc

zobacz więcej
W dziennikach Juliusza Zdanowskiego znalazłem informację, że w 1929 roku doszło do rozmów na linii Dmowski – grupa „pułkowników”. Jeden z nich miał odwiedzić Pana Romana i namawiać go do spotkania z Piłsudskim, który „zawsze gotów i oczekuje”. Dmowski miał odpowiedzieć, że Marszałka uważa za człowieka „nieprzytomnego i któremu nie może nic wierzyć”.

Zanim poruszę te kwestię, jeszcze kilka słów o Dmowskim. Lider Narodowej Demokracji już u zarania II Rzeczypospolitej uznał, że choć Piłsudski działa na rzecz Polski, ma skłonności dyktatorskie. Dysponujemy słynnym listem Dmowskiego do Stanisława Grabskiego z marca 1919, w którym pisze, że Piłsudski śni o roli Napoleona wypływającego na falach rewolucji. Jego obawy w tym momencie były nieuzasadnione – mówiłem już o procesie rozczarowywania się Piłsudskiego polską demokracją.

Jeśli chodzi o zamach majowy, Dmowski stał na stanowisku, że były Naczelny Wódz zaryzykował zbyt wiele – przedłużające się walki mogły grozić podziałem państwa lub interwencją wrogich sąsiadów. Po przewrocie Pan Roman tworzy Obóz Wielkiej Polski, ale to twór nadzwyczaj nietrwały. Proszę zwrócić uwagę, że gdy w latach 1932–1933 OWP zostaje rozwiązany, po organizacji –teoretycznie kilkudziesięciotysięcznej – szybko nie ma śladu. Strategia przyjęta przez Dmowskiego – wyczekiwanie na rozkład obozu pomajowego i samorzutne przejęcie władzy – okazała się więc błędna. Dopiero po śmierci Marszałka ujawniają się między piłsudczykami różnice, a zwycięska strona Edwarda Śmigłego-Rydza zaczyna flirtować ze skrajną prawicą.

Wracając do przytoczonych przez pana rozmów, nie przywiązywałbym do nich większej wagi. Piłsudczycy często sondowali nastroje wewnątrz innych obozów – przykładem nieoficjalne kontakty między nimi a Adolfem Hitlerem na przełomie lat 20. i 30.
Roman Dmowski Piłsudskiego przeżył o cztery lata. Zmarł 2 stycznia 1939 roku. Jego pogrzeb odbył się pięć dni później. Fot. NAC
Od śmierci bohaterów naszej rozmowy minęło ponad 80 lat. Czy uważa pan, że obaj mogą już w spokoju zająć miejsce w narodowym panteonie? Z jednej strony, jak pisał profesor Kawalec, obaj brzydko się starzeli: „jeden brzydko pisał, drugi brzydko czynił”. Z drugiej, ich zasługi dla odzyskania przez Polskę niepodległości są nieocenione…

Jeśli ktoś patrzy czy to na Piłsudskiego – z perspektywy Brześcia i Berezy Kartuskiej, czy Dmowskiego – z perspektywy jego antysemickich i antydemokratycznych wywodów, to postaci te mogą wydawać się niesympatyczne. Ja jednak patrzę na obu mężów stanu z perspektywy ich całego życia i bilans ich działalności jest zdecydowanie pozytywny. To byli wielcy Polacy, którzy dla Polski poświęcili wszystko i mają w swoich życiorysach czarne karty, to bezsporne, ale nie powinny one nam przesłaniać całości ich biografii.

Można na przykład dyskutować, czy plan Bitwy Warszawskiej przygotował Piłsudski czy generał Rozwadowski, ale to Naczelny Wódz go zatwierdził i odpowiada za zwycięstwo tak jak odpowiadałby za klęskę. Na korzyść Piłsudskiego dodałbym jeszcze, że odbudował kulturę wojskową w Polsce – nie chodzi tylko o ruch strzelecki, ale także I Brygadę Legionów, w których znaleźli się inteligenci stanowiący później elitę II Rzeczypospolitej, wreszcie Wojsko Polskie począwszy od jesieni 1918 r., w czym wybitny udział miał wierny mu Kazimierz Sosnkowski. Piłsudski sprawił, że walka zbrojna o niepodległość ojczyzny wydała im się atrakcyjna i za tę ideę oddawali życie.

Natomiast Roman Dmowski postawił na polski egoizm narodowy – dziś takie myślenie możemy akceptować lub nie, ale wówczas była to forma obrony przed germanizacją i rusyfikacją. Warto dodać jeszcze jedno – dla Piłsudskiego państwo było ważniejsze niż demokracja, tak jak dla Dmowskiego od demokracji ważniejszy był naród. Rozumując dzisiejszymi kategoriami, niełatwo to zrozumieć, może nader łatwo za to osądzać.

– rozmawiał Tomasz Czapla

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Mariusz Wołos (ur. 16 sierpnia 1968 ) jest historykiem i eseistą, profesorem nauk humanistycznych, pracownikiem Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie i Instytutu Historii PAN w Warszawie. Specjalizuje się w historii dyplomacji, historii II Rzeczypospolitej, sowietologii, biografistyce, współczesnej historiografii rosyjskiej i polskiej. Jest badaczem mniejszości narodowych w Polsce i Europie. W 2013 r. otrzymał Nagrodę KLIO w kategorii monografia naukowa za książkę „O Piłsudskim, Dmowskim i zamachu majowym. Dyplomacja sowiecka wobec Polski w okresie kryzysu politycznego 1925-1926”. W 2018 r. Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce przyznał mu nagrodę Wacław Jędrzejewicz History Medal „za wybitne osiągnięcia w dziedzinie historii, a szczególnie badań dotyczących okresu XX-lecia Międzywojennego w Polsce”.
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
W Australii są piękne widoki, ale od polskich ciarki przechodzą
Polak, który uszył kurtki reprezentacji olimpijskiej Australii, opowiada o Polonii na antypodach i walce o utrzymanie nazwy najwyższego szczytu kontynentu Góra Kościuszki.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Wschodni blok się sypał, a w Polsce SB wciąż dobrze się miała
Członkowie komisji weryfikacyjnych nie mieli pojęcia o bezpiece – mówi Tomasz Kozłowski, historyk
Rozmowy Poprzednie wydanie
Stwórzmy polską Dolinę Krzemową
Polscy naukowcy mogą się wykazać dopiero, gdy wyjadą z Polski – mówi prof. Wiesław Nowiński.
Rozmowy wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Łukaszenko puszcza oko do Zachodu
Białorusini są bardzo zrusyfikowani, ale istnieją realne różnice pomiędzy wschodnią a zachodnią częścią kraju. Grodno to jednak nie Witebsk – mówi białoruski opozycjonista Aleś Zarembiuk.
Rozmowy wydanie 25.10.2019 – 1.11.2019
TurboFranciszek i kryzys papiestwa
Paweł Milcarek: Stolica Apostolska staje się wszechmocną centralą, której przypisuje się, że może wszystko, także zmieniać naukę Kościoła.