Cywilizacja

Pierścionek z babcią czy urna w kształcie jo-jo. Żałoba designera

Najbardziej radykalni ekoprojektanci proponują przekształcanie pochodzących z kremacji prochów w przedmioty pamiątkowe. Anna Schwamborn wykonuje naszyjniki z włosów i zestalonych prochów i kości zmarłych, Geraldine Spiker łączy prochy z żywicami syntetycznymi, tworząc oryginalne, abstrakcyjne rzeźby, które przyozdobić mogą kominek, zaś Jill Magid zamieniła popioły znanego meksykańskiego architekta Luisa Barragana w dwa diamenty.

Współczesna cywilizacja igra ze śmiercią na wiele zdumiewających sposobów. Po latach jej hedonistycznego negowania można dostrzec fascynację makabrycznymi motywami w modzie i obyczajach: lawinowo rośnie liczba fotosesji modelek stylizowanych na zwłoki, biżuteria z motywami czaszek bądź piszczeli sprzedaje się świetnie jak nigdy dotąd, podobnie pamiątki związane z okrutnymi morderstwami (tzw. murderabilia) czy dekoracje na Halloween, na które w Stanach Zjednoczonych wydaje się już więcej niż na ozdoby związane ze świętami Bożego Narodzenia.

Szczególnym jednak objawem tanatofilii naszych współczesnych jest waga, jaką designerzy przywiązują do ceremonii pogrzebowych i wprowadzania do nich nowej obrzędowości. Zwykle chodzi o prowokację artystyczną, która zawsze jednak wyrasta na podłożu innego niż dotąd widzenia świata. Zmarły staje się elementem gry: gry w design, gry w „głęboką ekologię”, żonglerki motywami, która nie ma nic wspólnego z tradycyjnie pojmowaną żałobą, smutkiem czy pamięcią.


Oczywiście, dystans wobec tradycyjnej, dość bombastycznej estetyki i obyczajowości funeralnej pojawia się nie od dziś. Wielu moralistów, a czasem mizantropów pytało o sens wydawania fortun na grobowce rodzinne z różowego marmuru, wielu duszpasterzy zwracało uwagę, że zbytnia troska o kształt trumiennych okuć i liczebność chóru na mszy żałobnej skutecznie przesłania sprawy ważniejsze: od żalu i tęsknoty do modlitwy za zmarłych.

W nowoczesnych projektach, podbijających nekropolie i domy pogrzebowe Zachodu, nie chodzi jednak o przywrócenie miary i skromności: kształt ceremonii funeralnych dyktuje dziś, po pierwsze szczególny rodzaj utylitaryzmu, po wtóre fascynacja formą. W obu przypadkach zmarli potraktowani są czysto przedmiotowo jako – jakkolwiek makabrycznie by to brzmiało – „wypełniacz” nowych obrzędów.

Projektanci, deklarujący wrażliwość ekologiczną podnoszą (znowu: nie bez szczypty racji!) kwestię rozrastania się cmentarzy, ryzyka przedostawania się do środowiska toksyn, pochodzących z powolnego rozpadu zwłok, a jednocześnie – setek ton palisandru, mosiądzu, granitu i pluszu trafiających pod powierzchnię ziemi.

Tyle że proponowanych przez nich rozwiązań nie sposób pogodzić z tradycyjnie rozumianym szacunkiem wobec zmarłych. Nikt nie proponuje skromniejszych pogrzebów, bo w tym nie byłoby ani zabawy, ani okazji do zabłyśnięcia konceptem.
W proch się obrócisz.... „Capsula Mundi” Anna Citelli i Raoula Bretzela. Fot. Emanuele Cremaschi/Getty Images
W miejsce tego jedni, jak Shaina Garfield z Nowego Jorku, wyściełają trumnę grzybnią, by przyspieszyć rozkład zmarłych – inni, jak zespół Anna Citelli i Raoul Bretzel, nie stronią od podniosłej łaciny i tworzą „Capsula Mundi”: trumnę w kształcie gigantycznego jaja z materiału biodegradowalnego. Nad pochowanym w ten sposób zmarłym należy zasadzić, najlepiej jeszcze w czasie ceremonii pogrzebowej, drzewo – które w trakcie wzrostu będzie się „karmić” szczątkami…

Niewiele ma to wspólnego z krzewem kaliny czy dzikiej róży, sadzonym dawniej na grobach, można w tym jednak, na upartego i przy dużej dozie dobrej woli, dostrzec myśl o naturze, o żywiołach, o powrocie prochu do prochu.

Memento mori. Jak przygotować się na szczęśliwą śmierć

Ilekroć spotkamy orszak pogrzebowy, ile razy usłyszymy o czyimś zgonie, mówmy do siebie: mnie to samo jutro czeka.

zobacz więcej
A on już leży w grobie,
A nad nim kwiatki rosną,
A rosną tak wysoko,
Jak on leży głęboko


– śpiewał Mickiewicz w balladzie „Lilije”, chociaż ani mu się śniło, by miała ona zainspirować kuratorów XXII Triennale w Mediolanie, na którym we wrześniu tego roku zaprezentowano „Capsula Mundi”.

Czasem jednak troska o naturę potrafi naprawdę dopiec – i wtedy projektanci, sekundujący koncepcji prawdziwie nowoczesnej, jaką jest kremacja, głowią się nad pojemnikami na prochy zmarłych, które mogłyby zastąpić staroświeckie i dziwne urny.

Pomysłów jest tu bez liku, a co jeden – to lepszy: jedni rwą się projektować je z recyklowanego plastiku, inni, jak Wolfgang Natlacen – z drzewa hodowanej na plantacjach, ekoakacji, z którego wyrzeźbić można estetyczne, umilające rutynę biurowego dnia jo-jo na biurko. Inni, esteci tej rangi co artystka podpisująca się jako „Maria Tyakina”, zatroskani o to, by pojemnik z prochami pasował do minimalistycznego wystroju współczesnych wnętrz, proponują zaprojektowanie obiektu z mrożonego szkła i marmuru kararyjskiego.
Gustowny diament ze słynnego architekta Luisa Barragana. Fot. www.jillmagid.com
Po co jednak zbędny obiekt, po co dodatkowe zamieszanie? Najbardziej radykalni ekoprojektanci proponują przekształcanie pochodzących z kremacji prochów w przedmioty pamiątkowe. Anna Schwamborn wykonuje w swojej szwajcarskiej pracowni naszyjniki z włosów i zestalonych prochów i kości zmarłych, Geraldine Spiker z Los Angeles łączy prochy z żywicami syntetycznymi, tworząc oryginalne, abstrakcyjne rzeźby, które przyozdobić mogą kominek, zaś Jill Magid, wykorzystawszy znajome laboratorium wysokich ciśnień, zamieniła popioły znanego meksykańskiego architekta Luisa Barragana w dwa diamenty, oszlifowane dziś i skrzące się w dwóch bliźniaczych, opisywanych z uznaniem przez „New Yorkera” sygnetach.

Każdy dzień niemal przynosi nowe rozwiązania proponowane przez utylitarystów, którzy, jak widać, nie czytali może słabo przekładanych na niemiecki i angielski „Medalionów” Zofii Nałkowskiej, ale z pewnością byli pod wrażeniem dokonań Piotra Wielkiego: założyciela Petersburga, nowatora również w dziedzinie wykorzystywania zwłok chłopów i Czuchońców w architekturze portowej i militarnej, a mianowicie do utwardzania nadbrzeży w terenie podmokłym.

– Wojciech Stanisławski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.