Cywilizacja

Dlaczego Putin pokochał Gretę Thunberg?

Rosyjski rząd przygotował projekt specjalnej ustawy, który przewiduje dla wszystkich firm zainteresowanych inwestycjami w rejonach arktycznych zwolnienie na wiele lat z podatków.

Pod koniec września rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew poinformował, że po latach namysłu Rosja podjęła decyzję o przyłączeniu się do Porozumienia Paryskiego w sprawie zmian klimatycznych, jakie w 2015 roku podpisało niemal 200 państw świata.

Zaś Władimir Putin, znany ze swego sceptycyzmu wobec polityki proekologicznej, w ciepłych słowach komentował wystąpienie Grety Thunberg, młodej szwedzkiej ekoaktywistki na forum ostatniej sesji plenarnej ONZ. „To bardzo dobre i prawidłowe zjawisko” – powiedział rosyjski prezydent – „kiedy młodzi ludzie, nastolatki zwracają uwagę na palące problemy dnia codziennego, w tym i problemy ekologiczne, musimy ich zdecydowanie popierać.”

Władimir Władimirowicz nie byłby sobą, gdyby tej wypowiedzi nie uzupełnił wtrętem, że entuzjazm młodych wykorzystują bliżej nieokreślone siły w swych interesach, ale ta część komentarza, pozostała niezauważona w fali entuzjazmu po decyzji rosyjskiego rządu o przyjęciu porozumienia klimatycznego.

Efekt cieplarniany grozi Arktyce

Eksperci w Rosji i na świecie zadają sobie pytanie, jakie są przyczyny tej nagłej i zasadniczej zmiany rosyjskiej strategii. Oleg Nikiforow z „Niezawisimej Gaziety” zwraca uwagę na to, że Miedwiediew poinformował o decyzji rządu, a nie o ratyfikowaniu porozumienia przez rosyjską Dumę. Wybór takiej drogi przyjęcia porozumienia może świadczyć, że władza obawia się w parlamencie opozycji ze strony przedstawicieli regionów i silnego lobby deputowanych uważających, że ruch ekologiczny jest w gruncie rzeczy działaniem Zachodu wymierzonym w Rosję. A jednak, mimo oczekiwanych wyrazów niezadowolenia we własnym zapleczu politycznym, rosyjskie władze zdecydowały się rozpocząć działania proekologiczne. Dlaczego?
Greta Thunberg przemawia do zgromadzonej tłumnie młodzieży podczas marszu w obronie klimatu w Montrealu we wrześniu 2019 roku. Fot. Minas Panagiotakis/Getty Images
Pewne światło na motywy rosyjskich władz rzuca ostatni raport grupy naukowców z waszyngtońskiego uniwersytetu Georgtown, kierowanej przez profesora Dmitrija Streletskiego.

Otóż ich zdaniem efekt cieplarniany ma szczególnie destrukcyjne skutki w rejonach arktycznych, gdzie średnie temperatury rosną szybciej niż gdzie indziej. W rezultacie do roku 2050 około 1/5 infrastruktury na rosyjskiej Dalekiej Północy będzie zagrożone w związku z tajaniem wiecznej zmarzliny i osiadaniem gruntu prowadzącym do zagrożenia dla stabilności budynków i budowli zbudowanych na betonowych palach.

Wartość ewentualnych strat, to zdaniem naukowców, nie mniej niźli 84 mld dolarów, jeśli idzie o infrastrukturę komunikacyjną oraz rurociągi i dodatkowe 53 mld dolarów wynikające z zagrożenia dla budynków mieszkalnych. W tym ostatnim przypadku, zdaniem analizujących problem, w niebezpieczeństwie jest przynajmniej połowa siedlisk ludzkich.

Łącznie należałoby wydać w najbliższym dziesięcioleciu co najmniej 7,5% rosyjskiego PKB, aby przeciwdziałać rysującym się katastrofom. W przypadku rosyjskiej gospodarki, która w ostatnich 11 latach rosła średnio rocznie w tempie 0,9%, jest to niemałe wyzwanie.

Pale trzeba wkopywać głębiej

Opinie amerykańskich badaczy potwierdza minister Aleksander Krutikow, odpowiadający w rosyjskim rządzie za problemy rozwoju obszarów arktycznych (a trzeba pamiętać, że ponad połowa obszaru Federacji Rosyjskiej znajduje się na obszarach objętych wieczną zmarzliną), którego zdaniem ponoszone przez Rosję straty z powodu efektu cieplarnianego już dziś wynoszą od 50 do 150 miliardów rubli rocznie (od 0,8 do 2,3 mld dolarów). Jest to istotny problem, tym bardziej biorąc pod uwagę, że 80% rosyjskich zbadanych zasobów gazu ziemnego i 15% ropy naftowej znajduje się na obszarach podbiegunowych.

Już teraz chcące inwestować na Dalekiej Północy rosyjskie firmy naftowe i gazowe, takie jak np. Novatek, kontrolowany przez zaprzyjaźnionych z Putinem oligarchów: Leonida Michelsona i Giennadija Timczenkę, muszą wydawać więcej w związku z „pogarszającymi się warunkami geologicznymi” – czyli rozmarzaniem gruntu.

Firma przygotowała się, jak informował publicznie Michelson, do zmian klimatycznych – betonowe pale, na których zbudowane są jej instalacje, wkopuje znacznie głębiej niźli dotychczas, zdecydowała się też na zakup specjalnej technologii przeciwdziałającej rozmarzaniu gruntu. Postanowiła też, że będzie używać będzie na lądzie gazociągów stosowanych do tej pory na platformach oceanicznych.

Ale to wszystko kosztuje i podnosi koszty i tak już niemałych inwestycji na Dalekiej Północy. Co robią w takiej sytuacji rosyjskie firmy? Występują do rządu o ulgi i zwolnienia podatkowe.

Bogini klimatycznego szaleństwa

Gdyby to wszystko, co mówi szesnastoletnia Szwedka, powtarzał ktoś dorosły, nikt by nawet nie zwrócił uwagi.

zobacz więcej
We wrześniu specjalny list do Władimira Putina skierował Igor Sieczin, prezes największego rosyjskiego koncernu naftowego Rosnieft. Prosi on w nim o to, aby jego firma, wzorem tych, które tak jak Novatek, wydobywają gaz ziemny na Dalekiej Północy, również otrzymała w związku z inwestycjami specjalne ulgi podatkowe. Ich wartość specjaliści oceniają na 2,6 bln rubli, czyli pond 40 mld dolarów według dzisiejszego kursu rubla.

W odpowiedzi rząd przygotował projekt specjalnej ustawy, który przewiduje dla wszystkich firm zainteresowanych inwestycjami w rejonach arktycznych zwolnienie z podatków na wiele lat. A to oznacza, że za rozwój rosyjskiego sektora wydobycia węglowodorów w niemałej części zapłacą podatnicy.

Już za trzy lata

Wydaje się jednak, że Federacja Rosyjska nie ma innego wyboru. W połowie września Orest Kasparow kierujący agencją Rosniedr, której zadaniem jest nadzór nad zasobami surowcowymi kraju, poinformował o wynikach zakończonej właśnie inwentaryzacji.

Doliczono się 2700 rozpoznanych pól roponośnych o łącznej wydajności 28,9 mld ton ropy naftowej. Trzy czwarte z tych zasobów to pola zbyt małe, aby opłacało się organizować wydobycie, ale nawet gdyby wyobrazić sobie, że znajdująca się w nich ropa zostanie w 100% wypompowana, to i tak dałyby one jedynie 1% krajowego wydobycia.

Pozostałe warte zainteresowania inwestorów 593 obszary dysponują zapasami 17,2 mld ton. Ale z różnych powodów, najczęściej oddalenia od siedzib ludzkich i braku jakiejkolwiek infrastruktury, w jednej trzeciej przypadków wydobycie nawet przy pełnym zwolnieniu z należnych podatków przy obecnych cenach surowców nie byłoby opłacalne.

Agencja Interfaks, która przytoczyła wypowiedzi Kasparowa, przypomniała również, że ocena opłacalności wydobycia przeprowadzona została przez rządową agencję przy założeniu, że ceny ropy naftowej na światowych rynkach utrzymają się na poziomie 70 dolarów za baryłkę, a na taką perspektywę niewiele obecnie wskazuje, rosyjscy analitycy raczej prognozują spadek światowych cen ropy, więc sytuacja jest gorsza niż można by na podstawie inwentaryzacji Rosniedr sądzić.

O tym, że tak jest w istocie wnioskować można na podstawie wystąpienia Pawła Sorokina, wiceministra nadzorującego wydobycie węglowodorów na jednym z niedawnych branżowych spotkań. Powiedział on, że „jeżeli Rosja nie podejmie niezbędnych działań”, to już za trzy lata w związku z wyczerpywaniem się starych złóż, przede wszystkim na Syberii Zachodniej, zmniejszona zostanie produkcja, a w 2036 roku Federacja Rosyjska wydobędzie 40% mniej ropy naftowej niż obecnie.
Prezydent Władimir Putin i premier Dmitri Miedwidiew podczas wizyty na Dalekiej Północy w marcu 2017 roku. Fot. Mikhail Svetlov/Getty Images
Sorokin jest zdania, że „punt krytyczny” nastąpi w roku 2025, kiedy wyczerpaniu ulegną obecnie eksploatowane zasoby i trzeba będzie przenieść znaczną część wydobycia na tereny trudno dostępnej Dalekiej Północy. Firmy zmuszone będą do większych inwestycji, przede wszystkim w infrastrukturę transportową (rurociągi, porty), co negatywnie wpłynie na ich zdolność do płacenia podatków.

Zaniżana liczba awarii

A przypomnijmy, że dziś z tego źródła pochodzi niemal połowa dochodów rosyjskiego budżetu. W efekcie, jak wynika z szacunków rosyjskiego Ministerstwa Finansów, w długoterminowej prognozie sytuacji budżetowej do 2036 roku, którą resort opublikował w ubiegłym miesiącu, dochody z tego źródła zmniejszą się w najbliższych latach minimum o 40%.

Ale to nie koniec problemu. Przede wszystkim z tego względu, że pochodząca z czasów sowieckich infrastruktura znajdująca się na Dalekiej Północy jest w opłakanym stanie i wymaga natychmiastowych nakładów. Według danych rosyjskiego Ministerstwa Energii tylko w ciągu 10 miesięcy ubiegłego roku miały miejsce 11 403 awarie ropociągów, czyli średnio ponad 1100 miesięcznie. Straty z tego tytułu przekraczają 46 tysięcy ton rocznie. Oczywiście głównym powodem jest stan infrastruktury, bo rury nie są nowe i już w niemałej części skorodowane, ale przyspiesza ten proces osiadanie gruntu.

Rosyjski Greenpeace kwestionuje te dane, dowodząc, że informacje o liczbie awarii rurociągów są przez władze celowo zaniżane i w istocie mamy do czynienia z liczbą ok. 35 tysięcy uszkodzeń rocznie, z których nie mniej niźli 20% wywołane jest procesem osiadania gruntu w wyniku topnienia wiecznej zmarzliny.

Innymi słowy przyszłość rosyjskiej gospodarki, sektora wydobycia węglowodorów, stabilność budżetu, a w związku z tym i obecnej władzy zależą od tego, czy uda się skłonić międzynarodowy kapitał do inwestowania na rosyjskiej Dalekiej Północy. Ale, aby być w stanie przeciwdziałać nadciągającemu kryzysowi, potrzebne są gigantyczne pieniądze, których Rosja – kraj notujący rekordowe odpływy kapitału – po prostu nie ma.

I tu znów pojawiają się kwestie ekologiczne. Trudno bowiem oczekiwać, że międzynarodowe, głównie europejskie, koncerny będące pod presją środowisk proekologicznych u siebie zdecydują się na lekceważenie sytuacji w Rosji. A i Moskwa zaczyna zdawać sobie sprawę, że akcje ekologów wymierzone w jej przemysł wydobywczy skutkują stratami nie tylko wizerunkowymi, ale i materialnymi (np. po aresztowaniu należącego do Greenpeace statku Arctic Sunrise Trybunał Arbitrażowy w Hadze orzekł, że Federacja Rosyjska musi wypłacić odszkodowanie).

Jak przełamać opory inwestorów

Chińskie firmy rabują rosyjskie lasy. Syberia w ogniu

Rosja płaci cenę za zniszczenie systemu zarządzania gospodarką leśną.

zobacz więcej
O tym, że nadciągają ciemne chmury Moskwa przekonała się latem tego roku. Wówczas media poinformowały o decyzji jednej z największych światowych firm specjalizujących się w morskim transporcie kontenerowym, jaką jest kontrolująca 14% rynku, francuska CMA CGM. Jej rzecznik prasowy na łamach „Le Figaro” obwieścił, że korporacja zdecydowała się nie wykorzystywać możliwości transportowych jakie otwiera tzw. Północna Droga Morska. Decyzja została podjęta ze względu na, jak powiedziano, „zagrożenia dla sytuacji ekologicznej” obszarów arktycznych.

W październiku nastąpił kolejny cios. Otóż Waszyngton nałożył sankcje na kanadyjsko-chińską firmę, do której należy sześć specjalistycznych statków do przewozu gazu LNG wykorzystywanych przez rosyjski Novatek. Była to połowa floty obsługującej największy rosyjski projekt wydobywczy gazu skroplonego, jamalskie przedsięwzięcie koncernu.

Po miesiącu sankcje zniesiono, przede wszystkim z tego powodu, że zaangażowanie chińczyków w kapitale firmy spadło do poziomu mniejszego niźli 50%, ale dla Moskwy stało się jasne, że nawet jeśli będą w stanie wydobywać na Dalekiej Północy ropę naftową i gaz ziemny, to wywiezienie z tego regionu milionów ton węglowodorów może nie być już tak proste.

Istota rysującego się przed Moskwą zagrożenia sprowadza się do tego, że światowy biznes w coraz większym stopniu wrażliwy na kwestie ekologiczne, zwłaszcza w obliczu nasilających się wojen handlowych i wybiórczego stosowania sankcji, może nie być tak chętny, jak można byłoby sądzić, aby inwestować na rosyjskiej Dalekiej Północy. Jak Rosja chce zmienić nastawienie zagranicznych inwestorów? Odpowiedzialny za rosyjski sektor wydobycia węglowodorów minister Nowak stwierdził, że zyskowność inwestowania na tych obszarach winna wzrosnąć z obecnych 10% do poziomu minimum 20%. To ma pozwolić przełamać opory.

Ale jednocześnie Rosja usiłuje się przedstawiać jako kraj bardziej niż dotychczas przyjazny ekologii i zaangażowany w rozwiązywanie problemów związanych z efektem cieplarnianym. I niewykluczone, że właśnie dlatego w Moskwie podjęto decyzję o przyjęciu Porozumienia Paryskiego, a Władimir Putin ciepło wypowiedział się o aktywności nastoletniej aktywistki ekologicznej ze Szwecji. Trudno jednak powiedzieć, czy prezydent Rosji swoje deklaracje traktuje poważnie, czy jest to kolejna – jak określił to Grigorij Jawliński, lider opozycyjnego Jabłoka – „piarowska zagrywka Kremla”.

– Marek Budzisz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Pola roponośne Wankor w Krasnojarskim Kraju we wschodniej Syberii. Fot. REUTERS/Sergei Karpukhin
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kobieta, która stanęła przeciw Łukaszence
Przez lata żyła „przy mężu”. Dziś musi sprostać roli męża stanu.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak zarobić na Białorusi. Polski biznes w państwie Łukaszenki
To kraj fantastycznie uporządkowany, nie ma tam szarej strefy, jak na Ukrainie czy w Rosji – mówią inwestorzy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Dlaczego zarażeni Polacy rzadziej umierają w weekendy? Dziwne...
W czasie pandemii liczba zgonów spadła. Najbardziej na Lubelszczyźnie, Podlasiu i Podkarpaciu
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Demokraci byli rasistami. Republikanie walczyli o prawa czarnych
Elity republikańskie przypominały namaszczonych elitarnych działaczy Unii Wolności przekonanych, że prowadzą kraj ku postępowi.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Życie na 500 procent normy
„Wtedy Bóg rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną; niechaj więc żyje tylko 120 lat”.