Cywilizacja

Murem za Erdoganem. Dlaczego Turcy masowo popierają operację w Syrii?

Podczas eliminacji do Euro 2020 piłkarze reprezentacji Turcji, zdobywszy bramkę w meczu z Albanią, oddali salut wojskowy, by wyrazić solidarność z działaniami w Syrii. „To za nasz naród, a zwłaszcza za tych, którzy dla niego narażają życie”, wyjaśnił na Instagramie Cenk Tosun, autor zwycięskiej bramki. A turecki związek piłki nożnej dodał: „Zwycięstwo dedykujemy naszym bohaterskim żołnierzom”.

Tu wcześniej wojny nie było. Teraz łopaty prędko latają w powietrzu, gdy kopie się kolejne groby

– To jest dla mnie Trump, zwierzę! – krzyczał Dilo, odcinając najpierw jedno, a potem drugie ucho martwego zwierzęcia. Reportaż Witolda Repetowicza z kurdyjskiej Rożawy w północno-wschodniej Syrii.

zobacz więcej
Turecka operacja wojskowa w północnej Syrii, rozpoczęta 9 października po południu, w prasie światowej została już opisana na wszelkie możliwe sposoby, z różnych punktów widzenia i z uwzględnieniem rozmaitych aspektów.

Jest w tych opisach miejsce na akt zdrady popełniony przez Donalda Trumpa, który opuścił swych kurdyjskich sojuszników z czasów wojny z ISIS (gdyby tak samo postąpił Barack Obama, grzech z pewnością byłby lżejszy); przestrogi, by nie ufać Ameryce; relacjonowanie dramatu Kurdów, którzy nawet w sprzyjających warunkach – a takie były w ostatnim czasie – ciągle nie są w stanie wybić się na niepodległość i tak naprawdę na nikogo nie mogą liczyć; i oczywiście aspekty wojskowe.

Dorzućmy do tego sugestywne opisy cierpień, jakie wojska tureckie zadają kurdyjskiej ludności cywilnej. Nie ironizuję. Relacje z terenu walk są poruszające, ale wcale nie bardziej niż z miejsc innych konfliktów – Iraku, Sudanu, Afganistanu czy Czeczenii. Brzmi to oczywiście banalnie, ale ludzie cierpią przy każdym konflikcie, również takim, który podyktowany jest najsłuszniejszymi względami (vide Powstanie Warszawskie).

Żołnierze tureccy jednak nie przybyli do Syrii po to, by łagodną perswazją skłonić bojowników kurdyjskich do opuszczenia strefy przygranicznej, lecz by ich do tego zmusić, skutki więc, choć bolesne, są oczywiste.

Najbardziej być może porusza fakt, że tak ostro poczyna sobie państwo, które jest bardzo ważnym członkiem NATO i aspiruje – nadal, przynajmniej formalnie – do członkostwa w Unii Europejskiej. Ale trzeba też pamiętać, że obecna operacja wcale nie jest pierwsza.
Cmentarz w Kamiszlo w północnej Syrii, gdzie pochowani są kurdyjscy bojownicy polegli podczas walk w 2016 roku o miasto Ras al-Ain. Fot. REUTERS/Muhammad Hamed
Przez ostatnie ćwierć wieku wojsko tureckie, zwalczające separatystów z PKK, Robotniczej Partii Kurdystanu (zwanej też Partią Pracujących Kurdystanu), regularnie podejmowało akcje niszczenia ich baz i kryjówek za granicą, głównie na terenie Iraku. Tyle że świat niespecjalnie się tym interesował.

Sami przeciw światu

Przed laty pogranicze Turcji z Irakiem, Iranem i Syrią stanowiło zakątek świata tak odległy, że wręcz marginalny. Kogo mogło obchodzić, co się dzieje w górach Kandil, gdzie swe bazy miała PKK? Za sprawą wojen w Iraku i Syrii ten rejon jednak gwałtownie się przybliżył. A na obecną eksplozję zainteresowania złożył się szczególny splot wypadków z ostatnich lat – poza wojną domową w Syrii także walka z dżihadystami, nowa rola Kurdów, obecność Amerykanów i zaangażowanie Rosji, nie mówiąc o aspiracjach Turcji, która pragnie stać się mocarstwem co najmniej regionalnym.

Odwrócił sojusze, spacyfikował wojsko, zburzył fundamenty republiki. Niebezpieczny jubileusz

Dobrze się czuje w roli nowoczesnego sułtana. Ale może bardziej jeszcze odpowiadałby mu tytuł kalifa – zwierzchnika religijnego świata islamu?

zobacz więcej
Jest jednak pewien aspekt, który w relacjach z ostatnich wydarzeń jest właściwie wszędzie pomijany: to podejście społeczeństwa tureckiego. Jak reaguje ono na to, co dzieje się po drugiej strony granicy? Czy aprobuje operację, prowadzoną pod dwuznacznym kryptonimem „Źródło pokoju”? Czy popiera decyzje prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana?

Erdogan i jego Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) w ostatnich miesiącach odczuwalnie tracą poparcie, czego dowodem są wyniki marcowych wyborów lokalnych. Ale czy ów spadek popularności przekłada się na stosunek Turków do polityki prezydenta wobec Kurdów?

W grę wchodzą przecież kwestie bezpieczeństwa, bo PKK to organizacja terrorystyczna. Za taką została uznana nie tylko w Turcji, ale także w Unii Europejskiej i w Stanach Zjednoczonych. Na to wszystko nakłada się dobrze wyczuwalny syndrom oblężonej twierdzy: skoro świat jest przeciwko Turkom, bo krytycznie ocenia ich poczynania, należy zgodnie dać mu odpór.

Choć społeczeństwo tureckie jest podzielone nie mniej niż wiele innych (brytyjskie – na tle stosunku do brexitu, amerykańskie – do Donalda Trumpa, polskie – wiadomo), ma jednak coś, co zawsze je łączy, i jest to właśnie stosunek do mniejszości kurdyjskiej.
Akceptacja dla operacji w Syrii jest w Turcji właściwie powszechna. Na zdjęciu: wojska tureckie przejeżdżają przez miasto Akcakale przy granicy z Syrią. Fot. REUTERS/Murad Sezer
Chodzi nie tylko o to, że przez długi czas Turcy negowali odrębność Kurdów. Jeszcze kilkanaście lat temu obowiązywała teza, że Kurdowie to Turcy, tyle że mieszkający w górach – stąd ukuto termin „Turcy z gór”.

To się jednak zmieniło i od pewnego czasu Kurdowie mogą już być Kurdami, pobierać nauki po kurdyjsku, mieć własne media i nawet partię, która reprezentuje ich interesy w parlamencie. Ale gdy tylko, nawet najdelikatniej, zarysowuje się kwestia własnego państwa (tu dygresja: wbrew uparcie powtarzanej opinii, Kurdowie nie są największym narodem bez państwa, bo palma pierwszeństwa przypada Tamilom), różnice między Turkami znikają w mgnieniu oka. Turcy się jednoczą – i dają temu wyraz.

Zwycięstwo na cześć żołnierzy

Cenk Sahin, piłkarz grający w hamburskim klubie St. Pauli, musiał się z nim pożegnać. Sprzeniewierzył się bowiem, jak poinformowało kierownictwo, wyznawanym w klubie wartościom, otwarcie popierając nacjonalistyczną operację Turcji. Nie on jeden.

Podczas eliminacji do Euro 2020 piłkarze reprezentacji Turcji, zdobywszy bramkę w meczu z Albanią, oddali salut wojskowy, by wyrazić solidarność z działaniami w Syrii. „To za nasz naród, a zwłaszcza za tych, którzy dla niego narażają życie”, wyjaśnił na Instagramie Cenk Tosun, autor zwycięskiej bramki. A turecki związek piłki nożnej dodał: „Zwycięstwo dedykujemy naszym bohaterskim żołnierzom”.

Ani Tosun, ani jego koledzy nie ponieśli konsekwencji, ale pewnie ich nie unikną, bo UEFA zapowiedziała, że sprawą się zajmie.

Milion Turków rusza do Europy z prośbą o azyl...

Kryzys po zakupie od Rosji systemu obrony przeciwlotniczej S-400. Turcja wykluczona z Rady Europy i z NATO. Erdoğan ginie w zamachu... Political fiction Witolda Repetowicza.

zobacz więcej
Podobnym duchem narodowej jedności wykazał się parlament w Ankarze. W przeddzień rozpoczęcia operacji zaaprobowały ją wszystkie partie, również opozycyjne, poza, co oczywiste, prokurdyjską Ludową Partią Demokratyczną (HDP). – Jestem przeciwko wojnie, ale podjąłem trudną decyzję, by poprzeć akcję, bo walka z terroryzmem oznacza obronę Turcji – mówił Kemal Kilicdaroglu, lider Republikańskiej Partii Ludowej (CHP), głównego ugrupowania opozycji.

Jeszcze bardziej znamienne jest poparcie ze strony Ekrema Imamoglu, nowego burmistrza Stambułu, który wiosną dwukrotnie pokonał kandydata rządzącej AKP. Po pierwsze, Imamoglu wygrał dzięki głosom Kurdów. Po drugie, wyrasta dzisiaj na czołową postać antyerdoganowskiej opozycji i już teraz mówi się, że w 2023 roku może być rywalem Erdogana w wyborach prezydenckich.

Tak powszechna akceptacja w tak bardzo podzielonym społeczeństwie nie wzięła się znikąd. PKK jest w Turcji wrogiem publicznym numer jeden, bo podważa sens istnienia tureckiego państwa w jego obecnym kształcie. W dodatku wojna, jaką separatyści wydali Turcji, pochłonęła zbyt wiele ofiar – aż 40 tys. w ciągu 35 lat. Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG), organizacja Kurdów syryjskich, są, według Turcji, niczym innym jak przybudówką PKK. Cóż z tego, że obecnie występują pod nazwą Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF)? Ludzie z YPG nadal stanowią ich trzon.

Pozbyć się Syryjczyków

Celem „Źródła pokoju” jest całkowite usunięcie SDF z terenów przygranicznych. W ten sposób powstanie strefa bezpieczeństwa, stanowiąca dla Turcji gwarancję, że z tej strony nic jej nie zagrozi. Strefa w założeniu ma sięgać 32 kilometry w głąb terytorium Syrii i biec na odcinku kilkuset kilometrów; ile dokładnie – jeszcze nie wiadomo (granica turecko-syryjska ma długość 911 km).
Turecka strefa bezpieczeństwa w północnej Syrii miałaby zostać utworzona wzdłuż całej granicy i obejmować obszar sięgający ok. 30 km w głąb Syrii. Fot. Reuters
Takie są uzgodnienia, przyjęte ostatecznie podczas niedawnych rozmów z przedstawicielami USA w Ankarze, ale wstępnie omawiane już od sierpnia. Amerykanie, w obawie przed możliwą interwencją Turcji na terenie Syrii, już wtedy wyrazili zgodę na utworzenie strefy. Ustalono wówczas, jak pisał brytyjski dziennik „Guardian”, że będą nią administrować wspólnie z Turkami. Wycofanie się oddziałów USA przekreśliło te plany.

Jedno się nie zmieniło: tak wtedy, jak i teraz władze tureckie chcą przesiedlić do strefy część uchodźców syryjskich, którzy od wybuchu wojny domowej w Syrii znaleźli schronienie na terenie Turcji – ok. 2 milionów, czyli ponad połowę z łącznej liczby 3,6 miliona.

To dobrze przemyślany plan. Pozbycie się uchodźców ma uchronić Turcję przed zawirowaniami, jakie może spowodować ich obecność, i jest to sprawa wcale nie mniej ważna niż walka z PKK/YPG, choć nie wszyscy mają tego świadomość.


Soner Cagaptay, znany turecki badacz z Washington Institute, uważa, że władze tureckie dostrzegają zagrożenie, jakie niesie z sobą obecność przybyszów z Syrii, i po prostu nie mogą sobie pozwolić na jego zlekceważenie.
Spotkanie w Soczi. Recep Tayyip Erdogan i Władimir Putin podzielili się odpowiedzialnością za bezpieczeństwo turecko-syryjskiej granicy. Fot. Sputnik/Alexei Druzhinin/Kremlin via REUTERS
– Obecność uchodźców syryjskich przybliża perspektywę wstrząsów społecznych. Jest to bowiem najbardziej znacząca zmiana demograficzna od lat dwudziestych, gdy Grecja i Turcja dokonały wymiany ludności. W południowej Turcji Syryjczycy już stanowią 10-15 proc. ludności, a w czasie, gdy gospodarka zwalnia, niechęć do uchodźców narasta. Erdogan pragnie, by ten problem zniknął. Naciska na utworzenie strefy bezpieczeństwa nie tylko dlatego, by zniszczyć YPG i nie dopuścić do powstania państwa, które wspierałoby PKK, ale po to właśnie, by dużą liczbę uchodźców móc wyekspediować do Syrii – twierdzi Cagaptay.

Cała scena dla Rosji

Wiele wskazuje na to, że cele, jakie postawiła sobie Turcja, zostały już – albo prawie – osiągnięte, przynajmniej na płaszczyźnie militarnej. Przez pięć dni przerwy w działaniach (właśnie „przerwy”, podkreślają Turcy, bo nie jest to jeszcze zawieszenie broni – na to przyjdzie czas później) oddziały kurdyjskie opuściły już podobno strefę, którą ma stać się strefą bezpieczeństwa.

Teraz na scenę znowu wkracza Rosja. Na mocy porozumienia, zawartego w Soczi przez Erdogana i Władimira Putina, żołnierze obu krajów będą odtąd wspólnie pilnować granicy między Turcją i Syrią. Czy z dobrym skutkiem? Tego właśnie nie wiadomo.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.